wikul
27.07.12, 15:15
Przecież startuje we wszystkich możliwych wyborach.
Janusz Korwin-Mikke politykiem przestał być już dawno. Czasy, gdy gościł w Sejmie, dumnie sprawując mandat posła pamięta jedynie niewielki odsetek z jego młodocianego - głównie internetowego - elektoratu. Od tego czasu - przez 20 lat swojej politycznej quasi-kariery – Korwin-Mikke przegrał wszystko, co było do przegrania: pięć kolejnych wyborów parlamentarnych, cztery kampanie prezydenckie i trzy samorządowe.
Powód kolejnych wyborczych porażek? Zawsze ten sam. "Lewackie media manipulujące wyborcami, fałszująca wyniki wyborów banda czworga (PO, PSL, PiS, SLD) i wciąż obecne w polskim społeczeństwie gnuśne komuchy robiące mu czarny PR" – przekonuje za każdym razem Korwin-Mikke. Winni są wszyscy - tylko nie Korwin-Mikke.
Tak przynajmniej uważa główny zainteresowany: bezkrytyczny wobec siebie, brydżowy mistrz Polski, pan i władca internetowych sondaży. Prawda jest jednak inna. Janusz Korwin-Mikke przegrywa nie przez rozmaite (większe bądź mniejsze) spiski, ale przez tragikomiczny brak politycznego wyczucia, ośmieszającą niekonsekwencję w poglądach i - co najsmutniejsze - zwykłe chamstwo.
Były prezes UPR oraz Wolności i Praworządności jest ponoć libertarianinem i głosi skrajnie wolnościowe poglądy. Nie przeszkadza mu to jednak twierdzić, że "alternatywą dla demokracji jest normalność" czy publicznie ogłaszać, że "chciałby odebrać prawa wyborcze wielu osobom, nie tylko kobietom". Krytykując demokrację Korwin-Mikke mówił, że "polega ona na tym, że jeżeli ja z panem i panią będziemy na bezludnej wyspie, to większością głosów ustalimy, że pani ma z nami na zmianę sypiać! To jest właśnie demokracja! A mając większość 2/3 wpiszemy to nawet do konstytucji". Mimo to, często za wzór dobrze zarządzanego państwa stawia jeden z najbardziej demokratycznych krajów świata – Szwajcarię - czy demokratyczne od chwili powstania Stany Zjednoczone. Oto właśnie "konsekwencja" w wydaniu JKM-a.
Wprost