benek231
04.03.16, 21:52
Wstając z kolan, uważaj na głowę. Po 100 dniach rządów PiS
Leszek Jażdżewski redaktor naczelny pisma "Liberté!", publicysta
04.03.2016 01:00
Nie ma powodów, dla których podporządkowana Kaczyńskiemu armia nieudaczników ma rządzić Polską lepiej niż ci, których PiS odsunął od władzy. To nie jest żadna sanacja państwa, tylko recydywa. I do tego białe rękawiczki zamieniono na łom.
Żaden rząd w historii III RP nie miał tak zwartego parlamentarnego zaplecza jak rząd Beaty Szydło. Żaden premier nie miał też równie słabej co ona pozycji. Od czasów Mazowieckiego żadna władza (choć nie rząd) nie dokonała tyle w pierwszych 100 dni, co Prawo i Sprawiedliwość. I żadna nie napotkała równie silnego oporu. W kurzu bitewnym codziennych starć łatwo stracić z oczu szerszy obraz. Do czego PiS-owi władza?
Nawet stadniny
PiS de facto zawiesił Trybunał Konstytucyjny, media publiczne oddał partyjnemu cynglowi, spłacił dług (500 zł na drugie dziecko) u wyborców, cofnął w rozwoju sześciolatki, nie mając kadr, dramatycznie obniżył standardy (swoimi ludźmi obsadził nawet stadniny). PiS zwiększył inwigilację, zapowiedziami wkurzył rolników (obrót ziemią) i sklepikarzy (podatek obrotowy). Inteligencję i klasę średnią wypchnął na ulicę do manifestacji, w których nigdy na tę skalę w wolnej Polsce nie uczestniczyli.
PiS mógł wykorzystać nowy centrowy wizerunek partii "z ludźmi" i zdobyć serca Polaków. Zamiast tego wybrał podtapianie. PiS na swoich wojennych 100 dniach dniach wygrał tyle, co człowiek, który przystawia kasjerce nóż do gardła, żeby wydała mu pieniądze poza kolejką. Trybunał czy media publiczne obsadziłby tak czy inaczej. Socjalne pomysły PiS trudno byłoby opozycji odrzucić. Gdyby PiS otworzył "Front naprawy państwa" - odnosząc się krytycznie do zaniechań z czasów PO - zarówno Kukiz, jak i Nowoczesna, a zapewne i koniunkturalny PSL i wiele środowisk niepopierających PiS mogłyby się przyłączyć. Widać to po umiarkowanych reakcjach na pisany palcem na piasku "plan Morawieckiego". W momencie kiedy znacząca część opinii publicznej była gotowa przyznać, że PiS "nie jest taki zły", Kaczyński zrobił wszystko, żeby Tomasz Lis mógł z dumą wydać książkę pod znaczącym tytułem "A nie mówiłem".
Dlaczego Władca Marionetek rzucił swoje żołnierzyki do frontalnego, okupionego ciężkimi stratami ataku, wprost na baterie przeciwnika, zamiast spokojnie cieszyć się owocami zwycięstwa i stopniowo powiększać stan posiadania? Część decyzji, takich jak ułaskawienie Kamińskiego, ministerialne teki dla Ziobry i Macierewicza, była prawdopodobnie nieuchronną konsekwencją wewnątrzpartyjnej układanki. Część taktycznym wyborem - "najpierw walimy w twarz, potem (być może) przytulimy". Konsekwencją była mobilizacja opozycji, powstanie KOD-u i zantagonizowanie najważniejszych sojuszników Polski za granicą.
To nie sanacja państwa, tylko recydywa
PiS postanowił rozdać wszystkie pieniądze, które był w stanie wycisnąć. Nie jest pewne, czy tylko już podjęte zobowiązania będą do utrzymania w latach kolejnych bez podwyżek podatków. Stanowiska rozdać można tylko raz i jednak nie wszystkim. Potrzeba całkowitej kontroli oznacza brak decyzyjności, błędy, frustrację. Terapia szokowa, po której następuje normalizacja, ma w teorii sens, tyle że normalizacja, która nastąpi, może okazać się daleka od marzeń zarówno rządzących, jak i rządzonych. Nie ma powodów, dla których niesamodzielna, podporządkowana Kaczyńskiemu armia nieudaczników ma rządzić Polską lepiej niż ci, których PiS odsunął od władzy. Można oczywiście podpierać się argumentem, że tamci robili to samo. Ale to nie jest żadna sanacja państwa, tylko recydywa. I do tego białe rękawiczki zamieniono na łom.
Rafał Matyja ma być może rację, że Kaczyński, antagonizując własny obóz z większością obywateli, zabezpiecza się przed zdradą. Żeby się uwiarygodnić, każdy musiał ubrudzić sobie ręce. A teraz nie ma już mowy o odwrocie i porozumieniu z "wrogiem". Utrata władzy może skutkować Trybunałem Stanu, postępowaniami prokuratorskimi. Dziś kierunek jest jeden - razem z wodzem do przodu. Chodzi o to, że o ile wcześniej cel był jasny - zdobycie władzy, o tyle dziś tego celu nie widać.
Kaczyńskiemu udało się stworzyć w skali III RP bezprecedensowo silny aparat politycznej woli - samodzielnie rządzącą partię polityczną skupioną wokół charyzmatycznego przywódcy. W jednym ręku zebrał narzędzia politycznej kontroli: parlament, rząd i prezydenturę, media publiczne, spółki i agencje. Cieszy się w swoim obozie niekwestionowanym autorytetem, ma największą władzę osobistą w historii III RP. I co z tego? Do czego Kaczyńskiemu władza? Bo przecież nie do realizacji wewnętrznie sprzecznej "prezentacji Morawieckiego" (pierwszej strategii gospodarczej, która istnieje tylko w postaci slajdów).
PiS "zdziczał", będąc opozycją
Kaczyński mógł zbudować sobie prawdziwy pomnik. Godząc Polaków z państwem, mozolnie odbudowując jego autorytet, bazując na inspiracji przedwojennym etosem urzędniczym, ale przede wszystkim przywracając szacunek i zaufanie do instytucji państwowych w swoim elektoracie "wkurzonych" i znacznie szerszym gronie "rozczarowanych". Zamiast tego wybrał konflikt bez sensu.
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że u steru rządów, podobnie jak w opozycji, prawica znalazła dla siebie tylko jedną logikę funkcjonowania. Postawić się w kontrze do mainstreamu, europejskich standardów i pokazać, że my jesteśmy "inni". Suwerenność, o której marzy prawica, to wolność do robienia na złość wszystkim, których się nie lubi. Tak można tworzyć umiarkowanie ambitne, przyznajmy, pisma. Tak można - bez polotu wprawdzie - suflować posłom "tematy dnia" w opozycji. Ale w taki sposób nie da się na dłuższą metę prowadzić żadnej, a tym bardziej podmiotowej, polityki.
W PiS-owskim wykonaniu Polska może i wprawdzie wstała z kolan, ale niestety uderzyła się przy okazji w głowę. Emblematycznym przypadkiem jest sprawa Trybunału Konstytucyjnego i raportu Komisji Weneckiej. Retoryka ministra Waszczykowskiego, która w opozycji mogłaby być uważana za niezbyt lotną publicystykę, na stanowisku ministra jest bezmyślną szkodą wyrządzaną polskim interesom.
Nawet w PiS zaczynają powoli rozumieć, że w MSZ potrzebują zręcznego gracza, który będzie w stanie choć częściowo wytłumaczyć rząd Szydło za granicą. Tymczasem Waszczykowski kolejny raz ośmiesza się, ostrzegając przedstawicieli Komisji, że "w tej chwili wkraczają na niebezpieczną ścieżkę politycznego sporu z Polską". Szef MSZ i politycy PiS oburzają się problemem, który sami sobie zgotowali - najpierw łamiąc konstytucję, naruszając zasady państwa prawa, a następnie zapraszając do oceny tego faktu gremium o najwyższych międzynarodowych standardach i prestiżu. Innego rozstrzygnięcia niż druzgocąca krytyka naprawdę nie mogli się spodziewać.
Kryzysy i konflikty mogą służyć osiąganiu konkretnych celów, można wykorzystywać je na swoją korzyść, problem w tym, że Polska jest tego kryzysu przyczyną, i to ona będzie najbardziej poszkodowana przez jego skutki. Stajemy się w Unii krajem "specjalnej troski", a w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii nie stać nas na pozostawanie w UE na marginesie (na wystąpienie z Unii nie stać nawet Wielkiej Brytanii).
PiS jako opozycja totalna i permanentna bardzo "zdziczał", oduczył się odpowiedzialności za słowa, nie mówiąc o czynach. Jeśli PiS nie dorośnie do sprawowania władzy, straci ją szybciej, niż myśli.
A Polacy? Polacy zostaną z przysłowiowym... rachunkiem w garści.
Cały tekst: wyborcza.pl/1,75968,19715173,wstajac-z-kolan-uwazaj-na-glowe-po-100-dniach-rzadow-pis.html#ixzz41yB9HNu8