Gość: ABC
IP: 12.155.172.*
16.04.02, 05:59
Dziennik Polski (Krakow), nr 86 (17576), piatek 12 kwietnia 2002
5 metrow za plecami
====================
- Czy to, ze mezczyzna szedl za tym panem, mozna nazwac sledzeniem?
Nikomu nie mozna zabronic, by za kims szedl - mowi podinsp. Dariusz
Nowak, rzecznik malopolskiej policji.
- Po godzinie 20 przechodzilem kolo "Domu Turysty" i postanowilem
skorzystac z toalety w hotelu. W holu zobaczylem duza grupe rozesmianych
turystow - jak sie wkrotce okazalo - z Izraela. Gdy opuszczalem budynek
przygladnalem sie tej dosyc halasliwej grupie, posniej przez chwile
zatrzymalem sie kolo budynku - mowi pan Piotr K. - Nikogo nie
prowokowalem, stalem.
W pewnej chwili do pana Piotra podszedl mezczyzna "mowiacy obcym
jezykiem". Wkrotce, juz po angielsku, zapytal, czy moze w czyms pomoc. -
Nie odpowiedzialem, a on pytal dalej, czy ma do mnie mowic po
hiszpansku, francusku, niemiecku. W koncu wszedl do hotelu, a ja
odszedlem - dodaje pan K. Juz na Plantach pan K. zorientowal sie, ze
mezczyzna z hotelu idzie za nim.
- Caly czas trzymal sie w odleglosci okolo 5 - 6 metrow. Gdy ja sie
zatrzymalem, by zobaczyc, co zrobi, on takze stanal i tak przez caly
czas - ja ide, on tez, ja stoje, on tez; co kilka minut laczyl sie z
kims przez krotkofalowke albo jakies inne urzadzenie - mowi pan K. - Tak
doszlismy do ulicy Augustianskiej.
Na ulicy Augustianskiej Piotr K. zobaczyl nagle przed soba radiowoz
policji. Wysiedli z niego dwaj funkcjonariusze i poprosili o dokumenty.
- Co sie stalo, jaki jest powod, ze jestem legitymowany. Kim panowie sa?
Ja tez prosze o nazwiska, stopien - powiedzialem. - Chwile trwaly slowne
przepychanki, a w tym czasie do tego mezczyzny, ktory szedl za mna przez
prawie 2 kilometry podeszly dwie lub trzy inne osoby, w tym - jak sie
okazalo - tlumacz.
W trakcie rozmowy wyszlo, ze podobno policja otrzymala sygnal od
izraelskich sluzb ochrony, ze moge byc niebezpieczny - mowi pan K. - Ja
sie pytalem, dlaczego mna sie zajeli, przeciez nic nie zrobilem.
Uslyszalem, ze takie sa rozkazy. Posniej uslyszalem jeszcze jak ta
osoba, ktora mnie sledzila, zadala pytania policjantom, przez tlumacza,
m.in., skad jestem, co w Krakowie robie itp. Zaprotestowalem,
przypominajac o ochronie danych osobowych; uwazam, ze nie wolno nikomu
przekazywac informacji o mnie jakiejs obcej osobie, na dodatek z innego
panstwa - zwazywszy na to, ze niczego nie bylo.
Po dluzszej wymianie zdan pan Piotr w koncu poszedl wolno i wszyscy sie
rozeszli; K. uslyszal tez, ze jesli bedzie chcial sprawdzic, kto go
zatrzymal, legitymowal i dlaczego, bedzie mogl sobie przeczytac o tym w
czwartek w komisariacie Stare Miasto. Przyszedl wiec wczoraj rano do
komisariatu, ale w ksiazce meldunkow niczego nie bylo. Uslyszal, ze byc
moze byli to policjanci z prewencji, a oni nie musza wpisywac
interwencji do ksiazki.
- Rozumiem sytuacje, gdy hotel jest zablokowany, nikt nie jest
wpuszczany, np. ze wzgledow bezpieczenstwa, ale takiej sytuacji nie
bylo. To przypadek, ze sie tam znalazlem - mowi pan. K. - Gdybym wdarl
sie do zamknietego dla obcych budynku - wtedy rozumialbym kazda reakcje,
ale tego nie zrozumiem. Na dodatek, jestem w swoim kraju, a jestem,
przez 2 kilometry sledzony przez obcokrajowca, prawdopodobnie pracownika
sluzb bezpieczenstwa, prawdopodobnie uzbrojonego, ktory jeszcze zada
moich danych. Czy obce sluzby maja dyrygowac polska policja?
- To byli policjanci ze Sztabu Miejskiego - mowi sierz. Agnieszka
Walczak z Biura Prasowego Komendy Miejskiej Policji w Krakowie. - Ze
sporzadzonej notatki wynika, iz podjeli interwencje z uwagi na
zawiadomienie pracownika konsularnego Izraela, ze jakis mezczyzna
zachowuje sie podejrzanie, m.in. obserwuje hotel. Rzeczywiscie ten
pracownik konsularny udal sie za panem K. od hotelu na ul. Augustianska,
gdzie policjanci podjeli interwencje i wylegitymowali pana K.
Sprawdzono, czy nie figuruje on w rejestrze poszukiwanych. Nie
figurowal. Jesli pan K. uznal, ze zostaly naruszone jego interesy - moze
zlozyc skarge. Oczywiscie, policjanci nie moga postronnej osobie
przekazywac zadnych danych dotyczacych zatrzymywanej osoby.
- W tym, co sie stalo, nie ma nic zabronionego - dodaje podinsp. Dariusz
Nowak, rzecznik malopolskiej policji. - Kazdy moze zglosic, ze cos
wydaje mu sie podejrzane. Czy to, ze mezczyzna szedl za tym panem, mozna
nazwac sledzeniem? Prawdopodobnie chcial sie upewnic, ze wszystko jest w
porzadku. Nikomu nie mozna zabronic, by za kims szedl.
Czy obcokrajowcy moga w Polsce na ulicy nosic bron? Sa tacy, ktorzy maja
taka zgode. Np. w trakcie ostatnich uroczystosci - Marszu ¯ywych -
przedstawiciele sluzb specjalnych Izraela mieli bron; to reguluja umowy
miedzynarodowe.
(J.CW)