sz0k
25.03.20, 13:43
Myślę, że należy poprawnie odczytywać znaki czasu. Aktualnie wszystko wydaje się wręcz wyłożone jak na dłoni. Natura w postaci mikroskopijnego, niewidocznego gołym okiem wirusika pokazała, zachłyśniętemu swoim postępem (technologicznym w tym i medycznym!), człowiekowi gdzie tak naprawdę jest jego miejsce.
Widzicie moi Drodzy, problem w tym, że za tym całym, niewątpliwym postępem technologicznym, który dokonał się w ostatnich dziesięcioleciach, nie szedł kompletnie postęp w moralności. Ba! Wydaje się, że był on raczej dokładnie odwrotnie proporcjonalny! Mamy do czynienia z regresem i uwstecznieniem w tej dziedzinie, swoistym powrotem do moralnego barbarzyństwa i dekadenckiego zepsucia, tak charakterystycznego nieustannie w dziejach ludzkości w społeczeństwach wydawałoby się wysoko rozwiniętych (Egipt, Babilon, Rzym). Opowieść o „wieży Babel” jest nieśmiertelna i w kółko powraca w historii człowieka. I co gorsza, nic się nie uczymy i nie wyciągamy żadnych wniosków z tej historii… ale kto wie? Może teraz?
Największą tragedią obecnego czasu nie jest bowiem sam koronawirus i jego śmiertelne żniwo, ale cała masowa, globalna histeria z nim związana. To jest chyba pierwszy w historii wirus grypy, który poza samą grypą powoduje przede wszystkim wariactwo… Skąd ono się bierze? Moim zdanie właśnie z tego o czym wspomniałem na wstępie. Człowiek tak zachłysnął się swoim postępem technologicznym (informatycznym, medycznym, technicznym), wiedzą naukową, dziełami swoich rąk, że popadł w niebotyczną wręcz pychę i samoubóstwienie, przekonanie o swojej genialności i samowystarczalności. Taki człowiek siłą rzeczy, prędzej czy później, stwierdzi że Bóg, transcendencja, duchowość, nie są mu do niczego potrzebne i szybko odrzuci je jako nieistniejące („nie dające się naukowo udowodnić”). To ma co najmniej dwie, tragiczne w skutkach, konsekwencje:
Po pierwsze, odrzucenie Boga i religii siłą rzeczy będzie wiązało się z odrzuceniem całego światopoglądu z nimi związanego, a co za tym idzie całej moralności, która jest zbudowana w oparciu o ten światopogląd. Oczywiście natura (w tym ludzka) nie znosi próżni, więc „coś” będzie musiało ją wypełnić. To „coś” jest tu rzeczą kluczową i niestety doświadczenie wieków (zwłaszcza ostatniego) uczy, że kończy się to upadkiem moralności jako takiej w trybie ekspresowym…
Po drugie, odrzucenie wszelkiej transcendencji i świata duchowego oznacza, że człowiekowi pozostaje już tylko świat widzialny i życie doczesne. Stąd tak histeryczne przywiązanie do niego i gorączkowe działania mające na celu zachowanie go za wszelką cenę. Jeśli nie ma nic „po” to wszystko co mam jest tu i panicznie boję się to stracić, bo później nie ma już nic… żadnej nadziei, żadnego pocieszenia, to jest w gruncie rzeczy rzeczywiście tragiczna perspektywa i trudno się dziwić tej całej szaleńczej panice współczesnego świata, który dawno porzucił Boga i przestał zadawać sobie fundamentalne pytania „Kim jestem?”, „Skąd pochodzę?” i „Dokąd zmierzam?”. Innymi słowy, człowieka dla którego wszystko co ma to to co widzialne i namacalne, pokonał niewidzialny i nienamacalny wirus… O ironio!
Cóż, teraz powinniśmy mieć znacznie więcej czasu, wiec może pora ponownie zacząć zadawać sobie te pytania? Ja mogę tylko powtórzyć za naszym wspaniałym, świętym papieżem Janem Pawłem II, który zaczął swój pontyfikat od słynnych: "Nie lękajcie się. Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!".
Będzie dobrze! Pozdrawiam.