sz0k
17.10.23, 12:02
Frekwencja w wyborach wyniosła prawie 75% czyli 3/4 Polaków uprawnionych do głosowania postanowiło głosować. Wszyscy w koło oczywiście trąbią bezmyślnie oklepany slogan, że to jest "święto demokracji", nie zastanawiając się kompletnie skąd się wzięła taka frekwencja i czy to źle czy dobrze?
A prawda może być taka, że to nie żadne święto, a zwykła stypa. Zwiastun w sumie był już przy okazji poprzednich wyborów (z 2019) gdzie frekwencja już była niespotykana (61,74% - prawie taka jak w pierwszych wyborach po 89). Teraz mamy absoultny rekord. Co to oznacza? Że działania naszch, pożal się Boże, "elit politycznych" się "sprawdzają" i w przyszłości możemy się spodziewać jeszcze więcej tego z czym mieliśmy do czynienia w ostatnich nastu latach. Czyli niesutannego szczucia jednych na drugich, jeszcze głębszego antagonizowania społczeństwa, rozgrzewania skrajnych emocji, pogłębiania podziałów, szerzenia wzajemnej wrogości, aż do chorej nienawiści.
Czarno widzę przyszłość Polski w tym kontekście. Jeden z dogmatów dupokracji mówi, że im więcej głosujących tym lepiej, więc działania będą dalej szły w kierunku, aby rozgrzanych do czerwoności (nomem omen) wyborców pchać do urn. Ale czy rzeczywiście wynik wyborów, który byłby rezultatem mniejszej, ale bardziej świadomej tego co robią, grupy obywateli, byłby gorszy od wyniku większej, ale napędzanej bezrozumnymi często emocjami?
Nie wiem, raczej z czysto "ścisłego" punktu widzenia skłaniam się do wniosku, że zgodnie z rozkładem statystycznym byłby generalnie zbliżony.
Moje przemyślenie nie dotyczą więc tego ile kto konkretnie w tych wyborach zdobył procent i ile mandatów ugrał, a tylko i wyłącznie ogromnego skoku w ilości osób, które postanowiły głosować i jakie strategie polityczne na przyszłość z tego będą wynikać. A perspektywy jak napisałem są raczej czarne. Zmierzamy ewidentnie w kierunku amerykańskim, gdzie poziom żarcia się między sobą 2 przecwinych obozów politycznych przybiera już momentami charakter mini wojny domowej. Politykom na tym ewidentnie zależy i pomijam tu już nawet wspomniany powyżej dogmat dupokratyczny, ale po prostu zgodnie z klasyczną zasadą divide et impera - podzielonym i skłóconym społeczeństwem znacznie łatwiej się rządzi.
Było nie było czeka nas niezły cyrk w najbliższych miesiącach, szkoda tylko że jak zwykle naszym kosztem (i to bynajmniej nie ten materialny jest najważniejszy, ale ten moralny i mentalny).