Gość: patience
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
15.12.04, 21:45
Proboszcz z Tylawy za seksualne molestowanie sześciu dziewczynek został
skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Mimo to nadal mieszka w tej
miejscowości i regularnie odprawia msze. Co myśleć o Kościele, kiedy jego
ludziom brakuje nie tylko przepisów, ale i zwykłej przyzwoitości?
- Nie znam bliżej tej sytuacji, więc powiem ogólnie. Głosimy zasady Jezusa,
ale jeśli ktoś należy do naszego klubu, do duchowieństwa, to wymagania
rozcieńczamy. Jeżeli ktoś gwałcił kogoś, to trzeba sprawę postawić jasno. Być
może pójdzie do nieba, ale nie może dalej działać w tej parafii. Nie może być
tak, że głosimy zasadę uczciwości, miłości, szacunku, ale godzimy się, żeby
gwałciciel dzieci nadal odprawiał mszę świętą - szczególnie tam, gdzie miały
miejsca te przykre wydarzenia. To jest ogromny brak konsekwencji, sytuacja
nie do przyjęcia. To się nie mieści w mojej głowie.
Można powiedzieć, że arcybiskup Józef Michalik ma prawo bronić swojego
księdza. Ale tutaj granice zostały przekroczone.
- To ważna sprawa. Biskup jest pasterzem diecezji, a księża są jego
współpracownikami, więc musi brać ich pod opiekę. Ale biskup jest pasterzem
wszystkich ludzi, a szczególnie osób pokrzywdzonych. W sprawie, o której
mówimy, mamy do czynienia z najgorszym przejawem kultury klerykalnej. Kiedy
bronimy księdza w takiej sytuacji, to ofiara schodzi na drugi plan. Tymczasem
Ewangelia mówi, że pierwszeństwo mają maluczcy, których nikt inny w ogóle nie
szanuje. Nie wtrącam się w sprawy parafii w Tylawie, ale z punktu widzenia
ogólnych zasad to niedopuszczalne. Martwi mnie podejście Kościoła
instytucjonalnego do tej sprawy. W Irlandii Kościół mówił, że ujawnianie
niemoralnych zachowań jest na pewno atakiem na niego. Jednak właśnie
lojalność wobec Kościoła wymaga, żebyśmy przeciwdziałali grzechowi wśród nas.
Pan Jezus powiedział: "Prawda was wyzwoli". A prawda jest czasami bolesna
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,42786,2440673.html