dokowski
21.01.05, 22:09
Kamienicznicy są eksploatowani tak jak w PRL wszyscy prywaciarze. Jak pewnie
pamiętacie to prywaciarze ciężko i uczciwie pracowali, a reszta społeczeństwa
pasożytowała na nich, bawiąc się w industrializację, działalność partyjną czy
związkową, pierdzenie w stołek w jakichś urzędach itd. Często byli to nawet
ludzie uczciwi i chcieli pracować, choćby po to, żeby się w pracy nie nudzić,
ale system im na to nie pozwalał.
Podobnie jest wciąż z kamienicznikami i ich lokatorami, którzy czasem są
nawet ludźmi uczciwymi, ale biednymi. Faktem jednak jest, że pasożytują oni
na ciężkiej pracy kamienicznika, który jest przez nich wyzyskiwany. Czerwoni
nie chcieli zmienić chorego socjalistycznego systemu, może więc Trybunał
Konstytucyjny pomoże.
Niby wszystko jest proste i oczywiste. Kamienicę trzeba remontować i
utrzymywać w czystości. Kamienicznik musi mieć na to pieniądze, musi
zatrudniać fachowców, sprzątaczki itd. Jak każdy biznesmen nie może osobiście
pracować jako pracownik w swojej firmie, gdyż dobry biznesmen musi dbać o
interes, załatwiać dostawy, walczyć z konkurencją, spotykać się z innymi i
negocjować. W wolnym świecie nie ma miejsca dla biznesmenów, którzy sobie
pracują na swoim i niczym się nie martwią, bo klienci sami do nich przychodzą.
Każdy, kto zbudował sobie dom wie, ile go to kosztowało pieniędzy i ile
własnej pracy w weekendy i urlopy włożył. Przyjmijmy że wydał w sumie 100
(tysięcy (dolarów lub złotych, wszystko jedno)) i odnieśmy tę kwotę do
niskich zarobków – niech to będzie 10 rocznie. taka uboga rodzina oczywiście
nie ma co nawet marzyć o budowie domu, więc mieszka w wynajmowanym
mieszkaniu. Ludziom wychowanym przez PRL wydaje się, że jeśli ich nie stać,
bo są biedni, to znaczy, że powinni mieszkać za darmo. Skoro nie mogą liczyć
na zbudowanie sobie domu, to nie chcą lub nie potrafią liczyć, ile pieniędzy
potrzeba na zbudowanie i utrzymanie takiego mieszkania w jakim mieszkają.
Człowiek uczciwy powinien jednak rozumieć, że mieszkanie nawet jego, biedaka,
kosztuje i ktoś musiał zapłacić za zbudowanie go i ktoś musi płacić za jego
utrzymanie. Człowiek uczciwy rozumie, że im biedniejsza rodzina, im niższy
płaci czynsz, tym tańsze (mniejsze, w gorszej dzielnicy, mniej luksusowe, w
mniejszym miasteczku) mieszkanie jej się należy. W wolnym świecie taki
uczciwy rozkład sam się ustala dzięki temu, że ceny są wolne i ludzie są
wolni. Ludzie płacą tyle, na ile ich stać, i mają tyle, ile można za to
kupić, mogą spojrzeć w lustro i powiedzieć: „płacę uczciwie, więc jestem tu
panem, klientem, mogę wymagać”. Ale wróćmy do liczenia.
Pomińmy na wstępie debilny system socjalistycznych spółdzielni mieszkaniowych
i załóżmy, że jeśli chcesz zbudować dom, to bierzesz kredyt w banku, zamiast
zbierać pieniądze od przyszłych lokatorów. Uczciwy człowiek nigdy nie bierze
z góry pieniędzy , ale zawsze najpierw pokazuje gotowy towar, pozwala
klientowi go wypróbować, a dopiero potem proponuje wymianę towaru za
pieniądze.
Budujesz więc dom dla ludzi biednych. Przyjmujesz, że wystarczy im mieszkanie
o połowę mniejsze niż dom za 100. Masz więc mieszkanie za 50. Ale budujesz je
na kupie w postaci kamienicy. Oszczędzasz dzięki budowaniu „hurtowemu”
(wspólne ściany, rury, mniejszy teren, hurtowe ceny surowców itd.) dzięki
temu budujesz dom, w którym każde mieszkanie kosztowało 20. Uczciwy lokator,
który sprowadza się do tego mieszkania, musi wiedzieć, że sam musiałby
zapłacić 20, gdyby chciał uczestniczyć w budowie tego domu. Musiałby więc
przez 10 lat odkładać po 2 tysiące i wprowadzić się dopiero po 10 latach.
Wprowadził się od razu, więc chcą być uczciwym, powinien zacząć płacić 2
tysiące rocznie.
Mój wyimaginowany kamieniczniku i mój lokatorze, pomyślcie, ile co roku
średnio trzeba zapłacić bankowi za to, że pożyczył 20 tysięcy. Z pewnością
niewiele mniej niż 3 tysiące (nie znam się na bankowości, ale nie wyobrażam
sobie, żeby banki dawały korzystniejsze kredyty) przez przynajmniej 20 lat.
Jeśli więc lokator jest uczciwy, musi to uwzględnić, musi też uwzględnić
koszty utrzymania kamienicy i koszty życia kamienicznika, swojego
usługodawcę, który z tego żyje.
Niech kamienica ma 20 mieszkań, a kamienicznik zarabia 20 rocznie (to minimum
dla biznesmena, pamiętajmy, że to kamienica dla biednych, zarabiających 10).
Każdy lokator musi więc płacić 1 tysiąc rocznie kamienicznikowi jako jego
wynagrodzenie. Drugi tysiąc musi płacić na utrzymanie ciecia i kamienicy,
zatrudnianie fachowców w razie potrzeby itd.
Razem wychodzi, że niski uczciwy czynsz to 5 tysięcy rocznie, czyli 5% kwoty,
jaką trzeba mieć na wybudowanie sobie taniego domku jednorodzinnego.
Oczywiście w małym miasteczku można sobie wyobrazić bardzo biednych ludzi i
biednego kamienicznika, który zadowoli się mniejszymi zarobkami i nie
zatrudni ciecia. W takim skrajnym przypadku czynsz może wynieść 3 tysiące
rocznie. Ludzi których stać tylko na tyle powinni w wolnym uczciwym świecie
mieszkać w takich miasteczkach i w takich kamienicach.
Kogo nie stać nawet na tyle, powinien mieszkać w najtańszych kamienicach i
płacić czynsz z pieniędzy przeznaczonych na pomoc socjalną dla najuboższych.
Tylko mieszkańcy najtańszych kamienic powinni taką pomoc otrzymywać.
PS. Zauważcie, że obliczenia nie były trudne. Pamiętajcie, że nie musimy ufać
żadnej propagandzie, zwykle sami możemy ocenić jakość informacji. Zamiast się
zastanawiać, co to znaczy „nie więcej niż 3% czegoś tam”, możemy sami ocenić,
jaka powinna być uczciwa wysokość czynszu. A odpowiedź jest prosta, sami ją
łatwo policzyliśmy. Spytaj ile kosztuje wybudowanie nowej kamienicy, podziel
tę kwotę przez na liczbę mieszkań, podziel jeszcze przez 50, a otrzymasz
niski ale jeszcze uczciwy czynsz (miesięcznie)za mieszkanie. Kto płaci mniej
prywatnemu kamienicznikowi, jest socjalistycznym pasożytem.