Gość: Zbych
IP: 155.158.215.*
13.06.01, 11:42
Chciał(a)byś mieć dobrze płatną pracę, a przy tym pół roku płatnego urlopu?
Kto by nie chciał.... Czy to możliwe ? Przeczytaj i napisz, co o tym myślisz, a
może da to do myślenia komu trzeba.
==================================
Przy tym tempie rozwoju wkrótce poziom bezrobocia w Polsce osiągnie 50% i
więcej, zwłaszcza, jeśli już za parę lat wejdziemy do Unii, na warunkach dziś
nam przez nią stawianych.
Tendencje do narastania bezrobocia będą nadal narastać w skali gospodarki
całego świata. Wynika to z naturalnego rozwoju procesów automatyzacji
większości procesów technologicznych.
Już dzisiaj znakomita większość stanowisk pracy (zwłaszcza tych lukratywnych)
ma niewielkie tylko uzasadnienie z punktu ich przydatności w procesie
wytwarzania oraz dystrybucji dóbr i usług. Zaryzykować można twierdzenie, że
ich znaczna część istnieje tylko dzięki władzy rosnącej biurokracji w jej
nowoczesnym - skomputeryzowanym wydaniu. Nie jest to bolączką jedynie Polski i
Unii, gdzie tempo rozwoju gospodarczego spadło zaledwie do paru punktów
procentowych, głównie dlatego, że gospodarka niesie tu na sobie ogromny balast
nikomu do niczego niepotrzebnej armii urzędników. Tylko ta grupa zawodowa ma
się dobrze i stale rośnie. Natomiast odsetek osób zatrudnionych w produkcji
stale maleje. To ostatnie to zwykła prawidłowość wynikająca ze wzrostu
efektywności i wydajności pracy w sferze produkcji narzucana warunkami ostrej
konkurencji i rozwoju technologicznego.
Czy istnieje na to wszystko jakieś remedium ? - zapyta ktoś.
Ależ oczywiście - znane jest już od czasów biblijnych, kiedy to
nakazano nam dzień święty święcić. Od tej pory mieliśmy 15% czasu wolnego w
roku. Wszystko szło dobrze dopóki bezrobocie nie było większe od jakiejś połowy
tej wartości. Gdy to nie wystarczyło, przyszedł czas na wolne soboty i
zaczęliśmy mieć wolne 30% czasu w roku. W chwili obecnej bezrobocie w Unii
sięga 13% (co sięga już magicznej połowy czasu wolnego), a u nas jest jeszcze
większe i siłą rzeczy zaczynamy być prekursorami w dziele naturalnej regulacji
tych niekorzystnych tendencji. Uważam, że najwyższy czas na zwiększenie czasu
wolnego do 45%. Ustrzeże nas to przed wzrostem bezrobocia do poziomu mniej
więcej 22% już w następnym, a najdalej w 2003 roku. W zamian proces ten wydłuży
się o kolejne dziesięciolecie.
Wszystko byłoby cacy, gdyby nie drobny szkopuł. Za jakieś 2-3 lata
wejdziemy do Unii.
W konsekwencji bezrobocie wykona u nas nieprzewidywalny skok (może nawet o
jakieś 10-20 punktów procentowych w górę). Aby już dzisiaj się przed tym
zabezpieczyć, należałoby moim zdaniem zwiększyć limit czasu wolnego minimum do
60%. W ten sposób osiągniemy poziom 30 % bezrobotnych nie gdzieś w 2005, a
dopiero w jakieś 10 lat później.
Jeśli tego nie uczynimy, proces bezrobocia będzie u nas narastał i gdzieś około
roku 2007 (w 4 lata po przystąpieniu) sięgnie ok.60%, by po dalszych 3 latach
(w 2010 roku) przekroczyć nawet 90% i tu być może się zatrzyma, bo nareszcie
będziemy mogli emigrować do Unii za chlebem.
Tymczasem te zgubne tendencje możemy już dziś stosunkowo łatwo odwrócić we
własnym zakresie. Wystarczy wprowadzić 6-dniowy tydzień pracy na dwie zmiany:
każda zmiana pracująca średnio po 3 dni w tygodniu. Co to da?
Po pierwsze: Natychmiast wchłoniemy wszystkich bezrobotnych (zwłaszcza ludzi
młodych po studiach)
Po drugie: W naturalny sposób zwolnione zostaną sensowne m-ca pracy dla tych
wszystkich, którzy obecnie zajmują m-ca nonsensowne z punktu widzenia
gospodarki. Zaczniemy mieć nareszcie mniej państwa (czytaj: biurokracji) i
więcej gospodarki.
Po trzecie: Napędzi to koniunkturę, bo dotychczasowi bezrobotni otrzymają
środki na zakup towarów i usług. To co stracą darmozjady na sztucznie
utrzymywanych stanowiskach pracy wystarczy z nawiązką na opłacenie wszystkich
bezrobotnych przyjmowanych na drugą zmianę.
Po czwarte: Rosnąca koniunktura i zasada nie obniżania płacy na stanowiskach
nie podlegających likwidacji, powinna spowodować przyśpieszenie tempa wzrostu
dochodu narodowego, a zarazem stały wzrost płac.
Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zapewnić taki podział czasu pracy, aby
zamiast pracy na zmiany w każdym tygodniu, zapewnić ludziom 6-miesięczne płatne
urlopy z granicą 1 sierpnia. Należałoby podzielić rok pracy na 2 sztywne okresy
6-miesięczne: pierwszy od 1 sierpnia do 31 stycznia i drugi od 1 lutego do 31
lipca. Konieczność przekazania obowiązków wiązałaby się wówczas z 2-3 dniowym
okresem zazębiania się, w którym pracownik kolejnej zmiany zaznajamiałby
swojego zmiennika z bieżącymi problemami związanymi z pracą na danym
stanowisku. Musiałby rzecz jasna powstać nowy kodeks pracy, który nakładałby
nowe prawa i obowiązki na pracowników związanych ze sobą takim systemem.