Dodaj do ulubionych

DOSTĘP POLAKÓW DO PRAWA

08.06.02, 12:11
Wg. GW, duża część społeczenstwa nie ma dostępu do wymiaru sprawiedliwości,
nawet tam, gdzie mu się ona należy statutowo - obrońca z urzędu.
Polacy nie mogą dochodzić swoich praw w sądach, bo ich po prostu na to nie
stać. Prawo w Polsce jest bardzo drogie, a usługi prawne są niskiej jakości.

Patrz: wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=867533&dzial=010101
Obserwuj wątek
    • Gość: doku Polska nie jest państwem prawa IP: *.mofnet.gov.pl 08.06.02, 15:47
      12 lat to mało aby zbudować prawo na gruzach socjalizmu. To trudniejsze niż
      budowanie od podstaw. To tak jak budowanie nowoczesnej fabryki na gruzach
      fabryki socjalistycznej, która wciąż jakoś pracuje i ludziom tam dłubiącym
      wydaje się że to jest majątek narodowy. A w rzeczywistości wartość takiego
      "majątku" jest ujemna, chyba żeby unać go za złomowisko.

      Podobnie jest z "prawem" pozostałym po PRL. Zostało ona tak skonstruowane, aby
      sankcjonowało bezprawie i niesprawiedliwość. Restrukturyzacja takiego prawa
      jest karkołomnym przedsięwzięciem, tym trudniejszym, że nie wszyscy uczestnicy
      mają dobrą wolę.

      Przy okazji - właśnie ten aspekt kulturowo-cywilizacyjno-prawny jest dla mnie
      najsilniejszym argumentem za integracją z UE, gdyż zmusza to nasze
      restrukturyzowane bezprawo do tego, aby szybko zaczęło przypominać prawo.
      • Gość: doku Do eurosceptyków: może tylko dlatego warto wejść IP: *.mofnet.gov.pl 10.06.02, 13:28


    • Gość: Gosia Re: DOSTĘP POLAKÓW DO PRAWA IP: *.uninet.gliwice.pl 11.06.02, 11:11
      ROZBÓJ STRAŻY I REKTORA POLITECHNIKI
      Relacja ofiary bandyckiego napadu i usiłowania zabójstwa, Ryszarda
      Matuszewskiego:

      „W dniu 20 marca 2002 około godz. 23-ej wieczorem ubrani po cywilnemu bandyci w
      liczbie 2 osób napadli mnie pod Politechniką Śląską w Gliwicach na ul.
      Akademickiej, przy osławionym z mordowania i terroryzowania mniejszości
      wyznaniowych Wydziale Górnictwa i Geologii. Byli ubrani na czarno jak GESTAPO.
      Szedłem tam razem ze swoją znajomą, która też została napadnięta. Jak się
      później okazało napastnicy byli strażą akademicką Politechniki Śląskiej
      wykonującą polecenia rektora Bogusława Pochopienia tej tak zwanej uczelni
      państwowej i na etatach policyjnych.
      Nie przedstawili się, nie okazali żadnej legitymacji służbowej. Nie mieli
      żadnych numerów służbowych. Zajechali cywilnym samochodem bez oznaczeń.
      Zaatakowali bez żadnego ostrzeżenia!
      Jeden z bandytów rzucił się na mnie, chwycił mnie za ramię i szarpnął. Wrzasnął
      coś niezrozumiale, słabo słyszę bo we wcześniejszych pobiciach dokonanych przez
      UOP częściowo straciłem słuch na lewe ucho i słabo widzę o zmierzchu. Wyrwałem
      się napastnikowi i odskoczyłem, wtedy rzucili się na mnie z furią obaj bandyci.
      Znajoma z którą szedłem zaczęła uciekać w drugą stronę, jeden zaczął ją gonić.
      Z bramy rektoratu na ulicy Akademickiej wyskoczył 3-ci napastnik i rzucił się
      do mnie.
      Wyjąłem gaz i zacząłem się osłaniać gazem pieprzowym (słabo skutecznym) ale
      oganiałem się przed tymi zbirami, którzy zaczęli mnie bić jakimiś ciężarkami na
      łańcuchach lub pasach o dużym zasięgu. Dwa razy trafili mnie mocno w głowę.
      Było pełno krwi. Zacząłem uciekać. Nie wiedziałem co się stało z koleżanką.
      Metalowe kule rozbiły mi głowę i lało się dużo krwi, gazem się jakoś osłaniałem
      i zacząłem przed tymi zbrodniarzami uciekać. Oni krzyczeli, „zajebiemy cię
      skurwysynu”, „już nie żyjesz pizdo” i podobne strasznie wulgarne okrzyki. Po
      ciele trafili mnie więcej razy, a taki bandycki sprzęt jaki używali bardzo
      trudno jest ominąć lub się zasłonić, bo łańcuch się zawija. Uciekałem w stronę
      miasta od ulicy Akademickiej czyli od miejsca napadu szukając taksówki aby mnie
      zawiozła na Pogotowie bo byłem cały potwornie zlany krwią i traciłem
      przytomność. Jacyś ludzie byli przerażeni tym wyjątkowo bestialskim napadem i
      coś krzyczeli. Chyba chcieli spłoszyć zbrodniarzy.
      Już myślałem, że uciekłem przed oprawcami, ale gdy byłem już koło dworca PKP,
      koło Banku Śląskiego, blisko postoju taxi, zajechało kilka cywilnych samochodów
      i wyskoczyła z nich cała banda około 10 zbrodniarzy. Usłyszałem „już nie żyjesz
      chuju”, „teraz cię zajebiemy skurwielu” i zobaczyłem lufy pistoletów
      maszynowych ubranych na czarno gestapowców.
      Zobaczywszy lufy pistoletów maszynowych wymierzone we mnie podniosłem ręce do
      góry i powiedziałem „poddaję się” myśląc, że to koniec mojego życia. Bandyci
      ubrani na czarno niczym prawdziwe gestapo hitlerowskie jakie widziałem tylko na
      filmach. Błyskawicznie mnie dopadli, kopali w jajka, uderzyli w twarz
      kilkakrotnie i po nerkach. Tymi ciężkimi kulkami na łańcuchach dostałem kilka
      razy, także w głowę. Jeden z bandytów był bardzo wściekły, krzyczał „koniec z
      tobą”, „zabijemy cię”, „teraz cię wykończymy”, „nie wiesz co cię czeka”.
      Podjechał też samochód cywilny z którego wysiadło dwóch policjantów, co
      poznałem po stosownym umundurowaniu i biernie się przyglądało zajściu. Jeden z
      nich nawet próbował uspokoić wściekłych oprawców odzianych w hitlerowska,
      esesmańską czerń. Przechodzący ludzie krzyczeli w panice i uciekali.
      Chwycili mnie i rzucili o ziemię, jeden chwycił mnie za palce lewej ręki i
      zaczął wyłamywać. W końcu szarpnięciem połamał mi wskazujący palec lewej ręki.
      W zasadzie wyrwał mi lewy wskaziciel, rozrywając palec i powodując otwarte
      złamanie. Pytałem co ode mnie chcą, ale powiedzieli: „stul mordę himavanti, bo
      będzie z tobą całkiem źle”. Znali więc dobrze moją przynależność wyznaniową!!!
      Wrzucili mnie jak worek z kartoflami do cywilnego samochodu. Uderzyłem się przy
      tym głową jeszcze o samochód. Leciało ze mnie dużo krwi, całe ubranie było
      zakrwawione. Krew leciała z głowy i zalewała mi oczy, a także z połamanej
      bestialsko ręki. Pokrwawione ubrania przechowuję jako dowody rzeczowe z tego
      bandyckiego napadu.
      W drugim samochodzie była towarzysząca mi koleżanka. W samochodzie usłyszałem,
      że mam przejebane za całokształt i że teraz mnie definitywnie zapierdolą.
      Usłyszałem, że mam się nie odzywać, bo czeka mnie Oświęcim. W radiowozie
      usłyszałem jeszcze: „wybijemy Ci z głowy sektę himavanti”. Ciekawe, skąd ci
      bandyci znali moją przynależność religijną. Rozumiem, że była to krwawa zemsta
      za złożone wcześniej zawiadomienie o przestępstwie publicznego znieważania
      naszego Kościoła w Auli Politechniki Śląskiej przez rektora i kler katolicki.
      Jak się okazało, dowieziono nas do Komendy Policji nr 3 przy ulicy Akademickiej
      w Gliwicach. Ciemniało mi w oczach i słaniałem się na nogach, czułem że zaraz
      stracę przytomność. Sprawcy napadu popychali mnie i grozili dobiciem. Pojawił
      się nawet jakiś milicjant chyba niepokalany, ale kazał się cywilnym kolegom
      uspokoić trochę i wylegitymować zatrzymanych.
      Na komendzie policji (chyba gestapo) dowiedziałem się, że policja chciała nas
      tylko wylegitymować i że będę mieć sprawę o stawianie czynnego oporu
      funkcjonariuszom i że sobie „zajebałem papiery”. Pokazywano mi jakieś plakaty i
      kazano czytać i wziąć do ręki. Nie byłem w stanie czytać bo ciemniało mi w
      oczach a krew zalewała oczy. Chyba cywilni bandyci potrzebowali jakiś odcisków
      palców. Kartki były czarnobiałe albo ściemniało mi w oczach całkowicie. Nie
      przesłuchiwano mnie w żadnej sprawie, nie sporządzono żadnego protokołu
      zatrzymania, ci cywile bez żadnych mundurów policyjnych straszyli, że za czynny
      napad na policjantów będę mieć problemy i że narobiłem sobie kłopotów.
      Wylegitymowali mnie w tej komendzie, poszturchując ostro i grożąc. Wyraźnie
      chyba obecność funkcjonariuszy ich temperowała. Z pytania jakiegoś policjanta
      do tych bandytów mogłem tylko wywnioskować, że bandyci to rektorska straż
      akademicka Politechniki Śląskiej mająca chyba swój pokój w tej komendzie
      policji.
      Ciekawe jak to jest, że musieli mnie legitymować, chociaż znali dobrze moją
      przynależność religijną. Chyba to zrobili dlatego, że jakiś policjant im tak
      kazał mówiąc: „tylko ich wylegitymujcie”. Prosiłem o pomoc medyczną i
      zawiezienie na Pogotowie Ratunkowe bo z głowy i ręki lała się krew. Czułem też
      silny ból w rozwalonej czaszce i w połamanej ręce, ale odmówiono mi udzielenia
      pomocy lekarskiej. Czułem się słabo i traciłem przytomność.
      Bandyci, którzy mnie napadli raczyli sobie żartować, niewątpliwie, bo za napad
      na policjantów byłbym natychmiast aresztowany, a także za napaść na jakąś inną
      osobę. Napastnicy na policyjnych etatach grożą zemstą za to, że to niby ich
      napadnięto. Jak już padałem od zamroczenia uderzeniami i upływem krwi bandyci
      kpili sobie, że musiałem się kleju nawąchać. A na żądanie doprowadzenia do
      lekarza pytali czy może nie lepiej byłoby od razu do grabarza. Nie wiedziałem
      czy mnie dobiją, czy wyjdę z tego żywym.
      ANONIMOWI strażnicy akademickiej Politechniki Śląskiej kazali mi się w końcu
      wynosić, jak się zorientowali, że zaraz mogę całkiem stracić przytomność.
      Chciałem dostać ich numery służbowe, ale się dowiedziałem, że „jak mi jeszcze
      mało to mogą mi skopać chuja”. I powiedzieli, że „mam się cieszyć że jeszcze
      żyję, bo sekty trzeba zapierdolić, a Polska to kraj dla katolików, a nie dla
      chujów”. Nie mogłem wyjść z Komendy Policji o własnych siłach, więc kazali
      mojej znajomej aby mnie zabrała i wytransportowała z tej komendy bo inaczej
      będzie źle. Znajoma jakoś z

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka