Gość: Ariana
IP: *.knurow.sdi.tpnet.pl
17.06.02, 15:54
Michnik od dłuższego czasu ma pomysły przedziwne,ale w tej sprawie,
tzn. "Centrum przeciw Wypędzeniom" ma ,do cholery,
rację!
Nawet, jeśli w ten sposób pochyli się głowę przed Niemcami, którzy
wypędzenia nie przeżyli. Wiem, że trzeba było przyjąć tych, których
dotknęła "repatriacja" na Wschodzie, a którzy zostali wypędzeni na skutek
diabelskiej umowy Ribbentrop - Mołotow, o którą to umowę my, Polacy, bynajmniej
się nie prosiliśmy. Regułą jest także "czyszczenie pogranicza", o czym się wie,
ale nie mówi. Ale jakoś niektórzy łatwo zapominają, że w Norymberdze sądzono
tylko przegranych, a więc nie była to sprawiedliwość. Jeśli nie zostali
osądzeni wszyscy winni, to dlaczego nie można uznać, że również nie wszyscy
Niemcy byli winni? Wrocław akurat był ewakuowany prawie na siłę przed
nadejściem frontu, miał przecież być twierdzą. Wszyscy obawiający się
odpowiedzialności dawno i zupełnie dobrowolnie mogli miasto opuścić. Zostali
ludzie biedni i
bezradni.
Czepiam się tego Wrocławia, ponieważ widziałam to i owo na własne
czteroletnie oczy.Niewiele z tego okresu wiekowego pamietam,ale to
pamiętam.
Oto opowiastka: nie było w tym Wrocławiu wielu sklepów, kobiety biegały
więc po targowiskach. Mój tata, przeniesiony służbowo do organizowania dyrekcji
PKP, dostawał swoje (raczej wysokie) pobory np. w...słoninie,którą trzeba
było mozolnie powymieniać na inne produkty.Nie dało się wciąż biegać z
dzieckiem, więc znajomi znajomym polecali niemieckie służące.I taka oto młoda,
niemiecka służąca wynosiła z naszej piwnicy węgiel.Została przyłapana i moja
wściekła mama " z klepki" postanowiła natychmiast iść do jej domu, aby
powiedzieć, co o tym myśli i wymówić jej
pracę.
To właśnie ten obraz, którego nie mogę zapomnieć: szarówka, wielki salon
oświietlony kawałkiem świeczki, przy stole, w rozpaczliwym zimnie, siedzą
szare tułuby,poowijane w różne jesionki, palta , szmaty . Prawie bez ruchu,
jakby nie mieli siły na jakikolwiek wysiłek. Moja mama, doskonale mówiąca po
niemiecku, z rozpędu awanturę rozpoczęła, ale rozejrzała się - i zapał jej
przeszedł. Dziewczyna tylko płakała, pertraktacje prowadził jeden z wielu
tułubów. Skończyło się na niczym, tzn. na tym, ze Niemka dalej pracowała u
mojej mamy, tylko węgla nie musiała już kraść. Załatwiono tej rodzinie jakiś
przydział.
Zapamiętałam to, bo sprawa nie mogła ucichnąć. Wciąż na nowo opowiadano
o tym wszystkim znajomym pod hasłem:" tak być nie może, to też są ludzie". Dla
mnie Niemcy nie byli ludźmi, nikt tak ich nie traktował. Byli bestiami znanymi
z radia, z opowiadań, z tego wszystkiego, co mogło w tej kwestii przyswoić
sobie małe dziecko.Salon z tułubami wyglądał jak ilustracja do ponurej bajki,
co dokładnie odpowiadało moim wyobrażeniom o Niemcach.I nagle pomieszały mi się
pojęcia. Słyszałam , że nie ma dla nich pracy ( ktoś z nich pracował w dyrekcji
PKP, stąd dziewczyna u nas), ponieważ nawet ci przydatni nie mówią i nie piszą
po polsku. Nadają się tylko do prostych prac fizycznych, z czego nie sposób
utrzymać rodzin. Nie mają chleba światła, opału - ale mają dzieci.Narażeni są
na nocne wizyty szabrowników , którzy raczej nie przychodzą z grzeczną
prośbą.Więc dobrze będzie, jeśli szybko
wyjadą.
Ale nie poszło to szybko. Wprost przeciwnie.Wlokło się całe miesiące,
czhyba nawet zresztą lata( dziwne, ale nie pamiętam i nie zainteresowałam się
datami).Z pozycji dorosłego człowieka mogę sobie wyobrazić, jak wyglądała taka
podróż wynędzniałych ludzi, poprzedzona długim czekaniem na dworcach itp., bez
wystarczającej ilości jedzenia i odzieży, którą przedtem sprzedawali, aby coś
przecież jeść.Może ktoś z nich miał nieczyste sumienie, ale z pewnością nie
wszyscy, a już z pewnością nie
dzieci.
A na ich miejsce przyszli ci zza Buga, ci z akcji "Wisła", ci z gruzów
Warszawy. No to gdzie ma być muzeum wypędzonych? Mury tego właśnie miasta
(szczególnie dzielnicy Krzyki, przez które przeszła powódż), widziały nędzę i
rozpacz wielu nacji, wielu ludzi, których ktoś wypędził z domu. Uważam, że
Wrocław jest odpowiednim miejscem, aby tam opowiedzieć o ludzkich tragediach.
Nie przepadam za Michnikiem, myślę, że zapomniał,skąd wyszedł,ale w tej sprawie
ma absolutną rację. I jeśli ktoś ma inne zdanie, to jest to inny
temat: "dokopać renegatowi", bo nawet krowa potrafiłaby zrozumieć, że sprawa
wypędzeń nie skończyła się w tamtych czasach, a Wrocław dotknął tej rany tak
boleśnie, jak niewiele miast na
świecie.