Gość: hawkmoon
IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl
05.07.02, 01:42
Za Trybuną: Dżentelmen i kundle
Lepiej, że powiemy to my, niżby mieli to zrobić oni. Od kilkunastu godzin
wiemy, że prawdziwa przyczyna dymisji prof. Marka Belki nazywa się Bogusław
Nizieński.
Niestety, żaden z kompetentnych urzędników tego przemiłego staruszka nie
chciał rozmawiać z "TRYBUNĄ". Dopiero pod koniec dnia sam sędzia Nizieński
porozmawiał przez chwilę z nami (czytaj - "Dymisja bez lustracji").
Początkowo nie chcieliśmy wierzyć w to, co przywiał w naszą stronę wiatr z
okolic warszawskiej "dolinki szwajcarskiej". Jednak znikąd nie przywiał
zaprzeczenia. W desperacji zadzwoniliśmy do Profesora mając nadzieję, że
usłyszymy: "bzdura". Usłyszeliśmy: "no comments". Tego głosu, tak przeraźliwie
smutnego, nie zapomnimy nigdy. Takiego smutku porządnego człowieka nie sposób
zapomnieć.
Tak oto na naszych oczach o jeszcze jednym życiu zdecydował przepis uchwalony
przez moralnych i politycznych karłów. Załganych moralistów, którzy wolność,
jak uczy praktyka, rozumieją jako wolność brania, darcia, szarpania, wolność
zatruwania życia ludziom i wolność niekończących się kłótni. Gdyby to hobby
ograniczyli do podobnych sobie, można by machnąć ręką. Niestety, obryzgują
całą Polskę dookoła. I jeszcze są z tego dumni, jeszcze się z tym obnoszą jak
ze swoim największym sukcesem. I rzeczywiście - nic innego nie potrafią.
Pamiętamy przecież, bo to całkiem niedawno, jak lustrowali swojego
Tomaszewskiego. Oni mu: "won", on im: "w życiu!". Buzek: "idź do sądu",
Tomaszewski: "sam sobie idź...". Krew bryzgała po ścianach - tak się
tłukli "spółdzielcy" z "Krzaklewszczakami". Gazety, minuta po minucie,
opisywały spektakl tej iście cyrkowej trupy: Luft powiedział, Markiewicz
oświadczył, Janiak ogłosił... No, wprost zgroza, co normalny człowiek musiał
przeżyć i w czym, chcąc nie chcąc, brał udział.
Na tym tle prof. Belka jawi się niczym angielski lord. Bez wikłania swoich
kolegów, bez zbędnych skandali, po prostu odszedł. Nie wiemy, czy przed sądem
lustracyjnym wygrałby czy przegrał, ale nie chciał, żeby kundle obsikiwały mu
nogawki. Uznał, że durne, podłe prawo, ale prawo Rzeczypospolitej. Biedna ta
Rzeczpospolita, którą w takie prawa ubierają, ale nasza. Wtedy była nasza i
teraz też jest nasza, mimo że tak wielu to jedną, to drugą chce nam obrzydzić.
Wielki przeciwnik lustracji Adam Michnik pytał kiedyś: "Czy nie ma w Sejmie
grupy rozumnych ludzi, która wystąpi z ponadpartyjną inicjatywą, by położyć
kres lustracyjnej aberracji?"... Widać, mimo upływu kolejnych lat, ciągle nie
ma. Niby ostatnio pojawiła się, ale co z tego, skoro Trybunał Konstytucyjny
udowodnił jej, że nie jest rozumna. A cierpią na tym rozumni.
Dziękujemy, Profesorze, za godne szacunku odejście i za to wszystko, co Pan
zrobił dla Polski.
* * *
Dymisja bez lustracji
Osoba pełniąca ważny urząd, którą rzecznik interesu publicznego
podejrzewa o zatajenie współpracy ze specsłużbami PRL, może uniknąć lustracji.
Jeśli zdąży zrezygnować z funkcji, zanim rzecznik wystąpi do sądu
lustracyjnego o wszczęcie procesu, cała procedura ulega wstrzymaniu -
przewiduje to zmieniona, aktualnie obowiązująca ustawa lustracyjna (art. 18
ust. 5). Obecnie rzecznik, który bada oświadczenia lustracyjne, musi
powiadomić zainteresowanego o swoich podejrzeniach, zanim uruchomi cały
mechanizm. Zatem podejrzany o współpracę ze służbami ma czas do namysłu: albo
ustąpić ze stanowiska, albo poddać się lustracji. Jeśli jednak osoba, która
zrezygnuje, będzie chciała w przyszłości ubiegać się o funkcję publiczną, musi
jeszcze raz złożyć oświadczenie lustracyjne. Jeśli wypełni je w taki sam
sposób jak poprzednio, który wzbudził wątpliwości rzecznika, może znowu
narazić się na jego interwencję.
Późnym popołudniem udało się nam porozmawiać z sędzią Bogusławem Nizieńskim,
który odmówił potwierdzenia, że szykował wniosek w sprawie lustracji Marka
Belki. Powołał się na zasadę, iż nie informuje o swoich działaniach przed
skierowaniem wniosku do sądu lustracyjnego. (JRZ)