Z coraz bardziej rosnącym niepokojem obserwuję ostatnio wsteczną ewolucję, ba,
nie bójmy się tego słowa, wprost degrengoladę publicystyczną naszego drogiego
Perełki. No, bo przecież znaliśmy go dotąd jako bezwzględnego krzyżowca,
bojownika o świętą wiarę katolicką, bicz boży na lewicowców takich jak: Al, Tyu
czy moja skromna osoba. Perła - niestroniący od "męskich" określeń, czujny jak
żuraw, reagujący na każdą próbę, choćby niewinnej, zaczepki i walczący jak sam
nieustraszony sir Lancelot ze smokami lewicy. Aż tu nagle co???? Perła ZNIKŁ!!!
Zdematerializował się, zdezintegrował! Stało się z nim coś takiego jak z
Prosiaczkowym balonikiem dla Kłapouchego. Miriam go pękła. (Miriam droga, czy
masz poczucie odpowiedzialności za publicystyczny krach Perły? Ja wiem, że to
niezależne od Twej woli, ale wszak Tyś jednak przyczyną...) Pozostało po nim
coś w rodzaju strzępu Romea, ochłapu Tristana - byle tylko nie skończył jak
nieszczęsny Pierre Abelard

) On, co niegdyś podnosił ciśnienie tak wielu
piszącym na forum swoimi bezkompromisowymi prowokacjami nagle jakoś tak...
skapcaniał.
No, bo jak inaczej nazwać nagły kataklizm w stylistyce Perłowego pisania???
Oto kilka próbek jego obecnego stylu:
„Miriam!!!!!!!! Kiedy będziesz????????”
„Miriam, Miriam, jesteś nareszcie z nami, słodka... Ach, jakaś tajemnicza!
Wśród takiego przepychu magii, dziwów, cudów, snów przeszłych i przyszłych...
Może to dla mnie? Naiwny jestem wśród zapachu włosów
sukien. Całuj, całuj, zjawo niezwykła, ale nie światło ducha, a mnie, mnie
tylko... Chociaż raz dzisiaj, raz...”
"Miriam, Miriam, to dla Ciebie, śliczna,"
„nie widzę, nic nie widzę, tylko Miriam, Jej usta malinowe, Jej dumę żydowską,
Jej radość snów dziwnych...”
„I słodycz Jej włosów...”
„Kim jesteś, Miriam? Jako nimfa cudna mi się jawisz.”
„Miriam, rybko, ja nie chcę ekumenicznego całusa, ja chcę normalnego. Spać
przez Ciebie nie będę mógł, okrutna.”
„Moja Droga Miriam. Czy każesz mi czarną polewkę wypić? Nie rób tego,
zaklinam. Jaka Ty musisz być śliczna duchem.”
„Miriam, Miriam, kto tak pisać umie? Ja nie potrafię, ja tylko słyszę...
czytam... i nade wszysko czuję... czarne włosy muskające mnie świtem po twarzy,
gdy ktoś składa jutrzenkowy, wirtualny pocałunek. Za ten jeden Taurogi spalę.
Gorzeję, gorzeję! Pisz Miriam, pisz...”
I tak dalej w coraz żałośniejszym sposobie... Myślę, że tyle próbek wystarczy,
by zobrazować ową metamorfozę Perły. Gdzież teraz jest ów twardziel, ów Rambo
forumowej prawicy, który nie pobłażał żadnemu odstępcy, od wyznawanych przez
siebie dogmatów, ów Schwarzenegger, posłuszny wezwaniu Wyspiańskiego: "Trza by
stać i walić w mordę!" Kiedyś stał i walił, a dziś?... Ech, łza się w oku
kręci - cóż dzisiaj ten niegdysiejszy współczesny Godfryd de Bouillon, ów
dzisiejszy Richard The Lionheart czyni? Zostawia swą Jeruzalem na pastwę
lewicowych pohańców! Bo jak inaczej odczytać jego słowa:
„Wszystko Wam wybaczam dziś, bom w gorączce okrutnej jest. Miriam, Miriam, to
dla Ciebie, śliczna, łotrów dziś oszczędzę...”?
Mało tego, pod wpływem nagłej inwazji hormonów, Perła "odpuszcza sobie" kolejne
dawne niepodważalne pryncypium:
„Wybaczam Ci, wybaczam, nawet francuski...”
No, po prostu nie do uwierzenia! Miriam, miła - kimże Ty jesteś? Dalilą, która
obcięła włosy Samsonowi z Lublina czy może Omfalą, co sprawiła, że
najmężniejszy z mężnych, perłowy Herakles, w damskich ciuszkach biegać
zaczął?

)
Luko, wierny sojuszniku dawnego, PRAWDZIWEGO Perły, może Ty sprawisz, że ów
niezłomny niegdyś Wiking prawicy odzyska dawny pazur i przestanie taplać się w
oceanie egzaltacji, przyprawionej na dodatek dość niską zazdrością:
"zazdrość, zazdrość, tak, tak."?
Albo:
„Oj, tyu podpadłeś mi. Miriam ma ciemne włosy i radość poranka... a Ty duszę
mroczną.”
Podsumowując: ogłaszam konkurs na "Requiem dla dawnego Perły", no chyba, że
nastąpi cud i Perła wyjdzie z tego odrętwienia jak wspomniany już Samson z
Gazy, co oby się stało. Zanoszę ekumeniczne modły do Boga chrześcijan, Boga
Żydów, Allaha - boga muzułmanów, Buddy, Krishny, Światowida, Thora, Ozyrysa,
Dzeusa i Jowisza i innych. Może, tak, viribus unitis, jakoś się uda. Amen!