Gość: EUROMIR
IP: *.man.polbox.pl
12.08.02, 22:48
Szanowni Państwo,
w wiekach średnich istniała szeroko rozpowszechniona wiara, iż poklepanie
karła po garbie (o ile go miał), przynosiło szczęscie.
Z latami to przekonanie o nośnikach (pośrednikach) szczęścia uległo powolnej,
acz zdecydowanej degradacji i deformacji. W czasach mej młodości (PRL),
wyrażało się w formie zatrudniania przez Totolotek - sierot z domów dziecka,
w celu wyciągania (przez sierotki),z kosza, piłeczek opatrzonych odpowiednimi
(szczęsliwymi) numerami.
Jak ma się (czuje) omawiana wiara dzisiej, w czasach nam współczesnych ?
Ano nieżle.
Pani Ewa Siedlecka (dzisiejsza GW), pisze mianowicie, w swym politpoprawnym,
propagującym "wyższą", dialektyczną formę społecznej cenzury komentarzu "Siła
Wstydu" :
"(...)Tymczasem prokuratorskie ściganie kioskarki za rasistowską broszurkę
jest nieskuteczne i groteskowe.(...)"
Nawołując do oddolnych protestów spolecznych chce uaktywnić prawa rynku.
Wówczas :
"(...)Nie ma oskarżeń o cenzurę, a wolności słowa nic nie zagraża.(...)"
Tak oto, po garbie i sierotkach prawo rynku egzekwowane przez "czujne
społeczeństwo" awansowało - na naszych oczach. Stalo się nośnikiem i
jednocześnie receptą na szczęscie.
Metoda może nie nowatorska. Już gdzieś, ktoś, kiedyś chciał przecie bić Żyda
po kieszeni...(Ale... tę myśl należałoby może ocenzurować ?)
Euromir