Dodaj do ulubionych

PRAWDZIWA SPRAWIEDLIWOŚC SPOŁECZNA

IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 18.08.02, 23:59
W zeszłym roku minęła setna rocznica urodzin Fryderyka von Hayeka. Jego wkład
w myśl wieku dwudziestego był znaczny, a poczesne miejsce zajmuje w nim
ciągła i niezmordowana walka z większością znaczeń, które przypisuje się
pojęciu "sprawiedliwości społecznej”. Nie znam pisarza, czy to religijnego,
czy politycznego, który wprost odpowiedziałby na Hayekową krytykę. Jeżeli
więc w naszych czasach chcemy zrozumieć sprawiedliwość społeczną, to
najlepiej będzie rozpocząć właśnie od Hayeka, który we własnym życiu
umysłowym był przykładem tej samej cnoty, z której zniekształceniami walczył.

"Sprawiedliwość społeczna" to pojęcie kłopotliwe. Pierwszym kłopotem jest
samo jego znaczenie. Hayek wskazuje całe tomy i traktaty poświęcone
sprawiedliwości społecznej, nie zawierające nawet definicji tego pojęcia. Na
tym polu wolno pływać tak, jakby każdy rozpoznawał sprawiedliwość społeczną
na pierwszy rzut oka. Ta mętność wydaje się być niezbędna. Kiedy tylko ktoś
próbuje pokusić się o definicję, popada w trudności intelektualne. Staje się
ona terminem, którego operacyjne znaczenie to: "przeciwko temu a temu
potrzebna jest ustawa”. Innymi słowy, staje się ono narzędziem ideologicznego
zastraszenia w celu zdobycia możliwości wywierania przymusu prawnego.

Hayek wskazuje inny jeszcze defekt dwudziestowiecznych teorii sprawiedliwości
społecznej. Większość pisarzy stwierdza, że używają jej, by opisać cnotę
(według nich cnotę moralną). Mimo to większość terminów, jakimi starają się
ją opisać, odnosi się do bezosobowego stanu rzeczy. "Wysokie
bezrobocie”, "nierówność dochodów” czy "brak godnej zapłaty za pracę” - oto
najczęstsze przykłady "niesprawiedliwości społecznej”. Hayek dociera do sedna
sprawy i zapytuje, czy sprawiedliwość społeczna jest cnotą, czy nie. Jeśli
jest, to można ją przypisać jedynie zamierzonym czynom osób. Większość
posługujących się tym terminem przypisuje ją jednak nie jednostkom, lecz
systemom społecznym. Używają "sprawiedliwości społecznej”, by opisać rządzącą
tymi systemami zasadę – i znów: koncentrują się nie na cnocie, lecz na władzy.

Termin "sprawiedliwość społeczna” został po raz pierwszy użyty przez
sycylijskiego księdza nazwiskiem Ludwik Taparelli d'Azeglio. Nadał mu rozgłos
Antoni Rosmini-Serbati w dziele "La Costituzione Civile Secondo la Giustizia
Soziale” ("Ustrój obywatelski według sprawiedliwości społecznej”wink w roku
1848. Trzynaście lat później w dziele "Utylitaryzm” Jan Stuart Mill nadał
antropomorficznemu podejściu do spraw społecznych status niemal kanoniczny
wśród nowoczesnych myślicieli:

"Społeczeństwo winno jednakowo traktować tych, którzy jednakowo na to
zasługują, to jest zasługują w kategoriach bezwzględnych. To najwyższy
abstrakcyjny standard sprawiedliwości społecznej i rozdzielczej, do którego
winny zmierzać wszystkie instytucje i wysiłki wszystkich cnotliwych obywateli
(podkr. M. N.).

Mill wyobraża sobie, że społeczeństwa mogą być cnotliwe w tym samym sensie co
jednostki. Być może w wysoce spersonalizowanych społeczeństwach dawnego typu
miało to jakiś sens - na przykład pod władzą królów, tyranów czy wodzów,
gdzie jedna osoba podejmowała wszystkie ważne społecznie decyzje. Ciekawe
jednak, że popyt na termin "sprawiedliwość społeczna” nie pojawił się aż do
czasów najnowszych, kiedy bardziej złożone społeczeństwa zaczęły działać
według bezosobowych zasad stosowanych jednakowo wobec każdego, w
ramach "rządów prawa”.

Narodziny pojęcia sprawiedliwości społecznej zbiegły się z dwoma innymi
przesunięciami w ludzkiej świadomości: "śmiercią Boga” i pojawieniem się
ideału gospodarki nakazowej. Gdy Bóg "umarł”, ludzie zaczęli ufać pysznemu
rozumowi i jego ambicji, by porwać się na to, czego nawet Bóg nie zechciał
uczynić: skonstruować sprawiedliwy porządek społeczny. Ubóstwienie rozumu
znalazło logiczne rozwinięcie w gospodarce nakazowej. Rozum (czyli nauka)
miał rozkazywać, a ludzkość miała być mu posłuszna. "Śmierć Boga” i
jednoczesny wzrost znaczenia nauki i gospodarki nakazowej wydały z
siebie "socjalizm naukowy". Tam, gdzie rządziłby rozum, rządziliby
intelektualiści (Tak przynajmniej sądzili niektórzy. W rzeczywistości
rządziliby żądni władzy).

Z tego rozumowania wynika, że ze "sprawiedliwości społecznej" w sposób
naturalny wynika gospodarka nakazowa, w której jednostkom mówi się, co mają
robić, tak by zawsze było możliwe określenie, kto za co odpowiada. Takie
podejście zakłada, że ludzie są kierowani raczej wskazówkami zewnętrznymi niż
zinternalizowanymi, osobistymi zasadami prawego postępowania. Dalszym
wnioskiem jest, że nikt nie powinien być odpowiedzialnym za swoją względną
pozycję społeczną. Takie stwierdzenie byłoby "obwinianiem ofiary”.
Funkcją "sprawiedliwości społecznej” jest zaś obwinianie kogoś innego,
systemu, wszystkich mitycznych "onych". Jak to ujął Leszek Kołakowski w swej
autorytatywnej historii komunizmu, fundamentalny paradygmat ideologii
komunistycznej ma gwarancję szerokiej popularności: cierpisz - twoje
cierpienia spowodowane są przez potężnych innych - ci ciemięzcy muszą zostać
zniszczeni. Musimy zrzucić na kogoś odpowiedzialność, zauważa Hayek, nawet
jeśli wiemy, że taki protest byłby absurdalny.

Nie mylimy się, stwierdza Hayek, gdy zauważamy, że skutki jednostkowych
wyborów i otwartych procesów wolnego społeczeństwa nie są dystrybuowane
zgodnie z jakąś rozpoznawalną zasadą sprawiedliwości. Zasłużonych spotyka
często nieszczęście, źli prosperują, dobre pomysły nie wypalają, a ci co za
nimi stali, niezależnie od tego jak szlachetna była ich wizja, tracą ostatnią
koszulę. Lecz system, który ceni zarówno metodę prób i błędów, jak i wolny
wybór, w żaden sposób nie może z góry zagwarantować wyniku. Co więcej, żadna
jednostka (a z pewnością żadne politbiuro, komisja parlamentarna czy partia
polityczna) nie może stworzyć systemu, który traktowałby każdego według jego
zasług czy choćby potrzeb. Nikt nie ma wystarczającej wiedzy, by poznać
wszystkie osobiste szczegóły, a - jak napisał Kant - żadna ogólna zasada nie
jest wystarczająco szczegółowa, by je wszystkie uchwycić.

Hayek dokonał jednak ostrego rozróżnienia pomiędzy tymi aktami
niesprawiedliwości, które biorą się ze złamania ustalonych zasad słuszności,
a tymi, które są nieprzewidzianymi przez kogokolwiek konsekwencjami systemu.
Pierwszy rodzaj niesprawiedliwości godzien jest surowej krytyki. Nikt nie
może łamać zasad, gdyż wolność nakłada wysoką odpowiedzialność moralną.
Niesprawiedliwość drugiego rodzaju, o ile nie była przez sprawcę zamierzona,
nie była dla Hayeka zagadnieniem moralnym, lecz nieuniknioną cechą wszystkich
społeczeństw i samej natury. Szufladkowanie niepożądanych zjawisk pod
hasłem "niesprawiedliwość społeczna" powoduje w konsekwencji atak na wolne
społeczeństwo w celu przekształcenia go na społeczeństwo nakazowe. Hayek
zdecydowanie sprzeciwiał się takim praktykom, a wystarczające
usprawiedliwienie dla niego stanowi choćby zapis historycznych dokonań
sterowanej gospodarki nazistowskiej i komunistycznej.

Hayek zauważył, że gdy pod koniec XIX w., kiedy termin "sprawiedliwość
społeczna” wszedł na salony, z początku stosowano go jako apel do klas
rządzących, by zaspokoiły potrzeby mas wykorzenionych chłopów, którzy stali
się miejskimi robotnikami. Temu akurat się nie sprzeciwiał. Miał natomiast
obiekcje wobec nieostrożnego myślenia. Nieostrożni myśliciele zapominają, że
sprawiedliwość jest z definicji społeczna. Taka beztroska staje się
destruktywna, gdy termin "społeczny” przestaje opisywać efekt cnotliwych
zachowań licznych jednostek, a staje się utopijnym celem, do którego winny
zmierzać wszystkie instytucje i jednostki i to pod przymusem. W tym
przypadku "społeczny” w "sprawiedliwości społe
Obserwuj wątek
    • Gość: +++IGNORANT Re: PRAWDZIWA SPRAWIEDLIWOŚC SPOŁECZNA IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 19.08.02, 00:01

      Hayek zauważył, że gdy pod koniec XIX w., kiedy termin "sprawiedliwość
      społeczna” wszedł na salony, z początku stosowano go jako apel do klas
      rządzących, by zaspokoiły potrzeby mas wykorzenionych chłopów, którzy stali się
      miejskimi robotnikami. Temu akurat się nie sprzeciwiał. Miał natomiast obiekcje
      wobec nieostrożnego myślenia. Nieostrożni myśliciele zapominają, że
      sprawiedliwość jest z definicji społeczna. Taka beztroska staje się
      destruktywna, gdy termin "społeczny” przestaje opisywać efekt cnotliwych
      zachowań licznych jednostek, a staje się utopijnym celem, do którego winny
      zmierzać wszystkie instytucje i jednostki i to pod przymusem. W tym
      przypadku "społeczny” w "sprawiedliwości społecznej” odnosi się nie do tego, co
      w sposób organiczny i spontaniczny powstaje z sumy zachowań jednostek wolnych,
      przestrzegających zasad, lecz do abstrakcyjnego ideału narzuconego z góry.

      Przy tak silnym sprzeciwie Hayeka wobec pojęcia sprawiedliwości społecznej,
      dziwnym może się wydawać, że sam ją uprawiał, nawet jeśli zaznaczymy, że była
      to "sprawiedliwość społeczna we właściwym tego słowa znaczeniu”. A jednak dla
      Hayeka jego powołaniem jako myśliciela była służba ludziom. Pomaganie innym w
      zrozumieniu intelektualnych kluczy do wolnego i twórczego społeczeństwa jest
      wielką przysługą. Intelektualna praca Hayeka nie była tylko sprawą jego
      własnego, wąsko pojętego interesu, lecz miała na celu dobro ludzkości. Była
      dziełem miłości w wymiarze społecznym - innymi słowy: dziełem cnoty. Aby
      wytłumaczyć, co uczynił Hayek, potrzebujemy koncepcji sprawiedliwości
      społecznej nigdy przezeń nie stosowanej.

      Sprawiedliwość społeczna we właściwym tego słowa znaczeniu jest szczególnym
      rodzajem sprawiedliwości, który jest w dwóch znaczeniach "społeczny”. Po
      pierwsze, wymaga umiejętności inspirowania innych, pracy z nimi i organizowania
      ich, by wspólnie dokonać dzieła sprawiedliwości. To podstawowe umiejętności w
      społeczeństwie obywatelskim, dzięki którym wolni obywatele tworzą samorząd,
      czyli sami robią (bez zwracania się do rządu) to, co zrobić należy. Obywatele,
      którzy biorą w tym udział, zazwyczaj tłumaczą swoje wysiłki jako
      próbę "oddania" tego, co od wolnego społeczeństwa otrzymali lub spełnienia
      wymogu wolnego obywatela - myśleć i działać za siebie. Fakt, że działalność ta
      jest wykonywana razem z innymi, jest jednym z powodów, by określić ją jako
      szczególny rodzaj sprawiedliwości. Wymaga ona szerszej skali umiejętności
      społecznej niż czyny sprawiedliwości indywidualnej.

      Drugą charakterystyką "sprawiedliwości społecznej we właściwym tego słowa
      znaczeniu" jest to, że ma ona na celu dobro społeczności, a nie tylko
      jednostki. Obywatele mogą, jak w pionierskich czasach bywało, wspólnie zbudować
      szkołę lub most. W nowoczesnym mieście mogą też zorganizować wentę
      charytatywną, wyremontować plac zabaw, wysprzątać okolicę czy milion innych
      rzeczy, do których doprowadzi ich społeczna wyobraźnia. Stąd bierze się druga
      przyczyna, dla której sprawiedliwość ta jest "społeczna”: jej cel, jak i forma,
      ma na celu przede wszystkim dobro innych. Szczęśliwą cechą tej definicji
      omawianej cnoty jest fakt, że jest neutralna ideologicznie. Jest na równi
      otwarta dla ludzi tak na lewicy, jak i na prawicy. Może być wykonywana na polu
      literackim, naukowym, religijnym, politycznym, ekonomicznym, kulturalnym,
      sportowym i tak dalej, przez całe spektrum ludzkiej działalności społecznej.
      Cnota sprawiedliwości społecznej pozwala ludziom dobrej woli docierać do
      innych - nawet przeciwnych - praktycznych sądów o tym, jakie jest rzeczywiste
      znaczenie wspólnego dobra (cele) i jak je osiągnąć (środki). Różnice te są
      tworzywem polityki.

      Należy odrzucić każde znaczenie "sprawiedliwości społecznej", które nie odnosi
      się do obyczajów (to jest cnót) jednostek. Sprawiedliwość społeczna albo jest
      cnotą, atrybutem jednostek, albo jest oszustwem. Jeśli Tocqueville ma
      słuszność, pisząc, że "zasada stowarzyszania się jest pierwszym prawem
      demokracji”, to sprawiedliwość społeczna jest pierwszą demokracji cnotą, gdyż
      jest obyczajem praktycznego wdrażania zasady stowarzyszania się. Jej
      zaniedbanie, jak pisze Hayek, ma moralne konsekwencje:

      "Jest jedną z największych słabości naszych czasów, że brak nam cierpliwości i
      wiary, by stworzyć dobrowolne organizacje służące celom, które wysoko cenimy, a
      natychmiast domagamy się od rządu, by poprzez przymus (lub środkami
      wynikającymi z możliwości jego zastosowania) spowodował cokolwiek, co wydaje
      się pożądane dla wielkich mas ludzkich. Nic bardziej nie osłabia prawdziwego
      uczestnictwa obywateli niż rząd, który zamiast skoncentrować się na tworzeniu
      niezbędnych ram dla spontanicznego wzrostu, staje się monolitem i stara się
      zaspokoić wszelkie potrzeby, które mogą być zaspokojone jedynie wspólnym
      wysiłkiem wielu".

      Michael Novak

      Tłum. B.K.
      • Gość: tomek Sprawiedliwośc jest tylko jedna - bezprzymiotnikow IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.08.02, 00:11
        "Sprawiedliwośc społeczna" to motto
        różnej maści komunistów.

        W odróżnieniu od sprawiedlwiości,
        sprawiedliwość społeczna to coś zupełnie innego.

        Zgdonie ze sprawiedliwością społeczną konfiskowano
        ludziom majątki, kradnąc ich dobytek.

        W oparciu o sprawiedliwość społeczną należałoby
        skonfiskować Ci auto, i zlicytować je na głodne dzieci
        • Gość: Les Re: Sprawiedliwośc jest tylko jedna - bezprzymiot IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 19.08.02, 02:46
          Niestety - nie jedna. Inna dla Ciebie i mnie, inna dla politykow i bogaczy a
          inna np. dla ksiezy. Teraz triumfuje sprawiedliwosc silnych i bezwzglednych,
          ale chyba nie tego od nowej Polski oczekujemy?
          • Gość: ? Re: Sprawiedliwośc jest tylko jedna - bezprzymiot IP: *.15.tuwien.teleweb.at 20.08.02, 19:37
            Gość portalu: Les napisał(a):

            > Niestety - nie jedna. Inna dla Ciebie i mnie, inna dla politykow i bogaczy a
            > inna np. dla ksiezy. Teraz triumfuje sprawiedliwosc silnych i bezwzglednych,
            > ale chyba nie tego od nowej Polski oczekujemy?
            Sprawiedliwosc silnych triumfowala we wszystkich systemach.Obecnie jedynie
            przeciwwaga slabszej strony jest znikoma.
        • Gość: plnl Re: Sprawiedliwośc jest tylko jedna - bezprzymiot IP: *.net.external.hp.com 20.08.02, 15:19
          Gość portalu: tomek napisał(a):

          > "Sprawiedliwośc społeczna" to motto
          > różnej maści komunistów.
          >
          > W odróżnieniu od sprawiedlwiości,
          > sprawiedliwość społeczna to coś zupełnie innego.
          >
          > Zgdonie ze sprawiedliwością społeczną konfiskowano
          > ludziom majątki, kradnąc ich dobytek.
          >
          > W oparciu o sprawiedliwość społeczną należałoby
          > skonfiskować Ci auto, i zlicytować je na głodne dzieci

          Chyba mylisz tutaj pojecia sprawiedliwosci spolecznej
          wobec prawa, a majatku. To drugie proponowali komunisci,
          zgadzam sie z Toba.
          W demokratycznym spoleczenstie wszyscy sa rowni wobec prawa,
          przynajmniej tak teoretycznie powinno byc.

          P.S. Sorry ale nie mam polskich liter.
    • Gość: doku Definicja finalna IP: *.mofnet.gov.pl 20.08.02, 11:45
      Gość portalu: +++IGNOR napisał(a):

      > "Sprawiedliwość społeczna" to pojęcie kłopotliwe. Pierwszym kłopotem jest
      > samo jego znaczenie. Hayek wskazuje całe tomy i traktaty poświęcone
      > sprawiedliwości społecznej, nie zawierające nawet definicji tego pojęcia

      Dzisiaj to już nie powinno dziwić, chyba się nie zna twórczości pisarskiej
      Jacka Fedorowicza. On pierwszy genialnie zauważył, czym są w istocie takie
      terminy jak "sprawiedliwość społeczna" czy "prawo socjalistyczne". Te terminy
      używane są przez socjalistów, gdy kłamią. "Sprawiedliwość społeczna" używana
      jest do nazywania niesprawiedliwości (a np. "gospodarka socjalistyczna" - do
      niegospodarności i rozkradania majatku narodowego).

      "Sprawiedliwość społeczna" zwykle używana jest do określania pozbawiania kogoś
      jego własności lub faworyzowania uprzywilejowanych osób w drodze do władzy lub
      kariery w warunkach braku demokracji i państwa prawa. Termin ten służy też
      lewicy do uprawiania propagandy politycznej, aby zatuszować fakt, że lewica
      odwołuje się do tych wyborców, którzy marzą (czasem tylko skrycie) o tym, aby
      rozgrabić bogactwo ludzi lepszych od siebie, albo aby chociaż dostać fory w
      warunkach konkurencji o miejsca na studiach czy stołki we władzach.
      • xiazeluka Re: Definicja finalna 20.08.02, 12:29
        Złodziej doku napisał:

        > Dzisiaj to już nie powinno dziwić,

        Znowu ci się nudzi w "pracy"? To oddawaj moją forsę 18 000 PLN, faksymilna
        pijawko.
      • d_nutka Re: Definicja finalna______nie istnieje 20.08.02, 12:31
        Sprawiedliwość społeczna?
        A co to takiego?
        Definicje można tworzyć, ale czy od definicji przybędzie tej czy jakiejkolwiek
        sprawiedliwości?
        Pomińmy dla ulatwienia przymiotnik "społeczna".
        Czy ktokolwiek wie czym jest SPRAWIEDLIWOŚĆ?
        Sprawiedliwość bez 'dodatków'słownych?
        Już natura w swej istocie jest niesprawiedliwa.
        Czy sprawiedliwe było,że urodziłam się kobietą w kraju gdzie z 'natury
        rzeczy' 'głową rodu' są mężczyźni?smile))
        A mnie się to podoba.
        To co?
        Preferuję niesprawiedliwość?
        Niemniej jednak uważam,że o sprawiedliwosci należy rozmawiać i starać się ją
        czynić wszędzie tam gdzie jest to konieczne.
        A konieczne jest wszędzie wokół nas.
        • Gość: doku Definicja finalna__sprawiedliwości____nie istnieje IP: *.mofnet.gov.pl 20.08.02, 14:55
          Definiowanie sprawiedliwości, to niebanalne zadanie. To zupełnie co innego niż
          definiowanie "sprawiedliwości społecznej", więc nie sugeruj, że to prawie to
          samo.

          Pojęcie sprawiedliwości wywodzi się z przepisów i w najprostszym wypadku mówi
          tyle:

          "Gra jest sprawiedliwa wtedy i tylko wtedy, gdy każdy (nieokreślony jeszcze)
          gracz ma, z punktu widzenia przepisów gry, równe szanse osiągnięcie każdego
          wyniku, a złamanie reguł gry skutkuje karą w postaci obniżenia szans na dobry
          wynik"

          Pojecie sprawiedliwości rozszerza się na przepisy prawa:

          "Prawo jest sprawiedliwe wtedy i ... , a złamanie prawa skutkuje karą w postaci
          obniżenia szans na sukces na tym polu, na którym prawo zostało złamane"

          Np. sprawiedliwe prawo powinno zadbać o to, żeby złodziej po odbyciu kary był
          biedniejszy, niż gdyby nie kradł i nie został ukarany. Sprawiedliwy nauczyciel
          tak manipuluje ocenami, że przy jednakowym poziomie uczniów (tyle samo wiedzą i
          umieją) ten, który został złapany na ściąganiu, ma niższą ocenę za okres (rok),
          w którym został na ściąganiu przyłapany.

          Taki jest fundament pojęcia "sprawiedliwość". Można temat (a jest ciekawy)
          rozwijać dalej, np. zastanawiać się nad definicją sprawiedliwości, gdy przepisy
          nie istnieją albo nie działają.

          Czy np. hipoteteczna szkoła, w której nauczyciele oceniają prace pisemne
          adekwatnie, ale pozwalają ściągać (np. wychodzą podczas sprawdzianów z klasy),
          jest sprawiedliwa? Kiedy uczniowie mogliby zacząć oskarżać się nawzajem o
          niesprawiedliwość? Wg mnie tylko wtedy, gdyby chociaż umówili się ze sobą, że
          nie będą ściągać.

          A czy istnieją takie naturalne reguły uczciwości, które nie muszą być nawet
          przedmiotem umowy, ale są oczekiwane milcząco przez graczy i postępek niezgodny
          z tymi oczekiwaniami wymaga ukarania? Wg mnie istnieją. Przepisy gry w szachy
          nie muszą zawierać przepisów zakazujących pluć na przeciwnika podczas gry, a
          jednak oplucie powinno być ukarane, i to tak, aby ewentualny uraz psychiczny,
          obniżający siłę gry oplutego gracza, nie mógł obniżyć jego szans na dobry wynik.

          Weźmy ostatni wypadek (w końcu forum to nazywa się "aktualności") kiedy nasz
          wesoły biegacz na 800 m poturbował na bieżni dwóch przeciwników. Czy
          rozstrzygniecie było sprawiedliwe z punktu widzenia nieskodyfikowanej
          uczciwości? Nie było! Skrzywdzono poturbowanych zawodników. Sprawiedliwe byłoby
          powtórzenie biegu, już bez Polaka (działałby stresująco) i dopiero po
          odzyskaniu pełni formy przez poturbowanych. W ostateczności sprawiedliwe byłoby
          zupełne unieważnienie wyników, a nawet ... przecież nie muszę wszystkiego
          tłumaczyć, niech inni też mają sprawiedliwą szansę na wykazanie się w tym
          temacie.
          • xiazeluka Re: Definicja finalna__sprawiedliwości____nie ist 20.08.02, 14:56
            Gość portalu: doku napisał(a):

            > Definiowanie sprawiedliwości, to niebanalne zadanie.

            Sprawiedliwie to jest wtedy, jak biurokrata za pieniądze podatników wisi w
            sobie na internecie w godzinach pracy.

            Oddawaj moją forsę, złodziejska dokumendo.
            • Gość: gosc Sprawiedliwosc jest jak moralnosc... Kalego ! IP: *.proxy.aol.com 20.08.02, 18:43
              Jak Kali ukrasc krowy to dobry uczynek... Sienkiewicz to napisal dawno...

              Sprawiedliwie jest jak mi sie dobrze dzieje... a jak nie to jet to jawna
              NIESPRAWIEDLIWOSC!!!

              Poza tym rozni krytycy odwalcie sie od dobrego czlowieka o ksywie doku... i co
              z tego ze ma adres gov.pl !!! Bardzo dobrze ze w godzinach pracy jest na forum
              internetowym i poznaje co "lud pracujacy miast i wsi" wypisuje... To sie
              nazywa nieodrywanie od rzeczywistosci co przydarzylo sie wiekszosci tzw. klasy
              politycznej w III Rzeszypospolitej...

              Gosc
              • Gość: doku To nie ma znaczenia IP: *.mofnet.gov.pl 22.08.02, 12:50
                Gość portalu: gosc napisał(a):

                > Poza tym rozni krytycy odwalcie sie od dobrego czlowieka o ksywie doku... i

                Najważniejsze jest, że czytają. Dla Polski jest bardzo ważne, aby rozjaśniły
                się mroki w umysłach ciemnych jeszcze ludzi, których nie jest wcale mało.
                Oczywiście, że byłoby przyjemnie, gdyby potrafili oni okazywać wdzięczność, ale
                to rzecz drugorzędna. Mądrość i prawda powoli ale nieuchronnie torują sobie
                drogę do słabych nawet umysłów. I nastąpi taki moment, że tacy jak luka
                zrozumieją nas, przeproszą i okażą wdzięczność. A najważniejsze, że zaczną
                mądrze głosować i robić coś pożytecznego dla Polski na forum publicznym.
                • Gość: snajper Re: To nie ma znaczenia IP: *.acn.waw.pl 23.08.02, 01:34
                  Gość portalu: doku napisał(a):

                  > Gość portalu: gosc napisał(a):
                  >
                  > > Poza tym rozni krytycy odwalcie sie od dobrego czlowieka o ksywie doku...
                  >
                  > Najważniejsze jest, że czytają. Dla Polski jest bardzo ważne, aby rozjaśniły
                  > się mroki w umysłach ciemnych jeszcze ludzi, których nie jest wcale mało.
                  > Oczywiście, że byłoby przyjemnie, gdyby potrafili oni okazywać wdzięczność,ale
                  > to rzecz drugorzędna. Mądrość i prawda powoli ale nieuchronnie torują sobie
                  > drogę do słabych nawet umysłów. I nastąpi taki moment, że tacy jak luka
                  > zrozumieją nas, przeproszą i okażą wdzięczność. A najważniejsze, że zaczną
                  > mądrze głosować i robić coś pożytecznego dla Polski na forum publicznym.

                  Aby zrozumieć, trzeba mieć rozum... Dlatego nie był bym takim optymistą, Doku.

                  Snajper.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka