Dodaj do ulubionych

Na Sobote...

23.09.05, 14:41
Obserwuj wątek
    • mosze_zblisko_daleka Re: Na Sobote... 23.09.05, 14:42
      Małego Abramka wywalili ze szkoły - żydowskiej oczywiście - za brak
      postępów w nauce i nieposłuszeństwo. Przenieśli do go innej szkoły -
      też żydowskiej. Po kilku miesiącach i z tej wyleciał z tych samych
      powodów. Do kolejnej - to samo. Po jakimś czasie w mieście nie zostało
      ani jednej żydowskiej szkoły, w której by już Abramka nie znali,
      został więc umieszczony w katolickiej.
      Po tygodniu dyrektor szkoły wzywa tatę Abramka i oznajmia mu, jakim
      wspaniałym chłopcem jest Abramek - grzecznym, bystrym i w ogóle]
      najlepszym uczniem w szkole.
      Tata po powrocie do domu pyta zbaraniały Abramka:
      - Abramek, co się z tobą stało? Mówią mi, że jesteś najlepszym
      uczniem, nie chuliganisz, no wzór cnót. CO ONI Z TOBĄ ZROBILI?
      - Rozumiesz tato, pierwszego dnia taki pan w czarnym ubraniu
      zaprowadził mnie do ciemnego pokoju, w którym wisiał jakiś pan
      przybity do krzyża i powiedział:
      - "Abramek, to jest Jezus Chrystus. On też był Żydem".
      I wtedy zrozumiałem, że to nie przelewki
      • andrze_n stare..ale rozesmialem sie...dobre 23.09.05, 18:27
      • uri_ja Re: Na Sobote... 23.09.05, 18:31
        smile))
    • mosze_zblisko_daleka Re: Na Sobote... 25.09.05, 13:50
      Siedzi facet w swoim ulubionym barze w Nowym Yorku i pije kolejna whisky.
      Nagle, do baru wchodzi najzgrabniejsza laska jaka kiedykolwiek widzial z
      okropnym typem (stary, gruby i na dodatek lysy). Zainteresowany pyta
      barmana:
      - Co to za kobieta?
      Barman odpowiada:
      - To ekskluzywna dziwka.
      Nastepnego dnia koles pije swoja whisky i znow wchodzi ta sama dziewczyna.
      Podchodzi do niej i zagaduje (z wrodzona dyplomacja):
      - Podobno jestes ekskluzywna prostytutka?
      - Tak.
      - Ile bierzesz?
      - Za 100$ moge ci zrobic reka.
      Koles nie moze uwierzyc, ze tak drogo i pyta:
      - Dlaczego aż tyle?
      - Widzisz to Ferrari przed wejsciem?
      - Widze.
      - Kupilam je sobie za pieniadze, ktore zarobilam robiac tylko reka.
      Facet doszedl do wniosku, ze musi byc dobra. Postanowil wiec sprobowac.
      Efekt przeszedl jego najsmielsze oczekiwania - bylo mu lepiej niz
      kiedykolwiek w jego nedznym zyciu, z jakakolwiek kobieta.
      Kolejnego dnia, juz od progu Pub-u wita sie z prostytutka, mowic jak
      swietnie bylo mu wczoraj i pyta:
      - Moglbym sprobować czegos wiecej?
      - Za 500$ moge zrobic ci loda.
      Koles znowu zaskoczony wysoka cena protestuje, wiec prostytutka proponuje mu
      wyjście przed bar:
      - Widzisz ten biurowiec tam niedaleko? ZarobiLam na niego robic tylko loda.
      Facet nauczony doswiadczeniem wczorajszego dnia zgadza sie. I znow było mu
      tak dobrze, ze o malo nie zszedł z tego padolu.
      Nazajutrz pyta sie jej:
      - Czy moglbym w koncu pofiglowac z Twoja cipka?
      Dziewczyna wychodzi z nim przed bar i wskazuje mu Manhattan:
      - Widzisz te wyspe?
      - To nie moze byc az tak drogie! - protestuje przerazony facet.
      - Nie o to chodzi, .... gdybym MIAL cipke - Manhattan bylby juz moj


      • uri_ja Re: Na Sobote... 25.09.05, 19:38
        smile)))))))
        • mosze_zblisko_daleka Re: Na Sobote... 25.09.05, 23:40
          Kupiec galicyjski Saul Bloch robi wyrzuty swemu wiedeńskiemu hurtownikowi:

          - Mój konkurent Lewi opowiadał mi, że ilekroć odwiedza pana wieczorową porą,
          sprowadza pan go ze schodów z zapaloną świecą w ręku.
          Mnie pan jeszcze nigdy nie zaszczycił takim odprowdzeniem, a przecież ja płacę za wszystko gotówką, natomiast Lewi kupuje wszystko na kredyt...

          - Widzi pan - odpowiada z uśmiechem hurtownik. - Jeśli pan ześlizgnie się ze
          schodów, to pańska sprawa, ale jeśli Lewi skręci kark, to kto wykupi jego
          weksle?
          -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
          Jaka jest roznica miedzy Zydowka i kobieta innego wyznania.

          Kobieta namawia swojego meza zeby wzial Viagre.
          Zydowka namawia swojego meza zeby kupil akcje firmy Pfizer.

          Karolku, co robisz?
          - Piszę, tate...
          - Co piszesz?
          - Kapitał, tate...
          - Ile razy mam ci powtarzać? Ty nie pisz Kapitał, ty rób kapitał.

          Stara Zydowka jedzie autobusem i pyta innego Zyda:
          "Farsztajn Jiddisz" (rozumiesz po zydowsku?)
          odp:"Yes, ich Farsztaj" (tak rozumiem...)
          Staruszka: "Vot time is it"....?

          Zydzi z Persji (Iranu) sa znani ze skapstwa...

          Pewnego razu Zyd z Persji, chcial jechac autobusem ale nie chcial wydac forsy...
          Stoi i placze zeby konduktor pozwolil bezplatnie wejsc....

          Po jakims czasie, konduktor nie mogl zniesc ten lament wiec wpuscil Zyda do
          autobusu...

          Po kilku minutach ten z Persji znow zaczyna plakac....
          Konduktor mowi; "Co jest teraz, przecie jedziesz juz bezplatnie...dlaczego placzesz...???
          Zyd Perski: "Tak, ale inni pasazerowje dostaja reszte...!!!"
          Ojciec udziela wskazówek swojemu synowi i pyta go:

          Powiedz mi, co byś zrobił, gdybyś znalazł leżące na ulicy dwadzieścia złotych?
          Schowałbym do kieszeni- odpowiada syn.

          Bardzo zła odpowiedź - mówi ojciec. Powinieneś zanieść te pieniądze na
          najbliższy posterunek policji, tam daliby ci dwa złote znaleźnego i powiedzieli, że jesteś porządny człowiek.

          A co byś zrobił, gdybyś znalazł na ulicy dwadzieścia tysięcy dolarów? - pyta dalej ojciec.
          Oczywiście zaniósłbym je na policję, tam daliby mi dwa tysiące dolarów
          znaleźnego i powiedzieliby, że jestem porządny człowiek.

          I źle byś postąpił - mówi ojciec. Jeślibyś znalazł na ulicy dwadzieścia tysięcy
          dolarów, to powinieneś schować je do kieszeni.
          Ależ tato! - zaprotestował syn. -Jeślibym tak zrobił, to nie powiedzieliby, że jestem porządnym człowiekiem.

          Oj ty głupi - mówi ojciec. Jak ty masz dwadzieścia tysięcy dolarów w kieszeni,
          to ty już wcale nie musisz być porządny człowiek.
          Kabaret DUDEK

          PACJENT: Dzień dobry pan doktór!

          Doktor: Dzień dobry. Pańskie nazwisko?

          PACJENT: Wiesenkopf Maurycy!

          Doktor: Lat?

          PACJENT: Czterdzieści i czy - do sto dwadzieścia!

          Doktor: Kupiec?

          PACJENT: A co - LOTNIK?!

          Doktor: My tylko tak, dla statystyki!

          PACJENT: To panów jest kilka szuk?

          Doktor: My - to znaczy lekarze.

          PACJENT: Wiem, wiem, dzięki, broń Boże, mało ja się naleczyłem...

          Doktor: Więc co pana jest?

          PACJENT: Zebym ja wiedziałem, to bym do pana nie przychodziłem!

          Doktor: Rozbieraj sie pan!

          PACJENT: Codziennie sie rozbieram - nic nie pomaga!

          Doktor: Pan zonaty?

          PACJENT: Szalenie!

          Doktor: Dzieci pan masz?

          PACJENT: Czy (trzy) i o więcy nie ma mowy!

          Doktor: Dlaczego?

          PACJENT: Sie boje ryzykować, czytałem statystykie, co czecie dziecko sie rodzi Chińczyk.

          Doktor: Boli pana co?

          PACJENT: Nie.

          Doktor: Apetyt pan ma?

          PACJENT: I co z tego! Jem, jem, jem i widzisz pan jaki rezultat - oddaje!

          Doktor: Sypiasz pan dobrze?

          PACJENT: W dzień zupełnie nie mogie!

          Doktor: A w nocy?

          PACJENT: Kto w nocy nie spi? Ale wisz pan, strasznie chrapie i sie budze, teraz
          mam nowy sposób, sypiam w pokoju obok - nic nie słysze!

          Doktor: Prosze pana... zebym ja bym byłem takim zdrów jak pan!

          PACJENT: Co pana doktora jest?!

          Doktor: Serduszko!

          PACJENT: Za twarde?

          Doktor: Za mietkie.

          PACJENT: Dłużej gotować!

          Doktor: Błyskotanie przystawek.

          PACJENT: Z przystawek tylko szledż! Miewasz pan zgage?

          Doktor: Zamęcza mie!

          PACJENT: Glupstwo! Utarte surowe jabluszko codziennie przed na czczo. Stań pan
          do mnie tyłem. Oddychaj pan! Nie oddychaj! Oddychaj pan! Uuuu, są szmerki!
          Zakasłaj się pan! Uuu, prawy szczycik troszeczkie zajety, na miłośc boską rzuć pan
          papierosy i ani kieliszka wódki! Sypiasz pan dobrze?

          Doktor: Mało i niedobrze.

          PACJENT: Radze pana "Chrapoline" - jeden proszeczek co wieczoreczek. Apetyt pan masz?

          Doktor: Szredni.

          PACJENT: Kropnij pan sobie pół szklaneczki czystej przed jedzeniem!

          Doktor: Jak to, przecież pan powiedziałeś, żeby ani kieliszka?

          PACJENT: Co innego kieliszek, co innego szklaneczka! I przyjdż pan za czy tygodnie!

          Doktor: Dokąd?

          PACJENT: Do mnie! Smocza sześ, mieszkania cztery. Przyjmuje od piatej do szódmej
          a pieniądze przez cały dzień. Zastukasz pan nogą!

          Doktor: Dlaczego nogą?!

          PACJENT: Bo ręce będziesz miał pan pełne prezentów!

          Wykonanie : Michnikowski i Dziewoński. Tekst Julian Tuwim


          Mówi jedna mamełe drugiej - Mam dwie wiadomości o moim Morycu, złą i dobrą.
          Zła to to, że okazał się gejem. Dobra, że jego chłopak jest Żydem.

          Przyszedł Icek do rabina i mówi:
          - Aj, waj, rebe, ja mam taki kłopot!
          - Jaki ty masz kłopot, Icek?
          - Rebe, ożeniłem się, mam piękną, młodą żonę...
          - Nu, to ty powinieneś być szczęśliwy, Icek!
          - Ale rebe... Nie wchodzi!
          Rebe pomyślał i mówi:
          - Icek, ty weź szklanke z ciepła oliwa, włóż go najpierw w te szklanke i wtedy spróbuj.
          Wraca Icek za trzy dni.
          - Aj, waj, rebe, to na nic!
          - Nu, Icek, włożyłeś go w szklanke z ciepła oliwa?
          - Rebe, w szklanke tyż nie wchodzi!


          Dwóch Żydów (w dojrzałym wieku) spotyka się na ulicy).
          Awram! - mówi jeden - ty cos mi źle wyglądasz! Powiedz, co ci jest? Splajtowałeś?
          -Nie, coś gorszego, odpowiada tamten.
          -Żona ci umarła?
          -Nie, coś gorszego.
          -Niemożliwe! Syn ci umarł?
          -Gorzej.
          -No to co, powiedz wreszcie konkretnie co się stało, bo już nie wytrzymam!
          -Mój syn spotkał złą kobietę...
          -Jaka? nasza?
          -Nie - gojkę.
          -Straszne nieszczęście!
          -Ona jest taka ładna, ze on się w niej zakochał i sie ochrzcił.
          (Obaj wybuchają płaczem a po chwili ten pierwszy):
          - No to powiedz Awram jak ty na to zareagowałeś? Co zrobiłeś?
          Awram:
          - a co myślisz Jojne, ze można zrobić po takim nieszczęściu? Poszedlam do synagogi żeby poskarżyć sie Najwyższemu na to moje nieszczęście.
          A Jojne na to:
          - no i co? Pocieszyło cię to?
          Awram:
          -wiesz Jojne usłyszałem nagle glos z góry: "Nie martw sie Awram! mój syn
          mi taki sam numer wykręcił"!
          Salcia
          • mosze_zblisko_daleka Re: Na Sobote... 25.09.05, 23:49
            Salcia i Mojsze prowadzili sklep z dewocjonaliami dla Żydów. Jednak w okolicy
            wszyscy wyprowadzali się i coraz mniej było żydowskich klientów. W końcu Salcia
            rzekła:
            - Mojsze, ty musisz zmienić branże. Ty musisz sprzedawać teraz dla katolików...
            Na co Mojsze się zdenerwował:
            - Salcia! My jesteśmy Żydami i nie będziemy sprzedawać katolickich rzeczy...
            Jednak katolicy szybko zaczęli stanowić większość w okolicy i w końcu duma
            dumą, ale Mojsze zajął się sprzedażą katolickich dewocjonaliów. Salcia bierze
            za słuchawkę i zamawia towar w jedynej w okolicy hurtowni z katolickimi
            dewocjonaliami:
            - Dzień dobry, chciałabym zamówić: 100 różańców, 50 katechizmów, 100 obrazków z
            Papieżem oraz 50 krzyżyków...
            Na co głos w słuchawce odpowiada:
            - Niech no sprawdzę: 100 różańców, 50 katechizmów, 100 obrazków z Papieżem oraz
            50 krzyżyków... Aha, krzyżyki mają być z Jezusem czy bez? No i jutro nie
            dostarczamy, bo jest szabas...wink)))
            --------------------------------------------------------------------------------
            ---------------------------------

            Pewna fabryka miała nadprodukcję czegoś tam. Nikt tego w kraju już kupowac nie
            chciał. Wzywa więc dyrektor pracownika wiadomego pochodzenia i mówi mu:
            -Masz tu całą nadprodukcję jedź z tym gdzieś... powiedzmu do USA i sprzedj to.

            Żyd pojechał i po tygodniu wrócił sprzedawszy wszystko.

            Fabryka znowu miała nadprodukcję i znowu Żyd pojechał sprzedać to. Jeździł tak
            kilkakrotnie to do Afryki, na Bliski Wschód, do obu Ameryk i zawsze wszystko
            sprzedawał.

            Pewnego razu fabryka miała super nadprodukcję więc ponownie szef wzywa Żyda:
            -Słychaj tym razem mamy tego naprawdę dużo. Jedź do Chin tam jest ich miliard
            to pewnie z łatwością sprzedasz.
            Żyd pojechał. NIe było go tydzień, dwa, miesiąc pół roku. Po roku wrócił
            wymarniały i ledwo żywy.
            - Sprzedałeś? - pyta sie szef
            - Nie - odpowiedział Żyd
            - To co tak długo tam robiłeś?
            - Szukałem swoich i ich nie znalazłem...

            Siedzi Icek kiwa sie i biadoli:
            - Oj Panie Boze, czemu nie moge wygrac w totolotka, oj czemu, czemu !!
            Czemu nie chcesz mi pomoc?????
            Trwa to ladnych pare chwil, po czym rozsuwaja sie chmury i z niebios do Icka
            dolatuje gromki Glos Bozy:

            - ICEK !!!! Ty daj mi szanse ! IDZ I KUP LOS!

            Icek zaprosił Szlomo na oglądanie pornola... Oglądają, oglądają, aż tu Szlomo
            się zrywa i krzyczy:
            - Icek………… ten film leci od tyłu!!!
            - Cicho bądź Szlomo, nie przeszkadzaj, oglądaj! O!O!… Uważaj uważaj, teraz
            będzie
            najlepsze!!! Będzie mu oddawać pięniądze!!!

            Przy wejsciu do synagogi widnieje napis:

            "Wchodzenie do bożnicy bez nakrycia głowy jest takim samym występkiem jak
            cudzołóstwo!"

            Ktos dopisał : Próbowałem jednego i drugiego! Kolosalna różnica...

            Mówi stary Zyd do młodego:
            - Czas na ożenek, znam taką damę, ma 2 domy, 3 auta, dużo posiadłości i dziurkę
            jak 50 groszy
            Młody przemyślał
            - Ze względu na te 50 groszy ożenię się
            Za pewien czas przychodzi do starego i skarży
            - To nie 50 groszy, to stare 5 zł
            Na to stary:
            - 2 domy dostał, 3 auta dostał, dużo posiadłości dostał i o 4,50 się kłóci.

            • uri_ja Re: Na Sobote... 26.09.05, 22:36
              Mosze, nie wiesz jak bardzo poprawił mi się humor smile))
    • uri_ja Re: Na Sobote... 30.09.05, 18:17
      a na tą? już nic?
    • uri_ja Re: Na Sobote... 03.10.05, 19:26
      a na Nowy Rok? smile)))))
      wszystkiego naj Mosze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka