Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
11.10.02, 23:17
Rozmowa z prof. dr. hab. Adamem Bielą, kierownikiem Zakładu Psychologii
Przemysłowej KUL, senatorem RP
Panie Profesorze, wielokrotnie przypomina Pan, że "tyle wolności, ile
własności". Choć od referendum uwłaszczeniowego upłynęły już lata, hasło to,
jak się okazuje, wciąż wywołuje emocje. Czy mógłby Pan wyjaśnić, w jakim
sensie własność warunkuje naszą wolność?
- To hasło dotyczy wielu płaszczyzn i sądzę, że wyraża nasze najpoważniejsze
narodowe wyzwanie - stania się w pełni wolnym i odpowiedzialnym
społeczeństwem. Można mówić o płaszczyźnie politycznej tego hasła, traktując
je jako pewną syntezę procesu budowania demokracji, a także o ściśle
związanymi z polityczną - płaszczyźnie gospodarczej i społecznej.
Zasada ta nie jest niczym nowym, bowiem od czasów formowania się
parlamentaryzmu europejskiego stało się pewną zasadą, że obywatele wielu
państw europejskich uzyskiwali prawa wyborcze dopiero jako osoby dysponujące
własnością. Gdy zniesiono pańszczyznę w państwie niemieckim, a uwłaszczeni
chłopi stali się właścicielami prywatnymi, powstał Reichstag, odbyły się
pierwsze wybory, wybory ludzi wolnych. Wolność polityczna zakłada pojęcie
własności prywatnej.
Ale dlaczego to jest tak istotne?
- Własność prywatna jest naturalnym oparciem dla wolnych wyborów, broni
obywatela przed różnymi manipulacjami. Od czasów starożytności rzymskiej
znane jest hasło "chleba i igrzysk" dotyczące sposobu rządzenia obywatelami
rzymskimi zwanymi plebejuszami. Ludzie ci dawali się łatwo manipulować, gdyż
ich prawa polityczne, wyborcze, nie miały żadnego zakotwiczenia we własności
prywatnej. Czyż nie dlatego komuniści usiłowali wykorzenić własność prywatną,
zarówno z naszej rzeczywistości społeczno-gospodarczej, jak również z naszej
mentalności? Kilkanaście milionów Ukraińców w Związku Sowieckim zginęło
śmiercią głodową w obronie własności prywatnej, za opór wobec kolektywizacji
wsi. Nieprzypadkowo mówimy o tym okresie jako o czasach zniewolenia ludzi i
narodów.
Czy pogląd, że własność warunkuje naszą wolność, jest do pogodzenia ze
społecznym nauczaniem Kościoła?
- Gdyby tak nie było, Katolicka Nauka Społeczna nie przywiązywałaby tak dużej
wagi do podkreślania prymatu własności prywatnej wobec innych form
posiadania. Własność prywatna znajduje oparcie w prawie naturalnym, ma
uzasadnienie w źródłach biblijnych, w papieskich encyklikach. Jan Paweł II w
encyklice "Laborem exercens" zachęcał do wiązania pracy z kapitałem, a więc
proponował, żeby pracownik stawał się współwłaścicielem. To jest niewątpliwie
kierunek proponowany przez katolicką naukę społeczną. Pius XI w
encyklice "Quadragesimo anno" przedstawił program upowszechnienia własności
prywatnej, co stara się właśnie spopularyzować hasło "tyle wolności ile
własności". W encyklice tej Papież wskazał pewien model uwłaszczenia, jako
możliwy do szerszego zastosowania. Chodzi o system, w którym pracownicy
mogliby ze swoich oszczędności, zgromadzonego drobnego kapitału, nabyć na
własność dom z kawałkiem ziemi. Papież potraktował to jako istotną podstawę
samodzielności bytu rodziny robotnika.
Niewątpliwie Katolicka Nauka Społeczna wyraźnie zachęca do upowszechnienia
własności prywatnej, a nie do jej ograniczania.
Z czego wynika ta ogromna wartość, czy też atrakcyjność - społeczna,
gospodarcza i polityczna - własności prywatnej?
- Według definicji podręcznikowej, "kapitał" jest to dobro, które dzięki
działalności gospodarczej człowieka jest w stanie wytworzyć nowe dobro,
określane jako tzw. wartość dodana. Czy wytworzy to nowe dobro, zależy
głównie od właściciela. Tak rodzi się postawa odpowiedzialności za to, co
posiadamy, za naszą własność. W myśl światopoglądu chrześcijańskiego jest to
odpowiedzialność zarówno wobec Boga, do którego wszystko należy, jak i ludzi,
którym własność ma służyć. Stwarza to przestrzeń realizacji naszych wolnych
wyborów. Tylko od nas zależy, co zrobimy z posiadanymi dobrami. Ale wolność
ta niesie w konsekwencji odpowiedzialność za podjęte decyzje i powierzone nam
przez Boga dobra. Taka odpowiedzialność dyscyplinuje człowieka, determinuje
jego zachowania prospołeczne, jest wreszcie czynnikiem rozwoju gospodarczego.
Oczywiście, wolny człowiek może wybrać również zło ze wszystkimi tego
konsekwencjami.
Dlaczego uznaje Pan kwestię własności za tak istotną dziś dla Polaków?
- Jeśli mówimy o gospodarce rynkowej w Polsce, o wolności gospodarczej, to
nie ma innej możliwości, jak oparcie jej na własności prywatnej kapitału i
ziemi oraz na ich upowszechnieniu. Są to zresztą dwa z trzech czynników
produkcji - praca, kapitał i renta gruntowa.
Gdy nie ma się zabezpieczenia własności kapitału i środków produkcji, czyli
współudziału w tej własności, wówczas traci się pracę. Nasze obecne polskie
bezrobocie wzięło się głównie z tego, że zmarnowano polski kapitał. Poważne
środki kapitałowe, zamiast sfinansować inwestycje i restrukturyzację polskiej
gospodarki, zostały rozproszone i skonsumowane. Bez kapitału nie ma
gospodarki, jest bezrobocie, totalne nieszczęście. Nie podejmuję tu dyskusji
na temat, czy kapitał jest nam potrzebny, czy Polakom potrzebna jest własność
prywatna, czy może wystarczy im sama wolność - samo postawienie takiego
problemu uważam za jakieś piramidalne nieporozumienie.
A jednak jest on stawiany, ośmiesza się ideę obrony polskiej ziemi,
deprecjonuje pojęcie własności prywatnej. Z czego to wynika?
- Przyczyn może być wiele. Ignorancja, zła wola, spustoszenia mentalne z
okresu komunizmu. Zastanawia mnie łatwość, z jaką niektóre osoby godzą się na
wyprzedaż polskiej ziemi. Przecież od czasów rzymskich obowiązuje
zasada "superficies solo cedit", w myśl której właściciel ziemi jest również
właścicielem tego wszystkiego, co na tej ziemi jest posadowione. Zasada ta
obowiązuje do dzisiaj w prawie cywilnym. Stąd też prawdą jest
powiedzenie "tyle ojczyzny, ile ziemi", stąd tyle w naszej literaturze i
historii przykładów zdeterminowanej do ostateczności obrony ziemi. Chłopi
bronili ziemi - jako swojej własności prywatnej - zarówno w czasach zaborów,
jak i za komunizmu. To był przejaw kultury europejskiej zbudowanej na prawie
rzymskim i chrześcijaństwie, umiłowania wolności, a także zwykłej ludzkiej
mądrości, rozsądku nakazującego troskę o zapewnienie bytu dla siebie i swojej
rodziny.
Wypowiadając się na te tematy, trzeba się jasno określić, czy chce się
należeć do cywilizacji europejskiej, kultury łacińskiej ze wszystkimi tego
konsekwencjami politycznymi, czy do tradycji bizantyńskiej, która do kwestii
własności prywatnej podchodziła zupełnie inaczej.
Dziękuję za rozmowę.
Adam Kruczek