Dodaj do ulubionych

Klub Forumowego Anty-Fiskała :))

21.07.06, 16:05
laissez faire! smile
Obserwuj wątek
    • wild samochody na sprężone powietrze? dylemat 'akcyz'? 21.07.06, 16:09
      www.darmowa-energia.eko.org.pl/pliki/ekoauto/spr_pow.html
    • alfalfa Re: jakie jest wpisowe? 22.07.06, 01:59
      wystarczy kilo vat?
      A.
      • wild wyPISowe za 'abonament' TV z 22Vatożerem gratis :) 22.07.06, 19:03
        ANTY-REKLAMA:
        ------------------------------------------
        STOP SMOKING PETROLEUM!
        make fiscal fascist 'orlen' - bankrupt
        in game Monopoly

        www.energine.com/e_main.php
        ------------------------------------------
        • alfalfa Re: pamiętam taki post 24.07.06, 21:30
          czy wątek co nt alka własnego był. Poproszę o przypomnienie, razem ze mną
          proszą Śliwowica i Wiśniówkawink
          A.
    • wild podatki i cła to kradzież i niewolnictwo? 22.07.06, 19:15
      Jeśli zaczepiłby cię na ulicy bandyta, żądając twojego portfela albo
      portmonetki, nie wahałbyś się, jak to nazwać - kradzieżą!

      Jeśli grupa bandytów żądałaby co miesiąc dwóch trzecich twojego dochodu, grożąc
      strasznymi konsekwencjami w przypadku niepodporządkowania się ich
      propozycji "ochrony", nie wahałbyś się, jak to nazwać - kradzieżą!

      Już jesteś codziennie obrabowywany. Co miesiąc przynajmniej około dwóch
      trzecich twojego dochodu zabiera się tobie siłą, bez twej zgody. Robi to rząd.
      I owszem, to również jest kradzieżą, nawet jeśli niewielu zdaje sobie z tego
      sprawę!

      Czym rząd różni się od bandyty? Czym wymuszanie przez państwo pieniędzy
      za "ochronę" różni się od wymuszania ich przez jakiegoś innego gangstera? Do
      jednego i drugiego stosuje się słownikowa definicja kradzieży - zagarnianie
      własności jednostek bez ich zgody. Jedyną różnicą jest to, że rząd jest mniej
      uczciwy, niż jego prywatni konkurenci w złodziejstwie. Złodziej nie twierdzi
      przynajmniej, że to, co robi, robi dla twego dobra i że jest to pożądana
      aktywność społeczna prowadzona "w interesie ogółu".

      CZY PODATKI SĄ KONIECZNE?

      Ale czy podatki nie są konieczne, jak uważa większość ludzi? Czy nie trzeba
      płacić podatków, by cieszyć się takimi rzeczami, jak opieka medyczna, drogi,
      poczta, koleje, ochrona policyjna i tak dalej?

      Wyobraźmy sobie lokalnego kupca, który wypędza z miasta, pod groźbą użycia
      broni, całą swą konkurencję. Następnie regularnie rabuje swych sąsiadów, ale "w
      zamian" dostarcza im pewne artykuły spożywcze (bardzo niskiej jakości) i
      wykonuje (bardzo kiepsko) pewne usługi, takie jak strzyżenie trawników.
      Jego "klienci" odnosiliby się bardzo sceptycznie do jakości usług, które ten
      kupiec tak łaskawie im dostarczałby, zabraniając jednocześnie tego komukolwiek
      innemu.

      Tak właśnie jest z rządem. Dlaczego nie wolno nam trzymać swych pieniędzy i
      kupować takich dóbr czy usług, jakie chcemy od tych, którzy oferują się ich
      dostarczać. Czego rząd miałby się bać, jeśli uważa, że jest w stanie sam
      dostarczyć te wszystkie dobra i usługi, na które ma obecnie monopol?
      Konkurencja pokazałaby, jakim marnym interesem są państwowe usługi i
      zniszczyłaby mit, że są "dobra publiczne", które mogą być dostarczane jedynie
      przez państwowy monopol.

      Biurokracja, nieefektywność, niebotyczne ceny i obniżająca się jakość - tym
      charakteryzują się wszelkie państwowe usługi, od poczty i kolei do policji i
      sądów.

      Wolny rynek może dostarczyć wszystkie te usługi, które są tradycyjnie uważane
      za domenę państwa. Wśród wielu faktów, o których nie uczy cię państwowy system
      edukacji jest to, że historia zna liczne przypadki dostarczania ich - od dróg,
      szkół i szpitali po walutę, ochronę policyjną i sądy - przez prywatne
      przedsięwzięcia.

      Już wiele razy zdarzało się, że państwo w celu zbudowania lub utrzymania swych
      partackich monopoli tłumiło siłą skutecznych konkurentów, którzy naprawdę
      służyli ogółowi.

      CO Z POTRZEBUJĄCYMI?

      Ale co z tymi, którzy są w potrzebie? Czy podatki nie są usprawiedliwione
      potrzebą pomocy biednym, starcom, chorym i wszystkim tym, którzy sami nie mogą
      sobie pomóc? Większość ludzi sceptycznie odnosiłaby się do twierdzenia
      rabującego ich złodzieja, że ma do tego moralne prawo, bo potrzebuje pieniędzy.
      Czy czułbyś się moralnie zobowiązany do współpracy z dokonywaną przez niego
      siłą redystrybucją bogactwa? Jaka jest różnica, gdy rząd robi to na masową
      skalę, wypłacając twoje ciężko zarobione pieniądze każdemu, kogo ogłosi
      potrzebującym?

      Nie, nawet ci, którzy naprawdę nie są w stanie sami sobie pomóc nie mają prawa
      do pomagania sobie zawartością twojej kieszeni z racji swej potrzeby. Jak
      możesz uważać się za wolnego, jeśli nie masz prawa do wszystkich owoców swej
      pracy, do ich rozprowadzania tak, jak chcesz? Jeśli każdy będący "w potrzebie"
      ma prawo do bycia wspieranym przez ciebie obojętnie, czy się na to zgadzasz,
      czy nie? Pomaganie innym na twój koszt jest wyborem, który powinien być
      dokonany przez ciebie samego. I taki wybór jest dokonywany codziennie przez
      miliony ludzi, bez zmuszania do tego przez państwo.

      Nikt nie ma prawa grozić ci bronią i żądać twej pomocy, twych pieniędzy,
      obojętnie, czy jest to jednostka, czy rząd. Byłoby dużo mniej potrzebujących,
      gdyby rząd pozwolił nam trzymać swoje pieniądze i zabezpieczać się samemu na
      wypadek choroby i starości, gdyby przestał dewaluować inflacją nasze pieniądze
      i oszczędności, gdyby przestał zmuszać nas do płacenia za swe usługi i pozwolił
      na wolny wybór, i gdyby dłużej nie tłumił dobrobytu i wzrostu gospodarczego
      przez swoje nieustanne wtrącanie się i obdarzanie przywilejami w rodzaju
      dotacji i ceł zaporowych.

      Tak zwane państwo opiekuńcze jest oszustwem. Uwiecznia ono nędzę, którą wolny
      rynek ostatecznie wykorzeniłby. Tych niewielu, którzy naprawdę nie mogą sobie
      sami pomóc byłoby wspomaganych przez wiele dobrowolnych instytucji
      dobroczynnych będących owocem naturalnej współpracy i życzliwości, w które
      obfituje społeczeństwo oparte na produkcji, a nie na grabieży.

      KTO ZYSKUJE?

      Ale choć ważnym jest stanowcze odrzucenie moralności przymusowego altruizmu
      przywoływanej do usprawiedliwienia podatków, równie ważnym jest uświadomienie
      sobie, że ta moralność tworzy ideologiczny płaszcz dla pewnych podstawowych
      interesów ekonomicznych i politycznych. To nie potrzebujący ściągają podatki:
      robi to państwo. I to właśnie państwo oraz potężne grupy, które je popierają
      zyskują na podatkach, nie zwykli ludzie. Podejrzenia powinien obudzić fakt, że
      jeśli motywacją do nakładania podatków byłoby rzeczywiście pomaganie biednym,
      to oczywistą formą pomocy wydawałoby się bezpośrednie dawanie im gotówki.
      Zmuszanie wszystkich, bogatych i biednych, do otrzymywania ujednoliconego,
      zmonopolizowanego przez państwo produktu jest naprawdę nieporęczne. System
      płacenia biednym gotówką jest popierany przez liberałów takich, jak Milton
      Friedman czy Institute of Economic Affairs. A jednak socjaliści i związki
      pracowników sektora publicznego wzdragają się przed nim ze wstrętem!

      Państwowy monopol na dostarczanie opieki i usług społecznych daje politykom i
      biurokratom władzę nad masami ludzi. W pewnych przypadkach umożliwia im
      praktykowanie innych bezpośrednio ingerujących w wolność działań. Niechęć
      jakiegokolwiek rządu do odpaństwowienia poczty ma sporo wspólnego z jego
      olbrzymią machiną zajmującą się kontrolą korespondencji i podsłuchem.

      Państwowa edukacja w szkołach i uniwersytetach pozwala państwu także na
      wpajanie całemu społeczeństwu wspólnej ideologii, co byłoby niemożliwe przy
      szkołach prywatnych, prowadzonych przez jednostki i grupy mające różne punkty
      widzenia i konkurujących o klientów. Ponadto państwo zapewnia sobie masową
      lojalność dając ludziom wrażenie, że jest "ich" państwem, dbającym o swych
      obywateli przez dostarczanie im darmowych usług, których inaczej by nie
      otrzymali.

      A państwo nieustannie obdarowywuje dotacjami i kontraktami duży i mały biznes,
      grupy interesu z kręgów finansjery i rolnictwa. Państwo opiekuńcze jest po
      prostu maską, która skrywa rzeczywistość znajdującą się za
      interwencjonistycznymi rządami - walkę o specjalne przywileje i dotacje na
      koszt konsumentów i podatników.

      Ponieważ biedni jako całość płacą w podatkach wystarczająco dużo, by kupić
      swoje "darmowe" usługi, tymi, którzy rzeczywiście na nich zyskują, są
      grabieżcze grupy interesu (oraz oczywiście pasożyty zatrudniane przez państwo -
      pracownicy socjalni, akademicy, urzędnicy itd.). Parę lat temu w Kalifornii
      wielki biznes i finansowe grupy interesu prawie powszechnie sprzeciwiły się
      projektowi obniżenia podatków.

      W rzeczywistości podatki są podobne do wielu innych przejawów państwowego
      mieszania się do gospodarki rzekomo mających pomagać biednym - faktycznie
      działają na odwrót. Zamiast "redystrybucji bogactwa" podatki zamraż
      • wild podatki i cła to kradzież i niewolnictwo? 22.07.06, 19:19
        Zamiast "redystrybucji bogactwa" podatki zamrażają bogactwo. Podczas gdy bogaty
        może stracić naprawdę niewiele, biedny traci proporcjonalnie dużo więcej.
        Podatki zatem przeszkadzają ludziom i nowym przedsięwzięciom gromadzić dobra i
        kapitał, a tym samym rzucać wyzwanie okrzepniętemu już biznesowi i ewentualnie
        zastępować go. Nawet jeśli niektórzy bogaci mogą dawać bezpośrednio biednym,
        podatki tak zniekształcają rynek, że na dłuższą metę jest mniej dla każdego.

        Biznesmeni rzadko faworyzują naprawdę wolny rynek. Generalnie popierają oni (a
        nawet inicjują) interwencjonistyczną politykę nazywaną
        tradycyjnie "socjalistyczną" czy "lewicową". O ile ich stanowisko wobec
        podatków jako takich jest mniej jasne, to mamy oczywiste dowody, że najbardziej
        wyszukany biznes i finansjera popiera podatek dochodowy jako środek utrzymania
        swej pozycji ekonomicznej w stosunku do konkurencji.

        Bogaci (najściślej "superbogaci") są w stanie chronić istotną część swego
        bogactwa przy pomocy skomplikowanych metod unikania: fundacji dobroczynnych i
        innych środków. Nie powinno być żadną niespodzianką, że Rockefellerowie płacą
        niższe podatki dochodowe niż przeciętny amerykański robotnik, czy że Vesteyowie
        nie płacili prawie żadnych podatków od wielkiej części swego zmarnowanego
        bogactwa.

        KTO TRACI?

        Wyobrażenie, że bogaci są opodatkowywani na rzecz "biednych" jest naiwnym
        złudzeniem. Wystarczy tylko trochę elementarnej arytmetyki, by ujawnił się
        absurd pomysłu, że większość może znacząco zyskać na wywłaszczeniu niewielkiej
        mniejszości.

        Większość ludzi płaci grzywnę z większości swych pieniędzy, z których część
        państwo zwraca im w formie "darmowych" i w coraz większym stopniu tandetnych
        usług, dużo gorszych, niż mogliby kupić na wolnym rynku. Kiepskość państwowych
        usług takich, jak państwowa służba zdrowia jest nieuchronną konsekwencją
        politycznych, ekonomicznych i społecznych sił, które te usługi ucieleśniają.
        Skoro tylko relację między kupującym i sprzedającym - pacjentem i lekarzem -
        pozbawiono godności wzajemnego zobowiązania wyrażonego zapłatą za usługę, ten
        pierwszy zaczął być traktowany przez drugiego jak kłopotliwy petent. Dodatkowo
        pogarsza sprawę fakt, że w braku bodźca pieniężnego należący do klasy średniej
        lekarz ma tendencję do nierozumienia swych pochodzących z "niższej klasy"
        pacjentów i pogardzania nimi. Pacjenci z klasy średniej są na ogół traktowani
        lepiej i mają umiejętności konieczne do manipulowania systemem dla swych
        własnych celów.

        Dostarczanie "darmowych usług" stwarza nieograniczony popyt, który przeciąża
        system. Ludzie cierpią i nawet niepotrzebnie umierają, gdy kolejki do operacji
        wydłużają się. Racjonowanie przy pomocy rynkowej ceny zostaje zastąpione
        racjonowaniem przy pomocy listy oczekujących.

        Kto zyskuje, a kto traci? Masy zwykłych ludzi pracy mają wszystko do zyskania
        na zniesieniu podatków. Ekonomiczne i polityczne pasożyty mają wszystko do
        stracenia.
    • wild Rozprawa o wojnie 25.07.06, 01:44
      www.liberator.org.pl/l/html/modules.php?name=News&file=article&sid=4167
    • wild anatomia państwa - anatomią przymusowej komuny? 27.07.06, 11:02
      www.mises.pl/site/subpage.php?id=66&content_id=86&view=full
      Czym Państwo Nie Jest

      Państwo jest niemal zawsze rozpatrywane jako instytucja usługi społecznej.
      Niektórzy teoretycy czczą Państwo jako apoteozę społeczeństwa; inni uważają je
      za przyjazną, aczkolwiek często mało efektywną organizację służącą osiąganiu
      społecznych celów; jednakże niemal wszyscy uważają je za środek konieczny do
      osiągnięcia celów ludzkości, środek postrzegany w opozycji do „sektora
      prywatnego” i często wygrywający z nim wyścig o zasoby. Wraz z powstaniem
      demokracji, utożsamianie Państwa i społeczeństwa uległo znacznemu wzmocnieniu
      tak, że w końcu można powszechnie zauważyć emocje wyrażane w sposób zadający
      gwałt podstawom rozumu i zdrowego rozsądku, w takich stwierdzeniach jak: „my
      jesteśmy rządem”. Przydatny kolektywny termin „my” umożliwił rozpostarcie
      ideologicznego kamuflażu na rzeczywistość życia politycznego. Jeśli to „my
      jesteśmy rządem”, zatem cokolwiek rząd czyni wobec jednostki nie jest jedynie
      przeciwieństwem aktu tyranii, ale wręcz „dobrowolnością” ze strony jednostki,
      której ów akt dotyczy. Jeśli rząd zaciąga ogromny dług publiczny, który
      musiałby zostać spłacony poprzez opodatkowanie jednej grupy z korzyścią dla
      drugiej, to ów ciężar rzeczywistości zostaje ukryty poprzez stwierdzenie,
      iż „sami jesteśmy to sobie dłużni”; jeśli rząd powołuje człowieka do wojska lub
      zamyka go w więzieniu za odmienne poglądy, to w gruncie rzeczy człowiek
      ten „sam to sobie robi”, zatem nic niestosownego się nie zdarza. Zgodnie z tym
      rozumowaniem, żadni Żydzi zamordowani przez rząd nazistów zamordowani nie
      zostali; musieli zamiast tego „popełnić samobójstwo”, gdyż to oni byli rządem
      (który został demokratycznie wybrany), zatem wszystko, co rząd wobec nich
      uczynił, było z ich strony dobrowolne. Roztrząsanie tego twierdzenia nie wydaje
      się być konieczne, a jak na razie wszechogarniająca większość ludzi trzyma się
      tego złudnego mniemania w większym lub mniejszym stopniu.

      Dlatego też musimy podkreślić, że „my” nie jesteśmy rządem; rząd nie
      jest „nami”. Rząd w żadnym ścisłym sensie nie „reprezentuje” większości ludzi.
      [1] Ale nawet jeśli by tak było, nawet jeśli 70 procent ludzi zdecydowało się
      zamordować pozostałe 30 procent, nadal byłoby to morderstwo, nie zaś dobrowolne
      samobójstwo ze strony wymordowanej mniejszości. [2] Żadna organicystyczna
      metafora, żadna wzięta z powietrza formułka, że „każdy z nas jest częścią
      drugiego” nie może dać przyzwolenia na ukrycie tak podstawowego faktu.

      Jeśli zatem Państwo to nie „my”, jeśli to nie „rodzina ludzka” zbierająca się
      razem, by decydować o wspólnych problemach, jeśli to nie spotkanie loży czy
      koło gospodyń wiejskich, to w takim razie co? W skrócie, Państwo jest tą
      organizacją w społeczeństwie, która próbuje utrzymać wyłączność przy użyciu
      siły i przemocy na danym terenie; w szczególności zaś jest jedyną organizacją w
      społeczeństwie, która uzyskuje swoje dochody nie z dobrowolnych datków czy
      płatności za świadczone usługi, ale na drodze przymusu. Podczas gdy inne
      jednostki bądź instytucje uzyskują wpływy z produkcji dóbr i usług, poprzez
      pokojową i dobrowolną sprzedaż owych dóbr i usług innym, Państwo swoje dochody
      wymusza; posługuje się przy tym groźbą więzienia i bagnetu. [3] Używając siły i
      przemocy, by pozyskać dochody, Państwo zmierza zazwyczaj do tego, by regulować
      i wyznaczać wszelkie przejawy aktywności swoich indywidualnych poddanych. Można
      by przypuszczać, iż zwykła obserwacja wszystkich Państw na przestrzeni wieków i
      dookoła kuli ziemskiej wystarczyłaby jako dowód dla tego twierdzenia; jednakże
      opary mitu tak długo unosiły się nad działalnością Państwa, że opracowanie tego
      tematu jest wprost konieczne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka