wikul
20.11.06, 23:13
39 lat medialnego nadymania
Trzydzieści dziewięć lat temu Ernesto „Che” Guevarze zaaplikowano sporą dawkę
jego własnego lekarstwa. Został bez procesu uznany za mordercę, postawiony
pod murem i zastrzelony. Historycznie rzecz biorąc, rzadko kiedy
sprawiedliwości lepiej staje się zadość. Jeśli przysłowie „jak sobie
pościelesz, tak się wyśpisz” ma pasować do sytuacji, to właśnie do takiej.
Liczba tych, których „trybunały rewolucyjne” Che skazały na śmierć w podobnym
stylu waha się pomiędzy 400 a 1892. Liczba bezbronnych mężczyzn (i chłopców),
których Che zamordował z własnego pistoletu idzie w tuziny. Wyobraźcie sobie
koszulki z Charlesem Mansonem, Tedem Bundy’m czy Davidem Berkowitzem na
ciałach Johnny’ego Deppa czy księcia Harrego. Pewnie, tamci nie mogą równać
się z morderczym zestawieniem Che. (...)
www.korespondent.pl/index.php?x=artykul&id=2344
www.korespondent.pl/index.php?x=artykul&id=2344