Dodaj do ulubionych

Ramonet: Bezprawna wojna

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.04.03, 22:11
Preambuła do Karty Narodów Zjednoczonych - wspólnego prawa naszej planety -
stanowi: "My, ludy Narodów Zjednoczonych, zdecydowane uchronić przyszłe
pokolenia od klęski wojny" i "zapewnić przez przyjęcie zasad i ustalenie
metod, aby siła zbrojna używana była wyłącznie we wspólnym
interesie", "postanowiliśmy zjednoczyć nasze wysiłki dla wypełnienia tych
zadań". Artykuł 1. Karty mówi, że celem Narodów Zjednoczonych
jest "utrzymanie pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego" poprzez "uchylanie
aktów agresji lub innych zamachów przeciwko pokojowi".

Tak więc USA i ich brytyjscy sojusznicy, depcząc podstawowe zasady NZ i
zachowując się jak agresorzy, pogwałcili prawo międzynarodowe, gdy o świcie w
czwartek 20 marca rozpoczęli swą "wojnę prewencyjną" przeciwko Irakowi,
najeżdżając ten kraj bez mandatu Narodów Zjednoczonych i bez autoryzacji
żadnego organu międzynarodowego.

Światowa wspólnota postawiona wobec zbrodni przeciwko pokojowi znalazła się w
sytuacji bez precedensu. Od czasu utworzenia ONZ w 1945 r. nigdy nie zdarzyło
się, by dwa państwa, będące założycielami organizacji, stałymi członkami Rady
Bezpieczeństwa i jednymi z najstarszych w świecie demokracji, tak otwarcie
kpiły z prawa międzynarodowego, w świetle jego przepisów robiąc tym samym z
siebie państwa przestępcze.

Światowy porządek został przewrócony na nice. Nie zmieniła się hierarchia
siły, bo potęga USA pozostaje poza zasięgiem konkurencji, ale odwróciły się
wartości polityczne. W protestach na całym świecie, również w Stanach
Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, uczestniczą miliony ludzi przekonanych, że
ta wojna jest niemoralna. Ludzie nie mogą mieć wielu iluzji, ale naprawdę
spodziewają się, że najpotężniejszy kraj na świecie będzie kierowany zgodnie
z etyką, po mistrzowsku przestrzegał będzie procedur prawnych i stanie się
modelem podległości prawu. A przynajmniej oczekują, że państwo to nie odwróci
się plecami do podstawowych zasad politycznej moralności. Jednak wygląda na
to, że od ataków z 11 września 2001 r. USA, pod administracją prezydenta
George'a W. Busha, doszły do cynicznej definicji przystojącego rządom
zachowania. Pewnie przez wzgląd na Machiavelliego - książę "dla utrzymania
państwa musi częstokroć działać wbrew wierności, wbrew miłosierdziu, wbrew
ludzkości, wbrew religii" - Bush i otaczające go jastrzębie zdecydowali się
podjąć akcję, niezgodną z moralnością, prawami człowieka i prawem
międzynarodowym.

Po bezprecedensowej klęsce dyplomatycznej, w której amerykańska superpotęga
okazała się niezdolna do pozyskania w Radzie Bezpieczeństwa poparcia państw
przez lata znajdujących się w jej strefie wpływów (Meksyk, Chile i Pakistan),
USA doznało następnego niepowodzenia, kiedy Turcja, ich wieloletni sojusznik,
odmówiła przepuszczenia wojsk amerykańskich przez swoje terytorium. Bush
pomimo to podtrzymał swój zamiar agresji na Irak i ogłosił
poparcie "koalicji" 40 państw, wśród których dominują byłe państwa
komunistyczne, w tym Uzbekistan i Turkmenistan, dwa z najbardziej złowrogich
reżimów neototalitarnych. Saddam Husajn może być odrażający tyranem, ale pod
względem moralności niewiele się od niego różni Bush ze swoim otoczeniem. Ich
pogarda dla prawa międzynarodowego i arogancja okazana za pomocą siły
militarnej spowodowały największą falę anty-amerykanizmu od czasu wojny w
Wietnamie (1961-1975).

Międzynarodowa Komisja Prawników, doradcze ciało ONZ z siedzibą w Genewie,
ostrzegła 18 marca br. przed atakiem na Irak bez mandatu ONZ, określając
go "zupełnie bezprawnym najazdem, oznaczającym wojnę agresywną" (te słowa
poprzedziły podobne ostrzeżenia korporacji prawniczych z Wielkiej Brytanii,
Francji, Belgii i Hiszpanii). Komisja stwierdziła, że tej interwencji nie
można przydać podstawy prawnej.

W przypadku braku autoryzacji Rady Bezpieczeństwa, żadne państwo nie może
stosować siły przeciwko innemu państwu, a jedyną sytuacją dającą do tego
prawa jest obrona w odpowiedzi na atak zbrojny.

Na użytek wewnętrznej opinii publicznej, ale nie dla Rady Bezpieczeństwa, USA
tłumaczyły swój atak na Irak prawem do obrony, łącząc w mętny sposób reżim w
Bagdadzie z zamachami z 11 września. Aż do 20 marca 2003 r. Rada stała na
stanowisku, że Irak nie stwarza bezpośrednich zagrożeń, które mogłyby
uzasadnić natychmiastową wojnę. Co więcej, argument z uzasadnionej obrony
zakłada istnienie wcześniejszej zbrojnej agresji, czego Irakowi przypisać nie
sposób. A prewencja uzasadniona obroną nie jest dopuszczona przez prawo
międzynarodowe.

Bush usprawiedliwiał swą inwazję na Irak również potrzebą zmiany reżimu,
uwolnienia się od Saddama Husajna. Jakkolwiek chwalebna byłaby ta intencja,
według Karty NZ nie wystarczy ona do uzasadnienia jednostronnego sięgnięcia
po siłę. Podobnie deklaracje Stanów Zjednoczonych, że budują w Iraku
demokrację, nie stanowią uzasadnienia legalności agresji. W XVII wieku
prawnik Grotius, jeden z "ojciec-założyciel" praw człowieka, pisał,
że "pragnienie rządzenia innymi wbrew ich woli pod pretekstem, że jest to
dobre dla nich" jest najczęstszym usprawiedliwieniem wojen niesprawiedliwych.

Ignacio Ramonet jest redaktorem naczelnym miesięcznika "Le Monde
Diplomatique". Powyższy tekst jest wstępniakiem do kwietniowego numeru "LMD".


Ignacio Ramonet
Tłum. Cezary Arendarski
Obserwuj wątek
    • Gość: bronek znowu jakis francuski ciul... IP: *.dip.t-dialin.net 17.04.03, 22:27
      porownuje Polske z Turkmenistanem czy Uzbekistanem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka