Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
22.04.03, 02:41
Dariusz Hybel(4): Na usługach systemu
Za czasów komuny przed 1989 r. szkoły w Polsce wykorzystywane były do
propagowania ideologii komunizmu. Od początku lat 90-tych nachalnie propaguje
się w szkołach Unię Europejską i jej wersję socjalizmu. Przeciwnicy UE -
zwłaszcza ci, którzy nie darzą szczególną atencją wolnej przedsiębiorczości -
otrzymują od rządu namacalny argument. Szkoły trzeba trzymać jak najdalej od
wpływów władzy. Na naszych oczach we wszystkich typach państwowych placówek
oświatowych uprawia się prounijne pranie mózgów młodych ludzi. Rodzice,
zwłaszcza uniosceptycy, są praktycznie bezradni.
Edukacja to podstawowe i zarazem potężne narzędzie oddziaływania na
świadomość uczniów. Oddanie go w ręce rządu owocuje wychowywaniem
zaprogramowanego (zgodnie z programem ministerstwa i kuratorium a nie np.
wizją rodziców) określonego typu człowieka. W tym przypadku chodzi o
wychowanie sobie młodych - z perspektywy unijnych propagandzistów - najlepiej
zupełnie bezkrytycznych, sympatyków UE. No bo, program rządu, programem
szkoły... Za komuny funkcjonowało hasło: "Program partii, programem narodu",
co oczywiście obejmowało "wiedzę" przekazywaną w szkołach.
Edukacja prounijna pojawiła się w polskich placówkach oświatowych już na
początku lat 90-tych. Obecnie, zgodnie z ustaleniami państwowych władz
oświatowych już w gimnazjum 100 proc. uczniów ma się uczyć o UE w ramach tzw.
ścieżki międzyprzedmiotowej (np. na lekcji wiedzy o społeczeństwie, historii
i geografii). Z kolei w szkołach ponadgimnazjalnych "unijną ścieżką"
prowadzonych jest ok. 75 proc. młodzieży. Są to uczniowie liceów i techników
(a więc ta grupa młodych ludzi, z której pochodzić będzie przyszła elita
kraju). Pozostałe 25 proc. młodzieży - uczniowie szkół zawodowych - winno się
spotykać z Unią Europejską bez obowiązywania specjalnej ścieżki
międzyprzedmiotowej.
Unijni eurotomani odnieśli - także na terenie szkół - pewien istotny sukces.
Dokonali zawłaszczenia słowa "Europa" - "europejski". Posługując się nim
namiętnie, mają w rzeczywistości na myśli kategorię polityczną - "Unię
Europejską". Doszło nawet do tego, że w medialnych dyskusjach unioentuzjasta
potrafi powiedzieć przeciwnikowi UE: "to Pan jesteś przeciwko Europie". A
przecież bycie przeciwnikiem Unii Europejskiej nijak się ma logicznie do
kretyńskiego, skrzętnie wytworzonego redukcjonistycznego zarzutu o
byciu "przeciwko Europie" (równie dobrze można by zarzucać komuś, że jest
przeciwnikiem Antarktydy albo Oceanu Spokojnego, bo ukazuje zagrożenia dla
przyrody, która się tam znajduje). Europa jako kontynent z własną historią,
dorobkiem materialnym, kulturą czy religią to jedno. A Unia Europejska jako
współczesny projekt polityczny - odgrzewający u siebie swoją wersję
socjalizmu - to drugie.
Podobna manipulacja dokonywana jest w szkołach, które mają realizować program
tzw. "edukacji europejskiej" (np. w roku szkolnym 2002/2003 na terenie
województwa wielkopolskiego została ona objęta szczególnym nadzorem
pedagogicznym ze strony kuratora). W rzeczywistości chodzi o informacyjno-
propagandowe nauczanie o Unii Europejskiej. Podstawowe zadanie "edukacji
europejskiej" w szkołach doskonale pointnuje tytuł VIII Ogólnopolskiej Sesji
Pedagogicznej, która odbyła się w Warszawie u progu roku szkolnego 2002/2003
r: "Rola polskiej szkoły w ogólnonarodowej edukacji o Unii Europejskiej".
Wystarczy dodać, że specjalnym gościem sesji był... Sławomir Wiatr, były
pełnomocnik rządu ds. informacji (ha!) o Unii Europejskiej.
Polski, państwowy - tym samym socjalistyczny - system edukacji o Unii
Europejskiej jest częścią większej całości. Przypomina o tym przygnębiającym
fakcie np. uczestnictwo Polski w Konferencji Europejskich Ministrów Edukacji,
w których biorą udział także przedstawiciele Komisji Europejskiej i
Parlamentu Europejskiego (VI KEME odbywała się w Bratysławie w dn. 16-18
czerwca 2002 r., poprzednie: Warszawa, Praga, Budapeszt, Bukareszt, Ryga).
Celem tych spotkań, jak łatwo się domyślić, jest po tysiąckroć powtarzane:
pogłębianie współpracy na polu integracji europejskiej.
Specjalną rolę propagandową w szkołach na rzecz Unii Europejskiej pełnią
szkolne kluby europejskie. Mecenat nad nimi sprawuje Centrum Informacji
Europejskiej Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, co ostatecznie wyjaśnia
charakter klubów (choć mówi się o upowszechnianiu wiedzy o Europie, tak
naprawdę chodzi o Unię Europejską). SKE z różnych miast Polski mają
nawiązywać współpracę z Regionalnymi Centrami Informacji Europejskiej. UKIE
powołał takich ośrodków 35 - w obecnych i niektórych byłych miastach
wojewódzkich.
Szkoła, która założy u siebie SKE wysyła ankietę zgłoszeniową do Centrum
Informacji Europejskiej UKIE. Pod koniec 2002 r. we wszystkich typach szkół
funkcjonowało już ok. 1800 klubów propagujących UE wśród nauczycieli i
uczniów. Kluby organizują swoje zjazdy regionalne (np. 15 listopada 2002 r.
odbyło się w Poznaniu III Wielkopolskie Forum Klubów Europejskich, 9
października 2002 r. Świętokrzyskie Forum Szkolnych Klubów Europejskich). Na
dzieci i młodzież czekają unijne programy edukacyjne "Młodzież 2000"
czy "Sokrates", w ramach których dochodzi do wymiany miedzy szkołami z
różnych krajów.
W 2002 r. Urząd Komitetu Integracji Europejskiej przygotował kolejny program
propagandowy zatytułowany "Moja szkoła w UE", który już wprost ukazuje, gdzie
znajduje się miejsce młodych ludzi. Dodatkowo UKIE rozpoczął w październiku
2002 r. specjalne kursy dla opiekunów szkolnych klubów europejskich. Jest
chyba jasne, że urzędnicy z Komitetu nie szkolą tam nauczycieli na temat
unijnego sceptycyzmu...
Szkolne kluby europejskie, które w rzeczywistości powinny się nazywać
szkolnymi klubami Unii Europejskiej, zachęcane są do nawiązywania kontaktów z
organizacjami propagującymi w Polsce brukselskiego Brata, np. Polską Fundacją
im. Roberta Schumana, Polską Radą Ruchu Europejskiego, punktami informacji
europejskiej przy samorządach czy wręcz przedstawicielstwem Komisji
Europejskiej w Polsce. Kontakt z powyższymi instytucjami owocuje odpowiednimi
seminariami, szkoleniami, warsztatami, konferencjami, wyjazdami - tzn.
stosowną obróbką ideologiczną. A wszystko po to, by zadbać o odpowiedni i
pożądany przez uniokratów stan umysłów młodych ludzi, którzy poza Unią
Europejską nie maja widzieć "Bożego świata".
Polski system oświatowy jest współcześnie na usługach nowej politycznie
poprawnej idei - promowania za wszelką cenę Unii Europejskiej i jej wizji
Starego Kontynentu. Jest to możliwe tylko dlatego, że szkoły są państwowe,
włączone w finansową zależność od pieniędzy budżetu. A pieczę nad ich linią
programową sprawują samorządy, kuratoria, ośrodki metodyczne, departamenty i
ministerstwo.
Od 1991 r. Polska bierze udział w Europejskim Konkursie Szkolnym "Europa w
szkole". Podczas podsumowania XI edycji tego propagandowego konkursu, 7 maja
2002 r., prezydent Aleksander Kwaśniewski zwracając się do jego uczestników,
wyraził pragnienie, że głos młodzieży w dyskusji przed referendum w sprawie
wejścia do UE będzie bardzo donośny, gdyż "perspektywa Unii to wasza
perspektywa, perspektywa młodego pokolenia". O to, to. O to właśnie chodzi w
całej tej "edukacji europejskiej", w akcjach pod tytułem "szkole kluby
europejskie" i konkursach z "Europą" w tle. Młodzież ma widzieć tylko jedną
perspektywę - Unii Europejskiej i odpowiednio zagłosować podczas referendum.
Poddana praniu mózgu ma postępować zgodnie z propagandowym hasłem - mówimy:
Europa, myślimy: Unia Europejska.
Wśród przeciwników UE związanych z Radiem Maryja czy Ligą Polskich Rodzin
jest wiele osób, które sprzeciwiają się prywatyzacji szkół, sprzeciwiają się
wyrwaniu raz na zawsze placówek oświatowych z łap rządu. Prounijny trening,
jaki od lat przechodzą młodzi ludzie w państwowych szkołach, powinien być
poważnym ost