leje-sie
20.04.07, 15:46
Przeglądałem onegdaj archiwum domowe, zbierając KWITY do wypełnienia
DEKLARACJI podatkowej natrafiłem na pożółkły świstek z papieru drzewnego
najniższej kategorii.
Było to PODPISANE przeze mnie ZOBOWIĄZANIE do przywozu z powrotem do Polski
śpiwora, specjalnie na wyjazd do Szwecji zakupionego w Domach Towarowych
Centrum za 400 zł.
Jeślibym zaś śpiwora nie przywiózł to miałem zapłacić zł 500, bo na tyle, mimo
moich protestów został wyceniony. Funkcjonariusz Urzędu Celnego wychodził
bowiem z założenia, że go oszukiwałem.
Długo widać wypierałem z świadomości ten wstydliwy fakt z mojego życia, aż
wreszcie autolustracja mnie dopędziła.
Pamiętam ów dzień sprzed trzydziestu lat jak przez mgłę - złowrogi celnik w
porcie promu do Sztokholmu grozi, że jeśli nie podpiszę to nas cofnie z
granicy. Cóż więc miałem czynić - ugiąłem się i podpisałem.
Z dzisiejszej, kombatanckiej perspektywy takiego np tandemu K. zdaję sobie
sprawę, że źle i tchórzliwie wówczas postąpiłem. Powinienem był ich naśladować
- ni uczyć się języków, ni o paszport ubiegać, ni po zagranicach się włóczyć i
miazmatami nasiąkać.
A jeśli już, to powinienem był hardo się sprzeciwić, powołać na prawo
naturalne i od wyjazdu raczej odstąpić niż dać się skaptować.
Śpiwór zresztą do Polski przy którejś wizycie zawiozłem i pewnie gdzieś komuś
może jeszcze służy, jeśli ze starości się nie rozpadł.
Tylko rozsypujący się karteluszek formatu A7 jest wymownym świadectwem mego
sprzeniewierzenia się idei wolności.