Program idealnej partii

IP: *.acn.pl / 10.69.0.* 26.05.03, 22:12
W tym miejscu wpiszcie jak wg. was powinien wygladac program idealnej partii.
Moje propozycje to:

gospodarka:
 Wprowadzenie 15-sto proc. podatku liniowego od osób fizycznych
 Wprowadzenie 10-cio proc. podatku CIT od osób prawnych
 Wprowadzenie 15-sto proc. podatku liniowego dla rolników
 Wprowadzenie jednolitej 15-sto proc. stawki podatku VAT
 Obniżenie akcyz na wszystkie produkty nią objęte
 Zachęty podatkowe dla inwestorów
 Likwidacja wszystkich ulg podatkowych
 Opodatkowanie kościoła
 Prywatyzacja wszystkich przedsiębiorstw należących do Skarbu Państwa
włączenie z PKP, kopalniami, służbą zdrowia czy TVP2, TVP3, TV Polonia z
pozostawieniem jedynie TVP1
 Likwidacja składki na ochronę zdrowotną

społeczeństwo:
 Legalizacja związków homoseksualnych

ustrój:
 Wprowadzenie okręgów jedno mandatowych w ordynacji wyborczej

oświata:
 Zmiana systemu nauczania na umiejętnościowy a nie wiedzowy

inne:
 Legalizacja prostytucji
 Legalizacja marihuany - obciążonej VAT-em, a dealerzy PIT-em bądź CIT-em smile
 Odpolitycznienie TVP (w zasadzie tylko TVP1 - ktora pozostanie jako jedyny
kanal panstwowy) poprzez wybieranie kandydatów na wszystkie ważne stanowiska
w drodze konkursu
    • xiazeluka Re: Program idealnej partii 27.05.03, 09:59
      Gość portalu: adrian napisał(a):

      > gospodarka:
      >  Wprowadzenie 15-sto proc. podatku liniowego od osób fizycznych

      Lepszy jednolity podatek pogłówny w wysokości 200 zł rocznie.

      > społeczeństwo:
      >  Legalizacja związków homoseksualnych

      Sprzeciw. Nie można popierać zboczeń seksualnych, ponieważ godzi to w podstawy
      moralności oraz ustanawia precedens, który może być wykorzystany przez amatorów
      innych dewiacji, np. pedofilii czy zoofilii.

      > oświata:
      >  Zmiana systemu nauczania na umiejętnościowy a nie wiedzowy

      E tam. Zniesienie przymusu edukacji i prywatyzacja szkolnictwa. Rynek sam
      zatroszczy się o jakość kształcenia.

      > inne:
      >  Legalizacja prostytucji

      Prostytucja jest już legalna. Zapewne chodzi Ci o opodatkowanie dziwek.

      >  Legalizacja marihuany - obciążonej VAT-em, a dealerzy PIT-em bądź CIT-
      > em smile

      Legalizacja wszystkich narkotyków.

      >  Odpolitycznienie TVP (w zasadzie tylko TVP1 - ktora pozostanie jako je
      > dyny
      > kanal panstwowy) poprzez wybieranie kandydatów na wszystkie ważne stanowiska
      > w drodze konkursu

      E tam. Niech TVP1 pozostanie jako kanał rządowy - a więc całkowicie polityczny -
      i konkuruje z nadawcami prywatnymi. Wątpię, by tow. Miller miał lepszą
      oglądalność niż Terminator.
      • mr_watchman Re: Program idealnej partii 27.05.03, 15:48
        xiazeluka napisał:

        > Lepszy jednolity podatek pogłówny w wysokości 200 zł rocznie.

        Nie za niski aby? A swoją drogą płacenie podatku od istnienia (bo do tego w
        sumie sprowadza się pogłówne) ma jedną zaletę nie do przecenienia: trudno
        wymyślić prostszy podatek.

        > Sprzeciw. Nie można popierać zboczeń seksualnych, ponieważ godzi to w
        > podstawy moralności oraz ustanawia precedens, który może być wykorzystany
        > przez amatorów innych dewiacji, np. pedofilii czy zoofilii.

        Nie zgodziłbym się. Homoseksualizm to jednak co innego niż pedofilia. Dwóch
        obściskujących się dorosłych facetów to jedno, a obleśny staruch obmacujący
        pięcioletnią dziewczynkę to inna bajka.

        > E tam. Zniesienie przymusu edukacji i prywatyzacja szkolnictwa. Rynek sam
        > zatroszczy się o jakość kształcenia.

        No właśnie o tym pisze przedemówca. To znaczy - taki wniosek wydaje mi się
        logiczny.

        > E tam. Niech TVP1 pozostanie jako kanał rządowy - a więc całkowicie
        > polityczny - i konkuruje z nadawcami prywatnymi. Wątpię, by tow. Miller miał
        > lepszą oglądalność niż Terminator.

        Ja bym jednak skłaniał się ku prywatyzacji, bo dopóki telewizja o takim
        majątku i dochodach jak TVP będzie należała do Skarbu Państwa, to zawsze
        będzie obawa, że rząd będzie próbował wykorzystać jej przewagę finansową nad
        innymi nadawcami do swoich celów. A przewagę finansową o tyle łatwo osiągnąć,
        że skoro państwo jest i właścicielem telewziji, i decyduje o przepisach RTV,
        to zawsze jakiś polityczyna będzie próbowała coś w tych przepisach grzebać i
        zmienić je na korzyść państwowego molocha. A nie zapominaj, że nie da się
        całkowicie uniknąć koncesjonowania tego rodzaju działalności z uwagi na
        ograniczone miejsce w tzw. "eterze". No chyba że postęp technologiczny wybawi
        nas z tego rodzaju problemów.
        • xiazeluka Re: Program idealnej partii 27.05.03, 16:02
          mr_watchman napisał:

          > Nie za niski aby?

          Co to znaczy "za niski"? Już i tak za wysoki o 200 zł...

          > Nie zgodziłbym się. Homoseksualizm to jednak co innego niż pedofilia. Dwóch
          > obściskujących się dorosłych facetów to jedno, a obleśny staruch obmacujący
          > pięcioletnią dziewczynkę to inna bajka.

          Nie chodzi o różnice w technice, ale generalnej zasadzie - zboczeń nie należy
          promować. Precedens z pedałami to zielone światło dla innych zboczeńców.

          > Ja bym jednak skłaniał się ku prywatyzacji, bo dopóki telewizja o takim
          > majątku i dochodach jak TVP będzie należała do Skarbu Państwa, to zawsze
          > będzie obawa, że rząd będzie próbował wykorzystać jej przewagę finansową nad
          > innymi nadawcami do swoich celów.

          Zgoda - ale można to uregulować prawnie. Zresztą nie jestem ultrasem wyznającym
          pogląd, że TV musi mieć kanał publiczny, więc perspektywa sprywatyzowania
          Woronicza też jest miła. Przy czym Twoja uwaga o przewadze ma rację bytu i w
          tym przypadku - właściciel majątku TVP miałby większe mozliwości od dowolnego
          raczkującego nadawcy.
          • mr_watchman Re: Program idealnej partii 28.05.03, 09:34
            xiazeluka napisał:

            > Co to znaczy "za niski"? Już i tak za wysoki o 200 zł...

            To jakie podatki byś zostawił? Bo jakieś muszą być, choćby po to, aby była
            forsa na Policję.

            > Nie chodzi o różnice w technice, ale generalnej zasadzie - zboczeń nie
            > należy promować. Precedens z pedałami to zielone światło dla innych
            > zboczeńców.

            Jednak nie zgodzę się z tobą. Nie chcę wchodzić teraz w dyskusję, czy
            homoseksualizm jest zboczeniem, czy nie, bo wbrew pozorom nie jest to takie
            oczywiste. To, co napisałem o różnicy pomiędzy homo- a pedo-, miało na celu
            pokazać inną stronę zagadnienia.
            1. Pedofil (bez względu na jego orientację homo/hetero) jest groźny, ponieważ
            doprowadza do kontaktu seksualnego z osobą bardzo młodą, która nie jest ani
            emocjonalnie, ani nawet fizycznie przygotowana na tego rodzaju kontakt.
            Istnieje zatem bardzo duże ryzyko zniszczenia rodzącej się dopiero osobowości
            dziecka.
            2. Homoseksualista natomiast uprawia swój "proceder" z osobą dorosłą (jeśli
            robi to z dzieckiem, to patrz pkt 1). A to, co robią osoby dorosłe, jest ich
            prywatną sprawą.
            Zgodzisz się chyba, że np. dorosły facet, który zamiast podjąć współżycie z
            kobietą, onanizuje się kilka razy dziennie i pije własną spermę, nie jest taki
            do końca normalny (możesz go nazwać nawet zboczeńcem)? Ale dopóki nie rzuca
            się na ludzi albo nie spuszcza się na małe dzieci, to może sobie żyć w
            spokoju. Można mu tylko życzyć smacznego.

            > Zgoda - ale można to uregulować prawnie. Zresztą nie jestem ultrasem
            > wyznającym pogląd, że TV musi mieć kanał publiczny, więc perspektywa
            > sprywatyzowania Woronicza też jest miła. Przy czym Twoja uwaga o przewadze
            > ma rację bytu i w tym przypadku - właściciel majątku TVP miałby większe
            > mozliwości od dowolnego raczkującego nadawcy.

            No to w tej kwestii zgadzamy się w 100%.
            • xiazeluka Re: Program idealnej partii 28.05.03, 09:54
              mr_watchman napisał:

              > To jakie podatki byś zostawił? Bo jakieś muszą być, choćby po to, aby była
              > forsa na Policję.

              To oczywiste - policja, wojsko, sąd, niewielka administracja. Dlatego podatek
              osobisty nie musi być tak wysoki jak obecnie.

              > Jednak nie zgodzę się z tobą. Nie chcę wchodzić teraz w dyskusję, czy
              > homoseksualizm jest zboczeniem, czy nie, bo wbrew pozorom nie jest to takie
              > oczywiste.

              Jest oczywiste. To odstępstwo od normy heteroseksualnej, naturalnego sposobu
              prokreacji.

              > 2. Homoseksualista natomiast uprawia swój "proceder" z osobą dorosłą (jeśli
              > robi to z dzieckiem, to patrz pkt 1). A to, co robią osoby dorosłe, jest ich
              > prywatną sprawą.

              To również oczywiste - ale co to ma do rzeczy??? Kulturalny zoofil w garniturze
              od Armaniego na wysokim stanowisku jest takim samym zboczeńcem jak nekrofil-
              abnegat. Powtórzę, ponieważ najwyraźniej Ci to umknęło - ja nie piszę o
              technikach dewiacyjnych, ale generaliach. Co robią ze sobą dorosłe pedały
              istotnie nikogo nie obchodzi, ale to jeszcze nie powód, by nagradzać ich
              zachowania administracyjnymi przywilejami. Zwracam uwagę na okoliczność, iż
              legalizacja "związków homoseksualnych" to realna groźba zawłaszczenia przez
              takie coś pojęcia małżeństwa. Amatorów picia spermy chyba byś nie nagradzał...?
              • mr_watchman Re: Program idealnej partii 28.05.03, 10:28
                xiazeluka napisał:

                > To oczywiste - policja, wojsko, sąd, niewielka administracja. Dlatego
                > podatek osobisty nie musi być tak wysoki jak obecnie.

                Okay, ale ja pytałem, jakie podatki byś zostawił. Bo pokuszę się o
                stwierdzenie, że przy znacznym (ok. 90%) odchudzeniu administracji wystarczy
                niewielka ilość podatków. I pytanie - czy lepiej skasować PIT/CIT i zostawić
                VAT, czy odwrotnie (co się raczej i tak nie uda)? Już teraz niektóe ludziska
                (np. od Adama Smitha) mówią o możliwości likwidacji CIT.

                > Jest oczywiste. To odstępstwo od normy heteroseksualnej, naturalnego sposobu
                > prokreacji.

                Problem polega na tym, że z fizjologicznego punktu widzenia homoseksualizm
                jest nienormalny, ale pozostaje jeszcze kwestia psychologiczna (emocjonalna).
                Jeśli jakiś facet musi tylko z facetem, żeby mu było dobrze, to choćby był
                przekonany o swojej nienormalności biologicznej, będzie to robił, bo tylko w
                ten sposób zaspokoi swój popęd seksualny. I czy to jest nienormalne? Albo
                inaczej - jaki wpływ ma taka nienormalność na jego życie? Wytrysk jest
                wytryskiem, obojętnie gdzie ląduje sperma.
                Przepraszam za ten naturalizm, ale te obrazowe porównania lepiej oddają istotę
                rzeczy.

                > To również oczywiste - ale co to ma do rzeczy??? Kulturalny zoofil w
                > garniturze od Armaniego na wysokim stanowisku jest takim samym zboczeńcem
                > jak nekrofil-abnegat. Powtórzę, ponieważ najwyraźniej Ci to umknęło - ja nie
                > piszę o technikach dewiacyjnych, ale generaliach. Co robią ze sobą dorosłe
                > pedały istotnie nikogo nie obchodzi, ale to jeszcze nie powód, by nagradzać
                > ich zachowania administracyjnymi przywilejami. Zwracam uwagę na okoliczność,
                > iż legalizacja "związków homoseksualnych" to realna groźba zawłaszczenia
                > przez takie coś pojęcia małżeństwa. Amatorów picia spermy chyba byś nie
                > nagradzał...?

                Nie rozumiem, dlaczego używasz pojęcia "nagroda". Małżeństwo jest nagrodą? Za
                co? Za fakt bycia hetero? Wiesz, mnie "nagroda" kojarzy się gratyfikacją
                uzyskiwaną w zamian za jakieś osiągnięcia. A bycie homo/hetero jest kwestią
                wrodzoną (a niechby nawet odpowiadało za to złe wychowanie w dzieciństwie),
                czyli niezależną od woli człowieka.
                I inna kwestia - nie chodzi mi o porównywanie technik, bo są pary
                heteroseksualne, które czasem lubią pobawić się analnie. Więc nie w tym rzecz.
                Moje porównanie homo-pedo miało na celu wskazanie, że homoseksualista nikomu
                nie szkodzi, a pedofil - owszem. Dlatego uważam, że nie ma przeszkód dla
                legalizacji związków homo dokładnie z tych samych przyczyn, dla których
                uważam, że pedofili powinno się karać/leczyć (zależy, co tam medycyna ustali,
                jako lepsze dla celów prewencyjnych).
                • xiazeluka Re: Program idealnej partii 28.05.03, 10:54
                  mr_watchman napisał:

                  > Okay, ale ja pytałem, jakie podatki byś zostawił.

                  Pogłówny, od nieruchomości (liczony w promilach) i niestety na jakiś czas
                  VAT/akcyza - na spłatę zaciągniętych przez czerwonych różnych odcieni
                  zobowiązań (emerytury i ubezpieczenia).

                  > Jeśli jakiś facet musi tylko z facetem, żeby mu było dobrze, to choćby był
                  > przekonany o swojej nienormalności biologicznej, będzie to robił, bo tylko w
                  > ten sposób zaspokoi swój popęd seksualny. I czy to jest nienormalne?

                  Tak, to jest nienormalne. Nie zaspokaja instynktu prokreacji. Uprzejmie zwracam
                  uwagę na fakt, iż tak usprawiedliwić można dowolny wytrysk: w odbyt partnera,
                  kozy czy trupa. Sugerujesz niniejszym, że nie ma żadnych zboczeń.

                  > Nie rozumiem, dlaczego używasz pojęcia "nagroda". Małżeństwo jest nagrodą? Za
                  > co?

                  Faktycznie nie zrozumiałeś. Pisząc "nagroda" miałem na myśli postulat
                  podnoszony przez pedalstwo odnośnie legalizacji ich zwierzęcych związków.

                  > I inna kwestia - nie chodzi mi o porównywanie technik, bo są pary
                  > heteroseksualne, które czasem lubią pobawić się analnie. Więc nie w tym
                  rzecz.

                  "Pozabawiać" to jedno, a traktować jako podstawowe to drugie. Mylisz
                  urozmaicenie z praktyką.

                  > Moje porównanie homo-pedo miało na celu wskazanie, że homoseksualista nikomu
                  > nie szkodzi, a pedofil - owszem. Dlatego uważam, że nie ma przeszkód dla
                  > legalizacji związków homo

                  Są przeszkody - jest to zboczenie, rzecz wstydliwa, demoralizująca, promocja
                  zachowań dewiacyjnych. To, że pedały są niegroźne, nie ma nic do rzeczy.
                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 28.05.03, 11:18
                    xiazeluka napisał:

                    > Pogłówny, od nieruchomości (liczony w promilach) i niestety na jakiś czas
                    > VAT/akcyza - na spłatę zaciągniętych przez czerwonych różnych odcieni
                    > zobowiązań (emerytury i ubezpieczenia).

                    Hmm, brzmi interesująco. Podatek od nieruchomości, to rozumiem, że płaci się
                    od wartości, a nie - od areału.

                    > Tak, to jest nienormalne. Nie zaspokaja instynktu prokreacji.

                    Właśnie to napisałem. Że jest to sprzeczne z normą fizjologiczną.

                    > Uprzejmie zwracam uwagę na fakt, iż tak usprawiedliwić można dowolny
                    > wytrysk: w odbyt partnera, kozy czy trupa. Sugerujesz niniejszym, że nie ma
                    > żadnych zboczeń.

                    Nic takiego nie twierdzę, choć w rzeczy samej wytrysk zawsze jest ten sam, bez
                    względu na - że tak powiem - miejsce lądowania. Twierdzę zaś, że różnica
                    polega nie na jakości zboczenia (czyli co, komu i w jaki owtór), ale -
                    zagrożeniu dla innych. I nie przekonasz mnie, że homoseksualista jest tak samo
                    groźny jak pedofil. Uwaga dodatkowa - zgwałcenie jest przymusowym
                    doprowadzeniem do aktu seksualnego bez względu na sposób zaspokojenia popędu.
                    Gwałciciel homo powinien być tak samo karany jak gwałciciel hetero.

                    > Faktycznie nie zrozumiałeś. Pisząc "nagroda" miałem na myśli postulat
                    > podnoszony przez pedalstwo odnośnie legalizacji ich zwierzęcych związków.

                    No więc wyjaśnij, dlaczego nazywasz to nagrodą. Czy obniżenie kilka lat temu
                    wieku mężczyzn uprawniającego do zawarcia małżeństwa z 21 do 18 lat też
                    było "nagrodą"? Dla kogo i za co?

                    > "Pozabawiać" to jedno, a traktować jako podstawowe to drugie. Mylisz
                    > urozmaicenie z praktyką.

                    Nic nie mylę. Dupa to dupa, a kutas to kutas, pardon my French. Wielu facetów
                    homo może się ograniczać do kontaktów oralno-genitalnych twierdząc, że w dupę
                    to oni rzadko i tylko od święta.
                    No i jeszcze jedno - seks analny par hetero też nie prowadzi do prokreacji, co
                    parę linijek wyżej uznałeś jako wyznacznik nienormalności. Przez litość nie
                    dorzucę do tej listy seksu z pełnym zabezpieczeniem antykoncepcyjnym. Bo to
                    też do prokreacji nie prowadzi. A chyba nie chcesz powiedzieć, że jest
                    nienormalne.
                    No i wiesz, to twoje rozróżnienie między zabawą a sprawą podstawową jest
                    jednak sztuczne. Może nie tyle sztuczne, co nie wnoszące nic konkretnego.
                    Jeden bzyk w pupę pana stawia kogoś w szeregu pedałów-zboczeńców-degeneratów,
                    a jeden bzyk w pupę pani to tylko niewinna igraszka? Po prostu czepiasz się.
                    Dla mnie ludzie mogą bzykać jak i kogo chcą, byle nie czynili innym szkody.

                    > Są przeszkody - jest to zboczenie, rzecz wstydliwa, demoralizująca, promocja
                    > zachowań dewiacyjnych. To, że pedały są niegroźne, nie ma nic do rzeczy.

                    Właśnie ma, bo wiele małżeństw hetero jest także niemoralnych. Np. stary
                    pierdoła żeni się z młodą laską. Ona chce jego szmalu, a on chce poślinić
                    młode ciałko. O miłości nie ma tu mowy, więc dla mnie jest to odrażające (bo
                    uważam, że podstawą małżeństwa powinna być miłość).
                    No i nie bój się - jeśli ta moralność, o którą tak się obawiasz, jest
                    rzeczywiście moralnością przez duże "M", to grupka pedałów jej nie zaszkodzi?
                    Co to za moralność, co drży przed bzykiem w pupę?
                    • xiazeluka Re: Program idealnej partii 28.05.03, 11:42
                      mr_watchman napisał:

                      > Podatek od nieruchomości, to rozumiem, że płaci się
                      > od wartości, a nie - od areału.

                      Oczywiście.

                      > Twierdzę zaś, że różnica
                      > polega nie na jakości zboczenia (czyli co, komu i w jaki owtór), ale -
                      > zagrożeniu dla innych.

                      Zboczenie to medycyna i moralność, zagrożenie dla innych - to kodeks karny.
                      Dwie różne kategorie.

                      > I nie przekonasz mnie, że homoseksualista jest tak samo groźny jak pedofil.

                      Nie mam najmniejszego zamiaru.

                      > Gwałciciel homo powinien być tak samo karany jak gwałciciel hetero.

                      Oczywiście.

                      > No więc wyjaśnij, dlaczego nazywasz to nagrodą. Czy obniżenie kilka lat temu
                      > wieku mężczyzn uprawniającego do zawarcia małżeństwa z 21 do 18 lat też
                      > było "nagrodą"? Dla kogo i za co?

                      Nagrodą dla pedałów jest legalizacja ich związków sprzężona z zamachem na
                      instytucję małżeństwa. Równie dobrze mógłbyś domagać się legalizacji związku
                      dwóch kóz - one też nikomu nie zagrażają.

                      > Wielu facetów
                      > homo może się ograniczać do kontaktów oralno-genitalnych twierdząc, że w dupę
                      > to oni rzadko i tylko od święta.

                      Nie mnie osądzać rozrywki obcych dżentelmenów - ale dlaczego zaraz te igraszki
                      mają mieć umocowanie prawne???

                      > No i jeszcze jedno - seks analny par hetero też nie prowadzi do prokreacji,
                      co parę linijek wyżej uznałeś jako wyznacznik nienormalności.

                      Nadal nie rozumiesz - jeśli para hetero od czasu do czasu pozabawia się analnie
                      to wcale nie oznacza, że w normalnym stosunku nie będzie zdolna do kreacji. W
                      przypadku pedałów z definicji nie ma takiej możliwości, niezależnie od tego,
                      które otwory sobie penetrują. Nie istnieje nawet potencjalna możliwość
                      zapłodnienia.

                      > Przez litość nie
                      > dorzucę do tej listy seksu z pełnym zabezpieczeniem antykoncepcyjnym. Bo to
                      > też do prokreacji nie prowadzi. A chyba nie chcesz powiedzieć, że jest
                      > nienormalne.

                      Po odstawieniu antykoncepcji prowadzi. Równie dobrze mógłbyś napisać, że dzieci
                      z przedszkola są nienormalne, ponieważ nie mogą się nawzajem zapłodnić. Pedały
                      natomiast nigdy takiej potencjalnej mozliwości nie mają. Co więcej - stosowanie
                      antykoncepcji potwierdza to, o czym piszę: bez kondoma prokreacja ma wielkie
                      szanse zaistnieć, stosujący ją chcą jednak tej mozliwości chwilowo uniknąć.

                      > Jeden bzyk w pupę pana stawia kogoś w szeregu pedałów-zboczeńców-degeneratów,
                      > a jeden bzyk w pupę pani to tylko niewinna igraszka? Po prostu czepiasz się.

                      Nonsens. Branie w odbyt to dla pedałów nie igraszka, ale sens stosunku. Oni nie
                      mają vaginy, wiesz?

                      > Dla mnie ludzie mogą bzykać jak i kogo chcą, byle nie czynili innym szkody.

                      Proszę bardzo - tylko po co w to mieszać prawo?

                      > Właśnie ma, bo wiele małżeństw hetero jest także niemoralnych.

                      No i co z tego? Napiszesz, że wszyscy mężczyźni to złodzieje, ponieważ wśród
                      populacji zdarzają się przypadki kryminalistów?

                      > No i nie bój się - jeśli ta moralność, o którą tak się obawiasz, jest
                      > rzeczywiście moralnością przez duże "M", to grupka pedałów jej nie zaszkodzi?
                      > Co to za moralność, co drży przed bzykiem w pupę?

                      Słusznie - zalegalizujmy zoofilię, w końcu amatorów kóz też nie jest znowu tak
                      wielu. Moralność się obroni.
                      • mr_watchman Re: Program idealnej partii 28.05.03, 13:24
                        xiazeluka napisał:

                        > Zboczenie to medycyna i moralność, zagrożenie dla innych - to kodeks karny.
                        > Dwie różne kategorie.

                        Zgoda. Dlatego w polskim prawie karnym przestępstwem jest np. pedofilia albo
                        zgwałcenie, ale nie homoseksualizm i nie związki pozamałżeńskie. A przecież
                        przyznasz chyba, że zdrada małżeńska jest niemoralna?

                        > Nie mam najmniejszego zamiaru.
                        > Oczywiście.

                        Skracam, bo jak się zgadzamy, to mogę tylko wyrazić swoją radość z tego powodu.

                        > Nagrodą dla pedałów jest legalizacja ich związków sprzężona z zamachem na
                        > instytucję małżeństwa. Równie dobrze mógłbyś domagać się legalizacji związku
                        > dwóch kóz - one też nikomu nie zagrażają.

                        Ale akurat mówimy o ludziach, bo małżeństwo jest instytucją stworzoną przez
                        ludzi. Może kozy też zawierają małżeństwa, ale nic o tym nie wiadomo.
                        Jak legalizacja faktycznie istniejących związków może być atakiem na
                        małżeństwo? Dwóch facetów żyjących razem według ciebie jest okay, ale nie daj
                        Boże, aby to zalegalizowali, to już szatan wylezie ze swej nory i zniszczy nam
                        naszą piękną moralność. A siarką też będzie zionęło mu z pyska?

                        > Nie mnie osądzać rozrywki obcych dżentelmenów - ale dlaczego zaraz te
                        > igraszki mają mieć umocowanie prawne???

                        A dlaczego nie? Związek hetero może polegać na tym, że oboje państwo nurzają
                        się w gównie i wzajemnie się biją i poniżają. Ale dla ciebie są normalni, bo
                        pan ma siusiaka, a pani - cipkę. Masz interesujące podejście do tego, co jest
                        normą.

                        > Nadal nie rozumiesz - jeśli para hetero od czasu do czasu pozabawia się
                        > analnie to wcale nie oznacza, że w normalnym stosunku nie będzie zdolna do
                        > kreacji. W przypadku pedałów z definicji nie ma takiej możliwości,
                        > niezależnie od tego, które otwory sobie penetrują. Nie istnieje nawet
                        > potencjalna możliwość zapłodnienia.

                        Możliwość zapłodnienia (potencjalna z definicji) zawsze jest tylko
                        możliwością, o tyle daleką od realizacji, gdy pan penetruje pani pupę. Jakby
                        nie patrzeć seks analny NIGDY nie prowadzi do prokreacji, więc zgodnie z twoim
                        twierdzeniem ZAWSZE jest nienormalny (a czy jest moralny?).

                        > Po odstawieniu antykoncepcji prowadzi. Równie dobrze mógłbyś napisać, że
                        > dzieci z przedszkola są nienormalne, ponieważ nie mogą się nawzajem
                        > zapłodnić.

                        Do tego prowadzi twoje rozumowanie.

                        > Pedały natomiast nigdy takiej potencjalnej mozliwości nie mają. Co więcej -
                        > stosowanie antykoncepcji potwierdza to, o czym piszę: bez kondoma prokreacja
                        > ma wielkie szanse zaistnieć, stosujący ją chcą jednak tej mozliwości
                        > chwilowo uniknąć.

                        To zapytam inaczej - co jest takiego wartościowego w prokreacji, że decyduje
                        twoim zdaniem o moralności?

                        > Nonsens. Branie w odbyt to dla pedałów nie igraszka, ale sens stosunku. Oni
                        > nie mają vaginy, wiesz?

                        Nie wiem, jaki jest sens stosunku dla pedałów. Nigdy nie próbowałem i nie
                        zamierzam, więc wierzę ci na słowo. A skoro już jesteśmy przy dupie, to mam
                        pytanie: czy pani hetero, która czasem uprawia seks analny ze swoim mężem,
                        jest bardziej niemoralna od pani homo, która siłą rzeczy dupy nikomu nie daje,
                        a tylko miętosi vaginę swojej kochanki?

                        > Proszę bardzo - tylko po co w to mieszać prawo?

                        1. Ze względów podatkowych, choć to słaby argument, zwłaszcza że obaj zgadzamy
                        się co do konieczności cakowitej zmiany systemu podatkowego w Polsce.
                        2. Ze względów na dziedziczenie majątku (nierzadko wypracowanego wspólnie).
                        3. Dla poprawy samopoczucia ludzi homo i umocnienia ich związku, czyli z tych
                        samych przyczyn, dla których pary hetero biorą ślub.

                        > No i co z tego? Napiszesz, że wszyscy mężczyźni to złodzieje, ponieważ wśród
                        > populacji zdarzają się przypadki kryminalistów?

                        Nie, dlatego napisałem "wiele" małżeństw, a nie "wszystkie". Jak chcesz,
                        zamień "wiele" na "niektóre" - będzie to nawet bliższe prawdzie, a nie zmieni
                        sensu tego, że nie chodzi o wszystkie małżeństwa. Czujesz różnicę
                        pomiędzy "niektóre" a "wszystkie"?

                        > Słusznie - zalegalizujmy zoofilię, w końcu amatorów kóz też nie jest znowu
                        > tak wielu. Moralność się obroni.

                        Nie możemy zalegalizować zoofilii, bo:
                        1. Nikt nie jest w stanie określić, na ile zwierzęciu podoba się seks z
                        człowiekiem i czy chce po jednym bzyku widzieć tę samą ludzką mordę co rano w
                        łóżku. A istotą małżeństwa jest dobrowolność.
                        2. Nasze prawo (tak jak ustawodawstwo w innych krajach) nie uznaje
                        podmiotowości prawnej zwierząt. Zwierzęta nie mają praw wyborczych ani
                        zdolności prawnej. A nie można nadać im tych praw, ponieważ nie znając
                        dokładnie sposobu komunikowania się zwierząt między sobą i z ludźmi, nie
                        będzie można ocenić prawidłowości ich oświadczeń woli. Jest to przyczyna
                        formalna uniemożliwiająca legalizację zoofilii.
                        • xiazeluka Re: Program idealnej partii 28.05.03, 13:59
                          mr_watchman napisał:

                          > A przecież
                          > przyznasz chyba, że zdrada małżeńska jest niemoralna?

                          Owszem.

                          > Ale akurat mówimy o ludziach, bo małżeństwo jest instytucją stworzoną przez
                          > ludzi.

                          Przez ludzi dla osób RÓŻNYCH płci - nawet jeśli niektóre kultury czy religie
                          dopuszczają wielożeństwo.

                          > Jak legalizacja faktycznie istniejących związków może być atakiem na
                          > małżeństwo?

                          Jak to jak? Wszak kiedy ktoś pisze/mówi o związku pedalskim, to często używa
                          słowa "małżeństwo". Język dąży do upraszczania pojęć, a zwrot "zalegalizowany
                          związek homoseksualny" jest nieporęczny, zbyt długi, łatwiej zastosować jakiś
                          krótszy zamiennik - a jako pierwszy przychodzi na mysl właśnie
                          wyraz "małżeństwo". Co więcej - są już idioci, którzy związki pedalskie chcą
                          nazywać "rodziną"! Dają tym co prawda dowód głupoty i niezrozumienia czym
                          rodzina jest, ale pojęcie to łatwiejsze jest do użycia niż piętrowe "związek
                          dwóch mężczyzn/kobiet". Wniosek - zgoda na legalizację homozwiązków to zgoda na
                          sprostytuowanie słów "małżeństwo" i "rodzina", podstawowych pojęć społecznych.

                          > A dlaczego nie? Związek hetero może polegać na tym, że oboje państwo nurzają
                          > się w gównie i wzajemnie się biją i poniżają. Ale dla ciebie są normalni, bo
                          > pan ma siusiaka, a pani - cipkę. Masz interesujące podejście do tego, co jest
                          > normą.

                          Absurd. Jeśli jakieś pary znajdują upodobanie w gówiennych kapielach, to
                          jeszcze nie powód, by takie rozrywki legalizować. Przecież w gównach mogą kąpać
                          się i pary pedalskie - zatem Twój argument jest nieporozumieniem.
                          Heteroseksualiści i homosie często dają upust swoim fantazjom, ale linia
                          podziału nie idzie wedle "kąpie się w gównie czy nie", ale czy może w akcie
                          seksualnym spłodzić potomstwo czy nie (pominąwszy czynniki niezależne, np.
                          chorobowe typu impotencja).

                          > Możliwość zapłodnienia (potencjalna z definicji) zawsze jest tylko
                          > możliwością, o tyle daleką od realizacji, gdy pan penetruje pani pupę. Jakby
                          > nie patrzeć seks analny NIGDY nie prowadzi do prokreacji, więc zgodnie z
                          twoim twierdzeniem ZAWSZE jest nienormalny (a czy jest moralny?).

                          Ale heteroseksualizm nie polega na stosunkach analnych, podczas gdy w
                          pedalstwie jest jego istotą. Homoś homosiowi może wsadzać swojego członka w
                          dowolny otwór - ale zapłodnienia nie będzie.

                          > Do tego prowadzi twoje rozumowanie.

                          Naturalnie, że nie. Dzieci nie są zboczone.

                          > To zapytam inaczej - co jest takiego wartościowego w prokreacji, że decyduje
                          > twoim zdaniem o moralności?

                          To, że cywilizacja oparta na homoseksualizmie wymarłaby juz w pierwszym
                          pokoleniu. Proste? Potrzeba przekazania genów ma znaczenie i instynktowne i
                          praktyczne. Pedalstwo natomiast to po prostu dawanie pary w gwizdek.

                          > A skoro już jesteśmy przy dupie, to mam
                          > pytanie: czy pani hetero, która czasem uprawia seks analny ze swoim mężem,
                          > jest bardziej niemoralna od pani homo, która siłą rzeczy dupy nikomu nie
                          daje, a tylko miętosi vaginę swojej kochanki?

                          Nadal nie dostrzegasz różnicy między zabawami rodem z Kamasutry, a podstawą
                          seksualności. Stąd to całkowicie zbędne pytanie.

                          > 1. Ze względów podatkowych, choć to słaby argument, zwłaszcza że obaj
                          zgadzamy
                          > się co do konieczności cakowitej zmiany systemu podatkowego w Polsce.

                          Pedały nie mają dzieci, zatem ulgi rodzinne nie są im się nie należą (piszę o
                          obecnym stanie fiskalizmu, a nie tym naszym wymarzonym).

                          > 2. Ze względów na dziedziczenie majątku (nierzadko wypracowanego wspólnie).

                          To załatwia umowa notarialna lub testament.

                          > 3. Dla poprawy samopoczucia ludzi homo i umocnienia ich związku, czyli z tych
                          > samych przyczyn, dla których pary hetero biorą ślub.

                          Bez żartów.

                          > Nie, dlatego napisałem "wiele" małżeństw, a nie "wszystkie". Jak chcesz,
                          > zamień "wiele" na "niektóre" - będzie to nawet bliższe prawdzie, a nie zmieni
                          > sensu tego, że nie chodzi o wszystkie małżeństwa. Czujesz różnicę
                          > pomiędzy "niektóre" a "wszystkie"?

                          Nie w tym rzecz. Twoje "wiele" to nadal margines, a tej racji budowanie
                          wniosków ogólnych jest błędem.

                          > Nie możemy zalegalizować zoofilii, bo:
                          > 1. Nikt nie jest w stanie określić, na ile zwierzęciu podoba się seks z
                          > człowiekiem

                          A jeżeli człowiek byłby tym biernym? Wtedy można przyjąć, że taki cap brałby
                          zoofila tylko wtedy, kiedy miałby ruję (czy jak to się u baranów nazywa).

                          > 2. Nasze prawo (tak jak ustawodawstwo w innych krajach) nie uznaje
                          > podmiotowości prawnej zwierząt. Zwierzęta nie mają praw wyborczych ani
                          > zdolności prawnej. A nie można nadać im tych praw, ponieważ nie znając
                          > dokładnie sposobu komunikowania się zwierząt między sobą i z ludźmi, nie
                          > będzie można ocenić prawidłowości ich oświadczeń woli. Jest to przyczyna
                          > formalna uniemożliwiająca legalizację zoofilii.

                          Cóż za bezduszny formalizm! Domagasz się zmiany prawa (związki homo w Polsce
                          również nie mają umocowania w prawie) dla dewiantów, a za nic masz zwierzęta?
                          Pisałeś coś o samopoczuciu - to jak mają się czuć ci biedni zoo-, pedo-, nekro-
                          i inni -file, którym odmawiasz takiego zrozumienia jak pedałom?
                          • mr_watchman Re: Program idealnej partii 28.05.03, 15:05
                            xiazeluka napisał:

                            > Owszem.

                            Ale mimo to zdrada małżeńska jest jak najbardziej legalna. Moralność nie
                            zawsze idzie w parze z prawem.

                            > Przez ludzi dla osób RÓŻNYCH płci - nawet jeśli niektóre kultury czy religie
                            > dopuszczają wielożeństwo.

                            No i co z tego? To jakaś świętość, której człowiek zmienić nie może?

                            > Jak to jak? Wszak kiedy ktoś pisze/mówi o związku pedalskim, to często używa
                            > słowa "małżeństwo". Język dąży do upraszczania pojęć, a zwrot
                            > "zalegalizowany związek homoseksualny" jest nieporęczny, zbyt długi, łatwiej
                            > zastosować jakiś krótszy zamiennik - a jako pierwszy przychodzi na mysl
                            > właśnie wyraz "małżeństwo". Co więcej - są już idioci, którzy związki
                            > pedalskie chcą nazywać "rodziną"! Dają tym co prawda dowód głupoty i
                            > niezrozumienia czym rodzina jest, ale pojęcie to łatwiejsze jest do użycia
                            > niż piętrowe "związek dwóch mężczyzn/kobiet". Wniosek - zgoda na legalizację
                            > homozwiązków to zgoda na sprostytuowanie słów "małżeństwo" i "rodzina",
                            > podstawowych pojęć społecznych.

                            Rany, ale ty jesteś drażliwy! Naprawdę obawiasz się, że nazwanie dwóch facetów
                            homo żyjących razem "rodziną" doprowadzi do nieodwracalnego upadku rodziny
                            samej w sobie? To przecież tylko nazwa, i w dodatku - zwyczajowa (po części
                            przynajmniej). Równie dobrze mógłbyś się oburzać, że ktoś nazywa "małżeństwem"
                            albo "rodziną" legalny związek kurwy i złodzieja. A to przecież takie
                            odrażające i niemoralne profesje (a jedna z nich jest nawet nielegalna)!

                            > Absurd. Jeśli jakieś pary znajdują upodobanie w gówiennych kapielach, to
                            > jeszcze nie powód, by takie rozrywki legalizować.

                            Ale udzielając ślubu parze hetero, która lubi przed pocałunkiem zanurzyć buzię
                            w kloace, tym samym legalizujesz ich wynaturzenia.

                            > Przecież w gównach mogą kąpać się i pary pedalskie - zatem Twój argument
                            > jest nieporozumieniem.

                            Użyłem tego argumentu, aby wykazać ci, że nie tylko homoseksualiści bywają
                            odrażający, wulgarni, nienormalni i co tam jeszcze. Chyba że seks w gównie
                            uważasz za rozrywkę jedną z wielu, która ma uprzyjemniać romantyczny wieczorek
                            we dwoje.

                            > Heteroseksualiści i homosie często dają upust swoim fantazjom, ale linia
                            > podziału nie idzie wedle "kąpie się w gównie czy nie", ale czy może w akcie
                            > seksualnym spłodzić potomstwo czy nie (pominąwszy czynniki niezależne, np.
                            > chorobowe typu impotencja).

                            Zgadzam się (piszę to już chyba trzeci raz, czytaj uważniej), że
                            homoseksualizm nie jest normalny z punktu widzenia fizjologicznego
                            (prokreacja). Ale jakie to ma znaczenie dla miłości pomiędzy partnerami albo
                            ich zdolności do osiągania orgazmu?

                            > Ale heteroseksualizm nie polega na stosunkach analnych, podczas gdy w
                            > pedalstwie jest jego istotą. Homoś homosiowi może wsadzać swojego członka w
                            > dowolny otwór - ale zapłodnienia nie będzie.
                            > To, że cywilizacja oparta na homoseksualizmie wymarłaby juz w pierwszym
                            > pokoleniu. Proste? Potrzeba przekazania genów ma znaczenie i instynktowne i
                            > praktyczne. Pedalstwo natomiast to po prostu dawanie pary w gwizdek.

                            Rany, facet! Ja naprawdę rozumiem, co to jest prokreacja. Tylko po raz kolejny
                            cię pytam - co rodzenie dzieci ma wspólnego z moralnością? Zgadzam się - homo
                            to ślepa uliczka dla gatunku, ale to nie jest niemoralne. Natrzaskaj
                            kilkanaście bachorów, jeśli się boisz, że gatunek ludzki jest zagrożony.

                            > Nadal nie dostrzegasz różnicy między zabawami rodem z Kamasutry, a podstawą
                            > seksualności. Stąd to całkowicie zbędne pytanie.

                            Nie zachowuj się jak bimi (znasz chyba tego gościa? jego tu wszyscy znają).
                            Ale dla ciebie zmienię pytanie: 1. pani les robi pani les minetę. 2. pan
                            hetero robi swojej żonie minetę. Obie panie osiągają orgazm. Wskaż mi, która z
                            nich jest bardziej niemoralna. Tylko tyle.

                            > Pedały nie mają dzieci, zatem ulgi rodzinne nie są im się nie należą (piszę
                            > o obecnym stanie fiskalizmu, a nie tym naszym wymarzonym).

                            Miałem na myśli wspólne opodatkowanie małżonków (homolków, jak wolisz).

                            > To załatwia umowa notarialna lub testament.

                            Właśnie nie. To, że ludzie u nas nie spisują testamentów, to ich zasrany
                            interes, ale niestety, przy dziedziczeniu testamentowym dochodzi jeszcze
                            zachowek dla rodziny (ludzie z reguły miewają rodziców, nie mówiąc już o
                            osobach, które na tyle późno odkryły swój homoseksualizm, że zdążyły założyć
                            legalną rodzinę i spłodzić dzieci). Przy dziedziczeniu ustawowym w skrajnej
                            sytuacji może dojść do tego, że Skarb Państwa zabierze majątek.

                            > Bez żartów.

                            A co w tym śmiesznego? Dlaczego para homo nie ma odczuwać przyjemności
                            zwracania się do siebie per "kochany mężu" (albo "żono" - zależy, kto
                            poprzedniego wieczoru dominował)?

                            > Nie w tym rzecz. Twoje "wiele" to nadal margines, a tej racji budowanie
                            > wniosków ogólnych jest błędem.

                            Mój wniosek był tylko taki, że samo w sobie małżeństwo hetero może być
                            niemoralne lub zdegenerowane. Moralności ustawą wprowadzić się nie da.

                            > A jeżeli człowiek byłby tym biernym? Wtedy można przyjąć, że taki cap brałby
                            > zoofila tylko wtedy, kiedy miałby ruję (czy jak to się u baranów nazywa).

                            Co nadal nie zmienia faktu, że jeden bzyk nie od razu musi skończyć się na
                            ślubnym kobiercu. Przynajmniej u ludzi tak nie jest (pozwolisz, że wrócę do
                            środowiska ludzkiego, które jest mi trochę bliższe; ty oczywiście możesz nadal
                            poruszać się z kamerą wśród zwierząt).

                            > Cóż za bezduszny formalizm! Domagasz się zmiany prawa (związki homo w Polsce
                            > również nie mają umocowania w prawie) dla dewiantów, a za nic masz zwierzęta?

                            Bo owi dewianci są ludźmi, a koza - choćby jej założyć na łeb czapkę ułańską -
                            jest zwierzęciem. To takie trudne czy udajesz, że nie rozumiesz?

                            > Pisałeś coś o samopoczuciu - to jak mają się czuć ci biedni zoo-, pedo-,
                            > nekro- i inni -file, którym odmawiasz takiego zrozumienia jak pedałom?

                            I znowu wracamy do punktu wyjścia. Dobre samopoczucie pedofila bierze się z
                            krzywdzenia dzieci, a u homo - z dobrowolnego bzyku z innym homo. Załapałeś
                            już wreszcie czy czeka mnie dziesięć postów upojnego tłumaczenia?
                            • xiazeluka Re: Program idealnej partii 28.05.03, 15:52
                              mr_watchman napisał:

                              > Ale mimo to zdrada małżeńska jest jak najbardziej legalna. Moralność nie
                              > zawsze idzie w parze z prawem.

                              Nieprawda. Owszem, zdrada małżeńska nie jest ścigana przez kodeks karny, ale na
                              ewentualny wniosek małżonki/a grozi innymi konsekwencjami - rozwodem z
                              orzeczeniem winy. Nie jest legalna również z tego powodu, iż stanowi naruszenie
                              przysięgi małżeńskiej.

                              > No i co z tego? To jakaś świętość, której człowiek zmienić nie może?

                              Och tak, oczywiście - "zmieńmy się" na kanibali i zacznijmy spozywać nawzajem,
                              bo niby dlaczego nie? Życie ludzkie to jakaś świętość?

                              > Rany, ale ty jesteś drażliwy! Naprawdę obawiasz się, że nazwanie dwóch
                              facetów
                              > homo żyjących razem "rodziną" doprowadzi do nieodwracalnego upadku rodziny
                              > samej w sobie? To przecież tylko nazwa, i w dodatku - zwyczajowa (po części
                              > przynajmniej).

                              Nazwa pewnego stanu, jasno określonego i tradycyjnie rozumianego nawet przez
                              opóxnionych umysłowo. Nazwij sobie samochód lodówką, skoro to nie ma większego
                              znaczenia, ale obawiam się, że się nie dogadamy. Nazwij uczucie
                              zwane "miłością" na przykład "kurewstwem" - dalej będziesz twierdził, że
                              ludziom kochajacym się nie będzie robić różnicy mówienie do siebie
                              zamiast "kochanie" - "kurwo"? "Kurwo moja białolica, ależ ja cię kurwię!"

                              > Równie dobrze mógłbyś się oburzać, że ktoś nazywa "małżeństwem"
                              > albo "rodziną" legalny związek kurwy i złodzieja. A to przecież takie
                              > odrażające i niemoralne profesje (a jedna z nich jest nawet nielegalna)!

                              A co ma do rzeczy profesja członków małżeństwo??? Znowu pomyliłeś kategorie -
                              gangster, jego żona i dwoje dzieci to rodzina, pomimo niezbyt moralnego zajęcia
                              głowy rodziny. Nigdzie nie jest napisane, że aby się ożenić należy legalnie
                              pracować w biurze; natomiast istotą małżeństwa jest związek różnopłciowy, bez
                              wzgklędu na to, czym zajmują się zawodowo partnerzy.

                              > Ale udzielając ślubu parze hetero, która lubi przed pocałunkiem zanurzyć
                              buzię
                              > w kloace, tym samym legalizujesz ich wynaturzenia.

                              Nie legalizuję tego wynaturzenia, tylko związek - kobiety i mężczyzny, a nie
                              gówniarza z gówniarą. Zdajesz się nie rozumieć, że nie jest istotne co dorośli
                              robią ze sobą w domu, ale z kim to robią.

                              > Użyłem tego argumentu, aby wykazać ci, że nie tylko homoseksualiści bywają
                              > odrażający, wulgarni, nienormalni i co tam jeszcze.

                              Zbędny trud, sam to wiem. Tyle, że nie ma to nic do rzeczy. Dywagujemy o
                              różnicach płciowych, a nie takim czy innym hobby.

                              > Ale jakie to ma znaczenie dla miłości pomiędzy partnerami albo
                              > ich zdolności do osiągania orgazmu?

                              To mnie nie interesuje. Nie zaglądam ludziom do domów przez dziurki od klucza.
                              Ale nie jest to (miłość) argumentem na rzecz nadawania takim ludziom
                              specjalnych praw.

                              > Tylko po raz kolejny
                              > cię pytam - co rodzenie dzieci ma wspólnego z moralnością?

                              Rodzenie jako fizjologia nic. Pododnie jak "małżeństwo" nie ma nic wspólnego
                              ze "związkiem homoseksualnym".

                              > Zgadzam się - homo
                              > to ślepa uliczka dla gatunku, ale to nie jest niemoralne.

                              Niemoralnością nie jest homoseksualizm, ale nadawanie mu specjalnych praw.

                              > Natrzaskaj
                              > kilkanaście bachorów, jeśli się boisz, że gatunek ludzki jest zagrożony.

                              Rasa biała owszem, jest zagrożona. Ujemny przyrost naturalny w krajach Mumii i
                              napływ kolorowych - to realne zagrożenie. Ale nie o to tu chodzi.

                              > Nie zachowuj się jak bimi (znasz chyba tego gościa? jego tu wszyscy znają).

                              O, podejrzewam, że znam go lepiej od Ciebie.

                              > Ale dla ciebie zmienię pytanie: 1. pani les robi pani les minetę. 2. pan
                              > hetero robi swojej żonie minetę. Obie panie osiągają orgazm. Wskaż mi, która
                              z nich jest bardziej niemoralna. Tylko tyle.

                              Żadna. Czy to coś zmienia w ocenie, że panie lesby to dewiantki?

                              > Miałem na myśli wspólne opodatkowanie małżonków (homolków, jak wolisz).

                              Właśnie z tego tytułu - niemozność posiadania dzieci i założenia rodziny - ulga
                              taka im się nie należy, bo niby dlaczego?

                              > interes, ale niestety, przy dziedziczeniu testamentowym dochodzi jeszcze
                              > zachowek dla rodziny (ludzie z reguły miewają rodziców, nie mówiąc już o
                              > osobach, które na tyle późno odkryły swój homoseksualizm, że zdążyły założyć
                              > legalną rodzinę i spłodzić dzieci).

                              Chwileczkę - czy to oznacza, że w tym kraju nie mogę zadysponować swobodnie
                              swoją własnością?

                              > A co w tym śmiesznego? Dlaczego para homo nie ma odczuwać przyjemności
                              > zwracania się do siebie per "kochany mężu" (albo "żono" - zależy, kto
                              > poprzedniego wieczoru dominował)?

                              Jak ludzie gaworzą do siebie w alkowie to nadal nie moja sprawa. Ja pisałem o
                              powszechnym rozumieniu i stosowaniu określonych słów.

                              > Mój wniosek był tylko taki, że samo w sobie małżeństwo hetero może być
                              > niemoralne lub zdegenerowane. Moralności ustawą wprowadzić się nie da.

                              Oczywiście (znowu). Z tego jednak nie wypływa wcale wniosek, że należy
                              legalizować związki homo.

                              > Co nadal nie zmienia faktu, że jeden bzyk nie od razu musi skończyć się na
                              > ślubnym kobiercu.

                              Nie musi czyli może. Co wtedy?

                              > Przynajmniej u ludzi tak nie jest (pozwolisz, że wrócę do
                              > środowiska ludzkiego, które jest mi trochę bliższe; ty oczywiście możesz
                              nadal poruszać się z kamerą wśród zwierząt).

                              E tam, same pedały często się powołują na świat zwierzęcy, że niby są w faunie
                              jakieś jaszczurki czy inne krokodyle, które są homo. Zawsze mnie to śmieszy do
                              rozpuku.

                              > Bo owi dewianci są ludźmi, a koza - choćby jej założyć na łeb czapkę ułańską -
                              > jest zwierzęciem. To takie trudne czy udajesz, że nie rozumiesz?

                              Teraz akurat udawałem.

                              > I znowu wracamy do punktu wyjścia. Dobre samopoczucie pedofila bierze się z
                              > krzywdzenia dzieci, a u homo - z dobrowolnego bzyku z innym homo. Załapałeś
                              > już wreszcie czy czeka mnie dziesięć postów upojnego tłumaczenia?

                              "Dobre samopoczucie" to raczej argument groteskowy, zatem może lepiej oszczędź
                              sobie kilkunastu tłumaczeń. Ja będę miał dobre samopoczucie, kiedy na moim
                              koncie znajdzie się 10 mln dularów - czy to powód, by budżet państwa mi je
                              wypłacił?
                              • mr_watchman Re: Program idealnej partii 28.05.03, 16:27
                                xiazeluka napisał:

                                > Nieprawda. Owszem, zdrada małżeńska nie jest ścigana przez kodeks karny, ale
                                > na ewentualny wniosek małżonki/a grozi innymi konsekwencjami - rozwodem z
                                > orzeczeniem winy.

                                Właśnie niekoniecznie. Polski sąd musi najpierw ocenić, czy nastąpił trwały i
                                zupełny rozkład pożycia małżeńskiego (emocjonalny, finansowy i seksualny),
                                potem ocenić, kto jest temu winien, aby dać w końcu rozwód. To nie jest takie
                                proste.

                                > Nie jest legalna również z tego powodu, iż stanowi naruszenie
                                > przysięgi małżeńskiej.

                                Z punktu widzenie polskiego ustawodawstwa owa przysięga ma charakter wyłącznie
                                ceremonialny.

                                > Och tak, oczywiście - "zmieńmy się" na kanibali i zacznijmy spozywać
                                > nawzajem, bo niby dlaczego nie? Życie ludzkie to jakaś świętość?

                                Kanibalizm to jedno, a zabijanie - drugie. W tej chwili jedyną sankcją za
                                kanibalizm są przepisy kodeksu karnego o bezczeszczeniu zwłok. Ale tak
                                naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby włączyć ludzkie mięso do
                                naszego menu. A dlaczego pytasz?

                                > Nazwa pewnego stanu, jasno określonego i tradycyjnie rozumianego nawet przez
                                > opóxnionych umysłowo. Nazwij sobie samochód lodówką, skoro to nie ma
                                > większego znaczenia, ale obawiam się, że się nie dogadamy. Nazwij uczucie
                                > zwane "miłością" na przykład "kurewstwem" - dalej będziesz twierdził, że
                                > ludziom kochajacym się nie będzie robić różnicy mówienie do siebie
                                > zamiast "kochanie" - "kurwo"? "Kurwo moja białolica, ależ ja cię kurwię!"

                                Nie każę ci nazywać lodówki samochodem, ale uważam, że jeśli masz urządzenie,
                                które z technicznego punktu widzenia jest lodówką, to jak mam je nazwać?
                                Tosterem. A to, że niektórzy trzymają w lodówce ubrania, to już nie mój
                                problem.

                                > A co ma do rzeczy profesja członków małżeństwo??? Znowu pomyliłeś kategorie -
                                > gangster, jego żona i dwoje dzieci to rodzina, pomimo niezbyt moralnego
                                > zajęcia głowy rodziny. Nigdzie nie jest napisane, że aby się ożenić należy
                                > legalnie pracować w biurze; natomiast istotą małżeństwa jest związek
                                > różnopłciowy, bez wzgklędu na to, czym zajmują się zawodowo partnerzy.

                                Słuchaj, sam wspomniałeś o moralności, dlatego podałem przykład małżeństwa
                                kurwy i złodzieja. Co ja ci poradzę, że twój argument okazał się chybiony?

                                > Nie legalizuję tego wynaturzenia, tylko związek - kobiety i mężczyzny, a nie
                                > gówniarza z gówniarą. Zdajesz się nie rozumieć, że nie jest istotne co
                                > dorośli robią ze sobą w domu, ale z kim to robią.

                                Czyli zupełnie nie interesuje cię, co dorośli ludzie ze sobą robią (za
                                obopółną zgodą, rzecz jasna)?
                                Ale dlaczego jest takie istotne, kto z kim "to" robi? Każe ci ktoś w "tym"
                                uczestniczyć?

                                > Zbędny trud, sam to wiem. Tyle, że nie ma to nic do rzeczy. Dywagujemy o
                                > różnicach płciowych, a nie takim czy innym hobby.

                                O różnicach płciowych? A o czym tu dywagować? Są dwie i na razie nie ma
                                widoków, aby miało się to zmienić.

                                > To mnie nie interesuje. Nie zaglądam ludziom do domów przez dziurki od
                                > klucza. Ale nie jest to (miłość) argumentem na rzecz nadawania takim ludziom
                                > specjalnych praw.

                                Cóż, dla mnie jest.

                                > Rodzenie jako fizjologia nic. Pododnie jak "małżeństwo" nie ma nic wspólnego
                                > ze "związkiem homoseksualnym".

                                To po co ciągle chrzanisz o moralności? Używasz tego argumentu, a na pytanie,
                                dlaczego, odpowiadasz, że to właściwie nie ma związku. Może zacznij
                                przedstawiać jakieś poglądy, z którymi się zgadzasz? Będzie ci łatwiej.

                                > Niemoralnością nie jest homoseksualizm, ale nadawanie mu specjalnych praw.

                                Specjalnych? A co jest takiego w legalizacji związków homo, że uważasz to za
                                specjalne prawo?

                                > Rasa biała owszem, jest zagrożona. Ujemny przyrost naturalny w krajach Mumii
                                > i napływ kolorowych - to realne zagrożenie. Ale nie o to tu chodzi.

                                To tym bardziej musisz się starać, bo cię czarnuchy zaleją swoją czarną masą.

                                > O, podejrzewam, że znam go lepiej od Ciebie.

                                Niewykluczone, bo jestem tu od niedawna. Ale to na tyle interesująca osoba, że
                                dość szybko zyskała moją "sympatię".

                                > Żadna. Czy to coś zmienia w ocenie, że panie lesby to dewiantki?

                                Tak, bo skoro nie jest niemoralna i ma taki sam orgazm, to czego więcej
                                wymagać?

                                > Właśnie z tego tytułu - niemozność posiadania dzieci i założenia rodziny -
                                > ulga taka im się nie należy, bo niby dlaczego?

                                Zadajesz pytanie, na które nie da się odpowiedzieć. Ulga należałaby się, gdyby
                                ich związek był zalegalizowany. A co mają do tego dzieci? Są pary hetero,
                                które dzieci nie mają, a opodatkowane są wspólnie? Co - to też dewiacja?

                                > Chwileczkę - czy to oznacza, że w tym kraju nie mogę zadysponować swobodnie
                                > swoją własnością?

                                Możesz, kto mówi, że nie?

                                > Jak ludzie gaworzą do siebie w alkowie to nadal nie moja sprawa. Ja pisałem
                                > o powszechnym rozumieniu i stosowaniu określonych słów.

                                No, trudno, to pozostaje nam tylko dobre samopoczucie dla homo, że mogą sobie
                                fikać jako legalne małżeństwo.

                                > Oczywiście (znowu). Z tego jednak nie wypływa wcale wniosek, że należy
                                > legalizować związki homo.

                                Tak jak i nie wynika z tego to, że nie można tego zalegalizować. Zostaw może w
                                spokoju tę moralność, bo te argumenty coś ci nie idą.

                                > Nie musi czyli może. Co wtedy?

                                Co kiedy? Jak się baranowi spodoba seks z facetem? A jak się o tym dowiesz? I
                                jak mu przetłumaczysz, co to jest wierność małżeńska?

                                > E tam, same pedały często się powołują na świat zwierzęcy, że niby są w
                                > faunie jakieś jaszczurki czy inne krokodyle, które są homo. Zawsze mnie to
                                > śmieszy do rozpuku.

                                Widać, że w przerwie między salwami śmiechu, bierzesz to śmiertelnie serio.

                                > Teraz akurat udawałem.

                                To się dobrze kryjesz, bo co jakiś czas mam wrażenie, że udajesz np. myślenie.

                                > "Dobre samopoczucie" to raczej argument groteskowy, zatem może lepiej
                                > oszczędź sobie kilkunastu tłumaczeń. Ja będę miał dobre samopoczucie, kiedy
                                > na moim koncie znajdzie się 10 mln dularów - czy to powód, by budżet państwa
                                > mi je wypłacił?

                                Chyba znowu coś udajesz, ale tym razem - idiotę. Próbuję ci wytłumaczyć, że
                                homoseksualizm nie krzywdzi innych, a pedofilia - tak. Dlatego mogę popierać
                                starania homo o legalizację ich związków, a analogicznych działań pedofili -
                                nie. Dociera czy znowu będziesz chrzanił o milionach dolarów?
                                • xiazeluka Re: Program idealnej partii 29.05.03, 10:36
                                  mr_watchman napisał:

                                  > Właśnie niekoniecznie. Polski sąd musi najpierw ocenić

                                  Co nie zmienia tezy z mojego poprzedniego listu.

                                  > Z punktu widzenie polskiego ustawodawstwa owa przysięga ma charakter
                                  wyłącznie ceremonialny.

                                  Powiedzmy. Jednak skoro mowa była o moralności - to jak nazwać kogoś, kto słowo
                                  honoru traktuje jak splunięcie?

                                  > Ale tak
                                  > naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie temu, aby włączyć ludzkie mięso do
                                  > naszego menu. A dlaczego pytasz?

                                  Usiłuję ustalić jakimi standardami moralnymi się kierujesz.

                                  > Nie każę ci nazywać lodówki samochodem, ale uważam, że jeśli masz urządzenie,
                                  > które z technicznego punktu widzenia jest lodówką, to jak mam je nazwać?
                                  > Tosterem. A to, że niektórzy trzymają w lodówce ubrania, to już nie mój
                                  > problem.

                                  Znowu nie w tym rzecz. Pisałem o komunikacji werbalnej, a nie wykorzystywaniu
                                  lodówki w charakterze garderoby.

                                  > Słuchaj, sam wspomniałeś o moralności, dlatego podałem przykład małżeństwa
                                  > kurwy i złodzieja. Co ja ci poradzę, że twój argument okazał się chybiony?

                                  Twój był chybiony - instytucja małżeństwa to jedno, a brak poszanowania etyki
                                  przez niektóre zamężne/żonate osoby to drugie. Tu nie zachodzi żadne
                                  przełożenie. Niemoralny jest Kowalski, bo kradnie - a nie dlatego, że jest
                                  żonaty.

                                  > Czyli zupełnie nie interesuje cię, co dorośli ludzie ze sobą robią (za
                                  > obopółną zgodą, rzecz jasna)?

                                  Nie interesuje, owszem. Nie jestem podglądaczem.

                                  > Ale dlaczego jest takie istotne, kto z kim "to" robi? Każe ci ktoś w "tym"
                                  > uczestniczyć?

                                  Nie - ale ci ktosie z racji robienia ze sobą tego i owego domagają się z tego
                                  tytułu przywilejów. I wtedy zaczyna mieć znaczenie "kto z kim".

                                  > O różnicach płciowych? A o czym tu dywagować? Są dwie i na razie nie ma
                                  > widoków, aby miało się to zmienić.

                                  Dobra - różnicach w seksualizmie i wpływie na prawo oraz moralność.

                                  > Cóż, dla mnie jest.

                                  Dlaczego?

                                  > To po co ciągle chrzanisz o moralności? Używasz tego argumentu, a na pytanie,
                                  > dlaczego, odpowiadasz, że to właściwie nie ma związku.

                                  Napiszę Ci to w punktach, ponieważ zdajesz się nie nadążać:
                                  1. Każda dewiacja jest zagrożeniem dla moralności, szczególnie ta, którą nam
                                  się publicznie i nachalnie stręczy.
                                  2. Jeżeli zboczeńcy nie naruszają żadnych zasad współżycia społecznego, to nie
                                  mam nic do tego, co robią ze sobą na osobności.
                                  3. Oddawanie się zboczeniom seksualnym nie jest powodem do akceptacji prawnej
                                  takich zachowań z powodu p.1

                                  Rozumiesz wreszcie czy mam to napisać jeszcze prościej?

                                  > Specjalnych? A co jest takiego w legalizacji związków homo, że uważasz to za
                                  > specjalne prawo?

                                  Uznanie prawne związków dewiantów. To jest to specjalne prawo, które winno
                                  przysługiwać wyłącznie parom różnopłciowym, które potencjalnie zdolne są do
                                  prokreacji i zakładania rodzin. Pedały takich możliwości nie mają, zatem nie
                                  jest konieczne nadawanie im takich przywilejów.

                                  > To tym bardziej musisz się starać, bo cię czarnuchy zaleją swoją czarną masą.

                                  Raczej Arabusy.
                                  A propos - przepraszam za natarczywość, ale czy Ty się uchylasz od tego
                                  zboznego dzieła?

                                  > Tak, bo skoro nie jest niemoralna i ma taki sam orgazm, to czego więcej
                                  > wymagać?

                                  Ależ ja od niej nic nie wymagam. I oczekuję tego samego - że nie będzie
                                  wymagała ode mnie zgody na legalizację swego nienormalnego związku.

                                  > Zadajesz pytanie, na które nie da się odpowiedzieć. Ulga należałaby się,
                                  gdyby
                                  > ich związek był zalegalizowany. A co mają do tego dzieci? Są pary hetero,
                                  > które dzieci nie mają, a opodatkowane są wspólnie? Co - to też dewiacja?

                                  Nie - para różnopłciowa może mieć dzieci, para pedalska nawet potencjalnie nie.

                                  > Możesz, kto mówi, że nie?

                                  Ty - przecież sam napisałeś, że nie mogę zrobić ze swoim majatkiem tego, co
                                  zechcę: przepisać swojemu pedalskiemu kochankowi czy uposażyć przytułek dla
                                  bezdomnych kotów.

                                  > No, trudno, to pozostaje nam tylko dobre samopoczucie dla homo, że mogą sobie
                                  > fikać jako legalne małżeństwo.

                                  Poproszę o przetłumaczenie tego zdania na polski.

                                  > Tak jak i nie wynika z tego to, że nie można tego zalegalizować. Zostaw może
                                  w spokoju tę moralność, bo te argumenty coś ci nie idą.

                                  Idą, tylko niestety odbiorca ma trudności z ich zrozumieniem - ogólne zasady
                                  podważa niedorzecznymi szczególikami.

                                  > Co kiedy? Jak się baranowi spodoba seks z facetem? A jak się o tym dowiesz? I
                                  > jak mu przetłumaczysz, co to jest wierność małżeńska?

                                  A kogo to obchodzi? Sam napisałeś, że to tylko ceremonia. A jak poznać, że
                                  baranowi się podoba? Z tego, że sam przyjdzie powtórzyć numerek.

                                  > To się dobrze kryjesz, bo co jakiś czas mam wrażenie, że udajesz np. myślenie.

                                  Nigdy bym się nie ośmielił próbować Cię w tym udawaniu pokonać, Maestro.

                                  > Próbuję ci wytłumaczyć, że
                                  > homoseksualizm nie krzywdzi innych, a pedofilia - tak.

                                  To jest zrozumiałe od samego początku, dlatego radziłem Ci zaprzestać
                                  zawracania głowy. Po raz 462378 powtórzę: jedna dewiacja nie jest lepsza od
                                  drugiej, bo jest niegroźna dla innych - to nadal zboczenie płciowe. A zboczeń
                                  nie powinno się legalizować. Dlaczego - 462377 tłumaczenie powyżej.
                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 29.05.03, 12:07
                                    xiazeluka napisał:

                                    ) Co nie zmienia tezy z mojego poprzedniego listu.

                                    Zmienia o tyle, że samo stwierdzenie zdrady małżeńskiej nie gwarantuje
                                    szybkiego i łatwego uzyskania rozwodu. Uwierz mi - nasze przepisy naprawdę są
                                    durne. Kiedy pan oświadczy w sądzie, że przeleciał połowę miasta, ale pani
                                    óswiadczy, że wszystko mu wybacza, kocha go nadal szalenie i chce z nim
                                    spędzić resztę swych dni, to sąd nie może stwierdzić, że nastąpił trwały i
                                    zupełny rozkład pożycia. Bo jedna ze stron wykazuje więź emocjonalną.
                                    Wcześniej czy później babsztyl się może i ugnie, ale to naprawdę tytaniczny
                                    wysiłek.

                                    ) Powiedzmy. Jednak skoro mowa była o moralności - to jak nazwać kogoś, kto
                                    ) słowo honoru traktuje jak splunięcie?

                                    Dlatego zgadzam się z tobą, że złamanie przysięgi jest niemoralne (i
                                    niehonorowe). Ale nie ma znaczenia prawnego.

                                    ) Usiłuję ustalić jakimi standardami moralnymi się kierujesz.

                                    A więc owszem - stoi na przeszkodzie takiemu poszerzeniu jadłospisu pamięć o
                                    zmarłym i uczucia jego rodziny. Ale nie właściwości smakowe. Mówiąc w skrócie -
                                    jedząc dziadka sprawiamy przykrość babci.

                                    ) Znowu nie w tym rzecz. Pisałem o komunikacji werbalnej, a nie
                                    ) wykorzystywaniu lodówki w charakterze garderoby.

                                    Super! A ja ci podałem przykład na to, że chcąc nie chcąc musisz nazywać
                                    lodówkę lodówką, bez względu na jej faktycznie przeznaczenie.

                                    ) Twój był chybiony - instytucja małżeństwa to jedno, a brak poszanowania
                                    ) etyki przez niektóre zamężne/żonate osoby to drugie. Tu nie zachodzi żadne
                                    ) przełożenie. Niemoralny jest Kowalski, bo kradnie - a nie dlatego, że jest
                                    ) żonaty.

                                    Tak samo jest z Kowalskim homoseksualistą - jest niemoralny, bo kradnie, a nie
                                    dlatego że robi laskę swojemu kochasiowi.

                                    ) Nie interesuje, owszem. Nie jestem podglądaczem.

                                    Szkoda, bo zaprosiłbym cię do siebie. Mam niezły widok na akademik smile

                                    ) Nie - ale ci ktosie z racji robienia ze sobą tego i owego domagają się z
                                    ) tego tytułu przywilejów. I wtedy zaczyna mieć znaczenie "kto z kim".

                                    Ale skoro nie interesuje cię, co oni robią, to co cię obchodzą ich
                                    uprawnienia? Mnie nie interesuje, jak i kiedy uprawiają ze sobą seks inni
                                    ludzie, więc nie widzę powodu, aby bronić im zakładania legalnych związków.

                                    ) Dobra - różnicach w seksualizmie i wpływie na prawo oraz moralność.

                                    A ja nadal nie widzę owego wpływu orientacji seksualnej na moralność. Złodziej-
                                    alkoholik jest lepszym człowiekiem od prawnika tylko dlatego, że czasem wkłada
                                    penisa do odbytu swojej żony, a ten drugi - wyłącznie do odbytu innego faceta?

                                    ) Dlaczego?

                                    Po prostu jest. Nie umiem ci tego wytłumaczyć. Jeśli chodzi o małżeństwo,
                                    uważam, że jego podstawą powinna byc miłość. A dlaczego? Nie wiem, chyba z
                                    tych samych względów, dla których uważam, że w kontaktach towarzyskich liczy
                                    się przyjaźń, a nie - forsa. Co innego w interesach.

                                    ) Napiszę Ci to w punktach, ponieważ zdajesz się nie nadążać:
                                    ) 1. Każda dewiacja jest zagrożeniem dla moralności, szczególnie ta, którą nam
                                    ) się publicznie i nachalnie stręczy.

                                    Co to za moralność, dla której zagrożeniem jest dwóch migdalących się facetów?
                                    Współczuję ci takiej moralności, bo ona funta kłaków nie jest warta.

                                    ) 2. Jeżeli zboczeńcy nie naruszają żadnych zasad współżycia społecznego, to
                                    ) nie mam nic do tego, co robią ze sobą na osobności.

                                    Ja też. Zwłaszcza nie lubię gwałcicieli.

                                    ) 3. Oddawanie się zboczeniom seksualnym nie jest powodem do akceptacji
                                    ) prawnej takich zachowań z powodu p.1

                                    Dlatego Policja Moralności powinna sprawdzać, czy pan mąż nie posuwa aby
                                    przypadkiem pani żony w kakaowe oko. Bo wtedy jest już zboczenie (bo nie
                                    prowadzi do prokreacji), więc trzeba ich oboje izolować od reszty zdrowego
                                    społeczeństwa.

                                    ) Rozumiesz wreszcie czy mam to napisać jeszcze prościej?

                                    Nie, wiesz, nie zakumałem jednej rzeczy: dlaczego ponumerowałeś swoje punkty
                                    1, 2, 3, a nie: 10, -8, 0? Masz zamiar przerzucać się takimi uprzejmościami
                                    czy wrócimy do tematu?

                                    ) Uznanie prawne związków dewiantów. To jest to specjalne prawo, które winno
                                    ) przysługiwać wyłącznie parom różnopłciowym, które potencjalnie zdolne są do
                                    ) prokreacji i zakładania rodzin. Pedały takich możliwości nie mają, zatem nie
                                    ) jest konieczne nadawanie im takich przywilejów.

                                    I tym samym wracamy do początku dyskusji. Znowu prokreacja na piedestale jako
                                    wyznacznik moralności. I znowu zapytam, co w tym moralnego, a ty znowu
                                    napiszesz, że nic, tym samym odbierając samemu sobie argument. Brawo!
                                    PS. Zgodzę się z tobą, że soczysta wilgotna cipeczka jest naprawdę jedną z
                                    piękniejszych rzeczy, jakiej można w życiu skosztować, ale czy jest moralna?

                                    ) Raczej Arabusy. A propos - przepraszam za natarczywość, ale czy Ty się
                                    ) uchylasz od tego zboznego dzieła?

                                    Dla mnie nie jest zbożne. Jeśli uważasz, że rodzenie dzieci ma sens religijno-
                                    geopolityczny, to współczuję twojej małżonce/konkubinie oraz waszym dzieciom.

                                    ) Ależ ja od niej nic nie wymagam. I oczekuję tego samego - że nie będzie
                                    ) wymagała ode mnie zgody na legalizację swego nienormalnego związku.

                                    Powróćmy jak za dawnych lat... A co jest nienormalnego w jej związku? Że język
                                    drażniący jej łechtaczkę wydobywa się z ust kobiety, a nie - mężczyzny? Tylko
                                    nie pisz, że to nie prowadzi do prokreacji, bo to jest w ogóle cecha każdej
                                    minety.

                                    ) Nie - para różnopłciowa może mieć dzieci, para pedalska nawet potencjalnie
                                    ) nie.

                                    Chyba że z przyczyn fizjologicznych jedno z małżonków jest niepłodne. I co -
                                    staje się przez to niemoralne? Bo nienormalne na pewno.

                                    ) Ty - przecież sam napisałeś, że nie mogę zrobić ze swoim majatkiem tego, co
                                    ) zechcę: przepisać swojemu pedalskiemu kochankowi czy uposażyć przytułek dla
                                    ) bezdomnych kotów.

                                    Ach, tak. Możesz, tyle że przy dziedziczeniu testamentowym pojawia się
                                    instytucja zachowku, który jest roszczeniem określonych uprawnionych osób
                                    przeciwko spadkobiorcy o wydanie oznaczonej części spadku. Co do zasady, bo
                                    spadkodawca może uprawnionego wydziedziczyć (tyle że muszą istnieć ku temu
                                    specjalne przesłanki). Łatwe i przyjemne to nie jest, ale cóż - takie życie!
                                    Za fachową informację zapłacisz przelewem czy gotówką?

                                    ) Poproszę o przetłumaczenie tego zdania na polski.

                                    Co ja se myśle, co nie?, że ludzie to siem dobrze czujom, jak majom
                                    małrzenjstwo, bez wzglendu na to, czy ładujom w dupkę, czy w cipkę. A dlaczego
                                    siem dobrze czujom, to chuj jeden wie. Tak jest skonstrułowana lucka psychika.
                                    Powyższa myśl wydaje mi się tak oczywista, że jedyne pole do popisu może
                                    stanowić łamanie sobie języka na błędach.

                                    ) Idą, tylko niestety odbiorca ma trudności z ich zrozumieniem - ogólne zasady
                                    ) podważa niedorzecznymi szczególikami.

                                    Wiesz, gdybym kiedyś od ciebie usłyszał, co jest moralnego w zapładnianiu, to
                                    może zmieniłbym zdanie. Ale co ja poradzę, że szanowny pan nie radzi sobie z
                                    własnymi argumentami?

                                    ) A kogo to obchodzi? Sam napisałeś, że to tylko ceremonia. A jak poznać, że
                                    ) baranowi się podoba? Z tego, że sam przyjdzie powtórzyć numerek.

                                    Nigdy nie pisałem, że małżeństwo to ceremonia. Ceremonią jest cała otoczka
                                    zawarcia małżeństwa, bo najważniejsze jest zgodne oświadczenie woli o
                                    wstąpieniu w związek małżeński złożone przez oboje małżonków przed
                                    kierownikiem USC.

                                    ) Nigdy bym się nie ośmielił próbować Cię w tym udawaniu pokonać, Maestro.

                                    No to znaczy, że udawanie myślenia dobrze ci wychodzi samo z siebie. Rozumiem,
                                    że mogę być dla ciebie wzorem rozumu, ale zgadzam się, że to wzór dla ciebie
                                    niedościgły.

                                    ) To jest zrozumiałe od samego początku, dlatego radziłem Ci zaprzestać
                                    ) zawracania głowy. Po raz 462378 powtórzę: jedna dewiacja nie jest lepsza od
                                    ) drugiej, bo jest niegroźna dla innych - to nadal zboczenie płciowe. A
                                    ) zboczeń nie powinno się legalizować. Dlaczego - 462377 tłumaczenie powyżej.

                                    Mimo wszystko porównywanie pedofilii do homoseksualizmu jest nieuprawnione.
                                    Wiesz, trudno przyjąć w stosunkach międzyludzkich inną n
                                    • mr_watchman apendiks 29.05.03, 12:08
                                      Mimo wszystko porównywanie pedofilii do homoseksualizmu jest nieuprawnione.
                                      Wiesz, trudno przyjąć w stosunkach międzyludzkich inną normę niż czynienie
                                      krzywdy. Chyba że tobie jest wszystko jedno, czy ktoś krzywdzi innych, czy
                                      nie, byle tylko penisem penetrował pochwy. Ale to już nadaje się do leczenia.
                                      Więc ci przeszkadza w homoseksualizmie? Chyba tylko zwykły wstręt?
                                      • xiazeluka Re: apendiks 29.05.03, 14:36
                                        mr_watchman napisał:

                                        > Mimo wszystko porównywanie pedofilii do homoseksualizmu jest nieuprawnione.
                                        > Wiesz, trudno przyjąć w stosunkach międzyludzkich inną normę niż czynienie
                                        > krzywdy.

                                        Jest uprawnione - jedno i drugie to zboczenie płciowe. Czy z uprawiania tego
                                        procederu wynika krzywda lub szkoda jest obojętne.

                                        > Chyba że tobie jest wszystko jedno, czy ktoś krzywdzi innych, czy
                                        > nie, byle tylko penisem penetrował pochwy.

                                        A cóż to ma do rzeczy???? Pedała-mordercę wyślę na szubienicę nie za dewiację
                                        seksualną, ale zabicie innej osoby, podobnie zresztą jak mordercę-hetero.

                                        > Więc ci przeszkadza w homoseksualizmie? Chyba tylko zwykły wstręt?

                                        Przeszkadza mi jak każde inne zboczenie, a że szczególnie - to dlatego, że jest
                                        nachalnie promowane. O wstręcie nie wspominając.
                                        • mr_watchman Re: apendiks 29.05.03, 15:48
                                          xiazeluka napisał:

                                          > Jest uprawnione - jedno i drugie to zboczenie płciowe. Czy z uprawiania tego
                                          > procederu wynika krzywda lub szkoda jest obojętne.

                                          Dla mnie nie jest. Innymi słowy - gdybym miał córkę, to wolałbym, aby w drodze
                                          ze szkoły do domu towarzyszył jej kolega homo niż pięciu jak najbardziej
                                          hetero napalonych i prymitywnych dresiarzy. Nie sądzisz, że ma to sens?

                                          > A cóż to ma do rzeczy???? Pedała-mordercę wyślę na szubienicę nie za
                                          > dewiację seksualną, ale zabicie innej osoby, podobnie zresztą jak
                                          > mordercę-hetero.

                                          I dzięki temu sam widzisz, że nie orientacja, ale czyn tego człowieka ma
                                          znaczenie. A czyn ten nie wynika ze zboczenia. No chyba że dysponujesz danymi
                                          dowodzącymi, że 99% zabójców to homo (co samo w sobie też nie świadczy o
                                          związku przyczynowo-skutkowym).

                                          > Przeszkadza mi jak każde inne zboczenie, a że szczególnie - to dlatego, że
                                          > jest nachalnie promowane. O wstręcie nie wspominając.

                                          Nachalnie? Nie przesadzaj, to już częściej reklamują piwo niż homików.
                                          Co do wstrętu - cóż, niedawno twierdziłeś, że nie interesuje cię, co ludzie
                                          robią ze swoimi organami płciowemi (jakby napisano w 20-leciu międzywojennym).
                                          A poza tym, powołując się na wstręt używasz argumentu estetycznego, a nie -
                                          rzeczowego. A to prowadzi do nikąd, bo jest właściwie wyłącznie kwestią gustu.
                                          A o gustach - jak wiadomo - non disputandum.
                                          • xiazeluka Re: apendiks 29.05.03, 16:14
                                            mr_watchman napisał:

                                            > Dla mnie nie jest. Innymi słowy - gdybym miał córkę, to wolałbym, aby w
                                            drodze
                                            > ze szkoły do domu towarzyszył jej kolega homo niż pięciu jak najbardziej
                                            > hetero napalonych i prymitywnych dresiarzy. Nie sądzisz, że ma to sens?

                                            Nie ma sensu. Pisałem o obojętnym znaczeniu w kwestii definiowania zboczeń.

                                            > I dzięki temu sam widzisz, że nie orientacja, ale czyn tego człowieka ma
                                            > znaczenie. A czyn ten nie wynika ze zboczenia.

                                            Załóżmy, że nie. Tylko co z tego? Zboczenie to jedno, sposób postępowania to
                                            drugie.

                                            > Nachalnie? Nie przesadzaj, to już częściej reklamują piwo niż homików.

                                            Nachalnie - słyszałeś o propagowaniu innych zboczeń?

                                            > Co do wstrętu - cóż, niedawno twierdziłeś, że nie interesuje cię, co ludzie
                                            > robią ze swoimi organami płciowemi (jakby napisano w 20-leciu międzywojennym).

                                            Nie interesuje, ale jak taką pedalską parę zobaczę, to budzi ona mój wstręt.

                                            > A poza tym, powołując się na wstręt używasz argumentu estetycznego, a nie -
                                            > rzeczowego.

                                            To nie jest żaden argument - chciałeś wiedzieć, czy dewianci budzą moją odrazę,
                                            to Ci odpisałem - i tyle. Nie buduję na podstawie tych odczuć żadnych
                                            argumentów.

                                            • mr_watchman Re: apendiks 30.05.03, 09:23
                                              xiazeluka napisał:

                                              > Nie ma sensu. Pisałem o obojętnym znaczeniu w kwestii definiowania zboczeń.

                                              Okay, zgoda. A teraz pora wnioski: skoro twierdzisz, że jedno i drugie jest
                                              takim samym zboczeniem, to czy chcesz powiedzieć, że niczym się od siebie nie
                                              różnią? Bo wiesz, dla mnie wyznacznikiem różnicy jest choćby to, że
                                              homoseksualizm nie jest przestępstwem, a pedofilia - owszem. Więc chyba jednak
                                              czymś się różnią.

                                              > Załóżmy, że nie. Tylko co z tego? Zboczenie to jedno, sposób postępowania to
                                              > drugie.

                                              No właśnie. Dlatego uważam, że dopóki ów zboczeniec postępuje zgodnie z prawem
                                              i nikogo nie krzywdzi, to niech sobie będzie zboczeńcem. To jego życie.

                                              > Nachalnie - słyszałeś o propagowaniu innych zboczeń?

                                              No i znowu kręcimy się w kółko. Nie, nie słyszałem. Pewnie dlatego, że inne
                                              zboczenia (owa pedofilia na ten przykład) polegają na krzywdzeniu innych
                                              ludzi, a homoseksualizm - nie. Niech więc będzie propagowany, bo nikt na tym
                                              nie ucierpi.

                                              > Nie interesuje, ale jak taką pedalską parę zobaczę, to budzi ona mój wstręt.

                                              Okay, rozumiem to. Choć ja nie czuję wstrętu widząc dwie panie razem. A ty?

                                              > To nie jest żaden argument - chciałeś wiedzieć, czy dewianci budzą moją
                                              > odrazę, to Ci odpisałem - i tyle. Nie buduję na podstawie tych odczuć
                                              > żadnych argumentów.

                                              Czyli wstręt także odpada jako przeciwwskazanie legalizacji związków homo?
                                              • xiazeluka Re: apendiks 30.05.03, 10:48
                                                mr_watchman napisał:

                                                > A teraz pora wnioski: skoro twierdzisz, że jedno i drugie jest
                                                > takim samym zboczeniem, to czy chcesz powiedzieć, że niczym się od siebie nie
                                                > różnią?

                                                Mały fiat i Land Rover to samochody, choć różnią się osiągami. Jednak przy
                                                definiowaniu pojęć "auta" i "rowery" różnice te nie są istotne, choć naturalnie
                                                każdy wolałby pojazd terenowy od malucha.

                                                > No właśnie. Dlatego uważam, że dopóki ów zboczeniec postępuje zgodnie z
                                                prawem i nikogo nie krzywdzi, to niech sobie będzie zboczeńcem. To jego życie.

                                                Owszem. To jasne. To jest ta granica.

                                                > No i znowu kręcimy się w kółko. Nie, nie słyszałem. Pewnie dlatego, że inne
                                                > zboczenia (owa pedofilia na ten przykład) polegają na krzywdzeniu innych
                                                > ludzi, a homoseksualizm - nie. Niech więc będzie propagowany, bo nikt na tym
                                                > nie ucierpi.

                                                Spożywanie kup dla osiągnięcia satysfakcji seksualnej również nikogo nie
                                                krzywdzi, ale mam niejakie wątpliwości czy jest to właściwy wzorzec do
                                                naśladowania czy choćby propagowania. Dlatego nie należy propagować żadnych
                                                zboczeń, ponieważ zjadacze gówien słusznie mogą poczuć się dyskryminowani.

                                                > Okay, rozumiem to. Choć ja nie czuję wstrętu widząc dwie panie razem. A ty?

                                                No cóż, ja też. Jest to czystsze, pozbawione dosłowności.

                                                > Czyli wstręt także odpada jako przeciwwskazanie legalizacji związków homo?

                                                Czyj wstręt, mój?
                                                • mr_watchman Re: apendiks 30.05.03, 11:18
                                                  xiazeluka napisał:

                                                  > Mały fiat i Land Rover to samochody, choć różnią się osiągami. Jednak przy
                                                  > definiowaniu pojęć "auta" i "rowery" różnice te nie są istotne, choć
                                                  > naturalnie każdy wolałby pojazd terenowy od malucha.

                                                  Trochę kulawe to porównanie. Dopóki nikt nie wjeżdża mi w dupę swoim maluchem,
                                                  to może nawet nazywać go sobie Land Roverem i twierdzić, że to jeżdżący
                                                  toster. Jeśli spowodujesz wypadek samochodowy, to nie ma znaczenia, jakim
                                                  samochodem, bo urwana noga poszkodowanego jest urwaną nogą, a nie kwestią
                                                  definicji.

                                                  > Owszem. To jasne. To jest ta granica.

                                                  Co za ulga! Już się bałem, że zaraz powiesz, że najważniejsza jest czystość
                                                  moralna, a to, czy ktoś jest bandytą, to kwestia drugorzędna.

                                                  > Spożywanie kup dla osiągnięcia satysfakcji seksualnej również nikogo nie
                                                  > krzywdzi, ale mam niejakie wątpliwości czy jest to właściwy wzorzec do
                                                  > naśladowania czy choćby propagowania. Dlatego nie należy propagować żadnych
                                                  > zboczeń, ponieważ zjadacze gówien słusznie mogą poczuć się dyskryminowani.

                                                  Noł łej. Po pierwsze, każdy lekarz ci powie, że dieta oparta na gównie jest
                                                  szkodliwa dla zdrowia. Być może raz na jakiś czas balas z grilla nie
                                                  zaszkodzi, ale szamanie samego gówienka zdrowe nie jest. Nie wspominając już o
                                                  estetyce. Chciałbyś pracować z facetem, który na lunch zamawia kupę? Pomyśl o
                                                  oddechu z jego ust. Wiem, że rozszerzyłem zakres twojej wypowiedzi, ale jakoś
                                                  nie potrafiłem sobie odmówić tej z lekka perwersyjnej przyjemności.
                                                  Po drugie, w jedzeniu kupy już nie ma co legalizować, bo nikt ci tego nie
                                                  zabrania. A rozmawiamy przecież nie o legalizacji homoseksualizmu, bo jest on
                                                  legalny, lecz o usankcjonowaniu przez prawo związków homoseksualnych. Dlatego
                                                  twoje porównanie jest złe. Bo co więcej można zrobić ze zjedzonym gównem?

                                                  > No cóż, ja też. Jest to czystsze, pozbawione dosłowności.

                                                  Ej, nie czaruj. Po prostu nie czujesz wstrętu do homoseksualizmu jako całości
                                                  (idei, zboczenia, orientacji itp.), ale wyłącznie do dwóch rozciamkanych
                                                  facetów. A więc moje na wierzchu - to kwestia estetyki, a nie - ideologii.

                                                  > Czyj wstręt, mój?

                                                  Twój, mój, nasz.
                                                  • xiazeluka Re: apendiks 30.05.03, 12:07
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Dopóki nikt nie wjeżdża mi w dupę swoim maluchem,
                                                    > to może nawet nazywać go sobie Land Roverem i twierdzić, że to jeżdżący
                                                    > toster.

                                                    Obiektywnie nie ma to jednak znaczenia - samochochód nie jest tosterem.

                                                    > Jeśli spowodujesz wypadek samochodowy, to nie ma znaczenia, jakim
                                                    > samochodem, bo urwana noga poszkodowanego jest urwaną nogą, a nie kwestią
                                                    > definicji.

                                                    Zauważyłeś, że właśnie potwierdzasz niniejszym moją "kulawą" analogię?

                                                    > Po pierwsze, każdy lekarz ci powie, że dieta oparta na gównie jest
                                                    > szkodliwa dla zdrowia.

                                                    Błąd. Ja nie pisałem o diecie, tylko o sporadycznym zaspokajaniu popędu.

                                                    > Nie wspominając już o
                                                    > estetyce. Chciałbyś pracować z facetem, który na lunch zamawia kupę?

                                                    A chciałbyś pracować z facetem, który codziennie wali swego kochasia w otwór, z
                                                    którego tamtemu wylatuje kupa?

                                                    > Pomyśl o
                                                    > oddechu z jego ust. Wiem, że rozszerzyłem zakres twojej wypowiedzi, ale jakoś
                                                    > nie potrafiłem sobie odmówić tej z lekka perwersyjnej przyjemności.

                                                    Proszę uprzejmie, choć całkowicie minąłeś się z podniesiona przeze mnie kwestią.

                                                    > Po drugie, w jedzeniu kupy już nie ma co legalizować, bo nikt ci tego nie
                                                    > zabrania.

                                                    Wcale nie! Istnieją paragrafy zakazujące odbywania stosunków seksualnych w
                                                    miejscach publicznych, obnażania się, zachowania nieobyczajnego itd. Zjadanie
                                                    kupy w południe na Marszałkowskiej nie skończyłoby się tylko pawiami
                                                    przechodniów.

                                                    > Dlatego
                                                    > twoje porównanie jest złe. Bo co więcej można zrobić ze zjedzonym gównem?

                                                    Jak to co? Zażądać swobody odbywania takich praktyk, uznania ich za
                                                    kolejną "orientację seksualną" czy zakazu dyskryminacji. Dlaczego zjadacze
                                                    gówien mają się ukrywać po domach?

                                                    > Ej, nie czaruj. Po prostu nie czujesz wstrętu do homoseksualizmu jako całości
                                                    > (idei, zboczenia, orientacji itp.), ale wyłącznie do dwóch rozciamkanych
                                                    > facetów. A więc moje na wierzchu - to kwestia estetyki, a nie - ideologii.

                                                    Nie jest na wierzchu - pomyliłeś estetykę z ideologią. Uwielbiam pisarstwo
                                                    Wilde'a, ale brzydzę się jego homoseksualizmem; śmiałem się wczoraj z kilku
                                                    dowcipów filmu "Fałszywy senator", ale wstręt mnie brał z powodu wyjątkowo
                                                    stężonego politpoprawnego jadu wyciekającego z kolejnych scen; lubię twórczość
                                                    Pasoliniego, ale drażnią mnie jego komunistyczne poglądy polityczne, które z
                                                    pasją zwalczam i tak dalej. W skrócie - powieszę w swoim domu na ścianie obraz
                                                    ulubionego malarza-komunisty, ale nie wpuszczę go samego do środka, ponieważ
                                                    czerwoni to złodzieje i mordercy. Rozumiemy się?

                                                    > Twój, mój, nasz.

                                                    Na Twój i ich nie mam wpływu.
                                                  • mr_watchman Re: apendiks 30.05.03, 12:48
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Obiektywnie nie ma to jednak znaczenia - samochochód nie jest tosterem.

                                                    A czym różni się związek homo od związku hetero? Poza niemożnością posiadania
                                                    dzieci (co jednocześnie wyklucza niepłodne rodziny hetero).

                                                    > Zauważyłeś, że właśnie potwierdzasz niniejszym moją "kulawą" analogię?

                                                    Nie, tym samym wykazałem ci, że istotne jest to, czy swoim zachowaniem czynisz
                                                    komuś krzywdę, czy nie.

                                                    > A chciałbyś pracować z facetem, który codziennie wali swego kochasia w
                                                    > otwór, z którego tamtemu wylatuje kupa?

                                                    Nie ma problemu, o ile nie robi tego przy mnie. Tak jak nie chciałbym słuchać
                                                    jego opowieści, jak to czasem posuwa w odbyt swoją żonę.

                                                    > Wcale nie! Istnieją paragrafy zakazujące odbywania stosunków seksualnych w
                                                    > miejscach publicznych, obnażania się, zachowania nieobyczajnego itd.
                                                    > Zjadanie kupy w południe na Marszałkowskiej nie skończyłoby się tylko
                                                    > pawiami przechodniów.

                                                    Tak, ale to wszystko wynika z naruszenia tabu intymności (bo obnażać się może
                                                    i homo, i hetero). Zastanawiam się nad prawnym aspektem jedzenia kupy w
                                                    miejscu publicznym. Daj mi trochę czasu do namysłu.

                                                    > Jak to co? Zażądać swobody odbywania takich praktyk, uznania ich za
                                                    > kolejną "orientację seksualną" czy zakazu dyskryminacji. Dlaczego zjadacze
                                                    > gówien mają się ukrywać po domach?

                                                    Jak wyżej. Ale zwróć uwagę, że ja nie twierdzę, że homiki mają uprawiać seks
                                                    publicznie. Jestem przeciwny publicznie odbywanemu stosunkowi, bez względu na
                                                    to, kto z kim i jak.

                                                    > Nie jest na wierzchu - pomyliłeś estetykę z ideologią. Uwielbiam pisarstwo
                                                    > Wilde'a, ale brzydzę się jego homoseksualizmem; śmiałem się wczoraj z kilku
                                                    > dowcipów filmu "Fałszywy senator", ale wstręt mnie brał z powodu wyjątkowo
                                                    > stężonego politpoprawnego jadu wyciekającego z kolejnych scen; lubię
                                                    > twórczość Pasoliniego, ale drażnią mnie jego komunistyczne poglądy
                                                    > polityczne, które z pasją zwalczam i tak dalej. W skrócie - powieszę w swoim
                                                    > domu na ścianie obraz ulubionego malarza-komunisty, ale nie wpuszczę go
                                                    > samego do środka, ponieważ czerwoni to złodzieje i mordercy. Rozumiemy się?

                                                    Wszystko to rozumiem i podzielam tę opinię. Dlatego nie wypytuję ludzi, czy
                                                    aby nie są homoseksualistami i czy nie boli ich odbytnica. To ich prywatna
                                                    sprawa. Jeśli czują się z tym szczęśliwi, to co mnie do tego?

                                                    > Na Twój i ich nie mam wpływu.

                                                    Dlatego poczucie wstrętu trudno uznać za argument na rzecz albo przeciw
                                                    legalizacji związków homo.
                                                  • xiazeluka Re: apendiks 30.05.03, 13:58
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > A czym różni się związek homo od związku hetero? Poza niemożnością posiadania
                                                    > dzieci (co jednocześnie wyklucza niepłodne rodziny hetero).

                                                    Różnica bardzo zasadnicza. Bo co to jest właściwie związek dwóch facetów? Albo
                                                    w ogóle dwojga ludzi? Pobędą ze sobą i się rozstaną, nie mają wszak wobec
                                                    siebie żadnych zobowiązań.

                                                    > Nie, tym samym wykazałem ci, że istotne jest to, czy swoim zachowaniem
                                                    czynisz komuś krzywdę, czy nie.

                                                    Błąd. Dowodziłem, że aby zapakować do zbioru ogólnego zboczenia/samochody nie
                                                    ma potrzeby rozstrząsania, która dewiacja/samochód stosuje taką czy inną
                                                    technikę/ma takie czy inne osiągi.

                                                    > Nie ma problemu, o ile nie robi tego przy mnie. Tak jak nie chciałbym słuchać
                                                    > jego opowieści, jak to czasem posuwa w odbyt swoją żonę.

                                                    Czasem a codziennie - zwróć łaskawie na to uwagę. Zjadacz kupy również nie robi
                                                    tego przy Tobie, a kto wie, może nawet popija ją francuskimi perfumami, zatem
                                                    pachnie lepiej od eleganckiego pedała.

                                                    > Jeśli czują się z tym szczęśliwi, to co mnie do tego?

                                                    Zatem kwestia rzekomej sprzeczności została wyjaśniona?

                                                    > Dlatego poczucie wstrętu trudno uznać za argument na rzecz albo przeciw
                                                    > legalizacji związków homo.

                                                    Pisąłem o swoim subiektywnym wstręcie do pedalstwa (i mniejszym do lesb), ale
                                                    nie używałem go jako decydujący odnośnie legalizacji. Tutaj istotniejszą sprawą
                                                    są kwestie higieniczno-medyczne, a propagowanie tego typu seksu jako
                                                    podstawowego czyni szkodę umysłom młodzieży.
                                                  • mr_watchman Re: apendiks 02.06.03, 09:57
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Różnica bardzo zasadnicza. Bo co to jest właściwie związek dwóch facetów?
                                                    > Albo w ogóle dwojga ludzi? Pobędą ze sobą i się rozstaną, nie mają wszak
                                                    > wobec siebie żadnych zobowiązań.

                                                    Po to właśnie jest małżeństwo - aby scementować związek i nadać mu jako takiej
                                                    trwałości. Argumentując, że można się rozwieść, stawia się znak zapytania
                                                    wobec sensu małżeństwa w ogóle.

                                                    > Błąd. Dowodziłem, że aby zapakować do zbioru ogólnego zboczenia/samochody
                                                    > nie ma potrzeby rozstrząsania, która dewiacja/samochód stosuje taką czy inną
                                                    > technikę/ma takie czy inne osiągi.

                                                    Tak, i dokładnie z tych samych przyczyn nikt nie dopuści do ruchu pojazdu
                                                    uzbrojonego w piły tarczowe, karabin maszynowy i wyrzutnię rakiet. Bo taki
                                                    pojazd już na dzień dobry stwarza zagrożenie. To jest mój tok rozumowania.
                                                    Odrzucić to co niebezpieczne (np. pedofilię) i nie stawiać tamy temu co
                                                    nieszkodliwe (np. homoseksualizm). I mogę zgodzić się, że związek homo ma się
                                                    tak do związku hetero jak maluch do mercedesa, ale są ludzie, którzy wolą
                                                    malucha.

                                                    > Czasem a codziennie - zwróć łaskawie na to uwagę. Zjadacz kupy również nie
                                                    > robi tego przy Tobie, a kto wie, może nawet popija ją francuskimi perfumami,
                                                    > zatem pachnie lepiej od eleganckiego pedała.

                                                    Więc gdzie tu jest moja szkoda, gdzie moja krzywda? Wielu homo ubiera się
                                                    bardziej elegancko niż panowie hetero, ale to nadal nie jest sedno sprawy.

                                                    > Zatem kwestia rzekomej sprzeczności została wyjaśniona?

                                                    Wybacz, ale zapomniałem w czym rzecz, to znaczy - co było z czym sprzeczne.

                                                    > Pisąłem o swoim subiektywnym wstręcie do pedalstwa (i mniejszym do lesb),
                                                    > ale nie używałem go jako decydujący odnośnie legalizacji. Tutaj istotniejszą
                                                    > sprawą są kwestie higieniczno-medyczne, a propagowanie tego typu seksu jako
                                                    > podstawowego czyni szkodę umysłom młodzieży.

                                                    Wiesz, akurat kwestio higieniczno-medyczne seksu homo to też nie twoje
                                                    zmartwienie. Co do młodzieży - nikt nie mówi o propagowaniu seksu homo jako
                                                    podstawowego i mam nadzieję, że nauczyciele biologii wytłumaczą dzieciom, że
                                                    do tanga trzeba dwojga, a nie - dwóch. Chyba nie sądzisz, że legalizacja
                                                    związków homo sprawi, że nagle wszyscy młodzi ludzie zapragną odrobiny
                                                    dekadencji w swoim życiu i zaczną umawiać się na randki homo?
                                                  • xiazeluka Re: apendiks 02.06.03, 10:44
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Po to właśnie jest małżeństwo - aby scementować związek i nadać mu jako
                                                    takiej
                                                    > trwałości. Argumentując, że można się rozwieść, stawia się znak zapytania
                                                    > wobec sensu małżeństwa w ogóle.

                                                    Najlepiej cementuje związek posiadanie dzieci, czyli rzecz iedostępna pedałom.
                                                    A propos, podobno związki ciot są bardzo nietrwałe.

                                                    > Tak, i dokładnie z tych samych przyczyn nikt nie dopuści do ruchu pojazdu
                                                    > uzbrojonego w piły tarczowe, karabin maszynowy i wyrzutnię rakiet. Bo taki
                                                    > pojazd już na dzień dobry stwarza zagrożenie.

                                                    Ejże! I to pisze zwolennik wolnego rynku?! Zagrożeniem nie jest pojazd z
                                                    piłami, ale kierujący nim człowiek! Tak samo pistolet sam w sobie to po prostu
                                                    kawał żelastwa, groźny się robi dopiero w dłoniach człowieka. Do ruchu to można
                                                    nie dopuścić auta bez układu hamulcowego...

                                                    > Odrzucić to co niebezpieczne (np. pedofilię) i nie stawiać tamy temu co
                                                    > nieszkodliwe (np. homoseksualizm).

                                                    Dlatego nie mam nic przeciwko, by pedały się pedaliły. Przeciwny jestem
                                                    formalnemu uznaniu ich związków - i to głównie z powodu nieuchronnych następstw
                                                    (adopcja).

                                                    > Więc gdzie tu jest moja szkoda, gdzie moja krzywda? Wielu homo ubiera się
                                                    > bardziej elegancko niż panowie hetero, ale to nadal nie jest sedno sprawy.

                                                    Owszem, ale to Tobie robiło to różnicę.

                                                    > Wiesz, akurat kwestio higieniczno-medyczne seksu homo to też nie twoje
                                                    > zmartwienie.

                                                    Bezpośrednio może i nie, ale z chwilą legalizacji i rozpowszechnienia tych
                                                    zachowań to już tak. Nie życzę sobie, by moje dzieci wysłuchiwały w szkole
                                                    bredni na temat odmiennych "orientacji seksualnych", czyli politpoprawnej
                                                    wersji normalnego życia płciowego.

                                                    > Co do młodzieży - nikt nie mówi o propagowaniu seksu homo jako
                                                    > podstawowego i mam nadzieję, że nauczyciele biologii wytłumaczą dzieciom, że
                                                    > do tanga trzeba dwojga, a nie - dwóch.

                                                    Podstawowego na razie nie, ale równoprawnego - tak.

                                                    > Chyba nie sądzisz, że legalizacja
                                                    > związków homo sprawi, że nagle wszyscy młodzi ludzie zapragną odrobiny
                                                    > dekadencji w swoim życiu i zaczną umawiać się na randki homo?

                                                    Owszem, tak myślę. To, co jest wstydliwe (np. sikanie na przystanku
                                                    autobusowym) często odstrasza, to, co jest dozwolone, staje się rutyną (jakby
                                                    było wolno lać pod wiatami MZA, to by się lało bez żenady). Po drugie - często
                                                    homosiem stają się ludzie, którzy poddają się modzie, wpływowi, snobizmowi czy
                                                    co tam. Natura pedalstwo nie jest wyjaśniona, ale wątpić należy, czy jest to
                                                    przypadłość genetyczna.
                                                  • mr_watchman Re: apendiks 02.06.03, 11:54
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Najlepiej cementuje związek posiadanie dzieci, czyli rzecz iedostępna
                                                    > pedałom.

                                                    Ale jakoś bezdzietne małżeństwa też bywają scementowanie, nierzadko - lepiej
                                                    od tych dzietnych. Kolejny raz mam wrażenie, że stawiasz prokreację na
                                                    piedestale jedynie słusznej racji.

                                                    > A propos, podobno związki ciot są bardzo nietrwałe.

                                                    Te nieformalne, jak rozumiem, bo innych nie ma. A nietrwałe są w porównaniu do
                                                    czego - małżeństw czy konkubinatów? No i weź pod uwagę, że dwoje ludzi
                                                    żyjących bez ślubu razem nie wzbudza większych sensacji, a dwóm facetom każdy
                                                    chce wejść do łóżka i wytłumaczyć, że to, co robią, jest fe i bzidal.

                                                    > Ejże! I to pisze zwolennik wolnego rynku?! Zagrożeniem nie jest pojazd z
                                                    > piłami, ale kierujący nim człowiek! Tak samo pistolet sam w sobie to po
                                                    > prostu kawał żelastwa, groźny się robi dopiero w dłoniach człowieka. Do
                                                    > ruchu to można nie dopuścić auta bez układu hamulcowego...

                                                    I tym samym wracamy do początku - pedofil zawsze jest groźny bez wględu na to,
                                                    czy sam ma swoje dzieci, czy jest stary lub czy jest homo. Dlatego uważam, że
                                                    słusznie pedofilia jest przestępstwem, a homoseksualizm - nie. Możesz wygłosić
                                                    mi wykład, jak obrzydliwe są to zboczenia, ale dla mnie istotne są ich różne
                                                    skutki dla innych ludzi.

                                                    > Dlatego nie mam nic przeciwko, by pedały się pedaliły. Przeciwny jestem
                                                    > formalnemu uznaniu ich związków - i to głównie z powodu nieuchronnych
                                                    > następstw (adopcja).

                                                    Nie wiem, czy prawo do adpocji jest nieuchronnym następstwem.

                                                    > Owszem, ale to Tobie robiło to różnicę.

                                                    Mnie? Oj, chyba się gdzieś nie zrozumieliśmy.

                                                    > Bezpośrednio może i nie, ale z chwilą legalizacji i rozpowszechnienia tych
                                                    > zachowań to już tak. Nie życzę sobie, by moje dzieci wysłuchiwały w szkole
                                                    > bredni na temat odmiennych "orientacji seksualnych", czyli politpoprawnej
                                                    > wersji normalnego życia płciowego.

                                                    Ale tu już dotykasz kwestii edukacji, a nie - związków homo samych w sobie.
                                                    Dla mnie oczywiste jest, że szkoła powinna uczyć, że tylko seks hetero jest
                                                    prawdiłowym fizjologicznie związkiem ludzi (dla celów prokreacji), a
                                                    homoseksualizm - to jednak odejście od tej normy. Tyle że nieszkodliwe i
                                                    zupełnie niezależne od woli człowieka - dlatego aprobowane przez prawo.

                                                    > Podstawowego na razie nie, ale równoprawnego - tak.

                                                    Hm, więc może zdecyduj się na jedno z tych pojęć. Homoseksualizm siłą rzeczy
                                                    równoprawny być nie może, bo - jako się rzekło - z walenia w dupę dzieci nie
                                                    ma. Homikom pozostaje tylko szczęście partnerskie.

                                                    > Owszem, tak myślę. To, co jest wstydliwe (np. sikanie na przystanku
                                                    > autobusowym) często odstrasza, to, co jest dozwolone, staje się rutyną
                                                    > (jakby było wolno lać pod wiatami MZA, to by się lało bez żenady). Po
                                                    > drugie - często homosiem stają się ludzie, którzy poddają się modzie,
                                                    > wpływowi, snobizmowi czy co tam. Natura pedalstwo nie jest wyjaśniona, ale
                                                    > wątpić należy, czy jest to przypadłość genetyczna.

                                                    Oj, coś mi się zdaje, że to raczej zbiór twoich prywatnych obaw i lęków niż
                                                    prawda oparta na nauce. Bo jakby ci powiedzieć - ci, którzy są
                                                    homoseksualistami, wychowali się w rodzinach hetero i w kraju, który
                                                    homoseksualizm traktuje bardzo niechętnie. A mimo to owa "przypadłość" ich
                                                    dopadła.
                                                    Gdyby mechanizm, jaki opisujesz, był rzeczywiście taki prosty, to już dawno
                                                    bylibyśmy krajem perwersyjnych gwałcicieli - zgodnie z tym, co mówią
                                                    przeciwnicy pornografii.
                                                  • xiazeluka Re: apendiks 02.06.03, 13:04
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Ale jakoś bezdzietne małżeństwa też bywają scementowanie, nierzadko - lepiej
                                                    > od tych dzietnych. Kolejny raz mam wrażenie, że stawiasz prokreację na
                                                    > piedestale jedynie słusznej racji.

                                                    Po prostu masz problem z odróżnieniem małżeństwa od rodziny.

                                                    > Te nieformalne, jak rozumiem, bo innych nie ma. A nietrwałe są w porównaniu
                                                    do czego - małżeństw czy konkubinatów?

                                                    Małżeństw. Znasz jakieś badania, które określają długość trwania konkubinatu,
                                                    który w dodatku czasami jednak kończy się małżeństwem?

                                                    > No i weź pod uwagę, że dwoje ludzi
                                                    > żyjących bez ślubu razem nie wzbudza większych sensacji, a dwóm facetom każdy
                                                    > chce wejść do łóżka i wytłumaczyć, że to, co robią, jest fe i bzidal.

                                                    Pomyłka. Dwóm facetom nikt normalny nie chce wchodzić do łóżka, rzecz sprowadza
                                                    się jedynie do tego, by w tym łóżku pozostali.

                                                    > Dlatego uważam, że
                                                    > słusznie pedofilia jest przestępstwem, a homoseksualizm - nie.

                                                    Słusznie uważasz, ale kolejny raz przypomnę, że o to się nie spieramy.

                                                    > Nie wiem, czy prawo do adpocji jest nieuchronnym następstwem.

                                                    Oj, czyzbyś miał jeszcze jakieś wątpliwości? Daj czerwonym palec, to zażądają
                                                    dłoni.

                                                    > Ale tu już dotykasz kwestii edukacji, a nie - związków homo samych w sobie.

                                                    Cały czas wskazuję na konsekwencje.

                                                    > Homoseksualizm siłą rzeczy równoprawny być nie może

                                                    No, no, co to za homofobia?! Dyskryminacja? Brak tolerancji? (takie żale słyszę
                                                    zawsze od pedałów i ich adwokatów, kiedy osmielę się mieć wątpliwości co do
                                                    normalności tego zboczenia).

                                                    > Bo jakby ci powiedzieć - ci, którzy są
                                                    > homoseksualistami, wychowali się w rodzinach hetero i w kraju, który
                                                    > homoseksualizm traktuje bardzo niechętnie. A mimo to owa "przypadłość" ich
                                                    > dopadła.

                                                    No właśnie - trudno doszukać się obciążenia genetycznego, raczej podejrzane są
                                                    czynniki środowiskowe.

                                                    > Gdyby mechanizm, jaki opisujesz, był rzeczywiście taki prosty

                                                    A co jest. przepraszam, w tym opisie prostego? Napisałem wyraźnie - natura
                                                    pedalstwa nie jest poznana, jednak dopóki ktoś nie udowodni, iż człowiek nie ma
                                                    wpływu na swoje obiekty westchnień, każda hipoteza jest tak samo prawdopodobna.
                                                  • mr_watchman Re: apendiks 03.06.03, 10:08
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Po prostu masz problem z odróżnieniem małżeństwa od rodziny.

                                                    Być może. Dlatego mogę zaakceptować inne określenie dla związku homo,
                                                    zwłaszcza że patrzę na zagadnienie z prawnego punktu widzenia, a - jak już ci
                                                    mówiłem - określenie ustawowe może być dziwolągiem, a ludzie i tak będą
                                                    nazywać takie zwiąki jak im się zechce.

                                                    > Małżeństw. Znasz jakieś badania, które określają długość trwania
                                                    > konkubinatu, który w dodatku czasami jednak kończy się małżeństwem?

                                                    Właśnie dlatego uważam, że stwierdzenia o nietrwałości związków homo są trochę
                                                    pozbawione sensu. O trwałości małżeństw można dywagować chociażby na podstawie
                                                    danych z akt USC. Poza tym należy uwzględnić także to, jaki procent ogółu
                                                    dorosłego społeczeństwa stanowią homoseksualiści i wtedy próbować oceniać
                                                    trwałość ich związków w stosunku do związków hetero. A ja nawet nie wiem, czy
                                                    istnieją jakiekolwiek spisowe dane nt. ilości homików w Polsce.

                                                    > Pomyłka. Dwóm facetom nikt normalny nie chce wchodzić do łóżka, rzecz
                                                    > sprowadza się jedynie do tego, by w tym łóżku pozostali.

                                                    Chodziło mi o nacisk społeczny. Dwóch facetów homo żyjących razem jest
                                                    traktowanych jako dziwadła, co sprawia - jak przypuszczam - że wielu z nich w
                                                    jakiś sposób stara się ukryć swój związek.

                                                    > Słusznie uważasz, ale kolejny raz przypomnę, że o to się nie spieramy.

                                                    Częściowo - o to, bo dla mnie zagrożenie wobec otoczenia przesądza o celu i
                                                    sensie ewentualnych zabiegów prawnych.

                                                    > Oj, czyzbyś miał jeszcze jakieś wątpliwości? Daj czerwonym palec, to
                                                    > zażądają dłoni.

                                                    Okay, ale nadal nie jestem przekonany, że to takie oczywiste następstwo.
                                                    Niemniej, jest to poważny argument dla przeciwników legalizacji związków homo.

                                                    > Cały czas wskazuję na konsekwencje.

                                                    Które jednak nadal pozostają w sferze intelektualnych dywagacji, a nie faktów.

                                                    > No, no, co to za homofobia?! Dyskryminacja? Brak tolerancji? (takie żale
                                                    > słyszę zawsze od pedałów i ich adwokatów, kiedy osmielę się mieć wątpliwości
                                                    > co do normalności tego zboczenia).

                                                    No wiesz, mimo mojego poglądu na sprawę nie jestem idiotą i nie będę
                                                    ci "udowadniał", że jak Pan Bóg dopuści, to i z odbytu wypuści (chodzi mi
                                                    prokreację - dodaję na wypadek, gdyby moja poetyka okazała się nieczytelna).

                                                    > No właśnie - trudno doszukać się obciążenia genetycznego, raczej podejrzane
                                                    > są czynniki środowiskowe.

                                                    Szczerze mówiąc, ja o takich odkryciach naukowych nie słyszałem. Słyszałem za
                                                    to o sporach dotyczących przyczyn homoseksualizmu.

                                                    > A co jest. przepraszam, w tym opisie prostego? Napisałem wyraźnie - natura
                                                    > pedalstwa nie jest poznana, jednak dopóki ktoś nie udowodni, iż człowiek nie
                                                    > ma wpływu na swoje obiekty westchnień, każda hipoteza jest tak samo
                                                    > prawdopodobna.

                                                    Miałem na myśli zasugerowany przez ciebie mechanizm: legalizacja=aprobata=moda-
                                                    na-homoseksualizm. Uważam, że nie istnieją w przyrodzie i ludzkiej cywilizacji
                                                    zjawiska, których istnienie da się prosto wytłumaczyć jedną przyczyną
                                                    (zwłaszcza taką jednorodną).

                                                    PS. Nie sądzę, aby udało nam się dojść do porozumienia co do istoty sprawy.
                                                    Możemy sobie tylko powiedzieć "let's agree to disagree", niemniej cieszę się,
                                                    że mogłem porozmawiać z kimś o poglądach przeciwnych do moich bez konieczności
                                                    przerzucania się kurwami, chujami i kretynami, oraz bez konieczności czytania
                                                    wypowiedzi w rodzaju: "Ale ty jesteś popierdolony. Spierdalaj!". Niestety, tak
                                                    wygląda większość "dyskusji" na forum i zawsze wtedy zastanawiam się, czy po
                                                    drugiej stronie siedzi małpa, czy dresiarz z bejsbolem zamiast mózgu.
                                                  • xiazeluka Re: apendiks 03.06.03, 10:20
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Które jednak nadal pozostają w sferze intelektualnych dywagacji, a nie faktów.

                                                    No wiesz, wieszczenie w czerwcu 1939 r. wojny również mógłbyś uznać za
                                                    dywagacje. Każde opisanie następstwa można w ten sposób zlekceważyć. Czyżbyś
                                                    żył z sekundy na sekundę, bez zakładania sobie pewnych celów, które definiujesz
                                                    na podstawie posiadanej wiedzy?

                                                    > No wiesz, mimo mojego poglądu na sprawę nie jestem idiotą

                                                    Perfidia agresywnego pedalstwa polega nie na nazywaniu Cię idiotą, ale na
                                                    rzekomym braku toleracji.

                                                    > Uważam, że nie istnieją w przyrodzie i ludzkiej cywilizacji
                                                    > zjawiska, których istnienie da się prosto wytłumaczyć jedną przyczyną

                                                    Gdzie ja twierdziłem, że to jedyna przyczyna? Odwrotnie - wyraźnie pisałem o
                                                    różnych czynnikach.

                                                    > Możemy sobie tylko powiedzieć "let's agree to disagree", niemniej cieszę się,
                                                    > że mogłem porozmawiać z kimś o poglądach przeciwnych do moich bez
                                                    konieczności
                                                    > przerzucania się kurwami, chujami i kretynami, oraz bez konieczności czytania
                                                    > wypowiedzi w rodzaju: "Ale ty jesteś popierdolony. Spierdalaj!".

                                                    Również mnie było miło, przy czym zdaje się, że poza opinią na prawny aspekt
                                                    pedalstwa niewiele nasze poglądy się różnią.
                                                    Zamiast więc właściwego forumowym troglodytom "spierdalaj", zakończę naszą
                                                    pogawędkę normalnie:

                                                    Pozdrawiam,
                                                    xiazeluka
                                    • xiazeluka Re: Program idealnej partii 29.05.03, 14:08
                                      mr_watchman napisał:

                                      > Zmienia o tyle, że samo stwierdzenie zdrady małżeńskiej nie gwarantuje
                                      > szybkiego i łatwego uzyskania rozwodu.

                                      No nie, ja o generaliach, a ten znowu grzebie w detalach.

                                      > A więc owszem - stoi na przeszkodzie takiemu poszerzeniu jadłospisu pamięć o
                                      > zmarłym i uczucia jego rodziny. Ale nie właściwości smakowe. Mówiąc w
                                      skrócie - jedząc dziadka sprawiamy przykrość babci.

                                      Miałem na mysli nieco szerszy kontekst.

                                      > Super! A ja ci podałem przykład na to, że chcąc nie chcąc musisz nazywać
                                      > lodówkę lodówką, bez względu na jej faktycznie przeznaczenie.

                                      No więc! To samo dotyczy "małżeństwa" i "rodziny".

                                      > Tak samo jest z Kowalskim homoseksualistą - jest niemoralny, bo kradnie, a
                                      nie dlatego że robi laskę swojemu kochasiowi.

                                      Owszem. Tyle, że ja nie nazwałem Kowalskiego osobą nieetyczną, ale afirmowanie
                                      zboczeń.

                                      > Szkoda, bo zaprosiłbym cię do siebie. Mam niezły widok na akademik smile

                                      Hm... Rozważę tę propozycję.

                                      > Ale skoro nie interesuje cię, co oni robią, to co cię obchodzą ich
                                      > uprawnienia? Mnie nie interesuje, jak i kiedy uprawiają ze sobą seks inni
                                      > ludzie, więc nie widzę powodu, aby bronić im zakładania legalnych związków.

                                      Nie jest ważne, co konkretnie robią. Ważne jest to, że są dewiantami i z tego
                                      tytułu domagaja się legalizacji tych obleśnych związków.

                                      > A ja nadal nie widzę owego wpływu orientacji seksualnej na moralność.

                                      Zboczenia, a nie orientacji seksualnej (OS perfidny kamuflaż dewiacji). Jeżeli
                                      zboczenia nie mają wpływu na moralność, to znaczy, że i inne nie mają, nie
                                      tylko pedalstwo - pedofilia na przykład. Ją też określisz jako
                                      dyskryminowaną "orientację seksualną"? Wpływ, o który pytasz, wyjaśniałem już
                                      kilka razy, chociażby na przykładzie wykoślawiania znaczeń słów i pojęć.

                                      > Jeśli chodzi o małżeństwo,
                                      > uważam, że jego podstawą powinna byc miłość.

                                      Miłość nie wymaga formalistycznych zabiegów. Małżeństwo od strony jurystycznej
                                      to "regulowany przez prawo trwały związek kobiety i mężczyzny zawarty w celu
                                      wspólnego pożycia, wzajemnej pomocy i współdziałania dla dobra założonej
                                      rodziny, a zwłaszcza wychowania dzieci." Dlatego pary pedalskie nie wyczerpują
                                      znaczenia tego pojęcia. A miłość? Zwykle kocha się parę osób w życiu (z własną
                                      Matka będziesz się żenił???), ale chyba nie będziesz się upierał, że szkolna
                                      miłostka to wystarczający powód do brania ślubu?

                                      > Co to za moralność, dla której zagrożeniem jest dwóch migdalących się
                                      facetów? Współczuję ci takiej moralności, bo ona funta kłaków nie jest warta.

                                      Kradzieże kieszonkowe to uciążliwe przestępstwo, choć rzadko kosztowne dla
                                      ofiary - to co, może by je zalegalizować? Doliniarz kocha swą robotę i jest
                                      zadowolony, jak złowi frajera - zatem spełnia Twoje warunki ("miłość i dobre
                                      samopoczucie"). I nie powinieneś współczuć, ale zazdrościć - etyka oparta na
                                      byle czym, na hedonistycznym nihilizmie, bardziej godna jest współczucia.

                                      > Dlatego Policja Moralności powinna sprawdzać, czy pan mąż nie posuwa aby
                                      > przypadkiem pani żony w kakaowe oko. Bo wtedy jest już zboczenie (bo nie
                                      > prowadzi do prokreacji), więc trzeba ich oboje izolować od reszty zdrowego
                                      > społeczeństwa.

                                      Nonsens. Wyjaśnią to jeszcze raz: jadam sobie schabowe, ale od czasu do czasu
                                      spożyję również jakieś wegetariańskie paskudztwo dla urozmaicenia; jarosz jada
                                      tylko jakieś soje czy kiełki, mięsa nie biorąc do ust. Na tym samym polega
                                      różnica między hetero- a homoseksualizmem.

                                      > Nie, wiesz, nie zakumałem jednej rzeczy: dlaczego ponumerowałeś swoje punkty
                                      > 1, 2, 3, a nie: 10, -8, 0?

                                      Po to, aby było prosto. Najpierw ustala się podmiot sposru, a dopiero potem
                                      rozszczepia na 10, -8, 0.

                                      > Znowu prokreacja na piedestale jako
                                      > wyznacznik moralności. I znowu zapytam, co w tym moralnego, a ty znowu
                                      > napiszesz, że nic, tym samym odbierając samemu sobie argument. Brawo!

                                      No cóż, skoro wyciągasz absurdalne wnioski, to nic dziwnego, że zamiast wejść
                                      do środka krążysz dookoła domu. Pedalstwo godzi w instytucję rodziny i
                                      małżeństwa, które to związki mają na celu m.in. prokreację. Z tego powodu są
                                      zagrożeniem dla moralności, a nie dla prokreacji jako takiej! Sam przecież
                                      napisałeś, że nie każde małżeństwo jest dzietne.

                                      > PS. Zgodzę się z tobą, że soczysta wilgotna cipeczka jest naprawdę jedną z
                                      > piękniejszych rzeczy, jakiej można w życiu skosztować, ale czy jest moralna?

                                      Wątpię czy cipeczka albo ręka może być moralna lub nie.

                                      > Dla mnie nie jest zbożne. Jeśli uważasz, że rodzenie dzieci ma sens religijno-
                                      > geopolityczny, to współczuję twojej małżonce/konkubinie oraz waszym dzieciom.

                                      Zanim zaczniesz współczuć, dowiedz się lepiej, czy rodzenie dzieci ma dla mnie
                                      taki sens. Wiesz, polubiłem Cię i nie chciałbym, byś tak na dzień dobry
                                      wychodził na idiotę.

                                      > A co jest nienormalnego w jej związku?

                                      To, że język nie służy do robienia dzieci czy też w ogólności coitusa, ma
                                      jedynie znaczenie rozrywkowe.

                                      > Chyba że z przyczyn fizjologicznych jedno z małżonków jest niepłodne. I co -
                                      > staje się przez to niemoralne? Bo nienormalne na pewno.

                                      Poza prokreacją małżeństwo ma na celu stworzenie podstawowej komórki
                                      społecznej - rodziny. A rodzina to dzieci, które w razie niepłodności można
                                      adoptować.

                                      > Możesz, tyle że przy dziedziczeniu testamentowym pojawia się
                                      > instytucja zachowku,

                                      Czyli nie mogę.

                                      > że ludzie to siem dobrze czujom, jak majom
                                      > małrzenjstwo, bez wzglendu na to, czy ładujom w dupkę, czy w cipkę. A
                                      dlaczego
                                      > siem dobrze czujom, to chuj jeden wie. Tak jest skonstrułowana lucka psychika.

                                      Czy poza wyzywającym sybarytyzmem jest w powyższym oświadczeniu jakaś głębsza
                                      myśl? Ja się dobrze poczuję, kiedy na koncie będę miał 10 mln dol... ale to już
                                      chyba omawialiśmy, prawda? Ponownie proszę o nie obniżanie poziomu dyskusji
                                      kretyńskimi argumentami.

                                      > Wiesz, gdybym kiedyś od ciebie usłyszał, co jest moralnego w zapładnianiu, to
                                      > może zmieniłbym zdanie. Ale co ja poradzę, że szanowny pan nie radzi sobie z
                                      > własnymi argumentami?

                                      Szanowny Panie, kiedy wreszcie zada Pan sobie trud zrozumienia w całości o czym
                                      piszę, to wtedy łatwo dostrzeże Pan i argumenty i swoją na nie doprawdy
                                      niespotykaną odporność, dzięki czemu nie będę zmuszony traktować Pana jak
                                      mutację naszego cenionego bimiego. "Małżeństwo" to nie jest puste słowo, ono
                                      niesie pewną informację, której jakoś nie ma zamiaru Pan pojąć.

                                      > Nigdy nie pisałem, że małżeństwo to ceremonia.

                                      Pisałeś - a propos przysięgi małżeńskiej.

                                      > Rozumiem,
                                      > że mogę być dla ciebie wzorem rozumu, ale zgadzam się, że to wzór dla ciebie
                                      > niedościgły.

                                      Szanowny Pan znowu raczył zrozumieć moje proste zdania na opak, czym
                                      potwierdził swoje niewiarygodne zdolności do nie absorbowania niezbyt
                                      skomplikowanych informacji.

                                      > Mimo wszystko porównywanie pedofilii do homoseksualizmu jest nieuprawnione.

                                      Jest - jedno i drugie należy do zbioru "zboczenia płciowe".
                                      • mr_watchman Re: Program idealnej partii 29.05.03, 15:16
                                        xiazeluka napisał:

                                        > No nie, ja o generaliach, a ten znowu grzebie w detalach.

                                        Tyle że czasem trzeba znać owe detale, aby mówić o generaliach.

                                        > Miałem na mysli nieco szerszy kontekst.

                                        Rusza cię, kiedy jedzą nie twojego dziadka?

                                        > No więc! To samo dotyczy "małżeństwa" i "rodziny".

                                        Tak, tyle że pojęcie małżeństwa ma swoją definicją tzw. legalną w kodeksie
                                        rodzinnym i opiekuńczym. Jeśli napiszesz, że jest związek dwóch osób, a nie -
                                        mężczyzny i kobiety, siłą rzeczy zmienisz znaczenie tego słowa na gruncie
                                        prawnym. Co nie stoi na przeszkodzie temu, aby lud nadal nazywał małżeństwem
                                        jedynie związek hetero. Można też wprowadzić nową nazwę dla związków homo,
                                        np. "partnerstwo" albo jakoś równie idiotycznie.

                                        > Owszem. Tyle, że ja nie nazwałem Kowalskiego osobą nieetyczną, ale
                                        > afirmowanie zboczeń.

                                        I tu dochodzimy do sedna, bo dla mnie zboczenie, które jest niegroźne dla
                                        innych, może sobie istnieć. Jeśli komuś wystarcza wąchanie majtek, to jego
                                        problem.

                                        > Hm... Rozważę tę propozycję.

                                        Będzie super, zobaczysz.

                                        > Nie jest ważne, co konkretnie robią. Ważne jest to, że są dewiantami i z
                                        > tego tytułu domagaja się legalizacji tych obleśnych związków.

                                        Coraz bardziej odnoszę wrażenie, że za twoją niechęcią wobec legalizacji
                                        związków homo stoi po prostu obrzydzenie i wstręt.

                                        > Zboczenia, a nie orientacji seksualnej (OS perfidny kamuflaż dewiacji).
                                        > Jeżeli zboczenia nie mają wpływu na moralność, to znaczy, że i inne nie
                                        > mają, nie tylko pedalstwo - pedofilia na przykład. Ją też określisz jako
                                        > dyskryminowaną "orientację seksualną"? Wpływ, o który pytasz, wyjaśniałem
                                        > już kilka razy, chociażby na przykładzie wykoślawiania znaczeń słów i pojęć.

                                        Rany, facet! Dlaczego nie można raz ci czegoś powiedzieć? Owszem, zboczenie,
                                        ale w przeciwieństwie do pedofilii - niegroźne, co dla mnie ma znaczenie. Ale
                                        tobie jest pewnie wszystko jedno, czy ktoś jest groźny dla otoczenia, czy nie.

                                        > Miłość nie wymaga formalistycznych zabiegów. Małżeństwo od strony
                                        > jurystycznej to "regulowany przez prawo trwały związek kobiety i mężczyzny
                                        > zawarty w celu wspólnego pożycia, wzajemnej pomocy i współdziałania dla
                                        > dobra założonej rodziny, a zwłaszcza wychowania dzieci." Dlatego pary
                                        > pedalskie nie wyczerpują znaczenia tego pojęcia.

                                        Brawo, ale to definicja legalna, co próbowałem wytłumaczyć ci parę linijek
                                        wyżej.

                                        > A miłość? Zwykle kocha się parę osób w życiu (z własną Matka będziesz się
                                        > żenił???), ale chyba nie będziesz się upierał, że szkolna miłostka to
                                        > wystarczający powód do brania ślubu?

                                        Trochę to nie na temat. Pisząc "miłość" nie mam na myśli uczucia, jakie łączy
                                        brata i siostrę lub jakie łączy matkę i syna, ale tę szczególną namiętność
                                        opartą na popędzie seksualnym.
                                        Jak można z tobą rozmawiać o generaliach, skoro niczym bimi ciągle domagasz
                                        się doprecyzowania (a potem masz pretensje o nadmiar detali)?

                                        > Kradzieże kieszonkowe to uciążliwe przestępstwo, choć rzadko kosztowne dla
                                        > ofiary - to co, może by je zalegalizować? Doliniarz kocha swą robotę i jest
                                        > zadowolony, jak złowi frajera - zatem spełnia Twoje warunki ("miłość i dobre
                                        > samopoczucie"). I nie powinieneś współczuć, ale zazdrościć - etyka oparta na
                                        > byle czym, na hedonistycznym nihilizmie, bardziej godna jest współczucia.

                                        I znowu wraca stare. Dużo czy mało, ale ukradnie. Zagraża własności innych
                                        osób - o czym tu dywagować?

                                        > Nonsens. Wyjaśnią to jeszcze raz: jadam sobie schabowe, ale od czasu do
                                        > czasu spożyję również jakieś wegetariańskie paskudztwo dla urozmaicenia;
                                        > jarosz jada tylko jakieś soje czy kiełki, mięsa nie biorąc do ust. Na tym
                                        > samym polega różnica między hetero- a homoseksualizmem.

                                        I dlatego chcesz jaroszom zabronić ich diety? Bo twoja jest normalna?

                                        > No cóż, skoro wyciągasz absurdalne wnioski, to nic dziwnego, że zamiast
                                        > wejść do środka krążysz dookoła domu. Pedalstwo godzi w instytucję rodziny i
                                        > małżeństwa, które to związki mają na celu m.in. prokreację. Z tego powodu są
                                        > zagrożeniem dla moralności, a nie dla prokreacji jako takiej! Sam przecież
                                        > napisałeś, że nie każde małżeństwo jest dzietne.

                                        Niebiosa, litości! Błagam, wykaż związek pomiędzy moralnością a prokreacją! Bo
                                        jeśli piszesz, że pedalstwo godząc w prokreację zagraża moralności, to chyba
                                        związek między tymi pojęciami jakiś być musi.

                                        > Zanim zaczniesz współczuć, dowiedz się lepiej, czy rodzenie dzieci ma dla
                                        > mnie taki sens. Wiesz, polubiłem Cię i nie chciałbym, byś tak na dzień dobry
                                        > wychodził na idiotę.

                                        Może cię źle zrozumiałem, a może niepotrzebnie zeszliśmy na temat zagrożenia
                                        białej rasy. Tak czy owak - wróćmy do pedalstwa.

                                        > To, że język nie służy do robienia dzieci czy też w ogólności coitusa, ma
                                        > jedynie znaczenie rozrywkowe.

                                        Oj, a ja zawsze w duchu nazywałem to coitus oralis nie bacząc, czy to
                                        prawidłowa nazwa.

                                        > Poza prokreacją małżeństwo ma na celu stworzenie podstawowej komórki
                                        > społecznej - rodziny. A rodzina to dzieci, które w razie niepłodności można
                                        > adoptować.

                                        Wybacz, ale jestem uczulony na "podstawową komórkę społeczną". To jednak język
                                        rodem z PRL-u. Dla mnie rodzina jest nie po coś, ale jest odpowiedzią na
                                        wewnętrzną potrzebę człowieka, aby być razem. Zgadzam się - potrzebę
                                        ukształtowaną w toku ewolucji, którą homoseksualizm siłą rzeczy wyklucza. Ale
                                        cóż, okazuje się, że i wybryki natury mają czysto ludzkie potrzeby.

                                        > Czyli nie mogę.

                                        Co do zasady - możesz, ale to nie miejsce na wyjaśnianie takich szczegółów.

                                        > Czy poza wyzywającym sybarytyzmem jest w powyższym oświadczeniu jakaś
                                        > głębsza myśl? Ja się dobrze poczuję, kiedy na koncie będę miał 10 mln dol...
                                        > ale to już chyba omawialiśmy, prawda? Ponownie proszę o nie obniżanie
                                        > poziomu dyskusji kretyńskimi argumentami.

                                        Argument nie jest kretyński. Chodzi mi to, że bez względu na to, czy w dupkę,
                                        czy w cipkę, ludzie lubią żyć razem, jeśli się kochają. Ale naprawdę nie wiem
                                        dlaczego. Tak już jest skonstruowana ludzka psychika. Nawet taka za $10mln.

                                        > Szanowny Panie, kiedy wreszcie zada Pan sobie trud zrozumienia w całości o
                                        > czym piszę, to wtedy łatwo dostrzeże Pan i argumenty i swoją na nie doprawdy
                                        > niespotykaną odporność, dzięki czemu nie będę zmuszony traktować Pana jak
                                        > mutację naszego cenionego bimiego. "Małżeństwo" to nie jest puste słowo, ono
                                        > niesie pewną informację, której jakoś nie ma zamiaru Pan pojąć.

                                        O nazewnictwie jest już powyżej. To ciekawe, że obaj odwołujemy się do
                                        bimiego, jeśli chcemy być dla siebie złośliwi. Znasz go może osobiście?

                                        > Pisałeś - a propos przysięgi małżeńskiej.

                                        To, co nazywasz przysięgą małżeńską, to po prostu oświadczenie woli o
                                        wstąpieniu w związek małżeński. Jeśli oświadczenie nie doznawało wad, to
                                        późniejsze łajdactwo pana lub pani nie wpływa na jego ważność.

                                        > Szanowny Pan znowu raczył zrozumieć moje proste zdania na opak, czym
                                        > potwierdził swoje niewiarygodne zdolności do nie absorbowania niezbyt
                                        > skomplikowanych informacji.

                                        Mógłbym powiedzieć: "i vice versa", ale może kiedyś doczekam się wykładu nt.
                                        moralność a prokreacja, i pod wpływem siły zawartych w nim argumentów pochylę
                                        czoła przed Pleno Titulo rozmówcą.

                                        > Jest - jedno i drugie należy do zbioru "zboczenia płciowe".

                                        A jak napiszę, że jedno jest niegroźne, to stwierdzisz, że to bez znaczenia?
                                        • xiazeluka Re: Program idealnej partii 29.05.03, 16:09
                                          mr_watchman napisał:

                                          > Tyle że czasem trzeba znać owe detale, aby mówić o generaliach.

                                          Aby zdefiniować pedalstwo nie jest potrzebna wiedza, pod jakim kątem jedna
                                          ciota pakuje drugiej fallusa do odbytu.

                                          > Rusza cię, kiedy jedzą nie twojego dziadka?

                                          O, właśnie, w dobrym kierunku kombinujesz.

                                          > Można też wprowadzić nową nazwę dla związków homo,
                                          > np. "partnerstwo" albo jakoś równie idiotycznie.

                                          Nie jestem pewien - zgadzasz się czy spierasz?

                                          > I tu dochodzimy do sedna, bo dla mnie zboczenie, które jest niegroźne dla
                                          > innych, może sobie istnieć. Jeśli komuś wystarcza wąchanie majtek, to jego
                                          > problem.

                                          Istnieć tak, ale nie formalno-prawnie!

                                          > Coraz bardziej odnoszę wrażenie, że za twoją niechęcią wobec legalizacji
                                          > związków homo stoi po prostu obrzydzenie i wstręt.

                                          Mnie dwóch facetów w łóżku brzydzi - Ciebie nie?
                                          A dlaczego jestem przeciwny wyłozyłem jasno. Nie ma powodu, byś doszukiwał się
                                          czegoś więcej. Równie dobrze mógłbym zapytać, czy przyczyną Twojego braku
                                          sprzeciwu nie jest przypadkiem homoseksualizm.

                                          > Rany, facet! Dlaczego nie można raz ci czegoś powiedzieć? Owszem, zboczenie,
                                          > ale w przeciwieństwie do pedofilii - niegroźne, co dla mnie ma znaczenie. Ale
                                          > tobie jest pewnie wszystko jedno, czy ktoś jest groźny dla otoczenia, czy nie.

                                          Rany, facet! Dlaczego nie można raz ci czegoś powiedzieć? Zboczenie to
                                          zboczenie, nieważne czy groźne czy nie! Ale Tobie jest pewnie wszystko jedno,
                                          czy ktoś demoralizuje otoczenie czy nie.

                                          > Brawo, ale to definicja legalna, co próbowałem wytłumaczyć ci parę linijek
                                          > wyżej.

                                          A nielegalna to niby jak brzmi?

                                          > Jak można z tobą rozmawiać o generaliach, skoro niczym bimi ciągle domagasz
                                          > się doprecyzowania (a potem masz pretensje o nadmiar detali)?

                                          Nie miałem zamiaru precyzować, ale w ogóle podważyć tok Twojego rozumowania -
                                          miłość nie jest wystarczającym uzasadnieniem musu małżeństwa.

                                          > I znowu wraca stare. Dużo czy mało, ale ukradnie. Zagraża własności innych
                                          > osób - o czym tu dywagować?

                                          W takim razie może zechcesz określić ważkość swojego argumentu o "dobrym
                                          samopoczuciu" - ponieważ jak widać z powyższego przykładu nie stanowi
                                          wystarczającego uzasadnienia.

                                          > I dlatego chcesz jaroszom zabronić ich diety? Bo twoja jest normalna?

                                          A gdzieś Ty wyczytał w tym zdaniu wezwanie do przymusu??? To było jedynie
                                          obiektywne zobrazowanie różnicy między zabawami łóżkowymi hetero i homo na
                                          przykładzie różnic w upodobaniach kulinarnych. Skup się trochę.

                                          > Niebiosa, litości! Błagam, wykaż związek pomiędzy moralnością a prokreacją!

                                          Niebiosa, litości! Błagam, zrozum wreszcie, że nie sugureję, aby był!

                                          > Bo
                                          > jeśli piszesz, że pedalstwo godząc w prokreację zagraża moralności, to chyba
                                          > związek między tymi pojęciami jakiś być musi.

                                          Gdzie ja tak napisałem? Stwierdziłem, że godzi w instytucję małżeństwa i
                                          rodziny, rozkładając w ten sposób naturalne więzi społeczne, a nie że godzi
                                          bezpośrednio w rodzenie dzieci!

                                          > Wybacz, ale jestem uczulony na "podstawową komórkę społeczną".

                                          OK - "podstawowa grupa pierwotna". Lepiej?

                                          > Ale cóż, okazuje się, że i wybryki natury mają czysto ludzkie potrzeby.

                                          Małpa, kiedy założy na łeb cylinder, nie staje się przez to kominiarzem.

                                          > Chodzi mi to, że bez względu na to, czy w dupkę,
                                          > czy w cipkę, ludzie lubią żyć razem, jeśli się kochają.

                                          No i co z tego?

                                          > Znasz go może osobiście?

                                          Nie. I jakoś nie jest mi przykro z tego powodu.

                                          > A jak napiszę, że jedno jest niegroźne, to stwierdzisz, że to bez znaczenia?

                                          Stwierdzę wtedy, że nie poruszamy się w kręgu kryminalnym, ale moralnym.
                                          • mr_watchman Re: Program idealnej partii 29.05.03, 16:27
                                            xiazeluka napisał:

                                            > Aby zdefiniować pedalstwo nie jest potrzebna wiedza, pod jakim kątem jedna
                                            > ciota pakuje drugiej fallusa do odbytu.

                                            Rany, jeszcze parę takich soczystych opisów i zacznę nabierać pewnych
                                            podejrzeń.

                                            > O, właśnie, w dobrym kierunku kombinujesz.

                                            Ale to kwestia silnego tabu, które dotyczy czci osób zmarłych.

                                            > Nie jestem pewien - zgadzasz się czy spierasz?

                                            Spieram się o istotę, mogę się zgodzić co do szczegółów.

                                            > Istnieć tak, ale nie formalno-prawnie!

                                            A jak zapytam "czemu?", to powiesz, że z powodu zboczenia?

                                            > Mnie dwóch facetów w łóżku brzydzi - Ciebie nie?

                                            Też, ale co z tego? To nie mój problem, co facet robi z facetem.

                                            > A dlaczego jestem przeciwny wyłozyłem jasno. Nie ma powodu, byś doszukiwał
                                            > się czegoś więcej. Równie dobrze mógłbym zapytać, czy przyczyną Twojego
                                            > braku sprzeciwu nie jest przypadkiem homoseksualizm.

                                            Łeee, jaki brzydki i mało rzeczowy argument.

                                            > Rany, facet! Dlaczego nie można raz ci czegoś powiedzieć? Zboczenie to
                                            > zboczenie, nieważne czy groźne czy nie! Ale Tobie jest pewnie wszystko
                                            > jedno, czy ktoś demoralizuje otoczenie czy nie.

                                            I tu się dogadać nie możemy, bo dla mnie ważniejsze jest konkretne zagrożenie
                                            niż wydumana demoralizacja.

                                            > A nielegalna to niby jak brzmi?

                                            Nie wiem, sprawdź w słowniku. Definicja legalna to znaczy taka, która powstała
                                            na podstawie i dla potrzeb ustaw. W języku potocznym posiadać oznacza mieć na
                                            własność, ale w rozumieniu kc posiadanie to coś zupełnie innego niż własność.

                                            > Nie miałem zamiaru precyzować, ale w ogóle podważyć tok Twojego rozumowania -
                                            > miłość nie jest wystarczającym uzasadnieniem musu małżeństwa.

                                            Ja nie piszę o musie. Kto nie chce, niech się nie żeni. Po prostu uważam, że
                                            punktu widzenia psychologicznego miłość jest warunkiem sine qua non. Ale
                                            istnieją oczywiście małżeństwa z rozsądku. Nie zamierzam jednak z nimi walczyć.

                                            > W takim razie może zechcesz określić ważkość swojego argumentu o "dobrym
                                            > samopoczuciu" - ponieważ jak widać z powyższego przykładu nie stanowi
                                            > wystarczającego uzasadnienia.

                                            Jeszcze raz: 1. dobre samopoczucie złodzieja bierze się z tego, że krzywdzi on
                                            innych ludzi zabierając im ich własność; 2. dobre samopoczucie homo bierzez
                                            się z dobrowolnego bzyku z innym homo. Czujesz różnicę?

                                            > A gdzieś Ty wyczytał w tym zdaniu wezwanie do przymusu??? To było jedynie
                                            > obiektywne zobrazowanie różnicy między zabawami łóżkowymi hetero i homo na
                                            > przykładzie różnic w upodobaniach kulinarnych. Skup się trochę.

                                            Ale wnioski, drogi panie, wnioski! Jedz i pozwól jeść innym.

                                            > Niebiosa, litości! Błagam, zrozum wreszcie, że nie sugureję, aby był!

                                            Odpuszczam ci, bo nie wiesz, co czynisz.

                                            > Gdzie ja tak napisałem? Stwierdziłem, że godzi w instytucję małżeństwa i
                                            > rodziny, rozkładając w ten sposób naturalne więzi społeczne, a nie że godzi
                                            > bezpośrednio w rodzenie dzieci!

                                            ...czekam na wniosek - jak ma się powyższe do moralności, o której napisałeś
                                            poprzednio w kontekście godzenia w rodzinę.

                                            > OK - "podstawowa grupa pierwotna". Lepiej?

                                            Yyyyghhhrrrr... Moja mówić tak.

                                            > Małpa, kiedy założy na łeb cylinder, nie staje się przez to kominiarzem.

                                            Dlatego nie rozmawiamy o małpach, ale - o ludziach.

                                            > No i co z tego?

                                            Dlaczego bronić im szczęścia?

                                            > Nie. I jakoś nie jest mi przykro z tego powodu.

                                            Pytam powodowany fascynacją tym dziwolągiem.

                                            > Stwierdzę wtedy, że nie poruszamy się w kręgu kryminalnym, ale moralnym.

                                            I dla mnie owa kwestia kryminalna ma większe znaczenie niż moralna.
                                            • xiazeluka Re: Program idealnej partii 29.05.03, 16:43
                                              mr_watchman napisał:

                                              > Ale to kwestia silnego tabu, które dotyczy czci osób zmarłych.

                                              Nie, jednak skręciłeś na manowce.

                                              > A jak zapytam "czemu?", to powiesz, że z powodu zboczenia?

                                              Tak - przywileje nie są dla zachowań nie mających nic wspólnego z normalnością.
                                              Na przykład nie powinno się nagradzać plujących na trotuar.

                                              > Też, ale co z tego? To nie mój problem, co facet robi z facetem.

                                              Mój też nie - po prostu Ci odpowiadziałem.

                                              > I tu się dogadać nie możemy, bo dla mnie ważniejsze jest konkretne zagrożenie
                                              > niż wydumana demoralizacja.

                                              Podważanie podstaw rodziny i małżeństwa to pikuś?

                                              > W języku potocznym posiadać oznacza mieć na
                                              > własność, ale w rozumieniu kc posiadanie to coś zupełnie innego niż własność.

                                              Nie odsyłaj mnie do słowników, skoro sam nie wiesz.

                                              > Jeszcze raz: 1. dobre samopoczucie złodzieja bierze się z tego, że krzywdzi
                                              on innych ludzi zabierając im ich własność;

                                              Wcale nie. Złodziej ma dobre samopoczucie z powodu zdobycia cudzych dóbr,
                                              natomiast krzywdę ofiar ma gdzieś - inaczej by nie kradł. Dla pewnych ludzi
                                              niekryminaliści to frajerstwo, które można dowolnie obrabiać.

                                              2. dobre samopoczucie homo bierzez
                                              > się z dobrowolnego bzyku z innym homo. Czujesz różnicę?

                                              Ejże, przed chwilą coś pisałeś o miłości, a nie banalnym rżnięciu.

                                              > Ale wnioski, drogi panie, wnioski! Jedz i pozwól jeść innym.

                                              Nie sobie jedzą - tyle że SAMI nie chcą. Kumasz?

                                              > ...czekam na wniosek - jak ma się powyższe do moralności, o której napisałeś
                                              > poprzednio w kontekście godzenia w rodzinę.

                                              Rodzina to podstawa porządku moralnego.

                                              > Dlatego nie rozmawiamy o małpach, ale - o ludziach.

                                              Nie będę tłumaczył prostych analogii.

                                              > Dlaczego bronić im szczęścia?

                                              A komu ja coś bronię???

                                              > Pytam powodowany fascynacją tym dziwolągiem.

                                              No to odczucia mamy zblizone odnośnie tego czegoś.

                                              > I dla mnie owa kwestia kryminalna ma większe znaczenie niż moralna.

                                              Bez moralności nie sposób określić co jest czynem kryminalnym! Mam Cię.
                                              • mr_watchman Re: Program idealnej partii 30.05.03, 09:52
                                                xiazeluka napisał:

                                                > Nie, jednak skręciłeś na manowce.

                                                Więc skoro nie tabu i nie cześć zmarłych, to co stoi na przeszkodzie
                                                kanibalizmowi? Walory smakowe i odżywcze takiej diety?

                                                > Tak - przywileje nie są dla zachowań nie mających nic wspólnego z
                                                > normalnością. Na przykład nie powinno się nagradzać plujących na trotuar.

                                                Znowu wracamy do pojęcia "nagrody". Moim zdaniem nikt tu nikogo nie nagradza,
                                                ale sądzę, że w tej kwestii już się nie dogadamy.

                                                > Podważanie podstaw rodziny i małżeństwa to pikuś?

                                                Jasne, że pikuś. Małżeństwo i rodzina (w klasycznym rozumieniu hetero) i tak
                                                przetrwa, bo służy zachowaniu ciągłości gatunku. Przetrwa nawet, gdyby homo-
                                                spisek doprowadził do ich delegalizacji.

                                                > Nie odsyłaj mnie do słowników, skoro sam nie wiesz.

                                                Wyluzuj i nie bądź taki obrażalski. Wytłumaczyłem ci tylko, że to samo słowo
                                                może mieć inne znaczenie w języku potocznym (odsyłam do słownika), a inne - w
                                                języku prawnym (odsyłam do ustawy). I tak jest, nawet jeśli ci się to nie
                                                podoba.

                                                > Wcale nie. Złodziej ma dobre samopoczucie z powodu zdobycia cudzych dóbr,
                                                > natomiast krzywdę ofiar ma gdzieś - inaczej by nie kradł. Dla pewnych ludzi
                                                > niekryminaliści to frajerstwo, które można dowolnie obrabiać.

                                                Dobrze, zgoda. Ale nie zmienia to faktu, że okradzionemu dzieje się krzywda.
                                                Czy może sądzisz inaczej?

                                                > Ejże, przed chwilą coś pisałeś o miłości, a nie banalnym rżnięciu.

                                                Bo wybór pozostawiam zainteresowanym, czy dają w kakao z miłości, czy tylko
                                                kierowani chucią. To tak samo jak hetero. Zawsze bzykasz tylko te panienki,
                                                które kochasz na zabój całym sercem?

                                                > Nie sobie jedzą - tyle że SAMI nie chcą. Kumasz?

                                                Kumam, kumam. Dlatego nie patrzę ludziom w jadłospis. I nie wmuszam mięcha,
                                                jak go nie chcą. Ja wolę dobrego hamburgera niż jakieś syfiaste zielsko; i
                                                więcej nawet - ja mogę z tego powodu uważać się za normalniejszego niż
                                                wegetarianie. Tylko co z tego? Ja im nie przeszkadzam, ani oni - mnie.

                                                > Rodzina to podstawa porządku moralnego.

                                                No i wraca nasza kochana moralność. Nie zgadzam się z tobą. Ci przyjemni
                                                chłopcy w dresach wychowali się w rodzinach jak najbardziej hetero, ale chyba
                                                nie powiesz, że kierują się w życiu tą samą moralnością co ty.

                                                > A komu ja coś bronię???

                                                Bronisz im szczęścia płynącego z tworzenia aprobowanej przez państwo rodziny.
                                                Odpowiedz sobie na pytanie, po co chcesz (jeśli chcesz) się żenić? Żeby mieć
                                                dzieci? Do tego nie potrzeba ślubu, ale o tym chyba wiesz.

                                                > No to odczucia mamy zblizone odnośnie tego czegoś.

                                                No, tak w tym punkcie się zgadzamy. Co zabawniejsze, to, że z tobą ciężko mi
                                                się rozmawia, to komplement, boś wymagający przeciwnik, ale że z bimim także
                                                ciężko mi się "rozmawia", komplementem dla niego zdecydowanie już nie jest.

                                                > Bez moralności nie sposób określić co jest czynem kryminalnym! Mam Cię.

                                                Oj, radość przedwczesna, drogi panie! Zdrada małżeńska moralna nie jest. Ale
                                                nie jest też przestępstwem, tak jak nie jest przestępstwem okłamywanie
                                                przyjaciół czy rozgłaszanie wśród rodziny kompromitujących, aczkolwiek
                                                prawdziwych, wiadomości o swoim ojcu, np. że ma syfa i jest złodziejem.
                                                • xiazeluka Re: Program idealnej partii 30.05.03, 11:16
                                                  mr_watchman napisał:

                                                  > Więc skoro nie tabu i nie cześć zmarłych, to co stoi na przeszkodzie
                                                  > kanibalizmowi? Walory smakowe i odżywcze takiej diety?

                                                  Mój drogi, ja się właśnie o to pytam. Dlaczego - vide trzy posty wstecz.

                                                  > Znowu wracamy do pojęcia "nagrody". Moim zdaniem nikt tu nikogo nie nagradza,
                                                  > ale sądzę, że w tej kwestii już się nie dogadamy.

                                                  Wykoślawienie pojęcia i instytucji rodziny na korzyść dewiantów to
                                                  nagroda/przywilej/ułatwienie/bonus - nazwij to jak chcesz. Faktu nie zmienisz.

                                                  > Jasne, że pikuś. Małżeństwo i rodzina (w klasycznym rozumieniu hetero) i tak
                                                  > przetrwa, bo służy zachowaniu ciągłości gatunku. Przetrwa nawet, gdyby homo-
                                                  > spisek doprowadził do ich delegalizacji.

                                                  Nie o delegalizację mi chodzi, ale raczej demoralizację podstaw porządku
                                                  społecznego i to dlaczego? Bo pedały mają taki kaprys i są wspierani przez
                                                  politpoprawne media i szeregowych pożytecznych idiotów? Jeśli zalwegalizujesz
                                                  zboczeńcom związki, to następnym nieuchronnym krokiem będzie prawo do adopcji
                                                  dzieci, a to już granda - dziecko potrzebuje matki i ojca, a nie dwóch wujków.
                                                  Dopóki nie porzucisz patrzenia na odległość własnego nosa, to nie zrozumiesz
                                                  dalekosiężnych konsekwencji unormowania prawnego związków pedalskich na
                                                  początek. Potem swoich "praw" zażądają przedstawiciele innych dewiacji, a Ty
                                                  nie będziesz już miał żadnego argumentu przeciwko, ponieważ zaistniał precedens.

                                                  > Wyluzuj i nie bądź taki obrażalski. Wytłumaczyłem ci tylko, że to samo słowo
                                                  > może mieć inne znaczenie w języku potocznym (odsyłam do słownika), a inne - w
                                                  > języku prawnym (odsyłam do ustawy). I tak jest, nawet jeśli ci się to nie
                                                  > podoba.

                                                  Rodzina i małżeństwo w języku potocznym mają to samo znaczenie, tyle że
                                                  wyrażane mniej wyszukanie i tyle.

                                                  > Ale nie zmienia to faktu, że okradzionemu dzieje się krzywda.

                                                  Tak samo społeczeństwu stanie się krzywda, kiedy 5% grupka populacji przechwyci
                                                  prawo do nazywania swoich zboczonych związków małżeństwami. W tę stronę nie
                                                  patrzysz, prawda?

                                                  > Bo wybór pozostawiam zainteresowanym, czy dają w kakao z miłości, czy tylko
                                                  > kierowani chucią. To tak samo jak hetero. Zawsze bzykasz tylko te panienki,
                                                  > które kochasz na zabój całym sercem?

                                                  Gubisz chyba wątek - pisałem o miłości wiodącej do małżeństwa, a nie chuci.

                                                  > Ja wolę dobrego hamburgera niż jakieś syfiaste zielsko; i
                                                  > więcej nawet - ja mogę z tego powodu uważać się za normalniejszego niż
                                                  > wegetarianie. Tylko co z tego? Ja im nie przeszkadzam, ani oni - mnie.

                                                  Dobry przykład - zauważ, że jarosze swoje sojowe paskudztwa
                                                  nazywają "kotletami", podobnie pedały chcą się "żenić". Nie tworzą własnych
                                                  określeń na rzeczy nowe, ale próbują zawłaszczać pojęcia istniejące. Mnie to
                                                  przeszkadza - ja nie jestem konkurencją dla pedała jednego z drugim ani nie
                                                  pouczam wegetarian, jak należy lepić te ich sojowe wynalazki, tymczasem oni
                                                  nachalnie chcą mnie okraść z tradycyjnego znaczenia pewnych słów.

                                                  > No i wraca nasza kochana moralność. Nie zgadzam się z tobą. Ci przyjemni
                                                  > chłopcy w dresach wychowali się w rodzinach jak najbardziej hetero, ale chyba
                                                  > nie powiesz, że kierują się w życiu tą samą moralnością co ty.

                                                  I co z tego??? Gdzieś się musieli przecież wychować, a naiwnością graniczącą z
                                                  infantylnością jest przypuszczenie, że rodzina to zawsze i wszędzie stadło
                                                  idealne. Wszystko zależy od jakości człowieka, a nie stanu formalnego.

                                                  > Bronisz im szczęścia płynącego z tworzenia aprobowanej przez państwo rodziny.

                                                  Dwa pedały nie tworzą rodziny.

                                                  > Odpowiedz sobie na pytanie, po co chcesz (jeśli chcesz) się żenić? Żeby mieć
                                                  > dzieci? Do tego nie potrzeba ślubu, ale o tym chyba wiesz.

                                                  A dlaczego ludzie w ogóle się żenią? Dlaczego słońce świeci?

                                                  > No, tak w tym punkcie się zgadzamy. Co zabawniejsze, to, że z tobą ciężko mi
                                                  > się rozmawia, to komplement, boś wymagający przeciwnik, ale że z bimim także
                                                  > ciężko mi się "rozmawia", komplementem dla niego zdecydowanie już nie jest.

                                                  Mam identyczne odczucia.

                                                  > Zdrada małżeńska moralna nie jest.

                                                  Dłubanie w nosie w miejscu publicznym również.

                                                  > Ale
                                                  > nie jest też przestępstwem, tak jak nie jest przestępstwem okłamywanie
                                                  > przyjaciół czy rozgłaszanie wśród rodziny kompromitujących, aczkolwiek
                                                  > prawdziwych, wiadomości o swoim ojcu, np. że ma syfa i jest złodziejem.

                                                  Rozgłaszanie prawdziwych wieści chyba z definicji nie jest przestępstwem,
                                                  nieprawdaż?
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 30.05.03, 12:22
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Mój drogi, ja się właśnie o to pytam. Dlaczego - vide trzy posty wstecz.

                                                    Tośmy sze nie dogadaly, jak mawiają chłopaki z Pragi. Bo ja w pewnym momencie
                                                    przyznałem, że w istocie społeczne tabu obejmujące cześć zmarłych stoi na
                                                    przeszkodzie propagowaniu kanibalizmu. Jest to także przestępstwo
                                                    bezczeszczenia zwłok. To, co miałem na myśli, to, że poza owym tabu nic nie
                                                    stoi na przeszkodzie trupiemu menu.

                                                    > Wykoślawienie pojęcia i instytucji rodziny na korzyść dewiantów to
                                                    > nagroda/przywilej/ułatwienie/bonus - nazwij to jak chcesz. Faktu nie
                                                    > zmienisz.

                                                    Rzeczywiście, istnieje pewien problem nazewniczy, zwłaszcza w języku
                                                    potocznym. Ale nadal uważam, że nie zagraża to pozycji rodziny pro (od
                                                    prokreacji).

                                                    > Nie o delegalizację mi chodzi, ale raczej demoralizację podstaw porządku
                                                    > społecznego i to dlaczego? Bo pedały mają taki kaprys i są wspierani przez
                                                    > politpoprawne media i szeregowych pożytecznych idiotów? Jeśli
                                                    > zalwegalizujesz zboczeńcom związki, to następnym nieuchronnym krokiem będzie
                                                    > prawo do adopcji dzieci, a to już granda - dziecko potrzebuje matki i ojca,
                                                    > a nie dwóch wujków.

                                                    Nie, to nie jest następny krok. A co do adopcji - to rzeczywiście sprawa
                                                    delikatnie mówiąc - dyskusyjna. Ale jeśli chcemy i o tym pogadać, to lepiej
                                                    załóżmy osobny wątek, bo ten już pęka w szwach.

                                                    > Dopóki nie porzucisz patrzenia na odległość własnego nosa, to nie zrozumiesz
                                                    > dalekosiężnych konsekwencji unormowania prawnego związków pedalskich na
                                                    > początek. Potem swoich "praw" zażądają przedstawiciele innych dewiacji, a Ty
                                                    > nie będziesz już miał żadnego argumentu przeciwko, ponieważ zaistniał
                                                    > precedens.

                                                    Już ci tłumaczyłem - inne dewiacje szkodzą, np. pedofile szkodzą dzieciom.
                                                    Homiki homikują między swoimi.

                                                    > Rodzina i małżeństwo w języku potocznym mają to samo znaczenie, tyle że
                                                    > wyrażane mniej wyszukanie i tyle.

                                                    Okay, okay, okay. Ale ja ci mówię o zasadzie. Przyjmij to za pewnik - możesz
                                                    mówić sobie wzniośle o małżeństwie, ale w języku prawnym to po prostu związek
                                                    dwojga osób.

                                                    > Tak samo społeczeństwu stanie się krzywda, kiedy 5% grupka populacji
                                                    > przechwyci prawo do nazywania swoich zboczonych związków małżeństwami. W tę
                                                    > stronę nie patrzysz, prawda?

                                                    Nie, nie patrzę, bo jakoś nie widzę owej krzywdy.

                                                    > Gubisz chyba wątek - pisałem o miłości wiodącej do małżeństwa, a nie chuci.

                                                    Ja o tym samym. Love jest love, a że niektórzy muszą z tą samą płcią, to już
                                                    kwestia kierunku uczuć, a nie - ich jakości.

                                                    > Dobry przykład - zauważ, że jarosze swoje sojowe paskudztwa nazywają
                                                    > "kotletami", podobnie pedały chcą się "żenić".
                                                    > Nie tworzą własnych określeń na rzeczy nowe, ale próbują zawłaszczać pojęcia
                                                    > istniejące. Mnie to przeszkadza - ja nie jestem konkurencją dla pedała
                                                    > jednego z drugim ani nie pouczam wegetarian, jak należy lepić te ich sojowe
                                                    > wynalazki, tymczasem oni nachalnie chcą mnie okraść z tradycyjnego znaczenia
                                                    > pewnych słów.

                                                    Okay, jest pewna analogia. I przyznaję, że w kwestiach językowych masz trochę
                                                    silniejsze argumenty. Tyle że dla mnie to nadal bardziej kwestia nazewnictwa.
                                                    Może mnie śmieszyć wegetarianiec nazywający swoją papkę z gówna kotletem, ale
                                                    trudno - niech to żre i się udławi. Ale w sumie - nic mi do tego.

                                                    > I co z tego??? Gdzieś się musieli przecież wychować, a naiwnością graniczącą
                                                    > z infantylnością jest przypuszczenie, że rodzina to zawsze i wszędzie stadło
                                                    > idealne. Wszystko zależy od jakości człowieka, a nie stanu formalnego.

                                                    No właśnie. A ty niepotrzebnie stawiasz znak równości pomiędzy rodziną hetero
                                                    a moralnością. Uważam to za nadużycie.

                                                    > Dwa pedały nie tworzą rodziny.

                                                    To co tworzy dwóch facetów homo żyjących razem (seks, forsa itp.)?

                                                    > A dlaczego ludzie w ogóle się żenią? Dlaczego słońce świeci?

                                                    No właśnie ciebie pytam - po co się żenić? Chyba nie po to, aby robić dzieci,
                                                    bo w tym ślub nie pomoże. Więc po co? Chyba tylko dla przyjemności.

                                                    > Dłubanie w nosie w miejscu publicznym również.

                                                    Nie chodzi mi o to, aby licytować się naszą znajomością zagadnień moralności.
                                                    Chciałem ci tylko wykazać, że moralność nie zawsze idzie w parze z prawem. I
                                                    nie musi przesądzać o ty, co jest, a co nie jest przestępstwem.
                                                    Poza tym, dłubanie w nosie to kwestia kultury, a nie - moralności.

                                                    > Rozgłaszanie prawdziwych wieści chyba z definicji nie jest przestępstwem,
                                                    > nieprawdaż?

                                                    Może nim być. Jeśli publicznie rozgłaszasz o kimś prawdziwe informacje
                                                    zniesławiające tę osobę, to aby uniknąć kary, musisz wykazać, że robiłeś to
                                                    dla dobra interesu społecznego albo w celu ochorny życia/zdrowia. Inaczej -
                                                    odsiadka.
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 30.05.03, 12:47
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Rzeczywiście, istnieje pewien problem nazewniczy, zwłaszcza w języku
                                                    > potocznym. Ale nadal uważam, że nie zagraża to pozycji rodziny pro (od
                                                    > prokreacji).

                                                    A ja uważam przeciwnie - popatrz, jaką karierę robi słówko "gej", które
                                                    przeinacza emocjonalny ładunek "homoseksualisty".

                                                    > Nie, to nie jest następny krok.

                                                    Jest, popatrz co się wyprawia w Holandii.

                                                    > Ale jeśli chcemy i o tym pogadać, to lepiej
                                                    > załóżmy osobny wątek, bo ten już pęka w szwach.

                                                    Ten w zasadzie się już wypala, gdyż gadamy w kółko to samo.

                                                    > Już ci tłumaczyłem - inne dewiacje szkodzą, np. pedofile szkodzą dzieciom.

                                                    Komu szkodzą zjadacze gówna czy ekshibicjoniści?

                                                    > Ale ja ci mówię o zasadzie. Przyjmij to za pewnik - możesz
                                                    > mówić sobie wzniośle o małżeństwie, ale w języku prawnym to po prostu związek
                                                    > dwojga osób.

                                                    ...różnej płci, dodajmy.

                                                    > Nie, nie patrzę, bo jakoś nie widzę owej krzywdy.

                                                    Mnie to krzywdzi. Obraz się wyostrzył?

                                                    > Ja o tym samym. Love jest love, a że niektórzy muszą z tą samą płcią, to już
                                                    > kwestia kierunku uczuć, a nie - ich jakości.

                                                    Przymus ukierunkowany na tę sama płeć nie ma ic wspólnego z uczuciami, podobnie
                                                    zresztą jak u hetero. To popęd, a nie miłość.

                                                    > Tyle że dla mnie to nadal bardziej kwestia nazewnictwa.

                                                    Nazewnictwo związane jest np. z symboliką - uważasz, że zamiana "Polski"
                                                    na "Rzeszę" nie ma innego znaczenia poza semantyką?

                                                    > Może mnie śmieszyć wegetarianiec nazywający swoją papkę z gówna kotletem, ale
                                                    > trudno - niech to żre i się udławi. Ale w sumie - nic mi do tego.

                                                    Otóż to - więc niech i on się odczepi od mojego kotleta mielonego. Niech się
                                                    dławi np. sojoletem.

                                                    > No właśnie. A ty niepotrzebnie stawiasz znak równości pomiędzy rodziną hetero
                                                    > a moralnością. Uważam to za nadużycie.

                                                    Nie stawiam takiego znaku między innymi z przytoczonego przez siebie przykładu -
                                                    pisałem o tym wyraźnie.

                                                    > To co tworzy dwóch facetów homo żyjących razem (seks, forsa itp.)?

                                                    Nie wiem co, ale na pewno nie rodzinę - rodzina to małżonkowie i ich dzieci.

                                                    > No właśnie ciebie pytam - po co się żenić? Chyba nie po to, aby robić dzieci,
                                                    > bo w tym ślub nie pomoże. Więc po co? Chyba tylko dla przyjemności.

                                                    Przeciwnie - małżeństwo to ograniczenie własnej wolności, zatem o przyjemności
                                                    mowy być nie może. Śluby bierze się z różnych powodów, z których najważniejszy
                                                    to pragnienie założenia rodziny (czyli płodzenia dzieci). Dlaczego
                                                    najważniejszy? Ano dlatego, że dla innych celów wystarczałby konkubinat.

                                                    > Chciałem ci tylko wykazać, że moralność nie zawsze idzie w parze z prawem. I
                                                    > nie musi przesądzać o ty, co jest, a co nie jest przestępstwem.

                                                    To oczywiste - podłość nie jest kategorią karną, ale etyczną. Jednak nie
                                                    zmienia to zasadniczej tezy: to porządek moralny wyznacza paragrafy, a nie
                                                    odwrotnie.

                                                    > Poza tym, dłubanie w nosie to kwestia kultury, a nie - moralności.

                                                    Moralności również - wiercisz paluchem w nozdrzu np. w towarzystwie dzieci
                                                    przekazując im niewłaściwe wzorce czyli demoralizujesz.

                                                    > Może nim być. Jeśli publicznie rozgłaszasz o kimś prawdziwe informacje
                                                    > zniesławiające tę osobę, to aby uniknąć kary, musisz wykazać, że robiłeś to
                                                    > dla dobra interesu społecznego albo w celu ochorny życia/zdrowia. Inaczej -
                                                    > odsiadka.

                                                    Co to znaczy "prawdziwa informacja zniesławiająca"???? To wszak sprzeczność.
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 30.05.03, 13:30
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > A ja uważam przeciwnie - popatrz, jaką karierę robi słówko "gej", które
                                                    > przeinacza emocjonalny ładunek "homoseksualisty".

                                                    Powiem szczerze - nie widzę różnicy pomiędzy słowem "gej" a "homoseksualista".

                                                    > Jest, popatrz co się wyprawia w Holandii.

                                                    Co się wyprawia? Geje dzieci adoptują? A myślisz, że jakieś zakazy coś zmienią?

                                                    > Ten w zasadzie się już wypala, gdyż gadamy w kółko to samo.

                                                    Mógłbym być złośliwy i odpowiedzieć: "bo ty nie rozumiesz podstawowych pojęć",
                                                    ale nie zrobię tego.

                                                    > Komu szkodzą zjadacze gówna czy ekshibicjoniści?

                                                    Zjadacze gówna? Nikomu. Ekshibicjoniści - naruszają tabu związane z
                                                    intymnością człowieka (bez względu na to, czy pokazują cipkę czy siusiaka).

                                                    > ...różnej płci, dodajmy.

                                                    Dlatego napisałem "dwojga". Ale wracając do tematu - prawne znaczenie danego
                                                    słowa bardzo często różni się od potocznego. I nie zawsze potoczna tradycja
                                                    jężykowa jest właściwa w świetle obowiązującego ustawodawstwa (np. wszyscy
                                                    ludzie mówią o dzierżawie wieczystej, która nie istnieje).

                                                    > Mnie to krzywdzi. Obraz się wyostrzył?

                                                    A jak cię krzywdzi? Przychodzi pedał do twojego domu i wymachuje ci penisem
                                                    przed oczami?

                                                    > Przymus ukierunkowany na tę sama płeć nie ma ic wspólnego z uczuciami,
                                                    > podobnie zresztą jak u hetero. To popęd, a nie miłość.

                                                    W takim razie zdefiniuj "miłość", bo chyba mówimy o dwóch różnych sprawach.

                                                    > Nazewnictwo związane jest np. z symboliką - uważasz, że zamiana "Polski"
                                                    > na "Rzeszę" nie ma innego znaczenia poza semantyką?

                                                    Kiepski przykład, bo "Rzesza" odnosi się do pewnej ideologii i systemu
                                                    politycznego, a "Polska" to nazwa własna. A o ile mi wiadomo, "małżeństwo" nie
                                                    jest nazwą własną.

                                                    > Otóż to - więc niech i on się odczepi od mojego kotleta mielonego. Niech się
                                                    > dławi np. sojoletem.

                                                    I widzisz - dla mnie możecie żyć sobie obok siebie wychwalając, czyje żarcie
                                                    jest lepsze. Dopóki żaden z was nie zmusza mnie do brania waszego paskudztwa
                                                    do gęby, to życzę wam obu smacznego.

                                                    > Nie stawiam takiego znaku między innymi z przytoczonego przez siebie
                                                    > przykładu - pisałem o tym wyraźnie.

                                                    To dlaczego napisałeś: "Rodzina to podstawa porządku moralnego."? Jest związek
                                                    między rodziną a moralnością czy nie ma? Zdecyduj się.

                                                    > Nie wiem co, ale na pewno nie rodzinę - rodzina to małżonkowie i ich dzieci.

                                                    W przypadku małżeństw bezdzietnych albo osób samotnie wychowujących dziecko
                                                    mamy zatem do czynienia z potworkiem, który stanowi zamach na moralność. To
                                                    chcesz powiedzieć?

                                                    > Przeciwnie - małżeństwo to ograniczenie własnej wolności, zatem o
                                                    > przyjemności mowy być nie może. Śluby bierze się z różnych powodów, z
                                                    > których najważniejszy to pragnienie założenia rodziny (czyli płodzenia
                                                    > dzieci). Dlaczego najważniejszy? Ano dlatego, że dla innych celów
                                                    > wystarczałby konkubinat.

                                                    I znowu - bezdzietna para to żałosna parodia prawdziwej rodziny, tak?
                                                    I wskaż mi te cele, dla których bierze się ślub. Skoro nie przyjemność, i nie
                                                    dzieci, to co?

                                                    > To oczywiste - podłość nie jest kategorią karną, ale etyczną. Jednak nie
                                                    > zmienia to zasadniczej tezy: to porządek moralny wyznacza paragrafy, a nie
                                                    > odwrotnie.

                                                    Skoro tak, to niekaralność homoseksualizmu i karalność pedofilii, stanowią
                                                    jasną wskazówkę, że pierwsze jest moralne, a drugie - nie.

                                                    > Moralności również - wiercisz paluchem w nozdrzu np. w towarzystwie dzieci
                                                    > przekazując im niewłaściwe wzorce czyli demoralizujesz.

                                                    Wiesz, akurat w przypadku homoseksualistów zły przykład dla dzieci nie wchodzi
                                                    w grę. No i nadal uważam, że dłubanie w nosie to tylko kwestia kultury.

                                                    > Co to znaczy "prawdziwa informacja zniesławiająca"???? To wszak sprzeczność.

                                                    Nie. Kodeks mówi o rozgłaszaniu informacji, które mogą poniżyć daną osobę w
                                                    opinii publicznej albo narazić na utratę zaufania koniecznego do zajmowania
                                                    stanowiska itp. Innymi słowy - jeśli biskup ma syfa, a ty mówisz o tym w
                                                    radio, to musisz wykazać: 1. że biskup ma syfa; 2. że robisz to dla dobra
                                                    społecznego. Inaczej pójdziesz siedzieć.
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 30.05.03, 14:24
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Powiem szczerze - nie widzę różnicy pomiędzy słowem "gej" a "homoseksualista".

                                                    Była na tym Forum, dawno temu, dyskusja na ten temat - ja, luzer i ktoś tam
                                                    rozstrząsalismy tę kwestię. Może znajdziesz ten wątek w archiwum.

                                                    > Co się wyprawia? Geje dzieci adoptują? A myślisz, że jakieś zakazy coś
                                                    zmienią?

                                                    Zakazy czego - adoptowania dzieci przez pedałów? Nie należy tego zakazywać, ale
                                                    w ogóle nie dopuszczać takiej możliwości prawnej.

                                                    > Zjadacze gówna? Nikomu.

                                                    A zatem.... (tu miejsce na Twój ulubiony wniosek).

                                                    > Ale wracając do tematu - prawne znaczenie danego
                                                    > słowa bardzo często różni się od potocznego. I nie zawsze potoczna tradycja
                                                    > jężykowa jest właściwa w świetle obowiązującego ustawodawstwa (np. wszyscy
                                                    > ludzie mówią o dzierżawie wieczystej, która nie istnieje).

                                                    Albo wolnym rynku w Polsce, zgoda. Chciałem jednak zwrócić Ci uwagę, że
                                                    pojęcia "rodzina" i "małżeństwo" są zrozumiałe dla byle robola od łopaty, choć
                                                    oczywiście nie potyrafiłby on podać ich definicji; jednocześnie nawet taki
                                                    prostak instynktownie czuje, że "ślub" pedałów to coś nienaturalnego. W dodatku
                                                    w tym przypadku rozciągnięcie definicji wiązałoby się z koniecznością zmiany
                                                    zarówno słowników, jak i kodeksów oraz świadomości powszechnej; nie jest to
                                                    zatem prosta operacja, co świadczy o znajomości tradycyjnek treści tych pojęć.
                                                    W tym kontekście jest to zamach na dziedzictwo kulturowe.

                                                    > A jak cię krzywdzi? Przychodzi pedał do twojego domu i wymachuje ci penisem
                                                    > przed oczami?

                                                    Krzywdzi mnie nazywając swego kochasia "mężem".

                                                    > W takim razie zdefiniuj "miłość", bo chyba mówimy o dwóch różnych sprawach.

                                                    Libido to jedno, bezinteresowne, niekoniecznie skonsumowane seksualnie uczucie,
                                                    to drugie.

                                                    > Kiepski przykład, bo "Rzesza" odnosi się do pewnej ideologii i systemu
                                                    > politycznego, a "Polska" to nazwa własna. A o ile mi wiadomo, "małżeństwo"
                                                    nie jest nazwą własną.

                                                    "Rzesza" odnosi się do ideologii? Jakiej??? Poza tym - zamiast "Rzesza" podstaw
                                                    sobie np. "Papua-Nowa Gwinea", skoro tamten przykład Cię uwiera. "Samochód" to
                                                    również nie jest nazwa własna, ale nie nazwiesz go "tosterem".

                                                    > Dopóki żaden z was nie zmusza mnie do brania waszego paskudztwa
                                                    > do gęby, to życzę wam obu smacznego.

                                                    Nie o przymusie żarcia prawiłem, ale nazewnictwie...!

                                                    > To dlaczego napisałeś: "Rodzina to podstawa porządku moralnego."? Jest
                                                    związek między rodziną a moralnością czy nie ma? Zdecyduj się.

                                                    "Rodzina" w sensie instytucji, a nie konkretna rodzina alkoholików z Powiśla.
                                                    Post hoc ergo propter hoc.

                                                    > W przypadku małżeństw bezdzietnych albo osób samotnie wychowujących dziecko
                                                    > mamy zatem do czynienia z potworkiem, który stanowi zamach na moralność. To
                                                    > chcesz powiedzieć?

                                                    Nie - bezdzietne małżeństwo to po prostu bezdzietne małżeństwo - i tyle.

                                                    > I znowu - bezdzietna para to żałosna parodia prawdziwej rodziny, tak?

                                                    Nie - małżeństwo to nie lekarstwo na bezpłodność.

                                                    > I wskaż mi te cele, dla których bierze się ślub. Skoro nie przyjemność, i nie
                                                    > dzieci, to co?

                                                    Korzyści materialne, zauroczenie, niedojrzałość, chęć zrobienia na złość,
                                                    strach przed samotnością, obawa przed zostaniem starą panną/kawalerem, kaprys
                                                    itd. itp. Powodów może być tysiące, głównie błahych.

                                                    > Skoro tak, to niekaralność homoseksualizmu i karalność pedofilii, stanowią
                                                    > jasną wskazówkę, że pierwsze jest moralne, a drugie - nie.

                                                    Nie. Skąd ten wniosek??? Przecież przed chwilą dowodziłeś rzeczy przeciwnej?

                                                    > Wiesz, akurat w przypadku homoseksualistów zły przykład dla dzieci nie
                                                    wchodzi w grę.

                                                    Jak to nie? Zboczenie nie jest czymś godnym polecenia nieletnim.

                                                    > Nie. Kodeks mówi o rozgłaszaniu informacji, które mogą poniżyć daną osobę w
                                                    > opinii publicznej albo narazić na utratę zaufania koniecznego do zajmowania
                                                    > stanowiska itp. Innymi słowy - jeśli biskup ma syfa, a ty mówisz o tym w
                                                    > radio, to musisz wykazać: 1. że biskup ma syfa; 2. że robisz to dla dobra
                                                    > społecznego.

                                                    Krótko pisząc - nie pójdę siedzieć za powiedzenie prawdy, ale za nie
                                                    udowodnienie stawianego zarzutu. Jeżeli powiem, że Kwaśniewski nie ma dyplomu,
                                                    to kto mi coś zrobi?
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 30.05.03, 15:41
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Zakazy czego - adoptowania dzieci przez pedałów? Nie należy tego zakazywać,
                                                    > ale w ogóle nie dopuszczać takiej możliwości prawnej.

                                                    Właśnie to nie jest takie proste. Wyobraź sobie dwie panie les, które żyją
                                                    razem. To nie jest zabronione. Jedna z nich jedzie na wakacje na Karaiby i tam
                                                    daje dupy jakiemuś przygodnie poznanemu facetowi, aby zajść w ciążę. Wraca do
                                                    Polski i rodzi dziecko. To także nie jest zabronione. Obie panie wychowują
                                                    dziecko jednej z nich. I to nie jest zabronione. Masz jakiś pomysł, jak temu
                                                    przeciwdziałać czy wolisz udawać, że problemu nie ma?

                                                    > A zatem.... (tu miejsce na Twój ulubiony wniosek).

                                                    A zatem smacznego!

                                                    > Albo wolnym rynku w Polsce, zgoda. Chciałem jednak zwrócić Ci uwagę, że
                                                    > pojęcia "rodzina" i "małżeństwo" są zrozumiałe dla byle robola od łopaty,
                                                    > choć oczywiście nie potyrafiłby on podać ich definicji; jednocześnie nawet
                                                    > taki prostak instynktownie czuje, że "ślub" pedałów to coś nienaturalnego. W
                                                    > dodatku w tym przypadku rozciągnięcie definicji wiązałoby się z
                                                    > koniecznością zmiany zarówno słowników, jak i kodeksów oraz świadomości
                                                    > powszechnej; nie jest to zatem prosta operacja, co świadczy o znajomości
                                                    > tradycyjnek treści tych pojęć.
                                                    > W tym kontekście jest to zamach na dziedzictwo kulturowe.

                                                    Nie trzeba zmieniać słowników. To właśnie chcę ci wytłumaczyć pisząc, że
                                                    znaczenie prawne danego słowa może różnić się od jego definicji słownikowej i
                                                    świat się nie zawali.

                                                    > Krzywdzi mnie nazywając swego kochasia "mężem".

                                                    Mnie nie. I co my teraz zrobimy? Chyba tylko spiszemy protokół rozbieżności.

                                                    > Libido to jedno, bezinteresowne, niekoniecznie skonsumowane seksualnie
                                                    > uczucie, to drugie.

                                                    Nie widzę zatem przeszkód, aby uczucia jednego geja do drugiego nie nazywać
                                                    miłością.

                                                    > "Rzesza" odnosi się do ideologii? Jakiej??? Poza tym - zamiast "Rzesza"
                                                    > podstaw sobie np. "Papua-Nowa Gwinea", skoro tamten przykład Cię
                                                    > uwiera. "Samochód" to również nie jest nazwa własna, ale nie nazwiesz
                                                    > go "tosterem".

                                                    No właśnie. Dlatego nie widzę problemu, aby związek homo nazwać "partnerstwem"
                                                    i wprowadzić przepis, że stosuje się do niego przepisy o małżeństwie z
                                                    wyjątkiem tych o adopcji. A tego, jak ludziska będą nazywać owo partnerstwo
                                                    nie zadekretuje żadna ustawa.

                                                    > Nie o przymusie żarcia prawiłem, ale nazewnictwie...!

                                                    Wiem, ale dla mnie liczą się bardziej czyny, a nie - słowa. Możemy sobie
                                                    miesiącami obmyślać, jaki prowadzić biznes, ale od samego gadania nie zrobimy
                                                    się bogatsi (chyba że duchowo).

                                                    > "Rodzina" w sensie instytucji, a nie konkretna rodzina alkoholików z Powiśla.
                                                    > Post hoc ergo propter hoc.

                                                    Masz zatem na myśli jakąś zinstytucjonalizowaną moralność?

                                                    > Nie - bezdzietne małżeństwo to po prostu bezdzietne małżeństwo - i tyle.

                                                    Ale nie realizuje twojego świętego wymogu produkcji niemowląt.

                                                    > Nie - małżeństwo to nie lekarstwo na bezpłodność.

                                                    Więc nie piszmy o posiadaniu dzieci jako o jakimś nadrzędnym celu małżeństwa.
                                                    Najpierw były dzieci, małżeństwo to trochę późniejszy wynalazek.

                                                    > Korzyści materialne, zauroczenie, niedojrzałość, chęć zrobienia na złość,
                                                    > strach przed samotnością, obawa przed zostaniem starą panną/kawalerem,
                                                    > kaprys itd. itp. Powodów może być tysiące, głównie błahych.

                                                    I każdy z wymienionych przez ciebie powodów może bez problemów dotyczyć par
                                                    homoseksualnych. Chyba że stwierdzisz, że geje są wyprani z wszelkich uczuć i
                                                    potrzeb.

                                                    > Nie. Skąd ten wniosek??? Przecież przed chwilą dowodziłeś rzeczy przeciwnej?

                                                    Twierdzę, że rozróżnienie moralne pomiędzy homoseksualizmem a pedofilią
                                                    znajduje swój wyraz w polityce kryminalnej państwa.

                                                    > Jak to nie? Zboczenie nie jest czymś godnym polecenia nieletnim.

                                                    Miałem na myśli stosunek: rodzice a ich dzieci.

                                                    > Krótko pisząc - nie pójdę siedzieć za powiedzenie prawdy, ale za nie
                                                    > udowodnienie stawianego zarzutu. Jeżeli powiem, że Kwaśniewski nie ma
                                                    > dyplomu, to kto mi coś zrobi?

                                                    Najpierw trzeba postawić pytanie, czy taka informacja poniża go lub odbiera mu
                                                    zaufanie konieczne do zajmowania jego stanowiska. Pierwsze odpada, bo 90%
                                                    społeczeństwa trzeba by uznać za poniżonych. Drugie - też, bo Konstytucja nie
                                                    nakłada obowiązku, aby Prezydent musiał wykazać się wyższym wykształceniem.
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 30.05.03, 16:03
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Masz jakiś pomysł, jak temu
                                                    > przeciwdziałać czy wolisz udawać, że problemu nie ma?

                                                    Chwileczkę, ale ja pisałem o adopcji, a nie osobistym prokurowaniu bachorów. W
                                                    opisanej historyjce biseseksualistki naturalnie mozliwości ingerencji nie ma,
                                                    poza nadzieją, że niewiele lesb zechce w ten sposób unieszczęśliwiać swoje
                                                    dzieci.

                                                    > Nie trzeba zmieniać słowników. To właśnie chcę ci wytłumaczyć pisząc, że
                                                    > znaczenie prawne danego słowa może różnić się od jego definicji słownikowej i
                                                    > świat się nie zawali.

                                                    Kurwa, czy ja w powyższym akapicie skupiłem się tylko na słownikach, czy też
                                                    pisałem jeszcze o czymś?

                                                    > Mnie nie. I co my teraz zrobimy? Chyba tylko spiszemy protokół rozbieżności.

                                                    Wystarczy, że mnie. Masz tu swoją szkodliwość pedalstwa.

                                                    > Nie widzę zatem przeszkód, aby uczucia jednego geja do drugiego nie nazywać
                                                    > miłością.

                                                    Proszę bardzo, ale znowu czegoś nie doczytałeś.

                                                    > Dlatego nie widzę problemu, aby związek homo nazwać "partnerstwem"
                                                    > i wprowadzić przepis, że stosuje się do niego przepisy o małżeństwie z
                                                    > wyjątkiem tych o adopcji. A tego, jak ludziska będą nazywać owo partnerstwo
                                                    > nie zadekretuje żadna ustawa.

                                                    Może być. Z wyjątkiem: adopcji, wspólnego opodatkowania, zmiany nazwiska.

                                                    > Masz zatem na myśli jakąś zinstytucjonalizowaną moralność?

                                                    Rodzina to instytucja, a nie moralność.

                                                    > Ale nie realizuje twojego świętego wymogu produkcji niemowląt.

                                                    Dlatego nazywam je małżeństwem, a nie rodziną.

                                                    > Więc nie piszmy o posiadaniu dzieci jako o jakimś nadrzędnym celu małżeństwa.
                                                    > Najpierw były dzieci, małżeństwo to trochę późniejszy wynalazek.

                                                    Zauważ jednak, że gruppensex w jaskiniach jakoś nie utrwalił się jako ryt, od
                                                    początku kobietę wiązano z konkretnym mężczyzną/mężczyznami.
                                                    Małżeństwo ma na celu stworzenie rodziny, a do tego potrzebne są dzieci.
                                                    Bezdzietne małżeństwo nie realizuje się do końca i tyle.

                                                    > I każdy z wymienionych przez ciebie powodów może bez problemów dotyczyć par
                                                    > homoseksualnych. Chyba że stwierdzisz, że geje są wyprani z wszelkich uczuć i
                                                    > potrzeb.

                                                    Ale zasadniczy powód - stworzenie rodziny - pozostaje dla pedałów nieosiągalny,
                                                    a o to tu chodzi.

                                                    > Twierdzę, że rozróżnienie moralne pomiędzy homoseksualizmem a pedofilią
                                                    > znajduje swój wyraz w polityce kryminalnej państwa.

                                                    Nie. Nie ściga się pedofili jako takich, tylko tych, którzy posuną się za
                                                    daleko - nie wsadzisz do pudła zaślinionego onanisty, podniecającego się
                                                    podglądaniem z okna swego domu dzieci idących ulicą do szkoły?

                                                    > Miałem na myśli stosunek: rodzice a ich dzieci.

                                                    Czyli sferę niedostępną pedałom.

                                                    > Najpierw trzeba postawić pytanie, czy taka informacja poniża go lub odbiera
                                                    mu
                                                    > zaufanie konieczne do zajmowania jego stanowiska. Pierwsze odpada, bo 90%
                                                    > społeczeństwa trzeba by uznać za poniżonych. Drugie - też, bo Konstytucja nie
                                                    > nakłada obowiązku, aby Prezydent musiał wykazać się wyższym wykształceniem.

                                                    Sam więc widzisz.
                                                    Po drugie - gdyby przyjąć punkt pierwszy za obowiązujący, to należałoby
                                                    cenzurować każdą wypowiedź personalną każdego człowieka. Mam wrażenie, że
                                                    piszesz teraz o komunistycznych paragrafach chroniących osoby na świeczniku.
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 02.06.03, 10:25
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Chwileczkę, ale ja pisałem o adopcji, a nie osobistym prokurowaniu bachorów.
                                                    > W opisanej historyjce biseseksualistki naturalnie mozliwości ingerencji nie
                                                    > ma, poza nadzieją, że niewiele lesb zechce w ten sposób unieszczęśliwiać
                                                    > swoje dzieci.

                                                    Celem opisania przeze mnie tej historyjki było pokazanie ci, że dopóki ludzie
                                                    mają określone potrzeby (np. aby mieć dzieci albo żyć w związku homo), to
                                                    żaden dekret tego nie zmieni, a co najwyżej - jak w podanym przykładzie -
                                                    ludzie znajdą sposoby na ominięcie przeszkód. A jestem głęboko przekonany, że
                                                    nie chcesz nawoływać do stworzenia "nowego człowieka", który takich potrzeb
                                                    nie ma, bo sam dobrze wiesz, jak "nowy człowiek" wyglądał w wykonaniu komuchów
                                                    (zwłaszcza w Kambodży).

                                                    > Kurwa, czy ja w powyższym akapicie skupiłem się tylko na słownikach, czy też
                                                    > pisałem jeszcze o czymś?

                                                    Wyluzuj, po co ta "kurwa"? Pisząc o słowniku używam pewnego skrótu myślowego -
                                                    przecież słownictwo nie bierze się z powietrza, ale z kultury, tradycji,
                                                    geografii narodu itp. Inaczej niż słownik prawny, który swój początek bierze z
                                                    ustawy. Dlatego tego, jak ludzie będą wołać na związki homo, żadna ustawa nie
                                                    zadekretuje.

                                                    > Wystarczy, że mnie. Masz tu swoją szkodliwość pedalstwa.

                                                    Nie sądzisz, że to lekka przesada? Mnie mogą wkurzać rudzielce, ale to trochę
                                                    za mało, aby ustawowo nakazać im przefarbowanie włosów.

                                                    > Proszę bardzo, ale znowu czegoś nie doczytałeś.

                                                    Czego nie doczytałem? Że "prawdziwa" miłość opiera się na popędzie seksualnym,
                                                    który z definicji ma prowadzić do prokreacji? Wiesz, tak się składa, że
                                                    ludzie - jako gatunek - uprawiają też seks dla czystej przyjemności. Czego
                                                    najlepszym dowodem jest pigułka antykoncepcyjna.

                                                    > Może być. Z wyjątkiem: adopcji, wspólnego opodatkowania, zmiany nazwiska.

                                                    Sprawę adopcji rozumiem. Ale opodatkowanie i zmiana nazwiska?

                                                    > Rodzina to instytucja, a nie moralność.

                                                    Oj, żebyś się nie zagalopował! Bo złośliwie mógłbym stwierdzić - na podstawie -
                                                    twojej wypowiedzi, że stawiasz w opozycji rodzinę do moralności. Bo
                                                    instytucje powstają i giną, a moralność jest sprawą ogólnoludzką.

                                                    > Dlatego nazywam je małżeństwem, a nie rodziną.

                                                    Rany, zawsze uciekasz się do tak zawiłej semantyki? Wprowadź jeszcze do
                                                    swojego słownika pojęcie "partnerstwa" (dla wypowiedzi oficjalno-kulturalnych)
                                                    i "obrzydliwego pedalstwa" (na użytek prywatno-domowy) i masz problem z głowy.
                                                    Swoją drogą, zawsze myślałem, że żeniąc się stworzę z wybranką serca rodzinę,
                                                    ba! - stanę się częścią jej rodziny, a ona - mojej. Ale widać - myliłem się.

                                                    > Zauważ jednak, że gruppensex w jaskiniach jakoś nie utrwalił się jako ryt,
                                                    > od początku kobietę wiązano z konkretnym mężczyzną/mężczyznami.

                                                    Rany, no jasne. Ale zwróciłeś też uwagę, że rysunki naskalne są dosyć skąpe w
                                                    sceny realizacji wyborczych praw kobiet? Świat poszedł do przodu (albo w bok -
                                                    jak wolisz).

                                                    > Małżeństwo ma na celu stworzenie rodziny, a do tego potrzebne są dzieci.
                                                    > Bezdzietne małżeństwo nie realizuje się do końca i tyle.

                                                    Ale nie jest przez to niemoralne, mam nadzieję?

                                                    > Ale zasadniczy powód - stworzenie rodziny - pozostaje dla pedałów
                                                    > nieosiągalny, a o to tu chodzi.

                                                    Trudno. To ich problem. Mają teraz zmartwienie.

                                                    > Nie. Nie ściga się pedofili jako takich, tylko tych, którzy posuną się za
                                                    > daleko - nie wsadzisz do pudła zaślinionego onanisty, podniecającego się
                                                    > podglądaniem z okna swego domu dzieci idących ulicą do szkoły?

                                                    Nie, a wiesz czemu? Bo ślinienie się (z jakiejkolwiek przyczyny) jest legalne.
                                                    W przeciwieństwie do pchania łap w majtki pięcioletniej dziewczynki.

                                                    > Czyli sferę niedostępną pedałom.

                                                    Więc ryzyko demoralizacji się zmniejsza.

                                                    > Sam więc widzisz.

                                                    Nie chwytam, co mam widzieć. Że rozumiem to, co piszę? Wybacz, wiem to i bez
                                                    twojej pomocy (mogę nie mieć racji, ale wiem, o co mi chodzi).

                                                    > Po drugie - gdyby przyjąć punkt pierwszy za obowiązujący, to należałoby
                                                    > cenzurować każdą wypowiedź personalną każdego człowieka. Mam wrażenie, że
                                                    > piszesz teraz o komunistycznych paragrafach chroniących osoby na świeczniku.

                                                    To nie są żadne komunistyczne świeczniki. Jeśli pracujesz w banku i decydujesz
                                                    o polityce kredytowej (ogólnie, a nie - o poszczególnych kredytach), a ja
                                                    zacznę głosić, że masz na koncie wyrok za fałszowanie dokumentów i pomaganie w
                                                    praniu pieniędzy, to chyba chciałbyś mieć jakieś instrumenty prawne do ochrony
                                                    swojej osoby (nawet jeżeli rzeczywiście zostałeś skazany).
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 02.06.03, 11:00
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Celem opisania przeze mnie tej historyjki było pokazanie ci, że dopóki ludzie
                                                    > mają określone potrzeby (np. aby mieć dzieci albo żyć w związku homo), to
                                                    > żaden dekret tego nie zmieni,

                                                    Och, oczywiście. Dotyczy to np. aborcji - jak baba uprze się zamordować swoje
                                                    dziecko, to nic jej nie powstrzyma. Rzecz więc nie polega na dekretowaniu
                                                    zachowań, ale utrudnianiu zachowań szkodliwych, ponieważ mimo wszystko stanowi
                                                    to utrudnienie dla ich realizacji.

                                                    > Pisząc o słowniku używam pewnego skrótu myślowego -
                                                    > przecież słownictwo nie bierze się z powietrza, ale z kultury, tradycji,
                                                    > geografii narodu itp. Inaczej niż słownik prawny, który swój początek bierze
                                                    z ustawy.

                                                    Ani razu nie korzystałem ze słownika prawnego, tylko zwykłego słownika
                                                    językowego. Właśnie takiego opartego na kulturze, tradycji, "geografii narodu"
                                                    (? - co to takiego?).

                                                    > Nie sądzisz, że to lekka przesada? Mnie mogą wkurzać rudzielce, ale to trochę
                                                    > za mało, aby ustawowo nakazać im przefarbowanie włosów.

                                                    Nie o wygląd idzie, ale zabór słów.

                                                    > Ale opodatkowanie i zmiana nazwiska?

                                                    1. Czy narzeczeni są wspólnie opodatkowani?
                                                    2. Nazwisko jest istotne dla ewentualnych dzieci (kiedyś mąż brał kobietę do
                                                    swego rodu, u pedałów nie sposób rozpoznać, które to mąż, a które żona).

                                                    > Oj, żebyś się nie zagalopował! Bo złośliwie mógłbym stwierdzić - na
                                                    podstawie -
                                                    > twojej wypowiedzi, że stawiasz w opozycji rodzinę do moralności. Bo
                                                    > instytucje powstają i giną, a moralność jest sprawą ogólnoludzką.

                                                    Rodzina jest wpisana w porządek moralny, pedalstwo nie. Rodzina zatem sama w
                                                    sobie nie jest oczywiście moralnością (zdarzają się wszak patologie). Proszę
                                                    uwolnić mnie od konieczności stawiania kropek nad "i".

                                                    > Rany, zawsze uciekasz się do tak zawiłej semantyki? Wprowadź jeszcze do
                                                    > swojego słownika pojęcie "partnerstwa" (dla wypowiedzi oficjalno-
                                                    kulturalnych)
                                                    > i "obrzydliwego pedalstwa" (na użytek prywatno-domowy) i masz problem z głowy.

                                                    Nie mam żadnego problemu, a żadnej zawiłości tu nie widzę - wystarczy umieć
                                                    rachować do trzech na początek.

                                                    > Swoją drogą, zawsze myślałem, że żeniąc się stworzę z wybranką serca rodzinę,
                                                    > ba! - stanę się częścią jej rodziny, a ona - mojej. Ale widać - myliłem się.

                                                    Owszem - rodzina to rodzice, dzieci, krewni, wnuki itd., a nie przypadkowy
                                                    związek dwojga/dwóch ludzi. Cieszę się, że pomogłem Ci wyjść z błędu.

                                                    > Rany, no jasne. Ale zwróciłeś też uwagę, że rysunki naskalne są dosyć skąpe w
                                                    > sceny realizacji wyborczych praw kobiet? Świat poszedł do przodu (albo w bok
                                                    > jak wolisz).

                                                    Wyborczych praw kobiet? Wszak to ekstrawagancja całkiem świeżej daty. Co to ma
                                                    do rzeczy???

                                                    > Ale nie jest przez to niemoralne, mam nadzieję?

                                                    Nie.

                                                    > Jeśli pracujesz w banku i decydujesz
                                                    > o polityce kredytowej (ogólnie, a nie - o poszczególnych kredytach), a ja
                                                    > zacznę głosić, że masz na koncie wyrok za fałszowanie dokumentów i pomaganie
                                                    w
                                                    > praniu pieniędzy, to chyba chciałbyś mieć jakieś instrumenty prawne do
                                                    ochrony swojej osoby (nawet jeżeli rzeczywiście zostałeś skazany).

                                                    Jeżeli zostałeś skazany za przekręty i pracujesz w banku - to wręcz należy taką
                                                    informację upowszechnić! To tak, jakbyś chciał przemilczeć, że pracownik domu
                                                    dziecka ma na koncie wyrok za pedofilię... Moim zdaniem mylisz się - za
                                                    prawdziwe oświadczenie nie da się nikogo skazać.
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 02.06.03, 12:17
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Och, oczywiście. Dotyczy to np. aborcji - jak baba uprze się zamordować
                                                    > swoje dziecko, to nic jej nie powstrzyma. Rzecz więc nie polega na
                                                    > dekretowaniu zachowań, ale utrudnianiu zachowań szkodliwych, ponieważ mimo
                                                    > wszystko stanowi to utrudnienie dla ich realizacji.

                                                    Dlatego nie twierdzę, że należy przyznać homoseksualnym parom prawo do
                                                    adopocji, a jedynie zwróciłem uwagę, że istnieje możliwość obejścia takich
                                                    zakazów.

                                                    > Ani razu nie korzystałem ze słownika prawnego, tylko zwykłego słownika
                                                    > językowego.

                                                    Wiem, a ja ci tylko wykazałem, że prawne i potoczne bywa czasem od siebie
                                                    odległe znaczeniowo.

                                                    > > "geografii narodu"
                                                    > (? - co to takiego?).

                                                    Język Eskimosów to w 90% rozróżnianie kilkuset rodzajów bieli i śniegu -
                                                    wrażenie niedostępne Polakom, a wyrosłe w oparciu o geografię.

                                                    > Nie o wygląd idzie, ale zabór słów.

                                                    Ale - jak gminna wieść niesie - rude to wredne. Brzmi jak definicja, no nie?

                                                    > 1. Czy narzeczeni są wspólnie opodatkowani?

                                                    Nie, ale pewnie dlatego, że narzeczeństwo nie jest instytucją prawną.

                                                    > 2. Nazwisko jest istotne dla ewentualnych dzieci (kiedyś mąż brał kobietę do
                                                    > swego rodu, u pedałów nie sposób rozpoznać, które to mąż, a które żona).

                                                    Zwróć uwagę, że nasze prawo pozwala na: a. pozostanie obu małżonków przy
                                                    swoich nazwiskach; b. połączenie nazwisk i utworzenie dwuczłonowego; c.
                                                    przyjęcie jednego nazwiska (niekoniecznie męża) przez drugiego małżonka. Do
                                                    wyboru, do koloru.

                                                    > Rodzina jest wpisana w porządek moralny, pedalstwo nie. Rodzina zatem sama w
                                                    > sobie nie jest oczywiście moralnością (zdarzają się wszak patologie). Proszę
                                                    > uwolnić mnie od konieczności stawiania kropek nad "i".

                                                    A problem się bierze - moim zdaniem - z twojego nazbyt ochoczego szafowania
                                                    pojęciem "moralności".

                                                    > Nie mam żadnego problemu, a żadnej zawiłości tu nie widzę - wystarczy umieć
                                                    > rachować do trzech na początek.

                                                    Wybacz, ale to ty co jakiś czas zgłaszasz problemy nazewnicze.

                                                    > Owszem - rodzina to rodzice, dzieci, krewni, wnuki itd., a nie przypadkowy
                                                    > związek dwojga/dwóch ludzi. Cieszę się, że pomogłem Ci wyjść z błędu.

                                                    Dziękuję, ale co do przypadku - moją obecną narzeczoną poznałem bardzo
                                                    przypadkowo, naprawdę oboje tego nie planowaliśmy (w przeciwieństwie do ślubu).

                                                    > Wyborczych praw kobiet? Wszak to ekstrawagancja całkiem świeżej daty. Co to
                                                    > ma do rzeczy???

                                                    Że nie zawsze to, co dziadek australopitek nasmarował na ścianie jaskini,
                                                    przetrwało do naszych czasów.

                                                    > Nie.

                                                    Kamień z serca.

                                                    > Jeżeli zostałeś skazany za przekręty i pracujesz w banku - to wręcz należy
                                                    > taką informację upowszechnić! To tak, jakbyś chciał przemilczeć, że
                                                    > pracownik domu dziecka ma na koncie wyrok za pedofilię... Moim zdaniem
                                                    > mylisz się - za prawdziwe oświadczenie nie da się nikogo skazać.

                                                    Cóż, polemizujesz nie ze mną, ale z kodeksem karnym - art. 212-214.
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 03.06.03, 10:29
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Że nie zawsze to, co dziadek australopitek nasmarował na ścianie jaskini,
                                                    > przetrwało do naszych czasów.

                                                    Wybacz, ale ja pisałem o tradycji, a nie uciechach świeżej daty.

                                                    > Cóż, polemizujesz nie ze mną, ale z kodeksem karnym - art. 212-214.

                                                    Jednak z Tobą - niczego takiego w tych paragrafach nie ma (Twojej szczególnej
                                                    uwadze polecam Art. 213).
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 03.06.03, 13:14
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Jednak z Tobą - niczego takiego w tych paragrafach nie ma (Twojej
                                                    > szczególnej uwadze polecam Art. 213).

                                                    Oj, zareagować jednak muszę. Art. 213 składa się z dwóch paragrafów. Pierwszy
                                                    stanowi, że zniesławienie dokonane w inny sposób niż za pomocą środków
                                                    masowego przekazu nie jest przestępstwem, jeżeli zarzut jest prawdziwy.
                                                    Natomiast zgodnie z § 2 do uniknięcia odpowiedzialności za zniesławienie
                                                    polegające na publicznym rozgłoszeniu zarzutu konieczne jest nie tylko
                                                    udowodnienie, że zarzut był prawdziwy, lecz także - że jego podniesienie miało
                                                    na celu obronę społecznie uzasadnionego interesu, a w przypadku zarzutów
                                                    dotyczących życia prywatnego/rodzinnego - zapobieżenie niebezpieczeństwu dla
                                                    życia lub zdrowia człowieka albo demoralizacji małoletniego. Tak więc sama
                                                    prawda nie wystarczy, jeśli zarzut był podniesiony publicznie.
                                                    Swoją drogą jest to ciekawy przypadek przeniesienia ciężaru dowodu na
                                                    oskarżonego.
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 03.06.03, 13:44
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Natomiast zgodnie z § 2 do uniknięcia odpowiedzialności za zniesławienie
                                                    > polegające na publicznym rozgłoszeniu zarzutu konieczne jest nie tylko
                                                    > udowodnienie, że zarzut był prawdziwy, lecz także - że jego podniesienie
                                                    miało
                                                    > na celu obronę społecznie uzasadnionego interesu, a w przypadku zarzutów
                                                    > dotyczących życia prywatnego/rodzinnego - zapobieżenie niebezpieczeństwu dla
                                                    > życia lub zdrowia człowieka albo demoralizacji małoletniego. Tak więc sama
                                                    > prawda nie wystarczy, jeśli zarzut był podniesiony publicznie.

                                                    Nadal twierdzę, że prawda wystarczy, pomimo tych kodeksowych szykan (w
                                                    przypadku pedofila w domu dziecka to oczywiste - a w jakim nie?). Udowodnić
                                                    można każdy tzw. zarzut.

                                                    > Swoją drogą jest to ciekawy przypadek przeniesienia ciężaru dowodu na
                                                    > oskarżonego.

                                                    I przy założeniu, że mówi prawdę! Cholerny bolszewizm.
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 03.06.03, 14:34
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Nadal twierdzę, że prawda wystarczy, pomimo tych kodeksowych szykan (w
                                                    > przypadku pedofila w domu dziecka to oczywiste - a w jakim nie?).

                                                    Cóż, ja nic więcej nie wymyślę. Mogę tylko wkleić kawał ustawy.

                                                    > Udowodnić można każdy tzw. zarzut.

                                                    Może nie każdy, ale - jako się rzekło - rzecz nie tylko w udowodnieniu
                                                    prawdziwości zarzutu. Pamiętasz mój przykład z pracownikiem banku
                                                    odpowiedzialnym za politykę kredytową? Jeśli zaczniesz publicznie rozgłaszać o
                                                    nim, że jest transwestytą, to narazisz go na poniżenie w opinii publicznej (bo
                                                    jakoś transwestytyzm nie cieszy się specjalnie szacunkiem). Aby uniknąć
                                                    odpowiedzialności musisz wykazać łącznie: 1. że facet jest transwestytą; 2. że
                                                    ujawnienie tej informacji miało zapobiec niebezpieczeństwu dla życia/zdrowia
                                                    albo demoralizacji małoletniego.

                                                    > I przy założeniu, że mówi prawdę! Cholerny bolszewizm.

                                                    Pociesz się, że to jedyny wyjątek. I ma swój sens, choć z pozoru może się
                                                    wydawać inaczej.
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 03.06.03, 14:41
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Pamiętasz mój przykład z pracownikiem banku
                                                    > odpowiedzialnym za politykę kredytową? Jeśli zaczniesz publicznie rozgłaszać
                                                    o
                                                    > nim, że jest transwestytą, to narazisz go na poniżenie w opinii publicznej
                                                    (bo
                                                    > jakoś transwestytyzm nie cieszy się specjalnie szacunkiem). Aby uniknąć
                                                    > odpowiedzialności musisz wykazać łącznie: 1. że facet jest transwestytą; 2.
                                                    że
                                                    > ujawnienie tej informacji miało zapobiec niebezpieczeństwu dla życia/zdrowia
                                                    > albo demoralizacji małoletniego.

                                                    Zły przykład. Jeżeli facet od kredytów jest transwestytą, to rozgłaszając ten
                                                    fakt działam w interesie społecznym - przecież ukrywanie przez niego tego faktu
                                                    stwarza okazję dla potencjalnych szantażystów.
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 03.06.03, 15:21
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Zły przykład. Jeżeli facet od kredytów jest transwestytą, to rozgłaszając
                                                    > ten fakt działam w interesie społecznym - przecież ukrywanie przez niego
                                                    > tego faktu stwarza okazję dla potencjalnych szantażystów.

                                                    Pudło!
                                                    Po pierwsze, zarzut transwestytyzmu to - jakby nie patrzeć - kwestia życia
                                                    prywatnego, więc nie możesz dowodu prawdy podeprzeć obroną interesu
                                                    społecznego.
                                                    Po drugie, ujawniając taką informację niejako odwalasz czarną robotę za
                                                    szantażystę, tyle że kierując się innymi pobudkami. A kariera faceta tak czy
                                                    owak staje pod znakiem zpytania. Dlatego prawo go chroni i przed
                                                    szantażystami, i przed takimi "usłużnymi".
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 04.06.03, 07:24
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Pudło!

                                                    Wcale nie.

                                                    > Po pierwsze, zarzut transwestytyzmu to - jakby nie patrzeć - kwestia życia
                                                    > prywatnego, więc nie możesz dowodu prawdy podeprzeć obroną interesu
                                                    > społecznego.

                                                    Mogę! Jeżeli gość odpowiada za kredyty, to istnieje niebezpieczeństwo, że
                                                    sfinansuje oszukańczy kredyt, zmuszony do tego przez szantaż. Jeżeli bank
                                                    poniesie straty, to odbije je sobie na innych klientach. Interes społeczny
                                                    zatem wchodzi tu w grę.

                                                    > Po drugie, ujawniając taką informację niejako odwalasz czarną robotę za
                                                    > szantażystę, tyle że kierując się innymi pobudkami.

                                                    I słusznie! O to właśnie chodzi - aby ludzie zajmujący eksponowane lub ważne
                                                    stanowiska byli prześwietleni, w celu unikniecia właśnie takich sytuacji. Ten
                                                    motyw przyświecał Korwinowi, kiedy wnioskował o lustrację. Informacja ujawniona
                                                    przestaje być atrakcyjna dla potencjalnych szantażystów, a mnie doprawdy nie
                                                    obchodzi, czy mój agent bankowy wieczorami przebiera się w sukienkę i zaklada
                                                    buty na obcasie - ważna jest jego fachowość.

                                                    > Dlatego prawo go chroni i przed
                                                    > szantażystami, i przed takimi "usłużnymi".

                                                    Prawo go właśnie nie chroni! Jeżeli gang dowie się o jego tajemnym upodobaniu,
                                                    to będzie go szantażować z powodu, który sam podałeś - może mu to zlamać
                                                    karierę. Jeśli facet doniesie na policję - to i tak jego sekret zostanie
                                                    upubliczniony, albo podczas sprawy w sądzie albo z zemsty przestępców.
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 04.06.03, 09:42
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Wcale nie.

                                                    A jednak: bęc!

                                                    > Mogę! Jeżeli gość odpowiada za kredyty, to istnieje niebezpieczeństwo, że
                                                    > sfinansuje oszukańczy kredyt, zmuszony do tego przez szantaż. Jeżeli bank
                                                    > poniesie straty, to odbije je sobie na innych klientach. Interes społeczny
                                                    > zatem wchodzi tu w grę.

                                                    Nie w tym rzecz. Ja nie mówię o twoich - skądinąd sensownych pobudkach - ale o
                                                    tym, co stanowi kk w art. 213. Pozwól, że zacytuję go w całości.

                                                    "Art. 213. § 1. Nie ma przestępstwa określonego w art. 212 § 1, jeżeli zarzut
                                                    uczyniony niepublicznie jest prawdziwy.
                                                    § 2. Nie popełnia przestępstwa określonego w art. 212 § 1 lub 2, kto
                                                    publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut służący obronie społecznie
                                                    uzasadnionego interesu; jeżeli zarzut dotyczy życia prywatnego lub rodzinnego,
                                                    dowód prawdy może być przeprowadzony tylko wtedy, gdy zarzut ma zapobiec
                                                    niebezpieczeństwu dla życia lub zdrowia człowieka albo demoralizacji
                                                    małoletniego."

                                                    Art. 212 § 1 i 2 to definicja przestępstwa.

                                                    Ze zdania drugiego art. 213 § 2 jasno wynika, że uniknięcie odpowiedzialności
                                                    karnej za ujawnienie zarzutu dot. życia prywatnego (np. praktyk
                                                    transwestytywnych) jest możliwe, gdy zarzut jest prawdziwy i jego rozgłoszenie
                                                    ma na celu jak wyżej. A naprawdę z faktu, że bankowiec lubi po pracy założyć
                                                    sukienkę i biustonosz, nie wynika niebezpieczeństwo demoralizacji małoletniego
                                                    albo zagrożenie dla życia/zdrowia.

                                                    > I słusznie! O to właśnie chodzi - aby ludzie zajmujący eksponowane lub ważne
                                                    > stanowiska byli prześwietleni, w celu unikniecia właśnie takich sytuacji.
                                                    > Ten motyw przyświecał Korwinowi, kiedy wnioskował o lustrację. Informacja
                                                    > ujawniona przestaje być atrakcyjna dla potencjalnych szantażystów, a mnie
                                                    > doprawdy nie obchodzi, czy mój agent bankowy wieczorami przebiera się w
                                                    > sukienkę i zaklada buty na obcasie - ważna jest jego fachowość.

                                                    Otóż i to. Ale jego zainteresowania bieliźniane mają się nijak do jego
                                                    fachowości - bez względu na to, czy taka informacja zostanie ujawniona, czy
                                                    nie.

                                                    > Prawo go właśnie nie chroni! Jeżeli gang dowie się o jego tajemnym
                                                    > upodobaniu, to będzie go szantażować z powodu, który sam podałeś - może mu
                                                    > to zlamać karierę. Jeśli facet doniesie na policję - to i tak jego sekret
                                                    > zostanie upubliczniony, albo podczas sprawy w sądzie albo z zemsty
                                                    > przestępców.

                                                    Dlatego uważam, że chroni. Po pierwsze, na tym, kto rozgłasza taką informację,
                                                    ciąży obowiązek jej udowodnienia i wykazania określonego ustawą celu
                                                    ujawnienia. Po drugie, zniesławienie to przestępstwo ścigane z oskarżenia
                                                    prywatnego, czyli od decyzji zniesławionego zależy reakcja na zniesławienie, a
                                                    ponadto na podst. art. 359 pkt 2 kpk rozprawa w sprawie zniesławienia
                                                    (nazywanego też pomówieniem) odbywa się z wyłączniem jawności, chyba że sam
                                                    pokrzywdzony wniesie o jawne prowadzenie rozprawy.
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 06.06.03, 10:15
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Ze zdania drugiego art. 213 § 2 jasno wynika, że uniknięcie odpowiedzialności
                                                    > karnej za ujawnienie zarzutu dot. życia prywatnego

                                                    Zatrzymajmy się chwilę przy efinicji słowa "zarzut". Według Słownika języka
                                                    Polskiego PWN jest to : "słowa zawierające ujemną ocenę czegoś, zastrzeżenie,
                                                    pretensję do kogoś o coś". Czyli mamy tu z czynnością nacechowaną emocjonalnie,
                                                    a nie zwykłem udzielaniem informacji. Istnieje różnica między powiedzeniem "Ten
                                                    cholerny transwestyta z banku" a "Pan Kowalski ma urocze hobby polegające na
                                                    chodzeniu w sukienkach - bardzo mu w nich do twarzy, szczególnie w tej w
                                                    kwiatki". Czy to drugie to zarzut przy założeniu, że istotnie Kowalski
                                                    przebiera się w kiecki? A jak w ogóle mam coś takiego powiedzieć o Kowalskim,
                                                    żebyś nie uznał tego za zarzut???

                                                    > Ale jego zainteresowania bieliźniane mają się nijak do jego
                                                    > fachowości - bez względu na to, czy taka informacja zostanie ujawniona, czy
                                                    > nie.

                                                    Zgadza się. Ale to wcale nie powód, by kneblować paragrafem osoby, które
                                                    miałyby ochotę podzielić się wrażeniami z wieczornego spaceru, na którym
                                                    spotkały potykającego się na szpilkach własnego agenta bankowego.

                                                    > Po drugie, zniesławienie to przestępstwo ścigane z oskarżenia
                                                    > prywatnego, czyli od decyzji zniesławionego zależy reakcja na zniesławienie,

                                                    No i takiej reakcji nie będzie ze strachu - cóż z tego, że rozprawa będzie
                                                    niejawna, kiedy z zemsty gangsterzy poinformuja pracodawcę o upodobaniach ich
                                                    pracownika?
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 06.06.03, 11:19
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Zatrzymajmy się chwilę przy efinicji słowa "zarzut". Według Słownika języka
                                                    > Polskiego PWN jest to : "słowa zawierające ujemną ocenę czegoś,
                                                    > zastrzeżenie, pretensję do kogoś o coś". Czyli mamy tu z czynnością
                                                    > nacechowaną emocjonalnie, a nie zwykłem udzielaniem informacji.

                                                    Zgoda, tyle że kodeks używa pojęcia "zarzut" na zbiorcze określenie tego, co
                                                    oskarżony mówi o zniesławionym. A wiesz dlaczego? Bo należy poczekać, aż sąd
                                                    rozstrzygnie o prawdziwości i zasadności zarzutu, a do tego czasu owo
                                                    stwierdzenie jakiejś cechy (np. transwestytyzmu) jest tylko zarzucaniem tej
                                                    cechy zniesławionemu, a więc - posądzaniem zniesławionego o przejawianie
                                                    określonych właściwości. Niesety, słownik języka polskiego nie zawsze
                                                    przystaje do zwrotów kodeksowych. Dam ci dobry przykład: w kk są środki
                                                    zabezpieczające, których istotą jest zapobieganie, aby sprawca nie popełnił
                                                    ponownie czynu zabronionego, a w kpk są środki zapobiegawcze, których istotą
                                                    jest zabezpieczenie prawidłowego toku postępowania karnego. Postawione na
                                                    głowie? Jasne, ale wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi.

                                                    > Istnieje różnica między powiedzeniem "Ten cholerny transwestyta z banku"
                                                    > a "Pan Kowalski ma urocze hobby polegające na chodzeniu w sukienkach -
                                                    > bardzo mu w nich do twarzy, szczególnie w tej w kwiatki". Czy to drugie to
                                                    > zarzut przy założeniu, że istotnie Kowalski przebiera się w kiecki? A jak w
                                                    > ogóle mam coś takiego powiedzieć o Kowalskim, żebyś nie uznał tego za
                                                    > zarzut???

                                                    Jedno i drugie jest zarzutem w rozumieniu art. 212 kk, jeżeli robisz to w
                                                    zamiarze pomówienia, czyli m.in. poniżenia w opinii publicznej itd.
                                                    Pisząc "zamiar" nie mam na myśli potocznego, językowego, znaczenia tego słowa,
                                                    ale sens nadawany przez art. 9 kk.

                                                    > Zgadza się. Ale to wcale nie powód, by kneblować paragrafem osoby, które
                                                    > miałyby ochotę podzielić się wrażeniami z wieczornego spaceru, na którym
                                                    > spotkały potykającego się na szpilkach własnego agenta bankowego.

                                                    I dopóki rozmawiają o tym niepublicznie (w kręgu znajomych), to nie ma
                                                    problemu. Ale jak rozgłoszą to poprzez radio, to będą musiały (te osoby,
                                                    cholera, co za konstrukcję gramatyczną przyjąłem!) wykazać: a. prawdziwość
                                                    zarzutu; b. zasadność zarzutu (czyli ochronę przed niebezpieczeństwem dla
                                                    życia/zdrowia, bo zarzut dotyczy życia prywatnego).

                                                    > No i takiej reakcji nie będzie ze strachu - cóż z tego, że rozprawa będzie
                                                    > niejawna, kiedy z zemsty gangsterzy poinformuja pracodawcę o upodobaniach
                                                    > ich pracownika?

                                                    Tu już wkraczamy do innej sfery. Bo pośrednio stawiasz w ten sposób pytanie o
                                                    to, jak zareaguje twój szef na wiadomość, że pod garniturem masz biustonosz. A
                                                    to już kwestia niedyskryminacji itp. - art. 11.3 kp.
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 06.06.03, 14:49
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Zgoda, tyle że kodeks używa pojęcia "zarzut" na zbiorcze określenie tego, co
                                                    > oskarżony mówi o zniesławionym.

                                                    Chyba o powodzie, skoro sąd jeszcze sprawy nie rozstrzygnął?

                                                    > Jedno i drugie jest zarzutem w rozumieniu art. 212 kk, jeżeli robisz to w
                                                    > zamiarze pomówienia, czyli m.in. poniżenia w opinii publicznej itd.

                                                    Nie robię tego w zamiarze, nawet ewentualnym, tylko mówię to, co zobaczyłem
                                                    wczoraj na ulicy. Podpada to pod art. 212?
                                                    No i ponawiam pytanie - jak opowiedzieć o Kowalskim w sukience tak, aby nie
                                                    zachodziła konieczność zastanawiania się nad art. 212?

                                                    > I dopóki rozmawiają o tym niepublicznie (w kręgu znajomych), to nie ma
                                                    > problemu.

                                                    No, chyba się zaraz porozumiemy - jeżeli przyjąć, że publicznie to radio,
                                                    telewizja lub wiec uliczny.

                                                    > Tu już wkraczamy do innej sfery. Bo pośrednio stawiasz w ten sposób pytanie o
                                                    > to, jak zareaguje twój szef na wiadomość, że pod garniturem masz biustonosz.

                                                    Jeżeli transwestyta ukrywa się z noszeniem Triumfa pod koszulą w kratkę - to
                                                    zapewne żywi uzasadnione podejrzenie, że bossowi taka informacja się nie
                                                    spodoba. Zatem JEST podatny na szantaż.
                                                  • mr_watchman Re: Program idealnej partii 06.06.03, 15:09
                                                    xiazeluka napisał:

                                                    > Chyba o powodzie, skoro sąd jeszcze sprawy nie rozstrzygnął?

                                                    Po pierwsze, powód jest w postępowaniu cywilnym. Po drugie, zniesławiony jest
                                                    pokrzywdzonym. Jak już wspominałem, zniesławienie to jedyne przestępstwo,
                                                    kiedy ciężar dowodu spoczywa na oskarżonym (oczywiście wcześniej na
                                                    pokrzywdzonym, który musi udowodnić fakt rozgłaszania zarzutu).

                                                    > Nie robię tego w zamiarze, nawet ewentualnym, tylko mówię to, co zobaczyłem
                                                    > wczoraj na ulicy. Podpada to pod art. 212?

                                                    Tak, bo zamiar oznacza, że rozgłaszasz zarzut robiąc to, hm, "świadomie". Może
                                                    inaczej - chcesz rozgłosić zarzut i go rozgłaszasz.

                                                    > No i ponawiam pytanie - jak opowiedzieć o Kowalskim w sukience tak, aby nie
                                                    > zachodziła konieczność zastanawiania się nad art. 212?

                                                    Tylko niepublicznie, a więc w gronie znajomych. Wystąpienie radiowe odradzam.

                                                    > No, chyba się zaraz porozumiemy - jeżeli przyjąć, że publicznie to radio,
                                                    > telewizja lub wiec uliczny.

                                                    Tak należy to z grubsza rozumieć.

                                                    > Jeżeli transwestyta ukrywa się z noszeniem Triumfa pod koszulą w kratkę - to
                                                    > zapewne żywi uzasadnione podejrzenie, że bossowi taka informacja się nie
                                                    > spodoba. Zatem JEST podatny na szantaż.

                                                    Na tym polega istota transwestytyzmu. Zakładasz damski figi po pracy, a nie -
                                                    do pracy. Bo - jakby nie patrzeć - nie jest to zachowanie społecznie
                                                    akceptowane (tak jak ekskrementofilia).
                                                  • xiazeluka Re: Program idealnej partii 06.06.03, 15:24
                                                    mr_watchman napisał:

                                                    > Tak, bo zamiar oznacza, że rozgłaszasz zarzut robiąc to, hm, "świadomie".
                                                    Może inaczej - chcesz rozgłosić zarzut i go rozgłaszasz.

                                                    Czy to oznacza, że nie wolno mi opowiadać o tym, co zobaczyłem w miejscu
                                                    publicznym?

                                                    > Tylko niepublicznie, a więc w gronie znajomych.

                                                    Rozmowa w autobusie to publicznie czy nie?

                                                    > Na tym polega istota transwestytyzmu. Zakładasz damski figi po pracy, a nie -
                                                    > do pracy. Bo - jakby nie patrzeć - nie jest to zachowanie społecznie
                                                    > akceptowane (tak jak ekskrementofilia).

                                                    Niezupełnie. Są zawody, gdzie ubiór ma szczególne znaczenie - politycy,
                                                    bankowcy, hostessy, piloci samolotów itd. ubierają się wedle sztancy, ponieważ
                                                    winni budzić zaufanie klientów. Facet w biustonoszu odrzuciłby mnie od okienka
                                                    tak samo jak gość z brudnymi paznokciami lub berecie z antenką.
    • Gość: Ur-city Program part IP: *.enterpol.pl 27.05.03, 11:54
      Gość portalu: adrian napisał(a):


      >  Likwidacja składki na ochronę zdrowotną


      To mało, istnieje dolegliwy (wysoki) podatek (od zatrudniania, płacony przez
      obie strony umowy o pracę) zwany składką na ZUS, którego część jest zresztą
      przekazywana w chorobliwie bezsensownym darze garści prywatnych firm zwanych
      funduszami emerytalnymi. Wolny człowiek w wolnym kraju, gdy zatrudnia się lub
      daje pracę, powinien byc wolny od tego piepprzonego PRZYMUSU.


      pozdrawiam karolinator
    • Gość: doku Nieźle, ale próbujesz być za mądry IP: *.chello.pl 27.05.03, 22:10
      Gość portalu: adrian napisał(a):

      >  Wprowadzenie 15-sto proc. podatku liniowego od osób fizycznych

      Który kraj już od dawna rozwija się najlepiej? Czy tam jest podatek liniowy?
      Zamiast wymyślać swoje domorosłe koncepcje, lepiej skopiować system najlepszy,
      sprawdzony w praktyce. USA, Szwajcaria, Norwegia, Holandia ... masz przykłady
      więc nie kombinuj, jak niedorosły chłopiec.

      >  Zachęty podatkowe dla inwestorów
      >  Likwidacja wszystkich ulg podatkowych

      Jak to chcesz pogodzić? A może chcesz zachować ulgi, tylko nazwiesz je
      zachętami?

      >  Likwidacja składki na ochronę zdrowotną

      Znów chcesz przekombinować. Zaufaj sprawdzonym rozwiązaniom, np. w USA

      >  Legalizacja związków homoseksualnych

      To fundament państwa prawa

      > oświata:
      >  Zmiana systemu nauczania na umiejętnościowy a nie wiedzowy

      ZPT i WF zamiast matematyki i fizyki?

      >  Legalizacja prostytucji

      To fundament państwa prawa

      >  Legalizacja marihuany

      coś zaczyna Ci świtać

      >  Odpolitycznienie TVP

      Ale tu znów Cie zaćmiło. Media muszą być polityczne, to fundament wolności
      mediów - nie możesz zabronić właścicielowi lansowania własnych poglądów.
      • mr_watchman Re: Nieźle, ale próbujesz być za mądry 28.05.03, 09:46
        Gość portalu: doku napisał(a):

        > Który kraj już od dawna rozwija się najlepiej? Czy tam jest podatek liniowy?
        > Zamiast wymyślać swoje domorosłe koncepcje, lepiej skopiować system
        > najlepszy, sprawdzony w praktyce. USA, Szwajcaria, Norwegia, Holandia ...
        > masz przykłady więc nie kombinuj, jak niedorosły chłopiec.

        Niemcy nie są ostatnio najlepszym przykładem. Szwajcaria też nie, bo to w
        ogóle inny system (tam kantony mogą prowadzić swoją politykę podatkową). Z
        podobnych względów trzeba być ostrożnym w porównaniach do USA. A co do
        Holandii - pokusiłbym się o porównanie, gdyby nie holenderska tradycja systemu
        bankowo-monetarnego sięgająca XVI-XVII wieku, czego w Polsce nie było, nie ma
        i siłą rzeczy nie będzie (tradycji).
        Dobrym przykładem jest Estonia - jest tam podatek liniowy, a estońska
        gospodarka jest stawiana za wzór dla innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej
        (tak jak kiedyś Polska...)
        I jeszcze coś - podatek liniowy jest dobry dla społeczeństw "na dorobku", bo
        szybciej (choć i bardziej ryzykownie) nakręca gospodarkę. Być może dlatego
        państwa stabilne (te, które wymieniłeś, bo Niemcy słabną, ale są stabilne)
        pozostają przy podatku progresywnym.

        > Jak to chcesz pogodzić? A może chcesz zachować ulgi, tylko nazwiesz je
        > zachętami?

        Tak, jest tu pewna sprzeczność. Chyba że całość inwestycji będzie można
        zaksięgować wprost jako stratę (w celu pomniejszenia podatku). Inna sprawa
        jest taka, czy w ogóle nie pomyśleć o likwidacji podatku dochodowego.

        > Znów chcesz przekombinować. Zaufaj sprawdzonym rozwiązaniom, np. w USA

        Ale należy to zmienić. Jaki jest sens wyliczania indywidualnej składki, skoro
        nie ma to wpływu na dostępność usług medycznych?

        > >  Legalizacja związków homoseksualnych
        >
        > To fundament państwa prawa

        Może nie fundament, ale zgadzam się.

        > ZPT i WF zamiast matematyki i fizyki?

        Nie. Umiejętność wyszukiwania informacji i porównywania jej z innymi, zamiast
        wkuwania na pamięć rewelacji mocno przeterminowanych.

        > >  Legalizacja prostytucji
        >
        > To fundament państwa prawa

        Raczej opodatkowanie prostytucji.

        > Ale tu znów Cie zaćmiło. Media muszą być polityczne, to fundament wolności
        > mediów - nie możesz zabronić właścicielowi lansowania własnych poglądów.

        Ale problem powstaje, kiedy poglądy zaczyna głosić telewizja, która utrzymuje
        się powszechnego abonamentu i nad którą łapę trzyma rząd. Bo prywatne media
        mogą głosić co chcą.
    • 7em Re: Program idealnej partii 28.05.03, 09:49
      Gość portalu: adrian napisał(a):

      > W tym miejscu wpiszcie jak wg. was powinien wygladac program idealnej partii.
      > Moje propozycje to:
      >
      > gospodarka:
      >  likwidacja podatku liniowego od osób fizycznych
      >  Wprowadzenie 10-cio proc. podatku CIT od osób prawnych
      >  Wprowadzenie jednolitej 5-cio proc. stawki podatku VAT
      >  likfidacja akcyz na wszystkie produkty nią objęte
      >  Likwidacja wszystkich ulg podatkowych
      >  Opodatkowanie kościoła
      >  Prywatyzacja wszystkich przedsiębiorstw należących do Skarbu Państwa
      > włączenie z PKP, kopalniami, służbą zdrowia czy TVP2, TVP3, TV Polonia z
      >  Likwidacja składki na ochronę zdrowotną i zus
      >
      > społeczeństwo:
      >  Legalizacja broni
      >
      > ustrój:
      >  Wprowadzenie okręgów jedno mandatowych w ordynacji wyborczej
      >
      > oświata:
      >  prywatyzacja systemu nauczania
      >
      > inne:

      uznanie lewactwa za organizacje szkodliwe i przestepcze.


      5040
      • Gość: adrian Re: Program idealnej partii IP: *.acn.pl / 10.69.0.* 28.05.03, 16:54
        Z tymi zachętami dla inwestorów faktycznie wyrazilem się dość nie jasno. Ale
        już choćby stabilne i niezmieniane tak często jak w polsce prawo może być
        zachętą dla inwestorów. To samo z infrastrukturą.

        O prostytucje to chodzi mi naturalnie o jej opodatkowanie.
        • Gość: siedem Re: Program idealnej partii IP: 213.216.66.* 29.05.03, 09:31
          Gość portalu: adrian napisał(a):

          > Z tymi zachętami dla inwestorów faktycznie wyrazilem się dość nie jasno. Ale
          > już choćby stabilne i niezmieniane tak często jak w polsce prawo może być
          > zachętą dla inwestorów. To samo z infrastrukturą.
          >
          > O prostytucje to chodzi mi naturalnie o jej opodatkowanie.

          wszystkie bariery o ktorych piszesz nie sa manifestacja jakiejs zewnetrznej
          rzeczywistosci ktora nas wiezi jak akwarium welonkę. ty kreujesz rzeczywistosc
          a wszelkie barierey wystepuja tylko w twoim umysle i w umyslach nas wszystkich.
          nie rozumiem po co chcesz okradac prostytutke z ciezko wydupczonych pieniedzy?
          nie dosc ze alfonsiak zabiera jest zazwyczaj 90% dochodów?

          5040
    • pollak Re: Program idealnej partii 28.05.03, 17:58
      Gość portalu: adrian napisał(a):

      >  Legalizacja związków homoseksualnych

      Po co promować zboczone związki?
    • oleg3 & & #35 61607; Legalizacja związków homoseksualnych 28.05.03, 18:21
      Nadspodziewanie dużo czasu w dyskusji zajmuje niejasno sformułowany punkt 
      Legalizacja związków homoseksualnych. Wydaje mi się, że (prawie) każdy
      forumowicz dyskutuje o czymś innym. Zacznijmy od aktualnego stanu prawnego.
      Związki homoseksualne są legalne. Nikt, pozostający w takim związku nie jest
      ścigany przez prawo. Prawo nie uznaje jednak takich związków. Partnerzy
      pozostający w związku homoseksualnym są, w świetle prawa, obcy. I niech tak
      pozostanie.
      • mr_watchman Re: & & & #35 35 61607; Legalizacja związków hom 29.05.03, 09:23
        oleg3 napisał:

        > Zacznijmy od aktualnego stanu prawnego. Związki homoseksualne są legalne.
        > Nikt, pozostający w takim związku nie jest ścigany przez prawo. Prawo nie
        > uznaje jednak takich związków.

        Rany, facet, zawsze musisz napisać coś, co wszyscy wiedzą? Dyskutując z
        xiazeluką posługujemy się skrótem myślowym "legalizacja" na
        określenie "stworzenia parom homoseksualnym możliwości zawarcia związku, który
        w świetle obowiązujących w RP przepisów będzie traktowany jak małżeństwo". Nie
        sądzisz, że legalizacja brzmi troszkę krócej?
        • Gość: jacek#jw Re: & & & & #35 35 35 61607; Legalizacja zw IP: *.toya.net.pl 29.05.03, 12:17
          mr_watchman napisał:

          > oleg3 napisał:
          >
          > > Zacznijmy od aktualnego stanu prawnego. Związki homoseksualne są legalne.
          > > Nikt, pozostający w takim związku nie jest ścigany przez prawo. Prawo nie
          > > uznaje jednak takich związków.
          >
          > Rany, facet, zawsze musisz napisać coś, co wszyscy wiedzą? Dyskutując z
          > xiazeluką posługujemy się skrótem myślowym "legalizacja" na
          > określenie "stworzenia parom homoseksualnym możliwości zawarcia związku,
          który
          > w świetle obowiązujących w RP przepisów będzie traktowany jak małżeństwo".
          Nie
          > sądzisz, że legalizacja brzmi troszkę krócej?

          A jaka jest przyczyna, by wspólnie rozliczać podatki, korzystać z preferencji
          kredytowych lub z innych form wspomagania rodziny dla związków homoseksualnych?
          • mr_watchman Re: & & & & & #35 35 35 35 61607; Leg 29.05.03, 12:49
            Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

            > A jaka jest przyczyna, by wspólnie rozliczać podatki, korzystać z
            > preferencji kredytowych lub z innych form wspomagania rodziny dla związków
            > homoseksualnych?

            Aby im było raźniej i przyjemniej.
            • Gość: jacek#jw Re: & & & & & & #35 35 35 35 3 IP: *.toya.net.pl 29.05.03, 12:53
              mr_watchman napisał:

              > Gość portalu: jacek#jw napisał(a):
              >
              > > A jaka jest przyczyna, by wspólnie rozliczać podatki, korzystać z
              > > preferencji kredytowych lub z innych form wspomagania rodziny dla związków
              > > homoseksualnych?
              >
              > Aby im było raźniej i przyjemniej.

              A czemuż to nie wystarcza im przyjemność ze współżycia? Państwo nie daje ulg i
              nie promuje tej przyjemności dla samej przyjemności.
              • mr_watchman Re: & & & & & & & #35 29.05.03, 15:24
                Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

                > A czemuż to nie wystarcza im przyjemność ze współżycia?

                Przykro mi, nie wiem. Zapytaj jakiegoś geja (pedzia, ciotę, miękkiego czy jak
                tam wolisz).

                > Państwo nie daje ulg i nie promuje tej przyjemności dla samej przyjemności.

                Jest w tym jakaś racja, ale czy z powodu administracyjnych zakazów ludzie mają
                być nieszczęśliwi?
                • Gość: jacek#jw Re: & & & & & & IP: *.toya.net.pl 29.05.03, 15:53
                  mr_watchman napisał:

                  > Gość portalu: jacek#jw napisał(a):
                  >
                  > > A czemuż to nie wystarcza im przyjemność ze współżycia?
                  >
                  > Przykro mi, nie wiem. Zapytaj jakiegoś geja (pedzia, ciotę, miękkiego czy
                  jak
                  > tam wolisz).
                  >
                  > > Państwo nie daje ulg i nie promuje tej przyjemności dla samej przyjemności
                  > .
                  >
                  > Jest w tym jakaś racja, ale czy z powodu administracyjnych zakazów ludzie
                  mają
                  > być nieszczęśliwi?

                  Czy w takim razie można tych ludzi nakazami uszczęśliwić? Mimo wszystko rola
                  państwa jest nieco inna.
                  • mr_watchman Re: & & & & & 30.05.03, 12:49
                    Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

                    > Czy w takim razie można tych ludzi nakazami uszczęśliwić? Mimo wszystko rola
                    > państwa jest nieco inna.

                    Kto mówi o nakazie? Nie chcesz - nie żeń się. Czy sam fakt istnienia
                    instytucji małżeństwa zmusza cię do jego zawierania?
                    A jaka jest rola państwa?
                    • jacek#jw Re: & & & & 30.05.03, 14:41
                      mr_watchman napisał:

                      > Gość portalu: jacek#jw napisał(a):
                      >
                      > > Czy w takim razie można tych ludzi nakazami uszczęśliwić? Mimo wszystko ro
                      > la
                      > > państwa jest nieco inna.
                      >
                      > Kto mówi o nakazie? Nie chcesz - nie żeń się. Czy sam fakt istnienia
                      > instytucji małżeństwa zmusza cię do jego zawierania?

                      Jednak ludzie powszechnie zawierają małżeństwa i wolą zalegalizować taki
                      związek niż żyć na kocią łapę. Pewien wpływ na taką postawę ma państwo, które
                      poprzez różnorodne działania wspiera właśnie taką postawę. Nie chcesz mi chyba
                      wmówić, że przyczyną takich rozwiązań jest jedynie chęć sprawienia dodatkowej
                      przyjemności kochającej się pary.

                      > A jaka jest rola państwa?

                      Czy można by to ograniczyć nieco? W omowianym kontekście ideą jest społeczne
                      wsparcie prokreacji.
                      • mr_watchman Re: & & & & 30.05.03, 15:46
                        jacek#jw napisał:

                        > Jednak ludzie powszechnie zawierają małżeństwa i wolą zalegalizować taki
                        > związek niż żyć na kocią łapę. Pewien wpływ na taką postawę ma państwo,
                        > które poprzez różnorodne działania wspiera właśnie taką postawę. Nie chcesz
                        > mi chyba wmówić, że przyczyną takich rozwiązań jest jedynie chęć sprawienia
                        > dodatkowej przyjemności kochającej się pary.

                        Nie umiem ci odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście, że państwo wspiera
                        małżeństwo, bo widzi w tym interes - jak będą dzieci, to rodzina je wychowa i
                        państwo zyska dobrego obywatela. Ale nie zawsze się to udaje, bo są rodziny
                        patologiczne oraz bezdzietne. Dlaczego w takim razie nie zaaprobować związków
                        homo? Może ludzie, którzy żyją w zinstytucjonalizowanym związku, są szczęślwsi
                        i bardziej wydajni w pracy?

                        > Czy można by to ograniczyć nieco? W omowianym kontekście ideą jest społeczne
                        > wsparcie prokreacji.

                        Okay, rola państwa to temat na osobny wątek.
                        • Gość: jacek#jw Re: & & & & IP: *.toya.net.pl 30.05.03, 18:40
                          mr_watchman napisał:

                          > jacek#jw napisał:
                          >
                          > > Jednak ludzie powszechnie zawierają małżeństwa i wolą zalegalizować taki
                          > > związek niż żyć na kocią łapę. Pewien wpływ na taką postawę ma państwo,
                          > > które poprzez różnorodne działania wspiera właśnie taką postawę. Nie chces
                          > z
                          > > mi chyba wmówić, że przyczyną takich rozwiązań jest jedynie chęć sprawieni
                          > a
                          > > dodatkowej przyjemności kochającej się pary.
                          >
                          > Nie umiem ci odpowiedzieć na to pytanie. Oczywiście, że państwo wspiera
                          > małżeństwo, bo widzi w tym interes - jak będą dzieci, to rodzina je wychowa
                          i
                          > państwo zyska dobrego obywatela. Ale nie zawsze się to udaje, bo są rodziny
                          > patologiczne oraz bezdzietne. Dlaczego w takim razie nie zaaprobować
                          związków
                          > homo? Może ludzie, którzy żyją w zinstytucjonalizowanym związku, są
                          szczęślwsi
                          > i bardziej wydajni w pracy?

                          Wiele roziązań systemowych musi ocierać się o patologię, co wcale nie znaczy,
                          że ją wspierają, czy też należy z nich zrezygnować. Nie ma też dowodów na to,
                          że homoseksualiści po wykorzystaniu ulg przynależnych rodzinie będą pracować
                          wydajniej a przy ograniczaniu roli państwa (zdaje się, że za zwolennika tego
                          siępodałeś) dodawanie kolejnej grupy beneficjentów systemowych jest bez sensu.
                          Jeśli już koniecznie muszą się legalizować, to niech to będzie w odrębnym
                          trybie nie mającym związku z rodziną i małżeństwem.

                          >
                          > > Czy można by to ograniczyć nieco? W omowianym kontekście ideą jest społecz
                          > ne
                          > > wsparcie prokreacji.
                          >
                          > Okay, rola państwa to temat na osobny wątek.
                          • mr_watchman Re: & & & 02.06.03, 10:37
                            Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

                            > Wiele roziązań systemowych musi ocierać się o patologię, co wcale nie
                            > znaczy, że ją wspierają, czy też należy z nich zrezygnować.

                            Podaj przykład, bo ja jakoś nic takiego nie znam.

                            > Nie ma też dowodów na to, że homoseksualiści po wykorzystaniu ulg
                            > przynależnych rodzinie będą pracować wydajniej a przy ograniczaniu roli
                            > państwa (zdaje się, że za zwolennika tego siępodałeś) dodawanie kolejnej
                            > grupy beneficjentów systemowych jest bez sensu.

                            Toteż pisałem, że BYĆ MOŻE (czyli nie na pewno) ludzie żyjącym w trwałym,
                            zinstytucjonalizowanym związku są szczęśliwsi i przez to - bardziej wydajni.
                            Czytałem kiedyś o badaniach, z których wynikało, że żonaci mężczyźni są
                            lepszymi pracownikami, ale nie dam ręki, że dobrze zapamiętałem opis badania i
                            wnioski.
                            Natomiast nie wiązałem tego z systemem ulg, bo w istocie jestem zwolennikiem
                            zmiany systemu podatkowego i likwidacji ulg, więc nie posługuję się
                            argumentami, które z założenia mają dla mnie niewielką wartość.

                            > Jeśli już koniecznie muszą się legalizować, to niech to będzie w odrębnym
                            > trybie nie mającym związku z rodziną i małżeństwem.

                            Czyli jak? Bo co do zasady mogę się wstępnie zgodzić, ale ciekawią mnie
                            szczegóły.
                            • jacek#jw Re: & & & 03.06.03, 21:13
                              mr_watchman napisał:

                              > Gość portalu: jacek#jw napisał(a):
                              >
                              > > Wiele roziązań systemowych musi ocierać się o patologię, co wcale nie
                              > > znaczy, że ją wspierają, czy też należy z nich zrezygnować.
                              >
                              > Podaj przykład, bo ja jakoś nic takiego nie znam.

                              Pewnie to skutek pośpiechu i chodzenia na skróty. Ale najpierw przykłady.
                              Pierwszy sam podałeś, rodzina i jej patologia, dalej wolność słowa i jej
                              nadużycia, wolny rynek i oszustwa, demokracja i pęd do stołków. Nie można
                              zakładać, że postulowana legalizacja związków pedalskich będzie pozbawiona
                              patologii, zatem argumentacja rodzinami marginesu społecznego jest chybiona.

                              >
                              > > Nie ma też dowodów na to, że homoseksualiści po wykorzystaniu ulg
                              > > przynależnych rodzinie będą pracować wydajniej a przy ograniczaniu roli
                              > > państwa (zdaje się, że za zwolennika tego siępodałeś) dodawanie kolejnej
                              > > grupy beneficjentów systemowych jest bez sensu.
                              >
                              > Toteż pisałem, że BYĆ MOŻE (czyli nie na pewno) ludzie żyjącym w trwałym,
                              > zinstytucjonalizowanym związku są szczęśliwsi i przez to - bardziej wydajni.
                              > Czytałem kiedyś o badaniach, z których wynikało, że żonaci mężczyźni są
                              > lepszymi pracownikami, ale nie dam ręki, że dobrze zapamiętałem opis badania
                              i
                              > wnioski.

                              Ale są tacy, którzy są szczęśliwi i co za tym idzie bardziej wydajni żyjąc
                              samotnie czy też w przyjacielskiej grupie pozbawionej podłoża seksualnego.
                              Stusując taką motywację wszystkich należałoby wspierać. Wszystkich, znaczy
                              nikogo.

                              > Natomiast nie wiązałem tego z systemem ulg, bo w istocie jestem zwolennikiem
                              > zmiany systemu podatkowego i likwidacji ulg, więc nie posługuję się
                              > argumentami, które z założenia mają dla mnie niewielką wartość.
                              >
                              > > Jeśli już koniecznie muszą się legalizować, to niech to będzie w odrębnym
                              > > trybie nie mającym związku z rodziną i małżeństwem.
                              >
                              > Czyli jak? Bo co do zasady mogę się wstępnie zgodzić, ale ciekawią mnie
                              > szczegóły.

                              No, ale ja nie jestem inicjatorem tego pomysłu a przeciwnikiem.
                              • mr_watchman Re: & & 04.06.03, 09:29
                                jacek#jw napisał:

                                > Pewnie to skutek pośpiechu i chodzenia na skróty. Ale najpierw przykłady.
                                > Pierwszy sam podałeś, rodzina i jej patologia, dalej wolność słowa i jej
                                > nadużycia, wolny rynek i oszustwa, demokracja i pęd do stołków. Nie można
                                > zakładać, że postulowana legalizacja związków pedalskich będzie pozbawiona
                                > patologii, zatem argumentacja rodzinami marginesu społecznego jest chybiona.

                                Nadal nie chwytam, jaki to ma związek z legalizacją związków homo. Że
                                patologie są nieuniknione, to oczywiste, ale zmianom systemowym (ogólnie rzecz
                                ujmując) towarzyszy zawsze idea stworzenia jakiejś normy, a nie patologii.
                                Chyba że za patologię przyjąć samą w sobie legalizację związków homo.

                                > Ale są tacy, którzy są szczęśliwi i co za tym idzie bardziej wydajni żyjąc
                                > samotnie czy też w przyjacielskiej grupie pozbawionej podłoża seksualnego.

                                Dlatego pisałem o porównaniu: samotni kontra żonaci. Ale przyznaję, że nie
                                mając tych danych przed oczami, nie jestem w stanie nic udowodnić i mogę sobie
                                tylko gdybać.

                                > Stusując taką motywację wszystkich należałoby wspierać. Wszystkich, znaczy
                                > nikogo.

                                Ale o tych wszystkich to już ty rozszerzyłeś moją wypowiedź.

                                > No, ale ja nie jestem inicjatorem tego pomysłu a przeciwnikiem.

                                Np. uchwalenie odrębnej od kro ustawy, która stanowiłaby o nazwie takiego
                                związku, trybie jego zawarcia, sposobie odnotowywania w aktach USC oraz
                                zakresie stosowania do tej instytucji innych przepisów (np. wyłączenie prawa
                                do adopocji dzieci).
                                • jacek#jw Re: & & 05.06.03, 21:27
                                  mr_watchman napisał:

                                  > jacek#jw napisał:
                                  >
                                  > > Pewnie to skutek pośpiechu i chodzenia na skróty. Ale najpierw przykłady.
                                  > > Pierwszy sam podałeś, rodzina i jej patologia, dalej wolność słowa i jej
                                  > > nadużycia, wolny rynek i oszustwa, demokracja i pęd do stołków. Nie można
                                  > > zakładać, że postulowana legalizacja związków pedalskich będzie pozbawiona
                                  >
                                  > > patologii, zatem argumentacja rodzinami marginesu społecznego jest chybion
                                  > a.
                                  >
                                  > Nadal nie chwytam, jaki to ma związek z legalizacją związków homo. Że
                                  > patologie są nieuniknione, to oczywiste, ale zmianom systemowym (ogólnie
                                  rzecz
                                  > ujmując) towarzyszy zawsze idea stworzenia jakiejś normy, a nie patologii.
                                  > Chyba że za patologię przyjąć samą w sobie legalizację związków homo.

                                  Przeciwstawiłeś patologiczną rodzinę hetero związkowi homo, by zneutralizować
                                  argument prokreacji. Dalsza wymiana zdań jest konsekwencją tego.

                                  >
                                  > > Ale są tacy, którzy są szczęśliwi i co za tym idzie bardziej wydajni żyjąc
                                  >
                                  > > samotnie czy też w przyjacielskiej grupie pozbawionej podłoża seksualnego.
                                  >
                                  >
                                  > Dlatego pisałem o porównaniu: samotni kontra żonaci. Ale przyznaję, że nie
                                  > mając tych danych przed oczami, nie jestem w stanie nic udowodnić i mogę
                                  sobie
                                  > tylko gdybać.
                                  >
                                  > > Stusując taką motywację wszystkich należałoby wspierać. Wszystkich, znaczy
                                  >
                                  > > nikogo.
                                  >
                                  > Ale o tych wszystkich to już ty rozszerzyłeś moją wypowiedź.

                                  Jako wniosek z postawionej tezy.
                                  >
                                  > > No, ale ja nie jestem inicjatorem tego pomysłu a przeciwnikiem.
                                  >
                                  > Np. uchwalenie odrębnej od kro ustawy, która stanowiłaby o nazwie takiego
                                  > związku, trybie jego zawarcia, sposobie odnotowywania w aktach USC oraz
                                  > zakresie stosowania do tej instytucji innych przepisów (np. wyłączenie prawa
                                  > do adopocji dzieci).

                                  Ok tyle, że w konsekwencji tego typu zapisów pojawi się pogląd o dyskryminacji
                                  i byłoby to wówczas bardziej uzasadnione niż jest w chwili obecnej. Jak zwykle
                                  chodzi o szczegóły.
                                  • mr_watchman Re: & 06.06.03, 09:32
                                    jacek#jw napisał:

                                    > Przeciwstawiłeś patologiczną rodzinę hetero związkowi homo, by
                                    > zneutralizować argument prokreacji. Dalsza wymiana zdań jest konsekwencją
                                    > tego.

                                    Tak, ale zrobiłem to po to, aby pokazać, że sam w sobie uświęcony związek
                                    małżeński nie jest czystym dobrem z definicji. Wszystko zależy od ludzi, a nie
                                    od rytuałów.

                                    > Jako wniosek z postawionej tezy.

                                    Nie widzę tego wniosku. Przypomnę - moją pierwotną tezą było to, że BYĆ MOŻE
                                    ludzie żyjący w zinstytucjonalizowanym związku (bez względu na jego
                                    orientację) są szczęśliwsi i bardziej wydajni. Ten pogląd wywodzę nie tylko z
                                    jakichś tam danych, o których mówiłem, a których nie pamiętam, ale z próby
                                    odpowiedzi na pytanie: po co jest małżeństwo? Przecież dzieci można mieć także
                                    w związku nieformalnym. Sądzę, że ludziom małżeństwo jest po prostu potrzebne
                                    do szczęścia.

                                    > Ok tyle, że w konsekwencji tego typu zapisów pojawi się pogląd o
                                    > dyskryminacji i byłoby to wówczas bardziej uzasadnione niż jest w chwili
                                    > obecnej. Jak zwykle chodzi o szczegóły.

                                    Może masz i rację. Dlatego dobrze jest, że się o tym dyskutuje, nawet jeśli
                                    kończy się tylko na dyskusjach.
                                    • Gość: jacek#jw Re: & IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.03, 14:39
                                      mr_watchman napisał:

                                      > jacek#jw napisał:
                                      >
                                      > > Przeciwstawiłeś patologiczną rodzinę hetero związkowi homo, by
                                      > > zneutralizować argument prokreacji. Dalsza wymiana zdań jest konsekwencją
                                      > > tego.
                                      >
                                      > Tak, ale zrobiłem to po to, aby pokazać, że sam w sobie uświęcony związek
                                      > małżeński nie jest czystym dobrem z definicji. Wszystko zależy od ludzi, a
                                      nie
                                      > od rytuałów.

                                      Związki homo są obarczone w końcu patologią i to musi być jasne od samego
                                      początku.

                                      >
                                      > > Jako wniosek z postawionej tezy.
                                      >
                                      > Nie widzę tego wniosku. Przypomnę - moją pierwotną tezą było to, że BYĆ MOŻE
                                      > ludzie żyjący w zinstytucjonalizowanym związku (bez względu na jego
                                      > orientację) są szczęśliwsi i bardziej wydajni. Ten pogląd wywodzę nie tylko z
                                      > jakichś tam danych, o których mówiłem, a których nie pamiętam, ale z próby
                                      > odpowiedzi na pytanie: po co jest małżeństwo? Przecież dzieci można mieć
                                      także
                                      > w związku nieformalnym. Sądzę, że ludziom małżeństwo jest po prostu potrzebne
                                      > do szczęścia.

                                      Logika wniosku jest następująca: Szczęście jest podstawą oceny zasadności
                                      legalizacji związku i korzystania profitów takiej legalizacji, jednak ludzie są
                                      szczęśliwi w różnych sytuacjach (samotni, hetero, w komunie itp). Ponadto
                                      człowiek potrafi się dostosować do sytuacji. Stąd dotyczy to wszystkich. Skoro
                                      nie ma potrzeby legalizacji samotności, po co więc legalizować związki homo.

                                      >
                                      > > Ok tyle, że w konsekwencji tego typu zapisów pojawi się pogląd o
                                      > > dyskryminacji i byłoby to wówczas bardziej uzasadnione niż jest w chwili
                                      > > obecnej. Jak zwykle chodzi o szczegóły.
                                      >
                                      > Może masz i rację. Dlatego dobrze jest, że się o tym dyskutuje, nawet jeśli
                                      > kończy się tylko na dyskusjach.
                                      Nie zgłaszam sprzeciwu.
                                      • mr_watchman Re: 06.06.03, 14:47
                                        Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

                                        > Związki homo są obarczone w końcu patologią i to musi być jasne od samego
                                        > początku.

                                        Na szczęście - niegroźną dla nikogo, w przeciwieństwie do pedofilii.

                                        > Logika wniosku jest następująca: Szczęście jest podstawą oceny zasadności
                                        > legalizacji związku i korzystania profitów takiej legalizacji, jednak ludzie
                                        > są szczęśliwi w różnych sytuacjach (samotni, hetero, w komunie itp). Ponadto
                                        > człowiek potrafi się dostosować do sytuacji. Stąd dotyczy to wszystkich.
                                        > Skoro nie ma potrzeby legalizacji samotności, po co więc legalizować związki
                                        > homo.

                                        Może inaczej zadam pytanie: po co ludzie się pobierają?
    • Gość: jacek#jw Re: Program idealnej partii IP: *.toya.net.pl 29.05.03, 12:19
      Gość portalu: adrian napisał(a):

      > W tym miejscu wpiszcie jak wg. was powinien wygladac program idealnej partii.
      > Moje propozycje to:
      >
      > gospodarka:
      >  Wprowadzenie 15-sto proc. podatku liniowego od osób fizycznych
      >  Wprowadzenie 10-cio proc. podatku CIT od osób prawnych
      >  Wprowadzenie 15-sto proc. podatku liniowego dla rolników
      >  Wprowadzenie jednolitej 15-sto proc. stawki podatku VAT
      >  Obniżenie akcyz na wszystkie produkty nią objęte
      >  Zachęty podatkowe dla inwestorów
      >  Likwidacja wszystkich ulg podatkowych
      >  Opodatkowanie kościoła
      >  Prywatyzacja wszystkich przedsiębiorstw należących do Skarbu Państwa
      > włączenie z PKP, kopalniami, służbą zdrowia czy TVP2, TVP3, TV Polonia z
      > pozostawieniem jedynie TVP1
      >  Likwidacja składki na ochronę zdrowotną
      >
      > społeczeństwo:
      >  Legalizacja związków homoseksualnych
      >
      > ustrój:
      >  Wprowadzenie okręgów jedno mandatowych w ordynacji wyborczej
      >
      > oświata:
      >  Zmiana systemu nauczania na umiejętnościowy a nie wiedzowy
      >
      > inne:
      >  Legalizacja prostytucji
      >  Legalizacja marihuany - obciążonej VAT-em, a dealerzy PIT-em bądź CIT-
      > em smile
      >  Odpolitycznienie TVP (w zasadzie tylko TVP1 - ktora pozostanie jako je
      > dyny
      > kanal panstwowy) poprzez wybieranie kandydatów na wszystkie ważne stanowiska
      > w drodze konkursu

      Ideał to to nie jest. Brakuje zakazu stosowania koncesji, limitów i podobnych
      im narzędzi sterowania gospodarką.
    • d_nutka Re: Program idealnej partii 29.05.03, 12:28
      idealne programy to ja już widywałam
      ale idealnej partii to jeszcze nie
      d.
      • Gość: jacek#jw Re: Program idealnej partii IP: *.toya.net.pl 29.05.03, 12:34
        d_nutka napisała:

        > idealne programy to ja już widywałam
        > ale idealnej partii to jeszcze nie
        > d.

        Pewnie łatwiej jest pisać idealne programy niż tworzyć idealne partie. W końcu
        SLD miało niemal idealny program, a Perła stworzył prawie idealną partię. Taka
        różnica między realem a wirtualem.
    • Gość: \w dodal bym jeszcze IP: *.chello.pl 03.06.03, 11:07
      Gość portalu: adrian napisał(a):

      > społeczeństwo:
      >  Legalizacja związków homoseksualnych

      Związki homoseksualne są legalne

      > oświata:
      >  Zmiana systemu nauczania na umiejętnościowy a nie wiedzowy

      Tu dodał bym jeszcze bon edukacyjny

      Dodał bym:
      Odpowiedzialność materialna i karna urzędników państwowych za decyzje niezgodne
      z prawem (np urzędników skarbowych).
      Odpowiedzialność materialna i karna urzędników za zaniechanie czynności
      urzędowych.
      Powiązanie wynagrodzenia rządu parlamentu i urzędników państwowych z wynikami
      gospodarczymi państwa (bezrobocie wzrost gospodarczy itd.)
      Ograniczenie immunitetu poselskiego
      Konstytucyjny wymóg pokazania źródła finansowania ustaw.
      Konstytucyjne określenie wydatków (jako procent budżetu) na wojsko, policję i
      sądy.
      • Gość: Smaug Re: dodal bym jeszcze IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 03.06.03, 13:29
        A ja bym dodał jeszcze następujący wymóg (najlepiej zapisany w konstytucji):

        Obowiązek publikowania w Dzienniku Ustaw jednolitego tekstu każdego aktu
        prawnego (ustawy, rozporządzenia) po jego choćby najmniejszej nowelizacji.

        Po pierwsze: mam nadzieję, że koszty z tym związane ograniczyłyby legislacyjną
        nadprodukcję i prawotwórczy obłęd parlamentu.

        Po drugie: obywatele nie mieliby koszmarnych kłopotów z dotarciem do aktualnych
        i obowiązujących przepisów, tak jak to ma miejsce obecnie.

        pzdr
        • wolfen Re: dodal bym jeszcze 04.06.03, 07:29
          Całkowicie się z tobą zgadzam. Chaos legislacyjny w Polsce jest przerażający.
Pełna wersja