benek231
28.05.07, 17:20
Mimochodem...
„Kierowane przez Mieczysława Moczara MSW od kilku lat zbierało informacje o
członkach establishmentu partyjnego i elit intelektualnych, którym
przypisywano pochodzenie żydowskie (...) Teraz nadarzyła się okazja, by
skorzystać z tej wiedzy. Przed końcem roku [1967] wyrzucono z wojska
kilkudziesięciu wyższych oficerów...” – pisze w „Gazecie Wyborczej” historyk
Piotr Osęka, przypominając ohydę antysemickiej nagonki 1968 roku. Pytanie za
stówę: kto wyrzucił tych kilkudziesięciu wyższych oficerów, mających żydowskie
korzenie, bądź tylko Żydami ogłoszonych? Autor ostrożnie używa formy
bezosobowej (czy może tak mu zadiustowała tekst redakcja), przez co można z
kontekstu wnosić, że zrobił to Moczar. Wzmacniają to wrażenie następne
akapity, z obszernym cytatem z Rakowskiego: „Scenariusz zazwyczaj jest
następujący: MSW zawiadamia ministra, że MSW nie ma już do towarzysza Iks
zaufania (...) W takim wypadku minister już wie co robić”. Wprawdzie te uwagi
dotyczą czystki w tzw. kulturze, a nie w wojsku, ale mniej uważny czytelnik
tego nie zauważy.
A tymczasem – takiego wała. Moczar bez wątpienia był skończoną kanalią, jak
zresztą wszyscy pozostali sternicy partyjnej nawy, ale akurat na tzw. LWP nie
miał żadnego wpływu. Tym, który gorliwie czyścił wojsko z „elementów
syjonistycznych”, budując w ten sposób pozycję swoją i swojej czysto aryjskiej
ekipy, był towarzysz Wojciech Jaruzelski (patrz: Lech Kowalski „Generał ze
skazą”, wyd. Rytm, Warszawa 2001) – później I sekretarz PZPR, szef WRON i,
tfu, pierwszy prezydent III RP, a także, last but not least, kumpel od
kieliszka redaktora Michnika. Właśnie ta ostatnia okoliczność sprawia, jak
sądzę, że w tym konkretnym wypadku „Wyborcza” w cudowny sposób zapomina o swej
zwyczajnej bezwzględności w tropieniu antysemitów. Co by kogo innego zhańbiło
ostatecznie i nieodwołalnie, to „człowiekowi honoru” jest wybaczane i nie
wypominane. Prawdziwi i domniemani Żydzi zostali z ludowego wojska wylani
przez bliżej niesprecyzowane, anonimowe żywioły historii. A może nawet sami
się wylali, jak ta oficerska żona z Gogola.
Michnikowszczyzna w pełnej krasie. Jeśli kto wierzy, że to się samo z siebie
zmieni, to się bardzo, bardzo rozczaruje.
===
Wydalo mi sie, ze interesujace moze byc skonfrontowanie tekstu Ziemkiewicza z
Twoim (z Weglarczykiem w tytule).
Obydwojgu wam bardzo ladnie wszystko sie uklada w calosc, tyle ze te calosci
jakby nieco inne - choc wygladaja na tozsame. Paradoks?
Chcesz podyskutowac?