zibi
31.03.01, 05:01
Z każdym dniem jestem, co raz bardziej sceptyczny, co do perspektywy wstąpienia
Polski do EU. Z własnych obserwacji i doświadczeń mogę śmiało wnioskować, iż
cały ten proceder jest dla Polaków niekorzystny. Podzielam zdanie tych osób,
które uważają ze tylko nieliczni na tym kozystaja i będą mogli zarobić.
Kozysatajac z możliwości, jaka daje mi ta grupa dyskusyjna, opisze tu dwa
przykre przypadki, które spotkały mnie ze strony Unii Europejskiej.
Po pierwsze pochodzę z Bilegostoku, który jest stolica regionu dotkniętego
kryzysem, jak wszyscy wiemy. Początki, którego zaczęły się wraz z wprowadzeniem
przykazu z EU dotyczącego uszczelnienia granicy wschodniej. Osobiście miałem
szczęście nie doświadczyć tego na własnej skórze, mieszkam od 6 lat w Belgii,
ale tu rodzinę i przyjaciół. Dla nich cale te pierdoły o Unii w świetle
zaistniałej sytuacji nie maja najmniejszego sensu, a tym bardziej pożytku. Może
pożytku natychmiastowego, bo mówi się ogólnie, ze na dłuższa metę to się
opłaci. Tylko, co zrobić teraz z fala bezrobocia, jak wytlumaczyc ludziom,
których zarobki są w większości mniejsze o średniej krajowej, ze musza jeszcze
sobie poczekać, tym bardziej na tle krzyków o okrasach przejsciowych.
Druga sprawa dotyczy pieniędzy przeznaczony przez EU na razwoj Polski, tzw.
Phare Programme i moich opłat na studiach wyższych w Belgii. Przy całej tej
propagandzie kontynuowanej przez EU na temat pieniędzy dla nas, fakt, iż jako
obywatel polski, a wiec nie unijny, płaciłem 4 krotnie więcej za studia niż moi
koledzy z Belgii, zakrawa na miano hypokryzji. Jeśli unia tak bardzo chce, aby
Polska nią dogoniła, to przynajmniej niech zniesie dla Polaków ten durny nakaz.
A może jeszcze jedna ciekawska. Starając się o wizę do Belgii, ambasada tego
kraju w Warszawie akceptuje badania lekarskie podpisane przez „ specjalistów”
przez nią akredytowanych,. Ostatnio za taka wizytę musiałem zapłacić 80 PLZ.
Wszystkie badania były już zrobione , a specjalista obejzal je tylko, zmiezyl
ciśnienie i posłuchał czy dobrze piszczy w płucach. Całość zabrała mu nie
więcej niż 5 minut. Prawdę mówiąc żaden lekarz w Belgii nie osmielilby się tyle
wziąć. A jak ten Belg mówiący po polsku jest poza Belgia, to w naszym kraju
zada ile chce.
Tak na marginesie, po tej wizycie mialem nieslodtkie wrażenie, iż te wszystkie
zdobycze kulturowe, socjalne i przyjete reguły postępowania obowiązujące na
zachodzie, nie maja prawa bytu w naszym kraju. I po co ta cala gadka o Acquis
Communautaires. Traktują nas jak Afrykę, tak jakby zostało im to jeszcze w
nawyku.