Gość: t
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
12.07.03, 15:36
Mamy właśnie żadką okazję do przyjrzenia się w jaki sposób środowisko "GW"
podchodzi do historii polski. Wszyscy pamiętają jeszcze sprawę
jedwabnego: "Sąsiedzi" Grossa błyskawicznie stali się pretekstem do debaty,
która ciągnęła się ponad rok (warto zauważyć, że wydana w tym samym mniej
więcej czasie 2 tomowa, praca o Wołyniu, nie została przez "GW" zauważona
bodajże wcale). Sprawą Wołynia zaś "GW" dotąd specjalnie mocno się nie
zajmowała (Pamiętam tylko jeden artykuł o Wołyniu zamieszczony w "GW".
Przyjmowano w nim mn. perspektywę .... granic PRL, która w 1943 roku nie
istniała). Oczywiście, można powiedzieć, że inaczej rozmawia się w sytuacji,
gdy to "nasi" zabijali "innych", a inaczej w sytuacji gdy to "inni"
zabijali "naszych", ale warto zastanowić się, czy ta różnica perspektyw
usprawiedliwia aż tak znaczną różnicę podejścia środowiska "GW" do Jedwabnego
i do Wołynia (warto by też wziąźć pod uwagę jak właściwie "GW"
definiuje "naszych" i "innych"). W odniesieniu do Jedwabnego tezą
naczelną "GW" było: jest to zbrodnia, której nic nie usprawiedliwia. Zabito
ludzi i doszukiwanie się okoliczności "racjonalizujących" to wydarzenie
(takich np. jak polsko- żydowskie konflikty ekonomiczne przed II wojną, czy
kolaboracja Żydów z sowietami) jest wyrazem niezrozumienia istoty sprawy,
jesli nie po prostu antysemityzmem. Polacy powinni przeprosić, nie licząc na
przebaczenie. Rzeź Wołynia tymczasem, jest w "GW" przedstawiana jako
zbrodnia, za którą są współodpowiedzialni Polacy. Pierwsze zdanie z wywiadu
na temat Wołynia zamieszczone w "GW" brzmi: "Uważam, ze Polacy, oceniając ten
konflikt, a zwłaszcza wydarzenia na Wołyniu, zbyt łatwo zapominają o jego
przyczynach, o błędach jakie popełniła strona polska" - dalej następuje
długie wyliczenie owych błędów - począwszy od końca XIXw - z tradycyjnym już
dla "GW" przywołaniem endecji, jako diabła wcielonego . Nie chodzi mi tu o
negowanie owych błędów. Chodzi o to, że jakoś nie potrafię sobie wyobrazić,
by w trakcie debaty o Jedwabnym ukazał się w "GW" artykuł mówiący o "błędach
żydowskich", sięgający w przeszłość np. do czasu przybycia "litwaków" do KP.
Dalej jest mowa o tym, że "była to chłopska wojna, w której mordowano się
wzajemnie, używajac metod i sposobów znanych w wiekach poprzednich", wspomina
się o konflikcie ekonomicznym "głód ziemi", wpływach zewnętrznych (Niemcy i
Sowieci), do tego zwraca się uwagę, że ci, którzy posługują się terminem
eksterminacja mówiąc o wydarzeniach na Wołyniu "nie uwzględniają wielu racji
historycznych". Krótko mówiąc w wywiadzie prof. Ryszard Torzecki zwraca uwagę
na sprawy, na które w przypadku Jedwabnego zwracał uwagę prof. Strzembosz.
Dlacego "GW" przestało lubić Strzembosza, a podejście Torzeckiego wydaje się
redakcji nie przeszkadzać?