Dodaj do ulubionych

Święta propinacja

28.01.08, 20:23
.Narodziny propinacji w Polsce sięgają daleko w średniowiecze. Ta
trucicielska instytucja przeżyła w Polsce prawie 900 lat i dotrwała
do początków XX wieku. Propinacja (łac. propinatio od propinare –
„częstować trunkiem”wink była wyłącznym prawem właścicieli ziemskich
do produkcji i sprzedaży napojów alkoholowych poddanym chłopom
zamieszkującym ich dobra, a także wiązała się z obowiązkiem
kupowania przez nich w określonym czasie określonej ilości trunków w
pańskiej karczmie. „Święta propinacja” służyła duchowieństwu i
szlachcie do ogłupiania umysłów, deprawowała charaktery chłopów i
wyzyskiwała dorobek ich pracy. Była instytucją, w której
zniewolonemu chłopu pozostawiono jedyną „wolność” – picia i
zatruwania się alkoholem – a wolność ta leżała w interesie
dochodowym szlachcica, plebana i klasztoru.Interes ten nie miał
wiele wspólnego z uczciwością, lecz był mierzony kupiecką miarą.Już
Bolesław Chrobry, fundując około 1000 r. arcybiskupstwo
gnieźnieńskie, uposażył je także w dziesięcinę karczm. Rozmaite
starodawne spisy posiadłości klasztorów i kościołów wymieniają
karczmy jako darowizny złożone od książąt lub szlachty. Często było
tak, że karczma lub część jej dochodów została oddzielona od dóbr
książęcych czy pańskich, aby przyczyniać się do utrzymania klasztoru
lub probostwa. Jan Długosz, który w roku 1470 spisywał „Księgi
uposażeń”, uwidocznił w nich, gdzie, przy jakim kościele i ile
znajdowało się karczm kościelnych. Duchowni byli nie tylko
producentami alkoholi, ale też szynkarzami, czyli tabernatorami. Z
aktów wizytacji biskupich wynika, że proboszczowie mieli w zwyczaju,
zamknąwszy po nabożeństwie tabernaculum w ołtarzu, odmykać tabernę w
budynku plebańskim, w której służba piwo, miód i okowitę sprzedawała
albo czynili to sami. Kupowanie alkoholu i picie w obcych karczmach
zabronione było najsurowszymi karami. Plebani surowo karali wiernych
za kupowanie trunków u Żydów, których uważali za morderców Chrystusa
i bluźnierców. Alkohol można było kupować tylko w karczmie należącej
do księdza proboszcza, choć z reguły było w niej drożej, a i trunki
nie tak dobre. Jak świadczy pochodzący z XVII wieku „Lament
chłopski”, piwo sporządzano z pszenicy, a dla chłopów wyrabiano je z
owsa, tatarki, jeżyny. Były to piwa tak liche, że autor „Lamentu”
powiada ironicznie, iż sporządzano je z sieczki. W XVI wieku
pojawiła się gorzałka, zwana też „prostą”, „przepalanką”, „okowitą”,
a jeszcze powszechniej „śmierdziuchą”, „szmorgawicą”. Znalazł się w
Polsce propinator, który wykazywał się dokumentem, według którego
nadano mu prawo palenia gorzałki jeszcze wtedy, gdy... gorzałka w
ogóle nie była znana. Oszustem tym był – a jakżeby! – duchowny,
proboszcz w Marcyporębie Jan Franciszek Krzeczkowski. W roku 1633
złożył on do aktów oświęcimskich podrobiony dokument z roku 1176,
mający rzekomo pochodzić od Marka z Poremby herbu Radwan, fundatora
kościoła i probostwa w Marcyporębie. Według tego falsyfikatu, Marek
z Poremby miał już w 1176 r. uposażyć proboszcza przywilejem „do
paleni horułki y wareni piwa”, a zarazem zobowiązaniem karczmarza
pod kościołem do brania i sprzedaży kościelnej gorzałki. Odtąd
proboszcz mógł tym śmielej narzucać parafianom swoją gorzałkę, skoro
wywodził swoje prawo od tego starego przywileju, który mu sporządził
jakiś fałszerz. Uprzywilejowany stan duchowny nie tylko prowadził
działalność propinacyjną, ale też sam w najlepsze uczęszczał do
karczm, gdzie z chłopami, mieszczanami i szlachtą pił, grał w kości
i bawił się. Nad obyczajami tymi przez długi czas bezskutecznie
starały się zapanować władze kościelne. Już legat papieski Filip w
roku 1279 przywiózł do Polski zakaz szynkowania na plebaniach. Synod
uniejowski w roku 1326 zakazał duchownym pociągać innych własnym
przykładem do pijatyk. Za picie w karczmie groziła duchownemu kara
trzech grzywien albo miesięczny areszt w klasztorze. Według statutów
włocławskich, wstąpienie duchownego do karczmy uwarunkowane
było „słuszną przyczyną”, a za taką uchodziło na przykład
zaproszenie przez poważną osobę. Łatwo więc było pijatykę
usprawiedliwić. W diecezji przemyskiej wstępu do karczm dozwolił
synod w 1415 r. jedynie prałatom. Duchowni wykorzystywali jednak
każdą sposobność, by nawiedzić karczmę. Asystowali przy zawieraniu
małżeństw w karczmach, tam też odbywały się niejednokrotnie sądy
kościelne, czego surowo zakazywały synody. Gdy i to stało się
niemożliwe, przenosił się kler z karczm do domów prywatnych, a
okazji ku temu też nie brakowało, jak choćby tych związanych z
zaopatrywaniem chorych sakramentami.Ustawodawstwo kościelne wyparło
z czasem kler z karczm i zlikwidowało jego propinacyjną działalność.
Jednak jeszcze w XVIII wieku i później czerpał „oświecony” stan
duchowny dochody z upijania wiernych. Obserwujące regułę św.
Augustyna norbertanki ze Zwierzyńca (znane między innymi z palenia
czarownic) posiadały w księstwie zatorskim wieś Mucharz, gdzie
zbudowały w połowie XVIII wieku wspaniałą karczmę z łamanego
kamienia, podobną do małego zamku. Lud nazwał ową karczmę
Czartakiem, gdyż stanęła ona w miejscu strażnicy książęcej, a może z
tej racji, że widział w niej siedlisko czartów – sprawców
nieszczęść. Czart bowiem siedział w klasztornej okowicie, która
niejedno życie chłopskie zrujnowała i niejednej chłopskiej rodzinie
piekło zgotowała za życia. Ciekawe, że fantazja poetów i artystów
malarzy przypisała ów czarci przybytek... arianom. Na wniosek
konserwatorów otoczono „Czartak” opieką jako rzekomą zabytkową
świątynię ariańską. I tak oto niechcący ochroniono na pewien czas
przed zagładą ponure szczątki klasztornej „świętej” karczmy –
niechlubny pomnik propinacyjnej działalności sióstr zakonnych św.
Norberta. Podczas II wojny światowej Niemcy rozebrali „Czartak”, a
kamienie zużyli do budowy fabryki amunicji w Mucharzu. Dziś
po „Czartaku” nawet ślad nie pozostał.ARTUR CECUŁA
Obserwuj wątek
    • andrew2008 Karczme to zawsze Mosiek i Szmul mieli w dzierzawi 28.01.08, 20:40
      Komu ta sciema? Lud Polski wie najlepiej w dziedzinie gorzaly.
      Zarowno w pamieci ludu, literaturze oraz historii przetrwala
      prawda, ze Karczmy od niepamietnych czasow dzierzawili ZYDZI.
      Pamietacie Jankiela z Pana Tadeusza? Zreszta przewodniczacy SLD,
      Szmul Olejniczak pochodzi z 500-letniego rodu Zydowskich karczmarzy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka