Gość: Perła
IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl
04.04.01, 19:42
Niedawno w Niemczech kilku młodych osiłków wykrzykiwało hasła faszystowskie
(tzn. lewicowe). Słusznie więc posypały się międzynarodowe głosy oburzenia. W
Austrii wybory wygrała jakaś partia, która odwołuje się do jakichś haseł
faszystowskich (tzn. lewicowych). Tu afera była większa. Bojkot Austrii na
arenie międzynarodowej. Restrykcje itp. A u nas p. J. Kuroń (i ktoś jeszcze)
wystosowali list otwarty nie kryjąc swego oburzenia. Jako sympatyk prawicy mogę
się z tym zgodzić, że trzeba piętnować ruchy lewicowe (aczkolwiek szanuję wolę
wyborców). Co prawda w mass mediach jest to nazywane skrajna prawica (sic!); no
ale to może taka forma.
Ale dzisiaj telewizji spikerka bez żenady użyła takich słów: "Przywódca
komunistów rosyjskich Ziuganow..."). No właśnie. Komuniści są tam znaczną siłą
w parlamencie. Tak samo na Ukrainie. We Włoszech to nawet chyba są w rządzie. I
tak w wielu krajach. A przecież wszyscy WIEMY, że komunizm ma na sumieniu ponad
100 mln nieboszczyków. Faszyzm przy nich to szczeniak.
I ja się pytam: DLACZEGO nikt nie protestuje? Dlaczego nie ma bojkotu tych
krajów. Dlaczego pewne sympatyczne skądinąd państwo nie cofa ambasadora (jak to
miało miejsce w Austrii)? Dlaczego p. J. Kuroń (i ktoś jeszcze) nie pisze
listów otwartych? Dlaczego p. Miller nie obraża się gdy ktoś go nazwie w
telewizji postkomunistą, co zrobiłby niechybnie gdyby go nazwano postfaszystą.
Czy chodzi o to, że WIĘKSZOŚĆ z nich kolaborowała z komunizmem W
PRZECIWIEŃSTWIE do faszyzmu, który swą lewicowość ograniczył do narodu (i przez
to nie dał możliwości wykazania się innym)?
Zauważcie, że nie piszę o przeszłości. To się dzieje tu i teraz.
Niedobrze mi się robi na tą obłudę i fałsz. Dlatego idę na wódkę.