kakareich
13.02.08, 20:24
8334 księży, zakonników, zakonnic i aktywistów kościelnych – tyle
liczyła agentura antykościelnego pionu SB w szczytowym pod tym
względem roku 1984*. Oznaczałoby to, że po stanie wojennym prawie co
trzecia osoba duchowna w tej lub innej formie współpracowała z SB. W
1984 r. – w rok po drugim pobycie papieża w Polsce – raczej władza
bała się Kościoła i zabiegała o jego względy niż na odwrót.(..)
W odróżnieniu od oficerów SB ich tajni współpracownicy – księża –
trwale oszukiwali otoczenie, byli dwulicowi, zakłamani, przyczajeni,
zdradzieccy. Ich publiczne role sprzeczne były z rzeczywistymi. Ta
zdradziecka hipokryzja wzbudza niechęć. Takie są normalne,
samoobronne odruchy moralne ludzi, że brzydzi ich udawanie (..)
Biskupi wzywając do silniejszego potępienia kaperujących niż
skaperowanych stają w kolizji z potocznymi odruchami moralnymi.
Czynią tak dla korzyści swojej firmy. Pogląd episkopatu, że esbecy
byli oprawcami, a donoszący im duchowni ofiarami represji, byłby
trafny, ale wobec epoki stalinowskiej (do 1956 r.). Władza wtedy
więziła, męczyła, budziła grozę, wymuszała kolaborację. W
przywołanej już dokumentacji IPN czytamy (str. 65), jak SB
wynagradzała swoich księży: Tajni współpracownicy mogli liczyć na
drobne upominki (saszetka, parasol, zegar kominkowy, paczki
delikatesowe) lub większe prezenty (lodówki, pralki, radia,
magnetofony), a także na ułatwienia – zgodę na wyjazd za granicę,
kasację podatków itp. Interesujący jest przypadek tajnego
współpracownika o pseudonimie „Jesion” – księdza z województwa
katowickiego, który 1 grudnia 1988 r. otrzymał 11 500 zł jako zwrot
za zakup książki „Listy pasterskie Prymasa Polski oraz Episkopatu za
1975–1981” i kwartalnika „Znaki Czasu”. W grę wchodziła także pomoc
w karierze zawodowej, realizacji ambicji naukowych (dok. nr 98) czy
załatwieniu innych spraw. Okazją do wynagradzania były urodziny,
imieniny, dzień nauczyciela (z funduszu „O” jeden z księży otrzymał
wiązankę kwiatów na urodziny, inny książkę na imieniny, a tajny
współpracownik „Wiktoria” kwiaty i bransoletkę ze srebra za
współpracę w IV kwartale 1988 r. oraz z okazji urodzin).W latach 60.
księża dostawali jednorazowo od SB 300 do 700 zł (czyli pół płacy
minimalnej lub całą), paczki żywnościowe, kupony na ubrania czy
sutannę. Niekiedy większą rolę niż pieniądze i prezenty odgrywały
motywy patriotyczne. Apelowano o lojalność wobec państwa.Pewien
wybitny potem biskup, pseudonim Ignacy, w 1965 r. pokwitował odbiór
80 tys. lirów (około 80 dolarów). Między innymi w czasie soboru
dostarczał protokoły rzymskich zebrań polskiego episkopatu.Jak
podaje „Życie Warszawy” opierając się na dokumentacji IPN, ogólnie
znany ksiądz profesor, pseudonim Jankowski, w zamian za donosy na
przełożonych i na polityków opozycji dostawał paszport, pokwitował
też wywiadowi polskiemu 128 dolarów premii.Długoletni agent
mieszkający w Rzymie 20 razy kwitował pieniądze. W rozmowie z
Piotrem Najsztubem (1 maja 2005 r., Onet.pl) tłumaczył się, że tylko
potwierdzał służbowe wydatki swego współbiesiadnika. Obiecywano mu
też zwiększenie nakładu czasopisma, które redagował. Obietnicy nie
spełniono.Niedoszłego metropolitę warszawskiego zdaniem „Gazety
Polskiej” (z 3 stycznia 2007 r.) skuszono obietnicą pomocy w
karierze naukowej. Z innych źródeł wiadomo, że wśród marchewek była
też pomoc pieniężna.Krakowski infułat dostawał od SB kawę, koniak,
raz markowe wieczne pióro, kwiaty, album o Krakowie („Newsweek” z 14
stycznia 2007 r.). Tygodnik ten podaje też, że agentów kuszono
obiecując np. materiały budowlane czy pomoc w załatwianiu
sprowadzenia z zagranicy samochodu.Stosowaną wobec księży marchewkę
scharakteryzować można tak: Służba Bezpieczeństwa, a także wywiad
nie były hojne, ale ich współpracownicy w sutannach zadowalali się
byle czym.Częstym motywem współpracy księży z SB była obietnica
wsparcia ich przez policję polityczną w konfliktach personalnych
wewnątrz instytucji kościelnych. Kler tworzy zamknięty,
zhierarchizowany krąg zawodowy, z którego nie ma dokąd odejść.
Intrygi podjazdowe są w takich środowiskach częste i pełne
zawziętości, gdyż zależność od przełożonych jest bardzo silna.
Kij
A oto te represje, przy użyciu których – zdaniem episkopatu – SB
zmuszała do współpracy.Skłaniając księży do donoszenia ludzie SB za
odmowę współpracy najczęściej grozili niewydaniem paszportu.
Przyszły bp Tadeusz Pieronek odmówił, a mimo to paszport dostał.
Podobnie późniejszy prymas Glemp. Powiedział on (jak twierdzi): Wy
jesteście od tego, żeby mnie zgnoić. Ja od tego, żeby się nie dać. Z
życiorysu wynika, że paszport mimo to otrzymywał. Wobec przyszłego
kardynała Macharskiego paszportową groźbę spełniono, ale był to rok
1950 i mało kto go wówczas dostawał (wywiad ks. Tadeusza
Macharskiego dla „Tygodnika Powszechnego” z 22 stycznia 2007
r.).Werbując innego późniejszego dygnitarza kurii krakowskiej
grożono mu, że w razie odmowy nie skończy studiów albo ojciec straci
swój zakład garbarski – podaje „Newsweek” z 14 stycznia 2007 r.
Tygodnik twierdzi, że pewien krakowski prałat-kurialista, któremu
nadano pseudonim Junak, nie został zwerbowany w 1979 r., choć
wykorzystano przy tym zeznania związane ze skandalem, w jaki miał
zaplątać się duchowny. Na czym polegał skandal, czym więc mu
grożono – nie wiadomo. O spełnieniu gróźb ani „Newsweek” nie pisze,
ani nie świadczy o tym dalsza kariera kościelna Junaka.„Dziennik
Online” z 8 grudnia 2006 r. opowiada o podhalańskim księdzu,
pseudonim Ewa, zwerbowanym na podstawie kompromitujących materiałów
i przy wykorzystywaniu konfliktu, jaki miał z kurią. Rodzaju
nacisków nie skonkretyzowano. Autorzy nie podają, czy groźby
skompromitowania księdza spełniono.Miesięcznik „Więź” (nr 7–8 z 2006
r.), omawiając słynną wówczas sprawę wybitnego księdza mają-cego w
SB pseudonim Jankowski, pisze o szantażu zastosowanym wobec niego w
1956 i w 1960 r. Ale nie podaje, na czym ten szantaż polegał.
Miesięcznik twierdzi zaś, że ów wybitny ksiądz był człowiekiem
uwikłanym w sieć szantażu i fałszywych obietnic. Po podaniu
informacji tak ogólnikowej autorzy powiadają, że czytając akta
dostrzegają potężny mechanizm systemu komunistycznego, który
cynicznie i z premedytacją używał ludzi do swych własnych celów
niszcząc ich moralnie i duchowo. Na czym miałaby polegać potęga
systemu, cynizm i niszczenie – tego się nie dowiadujemy. Bluzganie
zamiast faktów o tym, jak zmuszano do 24-letniej współpracy
nieszczęsną rzekomo ofiarę SB.W obrębie IV Departamentu SB
zajmującego się Kościołem lęgły się, jak wiadomo, inicjatywy
przestępcze. Najbardziej drastyczne było zabójstwo ks. Popiełuszki
osądzone w połowie lat 80. Wszystkie jednak znane dziś dowody
przestępstw, a także niepotwierdzone podejrzenia dotyczą poczynań
ludzi z SB wobec księży aktywnych jako opozycjoniści polityczni. W
dokumentacji nie ma natomiast ani jednego śladu zastraszania
terrorem duchownego z tego tylko powodu, że odmówił donoszenia do SB.
Szantaż
Wszyscy lustratorzy zarzucają Służbie Bezpieczeństwa werbowanie przy
użyciu szantażu. Dzisiejszy biskup, a ówczesny ksiądz z diecezji
katowickiej w 1979 r. wiózł dla swojego biskupa szynki kupione w
Baltonie – podaje „Gazeta Wyborcza” w portalu internetowym (3
listopada 2006 r.). SB zagroziła, że ujawni, iż handluje deficytowym
towarem. Jest to jedyny konkretny przejaw szantażu, jaki znaleźliśmy
w obfitej dokumentacji o werbowaniu księży. Ów ksiądz nie handlował
bowiem szynkami, a SB groziła, że go w to wrobi.Dr Dorota
Gałaszewska-Chilczuk z IPN tak mówi „Kurierowi Lubelskiemu” (z 11