Dodaj do ulubionych

Małysiak staruch jak Wolniewicz

14.02.08, 01:19
Rydzyk alzheimerem stoi.
Obserwuj wątek
    • kakareich maja po 90 lat i jeszcze ziona jadem 14.02.08, 01:28
      • marouder.eu Tfu!! A jak to mu smierdziec! 14.02.08, 01:37
        Wolniewicz wyglada na takiego, co rzadko stosuje zabiegi higieniczne a zionie i
        popluwasmile
        • hasz0 Mściwe toto, namolnie zacietrzewione i wredne 14.02.08, 08:03

          "Umorzenie długów PC analizują teraz prawnicy Ministerstwa Skarbu.

          - idzie tu o umorzony dwukrotnie już w latach 2000 i 2007 dług
          gdy natomiast

          Komuchów się nie rusza:

          "Spółdzielnia Wprost istniała tylko na papierze. Nawet nie miała
          konta w banku, członkowie nie wpłacili udziałów. Jej rolę spełniała
          Agencja Wydawniczo Reklamowa, o której powołaniu Król poinformował
          zespół na jednym z zebrań. Jako jej reprezentanta przedstawił swego
          kolegę, Lecha Kruszonę, byłego instruktora propagandy KW PZPR w
          Poznaniu. O tym, że Król i Kruszona są jedynymi udziałowcami AWR, z
          niewielkim zresztą kapitałem, redakcyjny zespół dowiedział się grubo
          później.

          Gdy zbliżał się termin wygaśnięcia umowy dzierżawnej, Marek Król i
          Lecha Kruszona przedstawili likwidatorowi umowę ze strategicznym
          partnerem - Agencją Filmowo-Wydawniczą Rok Corporation S.A, która
          zobowiązała się pokryć długi pisma. To był mocny argument za tym,
          aby dziennikarska spółdzielnia dostała tytuł na czas nieokreślony.
          Właściciela Agencji, zainteresowanego skupywaniem tytułów prasowych,
          Król poznał za pośrednictwem posła PSL.

          Wydarzenia potoczyły się następująco: Spółdzielnia podpisuje z RC
          umowę, na mocy której spółka po zainwestowaniu 2 miliardów starych
          złotych staje się współwydawcą tygodnika - obok spółdzielni
          dziennikarzy i Agencji Wydawniczo-Reklamowej. Punkt piąty umowy
          brzmi: zyski i straty związane z prowadzoną wspólnie działalnością
          wydawniczą obciążają wyłącznie Agencję R.C.

          Pismo idzie do góry, przybywa reklam - Król jest dobrym menedżerem.
          Ale R.C., ponosząc koszty wydawnicze, znalazła się skraju
          bankructwa. Znika więc ze stopki tygodnika. Następnie Marek Król i
          jego towarzysz w redakcyjnych interesach (póki się nie pokłócili)
          Lech Kruszona, kupują za „psie” pieniądze nowoczesną drukarnię w
          Łodzi. Od tej chwili faktycznie są już właścicielami pisma.
          Tymczasem następuje upadek gabinetu rządowego, co pociąga za sobą
          zmianę szefa Komisji Likwidacyjnej. Na miejsce Jerzego Drygalskiego
          wchodzi Tomasz Kwieciński, który zarządza inspekcję NIK w
          spółdzielniach dziennikarskich, m.in. we Wprost. Kontrolerzy
          stwierdzają, że spółdzielnia ani przez moment nie podjęła
          działalności, a tygodnik przejęła bezprawnie spółka AWR. Likwidator
          zapowiada unieważnienie umowy o bezpłatnym


          • hasz0 Cz.2 Mściwe toto, namolnie zacietrzewione i wredne 14.02.08, 08:03
            Jako poseł sejmu kontraktowego, Król był członkiem sejmowej komisji
            kultury i środków przekazu, zajmującej się opracowaniem projektu
            ustawy o likwidacji RSW. Łatwo mu było przewidzieć prasowy rozbiór
            Polski.

            Spółdzielnia Wprost istniała tylko na papierze. Nawet nie miała
            konta w banku, członkowie nie wpłacili udziałów. Jej rolę spełniała
            Agencja Wydawniczo Reklamowa, o której powołaniu Król poinformował
            zespół na jednym z zebrań. Jako jej reprezentanta przedstawił swego
            kolegę, Lecha Kruszonę, byłego instruktora propagandy KW PZPR w
            Poznaniu. O tym, że Król i Kruszona są jedynymi udziałowcami AWR, z
            niewielkim zresztą kapitałem, redakcyjny zespół dowiedział się grubo
            później.

            Gdy zbliżał się termin wygaśnięcia umowy dzierżawnej, Marek Król i
            Lecha Kruszona przedstawili likwidatorowi umowę ze strategicznym
            partnerem - Agencją Filmowo-Wydawniczą Rok Corporation S.A, która
            zobowiązała się pokryć długi pisma. To był mocny argument za tym,
            aby dziennikarska spółdzielnia dostała tytuł na czas nieokreślony.
            Właściciela Agencji, zainteresowanego skupywaniem tytułów prasowych,
            Król poznał za pośrednictwem posła PSL.

            Wydarzenia potoczyły się następująco: Spółdzielnia podpisuje z RC
            umowę, na mocy której spółka po zainwestowaniu 2 miliardów starych
            złotych staje się współwydawcą tygodnika - obok spółdzielni
            dziennikarzy i Agencji Wydawniczo-Reklamowej. Punkt piąty umowy
            brzmi: zyski i straty związane z prowadzoną wspólnie działalnością
            wydawniczą obciążają wyłącznie Agencję R.C.

            Pismo idzie do góry, przybywa reklam - Król jest dobrym menedżerem.
            Ale R.C., ponosząc koszty wydawnicze, znalazła się skraju
            bankructwa. Znika więc ze stopki tygodnika. Następnie Marek Król i
            jego towarzysz w redakcyjnych interesach (póki się nie pokłócili)
            Lech Kruszona, kupują za „psie” pieniądze nowoczesną drukarnię w
            Łodzi. Od tej chwili faktycznie są już właścicielami pisma.
            Tymczasem następuje upadek gabinetu rządowego, co pociąga za sobą
            zmianę szefa Komisji Likwidacyjnej. Na miejsce Jerzego Drygalskiego
            wchodzi Tomasz Kwieciński, który zarządza inspekcję NIK w
            spółdzielniach dziennikarskich, m.in. we Wprost. Kontrolerzy
            stwierdzają, że spółdzielnia ani przez moment nie podjęła
            działalności, a tygodnik przejęła bezprawnie spółka AWR. Likwidator
            zapowiada unieważnienie umowy o bezpłatnym przejęciu tytułu.

            W tak podbramkowej sytuacji Król zwołuje walne zgromadzenie
            spółdzielców. Chce, aby wykluczyć ze spółdzielni osoby, które
            odeszły z Wprost na znak protestu przeciwko zawłaszczeniu tytułu
            tygodnika przez naczelnego i jego kolegę. Wniosek przechodzi.
            Pozostali spółdzielcy potulnie godzą się na odsprzedanie pisma AWR
            za dwa miliardy złotych. Nawet, jeśli nigdy tych pieniędzy nie
            dostaną do ręki. Dalej wszystko potoczyłoby się już po myśli
            naczelnego, gdyby nie awantura z sekretarzem redakcji Leszkiem
            Łuczakiem. Gdy Król pozbywa się swego najbliższego współpracownika,
            ten oddaje sprawę do sądu. I wygrywa. Niejako przy okazji, Sąd
            Wojewódzki uznaje sprzedaż tytułu tygodnika Agencji Wydawniczo
            Reklamowej Wprost za nieważną.

            Sprawa staje się głośna. Reagują znani publicyści: Jan Bijak na
            łamach Polityki pyta: - „Czy sprawców i beneficjentów bezprawia
            należy wynagrodzić, pozostawiając im pismo?” Stefan Bratkowski
            honorowy prezes SDP, przeciwnie, gotów jest dać za Króla głowę.
            Komisja Likwidacyjna powiadamia prokuraturę o przestępstwie,
            polegającym na bezprawnym przejęciu tytułu prasowego. Doniesienie
            ląduje w koszu. Ale sprawa złamania przez Marka Króla ustawy o
            likwidacji RSW, leżakuje w sądzie. Jest jak odbezpieczony granat.
            Znów zmienia się szef Komisji Likwidacyjnej. Tym razem kolejnego
            inkwizytora - Krzysztofa Czabańskiego, desygnuje premier Buzek. Nowy
            przewodniczący robi wszystko, aby roszczenia Komisji wobec tygodnika
            Wprost zostały jakoś uznane za niebyłe. Po długich korowodach
            procesowych dochodzi do ugody. SN uchyla wyroki niższych instancji,
            odbierające Spółdzielni Dziennikarzy Wprost prawo do tytułu
            tygodnika. Spółdzielnia, której faktycznie nie było, wpłaca na konto
            likwidatora milion dolarów.

            Złośliwy tygodnik Nie ujawnił rachunek z najdroższej wówczas
            restauracji w Warszawie Casa Valdemar za obiad, jaki w dniu
            podpisania ugody Czabański zjadł z Królem.

            Tego samego roku Jerzy Buzek przyjął od red. naczelnego tygodnika
            Wprost tytuł Człowieka Roku. Panowie obściskali się przed kamerami
            telewizyjnymi. Król szczycił się wówczas dobrym miejscem na
            stworzonej we Wprost liście najbogatszych Polaków.
            • hasz0 PO-dpisalliście cyrograf na byczej skórze z SB? 14.02.08, 08:06
              www.reportaz-tygodnia.trop-reportera.pl/iii_rp_prasa_z_prl/iii_rp_prasa_z_prl/spoldzielnia_atrap
              a.html
        • kakareich popuszcza napewno w gacie jak kazdy staruch 14.02.08, 13:12
          • hasz0 _____________masz muszlę klozetową na karku? 14.02.08, 14:30
            to nie jej wylewaj zawartości na Aquanet.

            Zawdzieczasz wiele babciom i dziadkom moherowym -
            cherlaku wyhodowany na odżywkach faszerowanych antybiotykami
            i sterydami.

            Nasze pokolenie wyrosło na naturalnym jadle a antybiotyki
            były nieznane i stąd takie wypieszczone cherlactwo nie przeżywało
            i nie zanieszczało zwyrodniałymi abuzami i sodogłowiem puli
            genetycznej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka