Gość: Zsypek
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
02.01.02, 19:59
Na wyjezdzie swiateczno-noworocznym spotkalem naocznego swiadka (Polaka), ktory
opowiedzial mi wstrzasajace historie pogromow na Zydach w tamtych okolicach.
Nie bylo zadnych Niemcow. Mordowala bardzo niewielka grupa miejscowych
milosnikow Adolfa, a w tym czasie duze grupy miejscowych rabowaly zydowskie
domy. Swiadek powiedzial o nich - "kundle". Byl wtedy dzieckiem, matka kazala
mu sie schowac w oborze. Smrod palonych cial byl taki, ze rzygali jak koty, on,
jego rodzenstwo - i krowy. W innej miejscowosci Zydow "szlachtowano jak
swinie", doslownie, przyrzadami do oprawiania swin. Miejscowy ksiadz jeszcze
przed wojna organizowal antysemickich bojowkarzy i wyglaszal kazania, przy
ktorych ksiadz Jankowski to humanista. Dokladnie kiedy jego wierni palili ludzi
zywcem, on organizowal lekcje religii dla dzieci. Powiedzial tez, ze skoro on
jako dziecko tyle wiedzial i widzial, to niemozliwe, zeby dorosli nie
wiedzieli. "Problem z tymi pogromami jest taki" - powiedzial - "ze nieliczna
grupa mordowala, hurma rzucila sie rabowac ofiary, a porzadni ludzie zostali
zastraszeni i boja sie do dzisiaj."