tomek9991
06.09.03, 14:51
Sprawa jest przesądzona na 99% !
Najodpowiedniejszą okazją do otwarcia w Berlinie Centrum przeciwko
Wypędzeniom
będzie przypadająca w 2005 roku 60. rocznica zakończenia II wojny światowej -
napisał w sobotnim wydaniu niemiecki konserwatywny dziennik "Frankfurter
Allgemeine Zeitung".
Komentator gazety ocenia, że próby mediacji ze strony prezydenta RFN
Johannesa
Raua pomiędzy zwolennikami narodowego i międzynarodowego charakteru
centrum "skazane są na porażkę". O odegranie roli mediatora zaapelował do
prezydenta na łamach "FAZ" minister spraw wewnętrznych Otto Schily.
Jak podkreślił komentator, rada udzielona przez Schily'ego inicjatorce
projektu
budowy centrum, przewodniczącej Związku Wypędzonych (BdV) Erice Steinbach,
aby
obecnie "nie forsowała większego tempa", oznacza odłożenie sprawy do lamusa.
Komentator "FAZ" zauważa, że Centrum przeciwko Wypędzeniom "znajduje się dziś
na porządku dnia", zaś droga do powstania takiego miejsca pamięci o
wypędzonych
jest już "utorowana". Sprawą sporną pozostaje jedynie siedziba takiej
placówki.
Niemiecki dziennikarz ubolewa nad tym, że to właśnie Władysław Bartoszewski -
który w 1995 r. jako ówczesny minister spraw zagranicznych
wyznaczył "pojednawczy kierunek" - odrzuca obecnie Berlin jako "symbol
wszelkiego zła".
"Za jego plecami chowają się wszyscy - także szef MSW i kanclerz Niemiec -
którzy uważają narodowe centrum za rzecz podejrzaną i zamiast tego optują za
międzynarodowym centrum, może w Polsce lub w Republice Czeskiej" - ocenia
komentator "FAZ".
Projekt budowy w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom forsuje fundacja,
założona przez Steinbach oraz polityka SPD Petera Glotza. Inicjatorzy
projektu
dążą do upamiętnienia cierpień milionów Niemców, którzy w wyniku II wojny
światowej uciekli lub zostali przymusowo wysiedleni z terenu Europy Środkowej
i
Wschodniej. Kanclerz Schroeder, minister spraw zagranicznych Joschka Fischer
oraz liczne środowiska polskie, czeskie i niemieckie obawiają się, że
kierowana
przez ziomkostwa placówka może akcentować cierpienia Niemców, pomijając
historyczny kontekst oraz krzywdy, wyrządzone przez nazistów innym narodom.
(ck)
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=1428976&kat=16551
Kanclerz zmieni zdanie wraz z rządem, jak tylko Polska zgodzi się na
francusko-niemiecki projekt konstytucji Unii ( na razie musi uważać ),a jak
się
nie zgodzi, to też zmieni, bo będzie chciał się wtedy odegrać.
Do tego 15 milionów wypędzonych to elektorat ogromny.
Czas poważnie zastanowić się, co Polska ma zrobić wraz z Czechami, aby wygrać
tę propagandową wojnę.
Tym bardziej jest to ważne z powodu, że wypędzonym chodzi o wyłudzenie od
Polski i Czech ogromnych odszkodowań,a Centrum jest tylko ideologicznym
uzasadnieniem roszczeń majątkowych.
Bo nikt rozsądny nie uwierzy w to, że 60 lat po wojnie nagle tak przejmują
się
losem dziadka lub babci.