Dodaj do ulubionych

Upadek Rodu Dreptaków

IP: 159.107.90.* 11.01.02, 10:05


Upadek rodu Dreptaków by Andrzej Waligórski

Gdy Józef Ignacy Dreptak wyleciał ze stanowiska,
Zadrżała jego rodzina dalsza i całkiem bliska.
Oblicza zasnuły się smutkiem, jak wdowy żałobnym kirem,
I wszyscy cicho jęknęli: "No, teraz nam dadzą wciry".
I rzeczywiście, nazajutrz zaczęły się wielkie łowy.
Najsampierw ciotkę Patrycję wywalił główny księgowy
Pod bardzo logicznym pretekstem, że jakoś z bilansem zwleka,
I mniej logicznym, że była kochanką Czang Kaj-szeka.
Tymczasem słychać wokoło okrzyki: "Łapcie! Ich łapcie!".
Związek Rencistów natychmiast wykluczył Dreptaka babcię.
Ze żłobka zaś usunięto dwie wnuczki, przemiłe dziewuszki
Pod zarzutem, że z wrogich pozycji nafajdały onegdaj w pieluszki.
Stryjek Dreptaka natomiast, usłyszawszy, co się stało z ciocią,
Uprzedził rozwój wydarzeń i od Dreptaka się odciął.
Wpadają na niego z krzykiem: "Ty, zaraz pójdzie ci w pięty!".
A on powiada: "Guano, od wczoraj jestem odcięty".
Tymczasem obława trwa nadal, coraz bardziej zażarta i dzika.
Pudel Kociutków pogryzł Dreptakowego jamnika,
I na młodego Dreptaka nauczyciel wpadł, krzycząc w euforii:
"Już nie boję się twego starego! Ha! Ha! Masz pałę z historii!".
Wieczorem rodzina Dreptaków w smutku i w konsternacji
Posiniaczona, spłakana, zebrała się przy kolacji.
I wtedy w ogólnej ciszy rozległ się groźny głos mamy:
"No, powiedz rzesz coś, baranie". A tatko rzekł: "Przetrzymamy".
I zaraz nieśmiały uśmiech na twarz powoli powrócił,
Bo wszyscy zrozumieli, że jeszcze się wszystko odwróci.
Bo przecież żyjemy w Polsce, a nie w jakiejś pogańskiej krainie.
I jęli natychmiast notować, komu jaką podłożyć świnie.
I wszystko wydało się znowu łatwe, junackie i proste,
Bo wzorem nam cosa nostra , a Kozak - Pater Noster.

Obserwuj wątek
    • Gość: Karp Pieśń o obronie Trembowli IP: 159.107.90.* 11.01.02, 13:33


      Pieśń o obronie Trembowli by Andrzej Waligórski

      ... a kiedy tatarskie hordy podeszły pod Trembowlę,
      To komendant Chrzanowski zgubił ze strachu pantofle,
      Wypił pół kwarty miodu, rozbił czekanem stągiew
      I powlókł się na wały wywieszać białą chorągiew.
      Atoli jego małżonka, niewiasta wielkiego ducha,
      Krzyknęła: - Zwariowałeś? Zrobią z ciebie eunucha!
      Tu załkała na myśl o tym, nerwy w niej dziarsko zagrały,
      Chwyciła w rękę pogrzebacz i wrzasnęła: - Wszyscy na wały!
      I dalejże rzucać w pohańców miski, sztućce, kawałki jarzyn,
      Lać kaszkę mannę wrzącą, aż się z bólu skręcał Tatarzyn
      I bluzgać gorącym barszczem, w którego zdradliwych falach
      Tonęli krwiożercy Nogajcy jęcząc żałośnie "O Allach!"
      Wtem nagle Dreptak-Aga, pryszczaty, wąsaty potwór,
      Zaszedł Trembowlę od tyłu, babach i wybił otwór
      I właził już do środka, a ta pani bęc w łeb go pięścią
      I zatkała wyłom. Sama sobą. A raczej swoją częścią.
      Obróciwszy się jednak uprzednio twarzą do wnętrza fortecy,
      By móc wydawać rozkazy, a w tę dziurę wstawiwszy... hm... plecy.
      Długo by opowiadać jak czterdzieści tysięcy napastników
      Zdobywało tę barykadę bez najmniejszych bodajże wyników!
      Jak się nad nią straszliwie znęcali przy użyciu dzid, jataganów,
      Samopałów, strzał zapalających, i oblężniczych taranów.
      Jakie piekielne petardy i miny zastosowali,
      I jakie ohydne świństwa na niej wypisywali,
      Aż nadszedł hetman Sobieski, przepędził całą tę zgraję,
      Podszedł pod mur i zapytał: - Przebóg, a cóż to wystaje?
      A sześć chorągwi i husarskich krzyknęło: Jezus, Maryja!
      O ile nas wzrok nie myli, to pani Chrzanowska Zofija!
      Wówczas hetman zdjął z szyi medalion - przypiął jej z wielką wprawą,
      Kazał pochylić sztandary i trzykroć zawołał: Brawo!!!
      Następnie zaś - chcąc wyrazić najwyższą cześć i szacunek -
      Złożył na męczennicy hetmański pocałunek,
      A pani Chrzanowska, myśląc, że ma dalej za sobą tę tłuszczę,
      Ryknęła: - Możecie całować! Po dobroci też was nie wpuszczę!

    • Gość: Karp Wychowanie seksualne IP: 159.107.90.* 11.01.02, 15:51
      Wychowanie seksualne by Andrzej Waligórski

      Przeróżnymi ścieżkami ludzkie losy idą,
      Oto niejaki Roman pobrał się z Brygidą,
      Po czym
      • Gość: jaski Re: Wychowanie seksualne IP: 64.37.254.* 11.01.02, 16:41
        podnosze i czekam na nastepne. Hail Dreptak!!!!!( Massz moze Dreptaka pod
        Grunwaldem?)
        • Gość: U Re: Wychowanie seksualne IP: 216.41.50.* 13.01.02, 05:37
          Gość portalu: jaski napisał(a):

          > podnosze i czekam na nastepne. Hail Dreptak!!!!!( Massz moze Dreptaka pod
          > Grunwaldem?)



          I w ten sposob forum,poza Kishonem, wzbogacilo sie o Karpia.
      • Gość: XXL Re: Jeszcze, jeszcze IP: *.echostar.pl 11.01.02, 16:53
        A w uszach brzmi mi jeszcze Waligórskiego głos.
        A to echo grało ........
        • Gość: jaski Re: Jeszcze, jeszcze IP: 64.37.254.* 11.01.02, 17:21
          Wojsko zbiera sie na bloniu, krol sie zjawil na przegladzie
          Kazdy rycerz jest na koniu, za to Dreptak na wielbladzie...

          JAK TO DALEJ BTLO???????????????
          • Gość: Porter Re: Jeszcze, jeszcze IP: *.orion.pl 14.01.02, 11:57
            Gość portalu: jaski napisał(a):

            > Wojsko zbiera sie na bloniu, krol sie zjawil na przegladzie
            > Kazdy rycerz jest na koniu, za to Dreptak na wielbladzie...
            >
            > JAK TO DALEJ BTLO???????????????

            Jak to jak?

            Wojsko zbiera się na błoniu,
            Król się zjawił na przeglądzie,
            Każdy rycerz jest na koniu,
            Tylko Dreptak - na wielbłądzie!
            Sygnał trąb w powietrzu dzwoni
            I komenda pada ostra:
            -Baczność wiara! Wszyscy z koni!
            Wszyscy hyc! - a Dreptak został...
            Król ze złości pogryzł berło
            I na niego wrzasnął z góry:
            -Dreptak, ożeż ty ofermo,
            Złaźcie z tej karykatury!
            Dreptak złazi, wojsko czeka,
            Czeka król w swym majestacie,
            A tymczasem już z daleka
            Galopuje nieprzyjaciel.
            Król wygłosił do wojaków
            Krótką mowę: -Drodzy moi!
            Naprzód! Na koń, bij Krzyżaków!
            Wszyscy wsiedli - Dreptak stoi!
            Stoi Dreptak, a tymczasem
            Obie armie cwałem bieżą,
            Poczem z trzaskiem i hałasem
            Jak ci się ze sobą zderzą!
            Jak nie zbiją się do kupy -
            Trzask i wrzask zamarły w dali,
            Patrzy Dreptak - same trupy,
            Tylko on i król zostali...
            A po chwili, z gęstwy krzaków,
            Z miną smętną i ponurą
            Wylazł Wielki Mistrz Krzyżaków
            Mrucząc: - Dobra, wyście górą...
            Tu się przyjrzał wielbłądowi,
            Co opodal skubał trawkę,
            I zawołał: - Co pan powi?
            Jakaś nowa Wunderwaffke?
            Król nie wahał się ni chwili,
            Tylko rzekł z zadowoleniem:
            -Właśnie żeśmy wprowadzili
            Model ów na uzbrojenie!
            W tej historii dwa morały
            się unoszą na powierzchni:
            Pierwszy - że całokształt chwały
            Przechwytuje zwykle zwierzchnik.
            Morał drugi, równie tęgi,
            I niegłupia w nim recepta:
            - Gdy ścierają się potęgi,
            Lepiej spóźnić się, jak Dreptak!



    • Gość: Karp Krtka opowiest ................ IP: 159.107.90.* 11.01.02, 18:13
      Krtka opowiest o pripadkowe demokrace w Czechosłowace by A. Waligórski

      Czesko ta se bala, że ledwi ruchala,
      Ne melo svobody (oprocz generala)
      Na krku jeim sidili zbrojowany Rusak,
      Na Hradczanach rzidil wrdny prnik Husak.
      Hawel sidil w prdlu. Dupczek sidil w pace,
      Bilak bral penizki za kolaborace,
      Priroda zatruta, zdichla każda pticzka,
      Do Polsko spuskano smrdena wodiczka.
      Przisel Jakesz, takeż swinja a piekielnik,
      Kraj bił simpaticzen ako czeski celnik.
      Czesi se ne mieli do boju priuczki,
      Kdy kto do nich strejlau - podnimali ruczki,
      Woleli pociupciać jako krasnu holku.
      Wtem jak coś ne dupne!... Hawel ostal w polu,
      Zarozki podyrdal podlizat se Kohlu.
      Teraz Czech uż ne da sobi srat do kaszy,
      Chyba że go znowuż ktoś mocno nastraszy, konec.

      • Gość: snajper Re: Krtka opowiest ................ IP: *.acn.waw.pl 12.01.02, 03:42
        Karpiu !!! Masz odpust na wszystkie święta. Juz się nie bój galarety, ani
        Hazarskich potraw. Tylko pisz jeszcze !!!!
        Pozdrawiam
    • Gość: Karp Uśmiech Giocondy IP: 159.107.90.* 12.01.02, 11:46


      Uśmiech Giocondy by A. Waligórski

      Francesco del Gioconde, rozparłszy się hardo
      Na fotelu rzeźbionym w liście i trytony,
      Patrzył z dezaprobatą, jak mistrz Leonardo
      Pracuje nad portretem jego młodej żony.
      Upał był nie z tej ziemi; wiatr usnął wśród bluszczu,
      Służba spała pokotem w pobliskiej winnicy,
      Policzki Mony Lizy świeciły od tłuszczu,
      A nogi dla ochłody trzymała w miednicy.
      Leonardo ospale paćkał farbą płótno,
      Zaś mąż modelki głosem starego kocura
      Mruczał: - Proszę cię Liza, nie gap się tak smutno,
      Bo to nie portret będzie, lecz karykatura!
      Tu, aby ją rozśmieszyć, zrobił parę figli,
      Opowiedział jej sprośną bajkę o królewnie,
      Połechtał ją po nodze, mówiąc: - A gli, gli, gli!
      Tu znów spojrzał na żonę, a ta jak nie ziewnie!
      A malarza porwała taka pasja pieska
      I poczuł w sobie tyle rozpaczliwej mocy,
      Że bardzo nietaktownie krzyknął do Franceska:
      - Ona ziewa! Pan pewnie spać jej nie dał w nocy!
      Co usłyszawszy, Liza wspomniała łożnicę
      I małżonka swego majestat monarszy,
      Zwłaszcza, kiedy koszulę włoży i szlafmycę,
      I to że o dwadzieścia lat jest od niej starszy,
      I jak sapie, i stęka, nim wreszcie uśnie,
      I tak ją rozśmieszyło to wszystko okrutnie,
      Że na jej twarz wpłynął tajemniczy uśmiech...
      ...i ten uśmiech na wieki pozostał na płótnie!!!

    • Gość: Porter Re: Upadek Rodu Dreptaków IP: *.ppp.polbox.pl 13.01.02, 03:40
      Pewnego razu samuraj Paptaku Kurkinasadze,
      Co żółte i skośne miał wszystko od nóg, aż do oczu i uszu,rozkazał z pieca
      wydobyć co najczarniejsze sadze i z dużą wprawą przyrządził z nich przeszło dwa
      litry tuszu.
      Następnie odprawił gejsze, popuścił cokolwiek szelek, popatrzył na Fudzi-Jame,
      wypił ogromną herbatę, wtranżolił dwie garście ryżu, umoczył w tuszu pędzelek i
      zaczął pisać do księcia Typryku Mamapchatate:
      - Ja, nędzny potomek szakala ożenionego z hieną, ewentualnie nygusa
      skrzyżowanego z wywłoką,
      błagam cię głosem ochrypłym z gardła zżartego gangreną, by na tym liście
      spoczęło twoje wspaniale oko,
      Które jest, nawiasem mówiąc, piękniejsze od morskiej toni
      I błyszczy jakoby księżyc, co nocą na niebo wypływa
      A przy tym wydziela z siebie bukiet czarownych woni,
      Podczas gdy moje przy nim wygląda jak zlewozmywak.
      Otóż w tym liście niegodnym chce cię rożnymi sposoby upraszać, błagać oraz
      zaklinać na wszystkie świętości, abyś nie kalał niebacznie swojej świetlanej
      osoby, która jest duma, ozdoba, a zwłaszcza nadzieja ludzkości!
      Ty, tylu wielkimi czynami herosów godnymi znużony, zmuszałeś się w swej
      dobroci, istoto zaiste boska,
      By przychodzić co piątek do mej ohydnej żony, przy której nawet krokodyl
      wygląda jak Schuetz-Trojanowska!
      Lecz ja cię ocalę, o synu słońca, choćby i siła,
      Chociem najmniejszy z padalców i najnędzniejszy z robaków.
      Więc gdy znów przyjdziesz, to z żalem będę ci musiał dąć w ryło.
      Tu się podpisał:
      Samuraj Kurkinasadze Paptaku.
    • Gość: tete Re: Upadek Rodu Dreptaków IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.02, 15:02
      Raz rycerz Dreptak z Ciążyna po niebezpiecznej wyprawie
      Wrócił do zamku i kazał upiec natychmiast dwa pawie
      A zanim się dranie upieką, rozkazał podać kiełbasę
      Z musztardą sarepską lub z chrzanem, atoli koniecznie z półbasem.
      Następnie skrzyżował na piersiach obadwie mocarne pięście,
      Przeciągnął się i pomyślał, że tak właśnie wygląda szczęście.
      I przeszedł się wolnym krokiem przed rozpalony kominek,
      Wtedy mu przyniesiono wyzwanie na pojedynek.
      A w onym wyzwaniu pisało, iż Dreptak jest świntuch stary,
      Bo splamił był cześć dziewiczą wojewodzianki Barbary,
      Uszczypnął ją bowiem boleśnie, i to broń Boże nie w liczko,
      A przy tym mruknął lubieżnie - Ciao synogarliczko !
      Więc narzeczony panienki czeka na niego pod borem
      Z kopią, kancerzem, pancerzem, toporem i semaforem,
      I mają się tam potykać godzinę lub nawet i dwie,
      Do ostatniego oddechu, względnie do nagłej krwie.
      ... no chyba, żeby ten Dreptak, jak każe rycerska opinia,
      Oznajmił całemu światu, iże jest podlec i świnia !
      Przeczytał Dreptak wyzwanie, przez chwilę się zastanawiał,
      A tu już tymczasem wnoszą pachnącą pieczeń z pawia,
      I Zuzia, ponętna dwórka, kusząco oczkiem doń mruga,
      Natomiast na dworze słota, wiatr i w ogóle szaruga...
      ... więc rycerz gotyckie okno, otworzył szerokim gestem,
      Wychylił się i zahuczał - W porządku ! Świnia jestem !!!
      Zaczym nałożył bambosze i legł na niedźwiedziej skórce
      Przy polędwicy z pawicy, denaturce, bandurce i dwórce.
      Zaś okrzyk z wieży poleciał po górach i po dolinach,
      I każdy, kto go usłyszał, powiadał - Też mi nowina!
      Wiadomo, że Dreptak jest świntuch, co gwałci, szachruje i łupi !
      ... a narzeczony Barbary rdzewiał na deszczu jak głupi ...

      Oj Waligórski ! jedyny w swoim rodzaju !!!
      pozdrawiam, smile)tete
      • Gość: tete Karp ! gdzieś Ty ? IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.02, 19:25
        Tak się napracowałam ! wpisałam przecudnej urody historię Dreptaka z Ciążyna -
        a wątek pada ...

        Proszę o następne dreptakowe story.

        pozdrawiam, smile)tete
        • Gość: Porter Toberowi IP: *.ppp.polbox.pl 13.01.02, 20:49
          Raz chory niedzwiedz pierdzial budzac milosierdzie,
          A susel mu oklaski bil po kazdym pierdzie!
          - Czy ten susel zwariowal? spytal dzieciol sledzie
          - Nie, sledz na to. To rzecznik prasowy niedzwiedzia.
        • Gość: liman Re: Karp ! gdzieś Ty ? IP: *.qdnet.pl 14.01.02, 13:50
          Gość portalu: tete napisał(a):

          > Tak się napracowałam ! wpisałam przecudnej urody historię Dreptaka z Ciążyna -
          > a wątek pada ...
          >
          > Proszę o następne dreptakowe story.
          >
          > pozdrawiam, smile)tete

          OK - to i ja się dołożę.
          Piszę z pamieci, więc wybaczcie niedokładnosci.

          Kneź Dreptak rozgiął kraty,
          rozciął mieczem firanki,
          wszedł cichcem do komnaty
          i zastał zonę...z kochankiem.

          Zakrzyknął WIELKIE NIEBA,
          i zatrząsł gachem jak listkiem
          i obciął mu co trzeba,
          a głowę przede wszystkiem.

          Tu spojrzeniem okrutnem
          swą małżonkę obrzucił,
          krzyknął:" Tobie też utnę!!!"
          i rzeczywiscie - uciął.

          A potem czując dreszcze
          mordercze wciąż się pieklił,
          krzyczał:" Kogo by jeszcze!!!"
          przeto wszyscy uciekli.

          Podstoli wlazł pod stolik,
          pod konia wlazł koniuszy,
          a Wojski, alkoholik,
          za wojskiem pędem ruszył.

          Hetman się schował w muszli
          udając że jest rybką,
          ale daleko nie uszli,
          bo kneź ich dognał szybko.

          Warknął: "Co, macie stracha?"
          Sapnął, poprawił pluderki
          i jak mieczem zamacha,
          to dosłownie... w plasterki.

          Potem odpoczął chwilę
          pot z czoła odgarnął czapką,
          patrzy, a tu krwi tyle,
          że możnaby krytą zabką.

          Tu kończy się ballada,
          juz wszystko w pień wycięte,
          przepraszam, lecz wypada
          na koniec dodać puentę.

          Lecz puenty dzis nie będzie
          i szukać jej na próżno,
          bo w morderczym zapędzie
          kneź puentę też urżnął.
    • Gość: Porter Miller u dentysty IP: *.orion.pl 14.01.02, 11:48
      Przewaga
      Raz stomatolog, Dziobak Jerzy,
      Geniusz bezwzględny i posępny,
      Otworzył poczekalni dźwierze
      I spytał groźnie: -Kto następny?
      Przez tłum pacjentów zgroza przeszła,
      Każdy z nich zwinął się jak robak,
      A "ten następny" powstał z krzesła...
      I wówczas zadrżał doktor Dziobak!
      Przeraził bowiem się ogromnie,
      Znając tę twarz ze zdjęć i kronik,
      I jęknął: -Ooooobywatel do mnie?
      -Tak - odrzekł tamten - jaj, jak boli!
      -Jeżeli trzeba zablombować -
      -Wyjaśnił - to mi zablombujcie,
      A jeśli raczej ekstrahować,
      To w takim razie ekstrahujcie!
      Tu Dziobak przypadł mu do ręki,
      Cmoknął i krzyknął ze wzruszeniem:
      -Ach, dzięki wam, serdecznie dzięki
      Za tak dokładne pouczenie!
      I swe narzędzia wziął najlepsze,
      A przy tym myślał cały w nerwach:
      -No, jeśli mu coś w zębach spieprzę,
      To już on na mnie się odegra...
      Zaraz zaczęły drżeć mu ręce
      I nogi w ciężkiej tej potrzebie
      I dłubać jął w dostojnej szczęce
      Tak, jakby dłubał grób dla siebie...
      Aż wreszcie w trwodze i w rozterce
      Szepnął: -Przepraszam was, kochany,
      Lecz muszę zażyć coś na serce...
      I wybiegł szukać waleriany.
      A wówczas w gabinetu progi
      Wkroczył, szeleszcząc brudnym płaszczem,
      Praktykant Dreptak, trochę groggi,
      I zajrzał pacjentowi w paszczę.
      Tamten się cofnął z przerażeniem,
      Zaś Dreptak chuchnął wonią piwa,
      Mruknął: -A kuku! Ale pieniek!
      To trzeba wyrwać! Ciach!... i wyrwał,
      Gdy zaś pytano go panicznie,
      Czy wcale nie bał się potęgi,
      Dreptak wyjaśnił rzecz logicznie:
      Z nas obu to ja miałem cęgi!

    • Gość: Karp Sposób na leniwom babe ( w/g górali z Tater ) IP: 159.107.90.* 16.01.02, 21:29
      Sposób na leniwom babe by Wanda Czubernatowa

      Trybulok mi opowiadoł, że najlepsy sposób - bo som i inkse, i jest ik duzo -
      ale włośnie najlepsy to jest taki: baba se śpi, chłop wstaje i powiado: "lez ze
      se, lez, Maryś. Pośpij, cymu niy. Tu mos haw kotka, bedzie ci śnim ciepło i
      miło, prawie jak semnom, haj". I to gadajęcy kładzie Marysi młodego kocurka
      przymilnego na brzusku, no, moze kapke wysy. Kie juz kotek zamrucy i ocka
      przywre, to go wtej chłop za ogón i hrrruus ! - pociągnie dołu. Kocur sie
      ratuje i haruje pazdurami po gołym brzuchu. No ! Jesce sie nie zdarzyło, coby
      baba nie hipła na równe nogi !
    • Gość: Karp Choinka knezia IP: 159.107.90.* 17.01.02, 14:56
      Choinka knezia by A. Waligórski

      Raz na zamku w Kocmyrzu okrutny kneź Dreptak
      Kazał był burgrabiego powiesić na trzepak
      Za to, że ten burgrabia kradł wprost niesłychanie,
      Lecz księżna zawołała: - Ja mam dziś trzepanie!
      Muszę na święta z kurzu oczyścić kobierce,
      Chcesz wieszać - szubienicę wystaw, moje serce!
      - E, zaraz szubienicę! - krzyknął książę w gniewie
      - Weźcie go i powieście, o, na tamtym drzewie!
      Jakoż i powieszono skazańca na świerku
      Stojącym przede zamkiem, na niedużym skwerku,
      A skazaniec był w szaty świecące odziany
      I miał na sobie śliczne, błyszczące kajdany
      Z długimi łańcuchami, które przez igliwie
      Zwisając, wśród zieleni lśniły migotliwie.
      Kneź patrzył, a do serca mu wpełzały smutki
      I wspomnienia, jak jeszcze był całkiem malutki,
      I przypomniała mu się babcia starowinka,
      Rodzice, stół, opłatek i śliczna choinka,
      I łzy mu się polały, i chcąc przeszłość wskrzesić,
      Zawołał: - Proszę jeszcze kucharkę powiesić!
      Powieszono kucharkę, co w białym fartuchu
      Wyglądała jak jeden z owych czystych duchów
      Skrzydlatych, które zwykle w okresie choinki
      Przynoszą dzieciom różne śliczne upominki...
      Zaś książę pił i płakał, i wołał wzruszony:
      - Dowiesić kogoś z prawej...! teraz z lewej strony...!
      Hetman wyżej...! pan ochmistrz mi zasłania dwórkę...
      Teściową koło pieńka, a wujka na górkę!
      Właśnie śnieżek jął padać i wszystko przyprószył,
      A kneź Dreptak do reszty urżnął się i wzruszył,
      I wybełkotał: - Ludzie! Hej, czy mnie słyszycie?
      Zasadźcie jeszcze kogoś tam, na samym szczycie,
      I fertig, można siadać do świętej wigilii!
      Lecz wszyscy albo zwiali, albo już nie żyli,
      Więc kneź, co był od wódki zupełnie zaczadział,
      Wylazłszy na choinkę - sam na szpic się nadział,
      Bo choinka bez szpica - to już jednak nie to!
      ...to dobrze, gdy dyktator jest również estetą!

    • Gość: Karp Bajeczki Babci Pimpusiowej IP: 159.107.90.* 17.01.02, 17:14
      Bajeczki Babci Pimpusiowej by A. Waligórski

      Wracał zając po balu w dość nietrzeźwym stanie,
      Patrzy, a zajęczyca z niedźwiedziem na sianie.
      Skoczył zając, lecz zaraz z wściekłości ochłonął
      - Niestety, rzekł, niedźwiedzie u nas pod ochroną

      Raz ordynarny niedźwiedź, kucnąwszy na łące,
      W dość niewybredny sposób podtarł się zającem.
      Zając się potem żonie chwalił przy obiedzie
      - Wiesz stara, nawiązałem współpracę z niedźwiedziem.

      Kiedyś pijany zając włócząc się po rżysku,
      A spotkawszy niedźwiedzia, naprał go po pysku,
      Niedźwiedź wpadłszy do domu wrzasnął: - Leokadio!
      Coś się chyba zmieniło, włącz no prędko radio!

      Płakał niedźwiedź przed lisem, pijąc wraz z nim wódę,
      Ty wiesz, mam czworo dzieci, ale wszystkie rude.
      Ha! Krzyknął lis obłudnie, ukrywszy twarz w dłoniach,
      Mój syn także jest rudy, ktoś nas robi w konia!

      Złapał niedźwiedź świstaka idąc raz pod górkę,
      A pragnąc na nim świstać, chciał mu dmuchać w dziurkę.
      Świstak chodu, lecz zanim schował się do chaty,
      Pisnął: - Mógłbyś przynajmniej, chamie, przynieść kwiaty!

      Chomik zbierając zboże do swej norki ganiał
      A obok dobry niedźwiedź chomika ochraniał
      Potem zżarł mu to zboże, wytarł łapą mordę
      Wydupczył biedne zwierzę i przypiął mu order

      Szedł po ciemku staruszek, byłby wpadł na krzaczek,
      Ale mu w tym momencie zaświecił robaczek,
      Zacny staruszek mruknął: - No jakoś mi leci,
      Choćżem stary to jednak robaczek mi świeci.

      Spotkał raz pancernika pancernik wśród mięty
      I pyta go: - A cóżeś ty taki wyrośnięty?
      Na to ten wielki wydał ryk okropnie gromki
      I odrzekł: - Tażesz ja jestem pancernik Potiomkin

      Walczył orzeł z sępami, aż obrósł w legendę,
      Niestety przy okazji podłapał gdzieś mendę
      Wszyscy orła pytają: "Jak walczyłeś? Świergol."
      A menda w krzyk: - Spuściliśmy tym sępom wpierdol!

      Raz słowik śliczne pienia wywodził na żerdzi
      A obok usiadł śmierdziel, wypiął się i śmierdzi
      Przestań - błaga go słowik - bo mnie tu szlag trafi
      Trudno - odparł śmierdziel - każdy robi co potrafi.

      Zniosła strusica jajo, całe na zielono
      Struś w krzyk: - Z kim mnie zdradzasz ty niewierna żono!
      Skąd mam wiedzieć - odparła - pytasz jak głuptasek,
      Przecież wiesz, że jak na mnie krzykną, chowam głowę w piasek.

      Współczuły raz sąsiadki pani koliberek:
      Pani mąż to ma chyba mały kaliberek
      Owszem - odrzekłą żona, nie wstydząc się zwierzeń
      Lecz za to na sekundę do dwustu uderzeń.

      Złapał raz wróbel glizdę, glizda przerażona,
      A on ją zaczął dziobać dziobem od ogona.
      Dziobie ją, dziobie, dziobie, podziobał ją trocha,
      A wtem glizda powiada: - Stary, mów mi Zocha!

      Wyjrzała glizda z dziury i wesoło gwizda,
      Wtem patrzy - z drugiej dziury sterczy druga glizda
      Dalejże ją uwodzić, a ta rzecze srogo:
      - Odwal sie żesz, kretynko, ja jestem twój ogon!

      Prosiła glizda słonia, raz w nietrzeźwym stanie,
      Bardzo mnie plecy swędzą, podrap mnie kochanie.
      Słoń podrapał i ryknął śmiechem jak armata,
      Stara, co się wygłupiasz? Coś taka plaskata?

      Siedziały raz dwie myszy popod polną miedzą.
      Siedzą tak sobie, siedzą, siedzą, siedzą, siedzą,
      Siedzą, siedzą, wtem nagle w srogi wigor wpadły!
      Jak nie hycną do góry... I z powrotem siadły.

      Dwie durne myszy, były dumne niesłychanie,
      Że je kocur zaprosił, do siebie na śniadanie.
      Jakoż było śniadanie, kocur dwakroć mlasnął,
      Zjadł obie, ziewnął, pierdnął i z powrotem zasnął.

      Przeniósł się szczur do miasta, rozejrzał się z wolna,
      Patrzy, a za nim drepcze mała myszka polna.
      Wtedy, szczur oburzony, wydarł na nią pyska:
      - To straszne jak ta wiocha do miasta się wciska!

      Latał sobie z radarem pewien gacek młody
      I po drodze omijał przeróżne przeszkody,
      Lecz właśnie gdy się cieszył, że je tak omija,
      Wpadłszy na jedną z przeszkód rozbił sobie ryja.

      Raz jurny wróbel w miłosnej euforii,
      Chwalił się że zajeździ kobyłę historii.
      Lecz gdy wyładował temperament dziki,
      Kobyła stwierdziła: - Chyba mam owsiki!

      Zrobił wilk elektrownię, lecz by prąd uzyskać,
      Spalał w niej cały węgiel z kopalni u liska.
      Kopalnia z elektrowni cały prąd zżerała,
      Stąd brak światła i węgla - ale system działa.

      Dmuchał żabę chuligan raz, kawał swintucha.
      Dmucha ją, dmucha, dmucha, dmucha, dmucha, dmucha,
      Wtem bęc - z żaby królewna śliczna sie wyłania!
      A ten skurczybyk wcale nie przerwał dmuchania...

      Udzielał raz wywiadu kotek, że jest zdrowy,
      Wtem uszki mu odpadły, oczki wyszły z głowy,
      Pękł brzuch, ogon, płuca i głosowa struna,
      Wreszcie zdębiał, ocipiał, zesrał się i umarł.
      Amen.

      Zapylała raz pszczółka jakiegoś badyla,
      Wtem czuje, że od tyłu też ją ktoś zapyla.
      Patrzy się, a to truteń, niejaki Zenobi.
      Morał - rób dobrze innym, tobie też ktoś zrobi.

      Kiedyś baca krótkowidz z owieczki korzystał,
      Dziwiąc się, że mu ona nie beczy, lecz śwista.
      Dopiero na kolegium mu wytłumaczono,
      Że wyryćkał świstaka, co był pod ochroną.

      Szukały dwa bizony jakąś bizonicę
      Wtem nagle jeden wrzasnął: - O, widzę samicę!
      Po chwili jednak wraca i jęczy bidula:
      - Tfu, ale żem się naciął, to była Vistula!

      Raz do koguta z płaczem przybiegły kurczaki
      Tata! Lis porwał mamę i wlecze ją w krzaki!
      Kogut tak się śmiać zaczął, że aż wpadł do ścieku
      Widać, że moja stara jest jeszcze na fleku.

      Spotkał kiedyś tchórz tchórza idąc po podwórzu
      I pyta: "Ty nie w pracy? Co się stało tchórzu?"
      Wziąłem pracę do domu, dyrektor się zgodził
      To rzekłszy wszedł do domu i tam się zesmrodził

      • Gość: Woland Re: Bajeczki Babci Pimpusiowej IP: *.tpi.pl 17.01.02, 18:51
        Z dawnych dawnych czasów....(1965)


        Kiedyś kneź Dreptak jeszcze w łożnicy
        Leżał przed pójściem do łaźni
        Patrzy - przychodzą doń wojownicy
        Hej, wojownicy odważni, niezmiernie odważni

        Zdumiał się kneź, koszulę spuścił
        co ją miał ściągnął przez głowę
        A was- zapytał - kto tutaj wpuścił
        na te komnaty kneziowe?

        Pod nimi zasię drżą aż kolana
        Cali ze strachu się pocą, ze strachu się pocą
        Myśmy - rzekł jeden - przyszli do Pana
        Bow zamku straszy coś nocą!

        Straszy, oj straszy całkiem nieźle
        Chowa się w różne framugi
        Chodzi po zamku w białym gieźle
        A pysk ma okropnie dłuuuugi

        Uszy ma takie wielkie jak kapcie
        A oczka całkiem maciupcie
        Więc mości książę - wy to coś złapcie
        Albo w ogóle coś zróbcie

        Tu kneź okazał męstwo i władzę i rzekł
        "Nie martwcie się moi goscie
        Już ja z tą zgagą sobie poradzę
        A teraz pa
        Teraz się wynoście"

        A kiedy wyszli bijąc pokłony
        Książę wyskoczył spod koca
        I krzyknął wpadłszy do izby żony
        "Ty! Co się włóczysz po nocach?!!!"
    • octave Re: Upadek Rodu Dreptaków 21.04.02, 15:42
      Dalej!! Dalej!!
      • Gość: Janusz Re: Stanley i Dreptak IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 21.04.02, 17:42
        Stanley i Dreptak
        Mniej więcej sto lat temu gdzieś nad Tanganiką
        Zaginął słynny badacz David Livingstone.
        Nikt nie wiedział, czy Buszmen go zadziabał piką,
        Czy w lamparcim żołądku żywot skończył on?
        Szukano go nieśmiało, to bliżej, to dalej,
        Ale nie za daleko, bo tam lwy i trąd...
        Dopiero inny badacz, Henry Morton Stanley,
        Z bezprzykładną odwagą ruszył w Czarny Ląd.
        Szedł dwa lata bez mała. Rąbał się przez gąszcze,
        Spalał go żar słoneczny, chłodem ścinał świt,
        Nocą mu jadowite w trzcinach brzmiały chrząszcze
        (czyli że chockchafers sounded in the reed).
        Padali mu tragarze, topniały zapasy,
        Pigmeje mu nocami wyżerali chleb,
        Termity budowały kopce w poprzek trasy,
        A od much tse-tse czarny był codziennie lep.
        Aż wreszcie po męczarniach ciężkich niesłychanie,
        Po trudach, których każdy inny miałby dość,
        Sir Henry Morton Stanley stanął na polanie,
        Na której siedział sobie inny biały gość.
        Wokół była Afryka. Wszędzie tylko czarni
        I dżungle, zgrzytające milionami paszcz.
        Sir Henry Morton Stanley przyklęknął na darni
        I tamtemu białemu spojrzał bystro w twarz.
        A potem się odezwał... -Wszystkie swe pieniądze
        Oddałbym, by usłyszeć, to co wtedy rzekł.
        A rzekł ponoć: -Sir David Livingstone, jak sądzę?
        -Mam wrażenie, że owszem! - odparł tamten człek.
        Natomiast w sto lat potem Dreptak na chodniku
        Na swojego kumpla z pracy po południu wpadł,
        Poklepał go i krzyknął: -Serwus, krasy byku!
        A kumpel mu odkrzyknął: -Niuniek! K o p ę l a t!!!

        Fanów Waligórskiego pozdrawiam
        Janusz
        • Gość: Janusz Re: Może jeszcze i to... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 21.04.02, 17:44
          Śluby rycerskie
          Przed kolejną, wojenną, rycerską wyprawą
          Składali wszyscy śluby, jak wymaga prawo.
          Na przykład Bobczyk, który miał w herbie pawiana,
          Ślubował nie jeść mięsa, aż zabije chana
          Tatarskiego. Niestety, wyrok losów sprzeczny
          Spowodował, iż wybuchł tam przewrót społeczny,
          Chanowi łeb urżnięto, nogi et cetera,
          I wybrano sejm, senat, rząd oraz premiera,
          Bobczyk ślubu nie spełnił i już nieustannie
          Żył odtąd na sucharkach i na kaszce mannie.
          Natomiast Rosołowski poprzysiągł się wcale
          Nie golić, aż odzyszcze święte Jeruzalem,
          I wyruszył samotrzeć, lecz gdy przez Podole
          Posuwał, wpadł ciupasem w turecką niewolę,
          Kędy sułtański chirurg, w charakterze szpasa,
          Zrobił mu pewien zabieg i dał mu pół basa
          Na drogę. Rosołowski nie zdobył więc miasta,
          Przeto wciąż się nie goli, lecz i nie zarasta,
          Cerę ma różowiutką, mieszka wraz z mateńką
          I podśpiewuje raźnie, tyle, że dość cienko.
          Zaś rycerz Dreptak przysiągł: -Miejcie mnie za burka,
          Jeślibym do zabicia ostatniego Turka
          Dotknął swej ślubnej żony w jakikolwiek sposób,
          Tu podpisał, wzbudzając podziw mnóstwa osób,
          Na koń skoczył i ruszył, gdy wtem krzyknął hetman:
          -Na Boga, panie Dreptak, do Turcji to nie tam,
          Tylko w przeciwną stronę!
          -Wiem - rzekł Dreptak kwaśnie
          -Że w przeciwną, dlatego też tam jadę właśnie...
          -Toż jeżeli Turczynów nie wygnieciesz w walce,
          Nie możesz dotknąć żony nawet małym palcem!
          Dreptak warknął przez zęby: -Mój zacny hetmanie,
          Nim co powiesz, obejrzyj wprzódy moją Franię...
          I wyjął miniaturkę. Co widząc, szef armii
          Wzdrygnął się i rzekł cicho:
          -Synu... jedź do Warmii...
      • don_carpio Samoobsługa 23.04.02, 09:07
        octave napisał(a):

        > Dalej!! Dalej!!

        www.waligorski.prv.pl/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka