watto
18.01.02, 19:53
Na forum Wprost pojawił sie tekst "American dream" podpisany przez Szlomo
Warto go tu zacytować.
"Garść faktów i liczb o tym, jak słodko jest w Stanach Zjednoczonych, do
których pchać Polaków chcą prawicowi politycy i publicyści. Dane zaczerpnąłem z
publikacji "The State of Working America", którą napisali Lawrence Mishel,
Jared Bernstein i John Schmitt, a którą wydał przed rokiem Cornell University
Press.
1. Liczba prawnie przysługujących dni urlopu: Szwecja 32, Hiszpania 30, Niemcy
18, USA 0.
2. Średnia liczba godzin przepracowanych w 1998 roku: USA 1 996, Norwegia 1 401.
3. Liczba dodatkowych tygodni pracy w USA w porównaniu z Norwegią 14.
4. Przeciętny dług gospodarstwa domowego w USA wyrażony w dochodzie do
dyspozycji (disposable income): w 1949 r. 31,9%, w 1989 r. 84,6%, w 1999 r.
103%.
5. Udział w dochodzie dolnych 80% rodzin w USA w 1998 r. 52,8%; udział w
dochodzie górnych 20% w tym samym roku 47,3%.
6. Bogactwo netto najbogatszego 1% gospodarstw domowych w USA w 1998 r. 38,1%;
bogactwo najbiedniejszych 90% gospodarstw domowych w tym samym roku 29,0%.
7. Wyrażony w procentach wzrost mediany dochodów rodzin w USA między 1947 i
1973 to 104%; między 1973 do 1998 ten sam wzrost to 12%.
8. Liczba ludzi żyjących w biedzie w USA w roku 1998 to34 476 000.
9. Biedota w USA jako proporcja społeczeństwa 12,7% w roku 1998 i 11,1% w roku
1973.
10. Procent dzieci żyjących w biedzie w USA w 1998 r. to 18,9%.
11. Stosunek płacy głównego menedżera (CEO) do płac robotnika w USA to 107 do 1.
12. Stosunek dochodów najbogatszych 20% do najbiedniejszych 20% to w USA 7,4 do
1 w latach 1978-80 i 10,6 do 1 w roku 1998.
13. Procent pracowników sektora prywatnego w USA dostających ubezpieczenie
zdrowotne od swoich pracodawców w roku 1998 to 62,9%; w roku 1979 70,2%.
14. Wartość płacy minimalnej w USA w roku 1999 to 5,15$, a w roku 1977 ( w
dolarach z roku 1999) 6,53$.
15. Przeciętna liczba tygodni przepracowanych w USA w roku 1998 to 82,6; w roku
1969 68,3; różnica to 14,4 tygodnia."
Szlomo ma absolutną rację. Przedstawił parę dowodów na to, że USA jest panstwem
parafeudalnym. Zyje sie tam na pewno dobrze tym, którzy należą do sfer
uprzywilejowanych.
Wyższe klasy mają bardzo wygodne życie. Zytrudniają służbę do sprzątania,
gotowania, wychowania dzieci...
Niektórzy nie są w stanie tego zrozumieć, bo nigdy nie widzieli nic poza
socjalizmem i postkomunizmem w Polsce.
Inni są członkami warst uprzywilejowanych w USA lub harują jak niewolnicy lub
służący i nie mają czasu na myślenie.
Jest jednak typ człowieka, który mimo że jest niewolnikiem, popiera system
niewolniczy. Ma on bowiem nadzieję, że kiedyś zmieni sie jego status
wyzyskiwanego, na wyzyskiwacza.
Tego typu moralność przypomina mi jednego człowieka (z wyższym wykształceniem),
który w rozmowie ze mną na temat "fali" w wojsku stwierdził, że jak najbardziej
mu sie ten zwyczaj podoba.
Byłem z lekka zszokowany pochwałą barbarzynstwa, wiec spróbowałem przebadać
bardziej pierwotne uczucia, pytając:"chciałbyś być w wojsku wykorzystywany i
mieszany z błotem przez starszych szarżą? Co w tym takiego miłego?".
On odpowiedział:"OK. Poddam sie prawom fali i będę gnębiony przez jakiś czas.
Ale potem, gdy przyjdą nowi, to ja będę gnębił i miał wygodne życie."
Dlatego cały system "fali" bardzo mu odpowiadał.
Z takiego typu człowieka łatwo zrobić niewolnika.
Wyznawana przez niego moralność Kalego: "mnie gnębić - źle, ja gnębić -
dobrze", jest najlepszym gwarantem popierania przez niego systemów "rajów"
ziemskich.
W USA milionerzy (nawet tak antypatyczni jak Rockefeller) cieszą sie
powszechnym uznaniem. Każdy im zadrości i sam chciałby być takim jak oni.
Typowe w USA jest powedzenie "ile jesteć wart?", co odnosisie do wielkosci
zgromadzonego majątku, a odpowiedz na to pytanie musi być podana w dolarach.