żeby się zbytnio nie zmęczyć:
...oceń najpierw kondycję sfeminizowanych dziedzin życia...........
Glos rozsadnego Francuza
Autor: awuk 09.02.09, 18:02
www.rfi.fr/actupl/articles/109/article_6705.asp
_______Pewnie nie całkiem na temat ale gdyby hasz0 czytał takie
teksty __________
jego wiedza byłaby bliższa prawdy. Niestety woli czytać i cytować
polskojęzyczne bredni lewackich oszołomów podobnych do siebie
------------>
08 marca 2008Manifa 2008 - w oparach feminizmu
Wystartowały… Już mkną ulicami Warszawy. Na czele jak
zwykle „przodowniczka” M. Środa, o trzy postulaty przed kolejną z
rywalek (I. Jarugą – Nowacką). Ta jak zwykle, ubraną w koszulkę LiD-
era. Niesie je wiatr i samochód z platformą. Niesie je zgiełk i
podgrzane emocje.
Jak co roku. W czasie, gdy większość kobiet obdarowywana jest
kwiatami, zaszywając się w cieple własnych rodzin, o
swojej „aktywności” przypominają feministyczne hufce. Tak rodzi się
bowiem Manifa… opar XXI-wiecznego feminizmu.
I. TAM GDZIE BIJĄ ŹRÓDŁA
Rozczaruje się ten, kto szukając narodzin feminizmu pomyśli o
znanych kobietach. Żadnych walecznych amazonek, Wand co Niemca nie
chciały, orleańskich dziewic, mądrych Bon... i właścicielek
zadartego noska ze starożytnego państwa nad Nilem. Zatem... jeśli
nie te znane, to kto?Hmmm...
Rosa Luxemburg, Helena Hahn, Zofia Ginsburg, Ewa Geldman, Klara
Zetkin, Nadieżda Krupska! Skrwawione rewolucjonistki, które
pojawiały się zawsze tam gdzie istniał polityczny zamęt i rodzone
przy stołach z bimbrem puste ideologie.
Ale zanim wywołane córy komunizmu wyruszyły w świat „uczyć i
nawracać”, w zupełnie innym miejscu naszego kontynentu, po raz
pierwszy do głosu doszły prekursorki feminizmu. Gdzieś wykrzyczane
pod murami Bastylii hasła francuskiej rewolucji, okazują się
ciśniętym w kobiety kamieniem niezgody. Mącą delikatną taflę ich
odwiecznej natury. I chociaż rewolucjonistki krzyczą o prawach
kobiet, jednocześnie same je łamią... konie jakobinów rozdeptują
brzemienne mieszkanki departamentu Wandea, ulicznice (jako boginie
tzw. „Rozumu”

zajmują ołtarze, z których detronizuje się Matkę
Bożą, a Maria Antonina (symbol królowej matki) traci głowę pod
ostrzem gilotyny. Od tego momentu feminizmowi towarzyszyć bezie
nieodłączne pasmo absurdu, pustosłowie... i pasożytowanie na
ludzkich emocjach.
70 lat później Marks napisze do Kugelmana: ”Wielkie zmiany nie będą
możliwe bez wywołania kobiecego fermentu”. Tym fermentem staje się
właśnie feminizm – suplement każdej lewicowej rewolucji. Pod koniec
XIX wieku feministki i komuniści „drążą” już całą Europę. Głęboko
zakorzeniają się w Międzynarodówce Komunistycznej (wymienione
powyżej nazwiska kobiet). W Wielkiej Brytanii z kolei są
sufrażystki, których sztandarowe hasło walki o prawo do pracy: „we
will not be dictated to” (nikt nie będzie nam dyktował), z żartem
skomentował G.K.Chesterton, wskazując że większość z nich wkrótce
potem została stenotypistkami i siadła za maszynami do pisania...
W końcu widmo „kobiet z wąsami” pojawia się i na kontynencie
amerykańskim. W latach 60-tych XX wieku w Stanach Zjednoczonych
feminizm ubiera się w szaty National Organization for Women. Zasysa
teorie lewicujących naukowców i filozofów, dobiera się do
psychologii Freuda, na nowo interpretuje pojęcia „seksualności i
moralności”. I przede wszystkim: pojawia się w programach partii
politycznych; postulaty feministek z każdym dniem ulegają
radykalizacji...
II. MARSZ KU DEWIACJOM
Od samego początku doktryna feministyczna była skazana na nieustanne
przemiany. Gdyby zestawić postulaty kobiet, biegających u schyłku
XVII wieku po ulicach Paryża, z tym co serwują nam „damy”
współczesnego feminizmu, wątpię czy udałoby nam się odnaleźć
jakiekolwiek wspólne elementy.
W głoszonych dziś „femi – żądaniach” nie mówi się o tym co było
ważne dla działaczek sprzed 100 laty: o przyznaniu kobietom praw
wyborczych, o możliwości uczestnictwa w życiu społecznym i
politycznym... i o ochronie przed dyskryminującym ustawodawstwem w
pracy. Wszystko to współczesne kobiety już otrzymały i słusznie!
Zatem wydawałoby się, że ruch feministyczny osiągnął swoje cele i
powinien przestać istnieć. Ale, gdzie tam – fantazja ludzka nie zna
granic!
Wymyślono teorię matriarchatu i patriarchatu, nieustanną wojnę płci
(na wzór marksistowskiej walki klas).. która doprowadzi w końcu do
zwycięstwa jednej ze stron... albo tej z „Wenus”... albo tej
z „Marsa”. Mało tego, całkowicie zignorowano fakt naturalnej różnicy
psychobiologicznej obydwu płci oraz wynikający z niej odmienny
zakres ról społecznych, podejmowanych przez człowieka. I tak zrodził
się współczesny model feminizmu – maszerujący ku dewiacjom i
depczący obowiązującą tradycję!
Ponieważ głównym filarem tradycji jest właśnie rodzina, nic więc
dziwnego, że to właśnie jej oberwało się od „aktywistek w
krawatach”. Atak rozpoczęto od upokorzenia macierzyństwa i roli
kobiety w rodzinie. Z nieskrywanym jadem zasyczały muzy
feminizmu: „kobiety w stanie błogosławionym” stały
się „wieloródkami” i „ciężarnymi”... „strażniczki domowego ogniska”
zamieniono w „kury domowe”... wyeksponowano słowa – straszaki...
dzieci... kuchnia... gwałciciele... a Kościół stał się wg nich
siedliskiem ciemnogrodu.
Dlaczego!? Bo nie pozwala na „aborcję” i „antykoncepcję”! Jak jeden
mąż... tfu.... jedna żona ryknęły: „Niech żyje wolność od obowiązków
macierzyńskich!”, by za chwilę odkrzyknąć jeszcze głupiej: „Moja
macica mój wybór!”. Wtargnęły do parlamentu, wsiadły na
różnorakie „Langenorty” i wypłynęły na morza ludzkiej naiwności.
Na przeszkodzie stanął im jednak Kościół Katolicki, który z wielką
czcią podchodzi do zwalczanych przez feministki wartości – rodziny i
macierzyństwa. Kościół, którego głowa Jan Paweł II wyraźnie mówi w
Liście Apostolskim „Mulieris dignitatem”: „Kobieta... stanowi
szczególną wartość osobową ze względu na swoją kobiecość (29)” I
przede wszystkim, Kościół, który za wzór daje nam Maryję – Dziewicę
i Matkę... jakże wzgardzaną przez feministki.
A ten, kto oglądał „Seksmisję” Machulskiego z pewnością zapamiętał i
słowa: „ Kopernik był kobietą!”. Wydawałoby się, że to filmowa
fikcja... dobry żart, nie mający prawa spełnić się w naszej
rzeczywistości. I tu błąd! W walce z Kościołem feministki odważyły
się na dużo więcej! W USA opracowuje się tekst Pisma Św., pozbawiony
określeń On, Jego w odniesieniu do Boga, które ponoć dyskryminują
kobiety! W kościele protestanckim pojawiły się nawet i „kapłanki”,
chociaż wiemy, że Chrystus pan ustanawiając sakrament kapłaństwa
myślał wyłącznie o mężczyznach. Mało tego... oprócz prób
dezorganizacji Kościoła od wewnątrz, feministki zawiązały sojusz
z „antyklerykałami”.
Każda marcowa „Manifa” (również i tegoroczna) to marsz połączonych
hufców wszelakich mniejszości. Ramię w ramię idą obok siebie
feministki i geje... lewica i wrogowie Kościoła katolickiego –
głównie ci spod znaku szowinistycznego i
nietolerancyjnego „antyklerykalizmu”. Ale w tym przemykającym
ulicami Warszawy tkwi dziwny paradoks, ściśle związany z jednym z
dowcipów o żabie. Król zwierząt Lew zebrał wszystkich podwładnych na
polanie lasu. Nakazał rozdzielić się im na dwie grupy... po prawej
mieli stanąć mądrzy... po lewej piękni. Zwierzęta rozeszły się w obu
kierunkach, wybierając jedną... bądź drugą grupę. Na środku
pozostała tylko żaba. Na pytan