szach0
15.02.09, 18:51
Leżałem już trzeci dzień w Akademiku przy Ks. Janusza na Kole, tak
osłabiony, że nie byłem nawet zdolny unieść ręki, aby podpalić
zaschniętego peta wiszącego u dolnej wargi. Spękany język przykleił
się do podniebienia szukając na próżno resztek śliny.
Od tygodnia nie pojawił się już nikt obcy, kto rzuciłby obojętnie
szluga. Resztki nadziei na złapanie paru groszy odebrał mi Dyrektor
Totalizatora, któremu omal nie wyleciały drzwi z zawiasów, gdy
życzyłem mu tego samego po odmowie sprawdzania szablonami kuponu
milionera.
Wcześniej na Gdańskim z namiotu obok torów na pytanie o Ziutka,
wygramolił się podpity bandzior z nożem i flachą sikacza....
Czekałem pogodzony z losem na śmierć głodową...był lipiec 1968...
-
Nasilona emigracja osób w podeszłym wieku lub chorych z Holandii do
sąsiedniej Francji czy Niemiec nie jest "zwykłym nieporozumieniem"
lub niezrozumieniem przez społeczną "większość" prawa uchwalonego
dla ich dobra przez "mniejszość" - parlament holenderski. Ci ludzie,
którzy przez całe swoje życie pracowali dla dobra swojego kraju,
teraz boją się iść do szpitala w ojczyźnie, bo tam ktoś z ich
rodziny może wypełnić formularz o "domniemanej zgodzie na
eutanazję". Ten fakt miał miejsce we Włoszech w przypadku Eluany
Englaro