polski_francuz
04.04.09, 17:06
Fadela Amara jest jedna z trzech ministrow w rzadzie Fillona z emigranckim pochodzenia (obok Rachidy Dati i Rama Yade) powolana przed Sarkozy'ego. Pod opieka ma resort "polityki miejskiej". Co faktycznie znaczy, resort politycznej-gwarancji zeby przedmiescia francuskie nie ekspolodowaly (tak jak w 2005 roku)
Jej CV zawiera walke w organizacji broniacej dziewczeta z przedmiesci "Ani ku... ani podporzadkowane - ni putes ni soumises).
Bo bycie dziewczyna na przedmiesciach, od czasu jak w latach 90 ojcowie rodzin emigrantow z Magrebu stracili prace, nie jest latwe. Ojcowie i synowie sa bez jakiekolwiek wladzy poza przedmiesciami: ani nie maja pracy ani szacunku spolecznego. I w rekompensacie zabrali wladze kobiet w rodzinach. Od tej pory dziewczeta sa zmuszane do noszenia chust i do podporzadkowanie sie ojcom i braciom (Der Spiegel no. 14.2009, str.74-78).
Pani Amara ma charakter i szacunek budzi jej starania o poprawienie losu tych, z ktorymi kiedys zyla. Nie nosi rolexow ani garderoby prosto od Armaniego. I traktowana jest przez niektorych z przedmiesc jako zdrajczyni.
Ona zas twierdzi, ze trzeba probowac cos zmienic na lepsze w miare swoich mozliwosci.
I mnie sie jej credo dobra kwintesencja polityki wydaje.
PF