12.05.09, 07:41
Jak jest z euroimmunitetem, kto uchyla, bo może lepiej zdążyć przed 7
czerwca? Będzie taniej, no i nie trzeba już nic uchylać.

Sensacyjne zeznanie byłego prokuratora. - Ktoś sfałszował postanowienie o
wszczęciu śledztwa w sprawie Barbary Blidy - twierdzi Jacek Krawczyk. Pod
dokumentem jest jego podpis. Krawczyk zeznał, że podrobiony.

wyborcza.pl/1,75478,6596670,Falszerstwem_w_Blide.html
Obserwuj wątek
    • andrzejg Re: Pod PiS 12.05.09, 07:57
      czuje pismo nosem ów 'znak firmowy PiSu' - jak go określił którys z
      jego kolesiów będąc w goscinie u Moniki Olejnik w radiu Zet - i
      krzyczy nasladujęc Rokitę "prokuratura napastuje!!!".

      A.
      • pan.scan W areszcie wydobywczym zazwyczaj wraca 12.05.09, 08:10
        pamięć, w końcu to metoda udoskonalona przez Zbigniewa Z.
        • hasz0 __Jest coś zadziwiającego, coś tak absurdalnego że 12.05.09, 08:33
          podejrzenie o paranoję wydaje się być zupełnie uprawnione.

          W tej reakcji jamnikowej wg Pawłowa na Ziobrę...

          Te areszty wydobycze te Komisje d/s Blidy i nacisków...
          z sansacyjnymo ODKRYCIAMI ...które potem okazują się być raportami
          Pitery...których nikt nie moze zobaczyć...

          Pewnie te podpisy sam Ziobro w nocy podrobił...

          Ten co zastzrelił Blidę już ma wyrok...ILE LAT DOSTAŁ
          Scan bo nie pamiętam?

          Prztoczę cytat bardzo młodego człowieka, którego wielokrotnie
          KRYTYKOWAŁEM za atakowanie Polaków...

          za opluwanie Polaków...

          za doszukiwanie sie w Polakach przede wszystkim, a nie w innych
          nacjach
          naprawdę mordujacych Zydów
          - zwierzęcego, bydlęcego, nienawistnego do granic przekraczajacych
          granice absurdu, fantazji i bajek o wilkach dla dzieci...

          za pastwienie się plugawstwem nad organizacją AK
          WALCZACA W UKRYCIU W PODZIEMIu W CZASIE WOJNY ŚWIATOWej samotnie
          Z DWOMA POTĘŻNYMI TOTALITARYZMAMI POSIADAJACYMI NAJWIEKSZE ARMIE
          ŚWIATA!

          ten młody człowiek podobnie jak kilka lat temu )bodaj 9 lat)

          piq .................POZNAŁ KIM SA DZIECI KPP!!!!

          Kim są ci prawdziwi prowokatorzy Marca 1968 komandosi
          ...mający Polaków głęboko w "d..e" tak wtedy jak i dziś!
          --------------
          Scan idx do lekarza póki czas...

          A ja jeszce bez śniadania szkodze sobie
          niszczę nerwy...a Wy jak te muły i osły barany...
          Pzrepraszam gadzinę za PO-rónanie...one nie chodzą dos zkoły.
    • hasz0 ____________________BOMBA!_______ _________________ 12.05.09, 08:00
      Z gnojówki KPP...
      --------------------------------
      Wsadzić Ziobrę...ma najwyższe notowania w PiS-ie.
      -------
      Cezary Michalski w rozmowie z Michałem Cichym
      piątek 20 lutego 2009 22:02

      Wojna pokoleń przy użyciu "cyngli"
      Michał Cichy portretuje "Gazetę Wyborczą" oraz Adama Michnika i
      Helenę Łuczywo z perspektywy zarówno własnej fascynacji, jak i
      rozczarowania. Mówi o realnej charyzmie najważniejszych
      postaci "Gazety Wyborczej", ale też o ich fobiach i popełnianych
      przez nich błędach. Momentem kluczowym dla zrozumienia motywacji,
      strategii i lęków tego środowiska jest - zdaniem Cichego - trauma
      Marca 1968.

      REKLAMY GOOGLE
      Adam Michnik
      Szeroki wybór książek. Adam Michnik w księgarni empik.com
      empik.com
      Poznaj datę śmierci.
      Życie nie trwa wiecznie Sprawdź kiedy umrzesz.
      trafikus.com/zycie/
      TEST IQ dla Polaków
      Profesjonalny test na inteligencję. Szybko dowiesz się jakie masz IQ.
      IQPolska.pl

      Najgorszy możliwy moment dla kształtowania się pokoleniowej
      wrażliwości: antysemicka nagonka administrowana przez komunistyczne
      władze, na którą różne grupy społeczne różnie reagują. Czasem
      solidaryzując się z ofiarami, czasem wręcz przeciwnie. Ponieważ
      Adama Michnika i Helenę Łuczywo ukształtował Marzec, stąd też - jak
      powtarza Cichy - trudno się po nich spodziewać nadmiaru wrażliwości
      czy zrozumienia dla innych pokoleniowych doświadczeń. A to z kolei
      tłumaczy wyniszczający konflikt, jaki w latach 90. wybucha
      między "Gazetą Wyborczą" a tą częścią pokolenia stanu wojennego,
      która szanując doświadczenie Marca, próbowała na Michniku wymusić
      także szacunek dla własnej politycznej traumy. Darowałaby
      redaktorowi "Wyborczej" polityczne negocjacje z postkomunistami, ale
      nie mogła mu darować specyficznego emocjonalnego naddatku w
      kontaktach z Jaruzelskim, Kiszczakiem czy Urbanem. W tym
      pokoleniowym konflikcie zamiast argumentów zaczęto wymieniać
      epitety. A dziennikarzy zastąpili - jak ich nazywa Cichy - "cyngle".



      ---------------------------------------------------------------------
      -----------


      Cezary Michalski: Nie trafił pan do "Gazety Wyborczej" ze środowisk
      postkomunistycznych czy lewicowych, żeby krzewić historyczny
      kompromis w obronie własnych interesów biograficznych czy fascynacji
      ideowych.
      Michał Cichy*: Oczywiście, że nie. To w ogóle nie był klucz naboru
      do "Wyborczej". Wręcz przeciwnie - takimi kluczami były "Tygodnik
      Mazowsze", opozycja... A moje życiowe zaangażowanie zaczęło się od
      tego, że w roku 1981 jako 14-latek dostałem się do liceum im.
      Rejtana, gdzie zaraz zapisałem się do słynnej warszawskiej drużyny
      harcerzy, Czarnej Jedynki. Udzielali się w niej kiedyś bracia
      Kijowscy, Antoni Macierewicz, Piotr Naimski czy Ludwik Dorn. Z
      Dornem byłem nawet kiedyś na obozie harcerskim. Podczas tego obozu
      okazało się, że konserwy wypełnione rzekomo sardynkami dla harcerzy
      zawierały tak naprawdę miniaturowe wydanie pisma trockistowskiej
      Międzynarodówki. Nigdy nie zapomnę tego uczucia zawodu, jakie głodny
      harcerz odczuwa na widok pisma Międzynarodówki trockistów. Dodatkowo
      moim nauczycielem polskiego był Ireneusz Gugulski, słynny "Gugul".
      13 grudnia został internowany i od tego się zaczęło. Wcześniej w
      domu była "Wolna Europa" i jakieś numery "Zapisu". Moja rodzina
      miała kontakty z opozycją, ale polegały one wyłącznie na tym, że
      byliśmy odbiorcą niektórych, bardziej elitarnych pism podziemnych.
      Może nie tyle podziemnych, co nieoficjalnych, bo tak chyba
      należałoby klasyfikować np. "Zapis". Od tego się zawsze zaczynało. W
      1981 roku wszystko było bardziej intensywne. Kiedy dostałem się do
      liceum, było już po Bydgoszczy i wydawało się, że zaraz dojdzie do
      wojny domowej. Na korytarzach sprzedawano nielegalne pisma. To był
      rzeczywiście karnawał.

      Jak pan spędził lata 80.?
      Trochę knując, trochę romansując z dziewczętami, za którymi ciągnęła
      się legenda, że pracują dla podziemia. Jeszcze w latach 80.
      współpracowałem ze środowiskiem Macierewiczowskiego "Głosu". A także
      z "Przeglądem Katolickim", gdzie poznałem m.in. Leona Bójkę, którego
      później spotkałem w "Gazecie Wyborczej". Fascynowałem się ucieczką
      Narożniaka, ukrywaniem się Bujaka, wszystkim, co miało w opozycji
      taki bardziej wojskowy charakter. Choć jednocześnie fascynowała mnie
      także druga część tradycji KOR-owskiej, ta związana z nazwiskami
      Jacka Kuronia i Adama Michnika.

      Chodził pan na manifestacje?
      Oczywiście. 3 maja 1982 roku zamiast na lekcje angielskiego do
      hrabiny Zofii Dembińskiej poszedłem pobawić się z milicją w
      ganianego. Swoją torbę z książkami zostawiłem w oknie mieszkania na
      parterze przy ulicy Mostowej na Nowym Mieście. Pamiętam jak pani, u
      której zostawiłem tę torbę, zapytała mnie przerażonym
      głosem: "Synku, ale nie ma tu granatów?". Z jednej strony podobało
      mi się to, że jest zadyma, a ja jestem taki odważny. Natomiast
      skandowanie "Gestapo! Gestapo!" wydawało mi się nie na miejscu.
      Naprzeciwko nas stali chłopcy z poboru w naszym wieku. Ja stałem na
      placu Zamkowym, gdzie wjechała armatka wodna polewająca nas lekko
      barwioną wodą, żeby można było później rozpoznawać manifestantów.
      Pałowania tam jednak nie było, był tylko gaz. W pewnym momencie,
      kiedy uciekaliśmy przed tym gazem, trafiłem na Rynek Starego Miasta
      i zobaczyłem oblężenie komisariatu na Jezuickiej, w którym rok
      później zabito Przemyka. Kiedy ci milicjanci znaleźli się pod dużym
      naciskiem i nie mieli odsieczy, zaczęli strzelać na wprost
      czerwonymi i zielonymi racami. Odbijały się one od bruku i
      koziołkowały w nieprzewidywalnych kierunkach. Wtedy zdałem sobie
      sprawę, że można tam zginąć. Doszedłem do wniosku, że tego typu
      manifestacje nie są dla mnie.

      Mijają kolejne lata, zadymy się kończą, trzeba zacząć dorastać. Jaki
      pan ma pomysł na siebie?
      Uważałem się za niedokształconego, więc postanowiłem pójść na
      studia, na których mnie wreszcie wszystkiego nauczą. Wybrałem
      historię. Mój wybór nie miał żadnego związku z planami zawodowymi.
      Nie zamierzałem wtedy pracować, tylko spędzić życie na walce
      z "czerwonym". Nie obchodziły mnie żadne perspektywy "zawodowego
      awansu". Na studiach szybko ściąłem się jednak z kolegami z
      Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Pierwszym przedstawicielem tej
      organizacji, będącej wtedy jeszcze w powijakach, dopiero
      odbudowującej się po stanie wojennym, był niejaki Piotrek Ciompa.
      Bardzo miły człowiek, ale poszło o to, że zgłosiłem swoją
      kandydaturę na starostę roku. Tymczasem NZS postanowił, że to ich
      kandydat ma wygrać. Po raz pierwszy pokazano mi tam wyraźnie, że
      nieważne jest, kim jesteś, ale z kim trzymasz. Bardzo chętnie bym
      się do nich wówczas zapisał, ale nikt mnie nie zaprosił. W związku z
      tym Ciompa wygrał.

      I dlatego NZS panu podpadł?
      Nie dlatego. Zawsze i wszędzie przynależność natury ekskluzywnej, a
      zwłaszcza tajnej, źle się kończy. Takie organizacje są dobre na czas
      wielkiego kryzysu, ostrej walki, ale w warunkach wolnościowych
      przekształcają się w koterie, powodując zidiocenie swoich członków.
      Nie dopuszczają głosów z zewnątrz i trzymają się tylko coraz
      bardziej kurczowo swojej ortodoksji. Zajmują się przede wszystkim
      pilnowaniem spójności. Taki los spotkał wszystkie tego typu
      środowiska, jakim się przyglądałem. Zarówno wiele środowisk
      prawicowych, np. pampersów, jak i środowisko "Gazety Wyborczej",
      które przeżyło swoją wielkość w latach 1989 - 1996, a potem był już
      tylko zjazd. Obecnie to, co się nazywa "Gazetą Wyborczą", jest już
      tylko wydmuszką. Rynek ich wycenił. I płaci dzisiaj za akcję Agory
      już nie ponad sto złotych, ale złotych dwanaście.

      Jak pan trafił do "Wyborczej"?
      8 maja 1989 roku, po wyjściu z zajęć na uniwersytecie, szedłem
      Krakowskim Przedmieściem, próbując kupić pierwszy numer "Gazety
      Wyborczej", ale wszędzie była już wykupiona. Szedłem w stronę domu
      na Sobieskiego i kiedy byłem już na Belwederskiej, pomyślałem, że z
      tego miejsca do siedziby
      • hasz0 Re: ____________________BOMBA!_______ ___________ 12.05.09, 08:05
        szedłem Krakowskim Przedmieściem, próbując kupić pierwszy
        numer "Gazety Wyborczej", ale wszędzie była już wykupiona. Szedłem w
        stronę domu na Sobieskiego i kiedy byłem już na Belwederskiej,
        pomyślałem, że z tego miejsca do siedziby tej mitycznej redakcji na
        ulicy Iwickiej jest bardzo niedaleko. Wszedłem do budynku redakcji,
        otoczył mnie niesamowity rejwach i atmosfera gorączkowego
        podniecenia. Bardzo mi się to spodobało. Poszedłem do sekretariatu,
        gdzie spotkałem panią Małgosię Wołyńską i panią Zosię Floriańczyk, i
        zapytałem, czy mógłbym gdzieś dostać pierwszy numer gazety. Nagle
        jak spod ziemi wyrósł jakiś malutki, rudy, brodaty człowiek.
        Popatrzył na mnie z dołu bezczelnym wzrokiem i powiedział: "Nie mamy
        żadnego egzemplarza". Wówczas, nie wiadomo czym podkuszony,
        zapytałem: "Mam w takim razie drugie pytanie - może wam w czymś
        pomóc?", na co ten człowiek odpowiedział: "Trzeba było zacząć od
        pytania nr 2". Był to Grzegorz Lindenberg, pierwszy szef
        wydawnictwa "Gazety Wyborczej", później wyrzucony stamtąd po
        konflikcie z Heleną Łuczywo, twórca "Super Expressu", pierwszego
        polskiego tabloidu, który odniósł sukces bez kopiowania obcych
        wzorów. Lindenberg przyjął mnie w charakterze pomocy redakcyjnej.
        Moje pierwsze zadanie polegało na kupieniu dwóch kwiatów
        doniczkowych do sekretariatu. Drugie zlecenie polegało na
        zawiezieniu listu do PAP, a trzecie - na zawiezieniu artykułu do
        cenzury. Potem spotkałem na korytarzu Leona Bójkę. Kiedy Bójko
        zorientował się, że posługuję się dość płynnie pięcioma obcymi
        językami, zostałem przyjęty do działu zagranicznego do zdzierania
        teleksów z maszyn i sortowania ich według języka. Dziennikarze
        działu zagranicznego zbierali te kupki i pisali na ich podstawie
        notki. Z biegiem czasu zacząłem je pisać sam. Potem zacząłem je
        redagować i szybko zostałem redaktorem prowadzącym w dziale
        zagranicznym. Po kilku miesiącach zostałem wchłonięty przez
        sekretariat redakcji i prowadziłem już całe numery. W tamtych
        czasach nie ograniczało się to do opieki nad pierwszą stroną. Było
        to faktyczne redagowanie numeru od kolumny pierwszej, przez
        wszystkie wewnętrzne, aż do kolumny sportu na stronie 16 czy 24 -
        nie pamiętam, ile stron miała wówczas "Gazeta". Do tego dochodziły
        nocne wycieczki do Domu Słowa Polskiego na Miedzianą 10, gdzie
        nadzorowaliśmy metrampaży i zecerów, którzy składali to w ołowiu i
        drukowali. Początki mojej kariery były błyskawiczne.

        Kiedy poznaje pan Michnika i zaczyna pisać teksty ważne dla linii
        redakcyjnej "Gazety"?
        Adama poznałem stosunkowo późno. Oczywiście obserwowałem go na
        kolegiach. Na początku zachwyciłem się jednak Heleną Łuczywo.
        Pierwszy raz zetknąłem się z nią po 2 - 3 dniach od rozpoczęcia
        pracy. Wówczas redakcja mieściła się w sławnym żłobku na Iwickiej,
        który miał strukturę amfilady. Najbardziej cenione były więc te dwa
        krańcowe pokoje, które w amfiladzie nie były. Można się tam było
        zebrać wokół dużego stołu i knuć w pewnej izolacji. W jednym z tych
        pokojów był sekretariat redakcji, a w drugim archiwum. Większość
        najważniejszych kolegiów na pierwszym etapie istnienia "Gazety"
        odbywała się w archiwum. Mnie tam strasznie ciągnęło. Pewnego dnia
        drzwi do pokoju były uchylone. Wetknąłem głowę i nagle koło mnie
        pojawiła się jakaś kobieta, której nigdy wcześniej nie widziałem i
        która powiedziała krótko "Nie wchodź tu". Tak po raz pierwszy
        spotkałem Helenę Łuczywo i od razu poczułem, że jest to ktoś wielki,
        od kogo nauczę się wszystkiego. Adam Michnik nigdy nie był
        redaktorem naczelnym "Gazety". Należy to wydrukować wersalikami. On
        był ideologiem "Gazety", jednak jego wpływ zarówno na pracę
        redakcji, jak i na kształt gazety ograniczał się wyłącznie do stron
        publicystycznych, do komentarzy i działu politycznego.
        Całością "Gazety" zawsze zarządzała Helena.

        Zaczyna się wojna na górze i "Gazeta Wyborcza" staje po jednej ze
        stron, mimo że powstała jako pismo całej "Solidarności".
        To był nasz wybór. Oczywiście ludzie, którzy się z tym wyborem wtedy
        nie zgadzali, prędzej czy później z redakcji odchodzili. Moim
        zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Przyjaźniłem się z Krzysztofem
        Leskim, który był dla mnie wspaniałym autorytetem przede wszystkim
        jako pistolet z czasów podziemnego "Tygodnika Mazowsze" (po drugie
        wiedziałem, że jest synem legendarnego generała Kazimierza Leskiego,
        który jako generał Hallman przejechał całą okupowaną Europę i zrobił
        inspekcję wału atlantyckiego dla AK). Miałem dla Krzyśka wielki
        szacunek i bardzo żałowałem, że poróżnił się z Michnikiem i Heleną w
        sprawie wojny na górze. Uważałem i nadal uważam, że lepiej byłoby
        dla niego pozostać w "Gazecie" i wpływać na nią swoim pisaniem od
        środka, niż urządzać jakąś demonstrację, której nikt nie zauważył.
        Leski był jednym z reporterów numer jeden w "Gazecie". Teraz ma
        jakieś programy w TVP Info, ale, prawdę mówiąc, mało kto wie, że
        taki reporter istnieje.

        To jest argument siły. W rodzaju słynnego dzieła "Nim będzie
        zapomniany".
        Nie zgadzam się. Obozy warowne tworzyły się wtedy po obu stronach.
        Trzeba było zrobić tak, jak zrobił Wojtek Załuska, który miał
        poglądy podobne jak Krzysiek i został w "Gazecie Wyborczej" aż do
        ostatniej rzezi, czyli zwolnień grupowych w 2009 roku. Dzięki temu,
        że nadal pisał teksty w dziale politycznym (który od końca lat 90.
        był zdominowany przez sztampę intelektualną najgorszego rodzaju)
        można tam było przeczytać coś, co znamionowało ślady samodzielnego
        myślenia. Uważałem i uważam, że wolność i demokracja zasadniczo
        zmieniają reguły gry. Wolność słowa zobowiązuje nas do rozmawiania z
        każdym. Zgadzałem się z Michnikiem zarówno co do konieczności
        historycznego kompromisu, jak i co do lustracji. Ale w jednej
        sprawie Michnik myślał inaczej. Uważał, że ktoś, kto go "nikczemnie
        atakuje" - słowo "nikczemnie" było używane często - nie zasługuje na
        podanie ręki i rozmowę.

        Wojna na górze jednak się zaostrza i obozy warowne powstają przez
        całe lata 90.
        Młoda prawica - także pańskie ówczesne środowisko -
        uważaliście "Gazetą Wyborczą" za taki obóz warowny, więc
        wystawialiście naprzeciwko niej własne obozy. Na przykład telewizję
        Walendziaka. Napisałem kiedyś tekst o środowisku pampersów, ale nie
        został puszczony do druku jako nazbyt koncyliacyjny. Do napisania
        tego tekstu w wersji, która już została w "Gazecie" opublikowana,
        wyznaczono więc "cyngla" Michnika, czyli Pawła Smoleńskiego, który
        zawsze potrafił w lot odgadnąć, jaki tekst ma napisać, by podobał
        się szefowi. Drugim z tych "cyngli" jest Agnieszka Kublik, która
        dysponuje podobną zdolnością jak Smoleński. Paradoks sposobu
        redagowania "Gazety" przez Michnika polegał na tym, że ludzie
        atakujący nas uważali, że Michnik wydaje swoim "cynglom" określone
        polecenia. Nawet pan, gdy pisał swój artykuł "Zniewolony umysł III
        RP", napisał, że "Alfa otrzymał od redaktora polecenie napisania
        artykułu o Żydach mordowanych przez żołnierzy AK podczas Powstania
        Warszawskiego". Nikt mi nigdy nie wydał żadnego polecenia, bym
        napisał jakiś tekst.

        Ale dla nas, na zewnątrz, naprawdę nie było istotne, czy Smoleński
        pisze swoje teksty, żeby się Naczelnemu przypodobać, czy dlatego, że
        Naczelny mu kazał. Krążyła anegdota, że po pierwszym tekście
        Smoleńskiego na temat motłochu popierającego Wałęsę Michnik
        podziękował mu wielkim bukietem róż wręczonym w obecności reszty
        redakcji.
        Adam zawsze jest czarujący wobec ludzi, których lubi, i pełen
        agresji wobec tych, na których się zawiódł. Jest postacią
        dwuwymiarową. Podkreślanie tylko jego demonicznej strony i
        pomniejszanie go przez takich jego adwersarzy jak Rafał Ziemkiewicz
        czy Piotr Semka jest dla niego krzywdzące i źle świadczy o nich.

        Wie pan, że "miłość" czy "uwodzenie" Michnika może się komuś nie
        podobać jeszcze bardziej, niż jego ataki wrogości.
        Ale cóż poradzić na to, że Michnik jest uwodzicielem. Zawsze lu
        • szach0 Re: ____________________BOMBA!_______ __________ 12.05.09, 08:11
          Zawsze lubił uwodzić kobiety i intelektualistów. W obu wypadkach był
          bardzo skuteczny, chyba nawet bardziej skuteczny niż Don Giovanni.
          Bardzo lubił także używać ludzi. Mówiło się o nim
          często "manipulator". Owszem, manipulowanie nie jest specjalnie
          przyjemną cechą charakteru, ale ta historia ma dwie strony. Do tego,
          żeby kogoś uwieść, potrzeba jego zgody. Michnik niesłychanie twardo
          testował odporność duchową i psychiczną wszystkich polskich
          inteligentów, którzy dusze mają miękkie jak kisiel. Kto najbardziej
          nienawidził Michnika? Porzucone przez niego kochanki płci męskiej:
          Herbert, Burek, Rymkiewicz...

          Wróćmy jednak do pana drogi w "Gazecie". Czy pana Michnik uwodzi?
          Imponuje mi, a potem przyjaźnimy się ze sobą. Ale w "Gazecie
          Wyborczej" miałem zupełnie innego mistrza, płci żeńskiej, czyli
          Helenę Łuczywo. Dla mnie Helena jest postacią rangi historycznej,
          nie można jej porównywać ze współczesnymi postaciami. Ze znanych mi
          ludzi, którzy w XX wieku żyli w Polsce, mogę ją porównać tylko do
          Celiny Lubetkin, która była żoną Antka Zukiermana, dowódcy ŻOB. I
          faktyczną dowódczynią powstania w getcie. Misja Heleny, która jest
          stuprocentową Żydówką, polegała zawsze na chronieniu polskich Żydów
          przed jakimkolwiek złym losem. To zadanie wykonała w stu procentach.
          Była komendantką ŻOB w latach 90. Nie można się dziwić, że ona ze
          swoim zapleczem kulturowym i genetycznym nie była specjalnie
          wrażliwa na to, że mordowano księży po 1981, czy że generał Fieldorf
          był ofiarą mordu sądowego, w którym brała udział sędzia Wolińska.
          Misją Łuczywo było ratowanie sędzi Wolińskiej i wszystkich,
          obojętnie jak zapisanych w historii Polaków żydowskiego pochodzenia
          przed jakimkolwiek nieszczęściem. Także przed naprawdę istniejącym
          tutaj antysemityzmem.

          Rozumiem tę interpretację, ale nie do końca się z nią zgadzam. W
          Polsce jest antysemityzm, ale nie każda krytyka komunizmu, nawet w
          wykonaniu prawicy, miała podtekst antysemicki. I nie każdy polski
          Żyd miał za sobą uwikłanie w komunizm. Choć rozumiem powody, dla
          których Żydzi komunizm akceptowali. II RP nie była dla nich rajem, a
          Jedwabne jest znakiem czegoś jeszcze bardziej obrzydliwego. Ale
          Mieczysław Grydzewski to przecież także był Żyd, w dodatku jako
          redaktor "Wiadomości Literackich" był prawdziwym polskim liberałem,
          a później, w Londynie, był jednym z najbardziej zajadłych
          antykomunistów, nienawidzącym PRL i lojalnym wobec II RP. Było
          bardzo wielu takich Żydów. A największa emigracja Żydów z Polski to
          nie rok 1968, ale druga połowa lat 40., kiedy zamiast komunizmu
          wybierają Izrael. Doświadczenie komunistyczne to tylko jedno z
          doświadczeń Żydów w Polsce, a "Gazeta Wyborcza" czyniła je
          doświadczeniem najważniejszym, najbardziej reprezentatywnym, w
          związku z tym antykomuniści mogli obrywać z paragrafu
          antysemickiego, nawet jeśli antysemitami nigdy nie byli i nawet się
          reaktywnie nimi nie stali.
          W zasadzie ma pan rację. Ale proszę jednocześnie pamiętać: problem
          polega na tym, że każdy widzi dookoła siebie tyle, ile może. Bardzo
          istotne jest to, kto się skąd wywodzi, jakie ma doświadczenia i czym
          nasiąka przy rodzinnych herbatkach i śniadaniach. Nie można mieć
          pretensji do Heleny Łuczywo, która była córką funkcjonariusza
          komunistycznej cenzury, Ferdynanda Chabera, że jej punkt odniesienia
          obejmował to środowisko, z którym miała do czynienia.

          Pokolenie stanu wojennego, nawet jego prawicowa część, nie było
          Leszkami Bublami, więc mieliśmy prawo wtedy powiedzieć, że się w tę
          zabawę bawić nie chcemy i nie będziemy utożsamiać Agory ze sprawą
          żydowską. A problem komunistycznej przeszłości to tyleż problem
          żydowski co polski. Mnie etniczne kryteria wcale nie kręcą.
          Ale jak pan ich nie bierze pod uwagę, to pan nic nie zrozumie. Tak
          się składa, że ludzie Agory byli w większości pochodzenia
          żydowskiego. Nie było to ani żadnym przypadkiem, ani żadnym powodem
          do wstydu. Ale nie można oczekiwać od ludzi z takim backgroundem, że
          nagle staną się piewcami Narodowych Sił Zbrojnych.

          Ja też nie jestem piewcą Narodowych Sił Zbrojnych i nie widziałem
          powodu, dla którego "Wyborcza" miałaby uznawać każdego swojego
          polemistę czy przeciwnika za NSZ-owca. Widziałem też, jak na prawicy
          zaczyna się szeptanka na temat "żydokomuny" i tolerancja na tę
          szeptankę. I to też było złe. Nie rozumieliśmy rozmiarów traumy
          marcowej. O tym wszystkim należało rozmawiać, ale się nie dało.
          O tym, kim się jest, decyduje środowisko, w jakim się żyje.
          Instynktownie przejmujesz pewne zachowania, myśli i sformułowania.
          Naczelnym pragnieniem każdego człowieka jest, po pierwsze unikanie
          problemów, a po drugie uzyskanie pochwały od stada swoich
          szympansów. To bardzo silny mechanizm wzbudzania pozytywnego
          konformizmu, bez którego umieramy.

          Czasami zmieniamy lojalność.
          Ale to wiąże się z wyklęciem z dotychczasowej grupy.

          Czasem dzięki temu powstaje poczucie, że się jest jednostką.
          Ja jestem przeciwko indywidualizacji. Uważam, że każdy z nas
          powinien być indywidualnie wolny, ale każdy z nas powinien mieć
          także świadomość swojej przynależności i tego, jaką formę to nakłada
          na nasze życie. Dobrze, że wspomniał pan o wydarzeniach Marca ’68.
          Pozwolę sobie wygłosić krótką definicję tego, co znaczy pokolenie.
          Pokolenie to coś takiego, co formuje się pod wpływem zwrotnego
          punktu w historii, w momencie kiedy mamy mniej więcej 22 lata.
          Michnik i Helena w marcu 1968 roku mieli dokładnie 22 lata. Byli w
          sytuacji rocznika Krzysztofa Kamila Baczyńskiego czy Tadeusza
          Różewicza w roku 1944. Nie ma się co dziwić, że powstańcy warszawscy
          do dziś nimi pozostają i do dziś toczą walki na barykadach. Tak samo
          nie można się dziwić, że Michnik ciągle mentalnie jest w marcu 1968
          roku. Zdziwiłbym się, gdyby on był w stanie się od tego uwolnić.
          Trauma, której wtedy doznał, nie polegała na tym, że państwo
          komunistyczne wzięło się za komandosów. Polegała na tym, że państwo
          komunistyczne za pośrednictwem Mieczysława Moczara sięgnęło po
          kombatantów Armii Krajowej i zyskało sobie wśród nich autentyczne
          poparcie na glebie antysemityzmu. To jest przerażenie, które
          Michnika po dziś dzień nie opuściło.

          Uderzenie przez "Gazetę Wyborczą" w powstanie jako pogrom na Żydach
          było więc reakcją na…
          ...na Moczara, to ciągle jest walka z Moczarem. AK-owcy, kombatanci
          ze zgrupowania "Radosław", poszli wówczas za Moczarem. Więc za to
          dostali. Istnieje prawda faktów i prawda faktów jest taka, że
          wszyscy Żydzi zastrzeleni przez ludzi z opaskami AK i NSZ, o których
          pisałem, rzeczywiście zostali zastrzeleni. Jest także prawda duchowa
          i symboliczna, która jest następująca: nie należało tego tekstu
          publikować w 1994 roku w "Gazecie Wyborczej". Na 50. rocznicę
          wybuchu Powstania Warszawskiego.

          Mamy pokolenie 1968 roku z jego traumą marcową i mamy pokolenie
          stanu wojennego z jego traumą. Michnik obsługuje traumę własną, ale
          niespecjalnie jest czuły na traumę młodszych. Nie tylko uprawia
          politykę z generałami - co bym nawet zrozumiał - ale musi się
          popisywać swoimi wobec generałów uczuciami. Na nas to działa tak jak
          na Michnika zadawanie się kombatantów ze zgrupowania "Radosław" z
          Moczarem. Zaczynamy na Michnika psioczyć. Michnik udaje, że tego nie
          rozumie, a jego "cyngle" coraz bardziej w pokolenie stanu wojennego -
          szczególnie w jego prawicową część - nawalają. Efekt jest taki, że
          zamiast rozmowy, a nawet polityki, mamy przepychankę traum i
          wrażliwości, która daje w efekcie piekło. A dzisiaj moi rówieśnicy
          są gotowi symbolicznie dekomunizować SLD, a nawet Agorę, choćby pod
          wodzą Kryżego, Karskiego czy Wassermanna, bo wierzą, że to będzie
          akt sprawiedliwości za pałowania w latach 80. i za artykuły "cyngli"
          Michnika z lat 90.
          Albo pod wodzą Kaczmarka, Kornatowskiego, dowolnego oportunisty,
          który się zasłużył. Ale nadzieja, że Michnik uszanuje emocjonalne
          potrzeby młodszego poko
          • szach0 Re: ____________________BOMBA!_______ _________ 12.05.09, 08:17
            Uderzenie przez "Gazetę Wyborczą" w powstanie jako pogrom na Żydach
            było więc reakcją na…
            ...na Moczara, to ciągle jest walka z Moczarem. AK-owcy, kombatanci
            ze zgrupowania "Radosław", poszli wówczas za Moczarem. Więc za to
            dostali. Istnieje prawda faktów i prawda faktów jest taka, że
            wszyscy Żydzi zastrzeleni przez ludzi z opaskami AK i NSZ, o których
            pisałem, rzeczywiście zostali zastrzeleni. Jest także prawda duchowa
            i symboliczna, która jest następująca: nie należało tego tekstu
            publikować w 1994 roku w "Gazecie Wyborczej". Na 50. rocznicę
            wybuchu Powstania Warszawskiego.

            Mamy pokolenie 1968 roku z jego traumą marcową i mamy pokolenie
            stanu wojennego z jego traumą. Michnik obsługuje traumę własną, ale
            niespecjalnie jest czuły na traumę młodszych. Nie tylko uprawia
            politykę z generałami - co bym nawet zrozumiał - ale musi się
            popisywać swoimi wobec generałów uczuciami. Na nas to działa tak jak
            na Michnika zadawanie się kombatantów ze zgrupowania "Radosław" z
            Moczarem. Zaczynamy na Michnika psioczyć. Michnik udaje, że tego nie
            rozumie, a jego "cyngle" coraz bardziej w pokolenie stanu wojennego -
            szczególnie w jego prawicową część - nawalają. Efekt jest taki, że
            zamiast rozmowy, a nawet polityki, mamy przepychankę traum i
            wrażliwości, która daje w efekcie piekło. A dzisiaj moi rówieśnicy
            są gotowi symbolicznie dekomunizować SLD, a nawet Agorę, choćby pod
            wodzą Kryżego, Karskiego czy Wassermanna, bo wierzą, że to będzie
            akt sprawiedliwości za pałowania w latach 80. i za artykuły "cyngli"
            Michnika z lat 90.
            Albo pod wodzą Kaczmarka, Kornatowskiego, dowolnego oportunisty,
            który się zasłużył. Ale nadzieja, że Michnik uszanuje emocjonalne
            potrzeby młodszego pokolenia, była nierealna. A to z prostego
            powodu: nie może pokolenie młodsze stawiać warunków pokoleniu
            starszemu.

            Dlaczego?
            Bo jest słabsze. Bo jest z natury słabsze, ma mniej pieniędzy, mniej
            znajomych, mniej kontaktów, mniej doświadczeń. I w takim konflikcie
            oberwie.

            Faktycznie, pokolenie stanu wojennego obrywało od "marcystów", ale
            też oddawało. Zabawa zrobiła się głupia i jałowa. "Wyborcza" też jej
            nie wygrała.
            Ja w tym nie uczestniczyłem, miałem kolegów także po drugiej
            stronie. Nie byłem "cynglem". Grześ Górny z "Frondy" był swego czasu
            naszym kolegą z działu reportażu, znałem go. Znałem Jacka Łęckiego,
            kiedy przyjechał z Lublina i pracował w "Gazecie", wiedziałem, że to
            jest porządny człowiek. Nigdy nie przyłożyłem ręki do żadnego ataku
            ani nie pozwoliłem nikomu, kto pracował pod moim parasolem w moim
            dziale, przyłożyć ręki do jakiegokolwiek ataku na was. Kierowałem
            przez 5 lat działem kultury i dodatkiem książkowym, kiedy jeszcze
            istniał. Kiedy byłem redaktorem działu kultury w latach 1993 - 1998,
            na łamach "Gazety" drukowani byli zarówno Wisława Szymborska ze
            swoimi "Lekturami nadobowiązkowymi" czy Sławomir Mrożek ze swoimi
            felietonami i rysunkami, jak i "brulionowcy". Był Andrzej Stasiuk
            publikujący recenzje i eseje, które złożyły się później
            na "Tekturowy samolot", moim zdaniem najciekawszy jego tom esejów, a
            może w ogóle najciekawszy od czasu "Ziemi Ulro" tom esejów, jaki się
            po polsku ukazał. Ale ponieważ dotyczył popkultury, więc
            intelektualiści go po prostu nie zauważyli. Publikował wtedy w moim
            dziale swoje wiersze Jacek Podsiadło, sam robiłem z nim wywiad, gdy
            dostał Nagrodę Kościelskich. Kontaktował się z nami Marcin
            Świetlicki, chociaż z nim nigdy nie miałem "dobrej chemii".

            Mówi pan trochę tak jak poczciwy sekretarz od kultury w KC PZPR. Jak
            jakiś Tejchma: "Ja wybitnych pisarzy z mojego pokolenia ratowałem".
            Ale przy okazji wykańczano resztę jako fanatyków, a jak Jerzy
            Sosnowski nie chciał pisać o "bruLionie" czy "Frondzie" jako
            o "prawicowych dziarskich chłopcach", tylko w sposób nieco bardziej
            skomplikowany, to mu cykl tych recenzji zabrano.
            Jerzemu rzeczywiście odebrano ten cykl. Ale prawda jest taka, że
            Jerzy chciał być wtedy nadwornym publicystą "Gazety Wyborczej" i nie
            chodził do mnie, tylko działał bezpośrednio przez Michnika. Ponieważ
            chciał być kochany przez Naczelnego i jego afiliacja była
            bezpośrednio przy Naczelnym, to w związku z tym zależał od Jego
            decyzji i kaprysów. A co do wykańczania prawicowej części pokolenia
            stanu wojennego, to po pierwsze ono nie było bezbronne - o telewizji
            Walendziaka już powiedziałem, a przecież było wiele innych
            instytucji. A po drugie ja w tym nie uczestniczyłem, pracowałem
            jedynie w "Gazecie", na której łamach w innych działach ukazywały
            się niesprawiedliwe artykuły was wykańczające. Wiem, że to może
            brzmi nieco dwuznacznie, ale taka jest prawda. Na łamach działu
            kultury i na łamach "Gazety o Książkach", kiedy nią kierowałem,
            nigdy nie ukazał się żaden niesprawiedliwy tekst o
            pampersach, "bruLionie" czy kimkolwiek innym. Drukowałem ludzi,
            którzy wyszli z "bruLionu", ludzi, których uważałem i uważam nadal
            za wybitnych artystów i pisarzy. I wielokrotnie natykałem się na
            rozmaite uśmieszki Michnika, który pytał, czy chcę zrobić
            w "Gazecie" jakiś "bruLion bis".

            My wtedy widzimy, polemizując z "Gazetą Wyborczą", że sami jesteśmy
            rzeźnikami, i piszemy ostro, ale oni też na pewno są rzeźnikami.
            Czemu zatem jedna ze stron ma uchodzić za moralistów? Także w oczach
            inteligenckiego salonu, który nie widzi trupów zamiatanych pod
            dywan, ale jak z nami rozmawia, to pyta zdumiony: "Skąd w was tyle
            nienawiści do Adama? Przecież on wszystkich kocha".
            Jeśli chodzi o moralizm, Michnik naprawdę uważa się za moralistę. To
            jest wielowymiarowa postać, którą da się opisać tylko przy użyciu
            wyrafinowanych oksymoronów. On jest wyjątkowo oksymoroniczny, bo
            jest skrajnie amoralnym moralistą. Moim zdaniem źródłem największej
            nienawiści do Michnika jest to, że uważa się go za kogoś w rodzaju
            fałszywego proroka, za faceta, który zachowuje się jak kaznodzieja,
            mówi innym, jak należy się zachowywać, co jest moralne, a co
            nikczemne. Najpiękniejszy oksymoron opisujący to, o czym mówimy, na
            który natknąłem się w swoim życiu, brzmi: "otyły dietetyk". Michnik
            jest otyłym dietetykiem. Wszyscy to widzą poza nim samym. Michnik
            wygłosił kiedyś zdanie, które mi się bardzo mocno wryło w
            pamięć: "Nie jest bez znaczenia, kogo udajesz; nawet jeżeli jesteś
            hipokrytą, to jeżeli udajesz świętego, a masz naturę węża i lubisz
            tylko syczeć uwodzicielsko, a później dusić albo gryźć, to jeżeli
            udajesz świętego, mając taką naturę, to i tak jesteś troszkę lepszy,
            niż gdybyś nie udawał". Istnieją pewne pożytki nawet z hipokryzji.
            Adam potrafił ją wykorzystywać także do dobrych celów. Na przykład
            do ucywilizowania SLD.

            Absolutna zgoda co do hipokryzji. Powinno się udawać lepszego od
            siebie, bo to zawsze człowieka podnosi. Ale jak się udaje Chrystusa
            i jedną ręką pokazuje stygmaty, a drugą kogoś dusi, to taka
            dwulicowość już standardów moralnych, a nawet politycznych, w niczym
            nie poprawia. Wytwarza tylko konflikty w miejscach niepotrzebnych.
            Ja to doskonale rozumiem, chcę panu tylko powiedzieć, że gdyby
            Michnik był postacią tak jednoznacznie padalcowatą i nikczemną, jak
            maluje go polska prawica, nigdy w życiu nie stworzyłby wokół siebie
            takiego środowiska wiernych i wpatrzonych w niego wyznawców.

            Czemu nie udało się panu pańskiej strategii relatywnej miłości i
            względnie czystych rąk upowszechnić w innych działach "Gazety",
            gdzie pisano o "ciemnogrodzie", wywlekano wrogom sprawy osobiste, a
            chłopców z "Frondy", istotnie pokręconych tak jak prawie wszyscy
            tutaj, od razu wciskano w buty faszystów?
            Na głupotę starszych nie ma lekarstwa. Możesz wpływać tam, gdzie
            sięgają twoje kompetencje. Moje kompetencje były takie, jakie były,
            ja byłem wtedy zaledwie dowódcą kompanii w tej gazecie. Owszem,
            Michnik mówił ze łzami w oczach, że zrobi mnie swoim następcą, ale
            wyszło z tego tyle, ile ze wszystkich jego obietnic pod adresem
            wszystkich, to zna
      • rycho7 Hasz pojal istote haszyzmu? 12.05.09, 08:36
        hasz0 napisał:

        > Wojna pokoleń przy użyciu "cyngli"

        Instytucjonalne szukanie hakow w IPN i CBA. Hasz prorok a nie pojmowal zawczasu.
        • hasz0 Re: Hasz pojal istote haszyzmu? 12.05.09, 08:41
          próba mokrofonuistota haszyzmu
          bezwarunkowe odpuszczenie i dopuszczenie komuchów do złoba

          czy an odwrót?
          • hasz0 Wg def: piq,ag,scan,r7 to haszyści! Bez wątpienia 12.05.09, 08:43
            zobacz sam:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=95116650&a=95183292
    • snajper55 Re: Pod PiS 12.05.09, 10:40
      "W lipcu 2008r. Sieraka przesłuchała sejmowa komisja śledcza, która bada przyczyny tragedii. Zapewnił, że gdy pracował w "rejonie", nie interesował się sprawą.

      Przesłuchany potem Krawczyk zarzucił mu kłamstwo. Zeznał, że w listopadzie 2005 r. Sierak czytał akta sprawy i podpisywał dokumenty. O roli Sieraka Krawczyk mówił: +Sugerował, żebym jeszcze raz przyjrzał się sprawie Blidowej. Powiedziałem, że nie interesuje mnie polityka i że nie będę się podłączał pod rozliczanie lewicy, tak jak zapowiedzieli panowie Kaczyńscy i Ziobro+"

      Immunitet europarlamentarzysty uchyla PE. Były już takie przypadki. Bruksela może być za blisko. Może jakaś Wenezuela ? Honduras ? A może... Gabon ? wink

      S.
      • snajper55 Link 12.05.09, 10:41

        wyborcza.pl/1,75478,6596670,Falszerstwem_w_Blide.html

        S.
        • hasz0 Pytam Faltzmana tez byś tak bronił mendko? 12.05.09, 10:46

          Bartoszcze...utopionego w studni...
          braci...
          Moze
          Przemyka.. księży...
          a co z 120 działaczanmi, organizatorami nowego sprawiedliwego
          społeczeństwa...

          tych z Solidarności których nie dało sie zastraszyć
          skrytobójczymi mordami księzy Niedzielaka Suchowolca
          w trakcie Okragłego Stołu?

          Dla OBRONY TOwarzyszy bLIDOWEJ-SAMOBÓJCZYNI?
          .......oDWROTKA MORALNA?
          sNAJPER ........CO TO PARANOJA JAK U sCANA.......?

          • snajper55 Spadaj pojebku. /nt 12.05.09, 12:33
            S.
      • andrzejg Gabon 12.05.09, 10:42
        tam więcej małpek,łatwiej bedzie odreagować

        wink

        A.
        • hasz0 Re: Gabon 12.05.09, 10:52
          ? TEŻ PARANOJA JAK U sCANA I sNAJPERA?
          --Współczuję...może nie czytałeś opisu syndromu Pawłowa
          świadczącego o dziwnej przypadłości u trąconych paranoją?

          W replice do Scana....

          Popluj teraz popaprańcem...wariatem...oszołomem...
          ...zwierzęcą nienawiścią...herbem...fanem Gierka...PZPR...
          Moczarem i czym tam chcesz.
          Zapytam jedynie gdzie byłeś ........
          nie przy samobójcach z SLD PZPR
          ale gdy tacy aranżowali skrytobójcze mordy

          majac aparat włądzy SB..która nie respektowała nawet własnego
          prawa...

          Mam Cię za lekko trąconego paranoika. Na Twe własne życzenie.
          Bronisz obrońców PRAWA i ŚWIETEGO PRAWA WŁASNOSCI?
          Taaaak?
      • pan.scan Ewentualny proces Zbigniewa Z. pewnie 12.05.09, 11:02
        odbędzie się w Katowicach ze względu na właściwość terytorialną. Biorąc
        pod uwagę stare znajomości potencjalny oskarżony Zbigniew Z. pewnie
        wyląduje na Montelupich, może i Prezes pójdzie w ślady ucznia..
        A tak ładnie się zapowiadała, ta "IV RP"... "To zemsta za to, że walczyłem
        z mafią".

        snajper55 napisał:
        Bruksela może być za blisko. Może jakaś Wenezuela ? Honduras ? A może...
        Gabon ? wink
        • hasz0 Scan bardzo Cie przepraszam za spam o Moczarze68 12.05.09, 12:40
          i kłamstwo herbowe.

          Nigdy nie krytykowałem wyborców Platformy.
          Parodiowałem jedynie TYCH PRZESTEPCÓW
          Ziobrę i Gnojarka.

          wstrzymaj sie z ewentualnym donosem...
          na stare lata. Bardzo Cie przepraszam też za Grossa i Kieresa...
          a Michnika Adasia to nawet ..wiesz przeciez ...broniłem narażajac
          karierę zawodową, wolność socjalistyczną i własne zdrowie...
          mam nadzieję, że mi wybaczysz starczą demencję ...
          i sklerozę.
    • pan.scan Coraz ciekawiej robi się wokół Zbigniewa Z. 12.05.09, 14:40
      oraz jego Prawych i Sprawiedliwych kolegów.

      - Zbadamy wątki poruszone w dzisiejszej publikacji "Gazety Wyborczej" - zapewniał Kalisz, który jest przewodniczącym komisji ds. Blidy. SLD twierdzi, że zarzut pośrednictwa w wręczaniu łapówki mógł być postawiony dopiero po śmierci posłanki i stąd sfałszowany podpis prokuratora, który znalazł się w aktach. (...)
      Ja wystąpię oczywiście teraz, mając wiedzę z "Gazety Wyborczej", do prokuratora okręgowego w Warszawie, by zrobił badanie grafologiczne, łącznie z ustaleniem daty fałszerstwa - mówił na konferencji Kalisz. I dodał:- nie ma sensu, żeby robiła to komisja śledcza. Poseł SLD podkreślał też, że należy sprawdzić, co robiono z aktami sprawy, kiedy już okazało się, że powstanie komisja śledcza.
      • snajper55 Re: Coraz ciekawiej robi się wokół Zbigniewa Z. 12.05.09, 15:38
        pan.scan napisał:

        > oraz jego Prawych i Sprawiedliwych kolegów.
        >
        > - Zbadamy wątki poruszone w dzisiejszej publikacji "Gazety Wyborczej" - zapewni
        > ał Kalisz, który jest przewodniczącym komisji ds. Blidy. SLD twierdzi, że za
        > rzut pośrednictwa w wręczaniu łapówki mógł być postawiony dopiero po śmierci po
        > słanki
        i stąd sfałszowany podpis prokuratora, który znalazł się w aktach.
        (...)

        PO co fałszować jeśli jakiś bardziej posłuszny prokurator mógł poPiSowo
        antydatować dokument ? Kalisz korzysta z okazji.

        > Ja wystąpię oczywiście teraz, mając wiedzę z "Gazety Wyborczej", do prokuratora
        > okręgowego w Warszawie, by zrobił badanie grafologiczne, łącznie z ustaleniem
        > daty fałszerstwa - mówił na konferencji Kalisz. I dodał:- nie ma sensu, żeby ro
        > biła to komisja śledcza. Poseł SLD podkreślał też, że należy sprawdzić, co r
        > obiono z aktami sprawy, kiedy już okazało się, że powstanie komisja śledcza.


        Opór PiS przed powołaniem komisji był silny. Dlaczego ? W końcu taka komisja to
        także dla PiS okazja do pokazywania podłości SLD choćby za pomocą Alexis, coby
        śp. Blidy nie używać.

        S.
      • jaceq Re: Coraz ciekawiej robi się wokół Zbigniewa Z. 12.05.09, 21:28
        > oraz jego Prawych i Sprawiedliwych kolegów.

        To zaczyna być piękne!
        Może wreszcie Donald dotrzyma przedwyborczych obietnic i wyrżnie tę przebrzydłą
        watahę? Ceterum censeo, z PiSem trzeba po PiSowsku.
        • snajper55 Re: Coraz ciekawiej robi się wokół Zbigniewa Z. 12.05.09, 21:39
          jaceq napisał:

          > > oraz jego Prawych i Sprawiedliwych kolegów.
          >
          > To zaczyna być piękne!
          > Może wreszcie Donald dotrzyma przedwyborczych obietnic i wyrżnie tę przebrzydłą
          > watahę? Ceterum censeo, z PiSem trzeba po PiSowsku.

          Szpadą z kłonicą nie wygrasz.

          S.
          • jaceq W ogóle robi się coraz ciekawiej. 12.05.09, 22:31
            wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6598156,Naczelny__Gazety_Polskiej___Prezes_chce_mnie_odwolac.html
            Najpierw Kurtyka zgłuszył jakąś lafiryndę z redakcji metodą na teczki. Teraz w kasie pół małej bańki i parę dużych baniek długu. A jak pamiętam - po wypędzeniu P. Wierzbickiego miało być tak pięknie. A tu - g. Chichot historii jak trza.

            Nie dość, że już się mówi "kurtyka" zamiast "јеbaka", to teraz będą mówić "okradł go jak Sakiewicz GP".
            • jaceq Divy Sakiewicza: 12.05.09, 23:10
              1. Anita Gargas spławiona z TVP za nadmiar misyjności.
              2. Katarzyna Hejke przyprawia staremu rogi by pisać o Wielgusie.
              3. Eliza Michalik to osobny rozdział:

              wo.blox.pl/2007/02/Upadek-Elizy-Michalik.html

              pl.wikipedia.org/wiki/Eliza_Michalik
        • andrzejg Re: Coraz ciekawiej robi się wokół Zbigniewa Z. 12.05.09, 21:49
          Przedwczesna radość
          Pewnie okaże sie jest to dmuchanie w gwizdek

          A.
          • awuk Re: Coraz ciekawiej robi się wokół Zbigniewa Z. 12.05.09, 22:21
            Ksero tego tekstu za kilka dni wyląduje na biurku Jarosława
            Kaczyńskiego. Przyniesie je któryś z posłów PiS w nadziei, że prezes
            się zdenerwuje i każe wytropić, kto z jego współpracowników wypuścił
            do mediów kolejne przecieki. Poseł na pewno podpowie prezesowi, że
            farbę puścił jego partyjny rywal. Na dowód pokaże wydruki starych
            artykułów „Wprost”, w których potencjalny kapuś wypowiada się pod
            nazwiskiem: skoro rozmawia z dziennikarzem oficjalnie, to musi mu
            też sprzedawać tajne informacje.
            Chodzenie na skargę do Kaczyńskiego i podtykanie mu artykułów z
            przeciekami to chleb powszedni dla każdego polityka PiS, który chce
            się utrzymać na powierzchni. Wszystko po to, by osłabić wroga. Mapa
            wewnętrznych podziałów w PiS jest skomplikowana, ale główna linia
            frontu przebiega niezmiennie między frakcją ziobrystów (w jej skład
            wchodzą: przywódca Zbigniew Ziobrooraz giermkowie Jacek
            Kurski i Arkadiusz Mularczyk) i spin doktorów (Adam Bielan,
            Michał Kamiński, Ryszard Czarnecki). Na mapie partyjnych wojen ważne
            punkty stanowią także muzealnicy (Paweł Kowal,Jan Ołdakowski,
            Elżbieta Jakubiak), zakon PC (Przemysław Gosiewski, Marek
            Suski, Krzysztof Tchórzewski), talibowie – czyli politycy
            identyfikujący się z Radiem Maryja (Antoni Macierewicz, Zbigniew
            Girzyński, Bogusław Kowalski) i młodzi(Adam Hofman, Dawid
            Jackiewicz, Mariusz Kamiński).
            Autor: Michał Krzymowski
            • jaceq Re: Coraz ciekawiej robi się wokół Zbigniewa Z. 12.05.09, 22:37
              Rychu "Mynda" Czarnecki spin-co? bo nie dosłyszałem? Chyba jak się nawali jak
              autobus i wpadnie w spin lewoskrętny...
            • jaceq Re: Coraz ciekawiej robi się wokół Zbigniewa Z. 12.05.09, 22:59
              A tak w ogóle to bardzo trafna analiza rozfrakcjonowania partii PiS. Kojarzy mi
              się (partia PiS) z Comité de Salut Public z czasów po odgłowieniu Dantona.
              Spin-pijarowcy to tacy żyrondyści. Ziobryści to oczywiście jakobini. "Młodzi" to
              tacy termidorianie. Ludwig van Dorn może, zachowując proporcje, robić za
              pozbawionego głowy Dantona. Trudno mi dokładnie umiejscowić frakcję
              susłowszyzny-gosiewszczyzny, ale w Konwencie była taka ławka, o której mówiono,
              że o głupszych trudno w całej Republice. I tylko z Prezesa nijak mi wyjść nie
              może Bonaparte.
    • marksistowski A spod jakiego kamienia Khun wypełzla? 12.05.09, 22:37
      Kto to jest ten odrażający babsztyl? Głosujcie na Zbyszka.
      • hasz0 ?lat rozmawiałem z podległymi Trepa Lesiaka z Szaf 12.05.09, 23:10
        y?
        ............
        20 lat wytężonej pracy i tak marne efekty?
      • jaceq Re: A spod jakiego kamienia Khun wypełzla? 12.05.09, 23:45
        > Głosujcie na Zbyszka....

        ...Hołdysa.
        • hasz0 Karpin-UPa: Zdelegalizować PiS zamknąć Z+ Kacz 12.05.09, 23:51
          wyborców do Auschwitz & Birkenau
          dzieci "bydła" do Gross Rosen.
          • jaceq To nie o to chodzi, Haszu. 12.05.09, 23:53
            If you build 100 bridges and suck one cock, you are not a bridgebuilder. You are a cocksucker.
            • hasz0 If everybody suck one's cock,you are notasukcocker 13.05.09, 00:17
              Majewscy, Wojewódzcy, Palikotowie etectera
              ______O to chodzi?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka