janusz2_
27.06.09, 13:50
www.rp.pl/artykul/2,325923_Stanie_przed_sadem_za_zabojstwa_Zydow_.html
"Śledztwo po latach: IPN wytropił w USA ukraińskiego policjanta Johna Kalymona
(...)
Prokuratorzy mają mocne dowody. Z lwowskich archiwów uzyskali policyjne raporty z 1942 roku. Wynika z nich, że Kalymon brał udział w wyłapywaniu polskich Żydów. Doprowadzał ich do pociągów, którymi byli wywożeni do obozów. Chodzi o 3458 osób.
Podczas tych akcji dochodziło do grabieży, pobić i morderstw. Najbardziej obciążającym Kalymona dowodem jest napisany przez niego raport, w którym przyznaje, że użył broni. Miał zastrzelić jednego Żyda i ranić innego. Według IPN w sumie mógł uczestniczyć w zabójstwie co najmniej 39 Żydów oraz w próbie zabójstwa 17.
(...)
Twierdzi, że podczas wojny ani razu nie nacisnął na spust, a obciążające go dokumenty zostały sfałszowane. Kalymon skarży się, że jest bardzo schorowany, nie może poruszać się bez pomocy. – Nie pamiętam wielu rzeczy – podkreślił."
Dwie refleksje:
1. dobrze, że jest taka instytucja, jak IPN, badająca kompleksowo archiwa.
2. ciekawe, takie samo odbierana byłaby przez wszystkich sytuacja, gdyby IPN odnalazł dokumenty świadczące o mordowaniu przez UB-ka i ten broniłby się, że dokumenty są sfałszowane a on jest stary i schorowany.