hugo_w2
22.07.09, 06:08
Po sześciu miesiącach urzędowania poparcie dla prezydenta Baracka
Obamy wynosi w społeczeństwie 62 proc.
Sytuuje go to na końcu pierwszej dziesiątki najpopularniejszych
prezydentów USA po drugiej wojnie światowej – według identycznych
ankiet przeprowadzanych przez Instytut Gallupa. W ankiecie
"USA Today" ma on poparcie 55 proc. społeczeństwa. W oczach
Amerykanów sytuuje się on lepiej od swego poprzednika i daleko przed
prezydentem Clintonem, którego po pół roku przewodzenia krajowi
oceniano znacznie niżej.
Ale lepszą analogią jest porównanie go z pozycją prezydenta Reagana,
który także obejmował urząd w okresie gospodarczego kryzysu. Obaj
przywódcy sytuują się równo, co może i dobrze wróży obecnemu
prezydentowi.
Oczywiście pół roku jest zbyt krótkim okresem, aby oceniać
skuteczność działania przywódcy USA, a tym bardziej – szacować jego
szanse na drugą kadencję. Jednak badania opinii publicznej mają
istotne znaczenie dla bieżącej polityki – wskazują bowiem na stopień
poparcia prezydenta w jego własnej partii oraz wśród rywali. A to
stanowi o skuteczności przeprowadzenia przezeń planowanych
projektów, z najambitniejszym przedsięwzięciem – kompleksową reformą
służby zdrowia. Tymczasem aprobata dla jego poczynań spadła od
momentu inauguracji o 9 proc., ale dezaprobata skoczyła z 16 do 41
proc.
Te ostatnie dane sygnalizują rosnące rozczarowanie społeczeństwa, co
może bardzo ośmielić krytykę planów prezydenta Obamy w Kongresie.
Silniej jest on krytykowany za politykę wewnętrzną niż zagraniczną.
A wśród spraw krajowych najwięcej kontrowersji wzbudza naturalnie
jego projekt powszechnej opieki medycznej, ale nade wszystko sposób
podejścia do gospodarki oraz zapowiedź podniesienia podatków.
Od wojny najwyższym poparciem społeczeństwa w pierwszym półroczu
cieszyli się prezydenci Harry Truman, Lyndon Johnson, John Kennedy i
Dwight Eisenhower. Dawniej Amerykanie widocznie mieli więcej
cierpliwości i dawali swym przywódcom czas na sprawdzenie się w roli
prezydentów. Dziś, w coraz silniej stechnicyzowanych czasach ludzie
pragną widzieć natychmiastowe rezultaty swych oczekiwań i pragnień.
A przecież działania polityczne nie mają natychmiastowego
przełożenia na efekty praktyczne, a prezydent Obama postępuje
zgodnie z tym, co zapowiadał w kampanii wyborczej. Tymczasem skala
rozczarowania sugeruje, jakby zgoła sprzeniewierzył się swemu
programowi. Dziś we wstępnej przymiarce do wyborów 2012,
przeprowadzonej przez Rasmussen Report, Barack Obama ma równe szanse
na ponowny wybór z najpopularniejszym dziś kandydatem republikanów –
Mittem Romneyem.
Rezultat ten ma jedynie znaczenie jako dowód świadczący o tym, jak
szybko zmieniają się nastroje społeczne i jak łatwo stracić, jak
Obama, albo zyskać, jak Romney, chwilową sympatię wyborców.
uelle PDN-NY(CK)