Dodaj do ulubionych

Gruziński pat ...

06.08.09, 07:57

tym tygodniu mija rok od wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej o Osetię
Południową – separatystyczną republikę na terenie Gruzji, która
zbrojnie oddzieliła się od Tbilisi w latach 90. Znów jesteśmy
świadkami prowokacji zarówno ze strony rosyjskiej, jak i
gruzińskiej. I za każdym razem trudno wskazywać jednoznacznie, kto w
danym przypadku zawinił.

Po zeszłorocznej wojnie Rosja uznała niepodległość Osetii Płd. i
drugiej separatystycznej republiki – Abchazji. Protesty Zachodu
okazały się zbyt słabe, tym bardziej że Moskwa powoływała się na
znamienny precedens, jakim było oderwanie Kosowa od Serbii, przy
aprobacie wielu krajów Europy i Stanów Zjednoczonych. Cele
strategiczne Moskwy zostały w zasadzie osiągnięte. Rosja kontroluje
dwie enklawy wewnątrz Gruzji i skutecznie blokuje ambicje tego kraju
przystąpienia do struktur atlantyckich. Kraje NATO nie zdobyły się
na jednoznaczną deklarację w sprawie jej członkostwa w sojuszu.
Moskwa nie ukrywa też, że chętnie widziałaby w Tbilisi innego
prezydenta niż Michaił Saaakaszwili. Nie bez pewnej racji wskazują
na nieobliczalność przywódcy gruzińskiego państwa, na którego spada
przynajmniej część odpowiedzialności za wybuch ubiegłorocznego
konfliktu. Najprawdopodobniej idealnym rozwiązaniem dla prowadzącej
neoimperialną politykę Rosji byłoby doprowadzenie do zmiany rządów w
Tbilisi na zależny od Moskwy. Zachód powinien zrobić tutaj wszystko,
aby do tego nie doszło.
W rok po wojnie wiele wskazuje na to, że sprawa Abchazji i Osetii
Płd. nie zostanie rozwiązana jeszcze przez wiele lat. Nie brak
głosów politologów, że Tbilisi wcześniej czy później będzie musiała
pogodzić się z utratą obu regionów. Będzie to jednak decyzja
niezwykle trudna i politycznie, i strategicznie – wystarczy rzut oka
na mapę tego kraju, aby zrozumieć, że bez tych terytoriów trudno
byłoby istnieć Gruzji jako niepodległe państwo.
Czas działa jednak na niekorzyść dla Tbilisi. Rosjanie prowadzą w
obu separatystycznych republikach politykę faktów dokonanych.
Gruzińscy mieszkańcy są zmuszani do opuszczania swoich domów, co
sprawia, że etnicznie gruzińskiej ludności na terenie tych autonomii
praktycznie nie ma.
W Gruzji zanosi się więc na długi konflikt, przerywany od czasu do
czasu okresami wzrostu napięcia przy granicy osetyjsko-gruzińskiej i
w Abchazji. Tak jak to ma miejsce teraz, gdy Rosja podniosła
gotowość bojową swoich oddziałów stacjonujących w Osetii Południowej
i ostrzegła Tbilisi, że użyje siły w obronie zbuntowanych republik,
jeśli zajdzie taka potrzeba.
W interesie NATO i UE leży jednak, aby nie pozostawić Gruzji samej
sobie. Nawet jeśli nie uda się uzgodnić konsensusu w sprawie
członkostwa Tbilisi w Pakcie Północnoatlantyckim, niezwykle ważne
jest osiągnięcie przynajmniej podstawowej zgody w sprawie wsparcia
dla narodu, który od wielu pokoleń walczy o niezależność od
potężnego sąsiada.

Quelle PDN-NY(TD)
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka