Gość: Magna
IP: proxy / *.hknet.com
16.10.02, 02:05
w Jasle mieszkaja panstwo Gronkiewiczowie, malzenstwo w srednim wieku, z
dwojka malych dzieci - chlopcy maja okolo 3-4 i 5-6 lat. Pani Malgosia
zajmuje sie wychowywaniem dzieci a takze sprzedaje na targu w Jasle, jednak
od pewnego czasu handel nie idzie zbyt dobrze wiec wiecej czasu spedza w
domu. Bardzo lubi ogladac telenowele w tv, a takze filmy amerykanskie, zdaje
sobie sprawe z tego ze prawdopodobnie Ameryka w rzeczywistosci nie wyglada
tak rozowo jak na filmach. Jest pelna obaw i rezerwy co do wyjazdu. Boi sie o
to czy odnajda sie tam, mlodszy syn jest chorowity. Pan Gronkiwicz takze
pracuje na targu w Jasle, zajmuje sie pobieraniem oplat od sprzedawcow.
Mieszkaja w sporym domu jednorodzinnym wraz z mama pana Gronkiwicza, pewnego
wieczoru widzimy ich wszystkich przy stole, jedzacych kolacje dyskutujacych o
wyjezdzie - pan G. ma jechac jako pierwszy, przygotowac grunt, dopiero potem
sciagnie Malgosie z dziecmi. Argumentuje, ze nie moze zmarnowac takiej
szansy, jego mam zgadza sie z nim, zona nadal jest pelna obaw.
Zadne z nich nie zna angielskiego....Widzimy cala rodzine w niedziele -
zatloczony kosciol, msza.... po mszy, rozmawiaja z organista, ktory wyjezdzal
juz do Stanow aby troche zarobic, starszy juz pan opowiada im dosc
pobierznie, mowi ze tylko w downtown jest ladnie, a w innych dzielnicach jest
brud, smrod i ..... Ostrzega przed zatrzymywaniem sie na swiatlach
w "murzynowie", trzeba tak prowadzi samochod aby trafiac na zielone swiatlo,
bo jesli sie zatrzymasz - okradna - podaje przyklad znajomego... Panstwo G,
koncza rozmwe, odchodza z dosc mieszanymi uczuciami.... Pewnego wieczoru pan
G. zaprasza swojego znajomego, ktore wie co to znaczy pracowac w Ameryce....
Na tle mebloscianki na wysoki polysk, lawa a na niej butelka czystej, na
malenkim talerzyku jakas zakaska, Malgosia zdaje sie jedynie przysluchiwac
rozmowie panow, pomiedzy jednym kieliszkiem a kolejnym znajomy dzieli sie
swoimi wrazeniami: mieszkanie w "bejzmencie", strasznie ciezka robota ktora
ciagle zmienial bo bylo albo za goraco gdy pracowal na dachach albo za
zimno..., mowi tez o piciu jako glownej rozrywce Polakow, zwlaszcza w
niedziele, po mszy... mowi tez o panienkach na telefon.... jednym slowem w
Ameryce jest wszystko... Kiedy pan G. pyta - to w koncu jak tam jest -
dobrze czy zle? - znajomy, podnoszac kolejny kieliszek do ust stwierdza -
zle, bo dobrze.... Malgosia usmiecha sie tylko po nosem... Pan G. pojedzie w
ciemno, nie ma tam zednej rodziny....Wyjazd juz za miesiac.... bilet
kupiony.....