Dodaj do ulubionych

Zbliza sie...

19.06.06, 22:09
...noc swietojanska,czy tez Kupaly.
Jdziecie szukac kwiatu paproci,czy tez jakas dziewczyne porwac od ogniska?
Obserwuj wątek
    • ciupazka Re: Zbliza sie...noc Kupały 19.06.06, 23:35
      W Noc Świętojańską, zwaną też kupalnocką lub sobótką, przypadającą z 23 na 24
      czerwca, od pradawnych czasów witano lato – najgorętszą porę roku. W tę noc
      według wierzeń przyroda przechodziła wielkie przeobrażenie: kwitły kwiaty,
      dojrzewały owoce, wszystko wokół lśniło kolorami i pachniało. Najkrótsza noc w
      roku była okazją do odprawiania różnych obrzędów, czarów i wróżb. W ten sposób
      uświadamiano sobie szczególny związek człowieka z rytmami natury.

      Sobótka to święto powitania lata, miłości i płodności z oczyszczającymi
      obrzędami ognia i wody. Wierzono także, że w tym dniu po ziemi snują się duchy
      zmarłych i demony. W ciała ludzi, zwłaszcza młodych, wstępowały nieziemskie
      siły i wzmagały ich gotowość do kochania. Aby oddać cześć rozkwitającej
      przyrodzie, ludzie gromadzili się w miejscach świętych. Najczęściej były to
      wzgórza lub leśne polany, ale także rzeki i strumyki, nad którymi rozpalano
      wielkie ogniska.

      Jak wspomniałam na wstępie, Noc Świętojańska inaczej nazywana jest sobótką lub
      kupalnocką. Skąd wzięły się te określenia? Otóż nazwa kupalnocka wywodzi się od
      słowa kupało, które na wschodzie Polski oznacza kąpiel, zanurzenie w wodzie.
      Sobótka stanowi zdrobnienie wyrazu „sobota”. Początkowo na dużych terenach
      naszego kraju bawiono się przy obrzędach ognia nie w wigilię św. Jana, lecz w
      sobotę poprzedzającą Zielone Świątki. Ponoć największe praktyki sobótkowe
      odbywały się przed wiekami na Ślęży i na Łysicy. Od czasów chrześcijańskich
      wieczór sobótkowy został nazwany Świętojańskim i obchodzony jest właśnie w
      wigilię św. Jana.

      Noc Świętojańska sięga swymi korzeniami czasów pogańskich; związana jest z
      pradawnym kultem słońca i uroczystościami ku jego czci.. Odprawiane wówczas
      magiczne rytuały miały chronić przed chorobami, a ogień oczyszczać z czarów i
      uroków. Zarówno prasłowianie jak i dawne ludy, paląc ogniska dziękowali za
      życiodajne ciepło i światło. Słońce, wędrując po niebie, wyznaczało pewien
      rytm. Rytm, którego puls kiedyś żywo odczuwano. Towarzyszył dojściu starego do
      pewnego momentu i budzeniu się nowego. Zimowe przesilenie jest momentem
      narodzin, poczęcia sił witalnych w przyrodzie, odradzania się życia. Od tego
      przesilenia słońce co dnia wznosiło się wyżej i skracało noc.
      Z czasem ludzie przestali czcić słońce, ale obyczaj palenia ognisk pozostał.
      Ważna była też magia wody jako źródła życia.

      Obrzędy

      Sobótkowa, świętojańska noc znana była od wieków jako czas ognisk i zabaw. Były
      w tym święcie elementy kultu przodków i oczyszczanie się od złego, ale
      dominowało poszukiwanie miłości i szczęścia pod postacią kwiatu paproci.

      Ogniska

      Przed naszą erą święto palenia ognisk było porą powrotu na ziemię zmarłych.
      Korzystali tu ze sposobności ogrzania wyziębionych dusz. A ludzie żywi mieli
      okazję do praktykowania najrozmaitszych wróżb, czarów i guseł, którym
      patronowały przybyłe duchy.
      Przy ogniskach tańczono do utraty tchu, tworząc kręgi i barwne korowody.
      Śpiewano pieśni, biesiadowano. Na świętojański jadłospis składały się przede
      wszystkim dary natury: świeże owoce, warzywa i miód. Chłopcy popisywali się
      zręcznością, skacząc przez płonące stosy.
      Na północnych obszarach Polski w wigilię św. Jana o zmierzchu po doszczętnym
      wygaszeniu wszelkich palenisk, w całej wsi krzesano nowy ogień. W tym celu
      wbijano w ziemię dębowy pal, nakładano na niego ściśle dopasowaną dębową tarczę
      i szybko nią obracano, aby wykrzesać iskry. Zwykle należało to do obowiązku
      młodych mężczyzn, którzy robili to na zmianę. Gdy pal wreszcie od silnego
      tarcia zajął się płomieniami, zapalano od niego głownie i roznoszono po wsi
      nowy ogień.
      Popiołem z wygasłych już sobótek posypywano pola, aby zapewnić im urodzaj i
      uchronić od gradu. Wierzono też, że przepędzone przez zastygłe palenisko bydło
      chronione było od chorób i zarazy.
      Skakanie koło ognia i przez ogień w czasie przesilenia letniego jest jednym z
      najstarszych nabożeństw, radosnym obrzędem ku czci słońca – „białego boga”.
      Przy okazji polecam wam lekturę „Starej baśni”, w której Józef Ignacy
      Kraszewski wspaniale opisał dzień Kupały. Przytoczę wam pewien
      fragment: „Nadszedł dzień Kupały święto w całym pogańskim obchodzone świecie,
      dzień Białego - Boga dnia i światłości, na którego cześć paliły się ognie nad
      Adrią, nad Batem, nad Dunajem, nad Łabą, Wisłą, Dniestrem, Rodanem i Sekwaną.
      Ze czcią tego Bel - Boga, Bela ludy wędrowały na zachód wszystkie z kolebki
      swej rajskiej w zimne kraje nowej ojczyzny. Dzień Kupały najdłuższy w roku, noc
      Kupały najkrótsza były jednym ciągiem wesela, śpiewu, skoków i obrzędów”.

      Tańce

      W okresie kształtowania się prymitywnych wierzeń religijnych uważano taniec za
      czynność magiczną. Tańce powstawały więc ze strachu, a nie, jak należy
      przypuszczać, z radości i potrzeby rozrywki. W roślinach, zwierzętach,
      kamieniach, w słońcu, księżycu, błyskawicach i innych naturalnych zjawiskach
      nasi przodkowie widzieli złe, podstępne i groźne duchy. Taniec był właśnie
      jedną z możliwości pozyskania sobie przychylności tych złych mocy. Były tańce
      dla zimnego wiatru, żeby powiał z dala od siedzib ludzkich; tańczono dla
      słońca, by nie wypaliło traw i nie wysuszyło wodopojów, skakano dla zwierząt,
      aby nie rozszarpały myśliwego.


      „Na święty Jan woda kwitnie”

      Wróżby

      W celu utrzymania bądź odnalezienia miłości i zapewnieniu sobie wszelkiej
      pomyślności pomagano sobie wróżbami, do których wykorzystywano rośliny. Wigilia
      dnia św. Jana jest tradycyjną porą, kiedy czarownice na całym świecie zbierają
      zioła rosnące dziko lub w ogrodach do przygotowania miłosnych napojów, poduszek
      marzeń, kukiełek i innych form rzucania zaklęć. Według starych wierzeń,
      magiczne i mistyczne właściwości wszystkich roślin są najsilniejsze tego
      jedynego dnia w roku.
      Ziół zerwanych podczas Nocy Świętojańskiej musiało być dziewięć, w tym
      koniecznie rumianek i kwiat dzikiego bzu. Wito z nich wianki, suszono, a potem
      używano jako leku na wszelkie choroby. Wianek można upleść lub zrobić z
      bukiecików polnych i leśnych kwiatów, ułożonych na liściach paproci. Przy
      zbieraniu kwiatów do wianka dużą wagę przywiązywano do ich wyglądu. Zrywano
      więc rośliny, których kwiaty miały promieniście rozłożone płatki, m.in.:
      złocienie, rumianki i rumiany (o kwiatach z żółtymi oczkami otoczonymi białymi
      płatkami), koszyczki mniszka lekarskiego, zwanego kupałą i arniki górskiej –
      kupalnika oraz nagietka o barwie złocisto-szarej. Symbolizowały one słońce w
      zenicie lub oświetloną blaskiem aureoli głowę św. Jana. Inne znaczenie miało
      zestawienie kolorów pszeńca gajowego, często spotykanego w naszych lasach.
      Słoneczna barwa kwiatów kontrastuje tu z ciemnofioletowymi górnymi liśćmi, co
      oznacza zmaganie się światła z mrokiem nocy.
      Za najbardziej świętojańskie ziele uchodziła bylica. Ozdabiano nią bramy,
      wierząc, że ma moc zdejmowania uroków i zapewnia powodzenie dziewczętom u
      chłopców. Złe duchy domowe odpędzała skutecznie ciecierzyca. Jady i trucizny z
      ciała wywodził arcydzięgiel. Biedrzeniec przywracał młodość, cykoria pomagała w
      rzucaniu złych zaklęć. Na knowania duchów dobry był dziurawiec (ziele
      świętojańskie), a eukaliptus sprzyjał dobrym snom. Jemioła przynosiła
      szczęście, a lubczyk pomagał w miłości. Zerwany w Noc Świętojańską rumianek
      zapewniał pomyślność i chronił przed czarną magią. Mawiano, że „śmierć tego nie
      ubodzie, u kogo szałwia w ogrodzie”. Tymianek przynosił siłę przed turniejami
      rycerskimi. Czy tak rzeczywiście było? Wiadomo, że magowie i czarownice mieli
      sporo fantazji i lubili ubarwiać swoją wiedzę o ziołach, aby ludzie je
      stosowali. W sprawach miłosnych przyszłość przepowiadał cząber. Dwa krzaczki
      tej rośliny stawiano obok siebie, jeśli się złączyły –
      wróżyły połączenie się zakochanej pary. Około północy zakochani z zamkniętymi
      oczami p
      • ciupazka Re: Zbliza sie...noc Kupały 19.06.06, 23:38
        c.d.krzewów ligustrów, wysokich na cztery metry, i próbowali dosięgnąć kwiatów.
        Jeżeli zdołali zerwać trzy, znaczyło to, że spełnią się ich marzenia.
        Wróżyć można było nawet ze zwykłego szczypiorku. Na kilku rosnących
        szczypiorkach dziewczęta zawiązywały różnokolorowe nitki – każda oznaczała
        innego adoratora. Który do rana urósł najwięcej, ten chłopak kochał najbardziej.
        Osoby, które chciały się zakochać, ale nie znalazły jeszcze obiektu westchnień,
        musiały w wielkiej dyskrecji i w całkowitym milczeniu narwać różnych polnych
        kwiatów i ułożyć je w równiankę, czyli girlandę. Potem o północy wziąć naczynie
        z wodą, otoczyć równianką i patrząc w nie mówić: „Najmilszy przychodzi pić”,
        albo, gdy wróżył sobie chłopiec: „Najmilsza sercu niech przyjdzie i da mi pić”.
        Jeśli miłość była blisko, na dnie naczynia ukazywała się twarz ukochanej osoby.

        Zaklęcie przy zbieraniu ziół należy wypowiadać trzykrotnie, przed i po
        zbieraniu ziół przeznaczonych do wykonania czarów:

        Zioła magii, zioła mocy,
        Korzeń i łodyga, liść i kwiat,
        Pracujcie dla mnie, gdy wypowiadam zaklęcie,
        Warzę napoje i zdejmuję klątwy!

        Kwiat paproci

        „(…) Bieda zaś cała z tego, że noc ta jest tylko jedna w roku, a taka
        niezmiernie krótka, i paproć w każdym lesie tylko jedna zakwita, a to w takim
        zakątku, tak ukryta, że nadzwyczajnego trzeba szczęścia, aby na nią trafić.
        Ci, co się na tych cudowiskach znają, mówią jeszcze i to, że droga do kwiatu
        jest bardzo trudna i niebezpieczna, że tam różne strachy przeszkadzają, bronią,
        nie dopuszczają i nadzwyczajnej uwagi potrzeba, aby zdobyć ten kwiat.
        Dalej jeszcze powiadają, że samego kwiatka w początku rozeznać trudno, bo
        wydaje się maleńki, brzydki, niepozorny, a dopiero urwany przemienia się w
        cudnej piękności kielich.
        Że to tak trudno dojść do tego kwiatuszka i ucapić go, że mało kto go oglądał,
        a starzy ludzie wiedzą o nim tylko z posłuchów, więc każdy rozpowiada inaczej
        swojego coś dorzuca.
        (…)
        Wiadomo także, iż tylko młody może tego kwiatu dostać, i to rękami czystymi.
        Stary człowiek, choćby nań natrafił, to mu się w palcach w próchno rozsypie.
        Tak ludzie bają, a w każdej baśni jest ziarenko prawdy, choć obwijają ludzie w
        różne szmatki to jąderko, że często go dopatrzeć trudno, ale tak i ono jest.”

        Powyższy fragment pochodzi z „Kwiatu paproci” autorstwa także Józefa Ignacego
        Kraszewskiego.

        Wierzono, że ten, kto znajdzie kwiat paproci w noc św. Jana w ciemnym lesie,
        stanie się bogaty, szczęśliwy i zdrowy. Złoty, lśniący niczym płomień kwiat
        zakwita na krótko. Młodzieńcy błądzili więc po lasach, by go zdobyć. Szukają od
        wieków, ale jeszcze nikomu nie udało się go zobaczyć. Może dlatego, że jak
        wiemy z lekcji biologii paproć nie rozkwita ognistym kwiatem, ma tylko malutkie
        brodaweczki na spodzie liścia. A może dlatego, że kwiatu paproci i jej skarbów
        strzegły okrutne, leśne straszydła? Albo po prostu nie umiemy szukać i nasze
        serca nie są tak czyste, jak być powinny, aby go ujrzeć. Widocznie nie jesteśmy
        godni, by być szczęśliwymi. A może powinniśmy docenić to, co już mamy?


        ***


        W Polsce jeszcze w połowie XIX wieku Noc Świętojańska rozbrzmiewała muzyką i
        śpiewem. Z czasem jednak obyczaj jej obchodzenia stał się mniej powszechny. A
        przecież warto celebrować tę magiczną noc, choćby z tego względu na fakt, iź
        dawniej uważano, że osobom biorącym czynny udział w sobótkowych tańcach,
        skokach przez ogień i innych zabawach nic złego stać się nie może aż do
        następnego św. Jana. Kolejnym argumentem jest fakt, że to wspaniały początek
        wakacji!
        Aibhill Dreamstoher
        7.08.2003, 19:26

        Pięknie napisane, nie zawsze link się otwiera, a tak macie wszystko

        prorok.pl/czarownica/art-79,0.html
        • ciupazka Re: PIEŚŃ ŚWIĘTOJAŃSKA O SOBÓTCE 20.06.06, 12:23
          JAN KOCHANOWSKI Z CZARNOLASU

          Wstęp
          Gdy słońce Raka zagrzewa,
          A słowik więcej nie śpiewa...

          Panna I
          Siostry, ogień napalono
          I placu nam postąpiono...

          Panna II
          To moja nawiętsza wada,
          Że tańcuję barzo rada...

          Panna III
          Za mną, za mną, piękne koło,
          Opiewając mi wesoło...

          Panna IV
          Komum ja kwiateczki rwała,
          A ten wianek gotowała...

          Panna V
          Zwierzęć sie, gromado moja,
          Nie mam przed Szymkiem pokoja...

          Panna VI
          Gorące dni nastawają,
          Suche role sie padają...

          Panna VII
          Prózno cię patrzam w tym kole:
          Twoja, miły, rozkosz pole...

          Panna VIII
          Pracowite woły moje,
          Przy tym lesie chłodne zdroje...

          Panna IX
          Ja płaczę, a żal zakryty
          Mnoży we mnie płacz obfity...

          Panna X
          Owa u ciebie, mój miły,
          Me prośby ważne nie były...

          Panna XI
          Skrzypku, by w tej pięknej rocie
          Usłyszeć co o Dorocie...

          Panna XII
          Wsi spokojna, wsi wesoła,
          Który głos twej chwale zdoła...

          www.halat.pl/sobotka.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka