Gość: SZAK
IP: *.pl / 192.168.1.*
13.07.03, 11:09
– Tato, tato – proszą dzieci – możemy sprzedać twoje puste butelki i kupić
sobie chleba?
– Jasne, że możecie – łaskawie godzi się tata – co wy byście, dzieci, beze
mnie jadły...
(„Moskiewski Komsomolec” nr 16)
* * *
Z przemówienia kapitana:
Na naszym okręcie załoga w pełni męska, surowa. Dlatego śluby u nas bywają
rzadko.
(„Moskiewski Komsomolec” nr 16)
* * *
Pijany facet siedzi w barze, nagle spogląda na wentylator zamocowany na
ścianie i przerażony bełkocze do barmana:
– Popatrz pan, jak ten czas zapieprza.
(„Moskiewski Komsomolec” nr 16)
* * *
Do więźnia przyszła z wizytą żona. Ten żali się, jakie ma tu ciężkie życie,
wszędzie kraty.
– Przesadzasz – pociesza go żona. – Jak byłeś kasjerem w banku, to też
siedziałeś za kratą.
(„Dziennik Wschodni” nr 147)
* * *
W sklepie monopolowym:
– Chciałbym kupić jakieś dobre wino na dwudziestą rocznicę ślubu.
Sprzedawca na to:
– Szanowny pan chce świętować czy zapomnieć?
(„Głos” nr 20)
* * *
Przychodzi kościotrup do lekarza. Lekarz spogląda na niego od góry do dołu,
a po chwili powiada: – Przyszedł pan stanowczo za późno...
(„Tygodnik Chełmski” nr 26)
* * *
Katechetka na lekcji religii pyta:
– Basiu, co jest najważniejsze w życiu? Pierwsza Ko..., Ko...?
– Pierwsza komórka?
(„Kurier Lubelski” nr 140)
* * *
Wyciąga wędkarz z wody złotą rybkę, która mówi, że spełni mu jedno życzenie.
– Dobra, chcę najnowszy model mercedesa.
– Wolisz na raty czy za gotówkę? – pyta rybka.
– Cooo? – wędkarz zaciska pięść. – A ty wolisz na maśle czy na oleju?
(„Dziennik Bałtycki” nr 93)
* * *
Żona do męża:
– Wykąp dzieciaka, ja źle się czuję i muszę się położyć.
Żona kładzie się spać, ale zrywa się słysząc wrzask dziecka. Wbiega do
łazienki, patrzy, a mąż trzyma dziecko za uszy i wkłada do wanny.
– Idioto, urwiesz mu uszy!
– A co, mam się poparzyć?
(„Związkowiec” nr 7)
* * *
Do restauracji przychodzi 3 głuchych i niemych facetów. Wołają kelnera. Na
palcach pokazują liczbę 10 – chcą zamówić 10 piw. Kelner spełnia więc ich
życzenie. Po 2 godzinach zauważa, że głuchoniemi patrzą się w sufit i mają
cały czas otwarte usta. Postanawia więc zadzwonić do związku głuchoniemych,
by zapytać o co chodzi.
– Dzień dobry. Dzwonię z restauracji, ponieważ przyszło do nas 3
głuchoniemych. Wypili 10 piw, a teraz siedzą z otwartymi ustami i gapią się
w sufit. O co im chodzi?!
– Niech się pan nie martwi. Jeszcze godzinę pośpiewają i pójdą...
(„Tygodnik Chełmski” nr 25)
Zebrał R.K.