harnasi
06.11.03, 17:20
Małgorzata Bujara 05-11-2003, ostatnia aktualizacja 05-11-2003 20:26
Urząd skarbowy podarował Adamowi Kozakowi 369 tys. złotych zaległego podatku,
bo uznał, że ten nie ma z czego zapłacić. Kozak jest szefem sądu partyjnego w
podkarpackim SLD, wiceprezesem Rafinerii Jedlicze i radnym wojewódzkim
O tym, że urząd skarbowy umorzył Kozakowi zaległy podatek dowiadujemy się z
najświeższego obwieszczenia ministra finansów, który podaje nazwiska tych
osób, którym "z uwagi na interes publiczny lub ważny interes strony" umorzone
zostały zaległości podatkowe.
Przy nazwisku Adam Kozak z Jasła widnieje kwota 369 tys. złotych.
Taki gest wykonał Urząd Skarbowy w Limanowej w marcu tego roku. To na jego
terenie przed laty Kozak prowadził winiarnię. W drugiej połowie lat 90. jego
firma zaczęła zalegać fiskusowi z VAT-em i akcyzą.
Dlaczego urząd skarbowy postanowił umorzyć zaległe podatki? - Bo nie było
żadnych możliwości ściągnięcia tych pieniędzy od podatnika - tłumaczy
oględnie Stanisław Matras, naczelnik US w Limanowej odmawiając podania
szczegółów. Tłumaczy jedynie, że urząd doszedł do takiego przekonania
po "wyjawieniu majątku" przez Kozaka.
Kozak tymczasem jest znaną postacią w podkarpackim SLD. Pełni tu funkcję
szefa sądu partyjnego, w tej kadencji jest też radnym wojewódzkim. Wiosną
tego roku został wiceprezesem Rafinerii Jedlicze. W jego oświadczeniu
majątkowym za ubiegły rok nie ma jednak na czym oka zawiesić. Brak
oszczędności, mieszkania, udziałów w firmach, o samochodzie nie wspominając.
Kozak wymienia tylko dietę (1980 złotych) radnego i uposażenie członka rady
nadzorczej w kasie chorych (teraz już tu nie działa).
- Jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych przeprowadziłem z żoną
rozdzielczość majątkową - tłumaczy "Gazecie" tę sytuację sam Kozak. -
Mieszkam u syna, który odziedziczył po dziadkach stary dom - rysuje swoją
sytuację.
Wcale nie czuje się źle z tym, że urząd skarbowy, jemu - politykowi i
wiceprezesowi rafinerii - umorzył tak dużo pieniędzy. - Ja wręcz czuję się
skrzywdzony przez fiskusa. Dopiero teraz, po czterech latach walki, uzyskałem
to, o co walczyłem - komentuje.
Oto jak Kozak przedstawia historię zadłużenia wobec fiskusa: - W 1991 roku
kupiłem w Mszanie Dolnej upadającą winiarnię. Przez pierwsze lata
działalności zapłaciłem fiskusowi jakieś 2,5 do 3 milionów podatków. W
siódmym roku działalności zostaliśmy wypchnięci z rynku przez producenta win,
które były w cenie wody. Dlatego mam pretensję do fiskusa, że pozwolił na
taką nieuczciwą konkurencję. Potem, przez cztery lata, walczyłem o umorzenie
tych zaległości. Wciąż bezskutecznie, bo nawet NSA uznał, że interes skarbu
państwa na to nie zezwala. Dopiero na początku tego roku urząd skarbowy
umorzył mi te zaległości - relacjonuje.
W rzeszowskim światku politycznym powtarzana jest tymczasem sugestia, że
Kozak uzyskał pozytywną decyzję skarbówki dzięki temu, że jego partyjny
kolega - poseł SLD z Rzeszowa Wiesław Ciesielski - jest wiceministrem
finansów nadzorującym właśnie urzędy skarbowe.
Kozak stanowczo zaprzecza: - Ciesielski? Nawet nie wiedział o tym. Ja wiem,
że każda wroga gazeta napisze, że to kolesie sobie załatwili, ale to
nieprawda.
www1.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,1761697.html
i to ma byc sprawiedliwośc w wydaniju SLD