Naprawdę nie wiem.

10.02.06, 18:17
Czy w "Kocich Zaułkach" czy "Ksiądz Jan Twardowski 1915-2006 [']".
Darujcie. Naprawdę nie wiem i dlatego jakiś nowy wątek.
Dostałem pocztą.
miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3156930.html
Jedną chyba jednak wezmę jedną jak nie będzie za późno.
    • stary_pawian Re: Naprawdę nie wiem. 10.02.06, 19:42
      stary_pawian napisał:

      > Czy w "Kocich Zaułkach" czy "Ksiądz Jan Twardowski 1915-2006 [']".
      > Darujcie. Naprawdę nie wiem i dlatego jakiś nowy wątek.
      > Dostałem pocztą.
      > miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3156930.html
      > Jedną chyba jednak wezmę jedną jak nie będzie za późno.

      Może będę miau następnego "kota".
      Zgłosiłem akces i czekam na odpowiedź czy potrafię zaopiekować się kotem.
      • cat_s Re: Naprawdę nie wiem. 10.02.06, 20:25
        Ha,
        I za to Cię właśnie, Pawianie, cenię...
        W sumie nieważne gdzie się taką informację unieści, ważne, żeś ją z szumu informacyjnego 'odłowił'.

        Zajrzałem sobie oczywiście do dyskusji pod artykuł podpiętą. Aż przykro czytać.
        Ale z 'dyskusji' przycytuję jeden post, który dwa interesujące linki zawiera:

        • Re: Klasztor ma kota? IP: *.aster.pl / *.aster.pl
        Gość: ewa
        Jakby ktoś chciał pomoć w sfinansowaniu sterylizacji kotów ks. Twardowskiego to:
        www.canis.org.pl/ks_twardowski.htm

        a więcej informacji o akcji adopcyjnej na stronie
        forum.miau.pl/viewtopic.php?t=38280&postdays=0&postorder=asc&start=0

        Koty nadal szukają domków więc może......


        Dzięki Pawianie za czujność i wyrazy uznania (jak zwykle zresztą) w imieniu kotów za czujność.

        Pozdrawiam :-)
        cat_s
        • cat_s Re: Naprawdę nie wiem. 10.02.06, 20:27
          Oczywiście linki się nie zalinkowały...

          Jeszcze raz:
          www.canis.org.pl/ks_twardowski.htm
          forum.miau.pl/viewtopic.php?t=38280&postdays=0&postorder=asc&start=0
        • stary_pawian Re: Naprawdę nie wiem. 10.02.06, 20:59
          cat_s napisał:


          > W sumie nieważne gdzie się taką informację unieści, ważne, żeś ją z szumu
          infor
          > macyjnego 'odłowił'.
          >
          > Zajrzałem sobie oczywiście do dyskusji pod artykuł podpiętą. Aż przykro
          czytać.
          > Ale z 'dyskusji' przycytuję jeden post, który dwa interesujące linki zawiera:
          >
          > • Re: Klasztor ma kota? IP: *.aster.pl / *.aster.pl
          > Gość: ewa
          > Jakby ktoś chciał pomoć w sfinansowaniu sterylizacji kotów ks. Twardowskiego
          to
          > :
          > www.canis.org.pl/ks_twardowski.htm
          >
          > a więcej informacji o akcji adopcyjnej na stronie
          > forum.miau.pl/viewtopic.php?t=38280&postdays=0&postorder=asc&start=0
          >
          > Koty nadal szukają domków więc może......
          >
          >
          > Dzięki Pawianie za czujność i wyrazy uznania (jak zwykle zresztą) w imieniu
          kot
          > ów za czujność.
          >
          > Pozdrawiam :-)
          > cat_s

          Nie ja odłowiłem tylko Uasiczka.
          Faktycznie przykro czytać. Jak ludzie traktują zwierzaki (nie chodzi tylko o
          koty!).
          Zgłosiłem akces i teraz czekam na telefon.
          Kotami zajmuje się Pani redaktor i ona oceni czy mogę jednego z ich dostać ( i
          bardzo słusznie, dać komuś kota by przerobił go na futerko lub "chińskie
          żarcie")!!!.
          Mam nadzieję, że mi się uda (nie zrobię z niego potrawki), ale zawsze gdzieś
          indziej może mieć lepiej.
      • stary_pawian Re: Naprawdę nie wiem. 11.02.06, 21:56
        stary_pawian napisał:

        > stary_pawian napisał:

        > Może będę miau następnego "kota".
        > Zgłosiłem akces i czekam na odpowiedź czy potrafię zaopiekować się kotem.

        Cóż. Została tylko ta kotka. Chyba nie mam szans.
        Poszukiwani są ci co nie mieszkają w blokach (i bardzo dobrze).
        Niemieszkający w "mrowiskach" odezwijcie się.
        • 111majka Re: Naprawdę nie wiem. 11.02.06, 22:44
          Ciekawe.
          Jak ja szukałam kota, trafiłam do kociego ośrodka adopcyjnego. I już bym miała kotka, gdybym na
          pytanie "a w jakich warunkach pani mieszka?" nie odpowiedziała, że w domu z ogrodem, z drzewami,
          kotek będzie mógł sobie po nich chodzić itd. Otóż koty "wydawane" były tylko osobom mieszkającym w
          blokach i to po zagwarantowaniu, że kot NA PEWNO nie będzie wypuszczany na dwór. Bo na takim
          dworze to tyle niebezpieczeństw czycha na kotka. A w mieszkanku będzie sobie wiódł długi, spokojny
          żywot.

          Stary_pawianie, dlaczego nie chcesz kotki?
          • stary_pawian Re: Naprawdę nie wiem. 11.02.06, 22:59
            111majka napisała:


            > Stary_pawianie, dlaczego nie chcesz kotki?

            Ależ ja CHCĘ !!!
            Z rozmowy przez telefon wynikało, że najbardziej poszukiwani są ci co nie
            mieszkają w "mrowiskach".
            • 111majka Re: Naprawdę nie wiem. 11.02.06, 23:11
              Jasne:)
              Coś nie doczytałam dokładnie....
            • cat_s Re: Naprawdę nie wiem. 11.02.06, 23:11
              Witam,

              111majka napisała:
              > trafiłam do kociego ośrodka adopcyjnego. I już bym miała kotka, gdybym na
              > pytanie "a w jakich warunkach pani mieszka?" nie odpowiedziała, że w domu z
              > ogrodem, z drzewami, kotek będzie mógł sobie po nich chodzić itd. Otóż
              > koty "wydawane" były tylko osobom mieszkającym w blokach i to po
              > zagwarantowaniu, że kot NA PEWNO nie będzie wypuszczany na dwór.

              Serio??
              Aż trudno uwierzyć. Co to za ośrodek? Jest jakiś namiar na niego?
              Nie żebym od razu chciał robić jakis dym, ale postawienie sprawy w taki sposób
              wydaje mi się dziwne, by nie rzec - dziwaczne. A już na pewno bym chciał
              kwestię jakoś skonsultować z jakimś fachowcem i poznać jego oficjalne
              stanowisko - ot, na przykład Jul-kota ze zwierzowego forum bym dopytał, czy
              jakieś racjonalne przesłanki za ową odmową stały... Bo ja fachowcem nie jestem
              w żadnym razie - ale uzasadnienie powyższej odmowy jakowąś indolencją
              odmawiającego mi pachnie... ech:-(

              Pozdrawiam
              cat_s
              • 111majka Re: Naprawdę nie wiem. 11.02.06, 23:26
                Nie pamiętam gdzie to było, znalazłam w internecie i zadzwoniłam. Możliwe, że jakiś Anin, Falenica....
                Nie przypomnę sobie, dzwoniłam wtedy do bardzo wielu miejsc.

                Pani tłumaczyła taką decyzję oczywiście dobrem kota. Poiedziała, że kot"wychodzący" żyje o wiele
                krócej niż domowy. Właśnie z uwagi na te "dworowe" niebezpieczeństwa - może go przejechać
                samochód, pójdzie taki kotek za daleko i nie wróci, inne koty zrobią mu krzywdę, drapieżny ptak
                zaatakuje i tak dalej. A w domku - wiadomo. swięty spokój. Żyje jak panisko, długo i szczęśliwie.

                Oczywiście dla mnie też to jest kompletna bzdura. Ale nie podjęłam dyskusji z Panią, bo była
                absolutnie pewna swojej racji. A oszukać, że się mieszka w bloku nie można, bo podobno sprawdzają
                warunki adoptowanych kotów.

                Jak jeszcze trafię na ten ośrodek - oczywiście dam Ci znać.

                Pozdrawiam
                :)
                m
                • cat_s Re: Naprawdę nie wiem. 12.02.06, 00:34
                  111majka napisała:
                  > "dworowe" niebezpieczeństwa - może go przejechać
                  > samochód, pójdzie taki kotek za daleko i nie wróci, inne koty zrobią mu
                  > krzywdę, drapieżny ptak zaatakuje i tak dalej. A w domku - wiadomo. swięty
                  > spokój. Żyje jak panisko, długo i szczęśliwie.

                  Aha, to już rozumiem.
                  No to chyba jednak - tak prywatnie i po amatorsku - nie popieram.
                  Powiem dlaczego: jestem obecnie szczęśliwym userem trzeciego z kolei kota.
                  Pierwszy był 'niewychodzący' (mieszkałem w bloku-mrówkowcu na 3 piętrze) i
                  niestety zginął tragicznie, bo za bardzo chciał się wyrwać na wolność przez
                  okno balkonowe.
                  Takoż drugi był 'niewychodzący' i w czasie kolejnej przeprowadzki zwiał w
                  podskokach w poszukiwaniu nowych wrażeń, których w czterech ścianach
                  najwyraźniej było mu za mało.
                  To były całkiem fajne koty...

                  Obecny Kot sam z siebie przylazł 'z wolności', więc uznałem, że trzymać takiego
                  pod kluczem to by było okrucieństwo - więc kot ma 'wychodne' raz dziennie do
                  tak zwanego 'oporu'. Przyznaję, żem sie trochę cykał, czy go coś nie rozjedzie,
                  nie rozszarpie i tak dalej - ale (odpukać) póki co Kot robi sobie godzinną
                  przebieżkę po okolicy i grzecznie miauczy pod oknem, żeby go wpuścić z
                  powrotem. Jeśli się gdzieś zasiedzi - wychodzę do ogrodu i na niego gwiżdżę; i
                  prawie zawsze przyłazi. Prawie, bo czasami olewa gwizdanie i wraca 'sam z
                  siebie' po następnej godzinie. Ale olewa rzadko;-)

                  No więc - nie wiem, nie wiem... wiadomo - gdzie okazji nie ma, tam i
                  nieszczęście potencjalne wydarzyć się teoretycznie nie może. Ale po dwóch
                  pierwszych kotach (a były to naprawdę bardzo faaajne koty) przestałem wierzyć w
                  teorię i stałem się chyba kocim fatalistą: jak ma zwiać, to i tak zwieje,
                  choćbyśmy na głowie stanęli - bo kot i tak jest sprytniejszy i szybszy od
                  człowieka; i na swoim - prędzej czy później - postawi;-)

                  Majko, jeślibyś dalej z adopcyjnym pozyskaniem kota miała problemy - może
                  spróbuj z fundacją Canis. Namiary można wyszukać w necie, ja miałem do
                  czynienia z 'komórką' żoliborską w Warszawie. Trochę to od Ciebie daleko ale za
                  to udziela(ła?) się tam niezwykle sensowna pani. I pomocna niezwykle: ja na
                  przykład w celu adopcji kota (tego pierwszego, więc niedoświadczony byłem)
                  wybrałem się po kota bez kociego kontenerka... Miła pani się uśmiała, po czym
                  pożyczyła obcemu facetowi swój własny... zostałem też uraczony kilkoma kawami i
                  miliardem naprawdę sensownych rad... Czyli w Canisie jest (a przynajmniej
                  kiedyś było) jak najbardziej OK!

                  Pozdrawiam
                  cat_s
                  • 111majka Re: Naprawdę nie wiem. 12.02.06, 10:37
                    Już jednego zaadoptowałam. To kot Szare Skarpety zza Wielkiej Wody:)
Pełna wersja