jagna100
11.05.06, 16:13
Wybaczcie mi przewrotny tytuł postu, ale chciałabym trochę podyskutować o
pewnej sprawie, która rzuca mną po ścianach od dość dawna.
Chodzi mi o życzliwość mieszkańców naszego miasta wobec siebie, lub raczej
jej absolutny BRAK. Czy myślicie, że kobieta w zaawansowanej ciąży lub rodzic
z maluszkiem na ręku, nie wspominając już o staruszkach, automatycznie
znajdzie miejsce w zatłoczonej kolejce WDK lub darmowym autobusie do Janek
czy Tesco? Mam doświadczenie w tej materii: przez całą ciążę codziennie
dojeżdżałam wukadką do Warszawy. NIGDY nie zdażyło mi się, żeby z własnej
inicjatywy ktokolwiek ustąpił mi miejsca (choć stałam sobie przy siedzonku z
krzyżykiem, lub obrazkiem matki i dziecka, brzuch mi zasłaniał widok przez
okno i przesunięty środek ciężkości sprawiał, że rzucało mną na wszystkie
strony). Nieśmiała prośba o ustąpienie miejsca, zwłaszcza gdy kierowana do
młodzieży, niemal zawsze spotykała się z krzywym spojrzeniem, niefajnym
komentarzem, albo totalną zlewką! Zaobserwowałam pewną prawidłowość: ci,
którzy zajmują miejsca uprzywilejowane są zawsze najbardziej zaczytani,
zasłuchani, zagadani lub zapatrzeni w okno. Teraz podróżuję z dzieckiem i
wierzcie mi: znalezienie miejsca jest jeszcze trudniejsze, choć dzieciak
bardzo mały i podróżuje zawsze na moich rękach, bo sam się nie utrzyma.
Kwintesencją wrażliwości ludzkiej była nasza podróż do Janek: wsiadłam z małą
na rękach, było parę miejsc wolnych ale wyścig do nich przegrałam z rączymi
nastolatkami i z zadziwiająco szybkimi Paniami po 60-tce. Kto korzysta z tego
autobusu - wie, jak rzuca ludźmi podczas jazdy. O staniu i trzymaniu dziecka
nie było mowy, drogę do Janek pokonałyśmy siedząc na podłodze i trzymając się
nóg od siedzenia.
Jeżdżę sobie do pracy i obserwuję, jak eleganccy "uprzejmi" ludzie udają, że
nie widzą starych, chorych, ciężarnych - po prostu słabszych. Jestem tym
porażona.
Przeprowadziłam się do Pruszkowa trzy lata temu. Wcześniej mieszkałam w
różnych miejscowościach, ale takiej znieczulicy i na taką skalę (wręcz
epidemiczną - jest takie słowo?) nie spotkałam jeszcze nigdzie. Jest mi
bardzo przykro i jeszcze bardziej wstyd, bo teraz to jest też MOJE miasto i
ci drętwi ludzie są MOIMI sąsiadami.
Uff, trochę mi ulżyło.
Pozdrawiam wszystkich forumowiczów,
Hough!