kecaje
10.09.04, 15:41
Wybrałem się na samotną wycieczkę rowerową w okolice Florianki.
Odwiedziłem "Płaczący Kamień" i wyjechałem na drogę piaskową... to co
zobaczyłem zaparło mi dech w piersiach i nie mogłem się poruszyć...
Dostojeństwo... Majestat... piekno... ogromna odwaga... a wokół cisza i
spokój... dla mnie nagle świat skupił się na Tym Jednym Jedynym... początkowo
przeraził mnie, chciałem uciekać, ale nie miałem sił żeby się poruszyć...
Jego wzrok sparaliżował moje ciało... wydawało mi sie, że ptaki przestały
nawet świergotać i drzewa szumieć... Ale z drugiej strony czułem się
zaszczycony Jego obecnością i ...bezpieczny, tak jak gdyby to On panował w
tym lesie... i pewnie tak jest do dziś... Miał piękne oczy, ogromne poroże i
stojąc w odległości ok. 50m odemnie to ja musiałem pierwszy opuścić to
miejsce... z głową pochyloną... tak jakby audiencja została zakończona...
Było to kilka lat temu ale On wrócił do mnie we śnie i niczym "Horn" (z lasu
Sherwood) wdał się ze mną w rozmowę...
To było moje najpiękniejsze przeżycie na Roztoczu...