Gość: vincent vega
IP: 193.19.164.*
29.01.04, 20:20
Wygląda na to, że w TVN-ie syf się wytworzył niebezpieczny. Trudno mi – jako
przeciętnemu oglądaczowi – określić precyzyjnie rozmiary wspomnianego syfu
i jego podłoże. Faktem jednak jest, że lot stacji jest w tej chwili
podejrzanie niski. Gdyby nie dokument o detektywie w czarnych okularkach
i Tośka Soprano przygody w odcinkach,to byłby problem ze znalezieniem czegoś
fajnego. „Na Wspólnej” – serial własny TVN-u mógłby być do łyknięcia, ale od
pewnego czasu flaczy się niemiłosiernie, jest beznadziejnie przewidywalny,
a na dodatek wszystkie baby są wiecznie załamane (kobieta Wiedźmina wyje, bo
Andrzej się w pizdu z domu wyprowadził, a Matylda kumpluje się z satanistką,
Korczowa w depresji, bo ją Deląg w kanał z Dancewiczową wpuścił,
Dancewiczowa wyje, bo Korczowa się na niej mści i jej szmalcowną posadę
w Brukseli donosem skasowała, Gabrysia dołek, bo Leszek kupił okazyjnie
wypasioną VW Borę z przebitymi numerami, Matylda Damięcka dramat maksymalny,
bo Igora kocha, a Igor jej nie, Monika załamka, bo Konrad ślini się do jej
koleżanki, Marta Hoffer nerwica wegetatywna, bo ma tatusia psychopatę, itd.)
Wprowadzają jakichś nowych aktorów, m.in. ostatnio Wakulińskiego, ale rolę
dla tego dobrego – nawiasem mówiąc – aktora napisano chyba tylko po to, żeby
mnie wkurwiać przy kolacji... Są jeszcze Fakty, które miały być wizytówką
stacji, ale głównego prezentera na zbity ryj tymczasowo wypierdzielono
w związku z jego prezydenturą ewentualną. Niby dalej się te Fakty ogląda,
ale to już nie to co kiedyś. Program się opatrzył po prostu. Scenografia
w studio, sposób prezentowania informacji, no i twarze też, choć ostatnio
były jakieś roszady z prezenterami. No i teraz jeszcze ta jazda z Tommy Lee
(sem). A konkurencja nie śpi. Już nie jest tak, że tylko Fakty i nic więcej.
Polsat był cały czas na czujce i kroki dynamiczne poczynił. Dotąd miałem
w głębokim poważaniu ich serwis informacyjny. Raz, że za wczesna – jak dla
mnie – pora, a dwa staroświecko jakoś i amatorsko. Teraz jest inaczej.
Zmienili scenografię studia, oprawę graficzną, ściągnęli ambasadora
z Paragwaju czy z innego Pernambuco i Gośkę Ziętkiewicz, kiedyś głównego
pistoleta wśród reporterów dwójkowej Panoramy. I robią coraz fajniejsze
newsy. TVN przyparty do muru ? Chyba trochę tak... Myślę, że TVN powinien
dokonać rewolty personalnej wśród tzw. twarzy firmujących tę stację.
Dokonanie udanych transferów to jest jedna z metod na wyjście z dołka.
Gdybym ja – zwykły widz – o tym decydował to sprzedałbym do innej drużyny
cała ekipę. Wytransferowałbym w cholerę Zbycha Wodeckiego ( niech smęci
gdzie indziej), Szołtysika Andrzeja ( bo wszyscy z niego leją), Manuelę
puszystą ( bo nie jest już śmieszna), Janiaka Oliwiera ( bo się kojarzy
z pewną mniejszością), a nawet Hubka i Zygę Chajzera, bo ile można patrzeć
na te same facjaty. Nie dlatego, że jakieś osobiste jazdy mam do nich. Po
prostu oni się już przejedli. I finał. Jest jednak w zasięgu TVN-u ktoś, kto
daje nadzieję na jaśniejszą przyszłość. To absolutny naturszczyk i luzak, to
samorodek, którego nie wolno szlifować tylko trzeba puszczać na antenę „tak
jak stoi”. To Christopher Rutkowski. Nie robię jaj, absolutnie...Prezes TVN-
u, kol. Walter Dżunior powinien Chrisa po rękach całować. Że mu pozwolił
swoje akcje wypasione filmować ( choć jest to niewątpliwie transakcja
wiązana, bo Chris se pablisiti robi niemiłosierne tym programem). Eniłej –
Krzychu jest w stanie przynajmniej chwilowo zreanimować TVN. Już chodzi
dokument pt. „ Detektyw”, ale to jest jeszcze całe gówno. Ja na miejscu
ważniaków z TVN-u poszedłbym szeroko po bandeczce i zrobiłbym z Chrisem
bankowy przebój – na dobry początek – program krajoznawczo-turystyczny,
nastawiony na kwestie praktyczne, czyli jak Polak powinien sobie radzić na
wakacjach za granicą. Niedawno pokazywali jak Chris był w Tunezji ratować
jedną kobitę z córkami przed mężem Libijczykiem okrutnym. Obserwowałem
Chrisa, który z marszu rozpieprzył całą tę Tunezję jakby od dwudziestu lat
był rezydentem Neckermanna w Monastyrze. W dupie miał paszporty, przejścia
graniczne, przepisy miejscowe, zwyczaje muzułmańskie i tysiące innych
przeszkadzających w podróży rzeczy. I wtedy skumałem, że byłby cudowny jako
prowadzący taki program. Chris uczyłby nas – świeżo upieczonych, ale
przepojonych kompleksami Europejczykow - jak se dawać radę za granicą. Żeby
nie peniać, przed byle czym, nie lać w majty ze strachu, nie bać się
odzywać, sił swoich w obcej mowie próbować, a jak nie umiemy albo nas nie
rozumieją to zopierdalać bez litości po polsku albo w jakimkolwiek języku,
który nam się przypomni. Żeby bez skrępowania po całorocznym ściboleniu do
skarpety kupić se last minyta, na tydzień, do Sharm-el-Sheik ze śniadaniem
i trzema nurkowaniami w cenie. A co, kurwa ? W europejskiej rodzinie zara
będziemy i nie ma to- tamto... Trzeba czuć się pewnie Tak jak Chris. On
jest maksymalnie samowystarczalnym kowbojem i za to go lubię. Nie potrzebuje
jakichś osmarkanych tłumaczy w garniturkach, rezydentów, pilotów - tylko sam
se daje radę gdziekolwiek jest. Z Marsylii taki obrazek na przykład. Środek
upalnego dnia. Jakiś zapluty portowy zaułek. Syf i mogiła. Chris parkuje
furę w pobliżu portowego posterunku policji francuskiej. Nie wiadomo skąd
przyplątuje się jakiś dziadek o arabskim wyglądzie, brzęczy Chrisowi nad
uchem i koło samochodu się kręci. Byle jaki Polak - nie kumaty, pewnie by
stresować się zaczął... A Chris do francuskiego Araba wyskoczył z takim
agresywnym komunikatem "Alles ist gut. Fersztejst du ? Alles ist okej"
I co ? I Arab spierdolił ze spuszczona głową, przegrany jeszcze
w przedbiegach, nie mając najmniejszych szans na jakąkolwiek ripostę. Bo go
Chris inteligentnie załatwił. No ewentualnie mógłby Krzychu mieć zagadkę do
rozwikłania, gdyby ten Arab francuski wypalił mu w odpowiedzi: "Tawariszcz !
Job twaja mać ! Zdies nie nada parkować waszej awtamasziny. Dawaj, suka
wpieriod !" No, to wtedy Chrisa by może trochę zastanowił, ale tak padł bez
walki. Albo inny fragment. Chris gdzieś jedzie. 140 na godzinę se
popierdziela delikatnie, jedna ręką kierownicę trzyma, w drugiej komórę,
z której rozmawia aktualnie, a na kolankach mapa południowej Francji wesoło
podskakuje. I Chris się trochę zgubił. No to zjeżdżą na bok i o wskazanie
drogi prosi. Francuzka napotkana uprzejma jest maksymalnie, zebrała się
w sobie i po angielsku się mordując( a mowa to trudna dla Francuzów jak
nagła cholera) krok po kroku Chrisowi drogę tłumaczy. Jak kobita się już
naprodukowała w mękach ciężkich to Chris pokiwał na to głową
i do kobity zasunął konkretne pytanie: " Marsylia ? Curik ?". I to jest –
kurwa - prawdziwy szołmen. Bywalec. Strong man. Jeśli o mnie idzie, to ja
jestem dumny, że gość se w kaszę pluć nie daje i rządzi po całej Europie.
I dlatego ten program dla Polaków jeżdżących na wakacje mógłby znakomity
robić. I zachęcać tych nuworyszy od budek z zapiekankami, co już od kwietnia
po Turcjach, Majorkach i Tunezjach zaczną obwieszeni złotem, z grubymi
żonami i stadem zasmarkanych dzieci jeździć, żeby się języków uczyli, żeby
się dmuchać byle komu nie dawali, żeby o drogę albo o kibel umieli i nie
bali się zapytać. Prezesie Walterze Dżuniorze na razie wszyscy gadają tylko
o z Lisem oborze (zajebisty rym mi wyszedł – można nawet rapować ! ). Czy
nie lepiej zrobić wypasiony cykl programów z Chrisem i znowu pokazać palec
konkurencji ? To mówiłem ja – widz przeciętny.