Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11)

01.12.10, 18:18
zagapilam sie jak zwykle, postow w poprzednim juz 8 strona leci :)))

Tak wiec (wiem, wiem, ze sie tak nie zaczyna;) ) otwieram chyba ostatnie ojejki w tym roku :)
z nadzieja na wiecej w przyszlym :)
Obserwuj wątek
    • grek.grek no to, co na początek ? 02.12.10, 13:30
      dziadek Alfie powiedziałby, że zacząc należy od trzęsienia ziemi...
      ... problem w tym, ze nie za bardzo tiwi daje szansę na efektowne otwarcie :]

      wyspiarski "Mecz" [tvp 2, 0:10] - oglądaliście ? z opisu - historia dwóch barów w szkocji,
      których bywalcy od stu lat grają co roku mecz w nogę; witz polega na tym, że pionierzy
      tych rozgrywek założyli się, że jesli bar A wygra chociaż raz na sto meczów z barem B, to
      będzie mógł go przejąć. zbliżają się ostatnie derby i przegrywający 0-99 bar A ma
      ostatnią szanse na wygranie zakładu. zajawka nawet brzmi pociesznie...

      polsat 'na romantycznie', czyli romantyczny dramat i romantyczna komedia.

      tvn "na stivena segala", czyli w pozycji embrionalnej :]

      tyle dostrzegłem w obrębie własnych niebogatych możliwości odbiorczych. licytujmy, hehe.
      • ewa9717 Re: no to, co na początek ? 02.12.10, 13:48
        Mój typ: biatlon na Eurosporcie ;)
      • barbasia1 Re: no to, co na początek ? 02.12.10, 16:11
        Nie widziałam filmu "Mecz", ale przeczuwam do jakiego końca zmierza ta historia, no tak mi się przynajmniej wydaje!? Greku, jak uznasz, ze ten film nadaje się do opowiedzenia na forum , to napisz kilka słów .

        A ja może w rzucę okiem Polsat, w tej komedii romantycznej pt. "Czarownica" o 20.00 gra Nicole Kidman, ale to zdaje się, jak widzę w recenzjach, jedyna zaleta tej komedii!?

        /Biatlon były nazbyt męczący dziś. ;)/
      • maniaczytania Re: no to, co na początek ? 02.12.10, 18:30
        Greku - jako ogladacza roznych filmow dziwnych i niekonwencjonalnych zachecam Cie dzis do obejrzenia "Kelnerow: na TVP1 o 22.20 (potem nam opiszesz :) ).

        U mnie w czwartek rzadzi House, a potem chyba rzuce okiem na "Czarownice".

        Dla tych, co maja inne kanaly:
        Tvn7 20.00 - Zona astronauty
        Czworka 20.00 - Azyl z Jodie Foster
        Ekstremalnie totalnie jak dla mnie na TVP Kultura o 20.20 w cyklu Nieme (!) kino szwedzkie (!) - Skarb rodu Arne z 1919r. (!) - 106 minut :)))
        • barbasia1 Re: no to, co na początek ? 03.12.10, 16:34
          maniaczytania napisała:
          > Ekstremalnie totalnie jak dla mnie na TVP Kultura o 20.20 w cyklu Nieme (!) kin
          > o szwedzkie (!) - Skarb rodu Arne z 1919r. (!) - 106 minut :)))


          A kto streści to nieme kino? hehe :)))
        • pepsic Re: no to, co na początek ? 03.12.10, 19:18
          Z "Czarownicami" Barbasia miała rację, nie warte zawracania głowy. Jeszcze gorzej sprawa wyglądała z "Kelnerami". Trafiłam w przerwie reklamowej na scenę, gdzie starszy stażem kelner demonstrował młodszemu sposób na sporządzenie drinka lub cocktailu, tak żenująco denne to było, że nie potrafię opisać. Wyglądało, jakby skutecznie się onanizował. A może było to otwieranie szampana? Wybaczcie, ale moja wyobraźnia tak dalece nie działa.
          • maniaczytania Re: no to, co na początek ? 03.12.10, 19:36
            czyli dobrze zrobilam, ze nie ogladalam ani jednego ani drugiego :)
            Wygral House, a potem ksiazka ;)
            • pepsic Re: no to, co na początek ? 03.12.10, 19:45
              Wygląda, że tak.
              Wczoraj miałam ogromną potrzebę odmóżdżenia. Zaspokoiłam ją skutecznie polsatowskim formatem "Dlaczego ja". Polecam na przyszłość dla potrzebujących. Kojąco wpływa na psychikę. :)
    • grek.grek 'mecz', o filmie 03.12.10, 13:15
      Maniu, niestety dopiero teraz przeczytałem Twoją zachętę, więc...może powtórzą ten film wkrótce, se go zapiszę, co by nie przeszedł mi koło nosa :]

      Barbasiu, 'mecz" z kolei - obejrzałem. całkiem sympatyczne kino komediowe.

      akcja się rozgrywa w szkockim miasteczku prowincjonalnym, a kręci się wokół tego zakładu sprzed stu lat - niejaki magnus założył się z niejakim Bennym o to, ze knajpa benny'ego nigdy nie wystawi, spośród swoich bywalców, druzyny, która w dorocznym meczu piłkarskim wygta chociaż raz na sto przypadków. i przez 99 lat tak się działo, 99 razy bar benny'ego przegrywał. przychodzi ostatnia szansa, mecz o wszystko, być albo nie być - stawką meczu jest przejęcie knajpy przegranego przez zwycięzcę.

      ci z baru Benny'ego, to swoje chłopy, zbieranina sympatycznych poczciwców, nie zawsze rozgarniętych prawidłowo. ci z dawnemu baru Magnusa, to aroganci i złośliwe tępe osiłki, a ich szefem jest karykaturalny buc i narcystyczny pajac, obecny właściciel tego baru, Gus. podział jest jasno zarysowany zatem :] - kciuki widz ma ściskać za powodzenie sympatycznych chłopaków z baru Benny'ego - dla nich ta knajpa, to całe życie, miejsce spotkań, przyjęć, dyskusji, oglądania meczów, spędzania wolnego czasu, normalnie drugi i nawet trzeci dom, emblemat ich tożsamości, jak to później zostanie patetycznie określone :]. a podstępny Gus [zaiste, komiczna postać] już zapowiada, że po wygranej, która ma być formalnością, zrówna budę z ziemią i postawi na niej parking ["ale tylko ty masz tutaj samochód", mówiąc mu ci od Benny'ego, a on im "no własnie..."]

      postacią centralną [jak się okaże - nieprzypadkowo] jest william, młody mleczarz. po przejściach, kiedy był mały stracił młodszego brata w okolicznościach tragicznych, wspinali się na okoliczne pagórki i dzieciak odpadł od ściany i był zszedł na miejscu. od tego czasu william nie może sie porozumieć z matką; niby by chciał w tym miasteczku zostać, ale jednocześnie chciałby wyjechać w tzw. świat, w sumie - ma dylemat dotyczący własnej przyszłości. pogłębia go pojawienie się wracającej ze studiów rosemary, z którą łączy go sympatia, może nawet coś tam więcej ciut. ona wraca na chwilę, ze studiów, po to tylko, zeby zaraz wyjechać do londynu do pracy. spotykają się, gadu gadu, tratata i william coraz poważniej rozważa opuszczenie swojego heimatu, załatwiłby tym dwie sprawy jednocześnie : uciekłby od pamięci o śmierci brata i od matki, która też nie może zapomnieć i emocjonalnego chłodu relacji z nią & odnalazłby siebie, 'osiągnął coś'. matka rosemary, właścicielka sklepu, patrzy na te ich kontakty niechętnie, chłopak jest, wg niej, nieodpowiedni dla ukochanej córuni, taki trochę kaprawy i nieodpowiedzialny - oczywiście, tu znów wraca historia sprzed lat... "nieodpowiedzialność' williama to etykietka, jaką uwiesiło na nim tamto tragiczne zajście, bo przecież william jest, w oczywisty sposób, gościem wyważonym, miłym i takim, w którym każda matka córki po studiach musiałby się zakochać.

      william ma więc pod górkę, a dodatkowo zbliża się ten mecz... w barze benny'ego stypowe nastroje, bo nikt nie wierzy w zwycięstwo, zanosi się na sromotną klęskę i dramat. morale mógłby podnieśc eks-zawodowy piłkarz, który też jest bywalcem baru - siedzi czytając gazetę i nigdy się nie odzywa - ale on nie chce nawet słyszeć o ewentualnym występie w tym meczu. na nic namowy. co ciekawe, mimo że jego on bywalcem 'u benny'ego', to zabiega też o jego grę konkurencja.

      kiedy umiera obecny właściciel baru, który miał być tradycyjnie trenerem drużyny, wybór jego następcy pada na... williama. on sam grać nie może, ma kontuzjowaną niedowołalnie nogę [nie kuśtyka, ani nic, ale aparat na nodze nosi, pod spodniami], ale zna się na piłce lepiej niż ktokokolwiek. jego kandydature wysuwa naj kolega, idący już w smudze cienia niejaki Buffalo [grany przez toma sizemore'a], typ uroczego pijaka-filozofa. wszyscy się zgadzają i zaczyna się ambaras - drużyny od Benny'ego to normalne patałachy. patałachy i basta. w dodatku bezs etyki pracy, 'profesjonalizmu' i jakiejkolwiek kumacji. ci od Gusa, z kolei, to drużyna jak z zawodowej ligi, oczywiście w porównaniu. wiilliam trenuje tych dzięciołów, ale nadzieje są raczej urzędowego charakteru niż mające jakieś realne podstawy.

      gdyby byli tacy na boisku, co poza nim... kiedy trzeba rozlansować wieczorek pożegnalny w barze, przy okazji którego chcą zebrać kasę na stroje do gry, wykazują się prawdziwą pomysłowością i determinacją - od zamykania kobiet objuczonych zakupami, w budkach telefonicznych i żądaniem wykupienia biletu wstępu, aż po udu,pienie Gusa, chodzącego za nimi i zrywającego plakaty informacyjne ze ścian budynków - smarują jeden z plakatów specjalnym klejem do którego Gusowi przylepiają się dłonie i stoi on ja ta d,pa w pozycji "ręce na ścianę i nogi szeroko", wysyłają dzieciaki żeby mu ściągneły spodnie, a do płaszcza wrzuciły kradziony portfel szefa policji, któego sami wzywają telefonicznie, a on Gusa zwija za obraze moralności publicznej i za kradzież.

      gdybyż william miał tyleż pewności siebie jako trener, co ma jako zakochany romeo, który wyznaje wieczorową porą uczucie swojej julii, rosemary, pod jej balkonem i to publicznie... ;]; jej matka każe mu spadać, a w dodatku wzywa policję, która go zawija za zakłócanie ciszy nocnej.

      [ale i matka rose wpadnie w sidła uczuć... wisi ona w tym oknie, a sizemore na nią patrzy "na co się gapisz ?", pyta ona, a on "na twoje oczy. piękne. piekne... smutne oczy" - która pani koło 50-tki by tego nie kupiła ? i jak on to powiedział... ;) grunt, że od tego momentu ona zacznie patrzeć na niego z wielką przychylnością, stroić się, a nawet zacznie się uśmiechać, i to nieumiarkowanie często, i wyjdzie z niej pełna wdzięku kobieta w miejsce nadętego babiszona, który patrzy tylko jakby tu córkę 'na ludzi' wyprowadzić trzymając ją z dala od najfajniejszego chłopaka, jakiego los dla niej mógłby wymyślić; on dla niej przestanie popijac, a nawet kupi sobie nowe skarpetki, żeby mieć na zmianę]

      ostatni wieczorek w barze byłby zabawą na sto dwa, gdyby nie popsuł jej w ostatnim akcie ten eks-zawodowiec, który proszony raz jeszcze o pomoc powiada 'nie macie szans'. na to jeden z nich każe mu po prostu 'spadać'. william biegnie za zawodowcem i przemawia do jego serca, tłumaczy co dla nich znaczy ten mecz. czy skruszy go ? jak sądzicie ? oj, znacie tę konwencję, znacie... ;]

      przedmeczowa sytuacja jest zatem kiepska, a dodatkowo william zostaje wylany z posady mleczarza za 'obijanie się' - efekt zaangażowania w trenowanie i przygotowania do meczu. rosemary ma w dniu meczu wyjechac do londynu... on jej mówi 'chyba też tam się wybiorę", ale ona powiada "twoje miejsce jest tutaj..." - niby tak, ale to miejsce musi on sobie zdobyć, najlepiej wygrywając mecz.

      w noc przedmeczową nagle topnieją lody między nim, a matką, odpłakana zostaje tęsknota i niepogodzenie się ze śmiercią sprzed lat, a potem william dowiaduje się, ze powodem zakładu sprzed lat była kobieta - jego prababka, a on sam jest prawnukiem Benny'ego. czy trzeba lepszej motywacji ? ale i większej presji..?

      No i przychodzi dzień meczu jednocześnie będący dniem wyjazdu rosemary do londynu. czy william et consortes wygrają i ocalą bar ? czy zawodowiec im pomoże ? czy rosemary zostawi williama i wyjedzie ? czy william zostanie bohaterem a gus poniesie karę ? jak sądzicie ? :] na pewno będzie wiele zwrotów akcji, niespodzianek i... happy end ? ;]]

      reżyser wszystko ułożył podług starej jak świat konwencji, co zresztą sami złapaliście czytając to, co tam napaskudziłem powyżej. bawi się nią, puszcza oko, wie, ze wiemy co będzie dalej, ale oglądamy, bo bohaterowie są przyjemni i lubimy to, co już znamy.

      atrakcją jest fakt, że miejsce akcji to miasteczko szkockie - malownicze, tonące w najrózniejszych odmianach zieleni, dookoła górki i pagórki - tez zielone, architektura charakterystyczna, więc kamera ma pole do popisu i fakt zdjęcia są mocną stroną całego zamieszania.






      • grek.grek 'mecz', o filmie jeszcze 03.12.10, 13:29
        zdjęcia... hmm, może aranżacja, nascycenie kolorami, urok dekoracyjny, estetetyka, bo czy jest to artystycznie wybitne kręcenie, to się nawet człek nie zastanawia, tyle ma do podziwiania ;]

        a tak naprawdę, jest tutaj najwazniejsza pochwała lokalnego patriotyzmu, wspólnoty małych ojczyzn, heimatu, gdzie można zyć jak w rodzinie, gdzie każdy o każdym wszystko wie, ale to nie musi dzielić ludzi, a wręcz spajać możę ich w familijnym uścisku, który nie jest uściskiem imadła, chyba że pluszoweg, a w waznym momencie potrafi ich zjednoczyć we wspólnym dziele i pragnieniu.

        pochwała przytulnej, pastelowej, swojskiej prowincji, na której warto zostać i się realizować [zdradzam chyba zakończenie, a może i nie... hehe] i mozna być szczęśliwym.

        no i portretuje losy kilkorga ludzi, którzy odnajdują siebie, siebie nawzajem, odreagowują traumę przeszłości, wybierają dobrą przyszłość, wychodzą ku życiu z owartymi ramionami, a wszystko to w tonacji ciepłej, lekkiej, zabawnej, romantycznej momentami, i bez nadymania policzków.

        schemat widoczny jak kotlet na patelni, ale niech to nikogo z was nie zraża, wdzięk całości równoważy przewidywalność; takiego/tego filmu nie ogląda się po to, żeby sciskać kciuki i denerwować się 'jak to się skończy, o matko boska', tylko żeby sie odpręzyć i uśmiechnąć życzliwie. polecam bardzo :]
        • barbasia1 Re: 'mecz', o filmie jeszcze 03.12.10, 15:26
          Alez fajna komedia, Greku!!! (tylko czemu tak póżnooo!). I jakże rewelacyjnie nam tu przekazana! :)

          Nawet się nie spodziewałam, że ten film okaże się tak uroczy, tak zabawny, że tyle tu będzie dobrego humory sytuacyjnego.
          Sceny podstępnego unieszkodliwiania Gusa, rewelacja! :)

          Cudny jest też wątek romansu matki Rose i pijaka-filozofa Buffalo ( Sizemore'a) , zwłaszcza początkowy dialog, od którego zaczyna się ich zażyłość jest boski,
          "na co się tak gapisz?"
          "na twoje oczy. piękne. piekne... smutne oczy" haha :))))

          Trzeba przyznać, że niekórzy pijaczkowie-filozofowie mają rzeczywiscie abslotulnie rewelacyjne teksty.
          Lecę kiedyś, wiosną to było, wczesnym rankiem na autobus, na skróty przez wydeptany już nieco trawaniczek -łączkę zieloną i ukwieconą, na drugim końcu trawniczka, jak się potem okazało, stał jeden z takich dżentelmenów i mi się przygladał, oczywioscie, jak go nie zauwazyłam na początku, dopiero później, kiedy już weszłam na chodnik, bo raz, że śpieszyłam się, dwa myślami byłam gdzie indziej, a trzy, byłam oslepiona wschodzącym słońcem. I kiedy minęłam tego pana, on grzecznie zapytał mnie pokazujac na te łączkę - "Czy mogłaby pani raz jeszcze tak się przejść ?" hehe :))) /
          A ja tylko się uśmiechnęłam i popędziłam na autobus, który za chwilę miał przyjechać...

          > która pani koło 50-tki by tego nie kupiła ?
          Otóż to! Powiem wiecej, nawet ja o wiele młodsza,a i bardzo podejrzwie traktująca wszelkie komplementy bym to chyba kupiła, hahaha ;)))

          >on dla niej przestanie popijac, a nawet kupi sobie nowe skarpetki, żeby mieć na zmianę]
          :))) Jeśli facet sam z siebie tak się zmienia dla kobiety, (myśle tu zwłaszcza o skarpetkach , hehe ;))) to musi być prawdziwa miłość!!!

          Oczywiscie domyślam się jak się zakończyła historia, ale bardzo bym chciała, żebyś dopowiedział tylko zakończenie romantycznego wątku Rosemary i Williama, bardzo lubię czytać szczęśliwe zakończenia. :))
          I powiedz jeszcze co zrobił Gus po tym, jak jego druzyna przegrała!?!

          • grek.grek Re: 'mecz', o filmie jeszcze 03.12.10, 15:53
            hehe, dzięki :]

            ja tez się spodziewałem czegoś zdecydowanie bardziej siermiężnego, a tutaj - zaskoczenie pełne.

            Gus, to w ogóle zupełnie osobna kategoria, takiego bucopajaca ze świecą szukać, a przy okazji nie sposób nie patrzeć na te jego pełne 'bezwzględności' demonstracje i usiłowania inaczej, jak ze śmiechem.

            hehe, nie ma to jak historie z zycia wzięte, prawda ?; i to takie jak Twoja :]
            a ja mam tylko opowiastki, jak to mnie menele o "te brakujące" 2 złote na wino nagabują... ;]

            a zatem, finał jest taki :
            oczywiście, rosemary nie wsiądzie do autobusu jadącego do londynu, zostanie z williamem, który oczywiście wygra mecz i zostanie bohaterem, strzelając w ostatnim momencie rzut karny [był trenerem, ale jako że drużyna liczyła tylko 10 graczy, on był jedenastym i niejako "wszedł na jeden strzał"] dający jego druzynie wygraną 3-2, a rzut karny ów wypracował eks-zawodowiec, który swoim pojawieniem się tchnął ducha [i niebagatelne umiejętności, przede wszystkim] w przegrywającą 0-2 i zmierzającą do nieuchronnej porazki, drużynę. oczywiście, pojawił się tuz po tym, jak william-trener zaserwował swoim zawodnikom, w przerwie, ultramotywujący speech i wstępnie ich natchnął.

            a gus musiał przełknąc bolesną porażkę w którą zamieniło się niemal pewne zwycięstwo, widok i dźwięk wiwatującego tłumu [ofk, wszyscy byli za drużyną williama], potem zarobił w nos od pojawiająćego się na samym końcu pierce'a brosnana [staram się sobie przypomnieć, kogo on grał i dlaczego maznął Gusa w nos, ale wszystkie próby zawodzą, chyba się zdekoncetrowałem... może chodzi o to, że to nowy właściciel tego pubu, co nim dotąd Gus zarządzał ? nie mam pojęcia, umknęło mi...], a jeszcze później, z tym nosem oklejonym plastrami zjawił się pokornie w barze Benny'ego, żeby wypełnić przedmiot zakładu, czyli przytarmosił klucze od swojej budy [wygrywający zakład przejąć miał bar przegranego], ale william wspaniałomyślnie i w imieniu całej kompanii mówi mu, że nie chcą jego baru, chcą tylko mieć swój.

            tak to było :]





            • barbasia1 Re: 'mecz', o filmie jeszcze 03.12.10, 16:18
              Prawda! :)) Mam jeszcze jedną historię, rzecz dzieje się przed koskiem, z pania kiosakrką gawędzi i inny filozof-pijaczek-dżetelmen ze dwa razy starszy i pyta mnie szarmancko, kiedy podeszłam coś kupić - "Czy MY się skądś nie znamy? haha ;))

              To naparwdę ładnie się wszytsko skończyło, dziekuję Ci pięknie, Greku! :)
              Świetny film! Może kiedyś go powtórzą o lepszej porze! :)

              > a ja mam tylko opowiastki, jak to mnie menele o "te brakujące" 2 złote na wino
              > nagabują... ;]
              haha :)))
              • maniaczytania Re: 'mecz', o filmie jeszcze 03.12.10, 19:07
                streszczenie filmu, a i pewnie sam film wielce zgrabne :)

                Ale Twoja historia z droga przez laczke Barbasiu wymiata dzis! :)))
                • pepsic Re: 'mecz', o filmie jeszcze 03.12.10, 19:38
                  Mi też się podobało :) Eh te wyspiarskie klimaty. Komu przeszkadzają, że tak późno nadają?

                  Ps. Ale się Barbasiu rozmarzyłam, słoneczny poranek, zielona trawa, sympatyczny pan, a u mnie od wczesnego poranka kaloryfery lodowate! Ale nic to, mnie dzisiaj pan w kolejce w Lidlu również zażył. Spoglądając na stosy słodyczy (wszak Mikołaj tuż, tuż) zwrócił się z niespodziewaną sympatię do mnie (?): widzę, że pani też jest amatorką chałwy (skąd wiedział?) Oczywiście zaczęłam ściemniać, że to nie dla mnie, ale pan z wyrozumiałością dodał - he, he każdy tak się tłumaczy, nie ze mną te numery. Nie miałam wyjścia, odwróciłam się i powiedziałam: wygrał pan, wykradanie chałwy z paczek to moja specjalność. Nie powiem, od razu go polubiłam. Aha, nie był menelem.
                  • barbasia1 Re: 'mecz', o filmie jeszcze 04.12.10, 13:34
                    pepsic napisała:

                    Też ładny obrazek.

                    I ja lubię chałwę. W czasach kiedy Polacy uczyli się podstaw wolnego rynku w Turcji, mój sporo starszy kuzyn przywoził fantastyczną turecką chałwę w dużych puszkach, bardzo słodką, chrupiącą. To była najlepsza chałwa jaką kiedykolwiek jadłam ... :)


                    >zwrócił się z niespodziewaną sympatię do mnie (?):
                    Co się dziwisz, sympatyczna jesteś! :)
                    • pepsic Re: 'mecz', o filmie jeszcze 05.12.10, 18:32
                      Jesteś dla mnie zbyt łaskawa:)
                • barbasia1 Re: 'mecz', o filmie jeszcze 04.12.10, 13:24
                  > Ale Twoja historia z droga przez laczke Barbasiu wymiata dzis! :)))

                  Dzięki Maniusiu! :)))
              • grek.grek Re: 'mecz', o filmie jeszcze 04.12.10, 13:51
                hehe :]

                happy end był nieunikniony... ;]

                widze, że Wam wszystkim film do gustu przypadł, więc mam tylko nadzieję
                szczerą, że powtórka pójdzie o dogodniejszej porze, aczkolwiek, znając
                tvp i jej zwyczaje... ech...

                wiem, że to nie to samo, i osobiście też monitora unikam w takich sytuacjach, ale
                jest 'mecz" na jutubie, zatem - może się kiedyś przyda link ówże :) :
                www.youtube.com/watch?v=fCplWVQ-WCU
                • barbasia1 'mecz', o filmie jeszcze i o Gladiatorze słówko 05.12.10, 13:24
                  W końcu wczoraj rzuciłam okiem tylko na wyciskającą łzy końcówkę "Gadiatora" i powiem tak, że to jednak kawał dobrego amerykańskiego kina rozyrwkowego ze wszystkimi jego wadami -ckliwością, (ale z piątej strony, czasami człowiek ma ochotę na małą dawkę ckliwosci i sentymentalizmu), patosem, uproszczeniami, luźnym potraktowaniem faktów historycznych, uderzaniem w patriotyczne nuty oraz zaletami - rozmachem, widowiskowością, efektownymi kostiumami, dekorecjami, świtenymi efektami specjalnymi, za sprawą , których możemy się przenieść do starożynego Rzymu i podziwiać jego wielkość, wspaniałość ...


                  > jest 'mecz" na jutubie, zatem - może się kiedyś przyda link ówże :) :
                  > www.youtube.com/watch?v=fCplWVQ-WCU

                  Dzięki! Przyda się! Będziemy szlifować angileski! :)
                  • grek.grek Re: 'mecz', o filmie jeszcze i o Gladiatorze słów 05.12.10, 14:14
                    że kawał, to nie ulega wątpliwości ;] żartuję... poważnie - mogę tylko przytaknąć, że cała sfera dekoracyjno-architektoniczno-kostiumowa, cały ten obraz Rzymu robią prawdziwe wrażenie i zgodzić się, ze to JEST rozrywka na wysokim poziomie.

                    proszę bardzo :]
                    • barbasia1 Re: 'mecz', o filmie jeszcze i o Gladiatorze słów 06.12.10, 15:15
                      grek.grek napisał:

                      > że kawał, to nie ulega wątpliwości ;]
                      [...]
                      haha :)))

                      > proszę bardzo :]

                      Bardzo Ci dziękuję, Greku! :) Muszę Ci powiedzieć, że doceniam bardzo, że zechciałeś mi przyznać rację! W ramach wdzięcznności szykuję post, który będzie w kontrze do jednej z Twych wypowiedzi na temat filmu..., no dobra powiem już o jaki film chodzi, o "Rysę"! ;))
                      • grek.grek Re: 'mecz', o filmie jeszcze i o Gladiatorze słów 06.12.10, 15:31
                        moje "proszę bardzo" dotyczyło raczej Twoich "podziękowań za daną okazję do szlifowania angielskiego" :]

                        przyznanie racji dostaje się u mnie gratis i bez łaski ;]

                        czekam zatem na zapowiadaną kontrę... [co ja tam nawypisywałem wtedy... ;) ]
                        • barbasia1 Re: 'mecz', o filmie jeszcze i o Gladiatorze słów 06.12.10, 15:44
                          > przyznanie racji dostaje się u mnie gratis i bez łaski ;]

                          Wiem, wiem, żartuję tylko! :)

                          > czekam zatem na zapowiadaną kontrę... [co ja tam nawypisywałem wtedy... ;) ]

                          No tak czas leci ... Bardzo ciekawe rzeczy napisałeś, doskonale pamiętam! Właściwie, tak teraz myślę, niekoniecznie moją wypowiedzi nie trzeba traktować jako kontrę, a własciwie nie należy tak jej traktować, to po porostu jeszcze inne spojrzenie na film, komplemantarne do Twojego. :)


                          > moje "proszę bardzo" dotyczyło raczej Twoich "podziękowań za daną okazję do szl
                          > ifowania angielskiego" :]

                          A tak, przepraszam!!! Teraz capito tutto! :)
                          • grek.grek Re: 'mecz', o filmie jeszcze i o Gladiatorze słów 07.12.10, 13:33
                            o czymkolwiek by nie było, czekam z ciekawości :]
                            • barbasia1 Re: 'mecz', o filmie jeszcze i o Gladiatorze słów 07.12.10, 19:57
                              Na temat "Rysy" to ja może jednak jutro powiem ...

                              Dzięki za ciekawość i przede wszytskim za cierpliwość Twą! :)
    • grek.grek na dziś coś mamy ciekawego ? 04.12.10, 15:29
      tvp się wysiliła - "gladiator" po raz 647 :]; sceny na arenie plus dekoracje & architektura - klasa; do samej historyi [scenariusza] aktorstwa [tak przecież wyróżnianego...] i całej reszty - jakoś się nigdy nie mogłem przekonać... a Wy ? :]

      dla urozmaicenia - van damme, na obu kanałach ;]

      kulturyści mają za to dzisiaj niezłą ofertę : "buena vista...", "pali się moja panno", "celebrity" woddy'ego [w czasie "gladiatorskim"] i polski "Billboard". ech...

      polsat daje horror "syrena" - nie wiem, czy się zdecyduję, bo fotki latające po sieci mrożą krew w żyłach nawet najbardziej odpornym :
      www.marekczeszek.com/sitemap/adrem/adrem-25/syrena101.jpg
      lukasinski.webpark.pl/105f.jpg
      albo TO :
      syrena.nekla.pl/forum/files/139866048_773.jpg
      mam nadzieję, że nikt mi nie wytoczy procesu o epatowanie obsceniczne...

      tvn raczy widownię romantykomedią, za magnes ma robić para grant & bullock w rolach głównych; oni kosztują jednak, więc czyżby to kolejna propozycja z cyklu : całą kasę wpakowali w honoraria, a na scenarzystów zabrakło ?
      "szepty w mroku", horror made in France, akcja dzieje się w sierocińcu prowicjonalnym w poł XX wieku. stawiam na to, że będą się ukazywać i przesuwać końcem gwoździa po blachach - jakieś dzieci, a w całej historii chodzić będzie o : molestowanie sprzed lat, śmierć [najlepiej masową, w pożarze albo w czymś takim] owych dzieci albo jaką inną tragedię, którą odkryją bohaterowie, którzy są przez te dzieci nawiedzani i zaczynają się bawić w detektywów, a dzieci są duchami, które nie zaznają spokoju, póki prawda nie wyjdzie na jaw :] ale - pytanie główne i tak brzmi : czy reżyser parę razy ukłuje w tyłek szpilką i każe podskoczyć na fotelu, czy mu się to nie uda.

      • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 04.12.10, 16:15
        Przyznam się, że mnie się kiedyś podobał "Galdiator" i Russel Crowe, ale to było dawno temu, kiedy jeszcze problemu łykałam superpodukcje amerykańskie ;)), czyli sprzed ery Ojejku :)

        Co by nie mówić o "Gladiatorze" to muzyka, którą skomponował Hans Zimmer jest naprawdę piękna ( nominacja tylko niestety do Oskara, ale za to Złoty Glob), przypomnę ten najbardziej znany motyw -

        www.youtube.com/watch?v=x1f-5AxaNaQ
        przepełniony tęsknotą , bardzo wzruszający, cudny ...

        > polsat daje horror "syrena" - nie wiem, czy się zdecyduję, bo fotki latające po
        > sieci mrożą krew w żyłach nawet najbardziej odpornym :

        chichichichi :))))
        A ja się obwałam zaglądać go tych linków, no serio! :)
        Naprawdę, Greku, potrafisz zaskoczyć człowieka (czyli mnie :).


        Kulturystom zazdoszczę dziś starsznie! Najbardziej Woody'ego Allena!


        /Późnym wieczorem będę chyba oglądać dalej "Głową w mur" na kompie .../
        • maniaczytania Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 04.12.10, 16:22
          barbasia1 napisała:

          > Przyznam się, że mnie się kiedyś podobał "Galdiator" i Russel Crowe, ale to było dawno temu, kiedy jeszcze problemu łykałam superpodukcje amerykańskie ;)), czyli sprzed ery Ojejku :)
          Co by nie mówić o "Gladiatorze" to muzyka, którą skomponował Hans Zimmer jest
          naprawdę piękna ( nominacja tylko niestety do Oskara, ale za to Złoty Glob),
          przypomnę ten najbardziej znany motyw -

          www.youtube.com/watch?v=x1f-5AxaNaQ
          przepełniony tęsknotą , bardzo wzruszający, cudny ... >


          Mnie sie akurat "Gladiator" nawet za pierwszym razem nie podobal. I nie przepadam za R. Crowe. Ale muzyka ladna.

          > > polsat daje horror "syrena" - nie wiem, czy się zdecyduję, bo fotki latające po sieci mrożą krew w żyłach nawet najbardziej odpornym :
          >
          > chichichichi :))))
          > A ja się obwałam zaglądać go tych linków, no serio! :)
          > Naprawdę, Greku, potrafisz zaskoczyć człowieka (czyli mnie :).

          O tak, fotki sa bezbledne :))))))))))))))))))))))))))))))))))

          > Kulturystom zazdoszczę dziś starsznie! Najbardziej Woody'ego Allena!

          "Celebrity" kiedys ogladalm - fajny, moze sobie przypomne?
          • grek.grek Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 05.12.10, 13:45
            ja mam z Hanksem ten problem :] jak widzę go w obsadzie, to wiem, jaki będzie to film i że mi się nie będzie podobał. Hanks jest jak brand niezawodny na typ amerykańskiej do bólu produkcji,
            która może i jest fajna i nawet spektakularna, ale zawsze tak samo jednoznaczna w wymowie, pastelowa i pozbawiona choćby szczypty pieprzy, że o chili nie wspomnę.
            • maniaczytania Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 05.12.10, 14:58
              wreszcie ktos, kto tak, jak ja nie przepada za Tomem Hanksem, uff :)
              • grek.grek Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 06.12.10, 13:43
                o kurka wodna, a ja sądziłem, że jestem jakim... robinsonem cruzoe na bezludnej wyspie niekochania hanksa ;]
              • pepsic Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 08.12.10, 19:50
                Również i ja obwieściłam w swoim czasie przynależność do anty fanklubu TH:)
          • pepsic Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 05.12.10, 18:53
            "Celebrity" - do obejrzenia, ale bez rewelacji. Trudno było przekonać się do szekspirowskiego, a nawet wallanderowskiego Kennetha Branagha w odmiennej roli, Woody Allen jako aktor wprowadzał całkiem inne klimaty, lekko niedorzeczne, antyamantowe, w tym dociekania (moje), co kobiety w nim widzą. I wolałabym w technikolorze.

            "Gladiator" to jedna z niewielu superprodukcji, którą kiedyś udało mi się w ogóle obejrzeć.

            Russel Crowe - nie przepadam za wszystkimi jego filmami. Są dwa, do których mam szczególną słabość "Tajemnice Los Angeles" i "Dowód życia".
        • grek.grek Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 05.12.10, 13:39
          o, dobrze że przypomniałaś - muzyka niezgorsza. Gdybyż jeszcze ten Maximus nie taki nieskazitelny, gładki i na wieki wieków cudowny... :]

          hehe, no to mi się udało :]

          [ zaś film "syrena" - niespecjalny. Dzieje się, na oko, w XIX wieku, czy na pocz. XX - facetowi, co prowadzi cyrk objazdowy dostaje się nie lada gratka - autentyczna syrena.
          Porywa on ją od prawowitego właściciela i zamierza uczynić ją główną atrakcją swojego szoł,
          w którym jak dotąd główne role zmuszeni byli odgrywać jego pracownicy i żona, wystylizowani
          na jakieś czupiradła i wariatów. Facet już liczy krociowe zyski, jakie przyniesie mu pokazywanie jej podczas tournee po wsiach i miastach. Problem pojawia się podczas wodnej podróży do... ja wiem - chyba do Ameryki płyną... Syrena, ładna dziewczyna z kształtym biustem i płetwą plus błoniastymi łapskami, zaczyna grasować na statku. W poszukiwaniu jadła, a stołuje się ona na ludzkim mięsie, wydostaje się z wielkiego akwarium, w którym jest trzymana i atakuje kogo popadnie. Giną więc po kolei członkowie załogi, aż do ostatecznego starcia, w którym syrena zamienia się w jakiegoś paszkwila komputerowo wygenerowanego.

          Schemat :] jedyne co wyglądałoby na ciekawe, to relacje syreny i żony właściciela cyrku. syrena potrafi na nią wpływać, porozumiewać się z nią, a żona nawet ją uwalnia, żeby sobie poszłą pływać w wodzie, co się kończy śmiercią następnego marynarza, no bo kto idzie sobie pobaraszkować, kiedy jest dookoła tyle najlepszego żarcia, a jemu kiszki donośnego marsza grają ? - omal się to dla syreny nie kończy śmiertelnie, kapitan statku chce ją zabić natychmiast, ale właściciel proponuje mu udział w zyskach i od tej pory el kapitano nie ma już żądnych obiekcji, na własną zgubę zresztą; syrena, jak mówi żona, czyta jej w myślach, podczas seksu z mężem zamienia ją z niewinnego aniołka w ladacznicę, jakby przenikając do jej przeszłości, w której była ona prostytutką, a najciekawsze, ze cierpiąca na bezpłodność babka zachodzi w ciążę i za ten cud też niby syrena i jej tajemne wpływy odpowiadają. to wszystko jakoś łamie szablon survivalowego s-f thrillera, ale niestety brak w nim napięcia, jest zbyt rozwlekły, a wszelkie powoływanie się na "obcego", czy "szczęki" są niepoważne, no chyba, ze chodzi o takie podobieństwa, jak te, że w "obcym" tez akcja działa się w przestrzeni zamkniętej i tam była załoga i intruz dążący do jej zgładzenia, a w "szczękach" stworzenie dążące do zgładzenia ludzi również pochodziło z wodnej cywilizacji.

          czyli, jesli nie oglądaliście, to niewielka strata, wg mnie.

          • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 06.12.10, 15:28
            grek.grek napisał:

            > o, dobrze że przypomniałaś - muzyka niezgorsza. Gdybyż jeszcze ten Maximus nie
            > taki nieskazitelny, gładki i na wieki wieków cudowny... :]

            :)))
            To taka wspóczesna bajka w kostiumie, Greku! ;)

            Powiem Ci, że zaintrygowała mnie ta "Syrena"! Powiedz, proszę, Greku, jak się skończya (choć jeśli to, jak napisałeś, "schemat", to chyba się domyślam zakończenia - Syrena zostaje unicestwiona, tak?), bo nie mogę się zdecydować, czy jest ten film poszyty jest feminizmem, czy raczej wręcz przeciwnie, antyfeminizmem!? ;))
            • maniaczytania Barbasiu, odnosnie "Syreny", 06.12.10, 22:00
              to w roli dyrektora cyrku - Rufus Sewell :)
              • barbasia1 Re: Barbasiu, odnosnie "Syreny", 07.12.10, 16:46
                maniaczytania napisała:

                > to w roli dyrektora cyrku - Rufus Sewell :)

                Ooo! Dziękuję Maniusiu, ten film podoba mi się coraz bardziej!
            • grek.grek Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 07.12.10, 13:30
              ano właśnie, przez tę bajkowość w scenariuszu jakoś się nie mogę przebić :]

              Hoho, nawet nie feminizm, a solidarność jajników wręcz ;]
              Otóż syrena... przeżywa, udaje się jej uciec unicestwiwszy załogę. Żona właściciela
              także uchodzi z życiem z całego zamieszania, a później rodzi córkę, która ma takie
              dziwne oczy, że niby "syrenie" takie, hehe.

              • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 07.12.10, 19:51
                Rozumiem! :)

                > Hoho, nawet nie feminizm, a solidarność jajników wręcz ;]
                ha, ha! (postanowiłam śmiać się ortograficznie od dziś!)
                To też! :))))

                Dzięki za dopwiedzienie,
                czyli nie dość, że ten krwiożerczy okrutny pierwiastek żeński nie zostaje zniszczony przez mężczyznę, to jeszcze multiplikuje się, dzięki innej kobiecie ...
                Pięknie, pięknie ! ;)

                Właśnie przyszło mi do głowy, że ta krwiożercza i a nieco lubieżna (kusząca „kształtnym biustem”), rozbudząjąca w żonie właściciela cyrku uśpioną nierządnicę i chęć na perwersyjny seks, Syrena, pół-kobieta pół-ryba zabijająca mężczyzn to wyobrażenie rodem z modernizmu!!?

                Karty literatury modernistycznej, płótna malarzy modernistów zaludniają rozmaite kobiety-bestie, kobiety-demony, niszczycielskie Chimery, Hydry, tygrysice, pół-lwice modliszki, wampirzyce wysysające męską krew, czy „nekrofilki zabijające w miłosnym akcie swych kochanków (jak Ewa Pobratymska w „Dziejach grzechu” Żeromskiego)”

                Dodam tylko jeszcze , że w modernizmie wyobrażenia te są wyrazem strachu, przerażenia, a nawet nienawiści (mizoginizm!) do ekspansywanego pierwiastka żeńskiego z drugiej jednak strony nieraz także i wyrazem pożądania oraz fascynacji dominujacą kobiecością ...
                :)

                A scenariusz do tego fimu, horroru fantasy (jak wyczytałam) wymyślił meżczyzna, pracujący w Hollywood wenezuelczyk Sebastian Gutierrez, On też wyrezyserował ten film, a rolę żony właściciela cyrku zagrała jego partnerka, Carla Gugino (ładna była?)
                Gutierrez jest też autorem scenariusza do horroru Gothika" z Halle Berry (w roli psychiatry, która ku swemu zdumieniu nagle budzi się w szpitalu psychiatrycznym jako pacjentka), pokazywanego u nas kilka razy, chyba na Polsacie.

                film.onet.pl/42234,1,Sebastian_Gutierrez,osoba.html
                Dobrze, Greku, żeś mimo wszytsko wspomniał o tym filmie! :))
                • maniaczytania Carla Gugino bardzo ladna jest, 07.12.10, 22:18
                  moim zdaniem :)
                  Zerknij tutaj
                  • barbasia1 Re: Carla Gugino bardzo ladna jest, 08.12.10, 14:01
                    Rzeczywiście całkiem ładna jest Carla Gugino. Dzięki Ci! :)))

                    Maniu, a jak Ty to robisz, że pojawiają się wszytskie zdjęcia aktorki na raz???

                    A tu pani Syrena:
                    www.imdb.com/media/rm4257188352/nm0452748
                    • maniaczytania Barbasiu, duzo zdjec 08.12.10, 22:38
                      tez to odkrylam po dluzszym czasie "guglania" :)

                      Wpisuje w google nazwisko aktorki lub aktora, a potem na gorze po lewej klikam "Grafika" :)
                      • barbasia1 Re: Barbasiu, duzo zdjec 09.12.10, 15:47
                        Genialne!!! Że też nigdy nie wpadłam by poekprerymentować w googlach!
                        Dzięki Maniusiu! :)
                • grek.grek Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 08.12.10, 12:53
                  A przynajmniej wywiera jakiś wpływ na inne byty kobiece :]
                  nie mogło być zresztą inaczej... statek na pełnym morzu. dwie kobiety. Kilkunastu mężczyzn... i te dwie baby miałyby się szarpać za włosy ?

                  Modernistyczne inspiracje - ciekawa sprawa.

                  jedyne, co mi przychodzi do głowy po obejrzeniu i "syreny" i "gothiki", to tyle, że filmy pisane/reżyserowane przez pana tegoż bronią się tylko dzięki urodziwym kobietom, które są do nich angażowane :] [niestety, "Gothika" była na tyle słaba, że chyba ostatecznie złamała matthieu kassovitza, który się pochopnie jej reżyserowania podjął i poległ efektownie, bo ani halle berry ani nic, nie mogło uratować słabej i przesadzonej historyji pana Gie :) ]
                  • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 08.12.10, 15:46
                    > ... i te dwie baby miałyby się szarpać za włosy ?
                    Ha, ha! To byłby goteskowy widok...

                    Wiesz, jednak nie jestem pewna, czy można tu mówić o imspiracji, świadomej inspiracji u wnezuelczyka z Hollywood, być moze był to jednak w pelni to oryginalny pomysł Gutierezza, a to podobienstwo jest całkowicie przypadkowe i z czegoś zupełnie innego wynika ...

                    W każdym razie ja tylko chciałam zwrócić uwagę na to podobieństwo filmowej okrutnej Syreny atakującej mężczyczn z modernistycznymi przedstawieniami kobiet jako demona , bestii, potwora, zagrażajacego meżczyźnie,
                    np. tak jak tu u Malczewskiego:

                    artyzm.com/obraz.php?id=4671
                    (PS m.in. Reymont pisał, że żona dla prawdziwego artysty jest złym, niszczącym demonem, jego wampirem, zmuszając zajmowania się codziennymi sprawami odciąga go od tego, co dla niego najwazniejsze, od twórczości.
                    Dodam tylko, że te poglądy oczywiscie nie przeszkodziły Reymontowi w utrzymywaniu bliskich kontaktów z kobietami, a potem i w ożenku.)

                    I to zasakujące podobieństwo wydało mi się najbardziej interesująca rzeczą w tym filmie (oprócz Rufusa Sewella) po przeczytaniu Twego spojlera i mało entuzjastycznego komentarza ...

                    "Gothikę" dwa razy zaczynałam oglądać, i nigdy nie obejrzałam do końca, więc na razie nie mogę sama ocenić. :)


                    • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 08.12.10, 18:17
                      Wątpię by Wenezuelczyk z Hollywood inspirowal się europejskim modernizmem!?

                      Musze przynać, że zupelnie nie mam pojęciam, czy w sztuce i literaturze amerykańskiego i/lub latynoamerykańskiego modernizmu też występowały te demoniczne i wampiryczne wyobrażenia kobiet!????? A to se kilna zabiłam!!! ;/
                    • grek.grek Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 09.12.10, 14:08
                      I mnie się zdaje, ze gośc po prostu postać syreny wygrzebał skądśtam, z jakiegoś elementarza mitycznych stworów, i dorobił do tego fabułkę nie zagłębiając się w te źródlane historie, o których wspominasz, a ewentualna groza samej postaci, to raczej efekt wstrzelenia się w obowiązującą współcześnie ikonografię filmów grozy. a może kompletnie człowieka nie doceniamy ? ;] kto wie...

                      hehe, Reymont zapewne odreagowywał frustrację w ten sposób. frustrację własną i nieustanną zaleznością od jakiejś kobiety :]

                      • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 09.12.10, 15:34
                        A właśnie w mitologii greckiej, w opowieści o Jazonie i Argonautach występowały Syreny, które porywały i zjadały żeglarzy majacych nieszczęscie przepływać koło wyspy, którą owe zamieszkiwały.
                        Oczywiscie, motyw Syreny jest stary jak świat, powraca ciągla w róznero rodzaju dziełach na rozmaite sposoby modyfikowany. :)

                        Mnie przyszło do głowy skojarzenie z modrnizmem, pewnie dlatego też, że ten wątek kobiecy jest tu jakoś szczególnie zaakcentowany.

                        >a może kompletnie człowieka nie doceniamy ? ;] kto wie.
                        No tak. :)

                        Czy ja wiem, czy to była frustracja!? :) Reymont zdaje się miał bardzo praktyczne podejście do kobiet, ożenił się z końcu z kobietą, która miał spory majątek.

                        A tak serio oczywiście trzeba pamiętać, że to przede wszytskim jest konwencja, nie tylko literacka, jak zaświadcza obraz Malczewskiego epoki modernizmu.
                        • grek.grek Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 10.12.10, 13:37
                          może właśnie z tego praktycyzmu brała się frustracja reymontowska, o ile o frustracji w ogóle można mówić w jego przypadku... :] - doskwierał mu fakt, że żona bogata, a on gołod,upiec, a jednocześnie perspektywa szlachetnego gołod,upcowania w pojedynkę jawiła się czymś jeszcze gorszym - a stąd już tylko mały kroczek do kiepskiego samopoczucia ;]
                          • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 11.12.10, 15:26
                            Może były to jakiś trop gdyby nie fakt, że krótko (ze dwa lata) przed owym ożenkiem Reymont zdobył wielki majątek, w okolicznosciach nader podejrzanych. Otóź uległ on niegroźnemu wypadkowi kolejowemu, mimo to w raporcie lekarskim w szpitalu zapisano coś innego. Lekarz ponoć słaszował diagnozę i wyolbrzmił skutki wypadku, dopisał liczne obrażenia, których ten nie odniósł. W rezultacie autor "Chłopów" dostał potężne odszkodowanie o wartości kilku czy nawet kilkunastu kamienic! :))

                            To konwencja! :)

                            a jednocześnie perspektywa szlachetnego gołod,upcowa
                            > nia w pojedynkę jawiła się czymś jeszcze gorszym

                            hehe
                            Fakt, we dwoje jakoś zawsze raźniej człowiekowi na tym świecie!
                  • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 08.12.10, 15:49
                    > jedyne, co mi przychodzi do głowy po obejrzeniu i "syreny" i "gothiki", to tyle
                    > , że filmy pisane/reżyserowane przez pana tegoż bronią się tylko dzięki urodziw
                    > ym kobietom, które są do nich angażowane :] [niestety, "Gothika" była na tyle s
                    > łaba, że chyba ostatecznie złamała matthieu kassovitza, który się pochopnie jej
                    > reżyserowania podjął i poległ efektownie, bo ani halle berry ani nic, nie mogł
                    > o uratować słabej i przesadzonej historyji pana Gie :) ]

                    Wiesz, nam przeczucie, że będę się w pełni zgadzać z Tobą w temecie filmów Gutierreza. :)

      • maniaczytania Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 04.12.10, 16:17
        no niestety, takiej "bryndzy" jak dzis to chyba dawno nie bylo :(

        TVNowska romantic comedy - sprawna i przyjemna ( uwaga - nie jestem obiektywna - graja tu moi ulubiency - Sandra i Hugh), jak ktos chce czegos niezbyt skomplikowanego i odmozdzajacego na wieczor to polecam :)
        • konopielka80 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 04.12.10, 20:45
          A jutro (niedziela 5.12.2010) na TVN o 20.00 swietny film "Jeniec". Oglądałam już go 3 razy i jutro obejrzę ponownie. Polecam.
          Po II wojnie światowej niemiecki żołnierz Klemens Forell (Bernhard Betterman) trafia do sowieckiej niewoli. Zostaje zesłany na 25 lat do obozu pracy na Syberii. Nie daje się jednak złamać nadzorującemu go bezwzględnemu podpułkownikowi Kamieniewowi (Anatolij Koteniow). Po czterech latach pracy w kopalniach udaje mu się uciec. Przebycie 14 tysięcy kilometrów przez niemal bezludną Syberię zajmuje mu trzy lata. Krok za krokiem, wciąż walcząc z bezlitosną naturą, Forell kieruje się w stronę Iranu i Turcji - jego drogi do wolności. Ale w ślad za nim podąża pościg kierowany przez Kamieniewa.
          • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 05.12.10, 13:03
            konopielka80 napisała:

            A jutro (niedziela 5.12.2010) na TVN o 20.00 swietny film "Jeniec". Oglądałam j
            > uż go 3 razy i jutro obejrzę ponownie. Polecam.
            > Po II wojnie światowej [...]

            Brzmi bardzo zachęcająco! :)
            • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 05.12.10, 13:46
              A dziś w TVP1 (w nocy jak zwykle) powtórki świetnych filmów, któreśmy tu pięknie obgadali, dzięki Grekowi.
              22:55 "Dzienniki motocyklowe" o podróży młodego Ernesta Guevary po Ameryce Południowej, czyli historia przemiany młodego studenta medycyny w rewolucjonistę, 1:00 "Big Lebowski" kultowa już komedia braci Coen (i znowu jej nie obejrzę! :/),
              3:05 klasyka nad klasykami, film Bergmana "Tam gdzie rosną poziomki" ...
              • grek.grek Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 05.12.10, 14:17
                Faktycznie. Btw, trzy powtórki jedna po drugiej, to jest osiągnięcie :]

                Ale i tak wszystkie śmiało mozna polecić, to są dobre filmy. kto nie widział, a wieczorne plany wiąże z tiwi, ten ma się na co cieszyć.
              • pepsic Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 05.12.10, 19:05
                Też zwróciłam uwagę na maraton zachwalany przez greka. Spróbuję choć fragmentarycznie załapać się na "Dzienniki motocyklowe", może w jakimś sensie uzupełnienie po "Hawanie, mieście utraconym".
          • grek.grek Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 05.12.10, 13:46
            trochę brzmi jak zapowiedź Essential Killing, prawda ? :]
            • barbasia1 Re: na dziś coś mamy ciekawego ? 05.12.10, 13:48
              grek.grek napisał:

              > trochę brzmi jak zapowiedź Essential Killing, prawda ? :]

              Fakt! Trafne skojarzenie! :)
              • grek.grek "Jeniec" - o ja, das ist eine gute film 06.12.10, 13:49
                dzięki :]

                patrzyłem wczoraj, fakt niezły, druga część za tydzień. konwencjonalny, co akurat nie jest wadą.

                I jest ciekawe odwrócenie szablonu - tutaj garownikiem, prześladowanym i ucieknierem wreszcie jest Niemiec, a więc odwrotnie niż w większości tego typu produkcji. a do tego, rzecz cała się rozgrywa już po formalnym zakończeniu wojny, o ile dobrze zauwazyłem, w roku 47, co każe jeszcze bardziej trzymać z bohaterem.
                • barbasia1 Re: "Jeniec" - o ja, das ist eine gute film 06.12.10, 16:12
                  :)
                  Film opatry jest na książce, autentycznych wspomnieniach Josefa Martina Bauera, jak wyczytałam (tym samym wiadomo jak się zakończy opowieść ...).

                  Też oglądałam. Racja, bardzo ciekawe spojrzenie z punktu widzenia niemieckiego żólnierza Wermachtu, jeńca wojennego, który w pewien sposób zostaje w tym filmie uczłowieczony i pokazany jako ofiara wojny ("my tylko wykonywaliśmy rozkazy")...

                  rzecz cała się rozgrywa już po formalnym zakończeniu wojny, o i
                  > le dobrze zauwazyłem, w roku 47, co każe jeszcze bardziej trzymać z bohaterem.

                  A właśnie ciekawa jestem, czy w tym przypadku wszyscy widzowie trzymają z bohaterem i za bohatera? :)
    • pepsic "Zero" film polski - z przedwczoraj 05.12.10, 19:25
      Zaiste dziwny film, bo w takcie, a przynajmniej do połowy średnio się ogląda i gorączkowo szuka nazwiska sprawcy (Paweł Borowski). Z każdej sceny, epizodu trzeba ułożyć układankę, a raczej punkt wyjścia, a resztę samemu dopowiedzieć. Daje do myślenia i pozostawia z niedosytem, zwłaszcza gapę, taką jak ja. Udział znanych, młodych aktorów, sceny świetnie zagrane. Problemy niewydumane, realne, bogatych i biednych. Świetny Przemysław Bluszcz w roli alfonsa, zaskakująco słaby Więckiewicz zrobiony na Komorowskiego (prezydenta) jako zdradzany mąż.
      Po zastanowieniu polecam... bardzo.
      • maniaczytania Re: "Zero" film polski - z przedwczoraj 05.12.10, 20:07
        oj, a gdzie byl? na ktorym kanale znaczy?
        • pepsic Re: "Zero" film polski - z przedwczoraj 05.12.10, 22:13
          Na Canal+. Na mojej kablówce od czasu do czasu odkodowują w ramach tygodnia miłosierdzia dla zwierząt:))
          • barbasia1 Re: "Zero" film polski - z przedwczoraj 06.12.10, 16:25
            Pepsic rozdaje fajne zachęty filmowe na Mikołajaki, a ja nie zdąrzyłam ze swoimi ... :/

            Pepsci, opowiedź jeden epizodzik z tego filmu, ten z Więckiewiczem, albo inny, który najbardziej Ci się spodobał!

            • pepsic Re: "Zero" film polski - z przedwczoraj 06.12.10, 18:42
              To może ten, który najbardziej utkwił mi w pamięci. Otóż taksówkarz deczko sponiewierany życiem (Dzięgiel), chwali się pasażerce synem (zdradzającej żonie w drodze na schadzkę). Wyrósł ponoć na porządnego człowieka, jest studentem. W kolejnej scenie dowiadujemy się, że owszem studiuje, ale przy okazji jest męską prostytutką i nie waha się grzebać w pisuarze, aby wydobyć pierścionek, który wcześniej nie wiadomo, czy ukradł klientce, czy został obdarzony. Na szczęście oszczędzono szczegółów spotkania z klientką (panią doktor w mocno dojrzałym wieku ujmując elegancko, dosadnie, sorki, starym pudłem). Różnica wieku i okoliczności (jak dla mnie upokarzające dwie strony) trudna do przyjęcia. Nie na darmo usłyszałam za sobą jęk przerażenia. Co do trójkąta, na cóż, nie nowina, że każdy z uczestników cierpi, że trudno kogoś specjalnie napiętnować, że wzajemne miotanie nie prowadzi do niczego dobrego, a przysparza wyrzutów sumienia. Pikanterii dodaje fakt, że kochanek to podwładny męża (szefa wielkiej korporacji).
              Ps. Barbasiu, ja na ogół zamykam oczy i naciskam "wyślij".
              :))
              • maniaczytania Re: "Zero" film polski - z przedwczoraj 06.12.10, 22:12
                pepsic napisała:

                > To może ten, który najbardziej utkwił mi w pamięci. Otóż taksówkarz deczko spon
                > iewierany życiem (Dzięgiel),

                Pepsic kochana - tylko male sprostowanko - Dziedziel :)
                • pepsic Re: "Zero" film polski - z przedwczoraj 07.12.10, 19:24
                  Maniu, obiecuję poprawę:)
              • barbasia1 Re: "Zero" film polski - z przedwczoraj 07.12.10, 17:24
                Czyli jak u Altmana, co zauważył Grek, obyczajowe freski, pokomplikowane relacje międzyludzkie ... Dzięki! Ciekawa rzecz, Zapisuję sobie w pamięci ten tytuł! :)

                > Ps. Barbasiu, ja na ogół zamykam oczy i naciskam "wyślij".
                > :))

                To samo robię!
                Ale na większe objętościowo (Grekowym wzorem) rzeczy potrzeba więcej czasu, sił, absolutnego spokoju, nie zawsze wszysko jest akurat w komplecie, zwłaszcza ostatnio.
                • pepsic Re: "Zero" film polski - z przedwczoraj 07.12.10, 19:32
                  "potrzeba więcej czasu, sił, absolutnego spokoju"
                  Mam to samo, a światełka w tunelu nie widać i jeszcze te święta :)



                  • barbasia1 Re: "Zero" film polski - z przedwczoraj 07.12.10, 19:54
                    > Mam to samo, a światełka w tunelu nie widać i jeszcze te święta :)
                    Otóż to!
                    :)
      • grek.grek Re: "Zero" film polski - z przedwczoraj 07.12.10, 13:36
        wygląda to, jak opis polskiej wariacji altmanowsko-"magnoliowej" [ ? ]...
    • pepsic "Football Factory" 05.12.10, 22:29
      Jutro/pojutrze się odniosę (bo dzisiaj muszę sprawdzić, kto u mnie obejmie prezydencję). Gdyby nie recenzja Greka, to pewnie ominęła by mnie ta optymistyczna i sympatyczna mimo wszytko gratka.
      • grek.grek Re: "Football Factory" 06.12.10, 13:36
        I kto objął ? :]

        znów się przydałem... rosnę w piórka ;]
        • pepsic Re: "Football Factory" 06.12.10, 18:47
          Wygrał zdecydowanie kandydat z ramienia SLD, kontrkandydatka była z PO.
          • grek.grek Re: "Football Factory" 07.12.10, 13:27
            hehe :]
          • barbasia1 Re: "Football Factory" 07.12.10, 16:45
            pepsic napisała:

            > Wygrał zdecydowanie kandydat z ramienia SLD, kontrkandydatka była z PO.

            Ciekawam starsznie na kogo głosowałaś w 2. turze?
            • pepsic Re: "Football Factory" 07.12.10, 19:40
              W ramach debiutu na SLD :)
              • barbasia1 Re: "Football Factory" 07.12.10, 19:53
                Ooooooooooooooooo!??? ;)

                Grek się będzie z Ciebie zadowolony! :))
                • pepsic Re: "Football Factory" 07.12.10, 20:01
                  Chyba nie, bo poglądów nie zmieniłam. Okoliczności mnie przymusiły.
                  • barbasia1 Re: "Football Factory" 07.12.10, 20:16
                    No tak, rozumiem.

                    A u nas zwyciężył już w pierwszej turze kadydat bezpatryjny.
                    Nasz SLD w Radzie Miasta ma tylko jednego przedstawiciela (na 25), choć zdobył nawet dość sposo głosów, procentowo, ok. 11%, co jednak dało piąte ostatnie premiowane miejsce, wyzej były m.in. PIS, na 4. miejscu, co ciekawet z niewiele wiekszym poparciem, bo 16% , ale dostał aż 5 mandatów, PO była na 2. miejscu z popraciem 20% i też dostała 5 mandatów.
                    • pepsic Re: "Football Factory" 07.12.10, 22:49
                      Czyli PoPis aż się prosi.
                      U mnie w radzie SLD zdobył najwięcej mandatów (Grek na pewno się ucieszy), nie na tyle jednak, aby samodzielnie rządzić, a żadne z trzech pozostałych ugrupowań (wszystkie prawicowe) nie kwapi się do koalicji z nimi. Ciekawe, kto kogo ogra?
                      • grek.grek Re: "Football Factory" 08.12.10, 12:57
                        gratuluję odwagi wyboru i zdecydowania.
                        podczas wyborów prezydenckich miałem z tym taki kłopot, że w 2 turze skreśliłem obydwu kandydatów ;]

                        a tak naprawdę... generalnie barwa kota mało wazna, grunt żeby myszy łapał, czyli dbał o miasto, nie chadzał po pijaku i długów nie robił, prawda ? :]

                        • barbasia1 Re: "Football Factory" 08.12.10, 13:52
                          grek.grek napisał:

                          > podczas wyborów prezydenckich miałem z tym taki kłopot, że w 2 turze skreśliłem
                          > obydwu kandydatów ;]

                          :)))) ha, ha!
                          Niech zgadnę, żaden z tych skreślonych kandydatów nie byl z SLD, taaak?! ;)

                          A ile procent miała u Ciebie lewica, Greku?

                          Prawda! Prawda!
                          A nasz predydent nie dosć , ze nie pije, to obiecał magainwestycje i to naprawdę realne! Już się nie mogę doczekać realizacji! ;))
                          • grek.grek Re: "Football Factory" 09.12.10, 14:10
                            a naweet nie wiem, powiem Ci szczerze, patrzyłem na wyniki ogólnokrajowe, a regionalne jakoś mi umknęły. wychodzę z założenia, że na swoim podwórku, w sprawach istotnych, ludzie będę współpracowali, niezależnie od szyldów partyjnych, więc te wyniki są w sumie drugorzędne :]

                            • barbasia1 Re: "Football Factory" 09.12.10, 15:45
                              Oczywiście, masz słuszność.

                            • barbasia1 Re: "Football Factory" 10.12.10, 12:11
                              Nasz nowy stary bezpartyjny prezydent zaczął urzędowanie od ... podwyżki podatku za grunt! Podwyżka znaczna. Ładnie się zaczyna!
                        • pepsic Re: "Football Factory" 08.12.10, 20:15
                          Jeszcze lepiej, żeby był menadżerem (najlepiej wyłonionym w rzetelnym konkursie) i żeby nie stały za nim żadne siły polityczne, biznesowe, ani armie nieudaczników i spadochroniarzy polujących na ciepłe posadki. Nawet sporadyczny spacer chwiejnym krokiem wtedy bym wybaczyła. Ale to jest SF, choć Wrocław jest/był chyba bliski.
                          Ps. To nie odwaga, to ostatnia deska ratunku, choć nadzieje mam nikłe i nie mogę jak Barbasia być optymistką.
                          Ps. 2. Trzeba było dopisać Jennifer Lopez, rozumiem, że w lipcowych ;)
                          Czytałam że gdzieś na Alasce jest możliwość własnoręcznego dopisania do wydrukowanej karty wyborczej nazwiska kandydata, który przepadł w prawyborach. W taki sposób wygrała kobieta o swojsko brzmiącym nazwisku.
                          • grek.grek Re: "Football Factory" 09.12.10, 14:13
                            tak by było najlepiej, tyle że to utopia :]
                            Za każdym ktoś/coś stoi, jakichś ludzi musi mieć przy sobie, z kimś musi współdziałać, kontaktować się, porozumiewać, więc moze rzecz w tym, aby po prostu umiał wybierać
                            trzeźwo z kim, po co, za ile i na kiedy...

                            hehe, demokarcja na Alasce rozwinęła się ekstremalnie :]
    • grek.grek architektoniczne przygody dana cruickshanka [dok] 07.12.10, 14:25
      ciekawy dokument Tvp 2 wczoraj zaserwowała. a raczej - film obieżyświatowy.

      Niejaki Dan Cruickshank, historyk sztuki i dziennikarz BBC, odwiedził kilka miejsc na świecie, które
      prezentują wg niego ciekawe, a róznorodne, typy architektoniczne. Pętał się tam prezentując przy okazji cały mikrokosmos społeczny, jaki się wokół nich/w nich wytworzył.

      niestety, straciłem początek i wizytę w Brasilii, ale już łazikowanie po Damaszku mnie nie ominęło. gośc odwiedził największy meczet na świecie, Umayyad, gdzie - nie tak jak w polskich kościołach, gdzie ot tak wejść się nie da, a jak się wchodzi, to trzeba się odpowiednio zachowywać - można sobie po prostu posiedzieć, położyć się pod filarem, pogadać do Boga [niektórzy mówią, że raczej do siebie, ale... kwestia gustu; gorzej z tymi, co są przekonani, ze Bóg im odpowiada ;) ], nawet se popłakać, jak jedna babka, popitolić, jak ten angol, do kamery, po prostu pokontemplować, odpocząć. I nie chodzi żaden duchowny, jak baba w księgarni, patrząc podejrzliwie, jak na intruza albo potencjalnego złodzieja. ofk, facet dużo mówi o architektonicznych farmazonach, przybliża historię miasta [Damaszek najstarszym zamieszkanym miastem jest, wiedzieliście ? ;) ] i takie tam. Łazęguje po ulicach, wsadza nos w rózne zakamarki, zagląda na targowisko, odwiedza "firmę" dostarczającą na rynek solone orzeszki ziemne i pestki dyni, a wszędzie zwraca uwagę nie tylko na to, jak zbudowane są chałupy, ale i na to, jaką wspólnotę tworzą ludzie zamieszkujący całą okolicę. Na koniec odwiedza coś w rodzaju palarni [nie wiem, co tam palili, pan Cruick nie zdradził tego również, ale same miny i oprzyrządowanie wystarczyły, żeby stwierdzić, iż produkcja i konsumpcja stoją tam na wysokim poziomie zadowalającym najwybredniejszych],. gdzie dodatkowo starszy facio czytał jakieś księgi na głos. bardzo klimatyczne miasto, bardzo. można się zapomnieć w tych uliczkach od samego patrzenia na nie w telewizji. w realu takie zapomnienie z pewnością kosztuje utratę czci albo zdrowia, a może i nawet portfela. zwłaszcza po wizycie w tej palarni... więc telewizor czasami się przydaje i można nawet bezpiecznie z nim podróżnąś sobie ;]

      potem był Nowy jork i rockefeller center, który wg Cruicka jest najnowocześniejszym, najbardziej funckjonalnym i najlepiej wyposażonym wieżowcem współcześnie, a co za tym idzie również w historii. no i łazi po tym czymś nowojorskim, aczkolwiek.... tu było mniej egzotycznie, mniej kolorowo i zdecydowanie mniej malowniczo niż w poprzednim miejscu i bardziej wspominałem tę palarnię w Damaszku niż się koncentrowałem na jego fachowych komentarzach ;]

      na koniec Cruicka rzucili do Indii, do największych slumsów na świecie, Dharavi. 220 ha, a mieszka na nich 600 tys ludzkości. Budy robione przez samych mieszkańców, kryte jakimiś byleczym, jakimiś tekturami, blachami, kartonami, paletami, czymkolwiek; wąskie uliczki, mnóstwo dzieciarni. Ale myliłby się ten, kto by powiedział, ze to jakaś melina. Na pewno i takowe tam się znajdzie, ale przede wszystkim mieszkają tam ludzie pracy, gros z nich ma zatrudnienie, zarabia, niektórzy mają własnej interesy, firmy, warsztaty rzemieślnicze, aż sie roi od małych fabryczek, w których się kręcą biznesiki od produkcji wyrobów ze skóry po przemysł recyklingowy - daje to zysk w sam raz na wykarmienie gąb w domu, na jakieś zgrzebne utrzymanie, ale już nie na wyprowadzkę.

      co ciekawe, z zewnątrz wygląda to miejsce na brudne, ale Cruick wlazł do środka jednej chawiry - a tam : normalnie czysto i schludnie, że można jeść z podłogi. Małe pokoje, ale tubylcom za grzyba to nie przeszkadza, taka ich uroda, nie są małostkowi. Z uliczki, przechodząc, widać przez otwarte drzwi bawiące się razem dzieci, telewizory działające, z jakimiś bollywodami czy mtv akurat lecącymi, dorosłych w pracy albo rozmawiających sobie przy fajeczce czegoś pozytywnie nastrajającego, naturalne kobiety niepewnie puszczające uśmiechy do kamery. normalni ludzie, żadne szczury kanałowe.

      Dharavi ma też własną szkołę. Sąsiaduje ona z kościołem, właściwie mieszczą się w jednym dużym budynku, a oddziela je cienka ścianka i przechodzi się płynnie z jednego do drugiego. normalne, uśmiechnięte dzieci.

      Na zewnątrz rózne wysypiska, ale uliczki wewnątrz - naprawdę czyste. Ludzie uśmiechnięci, nikt nie poczytuje sobie mieszkania w tych slumsach za "porażkę życiową", "niespełnienie", albo cokolwiek takiego. ci ludzie lubią tam być, bardzo się identyfikują z tym miejscem, są dumni wręcz, że tam właśnie mieszkają i pracują. u nas mieszkanie w takich okolicy byłoby powodem do strzelenia samobója, bo na naszej-klasie nie dałoby się wstawić zdjęcia opasłego siermiężnego domostwa z krasnalami w ogródku i firankami z falbanami w oknach i bryką na podjeździe. a w tych slumsach ludzie są po prostu zadowoleni z tego, co mają, a do tego Dharavi jest prawdziwą oazą przedsiębiorczości, aktywności, tętni życiem i, jak mówi Cruick "niezwykłą energią", w którą wyposażają to miejsce sami mieszkańcy.

      obecnie Dharavi ma problem, bo władze Bombaju zasadzają się, żeby je zrównać z ziemią i postawić na ich miejscu nowoczesne apartamentowce. Ale, łatwo nie będzie, bo ta społeczność będzie swojej małej ojczyzny bronić do ostatka. good luck :]

      Co jeszcze... może to, że mister Cruickshank prezentował się jako bardzo otwarty, sympatyczny, bezpretensjonalny jegomość, przyjemnie było z nim obcować wirtualnie. No i bardzo dobra praca kamerzystów, montaż zrobiony zawodowo, bez jakichś zbyt długich albo niedokładnych ujęć, czy zbytecznych. na moje oko przynajmniej. No, w końcu to film dla BBC, a nie dla jakiejś stacji z bylekąd.

      • barbasia1 Re: architektoniczne przygody dana cruickshanka [ 07.12.10, 15:32
        O tak, zakomity dokument, zresztą z kilku odcinków się składający ! Oglądałam go wcale nie tak dawno o lepszej porze - w niedzielę rano (bo wczoraj to chyba po północy leciał o ile się nie mylę?) Tym bardziej cieszę się, Greku, że go tu opowiedziałeś, bo jednak wiele ciekawych szczegołów uciekło mi już z pamięci...

        [nie wiem, co tam palili, pan Cruick nie zdradził tego również
        > , ale same miny i oprzyrządowanie wystarczyły, żeby stwierdzić, iż produkcja i
        > konsumpcja stoją tam na wysokim poziomie zadowalającym najwybredniejszych

        chichichi :)))
        Greku, a nie palił pan Dan czasem fajki wodnej (za pomocą której pali się tytoń filtrowany przez wodę??), w krajach muzłumanskich dość często spotykana? :)

        • grek.grek Re: architektoniczne przygody dana cruickshanka [ 07.12.10, 15:47
          dobrze kojarzysz [ciekawe skąd, hehe ;) ] : on palił wodną, a reszta, tam po kątach... wyglądało na to, ze znacznie lepsze rzeczy ;]
          • barbasia1 Re: architektoniczne przygody dana cruickshanka [ 07.12.10, 16:44
            Naprawdę oglądałam ten dokument! :)

            >a reszta, tam po kątach... wyglądało na to, ze znacznie lepsze rzeczy ;]
            haha Moze, może. :)

            Aaaa, byłam w Turcji, ale nie paliłam fajki wodnej, czego teraz bardzo żałuję!
            Chyba jakoś specjalnie okazji nie było ...

            Mam sąsiada Araba, od lat namawiam go, żeby sprawił sobie fajkę wodną (żeby zamówił oryginalną u rodziny w Jemenie ), ale jakoś nie chce!? Może jak mu dzieci odrosną to sobie kupi!? :)
            • grek.grek Re: architektoniczne przygody dana cruickshanka [ 08.12.10, 12:59
              może kupi... czeka aż będzie mógł, jak równy z równymi, z dzieciakami kopcić :]
              • barbasia1 Re: architektoniczne przygody dana cruickshanka [ 08.12.10, 15:53
                To ja się wtedy wproszę na kopcenie z fajki, tak tylko na próbę, bo zwolenniczką tytoniu to ja nie jestem. ;))

      • barbasia1 Re: architektoniczne przygody dana cruickshanka [ 07.12.10, 16:21
        Też lubiłam słuchać Dana Cruickshanka, zawsze fascynująco i zawsze z dużym znawstwem opowiada o miejscach, które pokazuje.

        Greku! właśnie mi się przypomniało, że w slumy Dharavi są miejscem akcji oscarowego (nagrodzonego w czasie światowego kryzysu) "Slumdoga. Milionera z ulicy" Danny’ego Boyle’a! (nasze pierwsze wspólna forumowe obgadywanie Oscarów, pamiętasz? ;)
        Co więcej, dzieci grające w tym filmie pochodziły własnie z tych slumsów. Pamiętem, że dom jednej z dziweczynek, bohaterek filmu właśnie miał być zburzony, a twórcy filmu, po tym jak cały świat do nich o to zaaplował, mieli kupić rodzinie tej dziewczynki nowy dom... Właściwie nie wiem, jak się skończyła ta historia i gdzie mieszka teraz ta dziwqaczynka ...

        Włąsnie znalazłam nawet coś świeższego? na temat tych slumsów, z The Timesa, jeszcze sama tego nie czytałam, tylko przelaciałam wzrokiem pierwszą stronę, zdaję się jest to spojrzenie o wiele mniej optymistyczne od tego w dokumencie Cruickshanka, mówi również o ciemnch stonach tego miejsca :

        przewodnik.onet.pl/azja/indie/w-slumsach-bombaju,1,3295140,artykul.html
        Wiesz, podejrzewam, że pełna akceptacja takiej, a nie innej formy bytowania w slumsach Dahravi, ma ścisły związek z panującym w Indiach systemem kastowym, który raczej nie stwarza wielkich szans, zwłaszcza tym najbiedniejszym, z najniższych kast na wyrwanie się z biedy, na wielką zmianę losu, na polepszenie bytu.


        /Qrcze, coś mi dziś strasznie wolno lata komputer???/
        • grek.grek Re: architektoniczne przygody dana cruickshanka [ 08.12.10, 13:16
          dobrze wiedzieć :]

          a co do tego artykułu... podobne są tutaj obserwacje do tych Cruickowych - ubożuchność, ale za to jaka energia, przedsiębiorczość i aktywność.

          film pokazywał też smieci i tzw oznaki zabiedzenia, nie dawał obrazu wyidealizowanego. niemniej, Crucik właził z kamerą do srodka tych domków i manufaktur i naprawdę nie wiało smrodem i brudem z ekranu.

          spojrzenie ludzi Zachodu na slumsy może rózne. jedni rozumieją jego mieszkańców lepiej, inni gorzej. Gdzieś te śmieci musza wysypywac, a że jest tam ciasnota, domek na domku, to jasne, że nie da się zrobić składowiska odpadów 5 km od ostatniej chaty, tylko gdzieś pomiędzy domami. człowiek Zachodu, jak ten dziennikarz, może być "przygnębiony [z jednej strony]", bo to co widzi, warunki bytowe, dla niego osobiście, z jego subiektywnego punktu widzenia są marne i do niczego, bo on sam by nie umiał tak mieszkać i żyć. Jego opinia i nadszarpnięta wrażliwość estetyczna biorą się z tego, ze cały czas za układ odniesienia służy mu tzw. cywilizowany swiat, z którego tam przyjechał. i dlatego dokonuje oceny, dlatego mówi o "przygnębieniu". Nie umie zapomnieć o sobie i spojrzeć na rzecz całą tylko oczami mieszkańców, poczuć się nimi. niby sporo mówi o szczęsliwości jaka panuje w Dharavi, ale to nie jest szczęsliwość przez niego rozumiana, takie odnoszę wrażenie. Relacjonuje on przekonania i stan ducha mieszkańców, ale sam ich nie czuje, bo filtruje je przez własne wrażenia człowieka Zachodu, co zawitał na zad,pie i stara się urzędowo uśmiechać, a w głowie ma tylko "jezu, co za bajzel, jak tu można w ogóle oddychać..." :]

          Cruick jest dla mnie znacznie wiarygodniejszy, bo nie przemawia jak Westman, tylko wykazuje całkowitą otwartość, nie mówi o reakcjach swego zmysłu powonienia, tylko próbuje się poczuć jak Dharavita i chwilę patrzeć na te slumsy ich oczyma.
          • barbasia1 Re: architektoniczne przygody dana cruickshanka [ 08.12.10, 17:20
            > Cruick jest dla mnie znacznie wiarygodniejszy, [...] tylko wykazuje całkowitą otwartość, nie >mówi o reakcjach swego zmysłu powonienia, tylko próbuje się poczuć jak Dharavita i chwilę >patrzeć na te slumsy ich oczyma.

            Tak, bardzo cenna jest tu ta perspektywa oglądu sprawy, która bez wątpienia wynika ze zdolności empatii Dana Cruickshanka.

            Myślę, że każdy dobry poróżnik, dokumentalista, repoter, każdy, kto chce poznawać ludzi, inne kultury, kraje, obyczaje i potem o nich pisać, opowiadać powienien mieć w sobie silnie rozwiniętą zdolność empatii.

            Empatia cenna jest i na codzień w życiu,
            niestety coraz rzadziej można się z nią spotkać, mam wrażenie. :)

            • grek.grek Re: architektoniczne przygody dana cruickshanka [ 09.12.10, 14:15
              u Cruicka empatia, dodatkowo, idzie w parze z autentyczną ciekawością. taką, powiedziałbym, dziecinną, czyli - najlepszą z możliwych. Zdrową :]
              • barbasia1 Re: architektoniczne przygody dana cruickshanka [ 10.12.10, 12:14
                grek.grek napisał:

                > u Cruicka empatia, dodatkowo, idzie w parze z autentyczną ciekawością. taką, po
                > wiedziałbym, dziecinną, czyli - najlepszą z możliwych. Zdrową :]

                To prawda. :)
    • grek.grek tvp[owtórka] i nic poza tym 09.12.10, 15:29
      "dzikośc serca" w tvp 2 - druga albo trzecia powtórka... znów o porze nietoperzowej. istnienie granicy bezczelności tvp jest jak yeti... niby ktoś widział, ale dowodów na to nie ma. ile można powtarzać to samo ?

      w niedzielę 3 powtórki jedna po drugiej, w poniedziałek powtórka Scarface, wczoraj po raz enty "first blood" vel Rambo... dobre filmy, ale ile razy można ? pewnie kupują je w pakiecie kilkuemisyjnym - "dobry" dil, jak kto lubi dziadować... za 3 emisje płacą schodkowo coraz mniej - w sumie pokazanie 3 razy tego samego filmu wychodzi ze 30-40 % taniej niż pokazanie 3 róznych. taka taktyka. a widz zeżre, bo nie świnia przecież...

      ... i dlatego dzisiaj znów powtórka. poza tym, taniocha serialowa albo filmiki klasy G, których się raczej nie ogląda bez lufy pistoletu przystawionej do skroni albo w przypadku bycia złożonym do łoża grypą.

      Żałosne. Ile można oszczędzać ?

      www.strzembosz.pl/artykul04.htm - tak dla zobrazowania, ze są jeszcze tacy, których to obchodzi, co tvp wyczynia.

      polsat nie powala, tvn daje ramoty czyli dr.House rządzi ;]
      • barbasia1 Re: tvp[owtórka] i nic poza tym 09.12.10, 16:20
        Greku, powiem Ci, że ja wczoraj po raz pierwszy (niestety nie od początku) obejrzałam "Rambo. Pierwszą krew"! (Niezły poślizg, co!? ;)
        Przydała się na coś akurat ta powtórka! ;)

        No właśnie nie ma co oglądać, ani nawet zamawić u Ciebie ostatnio spojlerów filmów puszczanych nocną porą! Straszna, straszna mizeria w tej telewizji publicznej ostatnio, a i w TVN i Polsacie nie lepiej!?? Chcą nas odzwyczaić od oglądania telewizji, czy co???
        • ewa9717 Re: tvp[owtórka] i nic poza tym 09.12.10, 17:29
          No to razem zaliczyłyśmy pelny debiut, bo ja tego "Rambo" też pierwszy raz, ale nie do końca ;)
          • barbasia1 Re: tvp[owtórka] i nic poza tym 10.12.10, 12:07
            ewa9717 napisała:

            > No to razem zaliczyłyśmy pelny debiut, bo ja tego "Rambo" też pierwszy raz, ale
            > nie do końca ;)

            A to dobre! :))))
            W razie czego służę dopowiedzeniem zakończenia!!!

            PS Z Ewami zawsze mi się dobrze współpracowało! :)
            • barbasia1 Re: tvp[owtórka] i nic poza tym 10.12.10, 12:15
              > W razie czego służę dopowiedzeniem zakończenia!!!

              Tylko później!
          • grek.grek "first blood" raz jeszcze; coś na dziś ? 10.12.10, 13:46
            jak się Wam zatem ów "rambo" podobał, jak [i czy w ogóle ?] kupiłyście te podteksty, które - przynajmniej tak mnie się zdawało i zdaje - są w tym filmie eksploatowane ?

            btw, w powieści davida Morella "first blood", która oczywiście - wiedziony sympatią dla filmu - pogalopowałem zakupić, kiedy tylko pojawiła się w księgarni, a potem zgubiłem gdzieś i jakbym nawet chciał, to nie mam możliwości sobie przypomnieć - john Rambo umiera. W filmowym światku jednak go ocalono, żeby można było dokręcać, bardzo chybione, marnie zrobione i jeszcze bardziej zbyteczne, sequele.

            dzisiaj znowu powtórka - tym razem "Wyspa" w tvn, po raz 4 albo 5 w ciągu ostatniego roku/półtora[ej]... też pewnie biorą filmy z opcją kilkukrotnego wyświetlania z rabatem na każde kolejne puszczenie. ale dziadostwo :]

            • barbasia1 Re: "first blood" raz jeszcze; coś na dziś ? 11.12.10, 17:19
              Muszę Ci powiedzieć, Greku, że bardzo mi się podbał "Rambo"! Byłam mile zaskoczona. Doobejrzę dziś początek i jutro napiszę więcej. :)
    • grek.grek coś na dziś ? 11.12.10, 13:51
      "choć goni nas czas", to na TVN dają, o 20:35 - dwóch starszych facetów ma raka [każdy własnego] i zostaje im pół roku życia [każdemu po pół] - w obliczu końca postanawiają robić to wszystko, czego wczesniej nie udało im się zrobić, czy to ze strachu, czy z braku kasy, czy z z powodu norm obyczajowych. brzmi dobrze. w rolach głównych Nicholson i freeman - czyli, nic tylko oglądać :]

      tvp.
      w jedynce "szybcy i wściekli", czyli typowy przejaw skomercjalizowania się publicznych mediów. skomercjalizowania się w słabym guście, w dodatku.
      potem, 22:15 - "uwikłany". kiedyś chyba widziałem, w każdym razie pamiętam ten motyw : w celu siedzi więziennej siedzi dwóch gości, jeden koresponduje z dziewczyną - ten co koresponduje umiera, a ten drugi wychodzi z puszki i się z tą dziewczyną spotyka. rzecz cała prowadzić ma do kryminalnych komplikacji. coś pamiętam, coś mi się tam dzwoni w uszach... oglądaliście też ? ;]

      dwójka.
      "powódz", 22:25. oglądałem, bez wrażeń jakichkolwiek :]
      "samowolka", 1:55, a to jest must-see, ale o tej porze, to oglądalność filmu puszczanego o takiej godzinie służy ma TVP wyłącznie w celu uargumentowania tezy, ze na ambitniejsze niż "austin powers i złoty członek" kino nie ma amatorów, co uzasadnia jego brak lub późną emisję.
      idiotyzm.

      polsat.
      20:00 Gliniarz z bevelry hills 2, dobry. nie tak dobry jak oryginał, ale to jeden z 5 % grupki sequeli znanych pierwowzorów, które się bronią. jak tylko wszedłem w posiadanie video, jako szczyl, jedną z pierwszych taśm, które kupiłem na targu zwanym bazarem, była właśnie ta z "gliniarzem 1 & 2", więc, kruca, oglądałem nonstop. hehe. polecam bardzo.

      22:15, Numer stulecia. tego nie znam. znacie ? o złodziejaszkach niby, którzy chcą puknąć kogoś, czy coś..., na grubszy szmal, "żądło"-like ? "oceans"-like ? ...-like what ? ;]
      • maniaczytania Re: coś na dziś ? 11.12.10, 15:29
        grek.grek napisał:

        > 22:15, Numer stulecia. tego nie znam. znacie ? o złodziejaszkach niby, którzy c
        > hcą puknąć kogoś, czy coś..., na grubszy szmal, "żądło"-like ? "oceans"-like ?
        > ...-like what ? ;]

        Hmm, ani "zadlo-like", ani "ocean's - like", bardziej moze cos jak "Quiz Show- like"?
        Chodzi o to, ze Travolta ze swoja laska chca ograc takiego ichniejszego Totalizatora i oszukuja na wadze kulek do losowania. Nie pamietam dokladnie, ale chyba fajny.
        • grek.grek Re: coś na dziś ? 12.12.10, 13:24
          kurdesz, no nie udało mi się obejrzeć... może powtórka niebawem się trafi jakaś...
      • barbasia1 Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 11.12.10, 16:18
        "Choć goni nas czas" - Masz rację na Nicholsona, a i na Freemana można patrzeć bez końca i bez obrzydzenia nawe jak grają emerytów, co są trzy ćwierci od śmierci. ;)
        Mignęła mi zapowiedź w TVN , wczoraj czy przedwczoraj, nawet zamierzałam, na to rzucić okiem.

        " Numer stulecia" po tym co dopowiedziała tu Mania film zapowiada się nad wyraz ciekawie.
        I może jakaś podpowiedź, jak wygrać w totka, się znajdzie!? ;)

        "Gliniarza z Bevelry Hills" 2 oglądałam, dawo temu, w telewizji, więc
        niestety równie ładnym wspomnieniem jak to Twoje z dawnych czasów, kiedy to taśmy wideo (wtedy - video) z hiciorami filmowymi kupowało się na bazarach nie mogę się pochwalić. :)

        A taśmę z "Rambo" też miałeś?

        Na temat "Uwikłanego" niestety nic nie wiem ...
        • grek.grek Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 13:31
          no i - rzuciłaś okiem ? :] [ja sobie skrupulatnie nagrałem, póki co]

          "rambo" nie miałem na tasmie :] jakoś dostać nie mogłem, ale za to miałem wszystkie filmy z Arnim ;]] takie to były czasy, taki wiek, takie dziecięctwo ;]

          a ja sobie jednym okiem i trzema-czwartymi drugiego popatrzyłem na "heraklesa" w jedynce, serial to jest na podst. mitów greckich ofk, była to 2 część, na etapie tzw 12 prac, a dokładniej - pierwszej szóstki; niezłe efekty, ciekawe interpretacje samych mitologicznych opowieści, tylko herakles jakiś taki za bardzo jak "agent tomek" ;]
          • pepsic Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 14:12
            Ja mało ambitnie postawiłam na Miss Polonia. Wygrała najładniejsza moim zdaniem dziewczyna (Rozalia Mankiewicz). Myślę, że ze swoją słowiańską urodą ma szansę zaistnieć w Miss Universum. Ale i druga wicemiss (też blondynka) również zasłużenie znalazła się w ścisłym finale. Natomiast sam program i oprawa to wielka i skandaliczna żenada do kwadratu z nieudolnymi, nienaturalnymi i potykającymi się prowadzącymi (Szulim i Miecznikowski). Ale to nic, wszystkich przebił niejaki zespół Video, którego solista zdaje się cierpi na jakąś chorobę skórną (ciągle się biedak drapał i poprawiał w rejonie nie powiem jakich miejsc), przez kurtuazję nie wspomnę o poziomie wykonywanej piosenki rzecz jasna w playbacku. Prowadzącej nie spodobała się wprawdzie etola z lisa na jego szyi, ale z wyrozumiałością usprawiedliwiła, że rockmani (cóż za zuchwała profanacja i nadużycie!!!) tak mają.
            To było straszne przeżycie, ale dotrwałam.
            • barbasia1 Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 14:37
              pepsic napisała:
              > To było straszne przeżycie, ale dotrwałam.

              :)))
              Ale żeby tak się torturować, Pepsic! ;)

              A ja się wczoraj zastanawiałam, czy kogoś jeszcze w ogóle interesują wybory miss, czy ktoś to ogląda!?
              • pepsic Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 14:50
                Od czasu do czasu do czasu dobrze się pokatować; usprawiedliwienie poniżej.
                ;)
                • barbasia1 Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 15:40
                  Ha, ha! Aaaa to teraz rozumiem! ;) Czasem też miewam takie afilmowe dni. :)
                  • pepsic Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 16:59
                    Wbrew pozorom zdarza mi się wcale nie tak rzadko, ale i tak udało mi się obejrzeć niezłe dwa filmy w zeszłym tygodniu:
                    Czeskie "Sekrety" (dla kobiet i z pewnością przez kobiety zrobione, z doskonałym wyczuciem i znajomością rzeczy) oraz irański "Co wiesz o Elly" - nominowany do Oskara, podobnie z tematyką kobiecą , tu sposobem traktowania przez mężczyzn, choć jest to powiedziane nie nachalnie, poprzez tragedię.
                    • barbasia1 Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 20:22
                      Te Twoje króciutkie opisy filmów brzmią naprawdę szalenie zachęcająco! Pewnie te filmy leciały na Ale Kino, albo na Kulturze!? Zazdroszczę! :)
                      • pepsic Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 13.12.10, 20:04
                        Nie mylisz się Barbasiu.
          • barbasia1 Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 14:27
            grek.grek napisał:

            > no i - rzuciłaś okiem ? :] [ja sobie skrupulatnie nagrałem, póki co]

            Owszem, rzuciłam okiem , a nawet zwiesiłam oko na dłużej (do końca filmu :) na Freemanie i Nicholsonie. Zaraz napiszę dwa słowa o filmie ...

            >tylko herakles jakiś taki za bardzo jak "agent tomek" ;]

            Ha, ha! :)))))))))))
            Ojej, to rzeczywiscie musiał być koszmarny! :)
            Strasznie późno , widzę, dali tego Heraklesa!??




            • pepsic Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 14:47
              Zaczęłam oglądać (do skoków spadochronowych), ale jakoś się nie wciągnęłam, a że nie miałam dnia filmowego, więc z uległością (tak,tak), zgodziłam się na wybory miss. Ale i tak z chęcią poczekam na Twoje dwa słowa:)
              • barbasia1 A w niedzielę wieczorem, 12.12.10, 16:15
                Grek nic nam dziś nie poleca, nie podpowiada, co oglądać , to może dla odmiany ja coś zapowiem, a konkretnie powtórkę adaptacji słynnego czytadła "Samotność w sieci" o 20.20.
                Kolejna moja zaległość, może jutro postaram się coś napisać na temat tego filmu. Dziś powiem tylko, że polecam go umiarkowanie. Film ten podzielono na dwie części, ale dziś, jak widzę, pokazane zostaną obie części, jedna po drugiej. Więc kto jeszcze nie widział, niech przygotuje się na 3 godzinny seans.

                O 1.35 (czyli tylko dla posiadaczy nagrywarek i wideo) także w TVP1 "Herbatka z Mussolinim" Franka Zeffirellego. Film oparty jest na wspomnieniach z dzieciństwa tego słynnego włoskiego reżysera...

                Greku, jeśli czytasz ten post, jeszcze przed emisją filmu Zeffirellego, nagraj go, proszę , oczywiscie, jeśli możesz i nie masz innych planów nagraniowych! Może być ciekawy!? :)


                Za moment pojawi się mój post na temat "Choć goni nas czas"!!!
                Mnie w sumie też aż tak bardzo nie porwał ten film... cdn.
                • pepsic Re: A w niedzielę wieczorem, 12.12.10, 16:47
                  Dla mnie "Samotność" nadaje się tylko do skreślenia (jak zapewne Barbasiu pamiętasz) i stwierdzam to ze smutkiem, jako że dawał spore nadzieje.
                  Nie dziwię się, że Grek nic nie reklamuje, bo i u mnie kompletna bryndza. Jedyna pozycja, która wydaje się być godna zainteresowania (poza Mussolinim) to francuska "Cena pożądania" na Polsacie, ale pora 00.00 - nierealna. Wcale niewykluczone, że znam.
                  • grek.grek cena pożądania, omt 13.12.10, 12:26
                    a to Cię zaskoczę ;] - był ten film i spróbowałem go opisać nawet, może Ci się przypomni coś...

                    forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98921297,Re_Ojej_co_tu_wybrac_cz_2.html
                    • pepsic Re: cena pożądania, omt 13.12.10, 19:44
                      A tak, Alzheimer górą, a próba udana, skoro twoje opowiadanie wzięłam za swoje oglądanie:))
                      Omt? - aż się boję spytać:)
                      • grek.grek Re: cena pożądania, omt 14.12.10, 13:00
                        haha :]

                        "omt" - one more time :]
                • grek.grek Re: A w niedzielę wieczorem, 13.12.10, 12:20
                  niestety, wylogowałem się wczoraj wcześniej, i "herbatka" przepadła... ale, może się powtórka nadarzy i wtedy nadrobię/my tę zaległość :]

                  za to nagrałem "po drugiej stronie lustra", adaptację drugiej częsci "alicji" - streszczać raczej nie będę, pełno tego stuffu lata po necie, hehe, ale pozwolę sobie napisać ze dwa słowa, jak, wg mnie, to przeniesienie na ekran się udało, albo nie-udało.
                  • barbasia1 Re: A w niedzielę wieczorem, 13.12.10, 14:39
                    Nie ma problemu, zaczekamy do następnej powtórki.


                    Świetnie, czekamy, to będzie dobry materiał do porównań przy omawianiu innych adaptacji Alicji! :)

            • pepsic Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 16:04
              A propos agenta Tomka. Wszyscy wyśmiewają i niedoceniają, chyba niesprawiedliwe. Przecież w służbach specjalnych nie siedzą idioci, dobrze wiedzą, że kobietom (niektórym) podobają się obwieszeni złotem wieśniacy, którzy nieatrakcyjnej i nienajmłodszej blondynie potrafią wmówić, że jest długonogą super laską. Dziwi mnie tylko, że i druga dała się złapać na jego lep.
              Ps. Z wyglądu całkiem bym go nie skreśliła, a co. I jeszcze to porsche;)
              • barbasia1 Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 12.12.10, 16:34
                > e. Przecież w służbach specjalnych nie siedzą idioci, dobrze wiedzą, że kobieto
                > m (niektórym) podobają się obwieszeni złotem wieśniacy, którzy nieatrakcyjnej
                > i nienajmłodszej blondynie potrafią wmówić, że jest długonogą super laską

                Tu masz rację, zgadzam się.

                Przy czym, teraz jak tak poznajemy coraz więcej szczegółów, zaczynam watpić w romans i w to, że one zostały uwiedzione. Jestem skłonna uwierzyć agentowi Tomkowi, że obie babki (Sawicka i Marczuk) leciały wyłącznie na kasę, na wizję "kręcenia lodów", które miały nadzieję uskutecznić za jego pośrednictem.



                • barbasia1 Druga część filmu "Jeniec" dziś, teraz w TVN 12.12.10, 20:14
                  właśnie mi się przypomniało,
                  więc przypominam Wam,Tobie Greku, telepatycznie! ;)

                  obiecane ciągi dalsze nastąpią ... :)




              • grek.grek Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 13.12.10, 12:22
                hehe, tak właśnie jest - gros komentujących nie umie oddzielić jego wizerunku operacyjnego od prywatnego, aczkolwiek w mediach się chłopina sprzedaje też raczej mało finezyjnie i prezentuje typ może nie "obwieszony złotem", ale taki jakiś wypacykowany i metroseksualny nieco.
                • pepsic Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 13.12.10, 20:20
                  No przecież musi dorobić do nędznej emerytury.
              • barbasia1 Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 14.12.10, 14:39
                pepsic napisała:

                > A propos agenta Tomka. Wszyscy wyśmiewają i niedoceniają, chyba niesprawiedliwe

                Podejrzewam, że ten śmiech jest w dużej mierze jest wynikiem rozminięcia się z oczekiwaniami oraz wyobraniami na temat wyglądu owego uwodzicieskiego, przed długi czas tajemniczego a g e n t a rodzimych służb specjalnych, uksztalowanymi w masowej wyobraźni pod wpływem kina, filmów w pierwszej kolejnosci tych o najsłynniejszym agencie 007, o bardzo męskim wyglądzie i męskiej twarzy Seana Connery'ego, Pierca Brosnana, czy innych (oczywiscie Agent 007 to nie jedyny znany, lubioany filmowy agent).

                Nasz agent Tomek, jak się okazało po ujawnieniu jego wizerunku, bardziej przypomina wyglądem latynoskiego kochanka z dyskoteki w remizie strażackiej niż ktoreś ze znaych męskich wcieleń 007, stąd myślę, ten śmiech i lekceważenie, niedowierzanie, że ktoś taki mógł u w i e ś ć posłankę ze swiecznika, czy celebrytkę ...

                > Ps. Z wyglądu całkiem bym go nie skreśliła, a co.

                Racja, racja! Nie skreślam go całkowice!


                > Ps. Z wyglądu całkiem bym go nie skreśliła, a co. I jeszcze to porsche;)
                • pepsic Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 14.12.10, 15:04
                  Wizerunek ten stworzono bądź wykorzystano, bo takie było zapotrzebowanie.
                  Ps. Barbasiu, byłaś może na forum Faceci z Egiptu? Młode, wykształcone kobiety dosłownie głupieją od jednego maila, czy sms-a gościa z obsługi i bez zmrużenia oka kupują każdą bajkę choćby najbardziej nieprawdopodobną.
                  • barbasia1 Re: coś na dziś? dziś jakiś wybór jest! 15.12.10, 17:19
                    >Wizerunek ten stworzono bądź wykorzystano, bo takie było zapotrzebowanie.

                    Pewnie, tak, ale to już zupełnie inna kwestia.

                    Zresztą zauważ, że w przypadku agenta Tomka nie tylko jego wygląd jest istotny, ale również, a może przede wszytskim fakt, że był on/ stwarzał wrażenie zamożnego człowieka, w dodatku zainteresowanego efektywnym inwestowaniem, pomnażaniem majątku ...

                    Tak, byłam raz na tym forum, to prawda, co piszesz ...
                    Trudno zrozumieć postępowanie niektórych kobiet!
    • grek.grek "choć goni nas czas", potokujmy o tym filmie, 13.12.10, 12:54
      obejrzałem sobie i naprawdę z wielką życzliwością muszę podsumować.

      bezpretensjonalny i zaskakująco mądry film w znaczeniu głębi wzruszeń i prawdy prostych słówm i wydawałoby się zgranych komunałów o "dobrym życiu", które - imo - tutaj brzmiały bardzo świeżo, na miarę swojej uniwersalnej, niezbywalnej prawdy i słuszności zresztą; zgrabnie napisany i trzymający się scenariuszowo kupy, w dodatku. o rolach Nicholsona i freemana wiele pisać cchyba nie trzeba, obaj sprawiali przyjemność samą swoją obecnością, zostali obsadzeni po warunkach [bohater jacka jest wybuchowy, niepokorny, histeryczny trochę, freemanowski w kontraście do niego : stonowany, ciepły, wyluzowany], wyglądało to trochę na fajne spotkanie na planie i niewymuszoną gierkę w przerwie między innymi projektami - i jak wszystko, co w takich okolicznościach się dzieje, wypadło sympatycznie i szczerze, wg mnie.

      w jakiejś zajawce czytam, że to "film o umieraniu", umieraniu - fajnym i godnym, ale jednak...
      A ja inaczej go odebrałem - jako film nie o tym, jak należy umierać, ale o tym, jak nalezy żyć, żeby przed śmiercią nie dostać nagle wyrzutów, ze się życie spartoliło; kolejna wariacja w temacie carpe diem, czyli nie odmawiaj sobie niczego i nie czekaj aż cię śmierć wyprzedzi w twoich zamiarach, żebyś nie załował ani jednego dnia z tych, które ci zostały podarowane. nie było to tak ambitne i brawurowe, jak równie prosty i równie mądry, "stowarzyszenie umarłych poetów" i życiówki robina williamsa nikt nie przebił, bo i to trudne to bardzo, ale i tak przekaz został wyraziście sformułowany i podany w gustownej oprawie [te zdjęcia... może i pocztówkowe i efekciarskie, ale przecież jakie czyste i nascycone kolorami]

      amerykanie mają prostą receptę w takich sytuacjach : rób film tak, żeby nawet 10-letni murzyński analfabeta go zrozumiał. i tutaj wszystko jest zrozumiałe, proste, bez komplikacji nadmiernych, wszystko się rozwiązuje, ale jak... kiedy Jack wreszcie decyduje się odwiedzić córkę i całuje swoją wnuczkę odkreśla na liście postanowień punkt "pocałować najpiękniejszą dziewczynę na świecie" - czy się da powstrzymać uśmiech w takim momencie ? proste ? proste, ale jak wymowne przecież :]

      nie znam się na stanach chorobowych, trochę więc zgrzytało, ze nagle dwaj starsi panowie czują się tak znakomicie, w tym samym momencie ;], żeby odbywać dalekie podróże i szaleć w wyścigowych samochodach, ale nie chcę się czepiać. tutaj miała triumfować prawda serca, a nie rozumu, czy jakiegoś śmiertelnie poważnego realizmu, zresztą na niego czas przyszedł później, a i pierwsze pół godziny to też jego przewaga. marzenia mieli niewygórowane, a może raczej - nieprzekombinowane : skok ze spadochronem, wyścig samochodowy, safari, wejście na jakąś górę, piramidy itp., a i tak najważniejsze było pojednanie z bliskimi, żonami, córkami, powrót na łono familijne. trochę niewyraźnie wypadła historia konfliktu Jacka z córką, w sumie nie było w tej opowieści nic, co by usprawiedliwiało aż tak zacięte i długoletnie milczenie, ale... czepiać się chyba nie ma potrzeby ;]

      mnie się podobał. tym bardziej, że go sobie nagrałem jak leciał z piątku na sobotę w nocy i TVN nie przerwał projekszyn ani jedną reklamą :]]
      • barbasia1 Re: "choć goni nas czas", potokujmy o tym filmie, 13.12.10, 14:24
        O! Grek mnie wyręczył! I dobrze, bo dobrze napisał, o wiele ładniej niż ja bym to zrobiła. :)

        • grek.grek Re: "choć goni nas czas", potokujmy o tym filmie, 13.12.10, 15:03
          moja intencja była taka że te parę słów będzie tylko przystawką przed daniem głównym, które Ty zaserwujesz... :]
          • barbasia1 Re: "choć goni nas czas", potokujmy o tym filmie, 13.12.10, 15:24
            :)))
            Greku, ale mnie się tak spodobało, to co napisałeś o tym filmie (a i sam film teraz jakby bardziej mi przypadł do gustu! ;), że pomyślalam sobie, że może lepiej nic już nie dodawać, nie psuć tego w sumie ładnego obrazka!??

            Ale daj mi chwilę czasu, bo do "Rambo" polecialam teraz myślą!

            PS W tej sytuacji to Ty, a w zasadzie Twój post pełni zaszczytną funkcję dania głównego, a moja ewentualna wypowiedż będzie przystawką, albo może deserem? ;)


            • grek.grek Re: "choć goni nas czas", potokujmy o tym filmie, 13.12.10, 15:47
              haha :] orajt. ale obiecaj, ze jak przyjdzie Ci coś do głowy, to napiszesz i nie będziesz wspominać o jakiejś "przystawce" :]

              dobra jest. ciekawem co sądzisz o "first blood", to trochę taka, idąc tropem podziałów uznanych,"męska lektura", więc tym bardziej, aczkolwiek abstrahując od uznanych podziałów... płeć gustów i zapatrywań przecież w żaden sposób nie determinuje... :]

              • barbasia1 Re: "choć goni nas czas", potokujmy o tym filmie, 13.12.10, 17:54
                grek.grek napisał:

                > haha :] orajt. ale obiecaj, ze jak przyjdzie Ci coś do głowy, to napiszesz i ni
                > e będziesz wspominać o jakiejś "przystawce" :]

                hahaha :)
                Twoją czy koleżanek naszych forumowych przystawką mogę być, z przyjemnoscią i bez problemu. ;))

                cdn. wieczorową porą ...
    • grek.grek poniedziałek bez hitów 13.12.10, 15:42
      polsat daje "dzień niepodległości", pod względem efektów specjalnych [statek kosmiczny, niszczenie róznych budynków wiązkami laserowymi itp] oczywiście cud i miód, fajnie się to ogląda, ale poza tym... miałkie toto bardzo. jak to u Emmericha, wysoki budżet, kasa dla gwiazdorów popularnych, na komputerowe popisy, a reszta na kolanie, a w tej reszcie hamerykański patriopatos, uproszczone do bólu paznokci dialogi i w najtańszym wydaniu propaganda czułostek. co mniej podatnego na takie chwyty widza, przynajmniej mnie, przed ekranem trzyma głównie chęc zobaczenia jakiegoś kolejnego efektownego ujęcia katastroficzno-destrukcyjnego, a że nie wiadomo, w którym momencie takowe nastąpi, to się siedzi i to znosi :]
      tak miałem z "dniem", tak miałem z "pojutrze", tak pewnie będę miał z "2012", bo i to niechybnie na ekranie telewizyjnym się musi pokazać w końcu :] - dobra informacja jest taka, ze to danie jednorazowego spożycia.

      "el mariachi" meksykański pierwowzór "desperado", wg mnie, nie tak dobry, jak wersja z banderasem i hayek, ale kto nie oglądał - ma okazję się podciągnąć ;]

      tvp 2 daje kolejną wędrówkę architektoniczną podróżnika Cruickshanka, o wdzięcznej godzinie 1:45, ale tam mózgi już dawno są wydrenowane, więc niczego lepszego spodziewać się nie można było. tytuł serii w której ukazują się te filmy brzmi "czy świat oszalał ?", bardzo adekwatne, bardzo... ktoś tu ewidentnie oszalał, ale może niekoniecznie od razu cały świat, moze tylko niektórzy telewizyjni decydenci.
      dla przykładu : 20:10 barwy szczęścia, 20:45-21:50 m jak miłość i kulisy m jak miłość, 100 minut jak psu w d,pę. w NORMALNEJ telewizji publicznej można by zmieścić ze 3 podróżne Cruickshanka, albo jeden klasowy film.

      tvp 1 - stary wycieruch "ostatni prom", boć przeca dzisiaj rocznica stanu wojennego. zauważyliście, ze w narodzie oceny tej sytuacji sprzed 30 lat rozkładają się 50 na 50, ew z wahnięciem w stronę poparcia dla niej, a w mediach właściwie ani nie ma głosów ludzi, którzy by reprezentowali większość, czy chociaż równą połowę, ani żadnej dyskusji, w której stanęliby naprzeciw siebie zwolennicy i przeciwnicy ? jest tylko jedna strona medalu oklepywana. można by odnieść wrażenie, że 99 % to przeciwnicy, a 1 %, to wyłącznie niezbędny margines ?

      zostaje w tych wszystkich telewizorniach L jak Lis na żywo :]
      • barbasia1 Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedom 13.12.10, 17:43
        Podpisuje się pod komentarzem do filmu "Dzień Niepodległości"...

        A środę o 3.05 w nocy (to dopiero szaleństwo!) film biograficzny "Klimt", z Johnem M a l k o v ic h e m w roli słynego malarza Gustawa Klimta, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli secesji. Czy tego typu film, wpisujący się przecież doskonale tematyką w idee misyjnosci, której tak hołduje TVP, w dodatku całkiem nowy, bo z 2006 roku, nie powien być emitowany o jakiejś normalnej, ludzkiej porze, tak aby ludzie zaintereswani mogli obejrzeć!? Zwłaszcza, że ten film pokazywany jest chyba po raz pierwszy w publicznej telewizji! Nie przypominam sobie , żeby był w ramówce już kiedyś wczesniej!? Ech, szkoda gadać!

        Greku, czy mogę Cię prosić o nagranie tego filmu, no i później w wolnej chwili opowiedzenie go!?
        Niewiele wiem na temat życia Klimta, choć przecież znam, podziwiam jego fascynujące, oszłamiające ekspresyjną kolorystyką, dekoracyjnością malarstwo (mam nawet maly album), niewykłe, pełne zmysłowości portrety kobiet, które można podziwiać na tej świetnej stronie:

        www.iklimt.com/
        Mówię już o tym filmie dzisiaj, żeby potem nie zapomnieć...

        Będziesz nagrywał Cruickshanka? Jak coś wypatrzysz ciekawego, to napisz. Za chińskiego boga nie mogę sobie przypomnieć, o czym opowiadał Criuck w tym odcinku (dzis odcinek pt. "Władza")..!?

        A tak, dziś historyczna data może dlatego nieprzypadkiem w TVN o 22.35 "Beats OF Freedom - Zew wolności", film dokumentalny o historii polskiego rocka...

        Mam wrażenie, że wszytscy, którzy próbują, już nawet nie pozytywnie, ale z odrobiną zrozumienia podchodzić do kwestii stanu wojennego narażają się zaraz na ciężkie oskarżenie o zdradę narodową, a w najlepszym przypadku o schizofrenię jakąś. Aż strach dyskutować! ;)

        :)
        • pepsic Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 13.12.10, 19:27
          Jak to? W kwestii stanu wojennego to ja jestem w mniejszości i to ja jestem atakowana. Przynajmniej takie mam odczucia, nie tylko wirtualne. Przypomnijcie sobie, jak niedawno broniono generała po udziale w posiedzeniu RBN.
          • grek.grek Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 14.12.10, 13:10
            no coś Ty ? :] mam inne odczucia trochę, tak słucham, czytam te media i oprócz nowych badań, wg których stosunek pro do anty wynosi 41-30 [reszta nie ma zdania], nie doszperałem się niczego, co by było na korzyść stanu, nawet uczciwej próby ogarnięcia sytuacji ówczesnej :]

            imo, po rbn broniono raczej decyzji komorowskiego :]

            stan wojenny ciągle waży politycznie, życiorysowo, etosowo dla zbyt wielu ludzi, którzy poza swoją pseudomartyrologią polegającą na graniu w ping ponga, wygrzewaniu się na piecu i paleniu fajek kartonami podczas tzw. internowania, nie mają nic do zaoferowania ludziom dziś i na przyszłość i uzurpują sobie wyższe prawo moralne do posiadania racji i władzy przez sam fakt bycia po "drugiej stronie barykady".
            • pepsic Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 14.12.10, 14:27
              Mnie właśnie zastanawia te 40% w świetle oczywistych faktów potwierdzonych przez historyków, a brak publikacji na korzyść stanu wojennego może świadczyć o braku argumentów. Moim zdaniem spór jest wciąż podgrzewany poprzez postawę samego generała, a nie b. solidarnościowców, którym się nie udało. Przecież nie chodzi o to, aby tego starego człowieka zamykać go w więzieniu, ale by przyznał wreszcie, że popełnił zdradę wobec narodu, a nie dopisywał ideologii męczeńskiej.
              Ps. Masz trochę racji, przejrzałam dzisiaj na forach wypowiedzi dot. stanu wojennego, poza bojówkarskim przeważają głosy krytyczne wobec generała. Podobno nawet pod okna w tym roku nie przyszli zwolennicy.
              Stając po stronie decyzji Komorowskiego pośrednio umniejszono i wybielono rolę Jaruzelskiego i przy okazji zrobiono z neigo znawcę Rosji, tyle że pomylono obecną z sowiecką. Chociaż Tusk minę miał niemrawą.
              • grek.grek Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 14.12.10, 15:38
                problem w tym, ze wiążących dokumentów pewnie nigdy nie będzie, bo na Kremlu decyzje podejmowała garstka osób i bez ich utrwalania w papierach.

                mnie bawi to, że wyskakują co i rusz jacyś mędrcy i mówią "są dokumenty ! są dokumenty, że rosjanie nie chcieli wejść !" - pomijam już, że wchodzić nie musieli, bo wystarczyłoby im uruchomić 300 tys sołdatów, co w Polsce stancjonowali, a nrd-owskie czołgi się grzały już przy granicy, na co są akurat dokumenty i zeznania - pomijam to... pytanie jest inne - co z tej wiedzy mamy dzisiaj ? Jaruzelski musiał podejmować decyzję WTEDY. nie miał do dyspozycji żadnych dokumentów z Kremla, żadnej pewności, ze cokolwiek do niego dociera jest prawdą, albo ma choć cień uzasadnienia, wiedział co się stało w 68, co było w CSRS i na węgrzech, znał metody radzieckie znakomicie i rozumiał, że nie będą go ostrzegać, bo złodziej nigdy nie ostrzega właściciela, że zamierza go okraść. musiał działać, w takich okolicznościach, pod najgorszy możliwy scenariusz. to była jedyna sensowna logika. i zgodnie z nią postąpił.

                dokumenty nie mają tutaj już nic do rzeczy. Nie można mu udowodnić, ze cokolwiek "wiedział [o tym, ze nie wejdą]" z wyżej wymieonych powodów, których nic nie jest w stanie podważyć.

                dzisiaj wielu cwaniaków może się mądrować, bo rosjanie nie weszli. łatwo mówić "i tak BY nie weszli", bardzo łatwo, łatwo powoływać się na jakieś świstki nic nie znaczące, ale logiki w tym odnaleźć niepodobna. logika żelazna jest po stronie generała.



                • pepsic Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 14.12.10, 17:43
                  Co by zawiesić odwieczny spór i wykazać się dobrą wolą zwrócę uwagę, że generał przyczynił się mimo woli, acz nie na długo do uwolnienia mnie od meczącego w każdą niedzielę piania koguta na płocie teleranka:)
                  • grek.grek Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 15.12.10, 12:32
                    haha :}
                  • barbasia1 Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 15.12.10, 16:49
                    Ha, ha!
                    Pepsic powinnaś sobie zobić koszulkę "Nie płakałam po stracie Teleranka!" ;)

        • pepsic Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 13.12.10, 19:34
          Jeśli nie pomyliłam filmów, to na "Dniu Niepodległości" bardzo chciało mi się śmiać, szczególnie w scenie, gdy zdobywano pojazd kosmiczny, taki w formie olbrzymiego spodka. Nawet podejrzewałam przez moment, że to jakiś pastisz.
        • grek.grek Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 14.12.10, 13:04
          orajt, "klimt" - zrobię, co się da :]

          btw, mam jedną fajną rzecz do opisania, ale nie będę zdradzał zawczasu,
          w czwartek albo piątek postaram się ją tutaj rozpisać :]

          Cruick jest na dole, a Beats oglądałem, a moje , krytyczne as hell, impresje w innym temacie wrzuciłem - ciekaw jestem Twoich/Waszych :]

          właśnie tak, też mam takie wrażenie, stan wojenny stanem wojennym racje racjami, a chlebuś trzeba za coś kupować, nie ma się co narażać szefom i naczelnym redaktorom, że już o telewizjach rozmaitych nie wspomnę.

          • barbasia1 Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 14.12.10, 14:11
            Będę Ci niesłychanie wdzięczna za Klimta! :)
            /Ale jak się nie uda nagrać, to oczywiscie się nic nie stanie ! /

            > btw, mam jedną fajną rzecz do opisania, ale nie będę zdradzał zawczasu,
            > w czwartek albo piątek postaram się ją tutaj rozpisać :]

            Oooo! To teraz jestem podówjnie ciekawa, co to jest, bo jeśli Ty już zaznaczasz, że to fajna rzecz, to musi być naprawdę coś dobrego! Nie mogę się już doczekać! :))

            > Cruick jest na dole, a Beats oglądałem, a moje , krytyczne as hell, impresje w
            > innym temacie wrzuciłem - ciekaw jestem Twoich/Waszych :]

            Cruicka oczywiscie połknęłam ze smakiem na samym początku! :) Zaraz napiszę słówko! Na Twój komentarz na temat "Beats of Freedom", też już natrafiłam, ciekawy, rzeczywiscie moco krytyczny (co mnie nie dziwi), dużo kwestii poruszasz, więc jeszcze z raz go muszę przeczytać ...

            • grek.grek Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 14.12.10, 15:42
              zawsze muszę brać pod uwagę, że prąd wyłączą :] [optymistyczna wersja jest taka, ze - tak na oko - na 200 prób nagrania może 1 nie wypala z ww. powodu, a może nawet proporcje są jeszcze lepsze, 250:1, nie liczyłem dokładnie]

              och, cierpliwości, do piątku wyjaśni się; bardzo ciekawa rzecz to - dla mnie już : jest oraz - dla Ciebie i dlas Was : będzie, wg mnie :]

              hehe, świetnie :] czekam zatem z ciekawością na Twoje wrażenia.
              • barbasia1 Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 14.12.10, 16:58
                Ha,ha! No tak, rozumiem! :) Już jedna i to potężna awiaria była, więc mam nadzieję, że w najbliższy czwartek nad ranem nikomu w nie przyjdzie do głowy by spowodowac awarię, by wyłączyć u Ciebie prąd! Naawszelki wypadek jednak będę modły odprawiać w tej intencji! ;)

                Klimt szokował bardzo śmialymi erotycznymi obrazami, rysunkami*, swoim stylem życia, licznymi kochankami, o czym zapewne będzie mowa w filmie, ale nie sądzę by akurat ten fakt miał zadecydować o tak bezsensownej porze emisji w telewizji publicznej!??

                *
                www.gustavklimt.naszmarket.eu/galeria/category/2/asInline?limit=1&start=10
                PS Mój album o Klimcie w języku włoskim napisany, zapomniałm, i dlatego życiorys i komentrze nie zostały przeze mnie wnikiliwe przestudiowane! Przyznaję, nie chciało mi się przysiąść nad tłumaczeniem. :/
                • grek.grek Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 15.12.10, 12:35
                  dzięki za wprowadzenie w tematykę :] biografie filmowe, to trudne kawałki najczęściej, tym bardziej ciekawe, jak to się w tym przypadku uda lub nie uda.

                  awaria to raczej czynniki pogodowe, ew. techniczne, za to nigdy nie można ręczyć :]
                  • barbasia1 Re: poniedziałek bez hitów, ale z Beats of Freedo 15.12.10, 16:39
                    Bardzo proszę! :) Cała przyjemność po mojej stronie.
                    Mam jeszcze coś na zachętę (sposobem Manii):

                    www.google.pl/images?q=gustaw+klimt&hl=pl&prmd=ivo&source=lnms&tbs=isch:1&ei=v9kITbviCsaSOuuS0PwE&sa=X&oi=mode_link&ct=mode&ved=0CBIQ_AU&biw=1724&bih=862
                    W każdym razie bohaterem filmu jest postać nietuzinkowa, żyjąca w barwnych czasach, to daje nadzieję na ciekawą opowieść...

                    >Awaria to raczej czynniki pogodowe, ew. techniczne, za to nigdy nie można ręczyć :]

                    Racja, racja!
                    Właściwie o to też mi chodzło, ale jakoś dziwinie to wyraziłam!?? ://

                    Wielkich mrozów, czy zamieci snieżnych tej nocy nie będzie, więc czynniki pogodowe raczej odpadają na szczęście! :))


    • grek.grek wyprawy Cruickshanka 2 14.12.10, 12:41
      tym razem człowiek odwiedził 4 miejsce, których architektura odpowiadał 4 typom panowania, 4 symbole władzy.

      najpierw Bukareszt i Pałac Ludu, moloch, który miał być wizytówką reżimu ceacescu. potężne bydlę. z zewnątrz sprawiające wrażenie wieolookiego, przez ilośc małych i dużych okien na ścianach frontowych, i że te oczy czujnie wszystkich obserwują i sprawują nad nimi kontrolę. nawet ładnie się prezentuje po zmierzchu, oświetlony, ale generalnie - ponura cholera.

      kubaturą ustępuje tylko budynkowi pentagonu. ogromne, przytłaczające sale i korytarze. sufity z jakimiś gigantycznymi oknami w kształcie prostokątów, a wzdłuż nich ciągnące się mniejsze okna okrągłe, żyrandole, ściany zdobione w jakieś zawijasy, kolumny i cała reszta zrobione z białego "pogrzebowego" marmuru, sprawiającego lodowate wrażenie, czerwone wielkie chodniki. mania gigantyzmu na każdym kroku - gość wchodżący do środka miał się poczuć mały i g,wno wart i w sumie efekt osiągnięty został, przynajmniej wobec tych mniej dowartościowanych :].

      widok z balkonu - bezcenny. tak władca patrzy na swoje włości. pełna duma. Ceacescu nie doczekał końca budowy, a rumuni zamiast wyburzać tę absurdalność mianowali ją siedzibą parlmentu. Cruick oczywiście zagląda wszędzie, także i tam własnie. taki paradoks - budowla mająca być wyrazem triumfu totalitaryzmu jest teraz symbolem demokracji :]

      parę cyferek : do zbudowania tego palacu zużyto milion ton marmuru, 3,5 tys ton kryształu, mieści on ponad tysiąc sal, pracowało nad jego powstaniem 20 tys robotników przez 24 godziny na dobę, a koszt wyniósł 2 miliardy funtów. w tym czasie rumunia nie dojadała, nie dogrzewała się, a gospodarka balansowała na krawędzi bankructwa.
      żeby wybudować imponujący bulwar-drogę prowadzącą do tegoż pałacu zburzono 13 cerkwi, 9 tysięcy kamienic i wysiedlono 40 tys ludzi. nie ma co, pan ceacescu miał gest... dla siebie.

      potem Syria i zamek al-markab, kolejny gigant, zbudowany w XII wieku na granicy światów chrześciajańskiego i islamskiego, mający być bazą wypadową dla wojen krzyżowych, przyczółkiem religijnym zapowiadającym ekspansję chrześcijan.
      wielgachne toto, zbudowane na płaskowyżu, w środku oczywista ruina, mury nieco skruszałe, ale zachowało się w i tak b.dobrym stanie, na pewno w środku było bogato i efektowniej, ale czas zrobił swoje, niemniej ciągle wielkość sal [na czele z Wielką Komnatą, jadalnią dla rycerstwa, sercem całej budowli], wysokość, potęga murów, grubośc sklepienia fasady, robią wrażenie.

      Cruick skupia się na tym, ze przede wszystkim była to znakomita, perfekcyjnie zaplanowana i zrobiona twierdza obronna. idzie sobie więc po zamku, przyjmując perspektywę zdobywcy, który właśnie wparował do srodka. niekończące się korytarze z licznymi odnogami tworzą labirynt, w którym można się łatwo zgubić, jesli nie wie się którędy iść do celu. wiele miejsc nagle pozbywających się zadaszenia z których można dostać w łeb kamieniem, wrzątkiem albo smołą miotanymi z góry przze przygotowanych już obrońców.

      do tego gotycka kaplica, no i klimat dawnych czasów... na suficie wysoko jak jasna cholera freski z końca XII wieku. zamek został zdobyty przez muzułmanów w końcu XIII wieku, za pomocą podkopu, który naruszył mury i zmusił rycerstwo europejskie do poddania się oraz zahamował najazd na tereny święte dla islamu. symbol władzy religijnej teraz jest symbolem początku wojen na tle wyznaniowym, trwających przeciez do dziś w róznych miejscach swiata, które wtedy właśnie się rozpoczęły seriami wypraw krzyżowych.

      dalej Ameryka, nowy orlean. I pałac Evergreen. pałac właściciela plantacji i pracujących na niej niewolników, z XVII czy XVIII wieku. białe gustowne domiszcze wsparte na mocnych kolumnach, z szerokimi i dużymi werandami i zakrętasami schodów, z efektownym ogrodem na tyłach strzyżonym we wzorki. symbol potęgi właściciela i jego władczej kontroli nad czarnymi niewolnikami, którzy dla kontrastu niedaleko mieli swoje czworaki, które się zachowały w równie dobrym stanie co pałac. małe, ubogie chatynki, w których mieszkało po 16 osób, z piecem do gotowania, wychodkiem tuż obok, skonstruowane w taki sposób, że w ziemie ziąb w środku panował, a latem skwar nie do wyrobienia. po latach obsadzono teren dębami, wygląda to ładniej, romantyczniej, taka aleja dębowa a wzdłuż niej domki, ale pozornie, bo wiadomo, co się tam działo, a kiedy się to działo, to o sadzeniu dębów nikt nawet nie myślał.

      symbole południowych stanów Ameryki, symbol panowania człowieka nad przyrodą i innym człowiekiem, w sposób najbardziej prymitywny i dosłowny. w środku, w pałacyku, dominacja greckich motywów architektoniczych, styl całej budowli zresztą - grecki, a dlaczego ? a dlatego np., ze grecka demokracja uznawała niewolnictwo i dlatego była dla hamerykańskich plantatorów ideałem pod każdym względem.

      ciekawe, ze zachował się nawet spis niewolników z tamtego czasu, a w nim imię, wiek i opis, ludzie byli traktowani jak części majątku gospodarza... babka z muzem niewolnictwa, czy czego tam, murzynka, powiada, ze ludzie odwiedzający te czworaki doznają mocnych wzruszeń, ona sama "czuje tu duchy... duchy moich przodków". przetrwało to wszystko w jednym celu - żeby dawac stale świadectwo tamtym czasom i ku przestrodze. ale, jak mówią młodzi murzyni z zespołu street-jazzowego, to co się działo po przejściu Katriny pokazało, ze w stanach rasizm nie umarł, żyje nadal, w głowach ludzi.

      cdn


      • grek.grek wyprawy Cruickshanka 2 cd 14.12.10, 12:58
        ostatni przystanek, to istambuł, turcja.

        i harem sułtański, kompleks budynków, który symbolizował władzę sułtańską nad... kobietami, tak naprawdę.
        zwożono tutaj chrześcijanki, zydówki, ofk same dziewice, żeby je szkolić, kształcić i wychowywać, aby jak najlepiej służyły sułtanowi. muzułmanek nie było, z powodu religijnego zakazu ich pętania. z róznych okoliczności się brały te dziewczyny - były to podarunki, branki, niewolnice, na wstępie nie mogły mieć więcej jak 12 lat, by można je było ukształtować w odpowiedni sposób, a nie tłamsić już rozwinięte cechy charakteru.
        400-1000 kobiet było tam trzymanych w róznych okresach czasu. uczono je haftu, języka, wiary islamskiej i pilnie strzezono, aby w damskim towarzystwie przebywając wyłącznie [nie licząc eunuchów strażników, ale... ekhmm, tutaj zagrożęnie było raczej skromne, chociaż podobno jedynie płodności pozbawia kastracja, a nie erekcji, ale nie znam się perfekt na tym, na szczęscie, i w ogóle sam temat jest dość przykry ;)] nie nabawiły się lesbijkowatości.

        w środku cały ten interes robi wrażenie obszernej i luskusowej mieszanki internatu, pensji, akademika i... pierdla. bez cel i krat [chyba, ze jako elementy architektury], ale jednak. ściany są całe we wzorki, jak oklejone tapetami, od samej podłogi aż po wysoki sufit. jakieś rzeźbienia, jakieś dodatki, ornamencidła i inne takie, witraże okienne, rozmaite symbole na ścianach, fantazyjne zdobienia sufitów, w sumie - ciekawe, nie tak ociekające bogatctwem jak to coś w rumunii [a może po prostu już tak stare] ale za to pełne egzotyki.

        sercem budynku była komnata matki sułtana, z miejscem do modliwy [ściana z rysunkiem Mekki, zbudowana tak, by kobieta mogła się modlić zgodnie z regułą bycia zwróconą twarzą w jej stronę], posłaniem.

        a tak w ogóle, to te haremy, jak powiada Cruick, nie były li tylko hodowlą nałożnić, ale miejscem intryg i spisków samych niewolnic, rywalizujących o dostanie się do elitarnego grona owych i powicia sułtanowi dzieciaka. to windowało je na sam szczyt hierarchii, dawało przywileje. raczej zadna nie płakała, z powodu bycia w haremie, czas zajmowała im nauka i intrygowania. synowie sułtańscy [najakatywniejszy z sułtanów spłodził 50 dzieci z róznymi haremistkami], przyszli władcy osmańscy, pochodzili zatem od niewolnic, i to niemuzułmanek, giaurzyc, czy jak by je tam zwać ;], taki paradoks.









        • barbasia1 Re: wyprawy Cruickshanka 2 cd 14.12.10, 14:58
          Wczoraj, przypomniał mi w końcu się tylko pałac Ceausescu, dziś już wszystkie miejsca stanęły przed oczami! Jakbym oglądała raz jeszcze ten dokument! Dzięki piękne! :)

          Słówko komentarza -
          Budując ten gigantycznych rozmiarów pałac z monstrulanym placem przed nim na dodatek, Ceausescu kazał zburzyć, jak już mówiłeś, wiele cerkwii, kamienic, tym samym zniszczył bezpowrotnie wiele bezcennych starych zabytków architektury i kultury rumuńskiej. Jeszcze jedna zbrodnia Ceausescu. Smutne.

          cdn. :)


          • grek.grek Re: wyprawy Cruickshanka 2 cd 14.12.10, 15:44
            czyli, oglądałaś to już kiedyś ? :]

            dokładnie tak było, idiota ogołocil całą połać terenu z prawdziwymi skarbami architektury,zeby zrobić tyleż ogromniasty, co kiczowaty podjazd do tego swojego zamczyska. debil :]
            • barbasia1 Re: wyprawy Cruickshanka 2 cd 14.12.10, 17:58
              Tak, tak, oglądałam, pisałam nawet Ci o tym w ubiegłym tygodniu, jak opowiadaleś pierwszy odcinek.
              Dwójka pokazywała ten cykl najpierw w niedziele około 10:00, chyba wiosną, albo w ubiegłym roku, w kazdym razie niedawno. :)

              Opowieść o tureckim haremie też bardzo ciekawa!

              A'propos pilnowania kobiet w haremach:

              „W sypialniach przez całą noc paliło się światło, żeby pod osłoną ciemności dziewczęta się do siebie nie zalecały. (!) /wykrzyknik mój/. Żeby zapobiec ohydnym praktykom, nie przysyłano z kuchni żadnych długich rzodkiewek, ogórków i tym podobnych, tylko od razu pokrojone; potrzeba zapobiegania rozwiązłości wydawała się tak paląca, ponieważ żyjące bez mężczyzn młode, pełne życia i pożądliwości dziewczęta na pewno głowy pełne nieskromnych myśli.”
              w: Godfrey Goodwin, Prywatny świat kobiet ottomańskich / fragment znaleziony kiedyś w sieci/

              Zaprawdę ciężki los miały nałożnice w haremach.
              • grek.grek Re: wyprawy Cruickshanka 2 cd 15.12.10, 12:39
                z jednej strony cięzkie, ale z drugiej... wikt, opierunek, szkoła, a praca/usługa taka jakaś niekoniecznie fatalna, i dodatkowo kulturowo uwznioślona, a w końcu jeden sułtan 400 kobiet nie potrzebuje jednocześnie w tym samym momencie ;]; dla wielu z nich to może nawet były okoliczności sprzyjające, z czysto materialnego punktu widzenia.

                a, przypominam sobie, fakt pisałaś o tym, że to powtórkowe są odcinki.
                • barbasia1 Re: wyprawy Cruickshanka 2 cd 15.12.10, 17:23
                  A no tak, coś za coś! :)
    • grek.grek "pułkownik Jin Xiang", dokument z wczoraj 15.12.10, 13:24
      lecial w tvp 2, o 22:55 bodajże, powtórka była o 4 n/ranem.

      tytułowy pułkownik Jin Xiang, to tancerz nowoczesny, a dokładniej rzecz ujmując - nie "tancerz", a tancerka, wielka balerina, podpora opery szanghajskiej.
      nie, to nie pseudonim - tancerka ta, znana postać w całych Chinach, była kilkanaście lat wczesniej [operacja w 96, film jest z 01, mamy 2010...] facetem, żołnierzem w randze pułkownika własnie w najzupełniej chińskiej armii :]

      historia z gruntu nieco schematyczna - chłopiec, od małego, czuł się dziewczyną zamkniętą w ciele chłopca, potem przeszedł zmianę płci i został kobietą. ale to tylko oś główna całej historii.

      Jin trafił do armii jako chłopiec, rodzice go tam posłali, bo w chinach to dobry dil - armia szkoli, kształci, zapewnia posadę i utrzymanie dziecku, a rodzina nie ponosi za jego wykształcenie i wikt żadnych opłat. zajął się tańcem, w tej armii - można tak, na chwałę oczywiście Chin ludowych. i się w tym wybił, wygrywał rózne konkursy. potem kursował do ameryki i z powrotem, na stypendia różne, zawsze wracając do domu, a jednocześnie zyskując miedzynarodowe uznanie w środowisku. teraz robi za szefową baletowego zespołu w operze szanghajskiej [co za miasto... to już jest ten poziom technologiczny, ekonomiczny i za chwilę kulturowy (bardziej dla dalekiego wschodu, ofk), sytuujący je w jednym rzędzie ze stolicą świata nowy jorkiem, tokio, i największymi miastami europy oraz moskwą, a w bliskiej perspektywie może to być bezaplacyjnie największe i najbardziej luksusowe miasto świata].

      w 96 postanowił zmienić płeć. w chinach, se wyobraźcie :] taniej mu wyszło niż z ameryce. od tego czasu, już jako kobieta, stał się postacią szeroko znaną, pierwszym transseksualistą w tym państwie. i to jak postrzeganym państwie :]

      zdobył honory i popularność jako artysta, czy właściwie zdobyłA i artystkA w znacznym stopniu zmieniając nastawienie wielu chińczyków do transseksualizmu, a szerzej - w ogóle do zjawiska odmienności jako takiej. Jin ciągle poozstaje związana z armią, jest jej chlubą, jest pod jej protektoratem, musi swoje projekty, realizowane w operze w szanghaju [co za wnętrze...], z cenzurą konsultować, ale ma wiele swobody, wręcz namawia się ją do eksperymentów. wojskowi wspominają ją z rozrzewnieniem i nieskrywaną dumą; rodzice, którzy trochę byli zszokowani tym, co z synem się nawyrabiało - dla niej zmienili całkowicie swój światopogląd, a matka pomogła jej nawet adoptować syna, którego Jin teraz wychowuje. w róznych programach radiowych powraca temat jej losów i transseksualizmu i zyskuje 90 % poparcie widowni. a wszystko to w kraju ostrego reżimu, kontroli partyjnej, paternalistycznych nauk Konfucjusza, a także odwiecznej dominacji patriarchalizmu.

      kamera jej towarzyszy podczas ćwiczeń, wizyt w szkołach, gdzie szuka talentów do swojego zespołu baletowego, podczas prób z tym zespołem [nie cacka się, pułkownik z niej wyłazi], są wypowiedzi jej rodziców, kolegów, nauczycieli itd, są filmy z młodości [m.in z okresu pobytu w szpitalu w celu operacji płciozmiennej na jej życzenie filmował kolega, a był to okres trudny, bo zaraz po operacji okazało się, ze ma niewładną nogę, więc - dramat, bo gdyby uraz okazał się trwały uniemozliwiłoby to jej tańczenie. szczęsciem, po 4 miesiącach sprawy wróciły do normy].

      Xing powiada, że to cel jej życia - żeby ludzie postrzegali ją poprzez jej sztukę, a nie płciowość; sztuka to dla niej realizacja osobistej wolności i że się czuje absolutnie wolna.

      powraca ofk pytanie jak to możliwe, i co to za paradoks, że w chinach ktoś się czuje wolny... Xing odpowiada prosto z mostu "nasz ustrój nie jest idealny, jest niefajny, ale postawa w której oczekuje się, ze państwo da ci wolnośc i dopiero wtedy coś zrobisz ze sobą, a jak nie da, to nie zrobisz nic, jest bezpłodna. wolność ma się w sercu i tam ją mając, będąc wewnętrznie wolnym, nawet na zdumiewająco ograniczonej przestrzeni można zrobić rzeczy nadzwyczajne" - to z dedykacją dla tych wszystkich, którzy ciągle narzekają, że im mało powietrza i mało miejsca. jak pisał poeta "ludzie, każdy z was, samotny, więziony, myślą i wiarą może zwalać i podźwigać trony" ;]

      i jak taką postawę, porównać z tymi polskimi szarpidrutami, którzy po 30 latach jeszcze się skarżą i płaczą, jak to komuna [ gdzież polski socreal do chińskiej odmiany komunizmu, w znaczeniu cenzury i ograniczeń...] im 'młodośc zmarnowała" ?

      jin xian najpiękniejszą kobietą świata nie jest [aczkolwiek zgrabną, wyjątkowo wysportowaną i utalentowaną ruchowo, jak również elegancką i z manierami - jak najbardziej, a w ogóle... gdyby nie wiedzieć, ze to eks-mężczyzna, to pewnie nie zwróciłoby się uwagi na jednak ciągle męskie rysy, aczkolwiek jest to maskulinizm ulotny dość i nierzucający się w oczy], ale jako osobowość naprawdę pełny pozytyw. jasne, zjawiają się zarzuty, że partia traktuje ją jak alibi - patrzcie, jacy jesteśmy tolerancyjni, ale kij ma dwa końce : chińska armia i transseksualista w randze pułkownika realizujący się pod jej protektoratem ? to równie dobrze mogłoby być odebrane jako sygnał, ze partia mięknie, a to z kolei za symptom bliskiej utraty/zrzeczenia się/poluźnienia kontroli w innych dziedzinach zycia społecznego. a w końcu chiny to tradycja - raz, a dwa - to prawie półtora miliarda ludzi, rózne mniejszości, wyobrażacie sobie teraz, ze nad tym wszystkim nie ma kontroli, że zaczyna być demokratycznie pełną gębą ? przecież to by groziło jakimś szaleństwem i byłoby wręcz groźne dla świata...

      • barbasia1 Re: "pułkownik Jin XING", dokument z wczoraj 15.12.10, 15:55
        O! Świetnie, Greku, że opisałeś ten dokument, bo ja załapałam się tylko na połowę (po Wojewódzkim), choć historię pułkownika Jin Xinga (pozwoliłam sobie poprawić Cię w nagłówku postu) zanam, poznałam już dużo wcześniej z Wysokich Obcasów (niestety dostęp jest płatny):
        wyborcza.pl/1,81388,3694690.html

        Artykuł ten jest z roku 2006, a więc powstał 5 lat po opisanym przez Ciebie dokumencie telewizyjnym. Jeśli chcesz / chcecie wiedzieć, dobra passa artystki w 2006 roku nie opuściła, poza tym, rzecz ciekawa, powiekszyła jej się rodzina, o dwójkę dzieci, (w tym na pewno o jedną dziewczynę), co jak na standardy chińskie jest sprawą niezykłą, a nawet oficjalnie wbrew prawu (o ile dobrze pamiętam, ona jakoś obeszła prawo dzieki temu, że, raz, jest znaną artystką, dwa, że ma pięniadze)

        Przyznam, że naprawdę bardzo zadziwła mnie pełna akceptacji postawa rodziców, szczególnie ojca, chyba wojskowego (obecnie pracownika służb specjalnych czy czegoś w tym rodzaju), człowieka, który jest/ był, jak sam przyznawał, tradycjonalistą, w dodatku z kraju, gdzie synów szczególnie się ceni, pożąda i pragnie, bo oni są przedłuzeniem rodu, opiekunami rodziców na ich starość i gdzie przecież do niezdawna "odmienców" wsadzano do więzień, czy szpitali psychiatrycznych.

        > Wolność ma się w sercu i tam ją mając, będąc wewnętrznie wolnym, nawet na zdum
        > iewająco ograniczonej przestrzeni można zrobić rzeczy nadzwyczajne"

        Tak to bardzo cenna myśl! :)

        Ale też Jin XING podkreslała, ze stale musi być ostrożna, pilnować się, by nie narazić się władzom. Wolność owszem, ale do pewnych granic. I pewnie z tego powodu nie ośmieliła się walczyć z przedstawicielem władz chińskich o pozostawienie spektlaku Carmina Burana, który ów przedstwiciel, z jakichś neizrozumiałych powodów kazał zdjąć , ku jej wielkimu rozczarowaniu ... :)




        :)

        • grek.grek Re: "pułkownik Jin XING", dokument z wczoraj 16.12.10, 11:43
          to jest własnie najciekawsze - akceptacja otoczenia tzw. normalnych ludzi, bo aprobata władz zawsze może być odczytywana jako chęć pokazania światu, że w Chinach nie może być fatalnie i antyludzko, skoro transseksualista ma się tak dobrze i nikt mu na pięty na wchodzi. a przecież ci ludzie, to jakaś kultura społeczna, jakieś przekonania, poglądy, najczęściej obecne w niej od pokoleń, do tego limitowany dostęp do emancypujących treści obyczajowych z Zachodu.

          słusznie korygujesz, ja trochę zaróżowiłem krajobraz :] - konsultacje z "komórkami partyjnymi" przechodzić musi, czasami się powściągnąć [ 'carmina" została okrojona, czy cośtam, ze wg na nadmiar zmysłowości niektórych elementów przedstawienia ], ale w sumie, poza tymi wyjątkami, pole do popisu ma całkiem spore i, przynajmniej z mojego pkt widzenia, rzecz jest taka, że tam pewne rzeczy są limitowane, tutaj niby wszystko można, ale to sprawia, że publika obojętnieje albo już zobojętniała na wszelkie "rewolucyjne i bluźniercze" wystawienia, więc generalnie - na jedno wychodzi, jesli mowa o efekcie końcowym :]

          "klimta", Twoje voodoo pomogło najwyraźniej :], nagrałem z sukcesem, więc na dniach ten film rozkręcę na śrubki i com zobaczył opiszę.

          jutro postaram się z tą niespodziewajką się wysłowić :]
          • barbasia1 Re: "pułkownik Jin XING", dokument z wczoraj 16.12.10, 15:23
            > "klimta", Twoje voodoo pomogło najwyraźniej :], nagrałem z sukcesem, więc na dn
            > iach ten film rozkręcę na śrubki i com zobaczył opiszę.

            To fantastycznie! :)))) Bardzo się cieszę! Przyjemnego rozpracowywania Klimta zatem życzę! :) Oby tylko film nie rozczarował!

            > jutro postaram się z tą niespodziewajką się wysłowić :]
            Czekam, czekam na tę niespodziewajkę!!! :))))))))

    • grek.grek "śledząc" spojler [1] 17.12.10, 10:40
      miało być coś ciekawego na piątek - i będzie, zaręczam Wam, ze to własnie takie będzie.
      rzecz była w Jedynce późno bardzo, w ub tygodniu. nazywa się "śledząc [following]", a scenariusz napisał, zdjęcia zrobił i reżyserkę odklepał nie kto inny, jak christopher nolan i jest w tym jego wczesnym, ca 70 min filmie wszystko, co później ujęło widownię w realizacjach już na szeroką skalę - piętrowa narracja a'la "incepcja" [nie oglądałem, ale coś tam słyszałem już :) ], pogmatwana chronologia jak w "memento" i misterna fabuła. zdjęcia są czarno-białe, przypominają trochę francuskie filmy z nowej fali, godarda, a trochę zalatują dokumentem nawet. i oczywiście, jak wyżej - poprzestawiana jest całkowicie chronologia zdarzeń, aczkolwiek finał jest już dość klarowny. A sama intryga - perfekcyjna. napiszę to tak, jak zostało nakręcone, żeby zabawy Wam nie psuć, potem sobie to dopasujecie w kolejności. a historia jest zawodowa. i każdy szczegół jest szalenie istotny.

      "złożę wyjaśnienia, a raczej opowiem, co się stało" - mówi młody facet do starszego. siedzą w półcieniu. Więc opowiada...

      oto Bill, ten młody. Bill jest bezrobotny, od pewnego czasu; dla rozrywki zaczął chodzić za ludźmi, śledzić ich - wybierał na chybił trafił kogoś z tłumu i za nim - śledził dokąd taki ktoś idzie, gdzie mieszka, ustalał czym się zajmuje i wybierał następnego. swoje "śledztwa" opisuje, traktuje jak materiał na powieść.

      oto Bill - z czystą twarzą, w garniturze, z krótkimi włosami [to wazne, jak gość wygląda w danej sekwencji, dla ustalenia kolejności wydarzeń, dlatego będę to określał] - obserwuje Blondynkę wychodzącą z, na to wygląda, domu. Ma jej zdjęcia [takie z automatu, wiecie o co chodzi] w kieszeni, sprawdza czy się postać zgadza. idzie za nią. Ona wchodzi w drzwi w małymi okrągłymi okienkami. cut.

      Znów Bill, ma rozbitą twarz, krótkie włosy, garnitur - leży na ziemi i krztusząc się wypluwa z ust białą, gumową rękawiczkę.

      ponownie Bill. stoi na ulicy. ma rozbitą twarz [krótkie włosy + garnitur], obserwuje starszego faceta, który wychodzi z drzwi z kółkami, w które wchodziła Blondynka. obserwuje go, idzie za nim przez moment. cut.

      teraz Bill wygląda inaczej - dłuższe włosy, niedogolony, jakiś chałat na grzbiecie. śledzi Bruneta z teczką. lezie za nim do restauracji, siada przyz stoliku nieopodal i obserwuje go. Brunet zjadł, wypił, zbiera się do odejścia i... przysiada się do Billa. "dlaczego za mną chodzisz ?", pyta go wprost "jesteś giliną ?". Bill się tłumaczy niezbornie, że sądził, iż jest on jego dawnym znajomym i wszedł się upewnić... Tamten zamawia sobie i Billowi kawę, chwilę rozmawiają o Billu [że [że "pisze, ale pisarzem nie jest, choć moze chciałby być"] przedstawia się jako "Cobb". "nie zapytasz, co mam w teczce ?", mówi do Billa. i sam ją otwiera. a tam "stare cd". Bill "po co ukradłeś stare cd ?" [jedyny zgrzyt w rozpisce, skąd Bill wiedział, że Cobb ukradł ? ale, whatever...]. Cobb : łatwo wynieśc, trudno sprzedać, nikt po nim do mnie nie trafi. Yep, Cobb jest włamywczem. "zaciekawiłem cię ?", pyta Cobb.

      na pewno. dlatego od razu Bill idzie z Cobbem na włam. z ciekawości. Cobb zakłada białe gumowe rękawiczki, wybiera dom. dzwoni - nie ma nikogo. klucz znajdują nad dzwiami "nie masz pojęcia, jak ludzie beztrosko się zachowują, najczęsciej klucz znajduję zwyczajnie pod wycieraczką", zdradza Cobb Billowi. wchodzą i myszkują po chawirze. Cobb od razu każe Billlowi znaleźć jakąs torbę "zawsze biorę torbę lokatora".
      Cobb rozpościera przez Billem całą płachtę swojej filozofii włamywcza "rzadko kradnę. nie o to chodzi w ogóle. chodzi o wdarcie sie w cudze życie. inwazję. ludzie ukrywają swoje rzeczy, a tak naprawdę chcą, by ktoś do nich zajrzał. zawsze coś zabieram, ale to nie kradzież, to nauka - ludzie, dopiero kiedy coś tracą zaczynają doceniać, ze to mieli...", "weźmy takie pudełka na osobiste drobiazgi. są jak pamiętniki". Cobb po znajdowanych przedmiotach tworzy portrety psychologiczne właścicieli/lokatorów, Cobb to także żartowniś - wkłada damskie majtki do spodni męskich leżących na podłodze "dam im temat do rozmowy. ona je znajdzie, zacznie zadawać pytania...". Piją winko w kuchni. I nagle wchodzi ktoś do mieszkania. kobieta i facet. Cobb udaje pracownika agencji nieruchmości, że niby oglądali ten dom, bo dostali info, że jest do sprzedania. szybko wychodzą.

      idą na dach. Cobb : nie uwierzyli, ale zauwazyłeś, ze ten facet się nie odzywał ? to jej mieszkanie było, a on jest jej gachem, po co by wracała do domu w środku dnia ? ona mu zrobi jazdę za majtki, a sama go zdradza, będzie zabawnie :] Bill ma jednak niewyraźną minę "nakryli nas", więc Cobb mówi : w porządku, następny dom sam wybierzesz. Schodami schodzą w doł.

      Bill z czystą twarzą, krótkimi włosami i w garniturze wchodzi w te drzwi, co wchodziła Blondynka i wychodził starszawy facet. to drzwi klubu. Blondynka siedzi przy barze. Bill nawiązuje rozmowę. Blondynka zdardza, że jest z "tamtym facetem i jakby zobaczył, ze coś się między nimi nawiązuje, to by ją potarmosił" - wskazuje Tego Starszego. on sobie siedzi przy stoliku z kilkoma osobami. Ale pani Blondynka godzi się na spotkanie z Billem poza barem, każe mu tylko odegrać scenkę, ze niby daje mu w pysk za zaczepki. I wychodzi. Ona. jemu każe wyjść za 10 minut.

      spotykają się u Bila w domu. On pyta o to, co jest między nią, z Starszawym. Ona, ze to przeszłość, ale Straszawy ciągle ją kontroluje z zazdrości, i w ogóle : to niebezpieczny przestępca, co się zajmuje koksem, pornografią i innymi takimi. Blondynka zwierza mu się, ze ktoś się do jej domu włamał...

      Bill z rozbitą twarzą i krótkimi wlosami obserwuje wejście do klubu i Starszawego [Blondynka nazywa go "Łysym", chociaż łysy bynajmniej on nie jest]. Bill dzwoni do kogoś i mówi "sam tam pójdę, powiedz mi tylko jak się zabezpieczyć" głos w słuchawce, głos Cobba "weź młotek, z gumowym trzonkiem, mocna rzecz".

      Bill z chałacie i z dłuższymi włosami i Cobb. są w mieszkaniu Billa. Bill je wybrał, na miejsce włamu. sądzi, ze Cobb nie wie, ze to jego chata. chce go wybadać. klucz wsadził pod wycieraczkę, zgodnie z tym, co mu Cobb przedstawił jako lokatorską rutynę. Cobb komentuje wystrój, rzeczy, maszynę do pisania, kreśli portret "bezrobotnego palanta, który coś tam pisuje, ale nie jest pisarzem". Bill wyraźnie jest niekontent, próbuje podważać to co mówi Cobb, ale kiedy Cobb znajduje kartę zasiłkową jest trafiony. "Nie będę okradał nieszczęśnika", kwituje Cobb i wychodzi.

      Bill z czystą twarzą i krótkimi włosami. odwiedza Blondynkę w jej domu. rozmawiają. Bill pyta ją co jej ukradziono. Ona że osobiste pierdółki - aparat fotograficzny, płyty, zdjęcia, majtki ["wiesz, niektórych to kręci..."] i... jeden kolczyk z kompletu, "chyba po to, zeby mnie wkurzyć". Bill "noś ten drugi..." Bill "może się zawieruszył..?" Ona "nie, miałam na widoku". Ona wychodzi się przebrać ze szlafroka w coś innego. A Bill od razu do szuflady, i pucuje, ale nie znajduje tego czego szukał najwyraźniej...
      potem się całują...

      Bill z pobitą twarzą dokądś się szykuje. wkłada młotek za pasek, pod marynarkę.

      Bill z dłuższymi włosami i Cobb robią kolejny włam. Rozbijają szybkę w dzwiach i wchodzą. Po wystroju widać, ze to dom... Blondynki. Grzebią jej w rzeczach. Cobb w bieliznie. Bill "mnie to nie kręci", a Cobb "a mnie tak, wezmę sobie trochę". Bill znajduje jakąś torbę Blondynki. ładuje do niej kasety, aparat foto, a ośmielony także parę majtek. oraz jej zdjęcia. takie z automatu. Cobb dla zabawy, jak to on, zabiera jeden kolczyk od pary. I wkłada go do szuflady, że niby ukrywa, niech się babka głowi gdzie jest...

      zaraz po tym Bill idzie z Cobbem do jego mieszkania. Cobb stacjonuje w starym biurowcu. zajął jeden pustostan, zmienił zamki "jakby nawet miał on właściciela i on by wrócił, to klucz nie będzie pasował, więc pomyśli, że pomylił adresy". Cobb mówi Billowi, żeby zatrzymał fanty od Blondynki, dopóki paser się nie znajdzie, albo sam upłynnił i kasę podzielą na pół.


      • barbasia1 Re: "śledząc" spojler [1] 17.12.10, 12:58
        Już samo wprowadzenie mi się podoba! (oczywiscie nasuwa mi się tu odwieczne pytanie -dlaczego tak późno!??) :))) No to zaczynam jazdę ... :)))
        • barbasia1 Re: "śledząc" spojler [1] 17.12.10, 13:02
          barbasia1 napisała:

          Już samo wprowadzenie mi się podoba! (oczywiscie nasuwa mi się tu odwieczne pytanie -dlaczego tak późno musiał lecieć ten film!??) :))) No to zaczynam jazdę ... :)))

    • grek.grek "śledząc", spojl [2] 17.12.10, 11:30
      Bill z czystą twarzą i Blondynka siedzą w klubie. on się ciągle doptyuje o Starszawego, co ich łączyło. Blondynka opowiada mu historię, ze Starszawy ze swoimi gorylami zabili w jej mieszkaniu kiedyś faceta. dłużnika. a ona była świadkiem [jest wizuzalizacja ten sceny, oni zabijają, ona widzi, a potem sprząta po nich, roluje chodnik ze śladami krwi itd], więc teraz on ma ją w łapie. "a co dla niego robiłaś, tak w ogóle" , pyta Bill. ale Blondynka nie chce odpowiedzieć. rachuneczek poproszę. Bill płaci kartą.

      Bill z pobitą twarzą i krótkimi włosami - włamuje się do klubu po zamknięciu. dobiera się do sejfu na zapleczu. zna szyfr. otwiera. w środku kasa w zwitkach. ale... nie ma żadnej torby. Bill dopada jakiejś taśmy klejącej i przylepia sobie do ciała zwitki.

      Bill z dłuższymi włosami [i w chałacie ofk] i Cobb są na kolacji. Cobb zauważa, ze billowi się spodobała cała zabawa i otoczka wokół niej. Bill nie zaprzecza. Cobb sugeruje, że Bill powinien zapłacić za kolację. Bill, że jest spłukany. na to Cobb : ty zapłacisz, a tak naprawdę... niejaki D. Lloyd. i wyjmuje skradzioną kartę kredytową. Bill musi ją tylko podpisac własnym nazwiskiem. podpisuje. "teraz ta karta jest twoja i możesz z nią robić, co chcesz", mówi mu Cobb. Bill w szczęściu. nagle panika, bo do restauracji wchodzi babka z tego pierwszego domu, co ich wtedy nakryła. Cobb : jest z tym samym facetem, co wtedy ? Bill : nie. Cobb : no to nie ma strachu, nic nie zrobi, musiałby się wysypać, ze zdradza tego z ktorym jest teraz. Ale Bill panikuje, więc opuszczają knajpę. Cobb jest poirytowany, ze nie mógł zjeść deseru. Bill : naprawdę się przetraszyłem... poznała mnie. Cobb : to zmień wygląd, ciuchy. to że jesteś włamywczem, nie znaczy, ze musisz na niego wyglądać.

      Bill zatem się stosuje do sugestii. strzyże, goli, dopasowuje garnitur. z torby Blondynki wyjmuje ukradzione jej rzeczy i się nim przygląda.

      Cobb odbiera telefon od Billa. Bill informuje go, ze ma pasera na rzeczy Blondynki, wydusi ile się uda, i podzielą się po połowie. informuje też, ze zmienił wygląd i czuje się bezpieczniej.

      Cobb rozmawia z domu... Blondynki. Bo się znają, a nawet są w komitywie. Ona siedzi tuż obok. Cobb odkłada słuchawkę i natrząsa sie z Billa - "odzyskasz wszystko, pewnie oprócz majtek, bo mu będzie wstyd je oddać. naweet go namówiłem na zmianę wyglądu..." Blondynka : musiałeś rozbijać szybę w drzwiach ? Cobb : kolejny raz na klucz pod wycieraczką nawet taki osioł jak on by się nie nabrał... a ten "włam" do niego do domu... co za żenada, nawet klucz dał pod wycieraczkę, jak mówiłem, pewnie se nową na tę okazję kupił... Blondynka : powiesz gdzie schowałeś mój kolczyk ? Cobb : nie... [jarzycie powoli ? ;)]

      Bill z rozbitą twarzą pucuje sejf. półmrok. klei te zwitki na ciele. pojawia się jakiś facet. Bill wali go w łeb młotkiem i dyla.

      Bill z czystą twarzą i krótkimi włosami odwiedza Blondynkę. przyznaje się, że wiedział o włamaniu do jej domu "to mój kumpel zrobił, ja nie, ja tylko piszę artykuł o włamywaczach....". oczekuje teraz szczerości od niej "co z tobą i Starszawym ?, co on ma na ciebie ?". Blondynka ociągając się powiada, ze Starszawy ją szantażuje brzydkimi fotkami z jej udziałem, które zakopertowane trzyma w sejfie klubowym. Bill deklaruje, ze się tam włamie i je wykradnie. Blondynka, że zna szyfr, bo sama to planowała, więc mu go poda. Prosi go tylko o dyskrecję, żeby nie zaglądał do koperty i nie oglądał tych zdjęć.

      Bill z czystą twarzą i krótkimi... itd :] spotyka się z Cobbem na dachu. zdradza mu, że spotyka się z Blondynką, co ją razem okradli [nie wie, że ona i Cobb się znają], że naweet spali ze sobą, a teraz on chce zrobić skok na tej sejf, bo tam są jej zdjęcia, przze które ona nie moze się uwolnić od Starszawego i, jak to Bill imaginuje, być z nim na sto procent. Cobb się wpienia, ze Bill się zdemaskował, że ich zdemaskował. I sprawia mu lanie. zostawia go z pobitą twarzą i wpycha do gębofonu białe gumowe rękawiczki włamaniowe.

      Cobb rozmawia z Blondynką. "musiałeś go bić ?" "a ty musiałaś z nim spać ?" "sam mi kazałeś" "ale tylko w ostateczności !".
      Cobb ma kłopoty, policja go przesłuchuje, tropi "to się musi udać, chociaż.. jesli tamten mnie widział, to mnie zamkną" Blondynka " na pewno cię widział ?", Cobb : no raczej nie, ale i tak muszę się zabezpieczyc, nie da rady, była cała we krwi, jesczze ciepła, jesli świadek mnie rozpozna i okaże się, że byłem tam w chwili jej śmierci jestem skończony. zbrodnia na starszej pani... wystarczy cień podejrzenia i mnie wrobią na amen. muszę im podsunąc kogoś innego.
      Blondynka "a jesli on ma alibi ?", Cobb : to samotnik, nawet jak ma, to nikt go nie potwierdzi, a na dodatek on wtedy wyglądał kompletnie inaczej. to idealny egzemplarz.

      Bill z robitą twarzą jest w domu, odkleja z ciała zwitki banknotów. dzwoni do kogoś "mam kasę i fotki. niedługo przyjdę". nie spełnia prośby Blondynki. otwiera kopertę ze zdjęciami, a na nich... jakąś nieznajoma laska w niewinnych, grzecznych pozach modelko-podobnych. wkurzony rzuca zdjęciami o podłogę.

      I oto Bill, który przyniósł fotki i kasę, robi wyrzuty Blondynce "o co chodzi ? co to za jaja ? chodziło kasę ?" Blondynka : chciałam pomóc przyjacielowi. podejrzewają go o morderstwo. włamał się do domu, w którym leżała martwa staruszka. uciekł, ale ktoś go widział. policja go podejrzewa, przesłuchiwali go... powiedział, ze to musiał być ktoś, to działa podobnie jak on, więc potrzebował kogoś, na kogo skieruje podejrzenia odsuwając je od siebie. To Cobb... Billl : czemu ja ? Blondynka : sam się prosiłeś, śledziłeś go. a potem on zaczął śledzić ciebie. uznał, ze jesteś frajerem do wykorzystania. masz tylko odwrócić uwagę, nic ci się nie stanie, nie jesteś winien przecież. dzisiaj już miałeś zostac złapany, ale... nie zostałeś z niewioadmych przyczyn [kogo palnął młotkiem Bill ? kto miał go nakryć ?], wypytali by cię i wypuścili. Bill : mogliby mnie oskarżyc o włamanie ! Blondynka : mogliby, ale cię nie zgarneli, nie wiedzieć czemu... [jednak policjant ? Cobb i Blondynka dali cynk policji ?] Bill wyciąga młotek, którym uderzał : on upadł, nie wiem czy przeżył...na tym młotku jest jego krew. Bill dodaje : idę rano na policję, powiem prawdę. Blondynka : nie uwierzą ci... Bill ; ty to potwierdzisz, Ona : nie i ty też tego nie rób.

      i tu się kończy opowieść Billa. snuł ją przez policjantem. i teraz strzał :
      policjant : nie prowadzimy żadnego śledztwa w sprawie zamordowanej staruszki i nie znamy żadnego pana Cobba. Bill : ??!!

      teraz wchodzi drugi plan czasowy. Cobb i Blondynka. Cobb : przejdźmy do rzeczy...

      Policjant do Billa : ma pan coś do dodania ?
      Cobb zakłada rękawiczki, wyciera dokładnie lampkę z której pił wino, bierze młotek, podchodzi do Blondynki, ona nie ma pojęcia co się święci. Cobb : stary pozwolił mi zatrzymać kasę... a ty przekroczyłaś granicę - byłaś świadkiem, i mówił o chodniku z dowodami zbrodni, który ukryłaś i go nim szantażowałaś...powiedział dokładnie jak mam to zrobić... i rzuca się z młotkiem na Blondynkę.

      policjant do Billa : znaleźlismy ją rano, jej ciało.. i młotek, a nim ślady krwi jej i tego faceta z klubu, któremu zafundował pan szpital... ona była torturowana, zrobił pan to, zeby podała panu szyfr do sejfu... w pańskim mieszkaniu znaleźlismy pudło z jej osobistymi rzeczami [wyciąga na stół zafoliowane jako dowody rzeczowe zdjęcia, majtki, kolczyk do pary [domyślacie się kto go podrzucił ? :)] "dokładnie taki, drugi, kolczyk miała na sobie w chwili zabójstwa".
      Bill : to Cobb aresztujcie go, dałem wam adres !
      Policjant : mieszkanie którego adres pan podał nalezy do niejakiego D. Lloyda, właśnie wrócił z urlopu, mówi, że ktoś się włamał gdy go nie było i ukradł kartę kredytową.
      Bill : to Cobb ! płacilismy nią w knajpie.
      policjant : znaleźliśmy ją w pańskim domu [wyjmuje zafoliowaną kartę]
      Bill : to Cobb ją ukradł !
      Policjant : czy to pański podpis na karcie ?
      Bill : tak... i już jest w najciemniejszej d,pie z najciemniejszych d,p.

      End :]
      • barbasia1 Re: "śledząc", spojl [2] 17.12.10, 14:16
        Rzeczywiscie efektowna intryga, mocno zwikłana fabuła, dzięki sprytnemu zabiegowi pomieszania chronologii, zaskakujące zwroty akcji w drugiej części filmu... Niezły, niezły ten wczesny Nolan, Greku!

        Aleee mam jedno pytanie, być może niedoczytałam (ale starałam się czytać uważnie ) - w ktorym momencie, Cobb bierze od Billa ten młotek, którym później zabija Blondynkę.
        I dlaczego Bill biorąc na prośbę Cobba młotejk, nie wytarł go z krwi gościa walniętego w klubie?
        :)

        • grek.grek Re: "śledząc", spojl [2] 17.12.10, 15:08
          hehe, tak samo to widzę :]

          co do młotka - to nie jest wyjaśnione, ale są dwie możliwości ; z chronologicznego ustawienia wynikać by musiało, ze Bill był u Blondynki z tym młotkiem po obrobieniu sejfu w klubie, a dopiero później był tam Cobb, żeby ją zabić i najpewniej Bill ten młotek u niej zostawił, a on go znalazł i użył; druga wersja - Cobb wiedział gdzie mieszka Bill - pamiętasz, jak nabijał się z tego, ze go Bill, któremu pozwolił "wybrać następne mieszkanie do włamu", zaprowadził do swojej chawiry - wczesniej rozmawiali, zaraz jak się poznali, w tej restauracji, i Bill mu wyklepał, że pisze, że to że śmo, więc Cobb nie miał problemów z zorientowaniem się, że Bill, w swoim mniemaniu - sprytnie, a dla Cobba żenująco prostacko - wziął własne mieszkanie na obiekt włamania, żeby wybadać Cobba, jak się będzie zachowywał, dlatego Cobb niczego nie wziął, ale i nie dał po sobie poznać, że przejrzał Billa - wiedział więc, gdzie Bill mieszka, podrzucił mu przecież ten drugi kolczyk Blondynki, który później znalazła policja, więc i młotek mógł wynieść; Bill był przestępcą początkującym, niewprawnym, skłonnym do paniki - dlatego mógł nie wytrzeć krwi z młotka, ewentualnie nie zdązył...po prostu w tym wszystkim stracił głowę, zresztą od samego początku Cobb wozi go za nos jak chce, a on sam np. traci spkój w restauracji i skłania ich obu do pospiesznego wyjścia z powodu takiego, ze rozpoznała go kobieta, do której się włamali - te wszystkie argumenty wskazywałaby, że Bill po prostu był łatwą ofiarą intrygi Cobba, i chyba zreszta właśnie o to w tym scenariuszu chodzi :]

          • barbasia1 Re: "śledząc", spojl [2] 17.12.10, 15:24
            grek.grek napisał:

            > hehe, tak samo to widzę :]

            I nawet to wcześniej wyraziłeś expressis verbis! ;))
            /Coś mam ostatnio zakreconą głowę!:/

            Na pierwszy i drugi rzut oka film niemal nie posiada słabych punktów. Wszystko trzyma się, za przeproszeniem, kupy! Duży plus dla scenarzysty Nolana! :)
            • grek.grek Re: "śledząc", spojl [2] 17.12.10, 15:34
              jest świetny :] i w dodatku, zaskakująco jak na 98 rocznik produkcji - czarno-biały, gra półcieni, dyskretna acz sugestywna muzyczka... i bardzo dużo treści zawiera w stosunkowo krótkim czasie, wg moich obliczeń trwa 65 minut.

              zauwazyłaś, ze debiuty okazują się często najlepszymi rzeczami w karierze róznych scenarzystów, pisarzy etc ? później jakby gonił ich czas, terminy, konieczność tzw. zawodowego zarabiania. debiut zaś to efekt spokojnego, długotrwałego, w zasadzie jeszcze amatorskiego, a przygotowywania fabuły... "memento" jest też świetnie sklecone, ale podwaliny do swojego stylu Nolan jednak stworzył własnie w "śledząc", dlatego, tak mi się wydaje, "memento" było mu łatwiej napisać.
              • barbasia1 Re: "śledząc", spojl [2] 17.12.10, 17:49
                > zauwazyłaś, ze debiuty okazują się często najlepszymi rzeczami w karierze rózn
                > ych scenarzystów, pisarzy etc ?

                Tak, to prawda, ale też często jest i tak, że debiut stanowi coś w rodzaju rozgrzewki, a pełnia twórczych możliwości objawia się dopiero w następnym filmie... I chyba jednak tak jest w przypadku Nolana, czytałam, ze wspomniene przez Ciebie "Memento" to najlepszy, najbardziej oryginalny film Nolana (niestety nie widziałam).

                "Śledząc" to już trzeci, a właściwie nawet czwarty film Nolana , który wspólnie zaliczyliśmy na ForumT, po "Bezsenności" (2002), "Batmanie: Początku" (2005) /ale ten po łebkach,/, "Prestiżu" (2006).
                Opócz "Memento", zostały nam do obejrzenia jeszcze dwa jego najnowsze filmy: "Mroczny rycerz" (2008) i "Incepcja" (2010). :))

                • grek.grek Re: "śledząc", spojl [2] 18.12.10, 15:36
                  no tak, bywa i inaczej :]

                  na "incepcję" w tiwi, to pewnie poczekać przyjdzie z dekadę ;], ale... może się człek kiedy szarpnie na jakąś wizytę w wypożyczalni, chociaż raz, ze zdzierają z człowieka skórę ;], a dwa - oglądanie na czas, to nie jest moja akurat mocna strona.
                  • barbasia1 Re: "śledząc", spojl [2] 18.12.10, 16:26
                    grek.grek napisał:

                    > no tak, bywa i inaczej :]
                    :)

                    No tak, rzeczywiscie nowości i hiciory (najdroższe) trzeba obejrzeć szybko, w ciągu jednego czy dwóch dni, natomiast starsze rzeczy można trzymać dłuzej, czyli około tygodnia.

                    Sporo ciekawych rzeczy jest też dostępnych na stronach filmowo-serialowych... :)
            • grek.grek Re: "śledząc", spojl [2] 17.12.10, 15:36
              aha, nie byłbym sobą, gdybym o czymś nie zapomniał... miejscem akcji jest Londyn :]
              • barbasia1 Re: "śledząc", spojl [2] 17.12.10, 17:53
                To bardzo dobre miejsce! :)
        • grek.grek Re: "śledząc", spojl [2] 17.12.10, 15:24
          P.S : do "klimta" już się przymierzam, niebawem opiszę :]
          • barbasia1 Re: "śledząc", spojl [2] 17.12.10, 16:57
            grek.grek napisał:

            > P.S : do "klimta" już się przymierzam, niebawem opiszę :]

            To fantastycznie! Czekamy!!! :)))
    • pepsic Sting 17.12.10, 21:10
      To ja na na szybko zareklamuję (choć nie trzeba) Stinga, który pojawi się za chwilę w dwójce na jubileuszu polskiego radia. Na zaostrzenie apetytu:
      www.youtube.com/watch?v=k3EmA-eJPxs
      • barbasia1 Re: Sting 17.12.10, 22:21
        pepsic napisała:

        > To ja na na szybko zareklamuję (choć nie trzeba) Stinga, który pojawi się za ch
        > wilę w dwójce na jubileuszu polskiego radia. Na zaostrzenie apetytu:

        Apetyt zaostrzony! Czekam na Stinga :)
        • barbasia1 Re: Sting 18.12.10, 16:33
          Kiedyś napisałam, że słuchałam Sitnga w "czasach młodości", ale to właściwie taka trochę późniejsza młodość była, w czasach studenckich ...
          Słuchanie Stinga jednak najsilniej kojarzy mi się z imprezami (do rana) w akademiku u znajomych. :)
          • pepsic Re: Sting 18.12.10, 17:21
            O, u mnie słuchanie Stinga przypadło również na lata młodości, a raczej początku dojrzałości, bo moi znajomi, u których odbywały się imprezy ( niestety do rana nie dla mnie) byli fanami i zawsze mylili mi się z Dire Straits (wiem, że niepodobni) :)
            Ps. Wczoraj Sting zaimponował mi śpiewając Roxette na żywo - sam bez zespołu i bez prądu
            • pepsic Re: Sting 18.12.10, 17:22
              * Police mylili mi ...
            • barbasia1 Re: Sting 18.12.10, 19:59
              >Ps. Wczoraj Sting zaimponował mi śpiewając Roxette na żywo - sam bez zespołu
              i bez prądu

              I to z jakim powerem, z jaką energią! Mistrz! Mistrz! :)

              > ( niestety do rana nie dla mnie)
              Przyznam, że też nie byłam i nie jestem wielką entujzastką takich imprez , ale czasem trzeba było siedzieć z towarzystem do rana! ;))
              • pepsic Re: Sting 21.12.10, 15:43
                Oczywiście miało być Roxanne :(
                Ps. Nie do końca o to mi chodziło, ale to też. Zawsze zazdrościłam długodystansowcom, którzy następnego dnia, jak gdyby nigdy nic spokojnie wychylali klina.
    • grek.grek "górski patrol", z wczoraj/dzisiaj 18.12.10, 11:11
      wczoraj, a w zasadzie - dzisiaj, bo o 0:55 polsat uraczył widza tym filmem.

      "górski patrol" jest o, tu Was zaskoczę... górskim patrolu ;]

      rzecz się dzieje w okolicach Tybetu gdzieś, w górach tamtejszych. jest to ojczyzna tybetańskich antyolop, specjalnego gatunku, którego skóra jest niezwykle wysoko ceniona i co za tym idzie ma wielką wartośc rynkową, słowem : można na niej cholernie dobrze zarobić, a prosta tego konsekwencja polega na tym, ze zwierzaki są masowo tępione przez grupy kłusowników grasujące po tych górach; ich populacja wynosi, w momencie umiejscowienia akcji, 10 tys sztuk, więc zagłada jest o krok, bo tempo ich wybijania jest galopujące.

      przyjeżdza w te góry młody dziennikarz z Pekinu, aby zrobić reportaż o grupie strażników górskich, którzy nadzorują teren i starają się wyłapywać kłusowników. oddział tworzy około dziesięciu ludzi, mają broń, jakąś amunicję, mają terenowe auta, ale w zasadzie na wszystko [choćby na benzynę] muszą sami zbierać forsę [nie zawsze zwracają państwu odebrane skóry, czasami po prostu sami je upłynniają], nikt im nie pomaga finansowo, a już zwłaszcza rząd. w stosunku do kłusowników wiele zrobić nie mogą - najwyżej wlepić mandat, skonfiskować skóry, udaremnić kolejną masakrę zwierząt... ot, tyle. od roku nie dostają żadnych pensji. na ich czele stoi zdeterminowany bardzo jegomość w smudze cienia, pozostali to młodzi zapaleńcy, często wykształceni, którzy mogliby zajmować się lepszymi rzeczami, ale, jak mówią "ta praca jest ciekawsza". tworzą jakiś rodzaj rodzinnej, a na pewno przyjacielskiej, wspólnoty. do patrolowania mają zayebiście duży teren, jest ich kilkunastu tylko, zawsze za mało pieniędzy, tu i tam funkcjonują przyczółki w postaci zbitej naprędce chaty z prymitywnym systemem grzewczym, w której siedzą pojedynczy strażnicy mający za zadanie płoszyć kłusowników, a ci nie mają dla nich żadnego uznania, jako dla pracowników, de facto, państwowej instytucji, więc zawsze mogą ich po prostu odstrzelić, jak antylopę, tyle że znacznie mniej wartościową...

      któregoś razu zdarza się taka akcja, że grupa zostaje zaalarmowana o kolejnym przypadku kłusowniczego rozboju i jedzie w góry, żeby dziadostwo wyłapać. dziennikarz jedzie z nimi. tropią zatem bandę, po drodze natykając się a to na nielegalnie łowiących rybaków, którzy widzieli i słyszeli kłusowników, ale nie mogą ich opisać, więc nie da się nic zrobić poza wlepieniem im mandatu i załadowaniem do suki; na przewoźników transportujących jakichś najemnych pracowników z jednej osady do drugiej, którzy coś wiedzą, ale nie powiedzą nic, mandat i puszczamy; a to wreszcie na przewodników kłusowniczych, których muszą gonić biegiem w cięzkim górskim powietrzu aż do obrzęku płuc jednego ze strażników; oni przynajmniej zdradzą, nie bez ręcznej pomocy strażników, gdzie kłusownicy ukryli ostatnio zdobyte skóry, uda się je przejąć - lepsze to niż nic. ich też trzeba zabrać do transportera.

      dowódca grupy orientuje się, ze ścigają grupę, która czyni szczególne spustoszenie, którą on ma na celowniku od dłuższego już czasu, jest więc ekstremalnie zmotywowany, zeby ich dopaść. kiedy jego człowiek zapada na obrzęk płuc każe drugiemu wieźć go do lekarza do najbliższego miasta [ledwie dociera on do celu, niemal zasypiając, padając ze zmęczenia]. potem, z powodu braku żywności, musi wysadzić zatrzymanych po drodze ludzi, skazując ich na przedzieranie się przez śnieżne zawieje [pogoda się zmienia cały czas, raz jest słońce, raz przychodzi śnieżna zadyma] przez wiele, 20-30 km, aż do drogi na miasto najbliższe - stary przywódca przewodników mówi "mam 80 lat, nie dam już rady, umrę tutaj, nie zostawiaj nas", ale dowódca nie może spasować dla nich, może im tylko życzyć powodzenia. nastepnie kończy się benzyna [zostaje im jej na kilka dni, ale włącznie z droga powrotną, a więc musieli by, w tych okolicznościach, teraz zawrócić, a i to nie gwarantowałoby bezpiecznego powrotu] w jednym z pozostałych dwóch samochodów, więc dowódca każe zostać załodze jednego z nich na drodze, mają czekać na tego, który powiózł chorego do szpitala i ma wrócić po nich z zapasami jedzenia, paliwa i czegotamjeszcze - przychodzi śnieg i mróz, ludzie niemal zamarzają, są w rozpaczy, wielka pustka dookoła, znikąd pomocy i oni... a na domiar wszystkiego chłopak jadący z pomocą ulega wypadkowi - wciągają go ruchome piaski, na śmierć... Tamci na szlaku zostaja na pastwę losu.

      dowódca, na resztkach benzyny, zaiwania zatem za tymi kłusownikami, przedzierając się przez góry, jedząc surowe mięso i w ogóle niezmordowanie oraz z krańcową upartością, aż w końcu... oni go dopadają. jego, jego zastępcę i dziennikarza. docierają do nich za sprawą... starego przewodnika, którego wypuścił wcześniej dowódca strażników, nie dośc że dziadyga przetrwał, to jeszcze sprowadził na nich wroga. biorą zatem całą trójkę na muszkę, dowódca jest nieugięty i każe tamtym się poddac, co oczywiście, w takiej sytuacji, tylko ich bawi. proponują mu, że mu zapłacą, zeby sobie dał spokój i pozwolił im robić co chca, znaczy się - propozycję korupcyjną mu składają. a on swoje "poddajcie się, zabieram was". kiedy sprzedaje liścia szefowi kłusowników sam dostaje kulkę. a potem serię. zostawiają go na szlaku, resztę też.

      nie wiadomo, jak zostają uratowani ci w samochodzie pozostawieni na szlaku, ale fakt faktem, ze ostatnia scena to scena pogrzebu dowódcy, podług obrządku tybetańskiego, w której wszyscy biorą udział, znaczy się - jakoś się im udało.

      i epilog - film został oparty na autentycznych zdarzeniach i opisuje rzeczywistych ludzi. taki patrol działał w latach 93-96. dziennikarz napisał swój o nich artykuł, opisał ich postaci, ich pracę, ich dramat i warunki w jakich się poruszają oraz cały proceder polowania na antylopy i skórowania ich. wstrząsnął opinia publiczną, a rząd wreszcie zajął się sprawą, wyznaczył specjalny rezerwat przyrody na terenie zamieszkiwanym przez owe antylopy zagrożone wyginięciem, posadził tam specjalne Biuro, poszły za tym pieniądze i odpowiedni personel. od tego czasu populacja antylop rośnie, jest ich już 30 tysięcy i idzie ku lepszemu, a więc śmierć dowódcy strażników i dramatyczna akcja całej grupy nie poszły na marne, a sam film jest także wyraźnym podkreśleniem znaczenia niezależnego i zdolnego po poświęceń dziennikarstwa, dzięki któremu świat moze się stawać choć trochę lepszym miejscem, co w odniesieniu do Chin jest akurat istotnym spostrzeżeniem, bo róznie tam bywa z cenzurą itp rzeczami :]

      piękna przyroda górska, piękne zdjęcia i filmowanie, to dodatkowe atrakcje; akcja nie jest pospieszna, raczej things happens, bez wyskiwania zza kurtyny z wrzaskiem, po prostu płynne przejścia się odbywają, bez specjalnego zawieszenia i momentów suspensu, wyraźnie jest ona tylko częscią planu reżysera, bo najważniejszą sprawą jest pokazanie jak cięzka jest robota strażnika górskiegom, ile czyha niebezpieczeństw i problemów do rozwiązania, z jakimi typami trzeba się stykać i jak bezwzględnie działają kłusownicy, chociaz - moze raczej powinien pisać w czasie przeszłym, bo, wg informacji w epilogu, zmieniło się na tam na lepsze, dużo lepsze. jest to więc historia patetyczna, hołd złożony paru ludziom, a jednemu, to nawet urastającemu do rangi bohatera, takiego trochę szeryfa w starym amerykańskim stylu. nie ma tu ckliwości ani mdłości, nawet jak się strażnicy przy każdej okazji rozstania ściskają i całują w policzki, jakby co najmniej lecieli w kosmos, to wiadomo, że to jest wynik ich więzi przyjacielskich, lojalności i zżycia, braterstwa, a nie kabotynskie ceregiele.

      bardzo dobrzy aktorzy, w manierze europejskiej robiący swoje. naprawdę zacny film. made in China :]
      • barbasia1 Re: "górski patrol", z wczoraj/dzisiaj 18.12.10, 19:53
        O tak, interesująca rzecz! Dzięki! :)

        Podobną tematykę , choć w zupełnie odmienych, bo afrykańskich okolicznościach przyrody, jak pewnie pamiętacie, poruszał przejmujący film "Goryle we mgle", także oparty na faktach, z fantastyczną Sigourney Weaver, w roli badaczki Dian Fossey, która poświeciła swoje życie dla ratowania goryli górskich w Kenii, a potem w Ruandzie także przed bezmyślną, bezwzgledną, okrutną zachłannością ludzką.


        Na filmwebie znalazłam zdjęcia z tego filmu, linki do kilku, wklejam poniżej:

        www.filmweb.pl/film/G%C3%B3rski+patrol-2004-171557#picture-5
        www.filmweb.pl/film/G%C3%B3rski+patrol-2004-171557#picture-9
        www.filmweb.pl/film/G%C3%B3rski+patrol-2004-171557#picture-10

        >nawet jak się strażnicy przy każdej okazji rozstania ściskają i całują w policzki, jakby co >najmniej le cieli w kosmos,
        :)))

        To pewnie jakiś obyczaj tybetański?
        • grek.grek Re: "górski patrol", z wczoraj/dzisiaj 19.12.10, 12:44
          dobre uzupełnienie :]
    • grek.grek cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 18.12.10, 15:32
      "hostel" o północy w Polsacie, podobno jakaś nieopamiętana masakra w stylu gore. czy to sie godzi polecać ? ;] pewnie fani gatunku, o ile są tacy co jeszcze nie widzieli [a tytuł głośny od paru już lat], zacierają garście zapewne.

      tvp dzielnie zarządza kolejne powtórki : "o czym marzą kobiety", "scigani" i "nieznośna lekkość bytu"; nawet bym obejrzał "o czym marzą...", bo gdyż ponieważ sama idea wydaje mi się interesująca fabularnie, gdyby nie mel gips-on w roli głównej, nie daję z człowiekiem rady, tak po prostu, jeśli nie muszę absolutnie, to nie oglądam :]
      hanks & gipson, moi ulubieńcy; szkoda tym większa, bo marisa tomei jest fajna. ale cóż, tym gipsonem mnie skutecznie i na amen odwiedli od zamiaru :]

      tvn, o 1:30 daje "comę" zawodowy dreszczowiec o prostej lekarce szpitalnej, co wpada na trop wielkiej afery medycznej; ooo, zaprawdę powiadam Wam - warto, a że to staroć, to tym większa nadzieja, że część młodego pokolenia nie widziała; w thrillerze zawsze chodzi tak samo - o suspens i wartką akcję, i tutaj jednego i drugiego nie brakuje. warto chlapnąć sobie kawkę, albo zdrzemnąc się godzinę po wieczorem i film ten obejrzeć :]; 78 rocznik... ech, lata 70-te, dobry czas w amerykańskim kinie.









      • barbasia1 Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 18.12.10, 15:54
        Moim skromnym zdaniem da się znieść Mela Gibsona w filmie o "Czym marzą kobiety"! :)

        Nie znam "Comy" niestety i zamówiłabym ten film, gdyby nie to, że czekam na Klimta! ;)

        Zaraz zabieram sie do czytania "Górskiego patrolu" (tytuł skojarzył mi się ze "Słonecznym patrolem" ... :))
        • grek.grek Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 19.12.10, 12:29
          streszczenie 'comy" zajęłoby kilka zdań najwyżej :]

          co do "klimta"... cierpliwości, zabieram się doń :]
          • barbasia1 Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 19.12.10, 12:36
            > co do "klimta"... cierpliwości, zabieram się doń :]

            Jestem wcieloną cierpliwością, Greku! :))

            I co dowiedziałeś się, czego pragną kobiety??????????? :)
            • grek.grek Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 19.12.10, 14:27
              to dobra informacja :]

              no nie, nie dowiedziałem się niestety... gipsowy mel nie pozwolił mi podejśc do telewizora ;]
              • barbasia1 Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 19.12.10, 15:45
                :)))

                To, innym razem obejrzymy i, mam nadzieję, obgadamy, mówię "my" bo ja też musiałabym sobie przypomnieć szczegóły...
                Chyba, że Ci alergia na gipsowego Mela nie przejdzie... :)
                • grek.grek Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 20.12.10, 11:39
                  dlaczego angole nie wzięli tego scenariusza, zagrałby grant i ja też mógłbym obejrzeć :) czuję się wykluczony... ;]
                  • barbasia1 Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 20.12.10, 16:26
                    Ha, ha! :)
                    Masz rację w 100 a nawet w 200 procentach , Greku, Grant jest śliczny, można na niego patrzeć i patrzeć, i patrzeć, i ... ;)

                    Ja bym Cię jednak namawiała na obejrzenia w przyszłosci "Czego pragną kobiety", naprawdę da się patrzeć bez bólu na Mela, poza tym sam koncept, na którym opiera się się ta komedia - czytanie w myślach, odczytywanie myśli kobiecych przez meżczyznę (bohater grany przez Mela, typ męskiego szowinisty i kobieciarza, na skutek nieszczęśliwiego wypadku, posiał zdolność czytania w myślach kobiet) jest szalenie ciekawy. Inna sprawa, że może nie jest do końca satysfakcjonująco wykorzstany nawet jak na lekką komedię ...


                    PS Powiem Ci, Greku, źe ja jakoś nigdy nie kochałam się w aktorach, czy muzykach. Owszem ten i ów mi się podbał, podziwałam urodę np. George'a Michaela, czy trzęsącego się Stevensa, ale nigdy nie pałałm do nich tak żarliwym uczuciem, by stawiać im ukwięcone ołtarzyki , całować plakaty (nawet specjalnie nie zbierałam plakatów), marzyć o spotkaniu z nimi czy jeszcze o czymś innym ...
                    I tak mi do dziś zostało... :)
                    • grek.grek Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 21.12.10, 11:46
                      hoho, no mnie akurat o urodę nie chodziło ;]]

                      racjonalne, na mój gust, to i tak "zakochanie" w muzyku czy aktorze nie istnieje, istnieje co najwyżej "zakochanie" w postaciach które odgrywa ten pierwszy, albo piosenkach, co je śpiewa ten drugi :]
                      • barbasia1 Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 21.12.10, 15:46
                        Nie O URODĘ??? To niemożliwe!?? Chi, chi! :)) Ale jeśli jednak, to ja przepraszam! ;))


                        albo w wykreowanej, sceniczno-medialnej osobowości ...

                        Otóż to. To właśnie miałam na myśli!

                        Słowa robią co chcą,
                        uciekają
                        skrótami
                        Zmęczenie.
                        :)
                        • grek.grek Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 21.12.10, 15:50
                          haha, oj coś chyba tym razem nie złapałem w porę Twojego żartu :]

                          • barbasia1 Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 22.12.10, 13:48
                            Nie szkodzi, Greku!!! :)))))
      • barbasia1 Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 18.12.10, 16:39
        "Nieznośną lekkość bytu" zaczęłam oglądać i nie dokończyłam!!! Shame!
      • pepsic Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 18.12.10, 17:31
        Potwierdzam, "Comę" dobrze się ogląda.
        Mel Gibson - trzeba mu przyznać, że w Mad Maxie zgrabną dupcię miał.
        Ps. Wczoraj dokonałam nie lada wyczynu, oglądałam skaczące, zmutowane pająki. Nie bolało, tylko lekko swędziało.
        • barbasia1 Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 18.12.10, 20:18
          > Mel Gibson - trzeba mu przyznać, że w Mad Maxie zgrabną dupcię miał.
          Ha, ha! :)


          > Ps. Wczoraj dokonałam nie lada wyczynu, oglądałam skaczące, zmutowane pająki. N
          > ie bolało, tylko lekko swędziało.
          :)
          Szczęśliwie ominęłam pająki dużym łukiem!
        • grek.grek Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 19.12.10, 12:43
          świetna muzyka w "comie", w ogóle muzyka z czołowych amerykańskich thrillerów lat 70 [choćby ww. coma, chiński syndrom, szczęki, ósmy, serpico, posterunek 13] do dziś może robić za wzór dla całego gatunku :]

          gipson swiecił tyłkiem w "zabójczej broni" także, pamiętam, bo się nabawiłem wtedy niestrawności :] ; właściwie oryginał 'zabójczej' pozostaje jednym filmem z gipsem, który pamiętam, wtedy jeszcze, kiedy go oglądałem, nie znałem jego reżyserskich ciągot. normalny się wydawał :]

          • barbasia1 Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 19.12.10, 13:21
            > świetna muzyka w "comie", w ogóle muzyka z czołowych amerykańskich thrillerów l
            > at 70 [choćby ww. coma, chiński syndrom, szczęki, ósmy, serpico, posterunek 13]
            do dziś może robić za wzór dla całego gatunku :]

            Muzyjke do filmu "Coma" skomponował, własnie sprawdzilam Jerry Goldsmith, jeden z hollywoodzkich gigantów, jeden z najwybitniejszych współczesnych kompozytorow muzyki filmowej. On także jest autorem muzyki do wspomnianego przez Ciebie "Ósmego" i kolejnych "Obcych", do "Rambo" (tak, tak zaraz dokończę...), mojej ulubionej kompozycji, niesmowitej muzyki do "Nagiego instynktu", a także muzyki do filmów "Omen" , "Poltergeist" ;), do Star Treków, czy do Twojego, Greku, ulubionego "Papillona" i jeszcze wielu, wielu innych. :)


            www.youtube.com/watch?v=6cJ-rvGpW84
            • grek.grek hostel [bardzo ?] & coma [o tak]. 19.12.10, 14:42
              nie ma to, jak dobre dossier [dzięki].... no i mamy zwycięzcę :]

              napomknę tylko, że 'hostel", to tyleż klasyka, z tego co się orientuję, w kinie gore, co
              po prostu bzdura w normalnej skali filmowej - przez 1/3 golizna, bo trzech studentów bawi
              się w podrywanie panienek, a przez pozostaje 2/3 dużo czerwonej farby, kiedy jeden po drugim cała trójka, wystawiona przez swoje koleżanki nowo poznane, trafia w ponure łapy biznesmena, prywatnie niespełnionego chirurga, który prowadzi w ponurej postindustrialnej scenografii starej fabryki coś w rodzaju domu tortur, gdzie za odpowiednią opłatą bogate snoby mogą się pobawić w szlachtowanie przywiązanych do krzeseł albo powieszonych za ręce żywych ofiar, mając do dyspozycji całe niezbędne instrumentarium : od pił tarczowych przez białą broń do pistoletów, a jedyne ograniczenie w swojej wyobraźni. ofk, farba się leje strumieniami, jeden z chłopaków wyrywa się z potrzasku i kosztem utraty trzech palców u dłoni ucieka, myląc pościg i mszcząc się na każdym, kto do śmierci jego kolegów i jego kalectwa i tragedii się przyczynił, włącznie z biznesmenem-chirurgiem. można powiedzieć tylko tyle, że amatorzy tortur zamiast ślęczeć 90 minut przy 'hostelu' mogą sobie puścić scenę z "maratończyka", w której dustinowi hoffmanowi pewien miły pan funduje bezpłatny zabieg stomatologiczny :] - krwi w ogóle nie ma, ale za to jest efekt, i to taki jakby od niechcenia osiągnięty, co jest miarą mocy takich scen, podczas gdy w "hostelu" twórcy stają na uszach, zeby widza zbulwersować zastosowanym naturalizmem scen, a efekt odnoszą przeciwny :]

              dlatego, anie Tobie, ani nikomu sam tego filmu nie polecę; nie że okropny, czy coś, ale dlatego, że po prostu słaby :]
              • barbasia1 Re: hostel [bardzo ?] & coma [o tak]. 19.12.10, 15:31
                :)

                /PS A do "Szczęk" skomponował muzykę inny gigant pośród amerykanskich kompozytorów muzy filmowej - John Williams!/

                "Hostel"
                No tak, samo zabicie człowieka jest nie robi już wrażenia na widzu, trzeba więc wymyślać wciąż nowe "atrakcyjniejsze" w swej drastyczności okoliczności mordowania, by jakoś poruszyć go, dostarczyć mu emocji!?
                A jaki będzie następny krok w kinie tego gatunku, jak już znudzą się widzowi te wszytskie najwymyślniejsze sposoby mordowania? Nawet nie chcę myśleć.

                A'propos, Kuczok w jednym ze swoich esejów poświęconych kinu ("Moje projekcje") zawarł, myślę, bardzo celną uwagę na temat kina gore, a mianowicie "[...] moda na gore zmieniła funkcję horroru z przerażającej na odrażającą".

                Jeszcze jedno a'propos, tym razem Kuczoka i jego esejów (polecam), które niedawno kupiłam sobie w prezencie na Allegro po fantastycznej , okazyjnej cenie, czytając je, pomyślałam, jak nieskonczenie wiele filmów do obejrzenia jeszcze nam zostało. Może nam nawet nie starczyć życia na obejrzenie wszytskich!??
                :)


                • grek.grek Re: hostel [bardzo ?] & coma [o tak]. 20.12.10, 10:34
                  o yes, john williams, jego pamiętam :] chyba oskarda nawet dostał za "szczęki"...

                  kuczok ma rację. w gore chodzi najpewniej o ściganie się na pomysłowość w wykombinowywaniu kolejnych makabresek, z tym że to zakrawa już na taki absurd, ze wzbudza wyłącznie obojętność albo śmiech, a nie przerażenie, bo przerażać może coś, co da się umiejscowić w jakiejś realności dotykalnej przez każdego, a przynajmniej - możliwej do dotknięcia, a gore ma to za nic.

                  w zasadzie jedyna atrakcją "hostelu" jest to, ze zdjęcia kręcili, tak sądzę,. gdzieś na wschodzie Europy; w filmie miejscem akcji jest słowacja [poza początkiem osadzonym w amsterdamie].

                  O, na pewno nam nie starczy czasu na "wszystkie dobre filmy", zwłaszcza,że co jeden obejrzysz, to powstają dwa nowe warte zobaczenia ;].

                  jakbyś nam podrzucała w miarę możliwości, jakieś smaczniejsze kąski z tych esejów..? :]

                  p.s : "klimta" postaram się jakoś opisać jutro, obejrzałem już, póki co powiedzieć mogę tyle, ze ambitny pan reżyser postanowił zrobić film a'la swawolny dyzio, czyli tak jakby go klimt zrobił, gdyby zajmował się reżyserią :]
                  • barbasia1 Re: hostel [bardzo ?] & coma [o tak]. 20.12.10, 21:55
                    A tak, muzyka Williamsa do filmu "Szczęki" została nagrodzona Oskarem.
                    Williams dostał 5 Oskarów, a w sumie nominowany był aż 45 razy (!), tym samym jest on absolutnym rekordzistą, jeśli chodzi o oskarowe nominacje.

                    Kuczok zauważa jeszcze inną rzecz. Widz najbardziej boi się własnych wyobrażeń, tego, co m o ż e się stać.
                    "Świadomość tego, że oglądamy horror wystarczy, żebyśmy czuli sie nieswojo - powiada Kuczok - ba im dłużej nic nienaturalnego się nie dzieje, tym bardziej rośnie groza, dom jest nawiedzony lękiem widza, jeszcze zanim duchy zdążą zabrać się do roboty. Im dłużej więc groza napiera spoza kadru, tym lepiej dla horroru, wcale nie potrzebujemy fajerwerków okropności, żeby sie bać;" (Moje projekcje, s. 33)

                    Jeśli tylko chcesz/ checie, to oczywiscie z przyjemnością od czasu do czasu podrzucę jakiś a'poropos fragmencik Kuczokowych przemyśleń na temat kina, filmów.

                    Wiesz, jakoś mi ten Kuczok Ciebie przypomina (niewątpliwie stoisz wyżej w mojej prywatnej hierarchi osobników, których czytuję ;)) , w jego pisaniu też jest dużo humoru, zabawy językiem, choć ta z oczywistych względów jest o wiele bardziej uładzona (nie jest to już, jak u Ciebie, brawurowa jazda podskaującym, wychylającym się na boki rollercoasterem :) no i tez wyczuwa się u niego autentyczną pasję.

                    Zresztą sam zobacz, tu masz próbkę Kuczoka, esej zatytułowany "Reżyserując śmierć", to jeden z tych poważniejszych esejów -
                    czytelnia.onet.pl/0,1564939,do_czytania.html
                    > p.s : "klimta" [...] póki co powiedz
                    > ieć mogę tyle, ze ambitny pan reżyser postanowił zrobić film a'la swawolny dyzi
                    > o, czyli tak jakby go klimt zrobił, gdyby zajmował się reżyserią :]

                    Nie dostrzegam w Twej wypowiedzi szaleńczego entuzjamu dla tego filmu. Nic to, będę czekać jutro! :)
                    • grek.grek Re: hostel [bardzo ?] & coma [o tak]. 21.12.10, 11:51
                      no to mamy multimedalistę :]

                      kuczok ma pojęcie, same słuszne rzeczy powiada...

                      jasne, podrzucanie będzie mile widziane :]]

                      hehe, kuczok by się obraził na to zestawienie ze mną, a ja wprost przeciwnie :]]

                      o, nie jest tak kiepsko, a nawet ciekawie jest, zupełnie inne podejście do biografii niż
                      tradycyjnie uprawiane :]
                      • barbasia1 Re: hostel [bardzo ?] & coma [o tak]. 21.12.10, 17:47
                        > hehe, kuczok by się obraził na to zestawienie ze mną, a ja wprost przeciwnie :]]

                        Ha, ha! :)))))
                        Niech się nie obraża, bo ja tu, jakby nie było, jego dzieło reklamuję bezinteresownie, przecież! :)

                        Właściwie to całkiem interesujący portret Klimta wyłania się z tego filmu... :)
                        • barbasia1 Re: hostel [bardzo ?] & coma [o tak]. 22.12.10, 13:50
                          >Właściwie to całkiem interesujący portret Klimta wyłania się z tego filmu... :)

                          Skomplikowanej, neurotycznej nieco osobowości...
          • pepsic Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 19.12.10, 18:15
            Bardzo przepraszam, w Mad Maxie nie świecił tyłkiem, tylko był odziany w seksowne spodnie skórzane:)
            • grek.grek Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 20.12.10, 10:40
              hehe, no tak... podobno te spodnie podały potem go do sądu, bo przez fakt, że nosił je na sobie Mel utraciły status "seksownych", co zaowocowało ich finansową klapą :]
            • barbasia1 Re: cóż na dziś ? hostel [?] & coma [o tak]. 20.12.10, 16:43
              W "Czego pragną kobiety" bohater grany przez Mela depilował, a właściwie próbował depilować swoje owłosione nogi za pomocą plastrów woskowych. :)

              /W rzeczywistości, zdaje się Mel nie był taki odważny (ciekawe dlaczego?;) kamera bowiem jakoś nie uchwyciła samego momentu odrywania plastra z melowymi włosami!? /obejrzałam sobię tę scenę wczoraj w necie/ Mimo wszytsko w tej scenie Mel wypadł nad wyraz przekonująco, grymas bólu i przerażenia był doskonały! :))

    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 19.12.10, 12:14
      Coś muzycznego na dzień dobry. :)

      www.youtube.com/watch?v=Pn0NsUAmUvA&feature=related
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 20.12.10, 11:29
        widzę, że ruszyła akcja "pogonić zimę muzyką" ;]... dobry początek.

        to i ja coś dorzucę :

        www.youtube.com/watch?v=PV_h4N3pF-I

        [no i... co za dziewczyna, hoho... :) ]

        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 20.12.10, 16:57
          O to-to! :)

          Fajny kawałak, energetyczny! :)
          Ale jestem w lekkim szoku, Ty i piosenka Shakiry!??? :)))

          :)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 21.12.10, 11:54
            haha, ano widzisz, jak się ze mną porobiło i mnie przenicowało ;]

            ale mam coś lepszego, piosenka filozoficzna w najściślejszym słowa tego znaczeniu :):
            www.youtube.com/watch?v=GpCmSmbhtRs
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 21.12.10, 15:18
              > haha, ano widzisz, jak się ze mną porobiło i mnie przenicowało ;]

              O Matko! ;)))


              Ha! Klasyka! :)
              I świetny tekst.
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 21.12.10, 15:48
                tekst jak motto zyciowe, credo :]
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 22.12.10, 14:25
              > haha, ano widzisz, jak się ze mną porobiło i mnie przenicowało ;]

              Powiem Ci, Greku, całkiem serio , że i mnie chyba "przenicowało". że mnie się gust zmienił (a może poszerzył objętość ;). Zaczynają mnie pociągać ostrzejsze rockowe dźwięki! :) I stąd ten Joe Satriani, którego odkryłam, kiedyś w necie. Zainkowalam go tu nie tylko dlatego, że , jak przypuszczałam, Tobie może się sposobać, ale dlatego, że i mnie się naprawdę oraz autentycznie podoba ( a już szczególnie intro "Secret prayer" ,18 pierwszych sekund, powtórzone zresztą w końcówce).

              >tekst jak motto zyciowe, credo :]
              Tak!
    • grek.grek "Klimt", [spoj], o tym co ja z tego zrozumiałem ;] 21.12.10, 11:19
      no to... o "Klmicie" słów kilka :]

      od czego by tutaj... od tego chyba, że to jest film, imo, mający zachęcać do poznania tego człowieka i jego czasów za pomocą książek. tutaj podrzucane są tylko tropy, kokardki wiązane są
      na gałązkach.

      rzecz się zaczyna od odwiedzin jakie dogorywającemu w szpitalu prowadzonym przez zakonnice Klimtowi składa niejaki Schiele. klimt jest w zasadzie mało przytomny, więc nie odbywają żadnej rozmowy. kończy się rzecz zgonem Klimta, który stwierdza pielęgniarka. pomiędzy tymi słupami rozpina się historia z cyklu "tuż przed smiercią człekowi staje całe życie przed oczami". mieszają się wątki, osoby, postaci, sytuacje, tło epoki, zaś dialogi nie zawsze wyjaśniają o co chodzi. ślady dla co bardziej zdeterminowanych poszukiwaczy :] Klimt jest tu częśto obserwatorem, trudno orzecz ile z tego, co widzi i słyszy jest odwzorowaniem faktów, a ile jego imaginacją, materializacją podświadomości, złudą, dopowiedzeniem, przeświadczeniem.

      czego się można dowiedzieć z tych scenek... że Klimt leczył się z syfilisu, ale chyba się wyleczyć nie zdązył i to właśnie ta choroba przyczyniła się do jego zejścia; że nie był chyba samodzielny w swoich działaniach okołotwórczych [na pewno malował sam, wg własnych pomysłów, chodzi bardziej o to, co z tymi wytworami się działo, kto mu płacił, kto je wystawiał i dlaczego], bo uwikłany w gry między akademikami wiedeńskimi i profesorami, a sferami politycznymi i ich przyd,upiastymi urzędnikami...

      salony i kawiarnie artystyczne Wiednia początku XX w. były miejscem sporu o to, czym jest piękno w sztuce, jaką powinno pelnić rolę, toczonym w środowisku. surowym osądom poddawana jest twórczość Klimta, salony szepcą o "piesku elit" [on to słyszy niby, ale czy mówią tak naprawdę, czy to tylko jego projekcja kompleksu i paranoja artysty wkręconego w zależność, tak by wynikało, od urzędników nasyłanych, służących politykom... nie wiadomo, trzeba by wyczytać w jakiejś biografii ], Klimt sam musi dać odprawę pewnemu buńczucznemu krytykowi, który w kawiarni krązy między stolikami i pozwala sobie wygłosić opinię, że "malarstwo Klimta jest dekoracyjne, bezstylowe", że "rama jest bezużytecznością, a lustro przeciwnie - jest konkretne i dlatego piękne", na co wyrasta jak spod ziemi sam Klimt rozsmarowuje mu na masce tort cedząc "pańska wypowiedź była dekoracyjna, a więc bezużyteczna, tort zaś jest użyteczny, zatem reprezentuje piękno", na co krytyk niczym niezrażony odpiera "wybaczam panu, bo pańskie obrazy są erotyczne... wexmy takie "ukrzyżowanie"... nie znam bardziej erotycznego tematu", na co Klimt "przepraszam więc pana" - i ściera mu z twarzy ten tort. czy to nie znakomite ? :]

      klimt wygrywa złoty medal na wystawie światowej w Paryżu - i klnie zaskoczony niemile... dlaczego ? wygląda na to, ze zwycięstwo to w jakiś sposób utrudniało jego współżycie z władzą, z otoczeniem okołotwórczym, oddalało od osiągnięcia niezależności artystycznej, której pożądał. ale jaki był układ, który mu do tego, jak z jego reakcji wynika, tamował drogę... nie mam pojęcia, znów jest to przyczynek do poznania jego szczegółowej biografii. nieodłącznie w tych scenkach pojawia się urzędnik czy to minister, który najczęściej mówi językiem mało przystępnym; pani Zuckerjakaśtam, która chce odgrywać chyba jego stronniczkę w kręgach wyżej wymienionych... w każdym razie - osoby z półświatka (około)politycznego, podkreślające jego uzależnienie od gestów, zapatrywań i decyzji tegoż. także jeśli chodzi o pieniądze -

      jego obrazy nie są zrozumiałe dla publiki, która pozwala sobie z nich chwilami nawet dworować, a może to jego lęki tylko ? może to swoje lęki słyszy, a nie głosy ironiczne zwiedzających galerię ?

      czuje się pionkiem w grze, czuje się kontrolowany i nadzorowany [postać urzędnika/ministra]. i to mu bardzo ciąży.

      kobiety. bardzo wazny temat w jego zyciu, na to wychodzi, bo jest i tu wiele : matka i siostra - mieszka z nimi, czy też je odwiedza, a one złośliwie wytykają mu ile ma dzieci i że z róznymi kobietami je ma, a najchętniej z żydówkami, a kiedy on wychodzi one dostają jakiegoś ataku apopleksji, histerii, rozrzucają jedzenie w powietrze... najpewniej były obie niezrównoważone psychicznie, zresztą doktor, u którego leczył się z syfilisu, pytał go o ich stan emocjonalny...
      to doktor powie mu raz jedyny, że mówi do siebie, kiedy Klimt w gabinecie lekarskim będzie mia znów spotkanie z urzędniko-ministrem... "nie ma tutaj ministra, mówi pan sam do siebie", a klimtowi się przejąśni i zamiast znajomej gęby zobaczy stojak galanteryjny z kapeluszem nań nałożonych.
      Midi jest jego... towarzyszką chyba. śmiała i z tupetem, ale nie licząca się dla Klimta jako kochanka, niemniej stale przy nim i wyraźnie interesująca się jego podbojami [kiedy Klimt wychodzić ma na randkę słyszy od niej "po powrocie opowiesz mi wszystko... ze szczególami" - ni to w formie pytania, ni to nakazu...].

      w zasadzie Midi interesuje się jednym podbojem, a może bardziej - relacją łącząca Klimta z niejaką Leą - tu jest dopiero mętlik, Lea raz występuje sama, raz ma sobowtórkę, raz jest w Paryżu, raz w Wiedniu... zaczyna się od tego, ze była jego modelką i nawet występuje na filmie nakręconym z okazji jego udziału w wystawie światowej w Paryżu - czy jest to jednak prawda, czy imaginacja Klimta, nie ma pewności. potem ona prosi go o namalowanie jej portretu. więc spotykają się u niej, a w zasadzie w domu jej opiekuna, bogatego księcia, który jest sparalizowany i podgląda ich - bo Lea i Klimt szybko przechodzą do fazy erotycznej - przez coś w rodzaju weneckiego lustra, które być może jest znów tylko tworem klimtowskiej podświadomości zarządzającej tym przedśmiertnym rajdem przez własne życie.

      Lea jest "prawdziwa i fałszywa, a która jest która ? czy to ma znaczenie...". Klimtów też jest wielu... do takich wniosków dochodzi onże sam... a scena, kiedy bije faceta do złudzenia przypominającego siebie, a potem to jemu trzeba pomóc wstać z ziemi... dobitnie świadczy o tym, ze facet dotarł do konkluzji, że nie jest sam w sobie samym :] Lea jest jego muzą, inspiracją, a jej wezwanie to rozkaz. ulotna i niepoznawalna, raz żyje, nawet się z sobowtórem swoim zamienia podczas tej samej randki, a raz jej opiekun ksiązę mówi "lea nie żyje, została zamordowana"l, podczas gdy w nagle zarysowanym w tle lustrze ona się z kimś całuje... Kiedy Klimt wizytuje atelier iluzjonisty poznanego w paryżu ten przedstawia mu coś w rodzaju teatru cieni na podświetlonym płótnie, z którego wykwita postać Lei w tańcu egzotycznym... o Leę suszy mu głowę Midi... Lea Lea Lea, ciągle. nawracająca bez przerwy.



      jest też żydówka, Midsi/Mitsi/whatever... matka jego dwójki dzieci, którymi się on w ogóle nie interessuje, nie zajmuje, dopiero co urodzonej córki nie chce oglądać "popatrzę na nią, jak podrośnie"; a pani ta mówi do niego per "pan"... to dopiero ucieszna okoliczność... :] ona do niego nieśmiało "chciałabym wychowywać dzieci w wierze żydowskiej...", a on "dobrze, nie mam nic przeciwko...", ona "dziękuję bardzo !" - czy to nie urocze ? nie dość, ze machnął jej dwoje dzieci, nie dba o nie, to jeszcze ona mu dziękuje za zgodę na ich określony typ wychowania...

      no i modelki, nagie ofk, dla niego tworzywo sztuki, a on dla nich... nie zawsze tylko malarz, co sugeruje jedna ze scen, kiedy jedna z dziewczyn wykazuje się inicjatywą seksualną, aczkolwiek jest to w sugestii, i bez dowodów na konsumpcję, aczkolwiek z mocnym akcentem, ze do niej doszło i był to tylko symbol na jej notoryczność w klimtowym życiu.

      Klimt odwiedza salony, burdeliki [ale jakie stylowe za to...], wystawy, bywa w atelier pewnego iluzjonisty poznanego w Paryżyu, bywa nawet we własnej pracowni ;] - wystrój wnętrz, scenografia jest wg mnie najmnocniejszym punktem programu. jesli nawet narracja jest przegięta, to jest na co popatrzeć. bardzo szykowne wnętrza, a zarazem bardzo nastrojowe. można z ekranu wdychać pożywne opary mody i stylu z przełomu XIX i XX wieku, czyli the best of da best :]




      • grek.grek "Klimt", [spoj], o tym co ja z tego zrozumiał cd 21.12.10, 11:43
        pojawiają się i inne postaci... np niejaki messerschmitt, który jako człowiek, który "całą karierę zbudował na mówienie "nie" odrzucał był konsekwentnie starania Klimta o przyjęcie do akademii sztuk pięknych; spotykają się ot tak, na ulicy, on pomaga klimtowi wstać, po tym jak klimt znokautował... sam siebie... uważa się on za obrońcę sztuki, dzięki swej postawie, "zbyt wiele piękna, to niedobrze, lepiej mniej niż więcej, trzeba by stare niszczyć, by zrobić miejsce dla nowego, gdyby nie ja Wiedeń stałby się cmentarzyskiem brzydkich pomników".

        jest i młody Schiele, jego - jak se wyguglałem - uczeń, podpieczny. spotykają się w kawiarni, rozmawiają, przerywa im nagłe wyładowanie prądu, w półmroku wpada gazeciarz krzycząc o "wieściach z frontu" - taka ilustracja, ze to końcowe stadium życia Klimta [kojfnął w 1918], i ma te scena posmak jakiejs mistycznej wizji. prąd wraca po chwili, a klimtowi towarzyszy niejaki Wollins, jeśli dobrze odsłuchałem, zaprasza go do siebie do domu, gdzie przedstawia mu swojego syna, upozowanego na Mozarta, w peruce, stroju z epoki, którego zachwala jako wybitnego pianistę, ale nie gra on ani nuty, a zamiast tego wyznaje miłość Klimtowi, zaprasza go do sypialni, ale za nim tam nie wchodzi, za to - jest tam kobieta, naga i w woalce. nie wiadomo, która to z klimtowych kobiet, Midi, Lea-next..? "to miała być scena z pańskich obrazów, ale... nie wyszło", tak mu mówi. czy można coś tutaj zinterpretować z całą pewnością ? ;]]

        i scena kończąca - oniryczna zupełnie : pracownia Klimta, zażywa on leki, wychodzi do drugiego pokoju, a tam stylowy półmrok, poświata, śnieg pada, i czeka na niego Midi, z informacją, ze "bal odwołano", Klimt pyta 'która godzina ?"< a ona że "późna". i jego Lea. i obie śmieją się dobrodusznie "Klimt się zagubił...", "pocałuj ją, przyjechałą z daleka, chce się pożegnać", słyszy od Midi, a jednocześnie trzyma ona ozdobną czaszko-maskę na kiju i przystawia do wiszącego na ścianie portretu bez twarzy - "to jest Lea", tłumaczy mu... - mara ? złudzenie ? śmierć... czego ?
        potem widzi znów ministra... Klimt "szukam wyjścia", on go objaśnia, a tam czeka mała dziewczynka w bieli i proponuje, żeby poszli razem, bo ona tez się "zgubiła". a potem rzut do szpitala, gdzie zakonnica stwierdza, ze Klimt zmarł, a siedzący przy jego łóżku Schiele patrzy w okno, w oknie Klimt, pada w pokoju lekki śnieg, leci z offu jakiś "egzystencjalny" cytat, z motywami mitologicznych porównań, a w oknie wizja Klimta popijającego winko wśród lecących płatków kwiatów. i szlus.
        interpretacja - dowolna obowiązuje ;] a może to po prostu wizja reżysera i nie ma co z nią polemizować :]

        i to było tyle, com zobaczył i spróbował jakoś opisać.

        dekoracje, scenografia, aranż - naprawdę świetny, czuje się moment historyczny.
        Malkovich, trudno powiedzieć na ile to klasowa rola, jesli się nie wie nic o tym, jak opisywany był prawdziwy klimt, na ile malkovich gra klimta, a na ile idzie za wskazówkami reżysera, który klimta chciał przedstawić według własnych wyobrazeń, jako alegorię, metaforę, na nim klecąc uniwersalny portret artysty.
        nie podlega za to żadnej dyskusji uroda i uwodzicielska gra saffron burrows odtwarzającej Leę de Castro.
        • barbasia1 Re: "Klimt", [spoj], o tym co ja z tego zrozumiał 21.12.10, 15:07
          Rzeczywiście, znajomość biografii Klimta rozświetliła by tu nam wiele kwestii ...
          Właśnie mi się przypomniało, że chyba mam coś jeszcze na temat Klimta, dziś poszukam, przejrzę, i jeśli znajdę coś ciekawego, to postaram się uzupełnić Twoją opowioeść filmową.

          I dziękuje pięknie za świetnie przełożenie tego, jednak niełatwego filmu na słowa.

          :)
          • grek.grek Re: "Klimt", [spoj], o tym co ja z tego zrozumiał 21.12.10, 15:47
            bardzo proszę :]
            dobra idea, jeśli tylko coś znajdziesz = wrzucaj koniecznie.

            p.s : nie przegapiłem też kolejnej wyprawy Cruickshanka, ale o tym nadziobię jutro.

            • barbasia1 Re: "Klimt", [spoj], o tym co ja z tego zrozumiał 21.12.10, 16:50
              O! Super!!! Przeciekawe są te podróże, warto je utrwalić! :)))




            • barbasia1 Re: "Klimt", [spoj], o tym co ja z tego zrozumiał 26.12.10, 16:53
              Na temat Klimta miałam coś napisać. :)

              Może zacznę nietypowo, od środka, od kobiet. Otóż w krótkim biogramie, który mam tu przed sobą nie ma niestety wzmianki na temat Lei de Castro, jest natomiast całkim sporo na temat "Midi"? (u Ciebie występuje ta forma imienia) /Mili ? - czyli Emilii Floge / o umlaut/, która, była najważniejszą kobietą życia Klimta, jego muzą i jego nawiększą, jedyną miłoscią. To Emilę Klimt przywołuje w ostatnich chwilach swego życia...

              cytuję:
              "Miłość do Emilii Floge nie opuszcza Klimta nawet na łożu śmierci, w lutym 1918 roku, umierający malarz wzycha: "Emilia musi przyjść!". Nigdy jednak nie chciał sią z nią ożenić. Jak podkreśla historyk Christan Nebhehay: "Szacunek jaki odczuwamy wobec tej kobiety staje się jeszcze wiekszy, gdy uświadomimy sobie, że całe życie poświęciła temu wielkiemu człowiekowie i nigdy nie rozrobiła nic, co by przeszkodziło jego karierze artystycznej. Nie należy zapominać, że jej sytuacja nie była łatwaq, biorąc pod uwagę ówczesne uprzedzenia co do wolnych zwiazków". Pomimo niezależności, jaką dawała jej sytuacja zawodowa, Emilia Floge przyjęła na siebie rolę "muzy" uległej geniuszowi artysty"
              /tylko kobieta jest zdolna do takich poświeceń, nieprawdaż!? - ja /

              O wadze tego związku świadczy również silna potrzeba częstego pisania do Emilii Floge, jaką odczuwa Klimt. Pisze on "po kilka, nieraz nawet osiem, ilustrowanych kart pocztowych lub krótkich liścików dziennie" (!) (korespondencja jedynie częściowo jest zachowana).

              Co ciekawe, prawdopodobnie miłość do Emilii nie była miłością zmysłową,
              choć Klimt przecież, jak już była mowa nie stronił od uciech cielesnych i znany był ze swego temperamentu, romansów ...

              "Jego związki z kobietami pozwalają mu na zdystansowanie się wobec samego siebie (?! to chyba jakiś facet musiał wymyślić? - ja ;). Sposób w jaki przedstawia kobiety sugeruje fizyczne nieskrępowanie i zmysłowość, koych prawdopodobnie nieraz mu brakowało". (!)

              Klimt był ojcem trójki nieślubnych dzieci, dwojga ze wspomnianą w filmie Mizzi Zimmerman (która pyta go uniżenie, zwracając się per pan, czy może wychowywać dzieci w wierze żydowskiej ).

              Na koniec jeszcze słowko o Emilii. Klimt poznaje ją w 1891 roku. Emilia jest siostrą żony brata Klimta - Ernsta (który umiera w kilkanaście miesięcy po ślubie w 1892 roku na skutek wylewu krwi do płuc, Klimt bardzo przeżywa smierć brata). Prowadzi z siostrami salon mody, jest projektantką. Ubiera się w stroje wlasnego projektu i suknie narysowane dla niej przez Klimta. Jest kobietą swoich czasów, niezależną, wyemancypowaną poprzez swój status zawodowy.

              Tu Emilia na obrazie Klimta:
              www.artchive.com/artchive/K/klimt/emilie_floge.jpg.html
              A tu filmowa Emilia:
              www.filmweb.pl/Klimt/photos#picture-13

              cdn. :)
              • grek.grek "Klimt", Barbasiu, świetne wyjaśnienia :] 27.12.10, 13:27
                jak wyżej :]

                własnie taki, jak w Twoim opracowaniu, jest stosunek Klimta do emilii ["midi"... skąd ja to wziąłem ?.. raczej - Mili, chyba do niej mówił, głuchota moja albo lektor mnie skołował ] - jest przyjaciółką, towarzyszką, wsparciem, powiernicą i w zasadzie - wszystkim, oprócz... kochanki. ona chce i w taką relację wejść, ale jej próby Klimt neguje - jest jedna scena ilustrująca taki własnie charakter ich znajomości.

                powiedziałbym też, że film dokonuje ważnego rozróznienia, o których tutaj wspominasz : jest ona oddana klimtowi, ale NIE jest ULEGŁA, czy jakaś zdominowana, ma swoje zdanie i jesli łączy ją z nim jakaś skłonność, to nie prowadzi ona do posłuszeństwa czy pełnego uwielbienia wgapiania się w niego. wręcz przeciwnie. tak więc, film odpowiadałby, w takim ujęciu, rzeczywistości.

                dzięki, Barbasiu za naświetlenie istoty rzeczy :]
                • barbasia1 Re: "Klimt", Barbasiu, świetne wyjaśnienia :] 27.12.10, 14:04
                  :)))
                  Cała przyjemność po mojej stronie! :))) Za chwil kilka pojawi się ciąg dalszy ...

                  Twoje dopowiedzenia, też ważne!

                  To intrygujące dlaczego, Klimt domawia Emilii fizycznej formy miłości, dlazcego nie pożąda jej nie pragnie?

                  Może doktor Freud, który działał w tym samym czasie i w tym samym mieście, co Klimt mógłby coś na ten temat powiedzieć.

                  PS
                  Dwie male korekty do mojego postu, błędnie napisałam nawiska: Mizzi Zimmermann
                  i Christana Nebehay'a.
                  • barbasia1 Re: "Klimt", Barbasiu, świetne wyjaśnienia :] 27.12.10, 15:44
                    barbasia1 napisała:
                    > To intrygujące dlaczego, Klimt domawia Emilii fizycznej formy miłości, dlazcego
                    > nie pożąda jej nie pragnie?

                    Co ja piszę!? Ech!

                    To intrygujące dlaczego, Klimt odmawia Emilii fizycznej formy miłości!? Nie pożąda jej? Nie pragnie?
                    • grek.grek Re: "Klimt", Barbasiu, świetne wyjaśnienia :] 28.12.10, 14:40
                      dla niego, najwyraźniej jest to relacja przyjacielska, platoniczna. tak bywa :]
                      • barbasia1 Re: "Klimt", Barbasiu, świetne wyjaśnienia :] 29.12.10, 14:01
                        Zaiste, Klimt był bardzo skomplikowaną osobwością ...

                        "Wszyscy biografowie Klimta podkreślają dwoistość jego natury. Wygląd zewnętrzny artysty znamy w szczegółach dzięki relacji z 1905 roku: "Krępy lekko ciężkawy, atletyczny, o zabawnym trochę szorstkim , ale zarazem dziecięco szczerym sposobie bycia, ma cerę ogorzałą niczym marynarz, wydatne kości policzkowe i małe, przenikliwe oczy. (...) Ma donośny głos i mówi dialektem. Bardzo lubi przekomarzać się i czyni to często." Pomimo skłonności do żartów krzepkości ciała Klimt cierpi na zaburzenia nerwowe i często ulega nastrojom depresyjnym. Nie przeszkadza mu to jednak na ani w malowaniu, ani w realizowaniu porojektów dekoracyjnych. Przeciwnie codzienna praca pozwala artyście na zachowanie równowagi psychicznej." (WM, z. 29, s. 4).

                        Ciągłe wyjazdy za granicę, do Rumunii, związane z pracami dekoratorslimi w pałący Pelesch ( wraz z bratem Ernstem i kolegą Frantzem Matschem zakładają w Wiedniu pracownię dekoratorską) wywołują u Klimta stany lękowe i ataki hipochondrii.

                        cdn.


                        • grek.grek Re: "Klimt", Barbasiu, świetne wyjaśnienia :] 29.12.10, 15:19
                          ten opis fizys klimta wskazywałby na trafność obsadzenia w jego roli malkovicha. ten "donośny głos" w filmie się przejawiał jakoś tak głównie w momentach irytacji, nie podkreślono więc, że był on charakterystyczny dla bohatera. "dziecięco szczery sposób bycia" - a to już kulturalnie zasygnalizowano, w czym zasługa malkovicha największa :]
                          • barbasia1 Re: "Klimt", Barbasiu, świetne wyjaśnienia :] 29.12.10, 17:38
                            I właśnie między innymi z powodu Malkovicha tak bardzo chciłam zobaczyć ten film! /ale za to mam Twój opis! :)/

                            cd. o Klimcie nastąpi wkrótce!
                            • barbasia1 Re: "Klimt", Barbasiu, świetne wyjaśnienia :] 31.12.10, 14:06
                              cyt.
                              "Klimt jest jednym z głównych autorów przemian artystycznych jakie dokonują się w Wiedniu na przełomie XIX i XX wieku. Pozstaje jednak "za kulisami". Nie uczestniczy w życiu towarzyskim wiedeńskich wyższych sfer. Wsród obcych czuje się nieswojo, nie jest człowiekiem salonów. Problemy z porozumiewaniem znikają jednak, gdy malarz znajduje się wśród bliskich mu przyjaciół. Potrafi wtedy przerwać swe chorobliwe milczenie i okazuje się być człowiekiem pełnym swobody, wesołym i pogodnym. Zdarza mi się czasem przeciąć "światową" paplaninę jednym cierpkim właściwym słowem". (WM, z. 29. s. 5)

                              Jeden z biografów pisze, że gburowatość Klimta była czymś w rodzaju maski skrywającej prawdziwą naturę.

                              "Na codzień malarz nie dostępuje od drobiazogowo przestrzeganych przyzwyczajeń. Każdego wieczora, o tej samej porze, wychodzi z pracowni i wraca do domu rodzinnego. / ten motyw pojawia się też w filmie - ja/. Jego siostra Hermina wspominała później: "Jadł bez słowa, a potem kładł się wcześnie spać. Rozumieliśmy jego ciche wyjścia i powroty i wiedzieliśmy, jak bardzo był mu potrzebny odpoczynek. kiedy był wypoczęty pracował jak szalony". (WM, z. 29. s. 5).

                              Wymieniona w cytacie Hermina nie była jedyną siostrą Klimta. Sióstr Klimt miał aż cztery oraz dwóch braci (jednen z nich to Ernst, o którym już wspominałam, wraz z nim założył, przypomne, pracownie dekoratorską, Ernst ukończył tę samą szkołą plastyczną, co Klimt).
                              Ojciec ich pochodził z Czech i był złotnikiem (stąd też późniejsze umiłownie Klimta do złoceń, nakladania płatków złota czy srebra na obrazy. Także precyzja w malowaniu szczegółów biżuterii kobiecej modelek nie jest przypadkowa, to forma hołdu artysty dla ojca jubilera.
                              Matka Anna była Austriaczką, pochodziła ze skromnej rodziny wiedeńskiej. Była niespełnioną, śpiewaczką operową. Nigdy nie osiągnęła celu i czuła się nieszczęśliwa, że zamiast robić karierę musi opiekować się siódemką dzieci.

                              W filmie matka, a i jedna z córek, też zdaje się jest przedstawiona jako kobieta co sfrustrowana, jeśli nie nerwowo chora ... (lekarz pyta Klimta o jej / ich zdrowie).

                              W moim biogramie nie znalazałm żadnej wzmianki na temat wstydliwej choroby Klimta, co więcej w necie trafiłam na blog osoby oczytanej w biografiach Klimta, która twierdzi, że na informację jakoby Klimt miał chorować na syfilis nie natrafiła! (i jest oburzona, że reżyser filmu Ruiz cos takiego wymyślił )
                              A i zdaje się Lea nie jest autentyczną osobą, tylko postacią fikcyjną, wymysłem rezysera, scenarzysty, postacią złożoną z kilku kobiet, kochanek Klimta)

                              Klimt wracając na początku 1918 roku z Rumunii dostaje apopleksji, czyli udaru mózgu, umiera 6 lutego.
                              A więc koncept z u-rojeniami leżącego nałożu śmierci Klimta , klimatami onirycznymi ma tu mocne uzasadnienie ...
                              :)
                              cdn.

                              • barbasia1 Re: "Klimt", Barbasiu, świetne wyjaśnienia :] 31.12.10, 14:10
                                "A i zdaje się Lea nie jest autentyczną osobą, tylko postacią fikcyjną, wymysłem rezysera, scenarzysty, postacią złożoną z kilku kobiet, kochanek Klimta" - tę informację na jakiejś angielskojęzycznej stronie znalazłam, jak szukałam jakiejś informacji na temat Lei de Castro, (jak tylko odszukam tę stronę to wkleję linkę).
    • grek.grek tu-dej : "brygady", "lawendowe",Carmen, macunaima 21.12.10, 14:45
      tvp 1 - "brygady tygrysa", francuski, fabuła o zreformowanej u progu XX wieku francuskiej policji, 22:40.

      "macunaima", brazylijska rzecz, o czymś w rodzaju postaci mitoloicznej, w której zderzają się przeciwieństwa charakterystyczne dla ludzkiej natury. też brzmi nieźle. 2:45 - to już brzmi znacznie gorzej...

      tvp 2, "lawendowe wzgórze", 23;50. a ten film dawno temu widziałem. traktuje o dwóch starych pannach, mieszkających na uboczu świata, w niewielkiej miejscowości nadmorskiej w brytfanii .któregoś razy znajdują chłopaka, którego wyrzuciło morze. opiekują się nim, a później się okazuje, że jest to bardzo utalentowany muzyk. dzieli ich bariera językowa, kontakt jest częściowo utrudniony, ale nie przeszkadza to, zeby jedna z nich, czy obie ?, się w nim zakochały, bo i przecież do tego nie trzeba nie trzeba być poliglotą. uczucie dopada je w październiku ich życia, z wszelkimi wątpliwościami, kompleksami i radościami jakie taka sytuacja może ze sobą nieść. oczywiście, mają młodszą konkurencję i zdają sobie sprawę, że mają handicap. czy to miłośc czy może pragnienie choć na chwilę oderwania się od przyziemności i przewidywalności własnej egzystencji ?.. a do tego, czy chłopak zostanie u nich, czy tez wyjedzie ?

      pamiętam, ze to bardzo dobry, mądry film. pamiętam trzy po trzy, ale polecam najszczerzej.

      Polsat, 0:00 - Carmen, filmowersja powieści niejakiego Merimee, którą z-opero-wać zdązył już bizet.

      mówiąc krótko : jest w czym wybierać, szkoda, że cały ten majdan rzucają na pory tak późne, pierwszeństwo dając serialidłom i straszydłom innym.
      ale, jak powiedziała dyrektor w tvp Schymalla 'dajemy widzom, to czego chcą'. kiedyś telewizja publiczna dawała to, czego sama chciała być reprezentantką, miała ambicje kształtowania gustów; dzisiaj widz robi telewizję, a że proporcje są stałe, to efekt jest jaki jest.
      • barbasia1 Re: tu-dej : "brygady", "lawendowe",Carmen, macun 21.12.10, 17:30
        Brzmi bardzo intrygująco!
        Mam nadzieję, że nagrasz "Macunaimę", na wideo i później nam opowiesz!!!!!!!!!!!!!!!!!!!??

        Filmowa " Carmen", też może być interesująca. Szkoda, że leci w środku nocy. :)

        > tvp 2, "lawendowe wzgórze", 23;50
        O tak, to piękny film! Widziałam, też polecam! :)
        I polski motyw się tu pojawia! :)
        • grek.grek "lawendowe",Carmen 22.12.10, 13:18
          zdecydowałem się na Carmen :], wychodząc z założenia, ze jest mniejsza szansa na powtórkę tegoż własnie niż tamtego...

          "lawendowe" - świetne, jeszcze bardziej niż za pierwszym razem, trochę "babskie", ale nie szkodzi ;]. znakomite judi dench i maggie Smith z tą ptasią fizjonomią, no i ten sposób zakończenia całej historii jakże zgrabny. Jednego nie mogłem załapać : Dench jest francuską aktorką, gra angielkę i po angielsku, a chłopina wzięty do roli skrzypka - był hiszpanem z niemieckimi wpływami ze strony ojca, grał polaka, a kaleczył polszczynę niemiłosiernie, dobrze zaś wysławiał się po niemiecku z wiadomych względów... ergo - dlaczego do roli Polaka nie wyznaczono aktora polskiego, który umie mówić po niemiecku, jak wskazywałaby logika ? :]
          ich, tych co zrobili film, słodką tajemnica niech to pozostanie. szkody dla fabuły nie ma żadnej, bo on i tak jest na drugim planie, ale zgrzytnęło trochę.

          • barbasia1 Re: "lawendowe",Carmen" 22.12.10, 14:49
            I jak Ci się podbała ta filmowa adaptacja Carmen?

            A tak, teraz sobie przypominam, że aktor okropnie mówł po polsku!

            Wiesz, może prawie nie było pośród kandydatów do roli Marowskiego aktora Polaka o twarzy jakią sobie wyobraził reżyser!?


            Greku, stosowną rzecz o Kilmicie, czyli zeszyt z serii "Wielcy Malarze", znalazlam, dziś wieczorem postaram się streścić lub zacytować to i owo. Biogram jest oczywiście bardzo skrotowy (resztę zeszytu z stanowię komentarze do kilkunastu obrazów) , ale mysle, że parę informacji w nim zawartych na pewno będzie stanowiło dobre uzupłenienie dla Twojego opisu! :)
            • grek.grek Re: "lawendowe",Carmen" 23.12.10, 11:21
              jeszcze nie wiem :], na razie tylko nagrałem, jak obejrzę, to się podzielę. wrażeniami.

              dobra wiadomość :], bo jednak film tylko zarysował pewne okoliczności przyrodu ówczesnej, w jakich się on poruszał, a także sprawy dotyczącego jego samego...
              • barbasia1 Re: "lawendowe",Carmen" 23.12.10, 15:07
                Na opowieści o miłości zawsze czekam! :)

                Tak bym chciała porozmawiać jeszcze o "Lawendowym wzgórzu", dowiedzieć się, co Tobie spodobało się w tej "babskiej" opowieści, ale może, jak będzie więcej spokoju to wrócimy jeszcze do tego filmu?

                Przepraszam, nie dałam rady wczoraj, dziś postaram sie nadrobić, choć częściowo ...
                • grek.grek Re: "lawendowe",Carmen" 23.12.10, 15:57
                  ta jest cokolwiek znana już :] ale napiszę, jak ta ekranizacja wyszła, czy raczej - jak się mnie podobała, albo nie-podobała, boć i tylko subiektywną swą opinię mieć mogę.

                  o, proszę bardzo, temat "lawendowego wzgórza" pozostaje otwarty, tak jak i każdy inny wczesniej rozpoczęty, do każdego możemy przecież wracać i wracać, nie widzę najmniejszego problemu.

                  orajt, święta, święta... zalatanie jak najbardziej zrozumiałe; ale, jak sądzę, to już ostatnie metry tego "biegu", w tym roku, nieprawdaż ? zatem, ekstra zasobów energii życzę na tym finiszu świątprzygotowawczym, a potem świętowania zrelaksowanego :] a to co do nadrobienia - poczeka się, poczekamy, poczekam :]
                  • barbasia1 Re: "lawendowe",Carmen" 23.12.10, 16:15
                    Tak, tak, w tym przypadku nie trzeba treści szczegółowo opisywać...

                    Świetnie. Ale kilka innych powrotów w kolejce... Zobaczymy ...

                    Dzięki za pzrzedświąteczne dobre słowa! Dzięki za cierpliwość! Pozdrówka :)))
          • maniaczytania Re: "lawendowe",Carmen 22.12.10, 22:36
            grek.grek napisał:

            > Jednego nie mogłem załapać : Dench jest francuską aktorką, gra angielkę i po angielsku, >

            Judi Dench jest jak najbardziej angielska aktorka, od urodzenia :)
            • grek.grek Re: "lawendowe",Carmen 23.12.10, 11:23
              o fak, rzeczywiście :]
              byłem zawsze tak święcie przekonany, ze jest ona francuzką, że nigdy nawet nie
              przyszło mi do głowy zajrzeć do jej biogramu...
              i wyszło na to, ze, operując porównawczo, z chińskiego kolarza zrobiłem hiszpańskiego torreadora ;]
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 21.12.10, 15:54
      Wczoraj ucięłam sobie miłą projekcję "Pretty woman", a przecież miałam lukrować pierniczki. Dzisiaj z kolei oczekuję cudu, że choinka sama się z piwnicy teleportuje. Do tego nie mam wyrzutów sumienia :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 21.12.10, 17:08
        pepsic napisała:

        Ha, ha! :)))
        I dobrze, nie miej wyrzutów, i tak zdążysz ze wszystkim! :)

        A moja choinka (moimi rękami) planuje teleportować się z piwnicy jutro po południu. ;)

        >a przecież miałam lukrować pierniczki.
        Ooo! Pysznie! A my w tym roku niestety nie robimy pierniczków. Za to duży piernik będzie.:)

        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 08:56
          Na myśl o wyprawie do piwnicy przychodzi mi zawsze do głowy scena z "1984" z udziałem pewnych zwierzątek, jeśli Barbasiu czytałaś/oglądałaś, to pewnie skojarzysz. Na wszelki wypadek przemilczę.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 23.12.10, 11:25
        kurde balans, ja nawet jajek jeszcze nie zdązyłem poświęcić... :]
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 23.12.10, 15:19
          A u nas w sklepie ze słodyczami na wystawce oraz w dużym pojemniku obok malutkich miłokajów z Lindtha, leżały się malutkie wielkanocne, złote zajączki tej samej firmy. W pojemniku to trudno było nawet wypatrzeć mikołaja, tak dużo było zajączków.
          Pomyslałam, Grek, by się pewnie ucieszył z czekoladowego, wielkanocnego zajączka na Boże Narodzenie! Wirtualnie przesyłam owego! :))
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 23.12.10, 15:51
            hehe, dzięki, - i nawzajem, aczkolwiek nie wiem, ile warte są świąteczne "zajączki" od kogoś, kto programowo świąt nie obchodzi :]
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 23.12.10, 16:06
              Od takiej osoby, która programowo świąt nie obchodzi "zajączki" są niesłychanie cenne!
              A poza tym jednak bardzo smaczne nawet w wyobraźni! :)))
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 14:31
                świetnie, w takim razie nie tylko "zajączków", ale całych zająców oraz zajęcy Ci zyczę :]
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 15:16
                  Ha, ha! Dziękuję pięknie za te oryginalne życzenia! :)))))
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010-7(vol.11) sprostowanie 11.01.11, 12:55
                  Grekuuuuuu, male czekoladowe zajączki Lindtha okazały się być r e n i f e r a m i !!! Przyjrzałam się im z bliska! Na złotku namalowane było poroże i długie nogi, zakończone racicami!!! /ale ciemnota ze mnie,, jak mogłam pomyśleć, ze to zajączki, choć z daleka (i nawet nie tak daleka ) wygladały jak znane zajączki!/

                  Wiesz, rogacza to chyba nie ośmieliłabym się wysłać do Ciebie. Mogłbyś się nie ucieszyć, a nawet nie uśmiechnąć. ;/ Zajcząki to owszem, tylko będę ję musiała później kupić na zapas. ;)
    • grek.grek wojaże cruickshanka 3 22.12.10, 11:37
      no to, tak hyżo o czym tym razem było...

      było o - marzeniach. yep, 4 miejsca-symbole marzeń. po parę zdań do każdego przystanku, bo i tak wiadomo, że szczegółów lepiej szukać w guglu i grafice :]

      najpierw Jemen i shibam, czyli "mahnattan pustynny", kompleks pięciuset wysokich [do 10 pięter] budynków, w środku pustyni, na płaskowyżu, które z czasem przemianowały się w miasto. powstanie datuje się na 3 wiek. kiedy niektóre budynki zaliczają glebę, stare graty w końcu, odbudowuje się je, dobudowuje nowe, interes cały czas się kręci. zrobione są one z glinanych cegieł, Cruick oczywście odwiedza fabrykę takich cegieł, a właściwie zakład pod chmurką - forumuje się z błota, mułu i trocin masę ceglaną, zostawia na słońcu, po 3 dniach odrywa od podłoza i cegła gotowa. powstaje tego towaru kilka tysięcy dziennie. cruick sam próbuje takie cegły zrobić, idzie mu marnie, ale za to dużo zabawy jest. potem nasz angol pakuje się do jednego z tych wieżowców, na zaproszenie lokatorów oczywiście - z zewnątrz dziuplowato wyglądające domiszcze, w srodku jest całkiem ładne : całkiem znośny metraż, ściany prima sort, chodniczki pod nogi, kilka kondygnacji, kazdy pokój z czterema słupami wspierającymi sufit, lampa u góry, wywietrzniki. całkiem znośnie. a na koniec Cruick pije herbatkę na dachu, przy zachodzącym słońcu, z jakimiś Arabami. ciągle sobie jej dolewa... słyszeliście, że arabowie słynęli niegdyś ze specjalnych konfitur - do marii dodawali migdały, cukier, jakieś inne bajery... może mu dali tę herbatę właśnie w ten sposób przyprawioną ?.. ;] generalnie, shibam ma tutaj być symbolem marzenia o oazie pomiędzy piaskami pustyni.

      druga stacja, San domingo, stolica dominikany. założyli to miasto ludzie Kolumba na przełomie 15 i 16 wieku, miało być przyczółkiem wchodzącego w nowe, nienzane okolice Starego Świata, jego kultury i osiągnięć cywilizacyjnych. Cruick odwiedza Pałac Wicekróla i katedrę, pierwszą i najstarszą w szeroko pojętej Ameryce. zachwyca go ofk jej wielkość, akustyka, ale specjalnie długo się po niej nie kręci, chyba nie wolno ;] San domingo podzielone jest, od samego początku swego istnienia, na równe kwartały. geometria rodem z starożytnej grecji i rzymu, miał to być symbol nowej władzy i porządku europejskiego w Nowym Świecie, stała się ona obowiązującym wzorcem dla innych miast, pewną normą. tym razem Cruick odwiedza fabryczkę cygar, oczywiście sam się musi dorwać do stołka i spiepr,zyć jedno, ale właściciel i tak jest ucieszony po pachy, że go sfilmowali i pokaża w brytfanii. szalejący cruick nie omija też tanecznych placów, gdzie wieczorem trwają koncerty i tańce muzyki merenge - ustawia się nawet z jednym zespołem, że niby sponatnicznie zaproszą go do tańca latynoskie panny w egzotycznych strojach; idzie mu średnio, ale... grunt, że się nie kontuzjował przy tych zakrętasach. kolumba oceniają w san domingo tak sobie, nasyfił trochę, mówiąc ogólnie, ale z drugiej strony jego ludzie, armada i nawóz fachowców rozmaitych położył podwaliny pod powstanie tam dzisiejszego barwnego, otwartego miasta, przez całe wieki wyznającego kierunki rozwoju dla świata.

      dalej jest Filadelfia. i więzienie - symbol marzeń o idealnym społeczeństwie ojców założycieli Ameryki. osadzano tam przestępców, trzymano w izolacji, o bułce, wodzie i Bibilii, żeby ich na ludzi wyprowadzić za pomocą ordynowania modlitwy, pracy i czasu na refleksję bez kontaktu z innymi więźniami. taka polityka penitencjarna przynosiła efekty pozytywne i negatywne, tych drugich znacznie więcej, ludzie normalnie świrowali z tej izolacji. samo miejsce wygląda mało ciekawie, długie na kilometr korytarze z dużymi celami po obu bokach, grube ściany wykluczające możliwość rozmowy z sąsiadem z "pokoju" obok, w sumie ponure zamczysko, zwłaszcza po latach, kiedy się postarzało, stoi puste i trochę grzybem obrasta [zamknięto ten pierdel w 1971 roku]. dowożą Cruickowi eks-więźnia, który garował niedługo przez zamknięciem, a ten sprzedaje parę historyjek, jak to tutaj był płacz i zgrzytanie zębów po nocach, kiedy dorośli męzczyźni beczeli jak małe dzieci. marzenie o społeczeństwie idealnym, o odkupieniu. brawo. metoda marna, wychodziły z tego przybytku najpewniej wraki, które strzelały samobója po miesiącu prób znalezienia się w normalnym społeczeństwie. ameryka, jak w mordę strzelił :]

      ostatnia wizyta - Bhutan. tutaj chodzi o dążenie do zachowania tradycji architektonicznej, oparcie się modernizacji postepującej. działo się dawniej za pomocą dekretów królewskich nakazujących budowanie tylko w określonej regule, a i dzisiaj obowiązuje podobna zasada, wykluczająca wpływy innych kultur w tej materii. malutki kraik, malutka stolica Thimphu, w któej cruick odwiedza budynek dzielony przez władzę świecką i wyznaniową, wpuiszczają go na moment do świątyni, czy tam ichniej kapliczki, gdzxie podziwia wypasionego buddę na ścianie, zachwala wielki dziedziniec owego władzowego budynku, ale już na pokoje jakoś się nie udaje mu wślizgnąc, widać na wschodzie inne są obyczaje :] ale za to ma chłopina czas zakupić sobie tradycjny strój buhtański i zagrać z miejscowymi w ichniego cymbergaja, a także przekonać się, że w byle knajpie na rogu odbiera satelitarna tiwi z milionem kanalów, więc łączy się tutaj architektoniczny kanon z nowoczesnością. co ciekawe, jeszcze całkiem niedawno chodząc po ulicach w stroju nie-bhutańskim można było dostać mandat :]
      potem cruick drałuje na prowincję, gdzie napierw specjalnie dla niego miejscowi odprawiają rytuał zapewniający przychylnośc bóstwa, a potem może sobie połazić po klasycznie zbudowanym domu bhutańskim i zjeść tradycjny posiłek. łazi m.in z użyciem drabiny, która jest w istocie kawałem drewna z wydrązonymi w nim otworami i uchwytami po bokach, nietęgą ma minę pełznąc tym szlakiem na piętro, ale... przeżył, jak widać ;]. a potem zajada ryż z czymśtam i rozmawia z miejscowym, który mu tłumaczy, ze ludzie cenią sobie tutaj swoją odrębnośc, mają krówki, kózki, swój świat, a stolica ich nie pociąga, bo tam za duży chaos [łapiecie ? ta stolica to miasto wielkości nowego sącza; ot, skala dla każdego jest inna]. zad,upie na końcu swiata, a tu facio nagina angielskim lepiej niż wszyscy polscy politycy, to jest globalizm, drodzy państwo :]

      and to tyle. w poniedziałek pewnie nastąpi ciąg dalszy, facet nie ma dość, hehe.
      • ewa9717 Re: wojaże cruickshanka 3 22.12.10, 14:16
        Jakoś wcześniej tego nigdy nie widziałam, zajrzałam, zeby wiedzieć, o czym rozmawiacie. Facet bredzi jak potłuczony, więcej ogladać nie będę, no, może bez fonii ;)
        • barbasia1 Re: wojaże cruickshanka 3 22.12.10, 14:50
          Ha, ha :)
          Ewo, chyba jednak zbyt surowo oceniasz pana podróżnika. :)
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 09:10
      Życzę Wam wesołych świąt, dużo, dużo prezentów pod choinką i ciekawych filmów do oglądania, tudzież omawiania :))
      Ps. Pozostając w temacie wątku, dzisiaj na polsacie o 18.oo sympatyczna wokalistka i zarazem ulubienica Greka zaśpiewa moją ulubioną kolędę, m.in.
      Pzdr.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 12:57
        Dziękuję Pepsic! :) Ja również życzę Tobie i wszystkim świętującym pięknych, pogodnych (zwłaszcza w sercu) Świąt Bożego Narodzenia.

        Dla Ciebie, Greku, pozdrowienia najserdeczniejsze. Miłego dnia! :)))

        / Grekuuuu, wszelkie zaległości nadrobię już jutro!/
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 13:17
          Coś klimatycznego na dziś, dla Ciebie Greku, dla wszytskich:

          www.youtube.com/watch?v=qtnNof682cA
          www.youtube.com/watch?v=b6invQCH3XA&feature=related
          Jonas Knutsson - moje niedawne odkrycie, szwedzki saksofinista, kompozytor, grający jazz inspirowany m.in. skandynawską muzyką ludową. :)

          • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 14:05
            I ja rowniez dziekuje za zyczenia i zycze Wam udanych, cieplych swiat
            i duuuzo ciekawych filmow do obejrzenia!
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 15:19
              maniaczytania napisała:

              Dzięki Maniu! :)

              > i duuuzo ciekawych filmow do obejrzenia!
              O to-to!



          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 14:39
            ładne :]

            to może i ja zagram świątecznie i pod tego zająca czekoladowego... :
            www.youtube.com/watch?v=eLhpHjmxNw8
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 15:14
              Wow! B o s k o! :)))
            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 26.12.10, 13:04
              Niezłe, energetyzujące kolędy grają w tej Ameryce;)

              Ps. Szczerze mówiąc uznaję wyższość świąt wielkanocnych od święta komercji i udawania, ale choinka musi być:)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 26.12.10, 13:38
                pepsic napisała:
                >Szczerze mówiąc uznaję wyższość świąt wielkanocnych od święta komercji i ud
                > awania, ale choinka musi być:)

                Ja też, ale Wielkanocą, teraz, w tym świątecznym czasie uznaję wyższość Świąt Bożego Narodzenia, choinka ciągle pachnie... :)
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 24.12.10, 14:34
        "moja ulubienica" ? wyczuwam jakąś subtelna grę skojarzeń, bo na shirley manson polsat chyba jeszcze się nie postawił, a poza tym ona od śpiewania kolęd dostaje biegunki ;]

        najlepsze życzenia świąteczne dla Ciebie i dla Wszystkich :]
        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 26.12.10, 13:13
          A nie, podteksty niezamierzone, a rude włosy to dobre skojarzenie:)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 26.12.10, 14:49
            rude... rude... nic rudego nie mogę skojarzyć... ;]
            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 26.12.10, 20:01
              Wiesz, wiesz :))

              Ps. Podpowiedź na wszelki wypadek: marchewkowe.
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 27.12.10, 13:31
                irena santor ?...nie.... alicja majewska ?.. nie... ;], któż to być może..?
                • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - 7 (vol.11) 28.12.10, 13:46
                  :))
    • grek.grek "bezprawie",wcz/kolor pieniędzy,dziś 25.12.10, 12:09
      kurde balans, miał się zacząć o wpół do północka, a ruszyło dziesięc po, włączam a tam jacyś dziwnie ubrani, chyba, faceci... uff ;]
      western jak western... 4 kowbojów pędzi bydło po prerii, popada w konflikt z pewnym bogatym ranczerem, jego bandą i pozostającym na ich usługach sprzedajnym szeryfem miasteczka leżacego nieopodal. z tych bum i bom wychodzi cało dwóch, przypadkiem grają ich akuray duvall i costner. trzeci ginie, bo go najpierw przetrącili, a potem zastrzelili, a czwarty, najmłodszy, jest cięzko ranny i opiekuje się nim najpierw miejscowy doktor, a potem - kiedy doktor wyjeżdza i przez parę dni nie moze wrócić w związku z niesprzyjającą pogodą - siostra doktora, w której się zakochuje costner, a ona w nim.

      costner jest byłym rewolerowcem, który nosi bagaż przeszłości, duvall kiedyś stracił żonę i dziecko, teraz są facetami, którzy przed tymi dawnymi sprawami próbują jakoś się eskapizować - to jest jakiś element głębi w tym całym wydarzeniu :]. a teraz muszą stanąć do ostatecznej rozgrywki z ranczerem, jak to westernie pambuk przykazał, a odbędzie się ona w scenografii klasycznego miasteczka na dzikim zachodzie. jak się takie filmy kończą, sami wiecie... :]

      w zasadzie jedyną zaletą tej całej westernady jest aktorstwo, duvall, costner z wąsami, a także anette benning z włosami - grają nieźle, swoimi twarzami uwiarygodniają historię, ale powtarzalna ci ona i bez czegoś, co by zaskakiwało, pozostawiało ją w pamięci. dylematy ludzkie takie, jakie w kinie sto razy już oklepano, miłosne oci,pienie mało finezyjne.

      najlepsza sekwencja filmu, to strzelanina na samym końcu, z ściślej - pierwszy fragment, pierwsze kilkanaście strzałów, od momentu jak costner pakuje gościowi kulkę w srodek czoła. świetny montaż, dynamika, odrzucani kulami trafieńcy, śmiem zaryzykowac twierdzenie, że jedno z lepszych ujęć tego typu wśród westernów all time [aczkolwiek "all time", to tylko moje wyobrażenie o "all time", bo nawet 1/3 wszystkich westernów nie widziałem, hehe, ale za to widziałem chyba gros tych najgłośniejszych :) ]. cała strzelanina trwa ca 25 minut i dalej też jest nieźle, ale ten wstęp jednak wyróznia się zdecydowanie.

      po dobrym początku, niestety reżyser [sam costner] puścił wodze fantazji, na pole bitwy puścił i benning i tego rannego chłopaka, który ledwie się na nogach trzymając słysząc odgłosy kanonady opuścił łózko w zacisznej chałupce doktorstwa, weszli na scenę mieszkańcy. kompletnie na chama robiony chaos, żeby benning jakiś tam typek wziął jako zakładniczkę, żeby ranny chłopak dostal się pod gęsty ostrzał i zrobiło się tym dramatyczniej... tak jakby sama, dobrze skręcona strzelanka nie wystarczyła... na upartego było to robione, zaroiło się nagle od ludzkości, zamiast klasycznych końcowych podchodów kończących się jednym strzałem, którym dobry kładł niedobrego, które latami obowiązywały jako kanon sztukli westernowej, zrobiła się regularna wojna, chryja nie z tej ziemi.

      imo, cały ten film, to spartolona okazja na naprawdę dobre kino. można było zawiązać jakąś rozgrywkę między ranczerem i szeryfem, a kowbojami - ale taką psycho rozgrywkę, fajne dialogi, branie pod włos, rózne zagrywki prowokujące, jakieś interakcje między postaciami, nawiązujące się między nimi niejednoznaczne relacje. potencjał był, aktorzy, 2 godziny taśmy ;]

      do tego trzeba by jednak mieć scenariusz, a tutaj go zabrakło. cały budżet poszedł na gaże dla oskarowych aktorów. trzeba by mieć interesujące szwarccharaktery, a tutaj w ogole ich nie ma, szeryf jest skorumpowanym urzędasem, a ranczer pojawia się na końcu i jest płaski jak deska do prasowania, w zasadzie nie jest nawet zarysowaną osobowością. a jak się tego w scenariuszu nie przewiduje, to zostaje przeciągany niemiłosiernie uczuciowy harlekin costner-benning i trochę sztuczek duvalla.

      nie polecam, jesli bedą powtarzać.

      polecam za to, jeśli znajdziecie chwilę, "KOlor pieniędzy", dzisiaj 23:55. świetny film, koncertowy newman, świetny, mLLLody cruise, i zajmująca, bardzo interesująco opowiedziana, historia z finałem, który zaskakuje zawsze i każdego, kto pierwszy raz ogląda, a kto ogląda raz drugi ten po prostu lubi na to popatrzeć ponownie. bardzo zachęcam :] przy tych zającach, pisankach i innych świątecznych rzeczach dobre kino
      nie zawadzi :]
      • barbasia1 Re: "bezprawie",wcz/kolor pieniędzy,dziś 25.12.10, 12:53
        Owszem, z chęcią obejrzałabym "Kolor pieniedzy" (tytuł brzmi znajomo), czy jakąś inną atrakcyjną nowość, ale nie o 23.55! A wcześniej nic nie leci? :)

        "miłosne oci,pienie" - o m i ł o ś c i takimi słowyma??? :/

        :)
      • barbasia1 Re: "bezprawie",wcz/kolor pieniędzy,dziś 25.12.10, 13:34
        grek.grek napisał:

        > kurde balans, miał się zacząć o wpół do północka, a ruszyło dziesięc po, włącza
        > m a tam jacyś dziwnie ubrani, chyba, faceci... uff ;]

        To byli pastuszkowie (na Pasterce), pasterze, a konkretnie dusz-pasterze! ;}
        • grek.grek Re: "bezprawie",wcz/kolor pieniędzy,dziś 25.12.10, 13:40
          raczej dusi-grosze ;]

          może jednak uda Ci się "kolor" obejrzeć... święta są... wolny czas, jutro świąteczna niedziela... :]

          • barbasia1 Re: "bezprawie",wcz/kolor pieniędzy,dziś 25.12.10, 19:47
            /;)))))))))) aż popłakałam się ze śmiechu ;/ , oj tak, będę musiała się z tego wyspowiadać!/


            Nie, nie stanowczo za późno się zaczyna się film, o tej porze to ja zazwyczaj już śpię, byłabym nieprzytomna i niewiele miałabym z tego oglądania, a poza tym jutro byłabym mało kontaktowa! ;)
            Może poszukam kiedyś "Koloru" w wypożyczalni!? A widzisz, już wiem, tytuł "Kolor pieniędzy " brzmi znajomo, bo wymieniałeś go przy okazji omawiania innych filmów tematyce hazardowej... :)

            Qurcze, dlaczego wszystkie ciekawsze filmy muszą lecieć w środku nocy!?
            Ależ teraz głupia i ogłupiająca jest ta telewizja!
            • grek.grek kolor pieniędzy 26.12.10, 12:01
              och, stanowczo poszukaj tego filmu w wypożyczalniach :]

              [opisanie go zajęłoby z 10 zdań, ale 2-godzinna projekcja daje całą stertę
              osobnych zupełnie wrażeń : atmosferę sal bilardowych, gry, spojrzeń, niewerbalnych relacji
              między bohaterami, znakomita muzykę, no i tego newmana to po prostu musisz
              zobaczyć na własne oczy, rewelacyjny jest ]

              niestety... "kolor" pasowałby idealnie na 20:30. idealnie... szkoda, że dzisiaj ma sie widza za durnia.

              patrzyłem sobie wczoraj jednym okiem na "kevina", hehe, i jest tam fragment, kiedy włącza on
              na video "aniołów o brudnych twarzach". przypomniało mi się, jak kiedyś, wyobraź sobie - w tvp [w dwójce, konkretnie] dawali przeglądy filmów z jamesem cagneyem, potem z humphreyem bogartem... to były czasy... nawet nie pamiętam, kto tam wtedy prezesował, ale to było, z dzisiejszej perspektywy, niewiarygodne prawie. gdzie się tamte czasy podziały... :] wczoraj o 22 w jedynce stiven segal, w dwójce dwugodzinny jubel m jak miłość, z supergwiazdami cichopkami i mroczkami... szkoda na to wielkich słów, ale "nędza", "upadek" i "DNO" przychodzą mi jako pierwsze do głowy, kiedy to widzę.
              • barbasia1 Re: kolor pieniędzy 26.12.10, 13:09
                Dobrze, w takim razie, nie będę po-żądać od Ciebie opisu. W naszej wypożyczalni na szcczęście jest ten film, sprawdziłam na stronie . Dam ci znać jak go dorwę (nieprędko)! :)

                Wiesz, że nawet nie pamiętam tych przeglądów, być może wtedy akurat nie oglądałam dużo telewizji.

                A ja oprócz kawałka Panoramy nic wczoraj nie oglądałam w telewizji, nawet Kevina. ;)

                • pepsic Re: kolor pieniędzy 26.12.10, 14:14
                  Zerknęłam gł. przez wzgląd na Paula Newmana i jego niebieskie oczy (wiem, że soczewkami się wspomagał), ale mnie nie porwało. Z drugiej strony nigdy nie byłam entuzjastką hazardu, choć na grę w karty (i chińczyka) kawał dzieciństwa poświęciłam. No i nieszczęsna godzina zakończenia skutecznie odstraszyła.
                  Ps. Tylko koncert kolęd na Polsacie zaliczyłam i bzdetny filmik, w którym psychopatyczny mężulek porywa małe dziecko, a jego matkę morduje (na publicznej to było, więc muszę napisać: żal). A teraz doniesiono mi, że Kevin się zaczyna, nie dla mnie, bo za chwilę będę gościć przybyszy obiadem.
                  :)
                  • barbasia1 Re: kolor pieniędzy 26.12.10, 14:42
                    > i bzdetny filmik, w którym psyc
                    > hopatyczny mężulek porywa małe dziecko, a jego matkę morduje
                    To bardzo klimatycznie, he, he! (chyba też to kiedyś oglądąłam)
                    Smacznego obiadowania, Pepsic! :)
                  • grek.grek Re: kolor pieniędzy 26.12.10, 14:55
                    ...a do tego, przez część filmu newman nosi ciemne okulary, złośliwiec ;]

                • grek.grek Re: kolor pieniędzy 26.12.10, 14:59
                  hehe, z tym by nie było żadnego problemu, gdyby był potrzebny, niemniej - jak dają w ofercie, to koniecznie trzeba brać :]]

                  o, były były, aż trudno uwierzyć, patrząc na to jak się tvp stoczyła, ale były kiedyś takie rzeczy [kiedyś... w połowie lat 90-tych... :)]

                  "nawet kevina" ? ooooo, z tego tez się będziesz musiała wyspowiadać :]

                  • barbasia1 Re: kolor pieniędzy 26.12.10, 15:14
                    Aaaaa jeśli tak, to z przyjemnością przeczytam streszczenie filmu "Kolor pieniędzy"! :)))
                    A i Pepsic mimo nieco krytycznej oceny filmu na pewno chętnie dowie się , jak się skończył.

                    Ja tam lubię hazard ... w filmach! :))

                    Połowa lat 90-tych stare dzieje , tak przypuszczałam, wtedy jeszcze mniej niż teraz ogladałam telewizję, pech, że w latach 90-tych było co oglądać, a teraz nie za bardzo! :)
                    • grek.grek Re: kolor pieniędzy 27.12.10, 13:30
                      aaaa, no to ja mogę napisać ;]

                      • barbasia1 Re: kolor pieniędzy - czekamy! :) 27.12.10, 15:45
                        grek.grek napisał:

                        > aaaa, no to ja mogę napisać ;]

                        To świetnie! Czekam/y zatem na opowieść hazardową! :)
                  • barbasia1 Re: kolor pieniędzy 26.12.10, 15:19
                    > "nawet kevina" ? ooooo, z tego tez się będziesz musiała wyspowiadać :]

                    Chi, chi! :))))
                    Nie, nie z tego akurat nie! :)


      • barbasia1 Re: "bezprawie",wcz/kolor pieniędzy,dziś 25.12.10, 20:04
        >mLLLody cruise
        Idol naszej młodości! ;)
      • barbasia1 Re: "bezprawie",wcz/kolor pieniędzy,dziś 25.12.10, 20:34
        Co ciekawe, scenariusz do "Bezprawia" powstał na podstawie powieści, co właśnie wyguglałam. Autorem jej jest amerykański pisarz Lauran Bosworth Paine, jak widzę, szokująco płodny!!! en.wikipedia.org/wiki/Lauran_Paine

        Ta ogromna liczba dzieł Paine'a chyba wyjaśnia, dlaczego senariusz taki mizerny.
        :)
        • grek.grek "bezprawie"/"lepiej być nie może", dziś 26.12.10, 12:08
          o, zdecydowanie pan ten był zawodowcem; tak to jest, jak ktoś literaturę po pierwsze traktuje
          jak pracę i środek utrzymania się:]

          znów dzisiaj jedna pozycja godna polecenia. tylko jedna, wg mnie.

          "lepiej być nie może" na polsacie [22:00], oglądałem dośc dawno temu, dlatego na dobry początek wieczoru - będzie jak znalazł ;] miałaś już okazję ogladać ?/oglądaliście ?
          godzina jest nieodstręczająca... dobrej zabawy :]
          • pepsic Re: "bezprawie"/"lepiej być nie może", dziś 26.12.10, 13:28
            "Lepiej być nie może" nie powala, ale zerknąć można, zwłaszcza, jak ktoś lubi klimaty komediowo- romantyczne. Początek całkiem do rzeczy, a potem niestety Hollywood w czystej postaci ku pokrzepieniu serc. Mogę być nieobiektywna, ale niespecjalnie przepadam za Helen Hunt. Jakoś mało kobieca, jeśli nie całkiem, mi się wydaje.
            • barbasia1 Re: "bezprawie"/"lepiej być nie może", dziś 26.12.10, 14:31
              Pepsic, może jak obejrzysz raz jeszcze "Lepiej być nie może", to zmienisz zdanie?

              W tym filmie Helen Hunt gra kobietę przytłoczoną życiem, problemami, chorobą dziecka, która o swej kobiecości trochę zapomniała, bo też nie miała dla kogo być kobietą, może stąd takie wyrażenie?

              • pepsic Re: "bezprawie"/"lepiej być nie może", dziś 26.12.10, 19:56
                Dwa razy oglądałam:)
                Co do H. Hunt, widziałam gdzie nie gdzie, w "Klątwie skorpiona" np. z Woody Allen-em, gdzie zagrała całkiem odmienną postać - i też nie zachwyciła.
                • barbasia1 Re: "bezprawie"/"lepiej być nie może", dziś 29.12.10, 13:20
                  Alee np. w filmie "Czego pragną kobiety" nie można odmówić jej kobiecości.
                  Zrobiona na blond, w sukienkach, kostiumach wygląda naprawdę uroczo i kobieco ... :

                  www.filmweb.pl/film/Czego+pragn%C4%85+kobiety-2000-1488#picture-16
                  www.filmweb.pl/film/Czego+pragn%C4%85+kobiety-2000-1488#picture-22
                  www.filmweb.pl/film/Czego+pragn%C4%85+kobiety-2000-1488#picture-48
                  (chciłabym mieś taką sukienkę !:)
                  • pepsic Re: "bezprawie"/"lepiej być nie może", dziś 29.12.10, 18:54
                    Sukienka w porządku, ale ze względu na łódkowaty dekolt nie stanie się przedmiotem moich marzeń.
                    • barbasia1 Re: "bezprawie"/"lepiej być nie może", dziś 30.12.10, 14:44
                      :)
                      Wersji z głębszym dekoldem jeszcze bardziej pożądam! :)
                      • pepsic Re: "bezprawie"/"lepiej być nie może", dziś 30.12.10, 20:50
                        Ja z kolei uwielbiam dekolty amerykańskie (filmy mniej), wersję klasyczną pod szyję.
                        Ps. To prawie, jak Trinny i Suzanne.
            • grek.grek Re: "bezprawie"/"lepiej być nie może", dziś 26.12.10, 14:53
              hehe, się zgodzę, że nie jest to film ponadczasowy i wybitny ;], ale jest to dobre kino na taki moment, jak obecny, ot tak, zeby się nie przeciązyć, a coś tam na podniebieniu jednak zlokalizować.
          • barbasia1 Re: "bezprawie"/"lepiej być nie może", dziś 26.12.10, 13:35
            Sądząc po ilości dzieł Payne'a,jego twórzość nie jest bardzo ambitna i pewnie ma niewelką wartość literacką (scenariusz daje jakieś pojęcie o jakości tej twórczosci), ale chyba musi by niezłym rzemieślinikiem, skoro ktoś go chce wydawać, ktoś inny czytać. Poza tym podziwam pracowitość pana pisarza.

            > "lepiej być nie może" na polsacie [22:00],
            Ogladąlam , ale to chętnie sobie przypomnę, bo film naparwdę dobry! :)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka