Gość: kusta
IP: 217.153.29.*
11.05.04, 09:44
Ostatni o gazecie "Super Express" głośno jest z dwóch powodów: zamieszczenia
szokującego zdjęcia zabitego w Iraku Waldemara Milewicza oraz spadającej
sprzedaży gazety. Wczoraj otwarty list do redaktora naczelnego "SE" Mariusza
Ziomeckiego, wystosował twórca gazety - Grzegorz Lindenberg. List został
również przesłany naszej redakcji. Oto jego treść:
- Piszę do ciebie, ponieważ nabrałem niezbitego przekonania, że pod Twoim
kierownictwem gazeta, którą z ogromnym wysiłkiem stworzyłem i której
poświęciłem kilka lat ciężkiej pracy, a której wiele osób oddało swoje
umiejętności, zapał i nadzieje, schodzi na psy i znika z rynku. Do
trzynastych urodzin jeszcze się doczołga. W czternaste wątpię.
Jest zasadnicza różnica pomiędzy gazetą popularną - jaką z "Super Expressu"
starałem się zrobić - a brukowcem, jaki z tej gazety robisz Ty. Brukowiec
żyje z cynicznego grania na emocjach czytelników, z wykorzystywania ich
przerażenia, nienawiści, wścibstwa, seksualnego podniecenia, zawiści. Im
lepiej trafia w uprzedzenia i resentymenty, im bardziej czytelników ogłupia i
szokuje, tym lepiej się, podobno, sprzedaje. Robienie takiej gazety wymaga
bezczelności, pomysłowości i braku skrupułów. Nie chciałem takiej gazety
robić, bo byłem - i nadal jestem - przekonany, że dziennikarstwo różni się od
sprzedawania polukrowanego gówna jako czekolady.
Starałem się stworzyć gazetę, której czytelnicy nie musieliby wstydzić się
tego, że ją trzymają w ręce, a pracujący w niej wstydzić się, że w niej
pracują, chociaż nie pracują w "Rzeczpospolitej". Można, bowiem robić gazetę
dla ludzi, popularną. Informacyjno-rozrywkową, która jest przyzwoita. Nie
wiem, co sądzą czytelnicy, ale jeśli chodzi o pracowników "Super Expressu",
to myślę, że skutecznie udało Ci się ich przekonać, że
określenie "szmatławiec" dobrze pasuje do gazety, w której pracują. I że nie
są z tego dumni.
Oczywiście, popełniałem błędy. Ukazywały się teksty i zdjęcia, których pewnie
dzisiaj bym nie zamieścił. Zdarzało się, że dziennikarze zmyślali albo
koloryzowali wiadomości. Ale to były błędy albo oszustwa, a nie polityka
redakcyjna.
Zdjęcia zabitego reportera to ostatnie, ale bynajmniej nie jedyne naruszenie
zasad przyzwoitości ludzkiej i przyzwoitości dziennikarskiej. Takie działania
w "Super Expressie" od roku stały się normą: zamieszczanie wiadomości
zmyślonych samodzielnie albo przedrukowanych, wywoływanie lęku i nienawiści
do Niemców, do Unii Europejskiej, nienawiści do polityków wszelkich partii,
manipulowanie faktami i emocjami czytelników - nie będę podawał przykładów,
ale obaj wiemy, jak wiele jest ich w każdym numerze. Wystarczająco dużo, żeby
wiedzieć, że to nie przypadek, ale część Ttwojego planu radykalnej zmiany
gazety. Dobrze, tylko co to ma wspólnego z dziennikarstwem, o którego
właściwym uprawianiu pouczasz młodszych kolegów w książkach i felietonach?
Jeśli uznajesz, że jedyne, co się liczy, to wzrost sprzedaży, to znaczy, że
przestałeś zajmować się dziennikarstwem. Na tej drodze nie ma barier i nie ma
końca upadku. Jeszcze bardzo daleko nie zaszedłeś, jeszcze nie było o
obrzydliwych gejach, o manipulujących wszystkim Żydach, o brudnych
cudzoziemcach odbierających naszym pracę. Ale będzie. I dlaczego zmyślać
tylko wiadomości? Dziś opublikowałeś zdjęcie zabitego reportera, jutro
pokażesz zdjęcia z jego sekcji zwłok, pojutrze sfałszowane zdjęcia ("ktoś
nadesłał do redakcji") nekrofilii. Czemu nie, krzywa rośnie.
Słyszałem w radiu, jak usprawiedliwiałeś decyzję o publikacji zdjęć martwego
Waldemara Milewicza - chodziło ci rzekomo o to, żeby czytelnicy zrozumieli
okropieństwo wojny. Kłamałeś. Po pierwsze, zdjęcia te nie pokazują żadnego
okropieństwa, którego czytelnicy by nie znali, a wręcz przeciwnie - wydaje
się z nich, że żadnej wojny nie ma, a zabity wygląda identyczne jak w każdej
strzelaninie mafijnej. Po drugie, istnieje taka zasada, że nie pokazuje się
twarzy zabitych, z uwagi na uczucia ich rodzin. Po trzecie, wykorzystałeś
śmierć kolegi dla zarobienia pieniędzy.
Wielokrotnie tłumaczyłeś, że publikowanie w gazecie rozmaitych rzeczy,
których przyzwoitość ludzka a rzetelność dziennikarska nie dopuszcza, jest
konieczne dlatego, że "czytelnicy mają prawo wiedzieć". Uważam, że w takim
razie mają prawo wiedzieć, ile wynosi Twoja pensja a przede wszystkim - jaką
premię masz obiecaną za wzrost sprzedaży gazety. Wiem, że są tu sumy poważne.
Na śmierci kolegi Super Express zarobi pewnie z 900 złotych. Ty masz szansę
na znacznie więcej. Ile?
To, co robisz z "Super Expressem", jest nie tylko niemoralne i dziennikarsko
nierzetelne. Jest też biznesowo bezsensowne. Nie wygrasz konkurencji
z "Faktem" w robieniu głupiej, nierzetelnej i manipulacyjnej gazety. Oni mają
za sobą gigantyczne pieniądze i 50 lat doświadczenia jednej z
najobrzydliwszych gazet na świecie. Zawsze będą potrafili zrobić coś
głupszego, bardziej chamskiego, bardziej obrzydliwego, lepiej zmyślonego. I
będą mieli więcej kasy, żeby to wypromować.
A od Twojej - a kiedyś i mojej - gazety odwrócą się czytelnicy. I
reklamodawcy. Już dziś gazeta jest głęboko deficytowa. Jeśli straci następne
10% dochodów, będzie w bardzo poważnych kłopotach. A jeśli straci 20%,
zbankrutuje. Ty się do tego przyczyniasz.
Nie chodzi mi o pieniądze właścicieli, które im przepadną. Mam ich w nosie.
Prezes firmy Bonnier tłumaczył mi kiedyś, że "Super Express" ma być gazetą
popularną, ale taką, żeby jego ciotka mogła ją przeczytać bez wstydu i
obrzydzenia. Albo się zmienił ten prezes, albo mu ciotka umarła. Jego
problem. Mnie szkoda jest moich lat pracy i wysiłku, i wysiłku setek ludzi,
którzy tą gazetę tworzyli.
Jeszcze nie zdążyłeś wszystkiego zmarnować, jeszcze są w redakcji dobrzy
dziennikarze, którzy starają się przynieść prawdziwego newsa. Zostały Ci dwa
wyjścia. Robić dalej to, co robisz i doprowadzić "Super Express" do
bankructwa albo zrezygnować i dać gazecie szansę. Ma jej już bardzo niewiele.
Z każdym następnym dniem Twojego kierowania, z każdym świństwem, które jej
robisz, ma jej mniej - napisał w liście otwartym Grzegorz Lindenberg.
zrodlo: wirtualne media